Zdjęcia z prywatnego archiwum Marii Nowakowskiej – Miss Polonia 2009




Historia konkursów piękności w Polsce, wywiady z Miss
Zdjęcia z prywatnego archiwum Marii Nowakowskiej – Miss Polonia 2009




A. Portka na ME ’02 – prezentacja w kostiumach kąpielowych „ekologiczna”
Monika Płochocka – finalistka Miss Polonia 2010; I Vicemiss World University 2011
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w styczniu 2012 roku
Witam Cię Moniko!
Przede wszystkim to w imieniu Globmiss i wszystkich Twoich fanów bardzo serdecznie gratuluję Ci wspaniałego występu na konkursie World Miss University i wielkiego sukcesu – tytułu 1 Wicemiss. Wszyscy mocno trzymaliśmy za Ciebie kciuki, jak widać – pomogło 🙂
Witam wszystkich Czytelników Globmiss!
Bardzo dziękuję! To zdecydowanie wielki sukces, nie tylko mój, ale przede wszystkim ludzi, którzy zaangażowali się w to przedsięwzięcie! Zaczynając od samego początku: Biuro Miss Polonia, projektanci – Elwira Horosz, Teresa Kopias, marka Desperado i But S – oni stworzyli niezbędne dla mnie zaplecze, suknie i buty. Politechnika Warszawska, Moi Bliscy oraz Damian Stroiński, wieloletni fan wyborów Miss, zmobilizowali mnóstwo osób, które przez 10 dni głosowały w wyborach on-line. Dzięki nim bardzo długo byłam w pierwszej trójce, a ostatecznie uplasowałam się na 6-tym miejscu, wyprzedzając tym samym wiele kandydatek z krajów, w których populacja i przede wszystkim popularność wyborów Miss jest dużo większa. Na końcu wspomnę o najważniejszej osobie, mojej Mamie, która koordynowała wszystko w Polsce i bez której trudno byłoby cokolwiek tak dobrze zgrać. Jestem bardzo zadowolona z tego werdyktu; jak mogłabym nie być przynosząc Polsce zaszczytne drugie miejsce! Przykro mi, że nie udało się powtórzyć sukcesu Ewy Wachowicz z 1993 roku, ale tytuł 1 Wicemiss był i jest dla mnie ogromną niespodzianką! Tym bardziej, że w tym roku były 64 finalistki, każda reprezentująca inną osobowość, inny typ urody. Zwyciężczyni konkursu Siria z USA, jest bardzo sympatyczną dziewczyną i życzę jej, by jak najlepiej wykorzystała nadchodzący rok.
W ubiegłym roku na łamach Globmiss pojawił się wywiad ze zwyciężczynią tego konkursu w 2010 roku Katie Farr. Jednak jej spojrzenie na ten konkurs będzie inne, gdyż jest Brytyjką, a nie Polką. Przybliż więc proszę trochę ten mało znany w Polsce konkurs piękności. Czym różni się on od innych tego typu wyborów, np. Miss World, czy Miss Universe?
Och, przede wszystkim jest mi szalenie przykro, że ten oryginalny i jedyny w swoim rodzaju konkurs jest, jak wspomniałaś, jeszcze tak mało znany w Polsce. Słowem wstępu: organizacja World Miss University powstała 25 lat temu i jest organizacją pokojową. To nie są zwykłe wybory piękności. Do konkursu rekrutowane są, już na szczeblach krajowych, jedynie studentki. Są to młode kobiety z dobrymi wynikami naukowymi, aktywnie działające w akcjach charytatywnych, nie stroniące od trudnych i często przykrych tematów. Oczywiście uroda również jest bardzo istotna, w końcu to wybory Miss. Ale ciekawym faktem jest to, że przecież na każdym kontynencie definicja piękna trochę się różni, co można zauważyć obserwując kandydatki, ich sposób ubierania się, zachowania, mówienia, zainteresowania uczestniczek i tak dalej. Jury bierze pod uwagę wszystkie te czynniki. Mówiąc jednym słowem – ocenie podlega to, jaką jesteś kobietą i co sobą reprezentujesz. W znaczeniu zarówno fizycznym jak i intelektualnym.
Wspomniałaś o Katie, World Miss University 2010. To bardzo fajna kobieta. Poznałyśmy się na stoku narciarskim i długo rozmawiałyśmy. Okazało się, ze łączy nas wiele tematów i zainteresowań. Przez kilka dni jej pobytu w Korei dało się zauważyć, ze to nie tylko nieprzeciętnie piękna, ale również inteligentna osoba, która będzie u mnie zawsze mile widzianym gościem.
Co Ci się najbardziej podobało w czasie zgrupowania WMU i co było dla Ciebie najtrudniejsze? Jak oceniasz organizację zgrupowania?
Najbardziej podobały mi się codzienne akcje charytatywne, fora naukowe i na rzecz pokoju oraz wizyty w różnych miastach. Nasz wyjazd nie ograniczał się jedynie do przygotowania gali finałowej, każdego dnia robiłyśmy coś dobrego dla innych ludzi i jednocześnie dla siebie samych. Czynienie bezinteresownego dobra uskrzydla i jest zaraźliwe; to coś niesamowitego. Choć były też trudne momenty. Krótkie noce, obolałe stopy, ciągły makijaż. Po takim wyjeździe niezbędne jest kilka dni odpoczynku i regeneracji.
Co Cię najbardziej zaskoczyło w czasie trwania konkursu i jakie są Twoje najzabawniejsze i najgorsze wspomnienie z tego czasu? A może jest coś, czego żałujesz?
Największym zaskoczeniem było to, że przez połowę wyjazdu codziennie jadłyśmy fast fooda; albo na obiad, albo na kolację! A najgorsze wspomnienie… Wiem! Podczas pokazu talentów pokazywałam m.in. swoje prace wykonane haftem krzyżykowym. Dałam je do obejrzenia gościom zebranym na przyjęciu, ale niestety prace już do mnie nie wróciły… Może tak bardzo się spodobały? 🙂 Czy jest coś, czego żałuję? Szkoda, że podczas gali finałowej nie było na sali nikogo z Polski. Ale otuchy dodała mi myśl, że relację na żywo oglądało bardzo dużo osób, bliskich i obcych, które mi kibicowały. Dałam z siebie wszystko, co mogłam!
No właśnie, jak oceniasz organizację gali finałowej? Jaka atmosfera panowała w trakcie samego koncertu?
Na scenie bardzo dużo się działo. Poza różnorodnymi wyjściami finalistek, takimi jak śpiewanie piosenki, układ taneczny, pokazy talentów, złożenie przysięgi Ambasadorek Pokoju i pokazu w różnych strojach był też koncert znanego zespołu popowego. Atmosfera była życzliwa, wszystkie dziewczyny sprawdzały się nawzajem przed wyjściem na scenę; czy mają poprawiony makijaż, czy wszystko było na swoim miejscu i najważniejsze – czy mają dobrze przypiętą szarfę. W końcu kto rozpoznałby nas na scenie bez numerka?!
Tak pozytywnie wyrażasz się o, bądź co bądź, konkurentkach. Czy atmosfera podczas zgrupowania była zawsze sympatyczna?
Ciężko wybrać tylko jedną dziewczynę. Zazwyczaj staram się poznać wszystkich. Bardzo polubiłam się z moją współlokatorką z Filipin. Może dzięki temu, że byłyśmy od siebie zupełnie inne, to nigdy nie nudziłyśmy się w pokoju. Atmosfera na wyjeździe była bardzo miła; choć w 64 – osobowej grupie nie dało się uniknąć tworzenia mniejszych grup. Było to głównie spowodowane językiem, jakim posługiwały się dziewczyny. Kandydatki Ameryki Łacińskiej czy krajów, w których mówi się po rosyjsku lub chińsku po prostu częściej spędzały ze sobą czas. Ale zawsze, kiedy była okazja lub potrzeba, pomagałyśmy sobie, pożyczałyśmy różne rzeczy, czy nawet zszywałyśmy sobie nawzajem sukienki!
Nieodłącznym elementem każdych wyborów piękności są krążące w kuluarach plotki, sensacyjki, skandale. Jak było na Twoim konkursie?
Było dużo zabawnych sytuacji, ale nie przypominam sobie żadnych złośliwych. Na przykład na początku gali miałyśmy zaśpiewać piosenkę. Podczas prób okazało się, że dużo dziewczyn albo nie umie śpiewać, albo nie zna tekstu i tylko rusza ustami. Wyglądało to śmiesznie; na szczęście jakoś wyćwiczyłyśmy tę piosenkę i mam nadzieję, że ostatecznie udało nam się zrobić dobre widowisko. Ale zdecydowanie byłyśmy lepszymi tancerkami niż muzykami.
Cały konkurs odbywał się w Korei Płd. Czy miałaś okazję choć trochę poznać ten kraj?
Z pewnością bardzo dużo zwiedziłam i wydaje mi się, że sama nie byłabym w stanie zobaczyć tylu i takich miejsc w Korei. Czy poznałam ten kraj? Tak i nie. Uwielbiam wycieczki i atrakcje turystyczne. Ale uważam, że podróże mają największy sens, jeśli uda nam się wejść w prawdziwy świat i poznać choć trochę życie przeciętnego człowieka. Co, z oczywistych przyczyn, nie było tym razem możliwe. Ale wspomnień mam co nie miara. Zachwycił mnie krajobraz, 70% obszaru Korei Południowej stanowi teren górzysty i tradycyjna architektura. Dużo podróżowałyśmy po całym kraju, dlatego też miałam mnóstwo okazji do oglądania przepięknych pejzaży. Za to rozczarowało mnie to, że w każdej restauracji podawane były tradycyjne sztućce! Tylko w niektórych można było jeść pałeczkami. A to właśnie one nadają orientalny charakter azjatyckim potrawom, jedzenie smakuje wtedy zupełnie inaczej. Odmienna jest też kultura jedzenia pałeczkami, co szalenie interesowało nie tylko mnie, ale i inne uczestniczki. Już od jakiegoś czasu fascynuję się Orientem, uczę się nawet języka chińskiego. Ten wyjazd był moim pierwszym do Azji. Także z pewnością na zawsze pozostanie mi w pamięci.
Co w takim razie przywiozłaś sobie z Korei Płd. i z konkursu World Miss University?
Mam bardzo dużo zdjęć, statuetkę za zajęcie drugiego miejsca i medal Ambasadora Pokoju nadany przez Prezydenta miasta Hwacheon. Niestety nie miałyśmy okazji, żeby kupić pamiątki, czego bardzo żałuję. Mam nadzieję nadrobić straty podczas następnej wizyty w Azji; kto wie, może już niedługo… Na razie to, co zostaje dla mnie, to przyjaźnie na całym świecie i wspomnienia. Nie da się ich zmierzyć żadną miarą, na zawsze pozostaną w moim sercu…
Zapytałam już chyba o wszystko, za wyjątkiem jednego… Jaka jest Monika Płochocka – 1 Wicemiss World University 2011?
Mam 21 lat i mieszkam w Warszawie. Studiuję na Politechnice Warszawskiej. Uwielbiam wymyślać i tworzyć, dlatego też nie jest mi obcy udział w różnych projektach, wymianach studenckich i wydarzeniach kulturalno-naukowych. Cechuje mnie kreatywność i optymizm, obcowanie z innymi ludźmi sprawia mi ogromną radość. Choć zdarzają się momenty, w których mam czas dla samej siebie. Lubię jeździć na rowerze i obserwować otaczający świat, ludzi i naturę. Moim wielkim hobby są sporty wodne, a życiową pasją – taniec. Marzenia… Jest ich wiele, staram się je powoli spełniać. Bez zbytniego pośpiechu; często jest to kwestia przypadkowego momentu i zbiegu okoliczności. Takie nieprzewidziane sytuacje sprawiają największą radość!
Wszystkich, którzy chcieliby mnie bliżej poznać, zapraszam na mój funpage, na którym zamieszczam wszystkie aktualne wydarzenia i inicjatywy, w których biorę udział!
W imieniu Globmiss i własnym bardzo dziękuję Ci za rozmowę!
Ja również bardzo dziękuję! Mam nadzieję, że wywiad ten będzie dobrym łącznikiem starego i nowego roku oraz zmotywuje Czytelników do podejmowania wszelakich wyzwań, spełniania marzeń i odwagi w poszukiwaniu samych siebie. W tym roku mamy na to jeszcze ponad 11 miesięcy!
Adrianna Wojciechowska – reprezentowała Polskę na konkursie Miss International 2011
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w styczniu 2012 roku
Witam Cię Ado! Przede wszystkim to w imieniu Globmiss i wszystkich Twoich fanów bardzo serdecznie gratuluję Ci występu na konkursie Miss International. Wszyscy mocno trzymaliśmy za Ciebie kciuki. Naprawdę zgrupowanie w Twoim wykonaniu było udane, tym bardziej, że tak niewiele miałaś czasu na przygotowanie się, zaledwie kilka dni!
Rzeczywiście, o udziale w konkursie dowiedziałam się tak naprawdę w ostatniej chwili. Po przylocie z Włoch do Polski cały czas spędziłam w Agencji Igo-Art. w Łodzi, gdzie codziennie przygotowywano mnie do wyjazdu. Do Chin potrzebna była wiza, strój narodowy, suknie wieczorowe i wiele, wiele innych. Pani Jagoda Włodarczyk wzięła mnie pod swoje skrzydła, była świetnie zorganizowana, stanęła na wysokości zadania. Gdyby nie ona, żaden wyjazd nie byłby możliwy w tak krótkim czasie. Oprócz przymiarek strojów – kilka spotkań z dziennikarzami, wizyta w telewizji itd. Był to bardzo intensywny czas. Dla przykładu mogę podać, że suknia narodowa Miss Indonezji „szyła się” pół roku !! Jestem bardzo wdzięczna Agencji Igo-Art za udzieloną mi pomoc i wsparcie!
Mimo, że wybory Miss International organizowane są od 50 lat i zaliczane do top 3 światowych konkursów piękności, to w Polsce wciąż nie jest to konkurs bardzo znany. Przybliż go zatem trochę czytelnikom.
Pierwsze skojarzenie, gdy myślę Miss International – działalność charytatywna. Podczas pobytu w Chinach wiele dni miało podobny rozkład: wcześnie rano śniadanie, pakowanie walizek i wyjazd autokarem w trasę. Tam spotkania ze sponsorami, występy, zwiedzanie, cały czas towarzyszyły nam lokalne media. Obiad w zaprzyjaźnionych restauracjach i zmiana miejsca. Powrót do hotelu w nocy. Konkurs odebrałam w ten sposób, że my – miss przyciągałyśmy uwagę lokalnych partnerów (do tego wszechobecne media), każdym naszym występem, pokazem mody, zarabiałyśmy środki, które na koniec miesięcznej „misji” zostały przeznaczone na szczytny cel. Pod koniec naszego pobytu zorganizowano debatę, gdzie 20 wylosowanych dziewczyn mogło wypowiedzieć się, na jaki rodzaj działalności chciałyby takie środki przekazać.
Wspomniałaś, że impreza odbywała się w Chinach – konkretnie w mieście Chengdu. Czy poznałaś trochę ten kraj? Co Cię w nim zachwyciło, a co przeraziło lub rozczarowało? Co zapamiętasz na zawsze, a czego najbardziej Ci tam brakowało?
Miasto Chengdu było dla mnie jak niekończąca się opowieść. Codziennie przejeżdżałyśmy setki kilometrów, każdego dnia widziałam coś innego, odmiennego, oryginalnego. To, co mnie zachwyciło, to mnóstwo motocykli – jednoślad to bardzo popularny środek transportu w Chinach, natomiast to, co wyróżnia go spośród innych – motocykle w Chinach są zasilane energią elektryczną! Brawo dla odważnych decyzji władz!
To, czego mi najbardziej brakowało – internet. W hotelu, chociaż na najwyższym poziomie, brakowało sprawnie działającego, darmowego wi-fi. Dodatkowo portale społecznościowe, takie jak Facebook, są w Chinach zablokowane. Miałam utrudnioną możliwość dzielenia się informacjami z bliskimi i agencją. Kolejnym brakiem był totalnie ograniczony dostęp do bankomatów, a kantor w hotelu wymieniał tylko wybrane banknoty dolara amerykańskiego. Niestety przeważnie nasze banknoty były odrzucane pod byle pretekstem – zagięty róg, przebarwienie. Podsumowując – to, co się zabrało ze sobą z kraju (kosmetyki, gotówka) musiało nam wystarczyć na cały pobyt – nie było możliwości dokupienia chociażby lakieru do włosów.
Dużym plusem była ilość atrakcji jaką organizatorzy nam zapewniali – wiele zwiedzałyśmy, brałyśmy udział w prestiżowych wydarzeniach. Konkurs Miss International 2011 na zawsze zostanie w mojej pamięci, była to przygoda życia, wyjątkowe miejsca, które miałam okazję zwiedzić, dziewczęta i wspomnienia zostaną na długo.
No właśnie, wspomniałaś o dziewczętach. Z którą z nich najbardziej się lubiłaś w trakcie zgrupowania Miss International? Czy atmosfera była sympatyczna, czy też dało się odczuć rywalizację? Jak dziewczyny znosiły intensywne przygotowania?
Dzieliłam pokój z Miss Włoch, bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Mamy kontakt do tej pory, Anthea odwiedzi mnie w Mediolanie w lutym! Wszystkie dziewczyny zostały podzielone na grupki około 10-cio osobowe. Zżyłam się z moją grupą. Jest pomysł zorganizowania wspólnego spotkania za rok, mamy nadzieję, że uda nam się. Najłatwiej jest zaprzyjaźnić się z tymi, z którymi spędza się najwięcej czasu. Ale dziewczyny z innych grup też były sympatyczne i pomocne. Mile zapamiętam Miss Tajlandii, która ze swoją znajomością języka chińskiego kilka razy pomogła mi rozwiązać problem. Bardzo serdecznie zapamiętam również Miss Tanzanii – która zawsze potrafiła mnie rozśmieszyć, a także Miss Kolumbii, Aruby i Białorusi.
Spędziłyście ze sobą kilka tygodni. To bardzo długi i zapewne niełatwy czas. Co Ci się najbardziej podobało w trakcie zgrupowania MI i co było dla Ciebie najtrudniejsze? Co Cię najbardziej zaskoczyło w czasie trwania konkursu i jakie są Twoje najzabawniejsze i najgorsze wspomnienie z tego okresu? A może jest coś, czego żałujesz? Jak oceniasz organizację zgrupowania?
Organizacja była poprawna. Czasami zmieniano grafik dnia w ostatniej chwili, gdy już podczas zbiórki w holu głównym okazywało się, że potrzebujemy dodatkową sukienkę czy inne buty. Dni przeznaczone na zwiedzanie były dla mnie fascynujące, pokazano nam wiele ciekawych, niepowtarzalnych miejsc. Była to wspaniała wyprawa życia, tym bardziej, że wyjazd do Chin od zawsze był jednym z moich największych marzeń! Najbardziej w pamięć zapadła mi wizyta w szkole podstawowej. Przebywanie z dziećmi, przyglądanie się ich jakże odmiennym od naszych zabawom i zwyczajom – bezcenne!
Rzecz, której najbardziej żałuję… Na taki wyjazd 30 kg bagażu to jednak mało. Na szczęście nie brakowało mi strojów na każdy dzień i okazję, części wieczorowych sukien nie wykorzystałam, ale by mieć możliwość przebierania się 3 razy dziennie lub więcej należało mieć co najmniej jedną dodatkową walizkę. Ja, z moim nawykiem z modelingu, gdzie noszę proste stroje, a na twarzy puder i maskarę, czułam się czasami wręcz goła. Na taki konkurs wyruszać bez sztucznych rzęs, doczepianych włosów i kilogramów biżuterii ani rusz! Makijaż wieczorowy od samego rana – polecam naukę przed wyjazdem dla debiutantek. Ja może byłam momentami zbyt naturalna…
Najgorsze wspomnienie – pierwszy wieczór, gdy prezentowałyśmy stroje narodowe. Dostałyśmy do wyboru – opiekę fryzjerów i makijażystów lub przygotowanie się samemu. Wybrałam to pierwsze. Oddałam również swoją suknię do prasowania. To były dwa ogromne błędy. Suknię dostałam nieruszoną, a włosy, które miały być falami – były nieudolną próbą użycia lakieru i grzebienia. Pierwszy wieczór minął mi w atmosferze nerwów. Później, nauczona doświadczeniem, włosy i makijaż zawsze robiłam sama.
Zwieńczeniem konkursu była oczywiście finałowa gala. Jak oceniasz jej organizację i jaka panowała podczas niej atmosfera?
Przygotowanie gali finałowej oceniam ujemnie. Uważam, że czas poświęcony na próby był zbyt krótki. Następowało bardzo wiele zmian w trakcie przygotowań. Zostałyśmy wszystkie przygotowane na część z przemówieniem dla półfinałowej 15. Niestety, jak się później okazało, ta część została usunięta z programu ceremonii. Nie uwzględniono również etapu początkowego, gdzie każda z dziewczyn miałaby możliwość chociażby przedstawienia się. Nie było w ogóle możliwości pokazania swojej osobowości. W rezultacie finał polegał tylko na prezentacji piękna strojów i urody kandydatek.
Werdykt jury… Co masz do powiedzenia na ten temat?
Marie (red.: zwyciężczyni konkursu z Ekwadoru) typowałam do półfinałowej 15, ale już dalej niekoniecznie. Nie wybrałabym tej kandydatki jako Miss International 2011. Ma śliczną buzię, ale brak jej przede wszystkim znajomości języka angielskiego i komunikatywności. Była bardzo cicha, zawsze na uboczu, nigdy nie widziałam jej w towarzystwie innych dziewcząt. Zastanawia mnie cała obsada Top 3, widziałam bardzo zaskoczone miny innych kandydatek, chyba żadna nie przewidziała takiego finału.
Moje faworytki zmieniały się z biegiem czasu. Zwracając uwagę na piękno i osobowość, typowałabym Miss Kolumbii – była otwarta, bardzo aktywna, mówiła po angielsku, starała się codziennie zamienić kilka słów z każdą z dziewczyn. A przy tym Natalia jest naturalna, cieszyła się z każdego dnia pobytu na zgrupowaniu. Przy tym jest piękna! Tym bardziej jestem zaskoczona, że nie udało się jej wejść do 15tki. Biorąc pod uwagę tylko piękno – zagłosowałabym na Miss Panamy. Była cicha, nie wiem, czy mówiła po angielsku, w ogóle się nie udzielała poza swoją latynoamerykańską grupą. Za to jej urodę zapamiętam na długo! Moim zdaniem wyżej powinna zajść Miss Trinidadu i Tobago oraz Miss Dominikany, a w 15 brakowało mi Miss Boliwii, Indonezji i Hiszpanii. Nie ukrywam, że oceniając swoje szanse na tle innych kandydatek z Europy liczyłam na awans. Jury postawiło jednak na piękności z Ameryki Południowej.
Bardzo dobrze, że o tym wspomniałaś, bo uprzedziłaś moje pytanie 🙂 Chciałam właśnie zapytać, jak sama oceniasz swój występ? Przez cały okres zgrupowania prezentowałaś się dobrze, docierały do nas informacje, że zbierasz gromkie brawa. Gdzie upatrujesz przyczyn swojej porażki?
To wszystko, co wcześniej wymieniłam jako negatywy konkursu, zgrupowania i finałowej gali, po części składa się również na mój brak sukcesu na finale, ale jestem z siebie zadowolona. Bardzo się starałam, udzielałam się we wszystkich inicjatywach, kilka razy prezentowałam recytację wiersza chińskiego poety DuFu, miałam dobry kontakt z organizatorami i dziewczynami. Żałuję też, że tak późno dowiedziałam się o moim udziale w tej imprezie. Mając więcej czasu na przygotowania, poświęciłabym go na prześledzenie w internecie wcześniejszych konkursów, zaczerpnięcie informacji u poprzednich reprezentantek Polski. Miałabym jeszcze większą świadomość tego, jak ogromny przepych w ubiorze i makijażu panuje i jest wręcz wymagany na takich wyjazdach.
Podczas trwania konkursu poznałaś kilka poprzednich Miss International – z 2010 i 2009 roku. Jakie zrobiły na Tobie wrażenie?
Ustępująca Miss International z Wenezueli jest piękną kobietą, w pełni zasłużyła na tytuł najpiękniejszej. Natomiast martwił mnie jej brak znajomości języka angielskiego. Wszelkie przemówienia, nawet te kilkuzdaniowe, były przez nią wygłaszane w języku hiszpańskim. Właściwie nie wygłaszane, a odczytywane. MI 2010 podróżując z nami, spędzała czas głównie z grupą hiszpańsko-języczną. Dla odmiany bardzo pozytywne wrażenie zrobiła na mnie MI 2009. Pokazała się jako mądra, pewna siebie kobieta, udzielająca się w wielu organizacjach, biorąca udział w licznych przedsięwzięciach, biegle mówiąca po angielsku, z łatwością nawiązująca kontakt z innymi. Same plusy!
Zapytałam już chyba o wszystko… z wyjątkiem jednego. Jaka jest Adrianna Wojciechowska – Miss Poland International 2011? Przedstaw się proszę.
Mam 25 lat. Pochodzę z Gostynina, małej miejscowości położonej między Kutnem a Płockiem, wiele lat spędziłam w Łodzi, obecnie mieszkam w Mediolanie we Włoszech. Na Uniwersytecie Łódzkim ukończyłam studia magisterskie z Psychologii oraz studia podyplomowe z Prawa Pracy. Czas wolny spędzam z najbliższymi, podróżuję, uczę się języka włoskiego. Uprawiam regularnie sport: pływanie, stretching, wspinaczkę skałkową, co roku jeżdżę na snowboardzie.
Bardzo dziękuję Ci za rozmowę!
Ja również dziękuję. Mam nadzieję, że moje wspomnienia przybliżyły państwu charakter konkursu i będą użyteczną wskazówką dla kolejnych dziewczyn biorących udział w tej imprezie. Serdecznie pozdrawiam wszystkich Czytelników Globmiss!
Anna Ścibiorek – II Vicemiss Polski 2006
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w styczniu 2012 roku
Właściwie dorosłe życie polega na tym, że trzeba dokonywać pewnych wyborów, ustalić sobie hierarchię wartości, wiedzieć, co jest dla nas najlepsze i najważniejsze. Prawie zawsze coś, odbywa się kosztem czegoś i nie można mieć wszystkiego. Anna Ścibiorek zdecydowała się na start w wyborach Miss Polski 2006, odniosła na nich sukces – zdobyła tytuł 2 Wicemiss, a jednak później podjęła takie decyzje i dokonała takich wyborów, że właściwie w żaden sposób nie wykorzystała tego wyróżnienia. No ale po kolei.
W 2006 roku byłam 21-letnią dziewczyną, która studiowała doradztwo zawodowe i personalne na jednej z wyższych uczelni w Łodzi. Łączyłam obowiązki pracownika firmy handlowej z nauką, spędzaniem czasu z przyjaciółmi i fotomodelingiem, co nie tylko pozwalało mi na dodatkowe usamodzielnienie się, ale stało się również moim hobby. W wolnych chwilach sama zaczęłam odkrywać tajniki fotografii, a przy tym wszystkim zawsze znajdowałam czas na ukochane podróże. Jako ciekawa świata osoba chciałam poznawać jego najskrytsze zakątki. Marzyła mi się Australia i Nowy York.
Jako osoba spontaniczna decyzję byłam w stanie podjąć w ciągu kilku sekund. Oczywiście z różnymi skutkami 😉 Taką też spontaniczną decyzją był start w konkursie Miss Polski 2006. Akurat w Łodzi był wówczas organizowany konkurs regionalny przez tego właśnie organizatora. Razem z koleżanką, która wystartowała wtedy w Miss Nastolatek Ziemi Łódzkiej stwierdziłyśmy: ”A czemu nie?” Chyba wówczas nie spodziewałam się, że uda mi się dotrzeć aż do finału 😉 Miała być to po prostu przygoda, nie podchodziłam do tego poważnie, na tak początkowym etapie nie myślałam o plusach i minusach konkursu, o tym co będzie później…
Spontaniczna decyzja, ale konsekwentnie realizowana. Jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Anna pnie się po kolejnych szczeblach konkursowej drabiny.
Pierwszym etapem jaki musiałam przejść, był konkurs Miss Ziemi Łódzkiej, w którym nie zajęłam żadnego premiowanego miejsca, tylko otrzymałam tzw. „zieloną kartę” od ogólnopolskiego organizatora konkursu, uprawniającą mnie do dalszego udziału w kolejnych eliminacjach. Później pojechałam dzięki tej zielonej karcie na ćwierćfinały ogólnopolskie, awansowałam do półfinału i w końcu do finału. Na każdym z tych etapów czegoś się uczyłyśmy, zbierałyśmy doświadczenie, otwierałyśmy się na zupełnie nowe sytuacje i poznawałyśmy się nawzajem. Myślę, że cała ta droga, którą trzeba przejść od samego początku, jest dobrym przygotowaniem do wielkiego finału dla dziewczyn, które nie miały wcześniej nic wspólnego z kamerami, z wystąpieniami publicznymi, zdjęciami, wywiadami.
Dobrym przygotowaniem było również przedfinałowe zgrupowanie. W 2006 roku trwało ono 3 tygodnie i odbywało się w Kudowie Zdrój. Tam też uczyłyśmy się układów choreograficznych, miałyśmy przymiarki wszystkich finałowych strojów, nagrywałyśmy swoje wizytówki na konkurs smsowy. Sądzę, że dopiero wtedy każda z nas zdała sobie sprawę, jak daleko zaszła. Wszystkie to przeżywałyśmy. Myślę, że słowo przyjaźń to trochę za duże słowo jak na relacje, które były między dziewczynami w trakcie zgrupowania, ale na pewno polubiłyśmy się i wzajemnie wspierałyśmy. Nocne rozmowy pozwoliły nam na stworzenie koleżeńskich relacji. Ja bardzo pozytywnie wspominam wspólne rozterki, śmiechy, łzy z Kamilą Turecką, Olą Kątek oraz Edytą Majeską, czy Karoliną Zagozdon. Teraz niektóre z nich są już mężatkami, prowadzą „dorosłe” życie. Kontakt utrudnia nam odległość, każda z nas jest z innego miasta, chociaż w dzisiejszych czasach Internet i portale społecznościowe tak weszły do naszego życia, że odnalezienie siebie i podtrzymywanie znajomości i tak jest bardzo ułatwione.
Oczywiście wiadomo, że pojawiały się plotki, czy sensacje. Bez nich nie byłoby tak kolorowo. Jak jest telewizja, to muszą być i emocje, i mini – skandale. Moim zdaniem w większości są one bardzo koloryzowane, wręcz wymyślane, ale taki chyba jest świat mediów. Najzabawniejszą plotką, którą wyczytałam o naszym zgrupowaniu była ta o braku wody na zajęciach, na których ćwiczyłyśmy układy choreograficzne. Ktoś naprawdę wykazał się kreatywnością, ponieważ organizator zapewnił nam wszystko, co było nam potrzebne w codziennym życiu na zgrupowaniu. Z tego co pamiętam, niczego nam nie brakowało. Nie łamałyśmy sobie obcasów, ani nie chowałyśmy ubrań. 😉
I w takiej to atmosferze dziewczyny doczekały do finałowej gali.
Sama gala finałowa trwała jak dla mnie bardzo krótko, ale to pewnie dlatego, że stres i emocje były ogromne i towarzyszyły każdej z nas. Za kulisami wielkie zamieszanie: zmiana strojów, poprawa make-upu, włosów, ustawianie się do wyjścia… Z tego wszystkiego sama w jednym z układów się pomyliłam, więc już w ogóle mój stres sięgał ponad moją normę. A później ogłoszenie wyników. Zostałam 2 Wicemiss Polski 2006! Wielka radość, zdjęcia, gratulacje. 😉 Trzecie miejsce uważam za ogromny sukces, zwłaszcza wspominając tą ilość dziewczyn, które mijałam na każdym etapie, to naprawdę cieszę się, że tak daleko zaszłam.
Wygrała Aleksandra Ogłaza. Nie zauważyłam, żeby ona, czy którakolwiek z nas na zgrupowaniu była faworyzowana. Startowałyśmy z tego samego punktu na tych samych warunkach. Wydaje mi się, że to jak daleko zajdziemy, w dużej mierze zależy od nas samych. Od tego jak będzie wyglądał ten nasz bieg od samego startu do samej mety. Trzeba pamiętać, że tytuł Miss to nie tylko uroda, ale również umiejętność zachowania się w różnych sytuacjach, maniery, inteligencja, dlatego korona jak najbardziej trafiła w dobre ręce. Olę pamiętam jako bardzo uprzejmą, grzeczną i sympatyczną dziewczynę o ciepłym uśmiechu. Na pewno była osobą, która miała coś w sobie co przyciągało i ciekawiło ludzi przebywających w jej towarzystwie.
No właśnie. I teraz nastał dla Anny czas podjęcia ważnych decyzji. Tytuł 2 Wicemiss Polski wiązał się z pewnymi propozycjami i mógł zmienić jej życie. Gdyby tylko tego chciała.
Konkurs Miss Polski był dla mnie na pewno niezapomnianą przygodą. Dodał mi pewności siebie. Pozwolił poznać wiele osobowości, sprawdzić siebie w wielu nowych dotąd sytuacjach. Zawsze są jednak plusy i minusy bycia Miss. Udział w takich wyborach powoduje poddawanie się ciągłej publicznej ocenie, nie tylko przez pryzmat tego jak się wygląda, ale również tego, co się mówi. Nikt nie bierze pod uwagę, że częste wpadki są właśnie wynikiem naprawdę dużego stresu, bo przy tym najczęściej zadawane są pytania na sprawdzenie „bystrości” i „inteligencji” dziewczyny. Na początku panowania wychodzi to raz lepiej raz gorzej, ale z czasem Miss oswaja się z dziennikarzami, trudnymi pytaniami, kamerami. Mnie także na początku było trudno, kiedy podeszła do mnie Pani z mikrofonem i Pan z kamerą, Pani zadawała pytania, a Pan świecił po oczach… Z czasem jest coraz łatwiej 😉 Uważam, że aby lepiej radzić sobie w takich sytuacjach, pomocne byłoby wsparcie psychologiczne, choćby nawet byłych Miss. Rozmowy z osobami, które mają doświadczenie w publicznych występach, medialne obycie na pewno wpłynęłoby na korzyść dziewczyn, które nigdy nie miały z takimi sytuacjami nic wspólnego 😉
Inny minus bycia Miss? Obowiązki, które często wiążą się ze zmianą dotychczasowego życia. Bycie Miss wiąże się z trudnymi decyzjami. Trzeba mieć świadomość, jak bardzo tytuł może zmienić to właśnie dotychczasowe spokojne życie. Trzeba dokonać wyboru i ja takiego dokonałam. Miałam studia, niezaliczone egzaminy (po finale była sesja, a ja podchodziłam do egzaminów z miesięczną nieobecnością), a do tego pracę, którą lubiłam. Oczywiście Missland proponował mi udział w różnych eventach czy wyjazdach, ale musiałam dokonać wyboru. Dokonałam go i dlatego po wyborach Miss została mi jedynie szarfa, korona i wspomnienia. 😉
Dziś z tamtego okresu, sprzed 5 lat, pozostał mi dyplom, wspomnienia z czasów studenckich, zdjęcia z podróży. Grono przyjaciół za bardzo się nie zmieniło – prawdziwi zostali, Ci, którzy ich udawali, zniknęli. Firma, w której pracowałam, pozostawiła spore doświadczenie zawodowe w moim życiu. I oczywiście praca fotomodelki trwa do dnia dzisiejszego, chociaż z dnia na dzień śmieję się, że już najwyższy czas ustąpić miejsca młodszym dziewczynom. 😉 i może stanąć po drugiej stronie aparatu? Dziś nie tylko pozowanie jest moim hobby, ale również praca przy zdjęciach, organizacja, stylizacje. No i Australia i Nowy York też pozostały w strefie marzeń.
Mój dom mam w sercu. Tworzę go tam, gdzie jestem. Nie jestem osobą, która przywiązuje się do miejsc. Jak trzeba pakuję walizkę i wyjeżdżam. Chociaż może gdzieś kiedyś trzeba będzie zapuścić korzenie…. Wyborami Miss interesuję się do dzisiaj. Może nie w takim stopniu jak kiedyś, ale jak widzę młodszą koleżankę startującą w danym roku, z ciekawością oglądam tą imprezę w telewizji. Z roku na rok sama organizacja, promocja konkursu jest coraz lepsza. Dziś nie tylko telewizja pozwala nam śledzić losy kandydatek, ale także wielką potęgą stał się Internet. Swojej ulubionej Miss Polski nie mam. Każda dziewczyna ma w sobie coś, czego nie ma jej następczyni. Uroda jest pojęciem względnym, więc jest to tak naprawdę bardzo trudne zadanie wybrać osobę, która przypadnie do gustu wszystkim. Idealna Królowa Piękności na pewno powinna oczarowywać uśmiechem (!), mieć osobowość i umiejętność odnalezienia się w różnych sytuacjach.
Mimo, że sama tego nie wykorzystałam, uważam, że jak najbardziej warto jest brać udział w takim konkursie. Najlepszym tego przykładem są takie osoby jak Ewa Wachowicz, Aneta Kręglicka, czy Agnieszka Popielewicz. Wszystkie one zaczynały swoją karierę od udziału w wyborach Miss, a dziś pracują w mediach, wspomagają akcje charytatywne… Konkurs to także wspomnienia, których nie zapomni się do końca życia.
Anna podjęła takie, a nie inne decyzje. Nie zdyskontowała swojego tytułu. Czy słusznie? Po co wobec tego startowała, można by zapytać. Nie nam to oceniać. Każdy sam decyduje o tym, co jest dla niego najlepsze, a Anna Ścibiorek wydaje się niczego nie żałować.
Swoją karierę zawodową rozpoczęła od pracy w szkole. Była nauczycielem nauczania początkowego (klasy 1-3), a później muzyki i plastyki. Od początku kreatywna i niesztampowa, prowadziła klasę artystyczno – teatralną. Jej podopieczni redagowali bajki, pisali i ilustrowali książki. Wierna dewizie J. J. Rousseau, że „nauczyciel powinien uczyć tylko przez 10 lat, bo potem nie ma już nic do przekazania”, dokładnie po 10 latach zrezygnowała z pracy w oświacie i poświęciła się pracy w kulturze. Przez ponad 20 lat była wicedyrektorem Bielskiego Centrum Kultury, zaś obecnie prowadzi działalność własnej agencji Grabowska Models. Od 25 lat zajmuje się organizowaniem konkursów piękności i pokazów mody. Optymistka, wulkan energii i gejzer pomysłów. W wolnych chwilach uwielbia chodzić do kina, słucha dobrej muzyki, gra w brydża.
Zapraszamy na rozmowę z LUCYNĄ GRABOWSKĄ-GÓRECKĄ, kobietą, która już zapisała się złotymi zgłoskami w historii konkursów piękności w Polsce, a wciąż jest ich częścią i wiele jeszcze przed nią.
Witamy serdecznie Pani Lucyno!
Jak i kiedy zrodził się pomysł na zorganizowanie wyborów Miss na Podbeskidziu? Jednym słowem skąd wzięła się Pani w Miss-biznesie? I jak wspomina Pani swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą?
To się stało wtedy, kiedy Miss Polonia została Renata Fatla, pochodząca z mojego rodzinnego miasta Bielska – Białej. Był 1986 rok. Młodsi Czytelnicy być może już o tym nie pamiętają, ale istniało wówczas w Polsce coś takiego, jak Międzynarodowy Klub Prasy i Książki „Ruch”. Przez ten klub były organizowane w jego poszczególnych oddziałach spotkania z ciekawymi ludźmi. Odbywały się one w wielu miejscowościach, nawet w malutkich miastach i wioskach, również na terenie Podbeskidzia. Na takie spotkania zapraszana była m. in. Miss Polonia. I ja z Renatą Fatlą na nie jeździłam. Przychodziło wiele młodych dziewcząt, które pytały, co trzeba zrobić, żeby wystartować w takim konkursie, gdzie się zgłosić, żeby zostać Miss. To był impuls, który spowodował, że postanowiłam im pomóc i zająć się organizacją tego typu imprezy na terenie mojego regionu.
Początki były oczywiście trudne. To były czasy ZSMP, zupełnie inne realia i zupełnie inne konkursy, niż obecnie. Pamiętam, że stroje kąpielowe podczas pierwszych edycji nie były bikini, tylko jednoczęściowe, a pierwsze nagrania z nich są jeszcze czarno – białe. Istniał wtedy, w latach 80, w Polsce tylko jeden konkurs piękności – Miss Polonia i cieszył się on niebywałym powodzeniem. Całe rodziny zasiadały przed telewizorami i oglądały finałową galę. Dla dziewczyn udział w nim to była wielka szansa. Rzeczywistość wokół nich była wtedy szara, a wybory Miss uchylały przed nimi drzwi do innego, bardziej kolorowego świata.
Nasz konkurs na początku nazywał się Miss Podbeskidzia, a potem chcieliśmy poszerzyć trochę jego terytorialny zasięg i zaczęliśmy organizować Miss Beskidów. Pamiętam, że pierwszą nagrodą w pierwszym konkursie Miss Podbeskidzia, w którym wygrała Ola Ciopińska, były 4 opony do malucha. No wtedy to była tak niezwykle cenna nagroda, że dziś to się nam w głowie nie mieści. Ola wtedy, ponieważ nie miała samochodu, sprzedała te opony i za pieniądze uzyskane z ich sprzedaży, kupiła sobie pralkę i lodówkę. Takie to były czasy.
Jak już wspomniałam wcześniej, na samym początku w Polsce istniał tylko jeden konkurs – Miss Polonia. Kiedy w Biurze Miss Polonia doszło do rozłamu i podziału, pozostaliśmy przy Miss Polski, ponieważ to jego laureatka reprezentowała wówczas Polskę na wyborach Miss Świata. Wszyscy w Bielskim Centrum Kultury, gdzie konkurs Miss Podbeskidzia jest od samego początku organizowany uważaliśmy, że Miss World to jest najbardziej prestiżowy konkurs międzynarodowy, więc to było naturalne, że wiązaliśmy się z tym polskim organizatorem, który delegował swoją laureatkę na tę imprezę.
Najsłynniejsze wykreowane przeze mnie piękności to: Miss Polski 1992 – Elżbieta Dziech, Miss Polonia 1994 – Jadwiga Flank, 1 Wicemiss Polonia’94 – Magdalena Pęcikiewicz oraz 2 Wicemiss Polski 2010 – Joanna Kusiak.
Organizacją regionalnego konkursu piękności zajmuje się Pani od prawie 25 lat i na ten temat wie Pani już wszystko. Firmowane przez Panią koncerty regionalne tradycyjnie zachowują bardzo wysoki poziom i cieszą się wielkim uznaniem. Kilkukrotnie organizowała Pani również ogólnopolskie półfinały. Na czym polega Pani praca? Kto najbardziej Pani w niej pomaga i wspiera?
Rzeczywiście, w latach 90, kiedy związana byłam z Biurem Miss Polonia, corocznie organizowano konkursy na najlepsze wybory Miss Regionu. Trzy lata pod rząd wygrywałam ten plebiscyt. Po pewnym czasie jego organizacji zaniechano.
Obecnie jestem organizatorką regionalnych eliminacji do konkursu Miss Polski – Miss Beskidów i Miss Beskidów Nastolatek, zdarza się, że przygotowuję także ogólnopolskie półfinały, a od kilku lat robię również wybory Mistera Beskidów i Mistera Polski. Podejmuję także wiele innych inicjatyw, m.in. organizuję pokazy mody. Jestem jedynie przeciwniczką dziecięcych konkursów piękności.
Sama oczywiście nie byłabym w stanie udźwignąć tak dużych imprez. Pomaga mi cały sztab ludzi. Różnie bywało przez tych kilkadziesiąt już lat, ale uważam, że dobrze trafiłam. W Bielsku–Białej i całym swoim regionie mam wielu sympatycznych przyjaciół zainteresowanych pomocą przy organizacji konkursu, sponsoringiem. Są ze mną od lat i zostali do dziś. To im – specjalistom w swoich dziedzinach, powierzam wszystkie sprawy techniczne, biurowe, finansowe, księgowe i wiele innych. Są osoby odpowiedzialne za tak ważne kwestie, jak przygotowanie strojów dla finalistek, czy choreografii.
Ja całość koordynuję, a poza tym wszystkie konkursy piękności, które organizowałam, odbywają się wg mojego pomysłu, scenariusza i reżyserii. Moim zamysłem jest, żeby co roku każdy koncert finałowy odbywał się w innej konwencji, wpasowany w dany temat, opowiadał inną historię, stanowił zamkniętą całość spiętą jak gdyby jedną klamrą. I tak mieliśmy już wybory kosmiczne, kabaretowe, w stylu country, odbyliśmy podróż w 80 minut dookoła świata, itd., itp.
Nigdy nie miałam problemów ze zgraniem wszystkich osób pracujących przy takiej imprezie. Robię to już tak długo i ludzie wiedzą, że jestem w tym kompetentna i że się na tym znam. Ufają mi, zawsze mogę na nich liczyć. Najlepszy przykład? Zdarza się, że muszę coś zrobić „na szybko”, w ostatniej chwili. Normalnie jedną galę konkursową przygotowuję 2, 3, 4 miesiące. Na zorganizowanie półfinału Miss Polski Nastolatek 2011 miałam 12 dni. Wystarczyło kilka telefonów: „Słuchajcie, pokażmy, że my Górale damy radę, że potrafimy”. Wszyscy się włączyli w przygotowania, udało się zrobić imprezę w tak krótkim czasie.
I właśnie z tych powodów, o których wspomniałam, warto organizować konkursy piękności. Mamy w Polsce tak wielu młodych, inteligentnych, wrażliwych i utalentowanych ludzi. Ja chcę ich pokazać światu i stworzyć im nowe szanse i możliwości.
Jest Pani jedną z nielicznych w Polsce osób, która związana jest z Miss-biznesem niemal od początku jego istnienia w naszym kraju (czyli od lat 80) aż do chwili obecnej. Poświęciła mu Pani większość swojego życia. Po co Pani to robi? Co takiego jest w konkursach piękności, że wciągnęły Panią jak narkotyk?
Nie mogę powiedzieć, że nigdy nie mam dość swojej pracy. Czasami mam takie momenty, że myślę sobie: „Boże, po co ja to robię? Może już wystarczy?”. Zwłaszcza po zakończeniu kolejnej finałowej gali. To jest naprawdę ciężka praca, wielki wysiłek, a finalistki? Mają różne temperamenty i charaktery, a taki konkurs ma to do siebie, że na ogół po jego rozstrzygnięciu jest jedna osoba zadowolona i co najmniej kilka zawiedzionych czy rozczarowanych. W takich sytuacjach różnie ludzie okazują swoje emocje, niekiedy nie potrafią nad nimi zapanować i nie zawsze bywa przyjemnie. Ale zmęczenie mija, te miłe momenty, ta radość związana z organizacją kolejnych imprez wynagradza mi wszystko.
Poza tym wybory Miss w moim regionie, które organizuję, dają wymierne korzyści młodym ludziom – ich uczestnikom. Nie chodzi mi o to, by laureatka dostała paczkę kosmetyków, czy telewizor, tylko żeby jej udział w tej zabawie procentował przez całe życie, żeby coś z niego wynikało. Pragnę również pokazać, że wbrew pokutującym wciąż stereotypom, Miss to nie jest ładna, ale głupia lala. Chcę, żeby ludzie przekonali się, że w konkursie startują naprawdę fajne, wybrane, wyselekcjonowane dziewczyny, mądre, inteligentne. Dlatego główną nagrodą od wielu, wielu lat są studia w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania dla zwycięzców konkursu na Miss i na Mistera Beskidów, a cała pierwsza trójka zarówno w konkursie dla pań, jak i dla panów otrzymuje nagrody edukacyjne. No to proszę sobie wyobrazić, ilu młodym ludziom przez tyle lat wytyczyliśmy fajną drogę. I rzeczywiście wszystkie Miss pokończyły studia na tej uczelni, potem zrobiły studia magisterskie. Z panami bywało różnie, bo na ogół wyjeżdżali za granicę, ale jednak są też i takie przypadki, wielu ich jest, którzy również te studia pokończyli.
W konkursie Miss Beskidów Nastolatek mogą brać udział dziewczyny, które ukończyły 14 lat. To są osoby niezwykle młode, więc nie chcę, żeby się im szybko, niemal od dziecka, poprzewracało w głowach. I mam na to sposób. Organizujemy w trakcie finałowej gali konkurs talentów. Każda nastolatka musi przygotować pokaz swoich umiejętności, zachwycić uzdolnieniami. Mają na to 3 – 4 miesiące czasu. W efekcie niektóre grają na różnych instrumentach muzycznych, inne śpiewają, żonglują, szyją itd., itp. Na przykład w tym roku w kategorii nastolatek wygrała Klaudia Nikiel, która przygotowała dla wszystkich pozostałych startujących w tym konkursie własną kolekcję ubrań, pokaz mody jej autorstwa. Ona zaprojektowała i uszyła wszystkie stroje, a w charakterze modelek wystąpiły jej konkurentki. Jestem pewna, że ta dziewczyna zwiąże się w przyszłości ze światem mody. Autorska kolekcja zaprezentowana podczas finału Miss Beskidów Nastolatek jeszcze dodała jej pewności siebie. Chodzi teraz do szkoły projektowania odzieży. Już wygrała konkurs zorganizowany przez pałac w Wilanowie na strój Rokoko, inny jej strój „poszedł” na konkurs do Norwegii. Myślę, że jest to dobry przykład na to, że pomagam tym młodziutkim dziewczynom rozwijać swoje talenty, a niekiedy dopiero je odkryć. Mogą pokazać, że oprócz tego, że są ładne, to coś również potrafią. Może to jest akurat ten moment. Dziewczyna sama w sobie odnajdzie jakąś tam pasję. Jeśli dzięki mnie czymś się zainteresuje i będzie coś robić w tym kierunku, to znaczy, że osiągnęłam swój cel.
Oprócz tego ja te wybory robię również po to, żeby pokazać młodym ludziom, że warto i trzeba nie tylko brać, ale też dawać coś od siebie. W naszym regionie idea „Piękno w szczytnym celu” naprawdę jest realizowana! I to się udaje! Moje dziewczyny i chłopcy – piękne finalistki i finaliści każdej kolejnej edycji Miss i Mistera Beskidów, czy Mistera Polski, przygotowują jakieś prezenty, upominki dla wychowanków domu dziecka, których następnie odwiedzamy, bawimy się z nimi. Dzięki temu moi protegowani widzą i doceniają, że uroda, którą dostali od losu to wielki dar, który stworzył im szanse, jakich większość podopiecznych domu dziecka nigdy nie będzie miało. Uczę ich w ten sposób, żeby potrafili i chcieli się dzielić z tymi, którzy nie mieli w życiu tak wiele szczęścia, jak oni. I żeby umieli czerpać z tego radość.
W tym roku, jak już wspominałam, organizowałam półfinał konkursu Miss Polki Nastolatek. Do Szczyrku przyjechały młodziutkie dziewczyny z całego kraju. Poprosiłam je, aby każda z nich przywiozła ze sobą prezent, jakiś drobiazg – kredki, plastelinę, bajki, zabawki, lalki, maskotki, cokolwiek… One to przywiozły, zaprzyjaźniona ze mną florystka pięknie to opakowała, zaprosiliśmy dzieci z domów dziecka na półfinałowy koncert w Hotelu Orle Gniazdo. I kiedy bohaterki wieczoru wręczały adresatom te prezenty i widziały radość tych dzieci, same zrozumiały, jak to fajnie jest też coś dać od siebie, zrobić coś dla innych. I taki jest mój cel i prawdziwy sens imprez, które organizuję.
Dla moich podopiecznych jestem jak „ZASTĘPCZA MAMA”. Niezwykle wzruszający był moment, kiedy podczas ostatniego finału Miss Beskidów i Mister Polski dostałam od uczestników medal „DLA NAJLEPSZEJ MAMY NA ŚWIECIE”. Autentycznie się rozpłakałam- dlatego warto robić te konkursy – dla tych wzruszeń i niezapomnianych momentów !!!
A teraz poprosimy o trochę anegdotek – pamięta Pani może jakieś wyjątkowe sytuacje z konkursu? Którą edycję szczególnie Pani zapamiętała i dlaczego ?
Nie jestem przesądna, ale myślę, że 13 edycję wyborów Miss Podbeskidzia będę długo pamiętała. Właściwie wcześniej, przez kilkanaście lat, nigdy nie wydarzyło się nic szczególnego, żadna wpadka, która byłaby na długo zapamiętana, a wtedy ten konkurs w 2001 r. był naprawdę pechowy. Koncert finałowy odbył się w konwencji: „W 80 minut dookoła świata”. Impreza prowadzona była przez „stewardesę” i „stewarda” w mundurach lotniczych, dziewczyny podróżowały samolotem po świecie i jedno wyjście zostało zaplanowane jako próba dostania się do haremu w którymś z krajów arabskich. Niestety, finalistki miały na tą okazję przygotowane dość skomplikowane stroje i okazało się, że nie zdążyły na czas poprzypinać tych wszystkich ozdób i świecidełek. Tymczasem gala trwa, muzyka do układu już poszła, dwóch eunuchów, którzy pilnowali „wejścia do haremu” już stało … no i nic – dziewczyn nie ma, a ja wiedziałam, że jak się spóźnią, to już nie zatańczą w ogóle, bo się nie zgrają z muzyką. Czułam strużki potu spływające mi po plecach. Wyszłam na scenę i powiedziałam, że „nie jest tak łatwo dostać się do haremu”. Uratowałam sytuację, na szczęście od lat pracujący ze mną akustyk zorientował się, że trzeba puścić muzykę jeszcze raz od początku i wtedy się już wszystko udało – wszystkie prezentacje konkursowe się odbyły, Miss została Ela Gigoń 🙂
Jeśli chodzi o imprezy ogólnopolskie, to bardzo miło wspominam zorganizowany u nas w Bielsku–Białej półfinał Miss Polonia’97. Bardzo udana impreza, z pięknymi uczestniczkami, m. in. silną „frakcją” ślicznych blondynek.
Jakie było najśmieszniejsze zdarzenie podczas tych kilkudziesięciu już lat? Największa „wpadka”? Czy jest może coś, czego Pani żałuje, albo co Panią zaskoczyło? Jakby Pani podsumowała ten okres – co uważa Pani za swój największy sukces, a co za największą porażkę?
Większych wpadek i porażek nie było. Żałuję tylko jednego, że czas tak strasznie szybko leci. Zabawnych historii za to było wiele. Myślę, że mogłabym już napisać ciekawą książkę na temat tego, co przeżyłam. Może kiedyś się skuszę.
Jeśli miałabym wybrać tylko jedną ciekawą historię… W 1994 roku zgłosiła się do wyborów Miss Podbeskidzia Jadzia Flank. Piękna dziewczyna o wielkiej kulturze. Przeszła przez eliminacje, zakwalifikowała się do finału, trwały już próby, po czym ona przychodzi i mówi, że rezygnuje z dalszego udziału w konkursie, bo jej narzeczony jest przeciwny. Planują Ślub, on nie chce czekać. Ja jej wtedy wytłumaczyłam, że jak kocha, to poczeka i że nie powinna rezygnować ze swoich marzeń, a poza tym, że ja się po prostu nie zgadzam, już jesteśmy w trakcie prób, układy choreograficzne są opracowane, jej rezygnacja pociągnęłaby za sobą konieczność zmian, na które nie ma już czasu. Dała się przekonać, została, ciąg dalszy tej historii znamy. Jadwiga wygrała najpierw regionalny konkurs Miss Podbeskidzia, potem finał Miss Polonia ’94, pojechała do RPA na wybory Miss World, a później… wyszła za mąż za tegoż samego Wojtka, który był przeciwny jej udziałowi w konkursie, mają uroczego syna i wszystko się potoczyło jak w bajce, wszystko dało się pogodzić. Ile ciekawych, fajnych rzeczy by ją ominęło, gdyby zrezygnowała. Tak więc ja zawsze mówię dziewczynom: „Nie rezygnujcie ze swoich marzeń, ze swoich planów. Uroda to jest taki dar od losu. Jeżeli masz szansę, to spróbuj, wykorzystaj ją”.
A co uważam za swój największy sukces? To, że pracuję z młodzieżą, dodaje mi siły, energii i chęci do pracy i rozwoju. Jestem na bieżąco z internetem, z komputerem, z trendami, słucham tego, czego słucha młodzież. Moim największym sukcesem jest to, że nie dość, że robię to, co kocham, to jeszcze dzięki mojej pracy pozostaję młoda duchem. I dlatego, choć na plecach czuje się już oddech konkurencji, „młode wilczki atakują”, ale nie poddaję się i robię swoje. Już w październiku odbyły się pierwsze castingi do konkursu Miss Beskidów 2012, zaczynamy przygotowania i na wiosnę planujemy wielki finał 🙂
Przejdźmy teraz do głównych bohaterek, Pani podopiecznych, kandydatek do korony i tytułu Miss. Te najbardziej znane i utytułowane już Pani wymieniła wcześniej. Ale osobiście, którą z laureatek lub kandydatek szczególnie Pani zapamiętała i dlaczego? Z którą spośród wykreowanych przez Panią Miss najlepiej się współpracowało, którą najbardziej Pani polubiła? Czy po przekazaniu przez nie korony nadal utrzymuje Pani kontakt z byłymi Miss ? A może zdradzi nam Pani, jaka jest Pani anty-miss? Czy któraś z Miss zawiodła?
Nie mam anty-miss. Ja je wszystkie serdecznie i miło wspominam, dbam o nie, utrzymuję z nimi kontakty także po wyborach, kiedy przestają pełnić obowiązki Miss i wracają do zwykłego życia. One to doceniają. Jak w 2008 roku zrobiłam imprezę z okazji 20-lecia konkursu Miss Podbeskidzia (obecnie Beskidów), to przyjechały wszystkie laureatki tego tytułu, za wyjątkiem jednej, która nie była obecna na tej jubileuszowej gali finałowej, ponieważ była w tym czasie w szpitalu i rodziła syna Maksa – on na pewno będzie Misterem jak dorośnie 🙂 Poza nią były wszystkie, z dziećmi, niektóre z dwójką, trójką dzieci, inne z niemowlętami na rękach. To było niezwykle cenne, że tak miło ten konkursowy epizod wspominają, a dla mnie kolejny dowód na to, że warto to robić. Na marginesie powiem, że „wychowuję” już drugie pokolenie „missek”. Córka i syn Eli Dziech są już u mnie w agencji, mają teraz po 16, 17 lat. 🙂
Ale, ale… mam nie tylko utytułowane Miss. Z mojego regionu jest wielu równie utytułowanych facetów. Z Beskidów pochodzą Mister Poland 2000 Andrzej Bizoń oraz Mister Polski 2006 Daniel Madej, który później reprezentował Polskę na konkursie Mister Świata w Chinach. Obecnie Daniel mieszka i pracuje w Nowym Jorku. Pojawił się na wybiegu m. in. podczas ostatniego Fashion Week. Aktualnie mamy takiego fajnego Mistera Polski. Jest nim Krystian Kurowski. Wciąż czekamy na decyzję Misslandu, na który konkurs międzynarodowy zostanie oddelegowany. Myślę jednak, że gdziekolwiek by nie pojechał, naprawdę powalczy. Tak więc sądzę, że ja rzeczywiście mam „dobre oko”. 🙂
Co się dzieje z Miss Regionu, która nie odniesie sukcesu na szczeblu ogólnopolskim? Czy znika ona zupełnie ze świata mediów i show-biznesu?
Do tej pory jakoś się to nie zdarzyło. Co roku jeśli nawet nie Miss, to któraś spośród wicemiss jest w ogólnopolskim finale.
A teraz skupmy się na tych, które jednak pokonują kolejne szczeble na konkursowej drabinie. Jaka jest Pani rola, jako organizatora regionalnego, w przygotowaniach dziewczyn do kolejnych etapów konkursu zarówno w Polsce, jak i na międzynarodowej arenie?
Oczywiście dbam o to, żeby dziewczyny wyjechały odpowiednio przygotowane czy to na konkurs ogólnopolski, czy za granicę i dobrze się tam zaprezentowały. Pomagam im skompletować piękną garderobę, zapewniam opiekę fryzjersko–kosmetyczną, relaks w SPA. Ale nie tylko. Jak to powiedział nieżyjący już prezes Biura Miss Polonia Piotr Stawicki, moje podopieczne są wspaniale przygotowane do występu nie tylko na scenie, ale i poza nią, czyli są kulturalne, dobrze wychowane, wiedzą, jak się zachować. Ja i o tym pamiętam i dbam o to. Jestem naprawdę dumna z moich dziewczyn.
Nie towarzyszę im osobiście podczas zgrupowań. Ale dla każdej mojej podopiecznej przed wyjazdem na finał ogólnopolski przygotowuję list z dobrymi radami na każdy dzień. One mogą go otworzyć dopiero podczas zgrupowania i codziennie korzystają z moich wskazówek. Taki list otrzymała i Jadwiga Flank, i Elżbieta Dziech. Kiedy ta ostatnia wyjeżdżała do Gdyni, ja to czułam, wiedziałam, że tylko ona może zostać Miss Polski’92. Była świetną dziewczyną, doskonale ją przygotowaliśmy do finałowej rywalizacji. I ostatnią część mojego listu miała sobie przeczytać dopiero, jak będzie wracała po gali do hotelu. Było tam tylko jedno zdanie: „A nie mówiłam?” 🙂
Jeśli chodzi o międzynarodowe konkursy piękności, to moje protegowane brały udział praktycznie we wszystkich tych najważniejszych – Miss World, Miss Universe, Miss International, Miss Europe, Miss Globe. Ale bez względu na to, jak duża i jak bardzo prestiżowa jest impreza, przygotowujemy naszą delegatkę zawsze równie starannie i kompletnie. Dla przykładu – w 1999 roku nasza podopieczna – Mirka Strojny, reprezentowała Polskę na konkursie Miss Baltic Sea. Malutkie, wręcz lokalne wybory. A mimo to wyposażona była doskonale, niczego jej nie brakowało, załatwiłam, że uszyto jej tutaj piękny, szlachecki strój narodowy. Była przygotowana na tyle znakomicie, że wygrała i zdobyła koronę Miss Baltic Sea.
A czy ma Pani swój ulubiony, międzynarodowy konkurs piękności ?
Szczególnie, to się zawsze lubi te konkursy, na których dziewczyny odnoszą największe sukcesy. 🙂
Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, więc i my zmierzamy do końca naszej rozmowy. Może jeszcze jedno pytanie. Jest Pani związana z konkursami piękności w Polsce od kilkudziesięciu lat. W tym czasie zaszły w ich organizacji oczywiście olbrzymie zmiany. Czy Pani zdaniem te zmiany podążają w dobrym, czy w złym kierunku?
Wydaje mi się, że dziewczynom powinno się po zakończeniu wyborów, kiedy już zgasną światła na scenie, a publiczność rozejdzie się do domów, coś jeszcze proponować, jakoś starać się je wykorzystać, w pracy w modelingu, w reklamie. Trochę tego jest za mało, takie odnoszę wrażenie. Ja przynajmniej tu w Bielsku – Białej się staram, żeby to nie było tak, że tylko pierwsza trójka się cieszy, a o reszcie nikt nie pamięta. Zawsze mam jakieś propozycje także dla pozostałych kandydatek, żeby nie zapomniały o konkursie i żeby ich czas również trwał trochę dłużej, niż to przysłowiowe 5 minut.
Druga sprawa. Myślę, że może trochę niepotrzebnie zmierza się w tym kierunku, żeby Miss były coraz wyższe. Minimum te 175 – 180 cm. A przecież niekoniecznie najwyższa oznacza najpiękniejsza. Czasem naprawdę te niższe dziewczyny są tak piękne, tak proporcjonalne, że dlaczego je „karać” od razu na starcie. Przypomnijmy sobie choćby Miss Polonia’88 Joasię Gapińską. Nie miała nawet 170 cm wzrostu, a była pięknie, proporcjonalnie zbudowana. Do dziś przez wiele osób uważana jest za ideał. U mnie w finale Miss Beskidów wystąpiła kiedyś taka dziewczyna, która miała zaledwie 158 cm wzrostu, ale była śliczna i dostała szarfę „Najmniejsza Miss”. Fajny pomysł, bardzo się ucieszyła. 🙂
Pani Lucyno, było nam bardzo miło Panią poznać. Czy na koniec naszej rozmowy chciałaby Pani coś jeszcze dodać?
Tak, chciałabym zaapelować do dziewczyn, żeby się nie bały, żeby próbowały swoich sił. Życzę Wam więcej odwagi. Naprawdę, jest tyle pięknych, młodych kobiet, które się nie zgłaszają do konkursów piękności. Ja je nawet rozumiem czasami, wiem, że o takich imprezach różne krążą opinie, ale naprawdę, uwierzcie, że jest to fajna przygoda i przede wszystkim jakaś szansa. Powinnyście spróbować, ale też nie możecie zapominać o rzeczach najważniejszych. Ze względu na Waszą przyszłość, na pierwszym miejscu powinna być nauka, w tym również języków obcych. W to trzeba zainwestować. Ale warto przeżyć również fajną zabawę, mieć miłe wspomnienia. I dlatego warto wystartować w wyborach Miss, cieszyć się chwilą, nie zapominając jednak, że jest to jedynie przygoda na parę miesięcy, może na parę lat. Myślę, że tak właśnie należy do tego podchodzić.
Bardzo serdecznie dziękujemy za rozmowę.
Ja również dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników Globmiss.
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w grudniu 2011 r.
Anna Fizek – II Vicemiss Polonia ’96
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony BMP w grudniu 2011 roku
O tym, że Polki są piękne i zdolne, nikogo przekonywać nie trzeba. Coraz częściej doceniane są również poza granicami naszego kraju. I wiele naszych rodaczek zdecydowało się na kształcenie, karierę zawodową i życie na obczyźnie. Niektóre po pewnym czasie wracają do Polski, pozostałe już na zawsze wiążą swoje losy z innym krajem.
Anna Fizek sporą część swojego życia spędziła w Stanach Zjednoczonych. I choć jest rodowitą poznanianką, to w konkursie Miss Polonia wzięła udział jako przedstawicielka amerykańskiej Polonii.
Byłam zwykłą poznańską nastolatką zakochaną w teatrze i filmie. Po maturze dostałam się do “Metra” J. Józefowicza, które wtedy święciło wielkie sukcesy. Byłam w drugim składzie, a właśnie wtedy pierwszy skład “Metra” przygotowywał się do wyjazdu na Broadway. Kiedy po niedługim czasie odeszłam z musicalu, postanowiłam również wyjechać do USA, na własną rękę. Chciałam zobaczyć, poznać, nauczyć się angielskiego, myślałam, że zostanę tam kilka miesięcy i wrócę do Polski by zdawać do Szkoły Teatralnej. Jak się okazało, spodobało mi się tak bardzo, że zostałam na 7 lat…
Moja przygoda z Miss Polonia rozpoczęła się właśnie w Nowym Jorku w 1996 roku. Studiowałam tam wtedy produkcję filmową i dziennikarstwo na NYCC i pracowałam jako modelka. Wiodło mi się całkiem dobrze, często robiłam reklamy telewizyjne, katalogi prestiżowych firm, chodziłam na wybiegu w pokazach mody znanych projektantów. To był świetny sposób, by w krótkim czasie zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, potrzebnych na życie i studia. Pracowałam dużo, by móc kontynuować naukę. W 1996 roku lokalny oddział Biura Miss Polonia zgłosił się do mnie z propozycją, bym przygotowała choreografię do wyborów Miss Polonia Nowy Jork. Jako znawczyni wybiegów miałam nauczyć kandydatki ładnie chodzić po scenie. Na próbach szło nieźle, ale tylko wtedy, kiedy dziewczyny chodziły za mną, naśladując mnie. Kiedy mnie nie było na scenie, myliły się i stresowały. W ten sposób dostałam propozycję, by też wziąć udział razem z nimi, aby poprowadzić je na scenie i dosłownie na 3 dni przed finałem zostałam dopisana jako ostania kandydatka.
Ponieważ w Nowym Jorku udało mi się wygrać, kontrakt zakładał, że pojadę na kolejny etap, na Florydę. Tam poznałam zwyciężczynie z różnych Stanów i … znowu wygrałam. Zostałam Miss Polonia USA!
Ania miała szczęście, bo od dwóch lat laureatki konkursu Miss Polonia USA automatycznie awansowały do grona finalistek konkursu Miss Polonia.
Tak, rzeczywiście. Kolejnym etapem był już finał w Polsce w Sali Kongresowej. Same wybory Miss Polonia wspominam wspaniale. Pełen profesjonalizm ze strony organizatorów. Dla dziewczyn, czyli dla nas, to było wielkie wydarzenie, wiele emocji, trochę rywalizacji i stresu, wspaniałe przyjaźnie i wiele spełnionych marzeń. Wygrała wtedy Agnieszka Zielińska, zjawiskowa dziewczyna, podobnie jak ja pochodząca z Poznania. Ja zdobyłam tytuł II wicemiss i tytuł przyznany przez resztę kandydatek, Miss Koleżeńskości. Byłam zaskoczona, że udało mi się tak wysoko zajść, bo nie wyglądałam jak typowa Miss, a bardziej jak modelka. Miałam krótkie czarne włosy, ale za to dobrze poruszałam się na scenie 😉 Pewnie to zaważyło na wyniku.
Udział w konkursie Miss Polonia otworzył przed Anią nowe perspektywy, choć i jej dotychczasowe doświadczenie i wykształcenie bardzo jej pomogły w dalszej życiowej drodze.
Moja przygoda z konkursem Miss Polonia zaowocowała wyjazdem do Malezji na wybory Queen of the Year International, gdzie zdobyłam tytuł III wicemiss i tytuł Miss Congeniality, a także propozycjami pracy w nowo powstającej wtedy telewizji, RTL7. Przez kilka miesięcy prowadziłam tam swój program muzyczny. Właściwie żyłam na walizkach, trochę w Nowym Jorku, a trochę w Polsce. Kolejna propozycja pojawiła się od stacji TVN. Tam również prowadziłam program dla młodzieży, codziennie, na żywo. To była świetna szkoła dziennikarskiego warsztatu, bo każdy program musiałam sama wymyślić, przygotować, zaprosić gości i poprowadzić. W międzyczasie w TVN właśnie poznałam mojego pierwszego męża, Bo Martina (Szwed), a po 8 miesiącach znajomości zaszłam w ciążę i urodził się nasz syn Victor, który dziś ma już prawie 14 lat. Mieszkaliśmy wtedy w Nowym Jorku. Narodziny syna spowodowały, że musiałam zrezygnować z programu dla młodzieży, ale za to w końcu postanowiłam przeprowadzić się na stałe do Warszawy.
Mimo, że od startu Anny w konkursie Miss Polonia upłynęło już wówczas kilka lat, jej życie i kariera nadal, teraz już w Polsce, toczyły się w zawrotnym tempie.
Dużo pracowałam jako modelka i aktorka kręcąc reklamy, grając w serialach i w teatrze. Powróciłam znowu do stacji RTL7, gdzie przez kolejne 2 lata prowadziłam tzw. game show muzyczny, razem z Wojtkiem Malajkatem.
Niestety rozstaliśmy się z pierwszym mężem i wtedy postanowiłam, że muszę spróbować „normalnej” pracy, skoro sama będę utrzymywać i wychowywać Victora.
Pracowałam w agencjach reklamowych, a potem otworzyłam swoją własną agencję. Poznałam mojego drugiego wspaniałego męża Kennetha (Duńczyk) i mamy wspólnie jeszcze dwójkę cudnych maluchów. Syn Alex ma prawie 5 lat, mała Maya właśnie skończyła rok.
Bez żadnej przesady mogę powiedzieć, że mój udział w wyborach Miss Polonia zmienił całe moje życie. Gdyby nie ten konkurs, pewnie nadal mieszkałabym w USA, a nie w Warszawie. Dzięki tej imprezie poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, nawiązałam przyjaźnie, pracowałam w kilku telewizjach, poznałam moich mężczyzn 🙂 i mam cudowne dzieci. Teraz nazywam się Ania Martin-Madsen. To w Warszawie jest mój dom, tu jest moja rodzina i moje szczęście.
A zatem przykład Ani niech doda odwagi do startu w wyborach Miss Polonia kolejnym pięknym dziewczynom, zarówno tym mieszkającym w Polsce, jak i przedstawicielkom Polonii. Jak widać warto!
Justyna Bagińska – II Vicemiss Polonia 2004
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony BMP w grudniu 2001 r.
Dziewczyny z różnych powodów startują w konkursach piękności. Czasem decyduje o tym przypadek, jakiś spontaniczny impuls, a czasem jest to świadoma, przemyślana decyzja. Zazwyczaj początkowo nie mają specjalnych oczekiwań. Traktują całe wybory, jak zabawę, nie wybiegają myślą do następnych etapów. Właściwie zawsze jednak, po pewnym czasie, w miarę pokonywania kolejnych konkursowych szczebli, apetyt rośnie, dziewczyny zaczynają mieć pewne nadzieje, ambicje związane z udziałem w konkursie Miss Polonia. Starają się zaprezentować najlepiej, jak umieją. A co dzieje się później, kiedy gasną światła na scenie, a publiczność wraca do domu? Później bywa różnie…
Z konkursu Miss Polonia mam sympatyczne wspomnienia – mówi Justyna Bagińska II Vicemiss Polonia 2004. Ale konkurs się skończył i wraz z nim, skończyła się i moja przygoda…Szczerze? Mój tytuł niczego mi nie dał….Nie wiem, czym to było spowodowane. Może za mało zabiegałam o to, może nie „łapałam” kontaktów, może zwyczajnie byłam za mało ładna albo ładna tylko mało ciekawa, nie wiem.
Tylko nie raz zadawałam sobie pytanie, skoro jest, jak jest, to po co mnie wybrano??? Telefon zadzwonił do mnie raz, że mam być na jakimś balu, Pani miała się odezwać, ale się już nie odezwała…Nie wzięłam udziału w żadnym międzynarodowym konkursie piękności mimo wysokiego miejsca w finale krajowym. Dlaczego? Nie wiem. Myślę, że to pytanie należy zadać organizatorom.
Justyna z przyjemnością jednak wraca do swoich konkursowych wspomnień i niczego nie żałuje.
Wszystko zaczęło się w 2004 roku. Miałam 19 lat, byłam w klasie maturalnej, w maju czekała mnie matura, później studia…Mieszkałam z rodzicami w małej wiosce-Wierzbięcin- blisko Słupska.
W naszym regionie popularny był konkurs Miss Wsi, namówili mnie do udziału w nim rodzice. Był to również ciężki okres w moim życiu, w lutym, w dniu studniówki, moja babcia trafiła do szpitala, miesiąc później umarła. Strasznie to przeżyłam, pomyślałam, że pewnie byłaby zadowolona i, jak to babcie, dumna, że jej wnuczka startuje w konkursie na Miss:) Zdecydowałam się!
Tak naprawdę poza rodziną nikt nie wiedział, że w nim uczestniczę, chyba się wstydziłam. Nie dlatego, że to konkurs, w którym startują dziewczyny ze wsi, tylko dlatego, że to konkurs piękności….Wydawało mi się, że ludzie będą myśleli – a to ta, co uważa, że jest piękna, itp….
Potraktowałam wybory jako dobrą zabawę i tak było! Świetne dziewczyny, super atmosfera, ciekawe konkurencje…Zostałam tam I vice miss i Miss Mikrofonu (śmiesznie brzmi, prawda?). Na konkursie była obecna organizatorka regionalnych wyborów Miss Polonia. Dostałam dziką kartę, która pozwalała mi wziąć udział w tych wyborach. Nie do końca byłam zdecydowana, zgrupowanie przypadało w dni mojej matury…ale zdałam ostatni egzamin i dołączyłam do dziewczyn! Cieszę się, że wtedy podjęłam taką decyzję, pogodziłam wszystko ze sobą, wyszło mi !!!
Na konkursie Miss Pomorza Środkowego zdobyłam główny tytuł Miss, było to dla mnie ogromne zaskoczenie! Szczerze? Byłam przekonana, że w tego typu konkursach wszystko jest „po układach”. Myliłam się i to bardzo!!!
Początek był więc obiecujący. Czy dalej było tak samo ?
Kolejny etap był w Siedlcach, wybierano tam finalistki konkursu Miss Polonia. Dziewczyn było mnóstwo! Z całego kraju! Nie pamiętam, 200 ???
Przytrafił mi się tam niemiły incydent, myślałam, że zgubiłam portfel z pieniędzmi, dokumentami….Ta presja spowodowała, że się rozpłakałam, a była właśnie moja kolej, żeby wyjść na scenę. Cała rozmazana, praktycznie bez makijażu, wyszłam na tą scenę, a jury zaczęło do nas podchodzić i oglądać nas z bliska. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Nie dlatego, że nie przejdę dalej, nie zabiegałam o to szczególnie, ale jak odpaść, to w dobrym stylu…Kiedy przeczytano moje nazwisko w gronie finalistek…przez kolejne dni wydawało mi się, że to żart…i tym sposobem trafiłam do finału Miss Polonia 2004.
Trudno mi powiedzieć, jaka była moja najważniejsza motywacja do udziału w konkursie Miss Polonia. Nie kierowały mną absolutnie nagrody, bo jeśli o nie chodzi, były strasznie skrajne w stosunku do siebie…Szczerze? Najbardziej atrakcyjne nagrody dostałam na wyborach Miss Wsi:) Gdybym wzięła udział w wyborach Miss Polonia w 2005 r. zdobyłabym samochód, ale po co gdybać. Myślę, że los chciał, żeby 2004 rok, to był właśnie mój rok!”
Nie można jednak powiedzieć, że sam finał Miss Polonia rozczarował Justynę. Wprost przeciwnie.
Najpierw tradycyjnie zgrupowanie 🙂 Wspominam je wyjątkowo miło. Nie pamiętam zawiści dziewczyn i szczególnej zazdrości, każda była inna, każda miała swój charakter i inną osobowość, ale było ciężko, codziennie praca, praca i jeszcze raz praca….Szczególnie pamiętny był pożar w jednym z pokojów dziewczyn, ewakuacja przez okna itd, totalne zamieszanie, przerażenie, które skończyło się na szczęście dobrze, a my dostałyśmy pokoje w nowej części hotelu, o wiele lepsze pokoje:))) Jedzenie było wyśmienite, miejsce również, pośród drzew w lesie…
W trakcie zgrupowania musiałam jechać na rozmowę kwalifikacyjną na studia, na które dostałam się! Byłam wtedy taka pewna siebie, odważna!
Czekałam na wielki finał. Dzień Gali wyborów był na pewno dla każdej nerwowym dniem. Ja szczególnie nie przeżywałam, wiedziałam, że zaszłam daleko, że był to kawał świetnie spędzonego czasu, miłych chwil, wspomnień i przeżyć, o których będę opowiadała swoim dzieciom 🙂 Co ma być to będzie, ale po co się denerwować! Byłam spokojna jak nigdy!!! Zdałam maturę, dostałam się na studia! Jestem uczestniczką finału Miss Polonia! Czego jeszcze może chcieć 19 letnia dziewczyna? Jedyne co pamiętam z tego dnia, to zamieszanie: gdzie moje ciuchy, gdzie ten „nieszczęsny” numerek, po kim mam wyjść itp. Zresztą tak sobie myślałam, że to już jest tak wysoki szczebel tego konkursu, że wchodzą w grę pewnie „układy”.
I jakże się znów myliłam!!!
Nie wiem, czy ja trafiłam na taki rok, czy rzeczywiście tak jest, do dziś tego nie wiem!
Myliłyśmy się w układach na scenie, choć ćwiczyłyśmy je tyle dni, ale była super zabawa!
Kiedy w konkursie została zaledwie piątka dziewczyn, czekałam tylko, kiedy moja kolej, by odpaść..
Kolejny szok – Justyna Bagińska – II vice Miss Polonia! Cieszyłam się, nie myślałam kategoriami, że mogłam wyżej, więcej! Nie uznaję tego jako porażki, uważam to za sukces!
Miss Polonia 2004 została Katarzyna Borowicz. Myślę, że każda z nas podejrzewała, że Miss Polonia zostanie właśnie Kasia. Najbardziej widoczna postać z nas wszystkich, myślę, że wtedy nie pod względem urody, bo piękno to pojęcie szerokie, ale pod względem osobowości, charyzmy, przebojowości! Pamiętam ją jako sympatyczną, pomocną, pewną siebie dziewczynę! Uważam, że Kasia z upływem czasu piękniała. Dziś podoba mi się o wiele bardziej niż wtedy, pewnie dlatego, że wtedy byłyśmy obie jeszcze dziewczynkami, a teraz jesteśmy kobietami. Dziś jest piękna!
Było miło, wzruszająco, ale konkurs się skończył i szkoda, że Justynie pozostały po nim jedynie wspomnienia…
Niegdyś moim marzeniem była praca w mediach. Skończyłam dziennikarstwo na UW, chwilami myślałam, że może konkurs Miss Polonia pomoże, otworzy jakieś drzwi, ale to chyba nie było to miejsce i nie był to odpowiedni dla mnie czas.
Kiedy studiowałam w Warszawie, dostałam propozycję stażu w TVN Meteo, poszłam na rozmowę i zaproponowano mi go, jednakże z niego nie skorzystałam. Powód był prosty – mężczyzna:) On grał w różnych miejscach w kraju i za granicą, ja musiałabym być cały czas w Warszawie, więc zrezygnowałam dla niego, żebyśmy mogli być razem. Nie raz myślałam o tamtej decyzji, co by było gdyby…Ale za nic w świecie nie zamieniłabym tego, co mam na nic innego! A mam dobrego męża, który mnie szanuje, kocha ponad życie rodzinę i myślę sobie, że los mi odpłaci za tak ogromne poświęcenie, bo to jednak naprawdę duże poświęcenie.
Dziś, po 7 latach, jestem matką i żoną przede wszystkim! Moje dzieci to moja duma i mój największy sukces. Mam 3 córeczki: niespełna 5 letnią Anastazję i roczne bliźniaczki-Nadię i Polę. Myślę, że tak miało się wszystko potoczyć. Uważam, że nic nie dzieje się przez przypadek, to że mam bliźniaki to też nie przypadek przecież :)))) Związałam się ze sportowcem, a to wiąże się z ciągłym przemieszczaniem się, podróżowaniem. Mieszkaliśmy już we Włocławku, na Węgrzech, w Poznaniu, obecnie mąż gra w Słupsku, czyli moim rodzinnym mieście. Jeździmy wszędzie razem. Uważam, że rodzina musi być razem, żeby nią zwyczajnie była. Życie na odległość niczego dobrego nie przynosi. Ja chcę być z dziećmi, widzieć ich pierwszy uśmiech, pierwszy krok, słyszeć pierwsze słowo. Poza tym chcę, żeby moje dzieci miały tatę na co dzień, żeby się poznawali, chcę żebyśmy uczyli się siebie w codziennym życiu. Urodziłam trójkę dzieci, nie narzekam na figurę, skończyłam studia, mam plany na przyszłość, na coś tylko dla siebie, ale na to przyjdzie czas, teraz są małe dzieci, które muszą czuć w domu miłość, zapach zupy i pieczonego ciasta :))))))) Później będę ja, mam dopiero 26 lat 🙂
A więc mimo pesymistycznego początku, optymistyczne zakończenie 🙂 I tego optymizmu, pogody ducha i pogodzenia ze sobą Justynie Bagińskiej gratulujemy! Oby to się nigdy nie zmieniło!
Finał Miss Polonia ’11
Organizatorzy: Biuro Miss Polonia
Data i miejsce: 9 grudnia 2011 r., sala koncertowa Centrum Folklorystycznego „Matecznik – Mazowsze” w miejscowości Otrębusy – Karolin k. Warszawy.
Prowadzenie: T. Kammel
Gwiazda wieczoru: M. Maleńczuk, R. Wilson, Chemia
Jury: telewidzowie, głos doradczy: E. Wierzbicka, R. Mancewicz, K. Kuszewski, R. Pazura, A. Woronowicz
Laureatki:
Miss Polonia – Marcelina Zawadzka
Vicemiss Polonia – Anna Krupa i Marcela Chmielowska
Konkursy międzynarodowe:
Marcelina Zawadzka – Miss Universe 2012 (USA) – Top 13
Marcela Chmielowska – Miss Universe 2014 (USA)
Justyna Rajczyk – Miss Earth 2012 (Filipiny) – Top 16
***
Koncert finałowy Miss Polonia 2011 odbył się 9 grudnia 2011 roku w sali koncertowej Centrum Folklorystycznego „Matecznik – Mazowsze” w miejscowości Otrębusy – Karolin k. Warszawy. Tradycyjnie już udział w nim wzięły przedstawicielki wszystkich 16 województw (po jednej dziewczynie z każdego województwa) oraz przedstawicielka Polonii Litewskiej – Agata Jachimowicz. Wyjątek stanowiło województwo mazowieckie, które w finale doczekało się dwóch reprezentantek – Anna Szczygielska otrzymała od BMP tzw. dziką kartę, uprawniającą ją dodatkowo do wzięcia udziału w gali. W sumie o koronę najpiękniejszej ubiegało się zatem 18 pań.
Kolejną tradycją jest przedfinałowe zgrupowanie. Tym razem składało się ono z dwóch części i było niezwykle atrakcyjne, gdyż jego pierwsza część to tydzień spędzony przez finalistki w kurorcie Sharm el-Sheikh w Egipcie.
Aby już wszystkim tradycjom stało się zadość, wyboru najpiękniejszej po raz piąty w historii dokonali telewidzowie, głosując za pomocą SMS-ów. Wolą narodu koronę Miss Polonia 2011 oraz kluczyki do samochodu Chevrolet Spark otrzymała Marcelina Zawadzka z Malborka, którą od pierwszych chwil panowania wyróżniało…niezwykłe podobieństwo do ustępującej Miss Polonia 2010 Rozalii Mancewicz. Nowa Najpiękniejsza w chwili koronacji miała 22 lata, 180 cm wzrostu i wymiary 91 – 63 – 90. Obrazu idealnej Polki dopełniały długie blond włosy i szare oczy.
Top 3 uzupełniły Anna Krupa – mierząca aż 181 cm wzrostu 23-latka ze Świecia oraz Marcela Chmielowska – 20 letnia mieszkanka Nowego Sącza o wzroście 175 cm.
J. Drozdowska na MW ’01 – prezentacja w kostiumach kąpielowych i w sukniach wieczorowych
http://www.youtube.com/watch?v=pjWkHgueXeE&feature=related
J. Drozdowska na MU ’02 – preeliminacje, prezentacja w strojach narodowych
http://www.youtube.com/watch?v=0kf9WLdMkOE
J. Drozdowska na MU ’02 – preeliminacje, prezentacja w kostiumach kąpielowych
http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=iJMzX4cDQlo
J. Drozdowska na MU ’02 – preeliminacje, prezentacja w sukniach wieczorowych
http://www.youtube.com/watch?v=XnQ0x4cimKw&feature=relmfu
J. Drozdowska na MU ’02 – finał, prezentacja w strojach narodowych