Wywiad z Weroniką Szmajdzińską

Weronika Szmajdzińska – reprezentantka Polski na konkursie Miss World 2012

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w lipcu 2012 roku

Weronika Szmajdzińska – Miss Polski Nastolatek 2011, 10 marca 2012 r. skończyła 18 lat. Uczęszcza do Prywatnego Liceum Ogólnokształcącego Leonarda Piwoniego w Szczecinie. Jej zainteresowania niczym nie różnią się od hobby innych dziewczyn w jej wieku. Śledzi trendy w modzie i nowinki technologiczne. Dużo czasu spędza ze znajomymi, swoje pasje kieruje również w kierunku plastycznym, w wolnej chwili często zdarza jej się rysować 🙂 Jej marzeniem oczywiście jest, by wszystkie jej plany i założenia się spełniły. Chce osiągnąć jak najwięcej i w przyszłości być z siebie dumną.

Witaj Weroniko! Rok szkolny się skończył, 1 lipca przekazałaś koronę Miss Polski Nastolatek Agnieszce Karasiewicz, pora na odpoczynek?

Ależ skąd! Większą część wakacji spędzę w Chinach, gdzie w sierpniu będę reprezentowała Polskę na wyborach Miss World 2012. Dlatego, na dzień dzisiejszy moje wakacyjne (i nie tylko) plany związane są głównie z modelingiem i konkursem Miss Świata właśnie. Przygotowaniom do tego wyjazdu poświęcam dużo czasu. Możliwość brania udziału w tak prestiżowej imprezie przerosła już moje największe oczekiwania i pozytywnie mnie zaskoczyła.

No właśnie, jesteś pierwszą Miss Polski Nastolatek, która będzie reprezentowała Polskę na konkursie Miss World. Z niecierpliwością czekamy na początek zgrupowania, ale zanim opowiesz nam o swoich przygotowaniach do tego konkursu, najpierw zdradź, skąd w ogóle pomysł na udział w wyborach Miss?

Od dziecka oglądałam z babcią wybory Miss Polski w telewizji, ale nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek znajdę się po tej drugiej stronie. Mój udział w konkursie Miss Polski Nastolatek był zupełnie przypadkowy. Podczas imprezy, na której jednorazowo pracowałam jako hostessa, zauważyła mnie Pani Elwira Żniniewicz z Agencji Prima Frons i zaprosiła mnie na casting do regionalnych wyborów Miss Nastolatek Pomorza Zachodniego. Szczerze, byłam do takich imprez nastawiona nieco sceptycznie, ale moja mama namówiła mnie, abym spróbowała. Zdecydowałam się, ponieważ chciałam przeżyć przygodę, coś nowego.

Regionalne wybory świetnie przygotowują do ogólnopolskiego konkursu. Oczywiście dużo zależy od organizatorów. W moim regionie – na Pomorzu Zachodnim, Pani Elwira zorganizowała przygotowania wszystkich uczestniczek finałowej gali (nauka chodzenia i zachowania na scenie). Wiele jej zawdzięczam, do tej pory zawsze mogę się do niej zwrócić o radę. Nauczyłam się przede wszystkim obycia ze sceną i później czułam się pewniej.

Tytuł Miss Nastolatek Pomorza Zachodniego był dla mnie szokiem, bo zupełnie nie byłam nastawiona na wygraną. Nie liczyłam na koronę, ale oczywiście nie chciałam też przegrać. Myślę, że jak każda uczestniczka, miałam po prostu tylko cichą nadzieję na zwycięstwo. Podeszłam do konkursu z zupełnym luzem i wydaje mi się, że to był klucz do sukcesu, bo na scenie naturalność jest najważniejsza. Cieszę się, że mnie się udało, dla mnie to wielki sukces.

Wygrana w Twoim regionie umożliwiła Ci udział w kolejnych szczeblach konkursu Miss Polski Nastolatek, dotarłaś aż do ogólnopolskiego finału. Czy na tym etapie wciąż byłaś taka spokojna, nie odczuwałaś żadnego stresu, rywalizacji, faworyzowania jednych kosztem innych?

Przed finałem Miss Polski Nastolatek jest organizowane tradycyjne zgrupowanie, które przygotowuje finalistki do gali. Uczyłyśmy się na nim choreografii, miałyśmy sesje zdjęciowe, nagrywałyśmy materiały telewizyjne i wzajemnie mogłyśmy się poznać. To jest już oczywiście ciężka praca. Na szczęście, podczas mojego zgrupowania atmosfera między dziewczynami była dobra. Wiadome jest, że z niektórymi dogadywałam się lepiej, a z innymi gorzej. Nie odczuwałam jednak żadnej presji ze strony koleżanek, czy współzawodnictwa. Dobrze wspominam ten czas. Trafiłam na bardzo piękne i miłe dziewczyny, więc myślę, że gdybyśmy spędzały razem więcej czasu już po wyborach, a niestety nie jest to możliwe przez odległości nas dzielące, na pewno byśmy się zaprzyjaźniły. Poznałam bliżej cztery wspaniałe dziewczyny, z którymi staram się utrzymywać kontakt do dziś. Są to na pewno moje bardzo dobre koleżanki, które wspierały mnie i dzięki nim to zgrupowanie było samą przyjemnością. W pokoju mieszkałam z dziewczyną z mojego regionu, z którą brałam udział w wyborach regionalnych, więc było mi na pewno raźniej z kimś znajomym, oraz z późniejszą 2 Wicemiss Nastolatek Wiolettą Malińską.

Na zgrupowaniu zupełnie nie da się odczuć faworyzowania żadnej z kandydatek, ja osobiście też nie czułam się nigdy faworyzowana. Do końca nie byłam pewna, czy wygram. Moje typy do korony to Katarzyna Nisgorska lub Paulina Jasińska, obie dziewczyny były piękne nie tylko zewnętrznie, ale i miały fajne charaktery. A to też jest bardzo ważne na konkursach tego typu.

Zgrupowanie dobiegło końca, jego zwieńczeniem była finałowa gala. Jakie emocje Ci towarzyszyły w trakcie jej trwania? Pamiętasz?

Oczywiście, że pamiętam! 🙂 W dniu gali finałowej nie czułam tremy. Dopiero przed samym pierwszym wyjściem na scenę zaczęły mi towarzyszyć duże emocje. Jest to na pewno stres, ponieważ masz świadomość, że ogląda cię mnóstwo ludzi, którzy będą cię oceniać przed telewizorami, ale również znajomi i rodzina, dla których chcesz wypaść jak najlepiej. Myślę, że podobne emocje towarzyszyły każdej dziewczynie i to jest zupełnie normalne.

Dla Ciebie finał okazał się szczęśliwy – zdobyłaś główny tytuł i koronę Miss Polski Nastolatek 2011. Zaczął się dla Ciebie intensywny rok. Jak więc oceniasz życie Miss?

W byciu Miss na pewno najfajniejsze są podróże, ale jednocześnie częste wyjazdy są na pewno trudne. Z jednej strony jest mniej czasu na bliższe kontakty z rodziną, przyjaciółmi, chłopakiem czy znajomymi i rozstania z nimi są najtrudniejsze. Na pewno jest również więcej pracy w szkole. W czasie roku szkolnego trzeba nadrabiać zaległości, które tworzą się podczas nieobecności.

Nie narzekam jednak, bo nie zamieniłabym się z nikim, takie życie sprawia mi przyjemność. Gdy zostajesz Miss i dostajesz koronę, łączy się to z tym, że dochodzą też nowe obowiązki i miałam tego świadomość. Ja chętnie wyjeżdżam i udzielam się. Jako Miss nie byłam jeszcze wprawdzie za granicą, za to jeździłam na bale charytatywne i imprezy po całej Polsce. Ponadto, dzięki firmie Missland, mogłam wyjechać jako modelka do Mediolanu, co jest naprawdę czymś fantastycznym dla osoby w moim wieku. Te wszystkie doświadczenia są na pewno przyjemne i interesujące. Dają szansę na realizowanie się w świecie modelingu i możliwość poznania wielu ciekawych ludzi. Czuje się satysfakcję z robienia czegoś tak innego od zwykłego życia przeciętnej nastolatki. Podróże, nowe doświadczenia, nowe znajomości to wielkie plusy życia w koronie.

Podsumowując: wszystko ma złe i dobre strony. Na szczęście przeważają jednak te drugie. Moje życie w ciągu ostatniego roku jest b. przyjemne i wyjątkowe, bo w końcu nie każdy może zostać Miss. Dla mnie jest to wielkie osiągnięcie.

Czy Ty sama zmieniłaś się jako osoba, jaki wpływ na osobowość i charakter dziewczyny wywiera zwycięstwo w konkursie piękności? Czy zauważyłaś zmianę stosunku Twojego otoczenia do Ciebie?

Osobiście nie zmieniłam się w stosunku do osób, które mnie otaczają. Jednak wygrana dodała mi pewności siebie. Nauczyła samodzielnego życia i organizacji. Nie zauważyłam zmian otoczenia w stosunku do mnie. Znam teraz dużo więcej ludzi. Wszyscy są nastawieni do mnie bardzo pozytywnie.

Wróćmy teraz do konkursu Miss World. Wspomniałaś wcześniej, że do tej pory nie odbyłaś jako Miss żadnej zagranicznej podróży. Dotychczas nie brałaś jeszcze również udziału w żadnym konkursie międzynarodowym. Teraz przed Tobą wielka próba – od razu udział w najważniejszej tego typu imprezie – wyborach Miss World. Zostałaś rzucona na głęboką wodę. Opowiedz, w jaki sposób przygotowujesz się do startu w tym konkursie. I jaki stawiasz sobie cel?

Rzeczywiście Miss World to mój pierwszy konkurs międzynarodowy i to od razu zorganizowany na tak dużą skalę. Przygotowuję się już do niego z pomocą mojej Agencji. Gwarantuje mi ona kosmetyki, sukienki oraz wsparcie psychiczne, które jest bardzo ważne przed tak długim wyjazdem na tak ważny konkurs. Cenne rady dostałam od Angeliki Ogryzek, która reprezentowała Polskę na wyborach Miss Świata w ubiegłym roku. To na pewno dodaje pewności siebie, kiedy wiesz, co cię może czekać. No i przede wszystkim największe wsparcie mam od rodziców, na których zawsze mogę liczyć i pragnę im za to bardzo podziękować.

Chcę zadbać o każdy najmniejszy detal, aby później nie żałować, że mogłam coś zrobić lepiej. Często odwiedzam Warszawę, żeby dograć szczegóły wyjazdu. Wiem, wiem, wszyscy mi mówią, jak ważne są Mini Konkursy i że są za nie przyznawane dodatkowe punkty 🙂 Planuję wziąć udział w ich jak największej liczbie i zdobyć jak najwięcej punktów. Mam talent plastyczny więc zaprezentuję go w konkursie talentów. Chodzę na siłownię, aby zadbać o formę i wypaść jak najlepiej w konkursie Miss Sport. Planuję też nakręcić filmik z akcji charytatywnych, za które mogę zdobyć punkty w konkursie Beauty With a Purpose. Będzie też konkurs Miss Plaży. Jeszcze nie wiem, w jakiej sukni zaprezentuję się podczas finałowej gali i w konkursie Top Model, ale na pewno, jak tylko będę mieć jakiekolwiek informacje, to udostępnię je na moim fanpage’u na Facebooku: Miss World Poland Teenager 2011. Tam dodaję wszystkie aktualne wiadomości o mnie i moich przygotowaniach do konkursu. Zaglądajcie więc tam regularnie 😉

Będziemy, będziemy… Trzymać kciuki też będziemy. I na koniec jeszcze jedno pytanie. Przekazałaś już koronę Miss Polski Nastolatek swojej następczyni. Przed Tobą Miss World, a co potem? Jak będzie wyglądało Twoje dalsze życie? Jakie masz plany? Czy są inne, niż przed konkursem? Czy jest w nich miejsce na kolejne konkursy piękności? Czy zobaczymy Cię w przyszłości w finale konkursu na Miss Polski lub Miss Polonia?

Jestem przekonana, że korona Miss Polski Nastolatek trafiła w dobre ręce i życzę Mojej Następczyni wielu sukcesów. Ja sama nie planuję na razie udziału w następnych konkursach piękności. Jednak nigdy nic nie wiadomo 🙂

A Tobie, czego możemy życzyć?

Korony Miss World oczywiście 🙂

No to wracaj z koroną. I nie dziękuj, żeby nie zapeszyć 🙂

 

Wywiad z R. Lipską – Sołtyk – cz. II

Jej życiową pasją i miłością jest… taniec. Przez wiele lat tańczyła w Kieleckim Teatrze Tańca, a jej zawodowym guru była i jest Elżbieta Szlufik-Pańtak, dyrektor KTT. Zawsze pasjonowała się teatrem, a najbardziej interesowało ją to, co się dzieje za kulisami. Po maturze zdawała do Akademii Teatralnej w Warszawie. Nie powiodło jej się, więc znalazła inną drogę – tańczący teatr – czyli dwa w jednym. Ukończyła Akademię Świętokrzyską na wydziale pedagogiki kulturalno-oświatowej, studium choreograficzne, studia podyplomowe wychowania fizycznego i inne. Mówi o sobie, że na co dzień jest zwykłym nauczycielem, niezwykłego przedmiotu – tańca – niezmiennie od 19 lat, w Zespole Szkół Społecznych im. M. Reja w Kielcach. Należy więc do grona tych szczęśliwców, którzy robią w życiu to, co kochają.

Od niedawna ma też nowego „konika”. To zdrowe odżywianie i ruch z tym związany. Stara się zarazić tym swoich uczniów i chyba jej się udaje, bo projekt, który wspólnie z nią opracowali pt. „Czy wiesz, co jesz?”, zdobył I miejsce w województwie świętokrzyskim! Efekty tych działań można zobaczyć na stronie www.czywieszcojesz.cba.pl.

Nie ma czasu na nudę. A gdyby taka nastąpiła, to zaraz znajduje sobie coś nowego. Ostatnio Gimnazjalne Zawody Gimnastyczne, których jest pomysłodawcą, wykonawcą, reżyserem, prowadzącą itp. Wkłada w nie wiele pracy i zaangażowania, ale jak widzi efekty, to serce rośnie, bo ma nadzieję, że przyczynia się w ten sposób do rozwoju gimnastyki w szkołach.

Ma męża Marcina, lektora, którego głos zwykle słychać w czasie finałów Miss Polonia oraz córkę Julię, która coraz częściej staje się jej doradcą. Uwielbia jeździć na nartach i rowerze, dlatego chętnie wyjeżdża z dziećmi na obozy zimowe. Od dwóch lat jest głównym choreografem finałowej gali Miss Polonia i właśnie dlatego poprosiliśmy ją o rozmowę.

A czy jest jakaś scena, na której szczególnie lubisz pracować? Wolisz amfiteatr, czy zamkniętą salę? Sceny małe, czy wielkie?

Zawsze wolałam pracować w teatrze. To dla mnie takie magiczne miejsce. Lubię słyszeć charakterystyczne skrzypienie teatralnej podłogi i ciszę. Po ubiegłorocznym koncercie Miss Mazowsza zakochałam się w niesamowitym Teatrze Kamienica w Warszawie. Wspaniała atmosfera, cudowni ludzie, bardzo duże możliwości techniczne. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam powrócę. Tak w ogóle to bardzo lubię pracować z ludźmi, których nazwałabym „NIE MA PROBLEMU”. Oni zawsze pobudzają mnie do działania i z nimi można góry przenosić.

Jakbyś podsumowała ten kilkunastoletni okres Twojej współpracy przy organizacji wyborów Miss, najpierw w regionie, a później już ogólnopolskich? Co uważasz za swój największy sukces, a co za największą porażkę?

Moim największym sukcesem jest to, że grupy w czasie zgrupowania, koncertu i wszystkich przygotowań zazwyczaj bardzo się integrują. Dziewczyny przez lata później utrzymują ze sobą kontakt. Kiedy na koniec próby generalnej dostaję kwiaty, zawsze towarzyszą temu łzy wzruszenia. Wtedy wiem, że jak to powiedziała kiedyś Ewa Wojciechowska: „A jednak warto”.

Małe porażki zdarzają się zawsze. Moją największą bolączką jest przygotowanie kandydatek do odpowiedzi na pytania. Kiedy widzę, jak potykają się na wizji, kiedy oglądają je miliony telewidzów – serce boli. To przecież „moje dzieci”. Dlatego też w 2011 r. postanowiłam, że za wszelką cenę przygotuję je (nie ma oczywiście mowy o wcześniejszym podaniu pytań) do odpowiedzi. Najtrudniejsze są proste zagadki. Zbierałam wśród znajomych pytania, które chcieliby zadać kandydatkom, kolega z pracy – Mariusz napisał ich nawet… 40. Ćwiczyłyśmy prezentacje w każdej wolnej chwili i chyba w tym roku było lepiej, choć nie cudownie. Może kiedyś uda mi się to wypracować… Mam nadzieję, że będę miała taką możliwość.

No to teraz poproszę o trochę anegdotek i ciekawostek. Pamiętasz może jakieś wyjątkowe sytuacje z konkursu? Którą edycję szczególnie zapamiętałaś i dlaczego? Jakie było najśmieszniejsze i najstraszniejsze zdarzenie podczas tych kilkunastu lat? Największa „wpadka”? Czy jest może coś, czego żałujesz, albo co Cię zaskoczyło?

Najbardziej obfitujące w niespodziewane wydarzenia było zgrupowanie w 2010 roku. Zbiórka wszystkich finalistek miała się odbyć 29 listopada o godz. 9.30 w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, o godz. 10.30 wizyta w programie „Pytanie na śniadanie”, a o 12.00 konferencja prasowa w PAP-ie. Niestety, tego dnia nastąpił niespodziewany atak zimy, śnieg sparaliżował cały kraj, Warszawę też. Dziewczęta nie dotarły na czas i wizytę w TVP2 musieliśmy odwołać z przyczyn technicznych. Nie kursowały autobusy, tramwaje, taksówki. Wspólnie z Biurem Miss Polonia postanowiliśmy, że za wszelką cenę dotrzemy na konferencję. I udało się, ale nie było wszystkich kandydatek. Później jakieś 4 godziny czekaliśmy na autokar i ostatnie dziewczęta. Arletta z Częstochowy ze łzami w oczach, po wielogodzinnej podróży, zamknęła nasz peleton. Po godz. 17 udało nam się wyruszyć w dalszą drogę do Władysławowa, gdzie miało się odbyć nasze zgrupowanie. Ruszyliśmy, a tak naprawdę staliśmy w gigantycznych korkach. Walczyliśmy z żywiołem, kiedy to dostałam telefon z domu, że moja córka miała wypadek samochodowy i leży w szpitalu. Co wtedy czułam, może wyobrazić sobie każda matka. Nic nie mogłam zrobić. Na miejsce dotarliśmy późno w nocy. Wspaniały hotel Velaves przywitał nas ciepło, ale to nie był koniec naszych przygód. Włamano nam się do autokaru parę godzin przed wyjazdem do Łodzi, gdzie odbywał się koncert finałowy, po drodze były fatalne warunki atmosferyczne…. Ten finał musiał być sukcesem i był.

Każdy koncert jest inny. To, co się dzieje za kulisami jest zgoła odmienne od tego, co widać na widowni: nerwy, pośpiech, walka z czasem, plasterki na obtarte nogi, czasem igła z nitką, którą trzeba zaszyć sukienkę itp. W całym tym zamieszaniu jest pewien porządek. A to dzięki temu, ze pracują tam ludzie, którzy mają do siebie zaufanie. Każdy wie, co ma robić. Bywa, że jest dramatycznie.

Najbogatszy w takie wydarzenia był rok 2005. To był mój pierwszy koncert finałowy. W czasie pokazu tanecznego tancerzy – modeli, którzy nam towarzyszyli, jednemu z nich, w czasie wyskoku wypadło… kolano!!! Oprócz tzw. „łatania dziury”, która zrobiła się na scenie, za kulisami była akcja ratunkowa i szykowanie zastępstwa. Chwilę później jedna z kandydatek spadła z niezabezpieczonego schodka, obcierając wewnętrzną stroną uda o nieheblowane deski!!! Krew lała się do buta, a ja kleiłam plastry, panie od make up ratowały makijaż. Nie wyszła w odpowiedniej kolejności na scenę, ale udało się to zrobić na końcu pokazu. Niewiele osób to zauważyło, a my byliśmy bardzo rozemocjonowani. Przy takiej dramaturgii skręcenie na koniec nogi jednej z kandydatek nikogo nie wzruszyło. Jeśli macie ten koncert nagrany, zobaczcie go jeszcze raz i uwierzcie, że wiedząc, co się działo za kulisami, tzw. „sprawa kopert” na końcu nie ma żadnego znaczenia.

Kiedyś w czasie koncertu finałowego Miss Polonia Regionu Świętokrzyskiego jedna z kandydatek w czasie ogłaszania werdyktu zemdlała. Szybciutko została wyniesiona za kulisy. Jak już doszła do siebie, wyszła na scenę, aby za chwilę znów… zemdleć. Na szczęście Jacek Borkowski, który wówczas prowadził koncert, czuwał i podtrzymywał ją do końca. Byliśmy zestresowani, bo powstało zamieszanie. Po finale dowiedziałam się, że to był jeden z najbardziej emocjonujących momentów tego koncertu. Hm…

Czasem bywa śmiesznie. Jednego roku Dorota Gawron, która przekazywała koronę w zastępstwie swojej koleżanki Miss Polonia Marzeny Cieślik, wychodząc na scenę zapomniała… korony!!! Cały problem polegał na tym, że wszyscy: prowadzący, hostessy, modele, zaproszeni goście byli już na scenie i nie było możliwości wniesienia tego najważniejszego atrybutu. Leżąc na podłodze starałam się zwabić wzrokiem jednego z panów i pomimo całego zamieszania udało mi się!!! Korona została przekazana w odpowiednim momencie. Takich sytuacji, w których trzeba się ratować w czasie koncertów jest wiele. A wszystko polega na tym, aby widz tego nie zauważył. Ważne, aby wyciągać wnioski.

A wzruszające chwile? Na pewno były też i takie.

W 2006 roku, tuż po przejęciu korony, Marzena Cieślik odwiedziła Kielce, moje rodzinne miasto. Jej zadaniem było przekazanie pomp do podawania chemii na oddziale onkologicznym Dziecięcego Szpitala w Kielcach. Miałam możliwość towarzyszyć jej w tym wydarzeniu. Tego, co zobaczyłam w oczach dzieci w chusteczkach na głowach, kiedy Marzena dawała im koronę do przymierzenia, potrzymania, nie zapomnę do końca życia. Miałam wrażenie, że było to cudowne ozdrowienie, choćby na chwilę. Bezcenny błysk w tych smutnych oczach.

Przejdźmy teraz do kandydatek do korony i tytułu Miss. Jako choreograf jesteś z uczestniczkami konkursu najbliżej i najdłużej. Dobrze je znasz. Zdradzisz nam swoje sympatie i antypatie? Czy Twoja ocena dziewczyn może mieć wpływ na werdykt końcowy?

Nie jestem w stanie ocenić, którą z kandydatek do tytułu lubię najbardziej. Wszystkie z nich traktuję jak swoje dzieci i wkładam w ich przygotowanie całe serce. Bardzo nie lubię, kiedy moje dziewczyny nie chcą współpracować, nie chce im się. Tak się niestety zdarza. I to jest dla mnie typ Anty-Miss. Taką kandydatką była Malwina Ratajczak. Dzięki temu jej współpraca z BMP szybko się zakończyła.

Niekiedy werdykty są dla mnie duuużym zaskoczeniem, dlatego bardzo żałuję, że nie mam większego wpływu na wybór tej jednej, jedynej. Oczywiście wiele osób mnie podpytuje. Staję się tylko tzw. organem doradczym. W czasie wielu godzin spędzonych razem można poznać Miss – człowieka, osobę, która będzie reprezentować nasz kraj poza granicami. Niestety, widz w czasie 2-godzinnego koncertu nie ma takiej możliwości. W tym roku mamy Miss Polonia – człowieka o wielkim sercu, otwartą na ludzi, bardzo komunikatywną i piękną. Mam nadzieję, że uda jej się zaprezentować na arenie międzynarodowej z jak najlepszej strony. Trzymam mocno kciuki za Marcelinę!!!

Moje miss zapamiętuję raczej jako grupę. Taką wyjątkową były kandydatki z 2010 roku. Czasem się zdarza, że płaczemy na ostatnich próbach z żalu, że nasza praca się kończy. W tymże roku łez było najwięcej. Wielokrotnie miałam wspaniałe dziewczyny na etapach regionalnych: Miss Mazowsza, Regionu Świętokrzyskiego, Ziemi Jeleniogórskiej. Na tym ostatnim zdarzyło mi się jeden jedyny raz usunąć kandydatkę ze zgrupowania. Dlaczego? Było wiele powodów, ale może pominę je milczeniem.

Znakiem czasu są dla mnie spotkania z dziewczynami sprzed lat. Niestety nie zawsze je rozpoznaję. Kiedyś były nastolatkami, a dziś to częstokroć dojrzałe, ale piękne kobiety. Czasem słyszę: „pani Renato, to ja, Beata, występowałam w roku …” (tu pada data i tytuł koncertu). No tak, myślę wtedy, to jedna z moich „córek”… Może za sprawą tego wywiadu odezwą się do mnie moje dawne Miss? Czekam na Was na facebooku…

Zmierzamy do końca naszej rozmowy. Może jeszcze jedno pytanie. Jesteś związana z konkursami piękności w Polsce od kilkunastu lat. W tym czasie zaszły w ich organizacji oczywiście olbrzymie zmiany. Czy Twoim zdaniem te zmiany podążają w dobrym, czy w złym kierunku?

Konkurs Miss Polonia na przestrzeni tych kilkunastu lat bardzo się zmienił. Kiedyś można tu było spotkać dziewczyny, które nie miały pomysłu na życie, dziś to w większości studentki z jasno sprecyzowanym celem. W tej chwili marka Miss Polonia jest wielkim przedsięwzięciem artystycznym, medialnym. Zwyciężczyni staje się celebrytką, rozpoznawalną w całym kraju. Myślę, że to dobry kierunek rozwoju. Ale nie zapomnijmy, że tak jak to zwykle bywa, nic nie zdarzyłoby się, gdyby nie ludzie, którzy przy tym pracują, pasjonaci tacy jak Ty Kasiu, Dominik Masny, Ela Wierzbicka, Dawid Baraniak, Damian Stroiński i wielu, wielu innych. Pozdrawiam ich bardzo gorąco! Czuję się zaszczycona, że mogłam Was poznać i przyjęliście mnie do swojego grona. I mam nadzieję, że jeszcze przez wiele lat będziemy się spotykać…

My też mamy taką nadzieję, a właściwie nie nadzieję, lecz pewność. Dziękujemy serdecznie za miłe słowa i za całą naszą rozmowę!

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w maju 2012 roku

Wywiad z R. Lipską – Sołtyk – cz. I

Jej życiową pasją i miłością jest… taniec. Przez wiele lat tańczyła w Kieleckim Teatrze Tańca, a jej zawodowym guru była i jest Elżbieta Szlufik-Pańtak, dyrektor KTT. Zawsze pasjonowała się teatrem, a najbardziej interesowało ją to, co się dzieje za kulisami. Po maturze zdawała do Akademii Teatralnej w Warszawie. Nie powiodło jej się, więc znalazła inną drogę – tańczący teatr – czyli dwa w jednym. Ukończyła Akademię Świętokrzyską na wydziale pedagogiki kulturalno-oświatowej, studium choreograficzne, studia podyplomowe wychowania fizycznego i inne. Mówi o sobie, że na co dzień jest zwykłym nauczycielem, niezwykłego przedmiotu – tańca – niezmiennie od 19 lat, w Zespole Szkół Społecznych im. M. Reja w Kielcach. Należy więc do grona tych szczęśliwców, którzy robią w życiu to, co kochają.

Od niedawna ma też nowego „konika”. To zdrowe odżywianie i ruch z tym związany. Stara się zarazić tym swoich uczniów i chyba jej się udaje, bo projekt, który wspólnie z nią opracowali pt. „Czy wiesz, co jesz?”, zdobył I miejsce w województwie świętokrzyskim! Efekty tych działań można zobaczyć na stronie www.czywieszcojesz.cba.pl.

Nie ma czasu na nudę. A gdyby taka nastąpiła, to zaraz znajduje sobie coś nowego. Ostatnio Gimnazjalne Zawody Gimnastyczne, których jest pomysłodawcą, wykonawcą, reżyserem, prowadzącą itp. Wkłada w nie wiele pracy i zaangażowania, ale jak widzi efekty, to serce rośnie, bo ma nadzieję, że przyczynia się w ten sposób do rozwoju gimnastyki w szkołach.

Ma męża Marcina, lektora, którego głos zwykle słychać w czasie finałów Miss Polonia oraz córkę Julię, która coraz częściej staje się jej doradcą. Uwielbia jeździć na nartach i rowerze, dlatego chętnie wyjeżdża z dziećmi na obozy zimowe. Od dwóch lat jest głównym choreografem finałowej gali Miss Polonia i właśnie dlatego poprosiliśmy ją o rozmowę.

Witam Cię serdecznie Renatko!

Skąd wzięłaś się w Miss-biznesie? Od lat współpracujesz z konkursem Miss Polonia, jak wspominasz swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą?

Moja współpraca z konkursem Miss Polonia rozpoczęła się w roku 1994 w Kielcach. Pierwsze „moje” wybory Miss Polonia Ziemi Świętokrzyskiej przygotowywałam z Elżbietą Szlufik, a reżyserował ten koncert Leszek Kumański, znany reżyser, z którym później spotkałam się wielokrotnie, również przy pracy nad ogólnopolskim finałem. Mój pierwszy samodzielny finał regionalny to rok 1997. Wymyśliłam konwencję bajkową – po raz pierwszy koncert miał temat przewodni i tego trzymałam się później przez wiele lat. W 1999 r. rozpoczęłam współpracę z Anetą Czaban, która już gościła na łamach Globmiss. Aneta była wspaniałym producentem. Pamiętam, jak wymyśliłam sobie, że dobrze byłoby, aby dziewczyny miały czerwone kwiaty we włosach, to Aneta wykopała mi je „spod ziemi”, co w dobie braku Internetu nie było łatwe. Ja zajmowałam się całą stroną artystyczną. Nasze koncerty były dopracowane na ostatni guzik. Każdy miał swój tytuł: „Dziewczyna Bonda”, „Latino Miss”, „Musicale, musicale…”, „Miss tysiąca i jednej nocy” i wiele innych. Zawsze był temat przewodni, odpowiednio dobrana przeze mnie muzyka, choreografia, często taneczna, odzwierciedlała współczesne trendy. Jednym słowem byłyśmy sobie sterem, żeglarzem, okrętem.

Stałym krytykiem mojej pracy przy realizacji wyborów regionalnych był Konrad Smuga, Kielczanin, jeden z najlepszych reżyserów w Polsce, a prywatnie dobry kolega. Słyszałam, że a to koncert był za długi, a to źle ustawione wyjścia itp. Byłam pilną uczennicą. Jego krytykę przyjmowałam z pokorą, choć początkowo nie zawsze się z nią zgadzałam. Poprawiałam, poprawiałam, poprawiałam. Myślę, że to był okres, w którym najwięcej się nauczyłam. Aż pewnego razu usłyszałam: „Dziś nie mam się do czego przyczepić!”. Brzmiało to jak największy komplement.

Z Anetą nasza współpraca przy tworzeniu koncertów Miss Regionu Świętokrzyskiego trwała do roku 2007. Nie będę ukrywać, że gdy w 2008 r. zmienił się bezpośredni organizator wyborów w Kielcach i zaproszono innego choreografa, było mi przykro, ale tylko przez chwilę, bo…

W 2005 roku dostałam od Konrada Smugi propozycję pracy przy finale Miss Polonia, w charakterze drugiego choreografa. Pierwszym był również Kielczanin i dobry kolega, tancerz Mateusz Polit. Spełniło się moje skryte marzenie, bo kto nie marzy o pracy dla telewizji? Wszyscy o tym marzą, tylko niektórzy się do tego nie przyznają. Podjęłam wyzwanie i w Warszawie, a tak naprawdę najpierw nad Zalewem Zegrzyńskim, gdzie odbyło się pierwsze dla mnie zgrupowanie finałowe Miss Polonia, zderzyłam się z brutalną rzeczywistością. Realizacja programu telewizyjnego, a koncertów regionalnych to dwie rożne rzeczy. Znów nastąpił dla mnie czas nauki.

Wówczas poznałam prezes BMP Elżbietę Wierzbicką, ówczesnego wiceprezesa Witolda Asminowicza, legendę wyborów – Dominika Masny i wielu innych życzliwych i mniej życzliwych ludzi. Ciekawostką jest, że z Dominikiem miałam pierwszy kontakt w bardzo prozaicznych okolicznościach – ugryzła mnie w nogę osa, okazało się, że Dominik jest lekarzem i po prostu udzielał mi pomocy! Od „czasów osy” do dziś bardzo się przyjaźnimy. Później dzięki konkursowi Miss Polonia miałam zaszczyt pracować m.in. z Agustinem Egurollą, czy Jackiem Wazelinem (!).

Moja współpraca z Biurem Miss Polonia trwa do dnia dzisiejszego, choć nie zawsze byłam twórcą choreografii (wyjątkiem był rok 2009, w którym pracowałam jako koordynator zgrupowania). W latach 2010 – 2011 byłam już jedynym, samodzielnym choreografem finałów Miss Polonia. Choć wiem, że nasza wspólna praca kiedyś się skończy, to ciągle mam nadzieję, że nie nastąpi to szybko, bo ja po prostu lubię pracować z tymi ludźmi i przy tej imprezie!

Zdradź nam, na czym polega Twoja praca jako choreografa Gali Finałowej Miss Polonia? Kto najbardziej Ci w niej pomaga i wspiera? O czym decydujesz sama, a na co nie masz wpływu?

Praca choreografa przy tworzeniu koncertów finałowych to nie tylko nauka kroków, chodzenia… To tak naprawdę praca wychowawcza w trudnych konkursowych warunkach. Czasem trzeba kogoś przywołać do porządku, a czasem przytulić. Jeśli dziewczyny będą miały do mnie zaufanie, to koncert będzie spokojny, „uśmiechnięty”. A zaufania nie buduje się w godzinę lub dwie… Zwykle zgrupowanie trwa około 2 tygodnie i przez ten czas musimy się wzajemnie dobrze poznać. Zarówno one jak i ja musimy się podporządkować wielu telewizyjnym uwarunkowaniom. Wyjścia muszą być krótkie (ograniczenia czasowe), kandydatki zawsze muszą się prezentować na wybiegu, aby widz mógł dokładnie im się przyjrzeć, itp. Dziewczyny muszą wyglądać profesjonalnie, jak zawodowe modelki, muszą być piękne i uśmiechnięte. Najtrudniejsze w tej pracy jest to, aby przestawić im sposób myślenia. Tak naprawdę do konkursu zgłaszają się osoby, które zazwyczaj na co dzień nie mają wiele kontaktu ze sceną. I tu jest problem…

To, co jest na pewno bardzo interesujące podczas zgrupowań, to miejsca, w których się odbywają. Podczas ostatniego konkursu najpierw spotkaliśmy się w Egipcie w Sharm El Sheik w pięknym hotelu Savoy, a potem w równie uroczym Czorsztynie, w hotelu Kinga. Czasem dziewczyny (ja raczej rzadko) mają czas na to, aby skorzystać z zabiegów i atrakcji oferowanych przez organizatorów… Zawsze jesteśmy bardzo miło przyjmowane i wzbudzamy zainteresowanie. To bardzo osładza te trudne chwile, podczas których są nerwy, łzy, niepotrzebne nieporozumienia spowodowane zwykłym zmęczeniem. Nasza doba zaczyna się o 6.00, a kończy często w środku nocy, więc dochodzi jeszcze walka z niewyspaniem. Co ciekawe, to zdarza mi się prawie na każdym zgrupowaniu, że partnerzy osobiści naszych kandydatek nie wytrzymują ciśnienia medialnego, które tworzy się wokół ich ukochanych i po prostu porzucają swoje dziewczyny!!! Wiem, że to nieprawdopodobne, ale prawdziwe. Jaki jest wówczas stan psychiczny kandydatek, możecie się tego domyśleć… A na zajęciach trzeba się… uśmiechać. Wtedy trzeba podtrzymywać na duchu, przytulić, porozmawiać. Często dziewczyny traktują mnie jak mamę. Może to dobrze. Na zgrupowaniu następuje zawsze taki czas, kiedy dziewczyny zaczynają tak po ludzku tęsknić za rodziną, domem itd.

Mam to szczęście, że pracuję ze wspaniałymi ludźmi, z którymi obdarzamy się wzajemnym zaufaniem. Dzięki temu mam wpływ na wybór muzyki, ale niezależny ode mnie jest scenariusz: ilość i kolejność wyjść, koncepcja koncertu, występujący artyści. Moim zadaniem jest tak przygotować dziewczyny, aby dopasować się do całości.

W mojej pracy bardzo wspiera mnie mój mąż. To on opracowuje muzykę (miksuje), wgrywa teksty lektorskie itp. A często bardzo marudzę (!). To ogromny komfort dla choreografa mieć taką osobę przy swoim boku. Można powiedzieć, że tworzymy taką małą spółkę producencką….

Koniec zgrupowania to koncert finałowy czyli wielogodzinne próby, ciągła walka z czasem i stresem. Przyznam, że podchodzę do nich bardzo emocjonalnie i zmęczenie jest po nich ogromne, ale satysfakcja również duża.

To wobec tego opowiedz, jak wygląda przedkonkursowe zgrupowanie i przygotowania do finałowej gali? Wiadomo próby, próby, próby… A poza tym?

Jeśli myślisz, że to tylko praca na sali prób, to się mylisz. W czasie zgrupowania dziewczyny przygotowywane są pod każdym względem: dobór fryzury, makijażu, sesje zdjęciowe, przymiarki strojów i butów, zabiegi kosmetyczne, nauka autoprezentacji i w końcu sposobu poruszania się. Często bywa tak, że na zajęcia choreograficzne dziewczyny przychodzą po wielu godzinach przygotowań, sesji fotograficznych, zdjęć dla TV i nie mają już siły na ćwiczenia fizyczne, a te codziennie muszą się odbyć. Zgrupowanie to także stały wyścig z czasem. Często wstajemy o godz. 5-6 rano, aby zdążyć się przygotować do następnych zajęć lub przejechać z miejsca na miejsce. Ja oczywiście jestem cały czas z nimi i staram się wyrwać każdą wolną chwilę na pracę nad ruchem scenicznym.

Zajęcia choreograficzne zawsze zaczynamy od rozgrzewki, takich małych zajęć fitness. Muszę przyznać, że kondycja fizyczna dziewcząt często wiele pozostawia do życzenia, a koncert transmitowany na żywo wymaga wiele siły. Wiem jednak, że na przestrzeni lat bardzo się to zmienia. Teraz coraz częściej dziewczynom nie są obce zajęcia fitness, nawet tym najszczuplejszym. Kiedyś bywało tak, że kandydatki po pierwszych zajęciach mdlały z wycieńczenia, a było to efektem zwolnień z wychowania fizycznego w szkole. Omdlenia zdarzają się do dziś, ale częściej z powodu stresu, przepracowania.

Po rozgrzewce przechodzimy do ćwiczeń w ładnym chodzeniu. Niestety muszę zauważyć, że na etapach regionalnych rzadko osoby przygotowujące kandydatki zwracają uwagę na sposób stawiania stóp, ustawienia przy mikrofonie, zatrzymywania się itp. W czasach kiedy kobiety chodzą głównie w spodniach, ich sposób poruszania się pozostawia wiele do życzenia. Pamiętajmy też, że kandydatki na Miss Polonia to zazwyczaj dziewczyny wysokie, które na co dzień nie zakładają szpilek. I efekt jest taki, że piękna dziewczyna stawia stopy do środka, zatrzymuje się w rozkroku, co na scenie bardzo ją oszpeca, wygląda nieestetycznie. Nad tym pracujemy najwięcej.

Tworzenie układów choreograficznych to jakby efekt finalny naszych zajęć. Uważam, że jeśli dziewczyna pięknie chodzi po wybiegu, to nie musi robić wyszukanych figur tanecznych, aby profesjonalnie się zaprezentować. Największą trudność sprawia przygotowanie układów tzw. eliminacyjnych. Na etapie przygotowań nie wiemy przecież, które dziewczęta przejdą do finałowej 10 i które znajdą się w top 5. Przygotowuję więc prezentację z „kluczem”. Musi on być tak zrozumiały i zapamiętany, aby w czasie koncertu, w atmosferze stresu i pośpiechu, każda kandydatka wiedziała, gdzie powinna się znaleźć. W praktyce wygląda to tak, że wszystkie wyjścia eliminacyjne ćwiczymy na co najmniej 1000 sposobów, a w czasie koncertu, po informacji kto przeszedł do następnego etapu, rozpisuję kolejność wyjścia na scenę na dużym kartonie. Na ostatnim grudniowym koncercie usłyszałam: „Pani Renato, wygląda Pani jak trener koszykówki, który w czasie meczu ustala strategię!!!” Chyba coś w tym jest….

A jeśli dodam, że przerwa między wyjściami trwa np.: 5 minut, i w tym czasie dziewczyna musi się przebrać, ustalić kolejność, pomyśleć, gdzie powinna wyjść, poprawić makijaż i uczesanie, to wyobraźcie sobie w jakim to pośpiechu się odbywa. Każdy, kto był za kulisami, wie, o czym mówię…

No właśnie, wspomniałaś, że uważasz, że jeśli dziewczyna pięknie chodzi po wybiegu, to nie musi robić wyszukanych figur tanecznych, aby profesjonalnie się zaprezentować. A jednak czytałam zarzuty, jakie czasem padają pod Twoim adresem, że Twoja choreografia nie jest zbyt wyszukana. Jak reagujesz na krytykę i co odpowiesz krytykującym?

Wiem, że czasem padają słowa krytyki pod moim adresem, że układy są statyczne, za dużo chodzenia, a za mało tańca itp. Prawda jest taka, że staram się przemycać elementy taneczne w układach, co nie zawsze jest zaakceptowane przez reżysera i producenta koncertu lub po prostu nie jest pokazane w czasie transmisji na żywo. Wiele zależy od realizatora gali. Wiesz Kasiu, bo wielokrotnie bywałaś na koncercie finałowym na widowni, że odbiór na żywo jest zupełnie inny niż w TV. Czasem lepszy, czasem nie. Mnie zależy najbardziej, aby moje Miss wyglądały na scenie interesująco, aby nie bały się kamer, pokazały trochę swojej osobowości. Ludzie lubią oglądać potknięcia dziewczyn, patrzeć, jak nie radzą sobie z krokami tanecznymi, a pamiętajmy, że w dobie programów typu „Taniec z Gwiazdami” w Polsce mamy wielu „ekspertów tanecznych” !!! Gusty się zmieniają (to dobrze) i to co podobało się 10 lat temu, nie podoba się dzisiaj. A nasze kandydatki mają sprawiać wrażenie profesjonalistek na scenie i wiele z nich po całym cyklu przygotowań takimi się staje. Zakładamy, że Miss Polonia to nie konkurs taneczny!!!

Z drugiej strony, czytam na forach, że „koncert był dobrze przygotowany, bo można było dokładnie przyjrzeć się kandydatkom…”. Jeśli dziewczyny przemieszczałyby się po scenie szybkim tanecznym krokiem, to nie byłoby takiej możliwości. Wybór kandydatki polega również na porównaniu, więc bezsensowne jest przygotowywanie układów o skomplikowanej formule… Dobrze jest, aby każde wyjście miało pomysł i tak zawsze bywa w moich układach. Takie jest moje zdanie, ale na konstruktywną krytykę zawsze czekam, bo przecież dzięki niej najwięcej się w życiu nauczyłam. No i wiele razy w ten sposób rodzi się wiele pomysłów.

Czy fakt, że finały Miss Polonia transmitowane są na żywo, działa na Ciebie raczej stresująco, czy raczej mobilizująco?

Produkcja na żywo bardzo podnosi adrenalinę. Wszystko musi się odbyć tu i teraz, a nie za chwilę. Kiedyś koncerty półfinałowe były nagrywane i to była bardzo nużąca praca, dziś finał mija w mgnieniu oka. Stwarza to też wiele sytuacji, których nie byłby w stanie wymyślić nawet najlepszy scenarzysta.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w maju 2012 roku

Inne polskie delegatki na konkursy międzynarodowe

W latach 60-tych XX wieku Miss Polonia nie wybierano. Mimo to, w pierwszej edycji konkursu Miss International, która odbyła się w 1960 r. w Kalifornii, Polska miała swoją reprezentantkę. Była nią studentka I roku architektury, Miss Juwenaliów ’59 i Miss Krakowa, Marzenna Malinowska, dwudziestolatka z Dąbrowy Górniczej o wzroście 171 cm. O jej wydelegowaniu na wybory Miss International zadecydowała Fundacja Pułaskiego. Odniosła ona sukces, kwalifikując się do ścisłego finałowego Top 15 Miss International ’60.

Więcej

Zobacz

—————————————————————————————————————————————-

Nie sposób nie wspomnieć tutaj o jednej z najwybitniejszych polskich piękności. ADRIANA GERCZEW z Włocławka, bo o niej mowa, w 1998 roku została Miss Lata z Radiem. Miała wówczas 21 lat, 175 cm wzrostu i zbliżone do ideału wymiary – 92-64-92. W jej żyłach płynęła po ojcu krew bułgarska i po babci – włoska. Studiowała pedagogikę, pracowała jako modelka. Rok później wystartowała w konkursie Miss International ’99 w Tokio i znalazła się w Top 15. Adriana odniosła też największy sukces w historii polskich startów w konkursie Miss Europe. W 2001 roku w Libanie zdobyła tytuł I Vicemiss Europe 2001! Szkoda, że nigdy nie zdecydowała się ona na start ani w konkursie Miss Polski, ani w konkursie Miss Polonia.

Więcej

—————————————————————————————————————————————-

Nie można tu pominąć jeszcze jednej oszałamiającej dziewczyny. MONIKA ANGERMAN z Przywor Opolskich, choć nigdy nie wystartowała ani w konkursie Miss Polonia,  ani Miss Polski, a zdobyła „jedynie” tytuł Miss Lata z Radiem 2001, odniosła ogromne sukcesy na międzynarodowych konkursach piękności. W  Tokio znalazła się w Top 12 konkursu Miss International 2002, zaś w libańskim Bejrucie znalazła się w gronie 10 najpiękniejszych Europejek w finale Miss Europe 2002. Monika wzięła również (z sukcesem) udział w konkursie dla modelek – Miss Model of the World 2002 w Turcji, na którym awansowała do Top 15. Miała wtedy 20 lat i 177 cm wzrostu. Studiowała zarządzanie i przedsiębiorczość oraz prawo finansowe w Warszawie.

Więcej

—————————————————————————————————————————————-

Na konkursie Miss Intercontinental 2011 w Hiszpanii Polskę reprezentowała Karolina Pajączkowska z Radomska. Sukcesu nie odniosła, zaś korona powędrowała do reprezentantki USA.

————————————————————————————————————-

Zaskakującą decyzją Biuro Miss Polonia wydelegowało do Chin jako reprezentantkę Polski na finał konkursu Miss International 2011, Adriannę Wojciechowską z Łodzi, która nigdy nie wystąpiła ani w finale konkursu Miss Polonia, ani też w finale konkursu Miss Polski, a w swoim dorobku ma „jedynie” tytuł I Vicemiss Województwa Łódzkiego 2010 i awans do grona półfinalistek Miss Polonia 2010.

Adrianna w chwili swojego startu w MI miała 25 lat, była absolwentką psychologii na Uniwersytecie Łódzkim i pracowała jako modelka w Mediolanie. Zna biegle język angielski, ma 179 cm wzrostu i wymiary 87-60-90. Jej zainteresowania to religie świata, a także sport – pływanie i wspinaczka skałkowa.

—————————————————————————————————————————————-

Reprezentantką Polski na konkursie Miss Intercontinental 2012 w Niemczech została Anna Kowalska z Kutna. Za najpiękniejszą spośród 53 kandydatek jurorzy uznali reprezentantkę Wenezueli – Danielę Chalbaud.

————————————————————————————————————-

Reprezentantką Polski na konkursie Miss World 2012 została Weronika Szmajdzińska – siedemnastolatka ze Szczecina, mierząca 173 cm wzrostu. Weronika zdobyła tytuł Miss Polski Nastolatek 2011. Była pierwszą polską nastoletnią Miss biorącą udział w tym prestiżowym międzynarodowym konkursie piękności. Stało się tak ze względu na zmianę dotychczasowych tradycyjnych terminów organizacji zarówno finału Miss World, jak i Miss Polski. W dniu gali finałowej Miss World (18 sierpnia), Miss Polski 2012 nie została jeszcze wybrana, zaś Miss Polski 2011 brała już udział w konkursie Miss World 2011. W tej sytuacji wybór padł na Weronikę. Niestety, pomimo, iż prezentowała się przez cały czas zgrupowania i gali znakomicie, żadnego sukcesu nie odniosła.

Kolejną szansę na międzynarodowy sukces Weronika otrzymała trzy lata później. W 2015 r. reprezentowała Polskę na konkursie Miss Universe i w ten sposób stała się jedną z bardzo nielicznych Polek, które miały okazję brać udział w dwóch najważniejszych konkursach piękności na świecie. Niestety również i z tego konkursu Weronika wróciła na tarczy.

——————————————————————————————————-

Urodę Polek na konkursie Miss Intercontinental 2014 w Niemczech reprezentowała Magdalena Michalak z Konstantynowa Łódzkiego. Odniosła sukces awansując do Top 16. Zwyciężyła przedstawicielka Tajlandii Patraporn Wang.

Wywiad z G. i M. Rysik – cz. II

Grażyna Rysik – finalistka Miss Polonia ’88, matka Marioli;

Mariola Rysik – finalistka Miss Polonia 2011, córka Grażyny

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w kwietniu 2012 roku

Wiesz, Biuro Miss Polonia zadbało podczas drugiego zgrupowania o nasze paznokcie i włosy. Podczas gali finałowej miałyśmy robione makijaże i wszystkie dostałyśmy stroje na wyjście. Ale tak naprawdę najbardziej w przygotowaniach do konkursu pomagałaś mi Ty Mamo. To Ciebie radziłam się o ubiór, makijaż, odpowiedzi do wywiadów. Zresztą pomagasz mi nie tylko przy wyborach Miss, ale też w codziennym życiu, jak to mama. Zawsze pytam Cię o poradę. Ale zawsze mnie ciekawiło, kiedy Ty brałaś udział w konkursie Miss Polonia, co zapewniali organizatorzy, a o co dziewczyny musiały się same zatroszczyć? Kto Tobie najbardziej pomagał i wspierał w przygotowaniach do poszczególnych etapów? No i jak w latach 80. wyglądała promocja konkursu i jego uczestniczek?

Pamiętam, że dopiero na finałowej gali miałyśmy zapewnione wszystkie stroje, na wszystkich wcześniejszych etapach konkursu korzystałyśmy z własnych zasobów. Nie otaczało nas grono specjalistów, makijażystek, fryzjerów. Przed finałem, na zgrupowaniu w Wieżycy miałyśmy spotkanie konsultacyjne z kosmetyczką, która oceniała, czy umiemy się malować i uczyła nas, jak to poprawnie robić. Jedynym sponsorem, jakiego pamiętam była firma Mars, dzięki której batoniki Bounty, Marsy, Miky Way i Snickersy towarzyszyły nam wszędzie i w każdej ilości, więc ciężko było tym dziewczynom, które musiały trzymać dietę, aby zachować sylwetkę. Ja wówczas nie miałam z tym problemu. Objadałam się batonami, ku zdziwieniu i zazdrości niektórych koleżanek.

Promocja konkursu? Przez prasę, radio, telewizję. Choć mniej było możliwości promowania imprezy i tak moim zdaniem miała ona wtedy większą rangę. Był to jedyny tak prestiżowy i z tradycjami konkurs. Nikomu nie myliły się nazwy Miss Polonia i Miss Polski, czy jeszcze wiele innych nazw obecnych wyborów. Ludzie czekali na coroczną transmisję koncertu finałowego z Opery Leśnej, bo było to największe wydarzenie tego typu w Polsce.

No teraz znowu z roku na rok przed finałem jest coraz głośniej i coraz więcej mówi się o uczestniczkach i Miss Polonia. Wydaje mi się, że to jest też kwestia zmiany formy przekazywania informacji. Kiedyś w gazetach pisali o najważniejszych wydarzeniach, teraz o każdym romansie „nieznanej” gwiazdy możemy poczytać na portalach plotkarskich.

Mariolu, a jak zapamiętałaś koncert galowy Twojego finału, jak go wspominasz?

Rano zaczęliśmy próby, potem makijaż, włosy, gala finałowa. Wszystko trwało 3 sekundy. Pamiętam, że cały koncert uśmiechałam się do Ciebie – Mojej Mamy, ukochanego – Piotrka, chrzestnego z rodziną i przyjaciółki „z piaskownicy,”. To że byliście tam obecni sprawiało, że uśmiech był w 100% szczery, a w oczach od czasu do czasu, gdy obok Was przechodziłam, pokazywała się łezka, bo już tak długo Was nie widziałam.

A ja z samej gali finałowej jakoś zadziwiająco mało pamiętam… chyba byłam pod wpływem silnego stresu… niewątpliwie. Najlepiej pamiętam rozmowę z Krzysztofem Materną. Miałam lęk, czy podołam jego pytaniom (rozmowa nie była przygotowywana). Chyba mi się udało, bo publiczność oklaskiwała moją odpowiedź. Była też chwila napięcia, gdy zostało ostatnie wolne miejsce w Top 10 i…. było ono moje. Miło mi było wówczas, ale wiedziałam, że to ostatnie moje wyjście na scenę.

Ja nie weszłam nawet do Top 12. Zastanawiam się, jak mam ocenić swój występ w finale Miss Polonia ’11? Czy jestem z niego zadowolona, czy też z perspektywy czasu chciałabym coś zmienić, aby wypaść jeszcze lepiej? Nie podobał mi się makijaż ha ha ha, ale na to nie miałam wpływu. Tak naprawdę, to nie zmieniłabym nic. Mały mamy wpływ na to, kto przejdzie dalej, a kto zostanie. To nie jest konkurs ani na osobowość, ani na intelekt. Głosują telewidzowie i nie robiąc nic głupiego, żeby na siebie zwrócić ich uwagę, nie mogłam chyba nic więcej zrobić.

A ja patrząc z perspektywy czasu na swój występ w finale Miss Polonia oceniam go bardzo krytycznie. Zupełnie nie umiałam się wylansować i zaprezentować. Szłam, jak to się mówi „na żywioł”. Nie wiem, co ja sobie wyobrażałam, że jestem jaka jestem i już nic nie mam do zrobienia? Miałam i to sporo. Teraz byłabym mądrzejsza…. O ile tak do końca zaakceptowałabym fakt wzięcia udziału w konkursie, bo w tym chyba tkwi cały problem. Weszłam do finałowej 10. To niby dobrze, ale gdybym jeszcze mogła ze spokojem obejrzeć nagranie z finału i być z siebie zadowoloną, to byłoby jeszcze lepiej. Nigdy nie obejrzałam w całości nagrania, żeby się sobą nie denerwować. Pewnie, że wiele bym zmieniła, ale jest za późno. Zapewne obecnie w ogóle nie wzięłabym udziału w konkursie Miss Polonia, bo nie było mi to do niczego potrzebne. Wspomnienia mam jednak miłe i niczego nie żałuję.

Ech, mamo… I tak oczy wszystkich zwrócone są tylko na Miss Polonia. Wiem, że w Twoim roczniku wygrała Joanna Gapińska…

Tak. Werdykt bardzo mnie ucieszył, bo Joasia była moją najbliższą koleżanką, moja faworytką i bardzo ją lubiłam. Była śliczną i pozbawioną zarozumiałości dziewczyną. Cieszę się, że mieszkałam z nią w pokoju podczas zgrupowań. Wiem, że w wywiadach po konkursie Ona mnie też mile wspominała. Joasia nie była faworyzowana, po prostu widać było zachwyt jej osobą na każdym kroku i mnie to nie dziwiło. Przynajmniej świadczyło to o dobrym guście oceniających. Zresztą werdykt się potwierdził. Kilka miesięcy później urodą Asi zachwycili się też jurorzy konkursu Miss Universe’89 w Meksyku, gdzie zajęła czwarte miejsce.

No to w kwestii trafności werdyktu nic się nie zmieniło przez te ponad 20 lat… W moim finale jak wiesz wygrała Marcelina Zawadzka. Od początku była moją faworytką. Jej uroda była bezkonkurencyjna i nawet podczas spekulacji na jej temat, ja nie miałam wątpliwości, że to właśnie ona wygra. Jeszcze na dodatek ją polubiłam i uważam, że jest idealną osobą na właściwym miejscu.

Miss wybrana, to chyba już omówiłyśmy wszystko?

Ech, podsumowując naszą rozmowę musisz przyznać, że udział w konkursie piękności, nieustanne poddawanie się ocenie, wiąże się z dużym stresem. Moja droga do finału była po części kwestią przypadku. Wszystko potoczyło się bardzo szybko i nawet nie miałam czasu przemyśleć, czy tego chcę. Teraz wiem, że wolę być zwykłą dziewczyną, której od czasu do czasu ktoś powie miły komplement, niż być kobietą, która MUSI być piękna, skoro jest tam, gdzie jest i zamiast słów zachwytu, często może usłyszeć wytykanie swoich wad. To, że charakterem pozostałam tą samą dziewczyną z Politechniki, która szybciej się popłacze, niż odpowie ogniem na atak sprawiło, że ciężko mi było się odnaleźć w roli „celebrytki”.

Tutaj się troszkę różnimy. Ja byłam odważna i świadoma tego, z czym wiązał się udział w konkursie. Występy mnie mobilizowały. Denerwowałam się, ale cóż… tłumaczyłam sobie, że sama w to weszłam i muszę podołać. Poza tym, nic złego się nie działo, zwykłe, czyste reguły tej gry – tak ma być, mają mnie oceniać i na pewno będzie sporo lepszych ode mnie, choć nie jestem zła, bo i tak daleko zaszłam. Taka jasna i klarowna postawa pomagała mi iść do przodu z mocną psychiką i optymizmem. Nikt fachowo nie przygotowywał nas psychologicznie do udziału w konkursie. Nikt nas do niczego nie zmuszał, więc wystartowały tylko te wytrwałe i mocne. Wsparcie zapewne każda z nas miała w najbliższych, w rodzinie, w przyjaciołach. Ja takie miałam.

To jak myślisz mamo, czy warto jest brać udział w konkursach piękności? Jakie są plusy i minusy udziału w takiej zabawie?

Nie odpowiem, czy warto, bo to dla każdego indywidualna sprawa i decyzja. Zależy od motywu, jakim kierują się kandydatki do korony najpiękniejszej. Zależy od tego, co chcą osiągnąć i czego oczekują.

Plusy udziału w konkursie są takie, że na lata pozostają wspomnienia i dużo miłych znajomości. Minusy takie, że ciągle jest przypięta etykietka „Misski”. To okropne, jak ludzie często przypinając taką etykietkę osobie, wyobrażają sobie, że dziewczyna pewnie nic nie umie, bo to przecież „Miss”. Ponadto nie można się spokojnie zestarzeć, bo ciągle ludzie oglądają i oceniają przez pryzmat konkursu. A ja chciałabym mieć już spokój, bo każdy wiek ma swoje prawa i przed laty skończyła się moja rola miss, a potem przyszedł czas na inne, ważniejsze zadania życiowe.

A Ty córuś co sądzisz na ten temat? Czy konkurs Miss Polonia dał Ci to, na co liczyłaś? Co dał Tobie?

„W życiu piękne są tylko chwile”, a tych chwil w minionym roku było bez liku. Czułam zaszczyt i dumę podczas reprezentowania mojej uczelni za granicą i w Polsce. Poznałam wielu naukowców, dzięki którym upewniłam się, że jestem na dobrej drodze do spełnienia zawodowego i samorealizacji. Przyszłość to przede wszystkim marzenia. Aby coś się zdarzyło, trzeba to sobie wymarzyć. Ja marzyłam o interesujących studiach i poznawaniu świata w wielu jego aspektach, ale nade wszystko o spotykaniu wartościowych ludzi. To wszystko dzięki konkursowi Miss Politechniki się spełniło, dało poczucie satysfakcji, ale też nie wbiło w zadufanie, bo choć chcę się rozwijać, doskonalić, zdobywać coraz wyższe szczyty, to mam świadomość, że jak powiedział J. L. Wiśniewski „Dążenie do doskonałości potrafi czasem pokazać, jak bardzo jesteśmy niedoskonali”.

Konkurs Miss Polonia był już zupełnie inną bajką, ale niczego nie żałuję. Każde doświadczenie czegoś nas uczy. W życiu trzeba częściej mówić: tak, bo odmawiając, kiedyś będziemy żałować: co by było gdyby… . Dziś jestem bardzo szczęśliwa, otoczona miłością najbliższych i otwarta na nowe wyzwania.

I to jest najważniejsze. A ja tak sobie myślę po tej naszej rozmowie, że choć minęło ponad 20 lat, to konkurs Miss Polonia wcale aż tak się nie zmienił. Bo konkurs tworzą ludzie i ich emocje. A te wciąż są takie same – niezależnie od tego, czy mamy 1988, czy 2011 rok.

Wywiad z G. i M. Rysik – cz. I

Grażyna Rysik – finalistka Miss Polonia ’88, matka Marioli;

Mariola Rysik – finalistka Miss Polonia 2011, córka Grażyny

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w kwietniu 2012 roku

Ufff… nareszcie po ciężkiej sesji. Możemy sobie Mamo w końcu razem usiąść i spokojnie porozmawiać przy herbatce.

Chętnie Córeczko. A o czym sobie porozmawiamy dzisiaj?

Hmmm… może… może o konkursie Miss Polonia? Od finału, w którym brałam udział, minęło już kilka miesięcy, emocje opadły, nabrałam dystansu. Powspominamy?

Z przyjemnością. Ale właściwie to co Cię podkusiło, żeby wystartować w takiej imprezie? Ty – 20 letnia studentka Politechniki Warszawskiej na niełatwym kierunku Elektrotechnika i wybory Miss?

Wszystko zaczęło się 1 października, gdy podczas odbioru indeksu dostałam również propozycję wzięcia udziału w konkursie piękności. Wtedy się tylko uśmiechnęłam i nie powiedziawszy ani tak, ani nie, podekscytowana pierwszym dniem na studiach uciekłam. 15 dni później zostałam Miss Wydziału Elektrycznego, a po miesiącu Miss Politechniki Warszawskiej. Już podczas tego pierwszego miesiąca, wypełnionego próbami do wyborów Miss i Mistera PW, poznałam wspaniałych ludzi – m. in. uczestników konkursu z innych wydziałów, z którymi utrzymuję kontakt do dziś.

Po kilku miesiącach panowania jako Miss PW dostałam propozycję reprezentowania mojej uczelni również w konkursie Miss Polonia. Powiem szczerze, że z jednej strony byłam nastawiona sceptycznie do takich imprez, uważałam, że nie pasuję do tego świata i 100 razy lepiej czuję się jako zwykła dziewczyna, której urodę od czasu do czasu ktoś pochwali. Z drugiej strony myślałam zaś, że może to być niezapomniana przygoda i w zasadzie to pewnie jest moja jedyna szansa w życiu, żeby spróbować. Za namową studentów zgodziłam się i po uzgodnieniu wszystkich spraw dotyczących nauki pojechałam do Białegostoku na ogólnopolskie ćwierćfinały.

A jak było z Tobą Mamo? Przecież Ty też jesteś finalistką konkursu Miss Polonia. Dlaczego w 1988 roku zdecydowałaś się na start w tych wyborach?

Nie planowałam udziału w takiej imprezie, to była decyzja jednej chwili. Byłam w domu w Lidzbarku Warmińskim, odkurzałam mieszkanie, a Twoja babcia czytała Gazetę Olsztyńską, w której był artykuł o naborze kandydatek do konkursu. Nosił on tytuł „Szansa dla odważnych” (czy coś podobnego). Nie „szansa dla ładnych”, „atrakcyjnych”, tylko „szansa dla odważnych” i Twoja babcia, czytając ten artykuł, stwierdziła, że to dla mnie, bo przecież jestem odważna. Zrodziła się chęć przeżycia czegoś ciekawego i sprawdzenia się, czy uda mi się coś osiągnąć, jak oceniają mnie inni ludzie, związani z konkursem, znawcy urody. Skoro zostałam modelką (wybraną spośród wielu) to spodziewałam się, że odpowiadam podstawowym wymogom, co do urody i prezentowania się, ale nie wierzyłam nadal w siebie i korciło mnie, aby sprawdzić, jak odbierają mnie inni.

Sprawdziłam i…. ciągle byłam zaskoczona, nie dlatego, żebym myślała o sobie źle i zaniżała własną wartość, ale chyba tak nie do końca była to „moja bajka”. Szłam do przodu, pokonywałam kolejne szczeble konkursu i zdobywałam kolejne laury, ale nie wiązałam z tym swojej przyszłości. Nie zmieniałam planów, nie lansowałam się. Konkurs Miss Polonia nie determinował mojego życia. Nie liczyłam na wygrane nagrody, po prostu musiałam odpowiedzialnie przejść to, co zaczęłam, bo przecież na to się świadomie decydowałam, więc nie było powodu, aby się wycofywać. Wszystkie werdykty przyjmowałam z pokorą i bez żalu. Choć konkurs był miłym zdarzeniem, to jednak czekałam, aby życie wróciło do normy…. ale ono już nigdy po wyborach tak zupełnie nie wróciło.  

Zaciekawiłaś mnie. A jaka była Twoja droga do finału? Czy musiałaś pokonać podobne szczebelki na konkursowej drabinie, jak ja?

Na początku 1988 roku wzięłam udział w eliminacjach wstępnych do konkursu regionalnego Miss Warmii i Mazur (były to pierwsze wybory w tym regionie). Zakwalifikowałam się do finału i w lutym 1988 r. podczas gali, która odbyła się w Hali Urania, zostałam wybrana Miss Warmii i Mazur i Miss Uśmiechu. Byłam zaskoczona. Nie czułam, że jestem faworytką. Nikt z otoczenia nie dał mi tego odczuć. Potem był wyjazd do Warszawy, do Klubu Za Żelazną Bramą. Tam byłam gościem, bo to były eliminacje do ogólnopolskiego półfinału, w których ja nie musiałam brać udziału. Byłam do niego automatycznie zakwalifikowana (jako miss regionu).

Półfinał odbył się w marcu. W 1988 roku akurat był on zorganizowany w Olsztynie, co mnie bardzo ucieszyło. Byłam na swoim terenie, wśród dopingu i oklasków moich znajomych i mieszkańców regionu. Jako jedyna z Warmii i Mazur weszłam do ogólnopolskiego finału. Było mi trochę smutno, że jestem sama. Liczyłam, że awansuje też moja koleżanka z Olsztyna i będzie nam razem raźniej. Miło było odnieść sukces, skoro wzięłam w konkursie udział, ale z drugiej strony, to liczyłam, że nie przejdę dalej i będę mogła spokojnie zająć się studiami. Po ogłoszeniu werdyktu, że jestem w finale, wśród 16 dziewczyn z całej Polski, zaczęłam się martwić, co ja pocznę z nauką, czy to aby nie spowoduje zawalenia przeze mnie roku. Potem pomyślałam, że nie mam już wyjścia i będę musiała jakoś to poukładać. Moja edukacja nie ucierpiała za bardzo. Przy życzliwości i pomocy władz uczelni uzyskałam zgodę na indywidualny tok na czas jednego semestru i studia toczyły się zgodnie z planem.

Byłaś wtedy prawie moją rówieśnicą, studentką, jak ja teraz, wiele razy opowiadałaś mi o tamtym okresie…

Miałam 21 lat. Byłam studentką II roku pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie. Moja rodzina (rodzice i młodszy brat Piotruś) mieszkali w Lidzbarku Warmińskim, a ja na co dzień przebywałam tam, gdzie się uczyłam. W każdą wolną chwilę pędziłam do domu, do rodziny, do Lidzbarka. Choć bardzo lubiłam Olsztyn i nadal go uwielbiam, to jednak chwile spędzone w domu były dla mnie bezcenne. Czas spędzałam tak jak wielu moich rówieśników: kino, książki, słuchanie muzyki, towarzyskie spotkania, imprezy taneczne (zawsze lubiłam tańczyć); sporo się uczyłam, aby nie przedłużać czasu mojej nauki i nie obciążać rodziców dodatkowymi kosztami utrzymania mnie na studiach. Nie lubiłam samotności, zawsze otaczałam się znajomymi. Podczas studiów trochę pracowałam jako modelka. Miałam znajomych, koleżanki i przyjaciół, miałam też sympatie, ale moje serce wypełnione było wówczas miłością do jednego mężczyzny, którego niestety nie było koło mnie i nie wiedziałam, czy kiedykolwiek będzie. Potem okazało się, że przez jakiś czas wypełnił moje życie i pozostawił po sobie wyjątkowy ślad – Ciebie – moją świetną Córkę.

Moje plany i marzenia nie były zbyt wygórowane – wiązały się ze szczęśliwym, zwykłym życiem w miłości, zdrowiu i radości. Pragnęłam być kobietą spełnioną w każdej sferze – zawodowej i osobistej, ale nie miałam wygórowanych wymagań. Nie chciałam od życia niczego nadzwyczajnego. Nie marzyłam o sławie, podróżach, kosztownościach, bo szkoda mi było marzeń na takie rzeczy, które są materialne i które mogą być moimi planami, a nie marzeniami. Ciągle uważam, że marzenia dotyczą kwestii niematerialnych, wszystko inne to nie marzenia, a plany.

Jakie my jesteśmy do siebie podobne… Ja jestem: 100% kobietą, która mówiąc w lewo, jedzie w prawo, córką najwspanialszej Mamy na świecie, ukochaną wnuczką, przyjaciółką od dzieciństwa paru rewelacyjnych ludzi i… oczkiem w głowie najwspanialszego mężczyzny, jakiego miałam kiedykolwiek okazję poznać. Jestem spełniona i bardzo szczęśliwa. ,,Jaka jest Mariola Rysik?,, Hmmm… Na pewno nieprzewidywalna, często zamyślona, czasami mam wrażenie, jakbym żyła we własnym świecie: nie pamiętam o rachunkach, spóźniając się zawsze mam nadzieję, że autobus na mnie poczeka. Można mnie chyba nazwać ,,niepoprawną romantyczką? Sporo w życiu przeszłam, a mimo to dziękuję Bogu za każdy dzień, za to, że otoczył mnie tak wspaniałymi osobami.

Oczywiście chciałabym wygrać w totolotka, złapać złotą rybkę, czy zmienić kilka rzeczy w moim nie-idealnym życiu, ale nie zadręczam tym ani Boga, ani siebie. Skoro nie jesteśmy szczęśliwi dziś, to jak potrafimy być nimi jutro? Dlatego chwytam każdy dzień i cieszę się z drobiazgów. Wyznacznikiem mojego szczęścia są po prostu ludzie, którzy mnie otaczają. Obecnie mieszkam w Warszawie, dni spędzam na uczelni, po powrocie, jak nie muszę się uczyć, to uwielbiam gotować, chodzić do kina, teatru, opery, czytać ,,Focusa,, i leniuchować w łóżku oglądając filmy lub kanał Discovery.

Przyszłość jeszcze nie jest zupełnie klarowna. Na pewno chciałabym być Westą mojego ogniska domowego, inżynierem, kobietą spełnioną i odnoszącą sukces. Jeżeli chodzi o życie zawodowe, to interesuje mnie oświetlenie budynków, wnętrz, koncertów. Moje marzenie: nieduży domek z białym płotem, wypełniony miłością, szczęściem i… aromatem kuchennych wypieków. Zawsze otwarty dla rodziny i przyjaciół.

Ale miałyśmy chyba wspominać nasze konkursy Miss Polonia… Jak przygotowywałyście się do finału? Ciężko było?

Miałyśmy dwa zgrupowania przedfinałowe. Pierwsze odbyło się w Egipcie w cudownym kurorcie Sharm El Sheik. Razem z dziewczynami zaczerpnęłyśmy trochę słońca, podczas gdy w Polsce wszyscy narzekali na wszechobecną szarość. Drugie zgrupowanie odbyło się w Czorsztynie. Tam nasza kochana Pani Renatka uczyła nas choreografii i… chodzenia, bo wbrew pozorom, chodzenie, a zwłaszcza na szpilkach, nie jest taką łatwą sprawą, gdy trzeba to zrobić z gracją i lekkością.

My też miałyśmy sporo pracy związanej z finałem. Zimowe zgrupowanie dwutygodniowe w Piechowicach, koło Jeleniej Góry. Tam przygotowywałyśmy się do trasy koncertowej po Polsce, podczas której publiczność wybierała swoją Miss. Wiosną, przez tydzień jeździłyśmy do kilku dużych miast i tam występowałyśmy, a publiczność wrzucała kupony z nazwiskami do skrzynki. Nie było Internetu i taki był sposób wyboru tej, którą reprezentanci publiczności z całej Polski uznali za najatrakcyjniejszą. Z sentymentem wspominam te czasy. Nie jestem przeciwniczką Internetu, bo świat idzie do przodu i rozwój jest nieunikniony, ale był urok w tamtych czasach i działaniach.

Przed wyjazdem w Polskę (wybór Miss Publiczności), miałyśmy sesję zdjęciową na warszawskim Hipodromie. Było to kilkugodzinne spotkanie z fotografami, którzy robili nam zdjęcia i w wyniku tej sesji wybierali swoją Miss Foto (tu też obeszło się bez Internetu). W lipcu odbył się finał konkursu Miss Polonia. Tradycją kilkuletnią były finały w Operze Leśnej w Sopocie. Do gali przygotowywałyśmy się przez dwa tygodnie na letnim zgrupowaniu w Wieżycy na Żuławach.

Dość dokładnie opisałam kolejne szczeble konkursu wraz z przygotowaniami do występów. Widać z tego, że sporo miałyśmy pracy i wybory nas absorbowały. Podczas zgrupowań uczono nas nie tylko autoprezentacji, sztuki makijażu i wizażu, czy też umiejętności poruszania się.

Ćwiczyłyśmy układy taneczne i piosenki. Na ćwiczenie tańców przyjeżdżali do nas do Wieżycy chłopcy z klubu tańca towarzyskiego z Gdyni. Przygotowania pochłaniały wiele godzin ciężkiej pracy. Efekt był taki, że do dziś moi znajomi i rodzina wspominają, jak to musiałyśmy w krótkim czasie stać się niemalże artystkami estradowymi. Przygotowania były trudne, ale też pozostały nam po nich konkretne umiejętności (ja do tej pory znam piosenki śpiewane w finale).

Teraz są inne czasy. Inne media. Chociaż… nie przypominam sobie, żeby media rozpisywały się o jakichś sensacyjkach. Raczej były to artykuły opisujące finalistki lub nasze zgrupowania, co robimy, jemy itd. Spotkałam się natomiast z nienawiścią, jaka potrafi pałać od ludzi komentujących te artykuły. Oczywiście anonimowo w Internecie większość osób pisała, że jesteśmy brzydkie, sztuczne, grube, głupie itd. – różnorodne obelgi, żeby tylko ulżyć sobie robiąc przykrość innym. Mi też to zrobiło dużo przykrości, zwłaszcza, że bardzo zaangażowały się w komentowanie osoby, które mnie znają. Nie chciałabym o tym opowiadać, bo to smutne ile gniewu, kompleksów i nienawiści potrafią mieć w sobie ludzie, pewnie ,”chrześcijanie”, ha ha ha.

Porozmawiajmy proszę o przyjemniejszych rzeczach. A Twoje koleżanki finalistki? Jaka była atmosfera wśród Was? Czy odczuwalne było współzawodnictwo między Wami?

Najbardziej podczas zgrupowania polubiłam Olę Cielemencką – wspaniała dziewczyna. Mamy ze sobą kontakt do tej pory i z racji tego, że obie studiujemy i obecnie mieszkamy w Warszawie, to wydaje mi się, że znajomość przetrwa. A jak było w Twoim roczniku?

Zawsze i wszędzie to podkreślam, że nasz rok był wyjątkowy pod względem atmosfery panującej między finalistkami. Było sympatycznie i bez większych afer. Porównując rok poprzedzający nasze wybory, każdy był zaskoczony naszą postawą i atmosferą wśród nas. Dobrze się bawiłyśmy. Było dużo miłych, sympatycznych i zabawnych dziewczyn. Tylko nieliczne były te, które miały widoczne parcie na zwycięstwo. Współzawodnictwo było, ale jak któraś z nas chciała, to mogła je potraktować z humorem, bo przecież i tak było wiadomo, że każda nie może wygrać, a faworytki wysuwały się na czołówkę i nie można było mieć do nikogo o to pretensji. Taki konkurs, takie gusta.

Przyjaźnie na wyborach Miss pewnie są możliwe, bo ja bardzo lubiłam Joasię Gapińską, z którą mieszkałam w pokoju podczas kolejnych zgrupowań. Myślę, że lubiłyśmy się z wzajemnością i to, że nie mamy ze sobą kontaktu, to nie wynik zazdrości lecz po prostu braku czasu, odległości i naturalny powrót do swoich rodzin i przyjaciół sprzed konkursu.

Nasz rok naprawdę był bez aferowy. Albo ja byłam taka naiwna i nie wszystko widziałam. Jeśli tak było to dobrze, bo mam dobre wspomnienia.

Wywiad z Ż. Sitko

Żaneta Sitko – finalistka Miss Polonia 2009, reprezentowała Polskę na konkursie Miss International 2010

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony Miss Polonia w marcu 2012 roku

Wybory Miss Polonia często bywają przepustką do świata modelingu, a przyszłe gwiazdy wybiegów swoje pierwsze kroki w szpilkach stawiają na deskach scen, na których odbywają się kolejne etapy konkursowych zmagań. Ale bywa też odwrotnie. Żaneta Sitko jest finalistką konkursu Miss Polonia 2009 (znalazła się w Top 10) i reprezentowała Polskę na konkursie Miss International ’10 w Chinach. Ale już wcześniej pracowała jako modelka, także poza granicami naszego kraju.

W klasie maturalnej po raz pierwszy poleciałam do Tokyo i zakochałam się w tym mieście, w kulturze japońskiej i oczywiście w sushi. W 2009 roku planowałam rozpocząć studia na kierunku stosunki międzynarodowe, żeby w przyszłości zostać ambasadorką Polski w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Jednak 2009 rok okazał się dla mnie rokiem zmian…Podczas mojego pobytu w Japonii moja współlokatorka, była Miss Brazylii, namówiła mnie na udział w Miss Polonia. I gdy wtedy wpisałam swoje imię i nazwisko w Google, na jednym z portali znalazłam wpis osoby, która sugerowała, że Żaneta Sitko powinna wziąć udział w wyborach Miss…

Ponieważ w życiu przeważnie żałujemy tego, czego nie zrobiliśmy, a nie tego, co zrobiliśmy, więc żeby w przyszłości niczego nie żałować, postanowiłam, że pójdę na casting, spróbuję swoich sił i zobaczę co z tego wyniknie 🙂 Lubię cały czas stawiać sobie kolejne wyzwania, a rok 2009 był ostatnim, kiedy mogłam to zrobić, ze względu na ograniczenia wiekowe uczestniczek. Ponadto pamiętam jak Małgorzata Rożniecka reprezentowała nas na Miss International w Japonii, a że kocham Japonię pomyślałam, że miło byłoby gdybym i ja mogła 🙂 Jak widać marzenia się spełniają, bo miałam ten zaszczyt reprezentowania Polski na MI, tylko już w Chinach (bo tam został przeniesiony konkurs), ale o tym później.

Ponieważ licencję do delegowania dziewczyn na MI posiada Biuro Miss Polonia, stąd też mój wybór padł na konkurs Miss Polonia. Ten konkurs wydawał mi się poza tym bardziej prestiżowy i lepiej zorganizowany. Pamiętam, że jako mała dziewczynka z wielką ciekawością śledziłam jego wcześniejsze edycje.

Jestem ze Słupska, ale akurat wtedy mieszkałam w Koszalinie, ze względu na miejsce pracy mojego chłopaka. Niedługo miałam znów wrócić do Japonii, jednak okazało się, że wcześniej mogę wziąć udział w wyborach regionalnych w Szczecinie. Spróbowałam i… wygrałam je!

Tak więc wszystko zaczęło się w Szczecinie…To prawdziwa kopalnia Miss-Diamentów. To ze Szczecina pochodzą, albo tutaj brały udział w regionalnych eliminacjach takie piękności jak Monika Nowosadko, Joanna Gapińska, Joanna Brykczyńska, Małgorzata Rożniecka, Joanna Drozdowska, czy Anna Tarnowska. Żaneta poszła w ich ślady.

Wybory regionalne poprzedzone były próbami. Uczono nas jak chodzić, trenowałyśmy kolejne wyjścia gali finałowej. Sam finał wyborów regionalnych przygotowany był z dbałością o szczegóły, ale jak to jest z pokazami, emocji i tak nie zabrakło. Przed pierwszym wyjściem stylistce przypomniało się, że do mojej sukienki brakuje paska i wolałaby żebym wyszła w innych szpilkach, a że miałam wyjść jako pierwsza w swojej grupie, buty zakładałam w biegu na scenę. Dzięki temu nie stresowałam się tak jak wszystkie dziewczyny, bo jedyne o czym myślałam na 2 minuty przed początkiem wyborów, to to czy pójdę po wybiegu w szpilkach czy bez:)

Po wyborach regionalnych miałam czas na realizację własnych planów zawodowych – wróciłam do Azji. Następnym etapem konkursu Miss Polonia były ogólnopolskie półfinały, które odbywały się w Łodzi. Sama gala półfinałowa miała miejsce na patio łódzkiej Akademii Humanistyczno – Ekonomicznej. O 16 miejsc w wielkim finale walczyły wówczas 34 kandydatki. Już podczas przygotowania i samej gali dało się odczuć dużo większą rywalizację i stres. Prawda jest taka, że każda z nas bardzo chciała wystąpić w finale Miss Polonia. Pamiętam, że podczas ogłaszania werdyktu jury, ja o swoim udziale dowiedziałam się jako jedna z ostatnich, więc emocje były naprawdę spore. Ale udało się.

Rok 2009 był wyjątkowy dla konkursu Miss Polonia. To właśnie wtedy przypadała 80 rocznica jego urodzin. Wyjątkowe było również finałowe zgrupowanie…

Miałyśmy to ogromne szczęście, że w 2009 roku obchodzono 80-lecie konkursu Miss Polonia i z tej okazji poleciałyśmy na nasze pierwsze zgrupowanie do Tajlandii na aż półtora tygodnia! Wyjazd był współorganizowany z Tajlandzkim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, więc dzięki temu zobaczyliśmy wszystkie najpiękniejsze miejsca w tym kraju 🙂 W Tajlandii oprócz opalania się na plaży, miałyśmy tak doskonale zorganizowany czas, że nie było mowy o dłuższym odpoczynku. Pamiętam, że spałam po 4 godziny dziennie, ale i tak byłam pełna energii!!! W każdej chwili z wielką przyjemnością bym powtórzyła ten wyjazd 🙂 Była to chyba najlepsza nagroda dla każdej z nas. To co zobaczyłyśmy i przeżyłyśmy podczas zgrupowania pozostanie w naszej pamięci na całe życie…

Po dwóch dniach po powrocie z Tajlandii rozpoczynałyśmy następne zgrupowanie, we Władysławowie, gdzie nasz czas był stricte poświęcony przygotowaniom do wyborów.

Na obu zgrupowaniach uczono nas, jak się poruszać na scenie i przed obiektywem aparatu czy kamery. Między innymi na tym polega moja praca, więc pod tym względem byłam przygotowana. Nie byłam z kolei przyzwyczajona ani nauczona samej się malować i czesać „na wielkie okazje”. Na codzień chodzę praktycznie bez makijażu, wystarczy mi, że mam jego nadmiar w pracy. Również na castingi nakładam tylko podkład i tusz do rzęs. Od makijażu i fryzur są specjaliści, wiec nigdy tak naprawdę nie poświęcałam temu zbytniej uwagi. Na zgrupowaniach już od czasu śniadania musiałyśmy się wspaniale prezentować w pełnym makijażu.

Słońce Tajlandii chyba sprzyjało ciepłej i przyjaznej atmosferze wśród finalistek?

W Tajlandii moją współlokatorką była Alicja Kondracka, a we Władysławowie Marysia Nowakowska 🙂 Z obydwiema świetnie się dogadywałam. Z Alicją ciągle umawiamy się na spotkanie, ale ciężko nam jest się zgrać w jednym czasie w tym samym miejscu. Mam nadzieję, że nasza kawa dojdzie do skutku 🙂

Z Marysią zaprzyjaźniłam się już w Tajlandii 🙂 Wszędzie zawsze byłyśmy razem 🙂 Późnymi wieczorami spotykałyśmy się przy basenie i opowiadałyśmy sobie swoje historie.

Marysia, pamiętasz nasze wyścigi na słoniach? 😉

Z racji tego, że Marysia już jakiś czas mieszka we Wrocławiu (gdzie i ja się przeprowadziłam po konkursie), jeszcze bardziej się zaprzyjaźniłyśmy 🙂

Wszyscy ci, którzy myślą, że wybory Miss to tylko i wyłącznie walka między dziewczynami o koronę, bardzo się mylą! 🙂 Oczywiście współzawodnictwo też było, jednak ja, z racji wykonywanego zawodu, dobrze to znam i starałam się nie zwracać na to uwagi.

Wiadomo, że to czy się coś osiągnie w takim konkursie nie zależy od tego, czy się będzie dla siebie niemiłym i będzie się podrzucało innym dziewczynom przysłowiowe „kłody pod nogi”.

Naprawdę? Tak słodko było? Żadnych afer, skandali, plotek? Faworyzowania niektórych kandydatek?

Staram się nie słuchać plotek, bo one zazwyczaj nie mają za wiele wspólnego z prawdą. Pamiętam, że dziewczyny mówiły pomiędzy sobą o tym, że jedna z uczestniczek ma znajomości w telewizji i już ma zagwarantowane miejsce w top 3. Oczywiście to się nie sprawdziło.

Każda z nas cieszyła się tym, że tak daleko udało nam się dojść w wyborach. Ale finał, to finał. Każda tak naprawdę po cichu też liczyła na końcowy sukces. Pamiętam, że im bliżej gali, tym więcej spekulowano, która z nas zdobędzie główny tytuł. Wśród kandydatek wywoływało to zainteresowanie, ale też przez to dało się odczuć izolację pewnych osób. Każda z nas zaczęła koncentrować się na sobie.

Co do faworyzowania kandydatek, rzeczywiście próbowano doszukiwać się jakichś sensacji, jednak wydaje mi się, że wszystkie dziewczyny otrzymały równą szansę. Jedne wykorzystały ją lepiej, inne troszkę gorzej.

Udział w konkursie piękności, nieustanne poddawanie się ocenie, wiąże się z dużym stresem. Czy dziewczyny są przygotowywane do startu w wyborach Miss także psychologicznie? Jak sama Żaneta sobie z nim radziła?

Niestety dziewczyny nie są przygotowywane psychologicznie do udziału w takich zawodach. Dla mnie start w wyborach był czymś dodatkowym, dla niektórych dziewczyn jest to cały sens życia w danym momencie. Ja bardziej traktowałam to jako przygodę, więc nie stresowałam się aż tak, choć muszę przyznać, że w paru momentach miałam podwyższony poziom adrenaliny.

Moja praca jest z tym związana, codziennie jestem poddawana ocenie na castingach, więc to nie było dla mnie nowością. Jednak na castingach modelki są oceniane w nieco inny sposób. Na wyborach Miss sprawdza się, jak dziewczyna by sobie poradziła, gdyby została Miss. Bycie Miss to przecież nie tylko sama przyjemność i kwestia prestiżu, ale także i obowiązki.

No i w końcu wielki dzień nadszedł. 24 października 2009 r., Biała Fabryka w Łodzi, na scenie 20 finalistek, w tym Żaneta. Czy pamięta tamte emocje?

Finał to już osobna historia. Gala i cały ten dzień minął mi bardzo szybko, chyba najszybciej ze wszystkich. Od rana miałyśmy próby, parę z nas praktycznie do samego wejścia na antenę. Ledwo co zdążono mi zrobić makijaż i fryzurę na finałowe wejście. Ale może to i dobrze, bo dzięki temu nie miałam czasu na stres związany z koncertem. Martwiłam się tylko o swoją fryzurę i makijaż 🙂

Jak Żaneta ocenia werdykt jury w 2009 r. i wybraną wtedy Miss Polonia? Jak wspomniała, z Marią Nowakowską zaprzyjaźniły się, więc zapewne ucieszyła ją jej wygrana? A czy z własnego występu jest zadowolona?

Pewnie według opinii każdej dziewczyny spoza top wynik był niesprawiedliwy, bo każda po cichu liczyła na znalezienie się w Top 3. Po konkursie emocje jednak opadły i prawda jest taka, że prawie każda z nas mogła się tam znaleźć, a głos decydujący mieli widzowie. Cieszę się, że w 2009 roku wybrali oni właśnie Marysię Nowakowską na Miss Polonia.

Moi najbliżsi, którzy śledzili informacje i zdjęcia napływające do internetu mówili mi, że najbardziej oprócz mnie podoba im się Marysia. Mówili, że to zależy na kogo jury i telewidzowie postawią w tym roku, czy na blondynkę, czy nie. Liczyłam na to, że jeśli będą chcieli wybrać brunetkę, to będzie to właśnie Marysia. To właśnie ona według mnie zasługiwała najbardziej na zwycięstwo.

Tak więc koronę Miss Polonia wygrała Marysia Nowakowska, ja znalazłam się poza top 5. Z samego swojego występu na pewno byłam zadowolona, mniej z osiągniętego wyniku 😉 Początkowo odczuwałam pewien niedosyt i rozczarowanie, jednak w perspektywie czasu okazało się, że zostałam zauważona. Zaraz po wyborach otrzymałam propozycję reprezentowania Polski na konkursie Miss Model Of The World, a troszkę ponad rok temu poleciałam na Miss International, przeżyć kolejną fantastyczną przygodę.

W czasie finałowego koncertu Miss Polonia zaprezentowałam się najlepiej jak potrafiłam i zapewne to zaowocowało moim późniejszym udziałem w dwóch międzynarodowych konkursach piękności. Czy coś bym w swoim występie zmieniła?… Być może fryzurę, makijaż, o które tak się obawiałam.

Konkurs Miss International to jeden z trzech najważniejszych konkursów piękności na świecie. Udział w nim to nie tylko przyjemność, ale i zaszczyt.

Oczywiście! Tak jak wcześniej wspomniałam, udział w Miss International był jednym z moich marzeń, dlatego jeszcze raz chciałabym podziękować BMP za to, że mogłam właśnie na tym konkursie reprezentować Polskę. Zgrupowanie wspominam bardzo miło. Wcześniej bywałam w Chinach, ale nigdy nie miałam czasu na zwiedzanie. Dzięki MI zobaczyłam wiele przepięknych miejsc. Będąc na konkursie byłam zachwycona tym, że w jednym miejscu spotkałam dziewczyny z tylu krajów. Mimo tego, że każda z nas była wychowana w innej kulturze, zaprzyjaźniłyśmy się, cały czas mamy ze sobą kontakt. W grudniu lecę do Nowej Zelandii na ślub dziewczyny, która była w mojej grupie.

Od kilku lat konkurs odbywa się w Chinach, wcześniej finał organizowała Japonia. Niestety każda z nas czuła, że dzięki temu Chinka będzie miała wsparcie organizatorów… nie myliłyśmy się, znalazła się w Top 3, na które według nas nie zasługiwała. Co do wygranej Elizabeth Mosquera z Wenezueli… była bardzo ładną dziewczyną, jednak ja obstawiałam kogoś innego. Ale cóż… ostatnio rokrocznie wygrywają ten konkurs Latynoski, więc może to jest jakiś nowy trend.

Byłam zadowolona ze swojego występu, mimo że nie miałam wiele czasu na przygotowanie się do wylotu na MI. O swoim udziale dowiedziałam się praktycznie w ostatniej chwili, podczas gdy niektóre dziewczyny przygotowywane były przez parę miesięcy.

Rok w koronie się skończył i Żaneta wróciła do swojego zwyczajnego życia sprzed konkursu, czyli do pracy modelki. Uwielbia swoją pracę, daje jej ona dużo satysfakcji i przyjemności. W tej branży radzi sobie nadzwyczajnie! Od 3 miesięcy mieszka w Turcji, w Istambule. Brała udział w Istanbul Fashion Week…w zeszłym miesiącu zrobiła w tym mieście również sesje dla Vogue’a i Harper’s Bazaar. Współpraca z najlepszymi z branży modelingu pozwala jej realizować kolejne marzenia i plany zawodowe. Choć ostatnio udało jej się wygenerować wolny weekend i przyleciała do Polski spotkać się z rodziną i przyjaciółmi 🙂 A konkurs Miss Polonia? Czy nadal ją interesuje, śledzi go? Jaka jest jej ulubiona Miss Polonia i dlaczego? Jakie cechy powinna, zdaniem Żanety, posiadać idealna królowa piękności?

Tak, oczywiście, że mnie interesuje. W 2010 roku z miłą chęcią pojechałam na finał Miss Polonia do Łodzi, specjalnie wróciłam parę dni wcześniej do Polski z Hongkongu. Moja ulubioną Miss Polonia jest oczywiście Marysia Nowakowska. Ma wszystko, co powinna mieć Miss :))

Jaka powinna być idealna Miss Polonia? … Oczyma widzów i obserwatorów postrzegana jest jako kobieta piękna i inteligenta. Wbrew niektórym opiniom mądrość, ale zarazem skromność, to cechy które charakteryzują idealną Miss. Wszystkie dziewczyny biorące udział w wyborach były wyjątkowe. Czasami pod wpływem emocji odpowiedzi na pytania jury wzbudzają śmiech i aplauz publiczności, jednak prawda jest taka, że większość kandydatek to bardzo mądre osoby, które wiedzą, jak się zachować i godnie reprezentować płeć piękną :). Kultura słowa, kreatywność i pomysł na siebie to również bardzo ważne cechy, które powinny charakteryzować każdą Miss.

To podsumowując, warto brać udział w konkursie Miss Polonia, czy też nie?

Oczywiście, że warto! Jest to niesamowita przygoda, a jak się ma odrobinę szczęścia, można naprawdę coś ciekawego osiągnąć. Można poznać wielu interesujących ludzi i zwiedzić piękne miejsca. Warto oderwać się od codzienności i zrobić coś, o czym będzie się pamiętało przez całe życie! 🙂 Wszystkie nasze doświadczenia nas wzbogacają, mi osobiście konkurs Miss Polonia również wiele dał 🙂 Dzięki niemu poznałam wiele wspaniałych osób 🙂 I te znajomości trwają do dziś. Wybory Miss są jedną z kart w mojej książce życia, zawsze będę je miło wspominać. Mimo, że nie udało mi się osiągnąć takiego sukcesu, jak bym chciała.

Jak pokazuje przykład Żanety, oba światy – Miss i modelingu wzajemnie się przenikają. I choć trochę się od siebie różnią, to mogą się też uzupełniać. A już na pewno się nie wykluczają – bo dobra Miss, może być jednocześnie dobrą modelką 🙂