Wywiad z J. Kusiak

Joanna Kusiak – II Vicemiss Polski 2010

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w czerwcu 2011 roku

Wszyscy lubimy prezenty. Zarówno otrzymywać, jak i samemu sobie sprawiać. Joanna Kusiak postanowiła sprawić sobie prezent z okazji swoich 18 urodzin.

Na udział w konkursie Miss Polski zdecydowałam się w dniu moich 18-tych urodzin. Wtedy organizowany był casting do regionalnego konkursu Miss Polski – Miss Beskidów. Powiedziałam sobie – jeśli się uda, będę miała super prezent, jeśli nie – trudno, nic się nie stanie. No i się udało! Największą motywacją dla mnie była sama możliwość przeżycia takiej przygody, wtedy – w dniu castingu, nie pomyślałabym, że dojdę aż do ogólnopolskiego finału. Traktowałam to jako zabawę. Bardzo chciałam się sprawdzić, nigdy wcześniej nie brałam udziału w takim wydarzeniu, dlatego było to dla mnie coś nowego.

No właśnie. 11 października 2009 roku, od castingu do wyborów Miss Beskidów rozpoczęła się przygoda Joanny z konkursem Miss Polski. Jak burza przechodziła ona przez kolejne jego etapy.

Zakwalifikowałam się do regionalnego finału. Przygotowania do niego trwały już kilka miesięcy przed galą i wspominam je bardzo pozytywnie. Wśród dziewczyn panowała przyjazna atmosfera, nawzajem sobie pomagałyśmy. Uczyłyśmy się, jak dobrze się prezentować na scenie i przed obiektywem aparatu, musiałyśmy pamiętać o tym, aby się często uśmiechać, najważniejsze było jednak to, by wszystko na występie poszło zgodnie z planem. Gala finałowa odbyła się 9 maja 2010 r. w Bielskim Centrum Kultury. Otrzymałam wówczas tytuł Miss Beskidów, dzięki któremu dostałam się automatycznie do półfinału Miss Polski. Zgrupowanie półfinałowe, jak i sam koncert galowy, odbyły się w Gołdapii. Jury wybrało wówczas 8 finalistek konkursu, w tym mnie, co było dla mnie zaskoczeniem, ale i ogromną radością.

Teraz gra toczyła się już o wysoką stawkę. Korona, samochód, udział w konkursie Miss World, to wszystko było w zasięgu ręki Joanny. Trzeba było jeszcze tylko „przetrwać” zgrupowanie przedfinałowe.

Zgrupowanie finałowe trwało dwa tygodnie. Rozpoczęło się konferencją prasową w Warszawie – 13 sierpnia. Stamtąd udałyśmy się do Wieliczki, a następnie do Ciechocinka, gdzie mieszkałyśmy już do końca zgrupowania. Podczas całego zgrupowania miałyśmy różne obowiązki – sesje zdjęciowe, nagrywanie wizytówek dla telewizji, wszystko to poprzedzone doborem odpowiednich strojów, wykonaniem fryzur i makijaży. Wiele czasu zajmowały próby choreograficzne. Aby wszystko na gali było dopięte na ostatni guzik, musiałyśmy ćwiczyć w każdej wolnej chwili. Czasami zdarzało się, że zamiast wieczorem iść wcześniej spać, ćwiczyłyśmy jeszcze w pokojach choreografię, aby następnego dnia na próbie mieć już opanowane do perfekcji wszystkie kroki. Program zgrupowania obejmował także zwiedzanie Krakowa, Wieliczki oraz Skorzęcina. W tym ostatnim spędziłyśmy cały dzień nad pięknym jeziorem, pływałyśmy statkiem, odbyła się także prezentacja wszystkich kandydatek do korony. Myślę, że takie przygotowania są bardzo ważne dla półfinalistek, czy finalistek konkursów piękności. Czas spędzony na zgrupowaniu przygotował nas odpowiednio do wielkiej gali, czyli finału.

Ale zgrupowanie to nie tylko czas wytężonej pracy. To oczywiście także możliwość zawarcia nowych znajomości z koleżankami z całej Polski. Myślę, że na konkursach piękności może nawet narodzić się prawdziwa przyjaźń, choć jest to bardzo trudne, ponieważ każda z nas mieszka w innym zakątku Polski i jednak wspólne kontakty są ograniczone.

W moim roczniku atmosfera między dziewczynami, mimo panującego stereotypu, była bardzo przyjazna. Nie było żadnej „niezdrowej” konkurencji, żadnej zawistnej rywalizacji. Bardzo miło wspominam każdą chwilę spędzoną z moimi koleżankami z pokoju. Na zgrupowaniu półfinałowym mieszkałam w pokoju z Moniką Kołodziej, Martą Kaczmarczyk i Dominiką Lipińską. Na zgrupowaniu finałowym już tylko z Martą i Dominiką. Bardzo szybko nawiązałyśmy kontakt, dobrze się rozumiałyśmy i nawzajem wspierałyśmy, a to jest ważne na tego typu zawodach.

Nie ma co ukrywać, że najważniejszy jest jednak koncert finałowy i końcowy werdykt…

Gala finałowa była dla mnie ogromnym przeżyciem. Gdy już wyszłam na scenę, stres, emocje opadły, liczyły się brawa i okrzyki ze strony publiczności, dzięki nim atmosfera była naprawdę niezapomniana. Koncert finałowy trwał ponad dwie godziny. Dla mnie była to krótka chwila. Nawet się nie zorientowałam, a już wyczytywana była ścisła 10 finalistek. Był to dla mnie moment pełen emocji, głównie dlatego, że zostałam wyczytana i to jeszcze jako ostatnia.

Potem wyjście w sukniach ślubnych oraz sukienkach wieczorowych. Na koniec nadszedł długo oczekiwany moment – ogłoszenie laureatek.

Ja otrzymałam tytuł 2 Wicemiss Polski. Byłam ogromnie szczęśliwa. To mój największy dotychczasowy sukces. Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że znajdę się w trójce najpiękniejszych kobiet w Polsce. To dla mnie ogromne wyróżnienie. Swoją radość mogłam dzielić z rodziną, która przyjechała do Płocka, aby mi kibicować. Przyjaciele trzymali za mnie kciuki przed telewizorami. Jestem im za to wdzięczna, bo wsparcie bliskich w takich sytuacjach sprawia, że stają się one jeszcze bardziej wyjątkowe.

Koronę Miss Polski wywalczyła Agata Szewioła. Serdecznie jej gratuluję, choć niewiele mogę o niej powiedzieć. Nie znam jej zbyt dobrze, nie zdążyłyśmy się bliżej poznać podczas zgrupowania.

Dla Joanny Kusiak przygoda z konkursem Miss Polski nie skończyła się wraz ze zgaśnięciem ostatnich świateł na scenie płockiego amfiteatru. Zdobycie tytułu 2 Wicemiss wciąż procentuje.

Konkurs Miss Polski uczy odporności na krytykę, samodzielności i odpowiedzialności. Udział w nim w pewien sposób odmienił moje życie, stałam się odważniejsza i bardziej otwarta w kontaktach z innymi ludźmi, musiałam też uodpornić się na krytykę, nawet tą, która nie zgadza się z rzeczywistością. Minusem bycia ogólnopolską wicemiss jest właśnie to, że nie jest się osobą anonimową, a co za tym idzie, jest się poddawanym ciągłej krytyce, nieraz niezbyt przyjaznej. Ale z tym trzeba się pogodzić, choć to trudne. Każdy ma przecież prawo do własnego zdania. Na pewno wielkim plusem bycia wicemiss jest natomiast możliwość wyjazdu na międzynarodowe konkursy piękności. Ja również miałam kilka propozycji takiego wyjazdu, niestety z przyczyn osobistych musiałam zrezygnować, czego bardzo żałuję.

A jakie rady ma Joasia dla przyszłych kandydatek do korony?

Co mogę poradzić dziewczynom, które wahają się, czy spróbować swoich sił w takiej zabawie, czy też nie? Rozważając wszelkie za i przeciw uważam, że warto startować w wyborach Miss. Konkurs daje wiele – satysfakcję, pewność siebie, możliwość przeżycia czegoś niezapomnianego, o czym potem będzie można opowiadać wnukom. Ważne jest, żeby udział w takiej imprezie traktować jak zabawę. Trzeba być sobą i znać swoją wartość, nie warto przejmować się opinią innych ludzi. Oczywiście należy mieć świadomość, że udział w wyborach wiąże się z dużym stresem i należy być na to przygotowanym. Stres, jaki towarzyszył mi podczas poszczególnych etapów konkursu, był stresem mobilizującym. Starałam się, żeby wszystko zawsze wychodziło jak najlepiej, a jeśli coś się nie udawało, próbowałam o tym nie myśleć – w końcu każdemu zdarzają się wpadki. Istotne w takich występach jest to, aby być zawsze uśmiechniętym i myśleć pozytywnie. Negatywne emocje nigdy nie pomogą, a zawsze znajdą swoje ujście. Spotkałam się z tym, że dziewczyny mocno przejmowały się i stresowały występami, a jak już wszystko minęło, musiały wyrzucić z siebie emocje, stres i złość poprzez płacz. Myślę, że na pewno przydałoby się także psychologiczne przygotowanie kandydatek podczas zgrupowań poprzedzających kolejne konkursowe etapy – tu uśmiech w kierunku organizatorów :) 

Miss to nie tylko uroda…

Idealna królowa piękności? Moim zdaniem, powinna być skromna, uśmiechnięta, pomocna i otwarta. Jej atutem będzie znajomość języków obcych i chęć podróżowania po świecie, bo to bezpośrednio wiąże się z byciem Miss. Moją ulubioną Miss Polski jest Ania Jamróz. Nie poznałam jej dokładnie, ale wydaje się bardzo sympatyczną, otwartą i przyjaźnie nastawioną osobą. Gratuluję jej sukcesów na Miss World oraz Miss Supranational. Sądzę, że godnie reprezentowała nasz kraj, a wyróżnienia jak najbardziej jej się należały.

Bardzo ważne jest jednak, aby nie dać się zwariować. Ja pozostałam sobą. Wciąż mam te same pasje i ambicje, co przed konkursem. W październiku skończę 20 lat, mieszkam w Bielsku-Białej. Lubię spędzać czas z dziećmi, stąd też wybrałam kierunek studiów z nimi związany. Studiuję Zintegrowaną Edukację Wczesnoszkolną i Edukację Przedszkolną (dziennie) oraz Informatykę i Zarządzanie (zaocznie) w Bielsku – Białej. Moje plany na przyszłość to, najważniejsze – skończyć studia i założyć rodzinę, a marzeń jest wiele, ale ich nie zdradzę 😉 Moją pasją od zawsze jest muzyka – w 2 klasie szkoły podstawowej tata zapisał mnie na naukę gry na pianinie, po kilku latach pojawiło się zainteresowanie grą na gitarze, śpiewałam także przez pewien czas w chórze. Wolny czas najczęściej spędzam z rodziną i przyjaciółmi. Bardzo lubię chodzić na długie spacery, włączam wtedy ulubioną muzykę, zapominam o wszystkich problemach i jest to dla mnie najlepsza forma relaksu.

I bardzo dobrze, że Joannie wszystkie te odniesione sukcesy nie przewróciły w głowie. I że wciąż jest zwykłą, choć jednocześnie niezwykłą dziewczyną…

Wywiad z A. Wierzbicką

Anna Wierzbicka – I Vicemiss Polski 2010

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w kwietniu 2011 roku.

Jej przygoda z konkursami piękności rozpoczęła się w 2007 roku, kiedy uczestniczyła w finale Miss Polski Nastolatek, niestety bez większego sukcesu. Przekonała się wówczas, że nie jest to tylko zabawa, ale również ciężka praca. Mimo wszystko spodobało jej się to i postanowiła spróbować swoich sił w konkursie dla kandydatek dorosłych. W 2010 roku zdecydowała się wystartować w Miss Polski.

Kierowała mną ciekawość i chęć przeżycia tego jeszcze raz. Nie liczyłam na żadne nagrody czy ewentualną sławę, traktuję to jako zabawę i robię to dla przyjemności. Sam udział w takim konkursie daje mi dużo satysfakcji i zadowolenia z samej siebie – mówi Anna Wierzbicka. Oczywiście zanim zdobyła tytuł 1 Wicemiss Polski 2010, musiała przejść przez kilka eliminacyjnych etapów.

Te wstępne etapy są bardzo ważne, przygotowują dziewczyny do wielkiego finału. Kandydatka ma wtedy możliwość nauczenia się prezentacji na scenie, odpowiedniego chodzenia, uśmiechu. Droga ta jest długa i czasem męcząca, bo trzeba uczestniczyć we wszystkich wyjazdach, ale to daje szansę na zajęcie w finale Miss Polski wysokiego miejsca i tym samym stwarza ogromne możliwości.

Mój pierwszy etap odbył się w Legnicy, gdzie przeszłam casting do finału Miss Dolnego Śląska. Gala miała miejsce w Lubinie i tam właśnie zdobyłam koronę Miss Polski Dolnego Śląska. To wydarzenie było już dla mnie wielkim i niespodziewanym sukcesem. Następnie pojechałam do Warszawy na ogólnopolski casting ćwierćfinałowy, lecz nie uczestniczyłam w nim, ponieważ automatycznie, ze względu na zdobyty tytuł Miss Regionu, przeszłam do półfinału. Zgrupowanie półfinałowe Miss Polski trwało tydzień. Wraz z innymi kandydatkami mieszkałam w Olsztynie, gdzie codziennie ćwiczyłyśmy do gali. Pamiętam, że na drugiej próbie skręciłam kostkę i myślałam, że moja przygoda z konkursem na tym się skończyła, ale dotrwałam do końca zgrupowania, a w dzień występu kostka już nie bolała. Jury wybrało osiem dziewczyn, w tym mnie, do wielkiego finału. To był następny sukces, na więcej nie liczyłam.

Finałowa gala po raz trzeci z rzędu odbyć się miała w przepięknym płockim amfiteatrze. Tradycyjnie poprzedziło ją zgrupowanie przygotowawcze.

W sierpniu pojechałam do Wieliczki, gdzie rozpoczęło się najdłuższe i najcięższe zgrupowanie, bo przygotowujące nas do finału Miss Polski. W Małopolsce spędziłyśmy tydzień, tam codziennie pracowałyśmy nad choreografią. Miałyśmy również sesje zdjęciowe, nagrania do telewizji, wiele wywiadów i konferencji prasowych. Wieczorami, dla relaksu korzystałyśmy z hotelowego basenu i jacuzzi. Po siedmiu dniach przeniosłyśmy się do Ciechocinka. Większość czasu zajmowały nam ćwiczenia i praca nad tym, aby gala wypadła rewelacyjnie. Zgrupowanie przed finałem trwało ponad dwa tygodnie, dlatego miałam okazję dobrze zapoznać się z dziewczynami. W pokoju mieszkałam z Justyną Dziobą, Julitą Więckowską, Gosią Piekarską i Anią Lenarcik. Wieczorami, kiedy miałyśmy czas wolny, Justyna rozbawiała nas do łez, żartowałyśmy i wygłupiałyśmy się razem, nigdy nie było żadnej kłótni między nami. Nie odczuwałam współzawodnictwa, raczej starałam się dobrze bawić i nie zawracać sobie głowy takimi rzeczami. Najbardziej zaprzyjaźniłam się z dziewczynami, z którymi mieszkałam w pokoju, ale również z Anią Weber i Amandą Streich – 1 Wicemiss Polski Nastolatek. Z Anią spędzam do dziś dużo czasu, razem podróżujemy i to sprawiło, że zwierzamy się sobie i wiemy o sobie wszystko. To jest dowód na to , że mimo konkurencji jaka ponoć istnieje na konkursach piękności, a której ja osobiście nie odczułam, można zawrzeć przyjaźń i utrzymywać kontakt nawet po zakończeniu wyborów. Oczywiście podczas zgrupowania krążyło dużo ploteczek, które dziewczyny wymyślały, ale myślę, że nie były zbyt istotne i nie miały wiarygodnego źródła, dlatego nie przyciągały mej uwagi.

Ciężka praca, wiele miesięcy przygotowań, nowe znajomości, to wszystko składa się na wybory Miss Polski. Nie da się jednak ukryć, że najważniejsza jest gala finałowa. I to na nią najbardziej czekają dziewczęta.

Koncert finałowy wspominam z wielkim sentymentem i zarazem tęsknotą. To było niezapomniane wydarzenie i zawsze pozostanie w mojej pamięci. Dwugodzinna gala trwała dla mnie 10 minut, wszystko działo się tak szybko, za kulisami poprawa makijażu, zmiana strojów, ustawienia do poszczególnych partii – zamęt i pośpiech. Pierwsze wyjście w bieliźnie, choreografia „Diabełków i Aniołów” stylizowana na show Victoria’s Secret. Niesamowite uczucie, kiedy wychodzisz na scenę, słyszysz muzykę i ludzi klaszczących na twój widok. Kolejno były pokazy w strojach kąpielowych, jesiennej kolekcji TRU TRUSARDI. Po czym wybierano już finałową 10. Nie liczyłam na nic, powiedziałam sobie: „będzie, co ma być, ważne, że tu byłam i to przeżyłam.” Do TOP 10 zostałam wybrana jako trzecia, ucieszyłam się, ale zarazem przeraziłam, bo kolejne wyjście dziewczyn z Top 10 było w sukniach ślubnych, do którego układu kompletnie nie pamiętałam. Na szczęście wszystko dobrze poszło, mimo tego, że halka sukienki zaplątała się w szpilki. Następnie ogłoszono werdykt jury. Na scenę wkroczyłyśmy w sukniach wieczorowych, gdzie z dziesięciu kandydatek wybrano pięć udekorowanych szarfami. 4 Wicemiss – Agnieszka Ptak, 3 Wicemiss – Edyta Hreczuk, 2 Wicemiss- Joanna Kusiak, ja otrzymałam tytuł 1 Wicemiss, a wygrała Agata Szewioła. Tytuł 1 Wicemiss Polski to dla mnie wielki sukces, nigdy wcześniej nie myślałam, że dojdę tak wysoko. Cieszę się również, że wygrała Agata. Zasłużyła na koronę. To skromna, wesoła i przyjacielska osoba, której najbardziej się to należało. Zdecydowanie ona była moja faworytką. Tego, że przegrałam z nią, nie uważam za porażkę, a raczej jestem dumna z siebie. W końcu jestem w piątce najpiękniejszych kobiet w Polsce. Oglądając powtórkę wyborów byłam zaskoczona, wszystko wypadło tak perfekcyjnie, żałuję tylko, że nie było etapu z zadawaniem kandydatkom pytań, ponieważ jest to możliwć wykazania się wiedzą i inteligencją, wtedy możemy udowodnić, że nie jesteśmy tylko ładne.

Okazało się zatem, że dla Ani koncert finałowy Miss Polski nie był końcem jej przygody z konkursami piękności.

Tytuł 1 Wicemiss Polski zobowiązuje mnie m. in. do reprezentowania Polski w konkursach piękności na arenie międzynarodowej. Dlatego miałam możliwość wzięcia udziału w jednej z takich imprez. Były to wybory Bride of the World, czyli Najpiękniejsza Panna Młoda. Zgrupowanie do konkursu i gala odbywały się w Singapurze. Przed wyjazdem byłam trochę przestraszona, ponieważ pierwszy raz leciałam tak daleko i to w dodatku sama, ale kiedy szczęśliwie dotarłam na miejsce i odebrali mnie organizatorzy konkursu, poczułam się bezpieczna. Właśnie to podoba mi się w Singapurze. Jest to całkowicie bezpieczny kraj o niskim wskaźniku przestępczości, do tego bardzo czysty i zadbany. Poznałam tam wiele dziewczyn z innych państw, dowiedziałam się ciekawych historii na temat ich narodów. Podczas zgrupowania dużo zwiedzałyśmy, byłyśmy w muzeach, a także uczestniczyłyśmy w rozdaniu nagród dla zasłużonych doktorów i profesorów, na którym był obecny sam premier Singapuru – Lee Hsien Loong. Skosztowałam tamtejszych dań. Na przykład zupa z rekina to bardzo popularne w Singapurze, choć drogie danie. Mi osobiście nie smakowała. Na konkursie nie odniosłam żadnego sukcesu, ale nie żałuję, że tam pojechałam. Podróż ta była kolejnym doświadczeniem, nauką i niezapomnianym przeżyciem.

Jaka zdaniem Ani powinna być idealna Miss Polski?

Idealna Królowa Piękności powinna być zawsze uśmiechnięta, rozmowna, pomocna, powinna znać języki obce, lubić podróżować, a przede wszystkim – zero marudzenia i narzekania. Moją ulubioną Miss Polski jest Klaudia Ungerman. Nie znam jej osobiście, ale wydaje się być sympatyczną dziewczyną, jest naturalna, a to najbardziej cenię w kobietach.

Ania osiągnęła tak wiele w wyborach Miss, że i ją można uznać, za zbliżoną do ideału. Czy rzeczywiście? Jaka jest? Czy ma wszystkie te cechy, które powinna, jej zdaniem, posiadać Miss Idealna?

Jaka jestem? Na ten temat najlepiej mogą wypowiedzieć się moi rodzice i najbliższe mi osoby, które doskonale mnie znają. Przyznaję, mam tyle zalet, co wad. Najbardziej drażni mnie moja niecierpliwość, przez nią muszę mieć wszystko szybko dopięte na ostatni guzik, co samo w sobie może być pozytywne. Myślę, że jestem przyjacielska, pracowita i pomocna, choć czasem nieufna, uparta i stanowcza. Mam 19 lat, urodziłam się w Jeleniej Górze, obecnie mieszkam w Warszawie, ale dużo podróżuję i w Polsce jestem rzadko. W wolnym czasie czytam książki, to przenosi mnie w inny świat i mogę choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Uwielbiam podróżować, zwiedzać i poznawać historię miejsc, w których jestem. Najbardziej inspiruje mnie Barcelona i kultura Hiszpanii. Lubię poświęcać czas rodzinie i przyjaciołom, dzięki nim czuję się szczęśliwa i kochana. O swoich planach i marzeniach nie mówię, bo wszystko może się w życiu zmienić, podchodzę do tego z dystansem.

Moja rada dla dziewczyn startujących w wyborach Miss: bądźcie zawsze uśmiechnięte, wesołe i rozmowne. Ludzie muszą widzieć, że dziewczyna jest otwarta i przyjacielska. Do takich konkursów trzeba podchodzić z dystansem, nie traktować tego zbyt poważnie, raczej jako dobrą zabawę. Sukces zależy od nastawienia, jeżeli będziesz szczera, przyjacielska i nie będziesz starała się wygrać za wszelką cenę, to Cię polubią. Nie mogę pominąć kwestii szczęścia, bo często zdarza się tak, że odpada, bądź nie zajmuje zasłużonego miejsca, zarówno piękna, jak i mądra dziewczyna. Ogólna faworytka.

No cóż… Nie pozostaje nic innego, jak podpisać się pod słowami Anny. I czekać na kolejne piękne, młode, interesujące i przyjacielskie dziewczyny, którym dopisze szczęście i powtórzą jej sukcesy.

Wywiad z E. Sawerską

Elżbieta Sawerska – Miss Polski 2004

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w marcu 2011 roku

Uważny obserwator konkursów piękności zauważy, iż zdarzają się dziewczyny, które kilkukrotnie próbują swoich sił w wyborach Miss. Do skutku. Nie zniechęcone niepowodzeniem, startują po roku, bądź po kilku latach po raz kolejny, a czasem kolejny, często z coraz lepszym rezultatem. Jedną z rekordzistek jest Miss USA 2008 Crystle Stewart, która aż pięć razy brała udział w konkursie, ze zmiennym szczęściem, by za szóstym razem pokonać już wszystkie rywalki. Także na naszym polskim podwórku znamy takie przykłady. Wspomnieć można choćby Elżbietę Lebiodę, która po raz pierwszy wystartowała w wyborach Miss Polonia już w ich pierwszej edycji, w 1983 roku. Musiało minąć aż 5 lat i jeszcze kilka prób zostać podjętych przez Elżbietę, nim zdobyła diadem Wicemiss Polonia ’88, a później koronę międzynarodowej królowej piękności – Queen of the World ’89. Kiedy z boku patrzymy na takie dziewczyny, myślimy: „Ależ one są zdeterminowane, aby odnieść sukces. Za wszelką cenę.”

Tymczasem okazuje się, że wcale niekoniecznie. Na pozór wydawać by się mogło, że Elżbieta Sawerska też do tych „zdeterminowanych” należy. W konkursie Miss Polski brała udział dwukrotnie. Już za pierwszym razem – w 2002 roku, odniosła sukces awansując do grona 16 finalistek ogólnopolskiej gali. Nie poprzestała na tym. Dwa lata później, w 2004 roku, była już bezkonkurencyjna – założyła koronę Miss Polski 2004. Jednakże jej motywacja do udziału w wyborach Miss (a raczej jej brak 🙂 zaskakuje…

Do konkursu Miss Polski trafiłam przez przypadek. Na pierwsze eliminacje zapisała mnie właścicielka agencji modelek, w której wówczas, w 2002 roku, pracowałam. Szczerze mówiąc bałam się startować, byłam w klasie maturalnej, konkurs regionalny wypadał pomiędzy maturami pisemnymi i ustnymi. O nagrodach nie myślałam, nawet nie wiedziałam, co nimi będzie. Szczęście mi dopisało zarówno w wyborach Miss, jak i podczas matur. Egzamin dojrzałości zdałam i dotarłam aż do ogólnopolskiego finału Miss Polski 2002. Gala odbyła się 25 listopada 2002 roku w Teatrze Roma w Warszawie. Wówczas już rozpoczęłam studia na Uniwersytecie Marii Curie – Skłodowskiej na Wydziale Politologii. Moje plany i marzenia z tamtego czasu… Chyba chciałam zostać politykiem… Na pewno chciałam być szczęśliwa z miłością życia u boku… – jak każdy na ziemi. Wciąż wygrana w konkursie piękności nie była szczytem moich marzeń, ani ambicji, ciągle też nie myślałam o nagrodzie. Zresztą do końca nie wiedziałyśmy, czy w finale będzie do wygrania samochód i co w ogóle będzie do wygrania. W 2002 roku nie zdobyłam żadnego wyróżnienia w finale Miss Polski. Pewnie nikt mi nie uwierzy, ale nie chciałam drugi raz startować. Wygrałam konkurs Miss Tourism Europe 2003, na który wysłało mnie biuro Miss Polski i na dobrą sprawę zaraz po powrocie mogłam drugi raz wziąć udział w finale Miss Polski jeszcze w 2003 r. Nie zrobiłam tego, bo nie czułam takiej potrzeby. Nie chciałam, by ludzie z mojego otoczenia mówili, że próbuję do skutku… Ludzie potrafią być złośliwi. Nie udźwignęłabym tego. Na kolejny start zdecydowałam się dopiero w 2004 roku za namową mojej starszej siostry.

Był to jednak powrót w wielkim stylu. 11 grudnia 2004 roku, w Teatrze Lalek we Wrocławiu, Elżbieta Sawerska zdobyła tytuł i koronę Miss Polski 2004 pokonując 25 konkurentek. Nim jednak do tego doszło, znowu, podobnie jak dwa lata wcześniej, musiała przebrnąć przez wieloetapowe eliminacje i brać udział w zgrupowaniach.

Każdy etap był krokiem do przodu, ciekawą przygodą. Na kolejne zgrupowania jechałam jak na kolonie. Jak je wspominam? Nie wspominam, bo niewiele pamiętam. Jedynie muzykę do poszczególnych wyjść – jeszcze długo dźwięczała mi w uszach i łóżko składane ze zgrupowania przed finałem 2004 – trafiłam na dostawkę.

Skoro już jednak Ela wzięła udział w dwóch edycjach konkursu Miss Polski, pokuśmy się o ich porównanie. Niby dzielą je tylko dwa lata, a jednak…

Roczniki 2002 i 2004 były zupełnie różne. W 2002 finał był znacznie lepiej zorganizowany (zakwaterowanie, stroje, scena, światło, multimedia). 2004 był rokiem, o którym biuro konkursu pewnie by chciało zapomnieć. Na gali finałowej wychodziłyśmy w swoich sukniach, nie było stylistów, projektantów, którzy zadbaliby o nasz wizerunek. Konkurs był retransmitowany z Teatru Lalek (gdzie nie było żadnej scenografii) przez TV 4, z tego co pamiętam koło północy. Wszystko wyglądało jak próba do wyborów, a nie gala finału ogólnopolskiego konkursu piękności.

Dlatego milej wspominam rok 2002 – mimo przegranej. Miałam piękną suknię wieczorową i przede wszystkim Gala wyglądała jak Gala 🙂 Zresztą po finale AD 2002 miałam bardzo udany rok – wyjazdy do Rumunii, Chin, Wenezueli… Rok 2004 – mimo wygranej – wspominam tak sobie. Również atmosfera wśród dziewczyn była zupełnie inna. W 2002 r. była wspaniała. W pokoju mieszkałam z dziewczynami z Zamościa i Chełma – pozdrawiam Justynę i Gosię. Gadałyśmy o chłopakach, szkole, bolących stopach. Pewnego dnia założyłyśmy się, że Justyna na pewno zajmie któreś z finałowych miejsc – zakład był o pizzę :). Wygrałyśmy. Śliczna Justyna Rudzka została II Wicemiss Polski. Rywalizacja była. Ale miła i do zniesienia. Taka oczywista – gra przecież szła o prestiżowy tytuł. Wszystkie wiedziałyśmy, po co tam jesteśmy. Nie udawałyśmy. Nie było żadnych podchodów, manipulacji, obgadywania za plecami – nic takiego w każdym razie nie pamiętam. W 2004 roku już było inaczej. Powiem szczerze, że nie był to rok, gdzie w oczy od razu rzucała się jedna dziewczyna. Każda z nas miała szansę. Nie było zdecydowanej faworytki. Nawet z obstawianiem nie było zabawy.

Jedyne, co łączy oba roczniki to to, iż nie pamiętam żadnych plotek, ani sensacyjek krążących w kuluarach ani w 2002, ani w 2004 roku.

Zostawmy galę i organizację konkursu w Polsce. Rok w koronie Miss Polski zawsze jest wyjątkowy.

To prawda, Miss Polski zostałam 11 grudnia, więc moje panowanie przypada właściwie na 2005 rok. Wtedy reprezentowałam Polskę na zagranicznych konkursach i zdobywałam nowe doświadczenia. I ten rok rzeczywiście zapisał się w mojej pamięci „porządnie”. Wciąż utrzymuję kontakty z poznanymi wtedy ludźmi. Nie mogę co prawda powiedzieć bym poznała wiele „gwiazd” znanych mi dotychczas jedynie z mediów. Trudno mówić o znajomości, były to raczej wymieniane podczas bankietów zdania.

Nigdy nie unikniemy negatywnych aspektów popularności, zawiści, stresu, niesprawiedliwej lub nieuzasadnionej krytyki, plotek, natrętnych wielbicieli. Na początku bardzo przeżywałam każde złe słowo, ale dosyć szybko uodporniłam się na krytykę. Jednak największą szczepionkę zafundowałam sobie sama, kiedy fryzjerka spaliła mi włosy i wyglądałam jak obskubany kurczak – wiedziałam, że nic nie mogę zrobić, włosy muszą odrosnąć. Mijały miesiące, a ja po prostu… nie przejmowałam się. Bardziej skupiałam się na tym, jak pięknie wstać z popiołów i chyba się udało – jestem z siebie zadowolona 🙂

Koronę Miss mimo wszystko przekazywałam z żalem, bo chętnie bym jeszcze pozwiedzała. Możliwość podróżowania i brania udziału w międzynarodowych konkursach piękności to jeden z największych plusów bycia Miss 🙂 Najlepiej wspominam mój pierwszy konkurs, w Rumunii – Miss Tourism Europe 2003, który wygrałam. Piękny kraj i wspaniali ludzie. Życzliwi, serdeczni, gościnni.

Później Chiny i 7 miejsce w Miss Intercontinental 2005. W kilku słowach – sporo jeżdżenia, wielogodzinne przygotowania do gali i piękny finał. W Chinach zaskoczył mnie rozmach z jakim przygotowana była dosłownie każda nasza wizyta, obojętnie czy to w centrach handlowych, czy domach opieki. Wszędzie były kwiaty, wszystko pięknie przybrane, dopięte na ostatni guzik. Z tego konkursu bardzo miło wspominam nasze opiekunki, podziwiałam je za anielską cierpliwość.

Następny sukces – finałowa 15 na konkursie Miss Globe International 2005 i jeszcze jakiś tytuł (red.: Miss Queen of the Year) – szarfa leży w domu – nie pamiętam – wszystko w Albanii, w kraju, który dobrze pamięta czasy wojny, zniszczone budynki i mały trening ze strzelania na poligonie ONZ, czyli coś, z czym wizerunek Miss raczej nie jest kojarzony.

No i wreszcie Ukraina – wybory Top Model International – dwa tytuły. Skojarzenia – największe brawa i piękny zegarek, który mi skradziono na lotnisku w USA.

6 grudnia 2005 roku, w Teatrze Muzycznym w Gdyni Elżbieta przekazała koronę Miss Polski Renacie Nowak. Przez kilka kolejnych lat wciąż była jednak związana z Misslandem i z konkursem Miss Polski.

Pracowałam z drugiej strony wyborów, jako ich organizator – organizowałam wybory regionalne na Lubelszczyźnie, zasiadałam w loży jurorów na kilku konkursach: Miss Tourism World, Model of The World , Miss Filipin. Od czasu, kiedy sama brałam udział w Miss Polski, bardzo wiele się zmieniło. Dziewczyny teraz występują na profesjonalnie przygotowanej scenie płockiego amfiteatru, w pięknych strojach, każda jest pod opieką stylistów. Gala i transmisja są zorganizowane na najwyższym poziomie. Co więcej, ostatnie finały Miss Polski są lepiej telewizyjnie przygotowane, niż finały Miss Universe (mam porównanie, bo na jednym z nich byłam, kiedy Polskę reprezentowała Francys Sudnicka).

Plusy wyborów Miss? Każda dziewczyna wyciąga z nich coś dla siebie, jedne uczą się prezentacji, pewności siebie, inne wcale tego nie potrzebują. Jak wspomniałam wcześniej – podróże – dziewczyny reprezentując kraj mieszkają w dobrych hotelach, dużo zwiedzają, każdy taki wyjazd poszerza horyzonty, inaczej patrzymy na świat, ludzi. Bardzo sobie cenię nawiązane podczas konkursu kontakty. Jedne z nich zaowocowały wciąż trwającą współpracą zawodową. Właściciela marki EMU zaprosiłam do współpracy przy wyborach w Lublinie (przyjechał i gościłam go u siebie dwukrotnie) i również dwukrotnie ufundował on buty dla finalistek konkursów międzynarodowych, które współorganizowałam – Miss Intercontinental i Miss Supranational – była to w 100 % moja zasługa.

Życie toczy się jednak do przodu, przyszedł czas na zmiany. Z biurem Miss Polski rozstałam się 2 lata temu, od tamtej pory prowadzę swoją działalność i to jest to. Jaka jestem dzisiaj? Przede wszystkim potrafię walczyć o swoje i mówić nie. Długo miałam z tym problem. Dałam się zapędzić w kozi róg – nie wypadało odmawiać, bo zaraz pojawiał się złośliwy komentarz. Brałam na siebie więcej rzeczy, niż powinnam. Wszystko, by zadowolić innych. Te czasy się zmieniły. Mówię „nie” i nie zamierzam wyręczać innych z ich obowiązków. Jestem aktywna zawodowo, rozwijam się w tych kierunkach, w których chcę i które w danej chwili mnie interesują. Mam czas na to, żeby pomarzyć, czas na pracę u siebie – prowadzę „4-event” – firmę zajmującą się organizacją imprez (firmowych, telewizyjnych, mniejszych, większych…) i pracę dla innych. Mój czas wolny – dobra książka – kocham czytać. Jeśli ktoś chce mi zrobić prezent – może kupić mi książkę.:). Staram się regularnie ćwiczyć, ale z tym różnie bywa. Częste wyjazdy i produkcje w terenie potrafią skutecznie rozbić kalendarz i wyssać sporo energii. Wtedy powroty na siłownię potrafią zająć kilka tygodni :(. Chciałabym kupić sobie psa – białego labradorka. Jest to marzenie, które co jakiś czas wybijam sobie z głowy tymi samymi argumentami, nie chcę zrobić psu krzywdy.

Czy mam kontakt z dziewczynami, z którymi brałam udział w konkursie? Nie. Kilka mam wśród znajomych na Facebooku, reszty nie znalazłam. Pewnie gdyby w „moich” czasach rządził Facebook – wszystkie byłybyśmy w stałym kontakcie. Jednak większość moich znajomych stanowią „Misski” z ostatnich lat – dziewczyny, które poznałam pracując już z drugiej strony, jako organizator. Z tymi jestem w stałym kontakcie – często zatrudniam je u siebie.

Elżbieta Sawerska jest chyba jedną z najbardziej kompetentnych osób, w kwestii udzielania rad kandydatkom na Miss. Sama dwukrotnie brała udział w finale Miss Polski, założyła koronę najpiękniejszej Polki, wielokrotnie z sukcesami reprezentowała nasz kraj na międzynarodowej arenie, później była zarówno jurorką, jak i organizatorką międzynarodowych wyborów Miss. Od czego zatem, jej zdaniem, zależy sukces na konkursie piękności, zarówno krajowym, jak i na konkursie międzynarodowym? Czy o wysokiej lokacie decyduje wyłącznie uroda? Bazując na własnym doświadczeniu, jakich rad udzieliłaby dziewczętom przygotowującym się do startu w konkursie piękności? Na co powinny zwrócić uwagę?

Kiedy w 2002 roku startowałam po raz pierwszy, nie traktowałam poważnie słów – „musicie się uśmiechać”. Wydawało mi się to głupie, sztuczne i nienaturalne takie „szczerzenie się”. Myślałam, że skoro potrafię chodzić po wybiegu, poradzę sobie i na scenie podczas wyborów Miss… nawet bez uśmiechu i bardziej kobiecego kroku. Nic bardziej mylnego. Przekonałam się o tym, kiedy zostałam jurorką. Oceniając piękne dziewczyny, zawsze bardziej zwrócimy uwagę na tą ze zniewalającym, pięknym uśmiechem, błyskiem w oku. Te obserwacje przydały mi się w 2004 roku. Szczery uśmiech potrafi zdziałać cuda. Z tym samym problemem co ja wtedy, borykają się dziewczyny co roku. Wiele z nich pracuje jako modelki/fotomodelki, mają pewne przyzwyczajenia, których nie potrafią się pozbyć. Uśmiech wolą zamienić na kamienną twarz i pozę na końcu wybiegu – a to nie jest przecież konkurs dla modelek.

Poza pięknym uśmiechem na sukces składa się jeszcze wiele czynników: wyjątkowa uroda, naturalna pewność siebie i inteligentne, bystre spojrzenie. Dziewczyna musi mieć coś do powiedzenia. Pamiętajmy, że reprezentować będzie Polskę. Miss to nie jest jedynie Barbie ubrana i zrobiona od stóp do głów. Dziewczyny powinny przychodzić na castingi naturalne, ze świeżą, zadbaną cerą. Zdarzały się jednak takie np. z nierówno nałożonym samoopalaczem. Jeśli farbują włosy – kolor powinien być dobrze dobrany do ich urody, a włosy w idealnym stanie. Paznokcie – jestem zagorzałą przeciwniczką tipsów, akrylu itp. Kandydatki na Miss nie mogą być wyzywające – te z miejsca odrzucałam.

Wszystkim radzę, by nie zapominały przede wszystkim o prostych plecach, pewnym kroku, uśmiechu i o tym, co noszą w sercu. Jeśli będą patrzyły sercem, będzie dobrze. To jest najważniejsze.

Miejmy nadzieję, że dziewczęta marzące o karierze na miarę Elżbiety Sawerskiej, wezmą sobie jej jakże konkretne rady do serca. A wtedy sukces gwarantowany. Nawet, jeśli w wyborach Miss wezmą udział tylko jeden raz.

Wywiad z M. Nowakowską – cz. II

Maria Nowakowska – Miss Polonia 2009, reprezentowała Polskę na konkursie Miss Universe 2010

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w lutym 2011 roku.

Wybory Miss w Polsce zdają się przeżywać renesans swej popularności. Świadczą o tym kilkumilionowe widownie zarówno ubiegłorocznej gali finałowej Miss Polski, jak i Miss Polonia, coraz częściej i chętniej publikowane w mediach artykuły na temat Missek, czy też wywiady z nimi, liczne komentarze internautów do każdego z takich artykułów oraz fakt bywania królowej piękności na wielu imprezach i co się z tym wiąże, jej coraz większej rozpoznawalności.

A jak to wygląda z perspektywy samej Miss? Dlaczego dziewczyny w ogóle decydują się na udział w takiej imprezie? Co jest dla nich największą motywacją? Jakie są plusy i minusy bycia najpiękniejszą Polką? Co daje im ten tytuł? Czego się uczą przez rok swego panowania? Czy w chwili przekazania korony odczuwają żal, czy raczej ulgę? No i czy wybory Miss są dla nich tylko jednym epizodem, przygodą, czy stają się sposobem na życie?

Aktualnie panujące Miss Polski Agata Szewioła i Miss Polonia Rozalia Mancewicz pełnią swoje obowiązki zaledwie od kilku miesięcy i dopiero zbierają doświadczenia. O podsumowanie swojego roku panowania i odpowiedź na pytanie, czy warto zostać Miss, pokusiły się natomiast najpiękniejsze Anno Domini 2009 – Anna Jamróz i Maria Nowakowska.

***

Podróże zagraniczne to chyba jeden z najmilszych aspektów bycia Miss.

Jeszcze przed finałem Miss Polonia finalistki miały okazję spędzić 10 cudownych dni w Tajlandii. Zwiedziłyśmy Bangkok, Pattayę, wyspę Phi Phi. Miałam ogromne szczęście, gdyż po kilku miesiącach mogłam ponownie wrócić do tego kolorowego kraju uśmiechów, który jest niesamowitym miejscem na świecie. Byłam też w Australii, w której się zakochałam. Melbourne to wspaniałe miasto, które całą dobę tętni życiem. Poznałam tam niesamowitych ludzi, którzy są tak optymistycznie nastawieni do życia, że zarażają pozytywną energią każdego. Ci ludzie, fantastyczna pogoda, niesamowite widoki, styl życia mieszkańców – wszystko bardzo mi odpowiada i z chęcią któregoś dnia chciałabym tam zamieszkać.

Kolejną wyprawę w koronie Miss odbyłam do Stanów Zjednoczonych, a dokładnie do Las Vegas, gdzie odbywał się konkurs Miss Universe. To była pierwsza tak daleka podróż, na którą wybrałam się sama, ale nauczyło mnie to jeszcze większej samodzielności. Niestety, nie miałam okazji zwiedzenia USA, gdyż większość czasu spędzałyśmy w hotelu, więc nie mogłam bliżej poznać uroków tego miejsca. Ale to również była wyjątkowa podróż jak każda, jaką odbyłam w trakcie tego roku.

Jestem szczęśliwa, że mogłam być w tylu wspaniałych miejscach, do którym pewnie bym nie trafiła w tak krótkim czasie. Mam wiele cudownych wspomnień, często oglądam zdjęcia i przypominam sobie wszystkie te rewelacyjne chwile.

Z podróżami, jak już Maria wspomniała, związane jest reprezentowanie Polski na międzynarodowych konkursach piękności. Marysia wzięła udział w wyborach Miss Universe 2010. Czy wyjazd na konkursy międzynarodowe to przyjemność, czy obowiązek?

Konkursy piękności, zarówno te krajowe, ale przede wszystkim międzynarodowe, to ciężka praca i przez to duży obowiązek, ale i ogromna przyjemność, gdyż jest wielkim zaszczytem móc reprezentować swój kraj na takiej imprezie.

Miss Universe to konkurs, w którym wszystko jest dopięte na ostatni guzik, organizacja jest rewelacyjna, atmosfera bardzo ciepła i przyjazna.Dziewczyny były bardzo chętne do pomocy, wspierały się wzajemnie. Czasami można było odczuć rywalizację, szczególnie wśród Latynosek, ale to zdarzało się jedynie na początku, a potem większość z nich okazywała się bardzo fajna. Dla wielu z tych dziewczyn wybory Miss są całym życiem. Niektóre miały ogromne doświadczenie, gdyż był to ich -nasty konkurs w życiu. Z dużą częścią dziewczyn utrzymuję kontakty do dzisiejszego dnia.

Przed finałem wszystkie życzyłyśmy sobie powodzenia, a ja polskim zwyczajem „kopałam” koleżanki na szczęście i to im się bardzo spodobało 😉 Przed galą emocje były tak ogromne, że gdy już stałam na scenie, łzy same leciały mi z oczu. To jest niesamowite uczucie, gdy widzisz tysiące ludzi i każdy z nich trzyma flagę swojego kraju i kibicuje w ten sposób swojej delegatce i gdzieś w tym tłumie widzisz flagę Polski… płakałam z radości, bo wiedziałam, że jestem w wyjątkowym miejscu. Osobiście jestem zadowolona ze swojego występu na MU. Włożyłam dużo pracy w przygotowania i przez to czułam się tam pewnie. Oczywiście zdarzały mi się dni, w których myślałam sobie, że chyba nie uda mi się wejść do upragnionej 15-stki, ale następnego dnia wierzyłam w to całym sercem. Czułam się tam na tyle silna, że prawie byłam pewna mojego sukcesu… a jednak czegoś zabrakło… Meksykanka była jedną z najładniejszych dziewczyn. I chyba świetnie zdawała sobie z tego sprawę, gdyż była wyniosła i nie integrowała się z grupą. Nie była też tak przebojowa jak inne Latynoski. Ale jednak jest to konkurs piękności, a nie sympatyczności, czy charakteru, więc jak najbardziej należała jej się korona Miss Universe.

Od czego zatem zależy sukces na konkursie piękności? Czy o wysokiej lokacie decyduje wyłącznie uroda?

Myślę, że poza urodą, ważna jest też osobowość, gdyż chyba nikt nie chce współpracować z dziewczyną, która nie ma fajnego charakteru. Na konkursach międzynarodowych ważna jest pewność siebie i dobre przygotowanie. Żeby coś osiągnąć, nie można jechać jak na wakacje, tylko trzeba ciężko pracować zarówno przed wyjazdem, jak i w trakcie zgrupowania. Dziewczyna, która nosi koronę najpiękniejszej, powinna być ciepła i otwarta, inteligentna i wrażliwa, a zarazem pewna siebie i swoich wartości. Która z naszych Miss Polonia najlepiej spełnia te kryteria? Właściwie to nie mam szczególnie ulubionej Miss Polonia. Każda z tych dziewczyn jest wyjątkowa w swoim rodzaju, dlatego nie potrafię wyróżnić jakiejś specjalnie.

Planowano udział Marii jeszcze co najmniej w jednym światowym konkursie piękności. Informacja o jej kandydaturze pojawiła się nawet na oficjalnej stronie konkursu Miss Polonia. Ten wyjazd nie doszedł jednak do skutku.

Zgadza się. Po powrocie z MU wiedziałam, że lecę jeszcze na konkurs Miss International i właściwie byłam już do niego przygotowana, ale z pewnych względów, o których nie do końca chcę mówić, Biuro Miss Polonia zdecydowało, że jednak mnie nie wyśle. Nie ukrywam, że było to dla mnie zaskoczenie i dość smutna informacja, bo na Miss Universe dałam z siebie absolutnie wszystko i bardzo chciałam reprezentować Polskę na jeszcze jednym konkursie. Mam jednak nadzieję, że to jeszcze nie koniec mojej przygody z wyborami Miss i że będę mogła wziąć udział w jeszcze chociaż jednych z nich i spróbować sięgnąć tym razem po koronę np. Miss Earth 🙂

W „byciu Miss” dostrzega więcej plusów, czy minusów?

Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że dotychczas to był najlepszy rok w moim życiu! I warto było się odważyć i wziąć udział w tym konkursie dla wszystkich tych wspaniałych chwil! To jest niesamowite, że mając zaledwie 24 lata, już mogłam być w tak wielu wspaniałych miejscach. Myśl o tym, co się stało i nadal się dzieje sprawia, że śmiało mogę powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwą kobietą. Przy tej ilości plusów, jakie daje bycie miss, minusy są tak niewielkie, że właściwie o nich nie pamiętam. Poza tym wiele zaczyna się dopiero po oddaniu korony i ten czas rekompensuje mi minusy związane z rokiem panowania. Nie ukrywam, że pierwsze tygodnie w koronie Miss Polonia były dla mnie dość stresujące. Z dnia na dzień ludzie zaczęli mnie postrzegać zupełnie inaczej. Przestałam być osobą anonimową, udzielałam co chwilę jakiegoś wywiadu, wszystko było bardzo zwariowane. Przeżyłam szok wkraczając nagle w całkowicie nowy i zupełnie nieznany etap mojego życia. Zdarzają się sytuacje, w których ludzie, który mnie nie znają, oceniają z góry. Niestety w naszym społeczeństwie utarł się pewien stereotyp, który mówi, że Miss są mało inteligentne, niemiłe, wyniosłe i z wielkim mniemaniem o sobie. Oczywiście pewnie bywają i takie dziewczyny, którym sukces namieszał w głowie, ale wydaje mi się, że ja pozostałam całkiem normalną dziewczyną.

Myślę, że z czasem ze wszystkimi negatywnymi aspektami bycia osobą publiczną, jaką stałam się w chwili założenia korony Miss Polonia, radziłam sobie dość dobrze. Największy „atak” na mnie był spowodowany słynnym już wywiadem, który ukazał się na YouTube w czasie, gdy byłam na konkursie Miss Universe. Dla mnie samej ten wywiad jest tak zabawny, że do dziś śmieję się do rozpuku oglądając go i wszelkie negatywne komentarze rozśmieszają mnie w podobny sposób. Podchodzę do tego z całkowitym luzem i ogromnym dystansem. Do dziś wywiad ten budzi skrajne emocje, a mnie to bardzo cieszy i śmieszy zarazem 🙂

Natrętnych wielbicieli mam chyba podobną ilość, co każda ładna dziewczyna, a może i nawet trochę mniej, gdyż mój wzrost odstrasza sporą część mężczyzn, więc zaznaję trochę więcej spokoju. Ale myślę, że „spławianie” natrętnych mężczyzn mam już opanowane do perfekcji, więc jakoś szczególnie nie przeszkadzają mi oni. Dla mnie samej konkurs Miss Polonia pozostanie na zawsze częścią mojego serca, bo dziś nie wyobrażam sobie siebie innej niż jestem, a to dzięki wszystkim tym doświadczeniom, jakie przeżyłam przez ostatni rok, stałam się tym kim jestem. Kiedy poszłam na pierwszy casting byłam niepewną siebie, bez szczególnych planów i nie do końca wiedzącą czego chce od życia dziewczyną, ( ale jednak dość odważną, aby spróbować swoich sił w konkursie ). Miałam 23 lata, studiowałam zarządzanie przedsiębiorstwem na jednej z legnickich uczelni. Miałam fajną pracę, w której się realizowałam. Właściwie to chyba nie miałam konkretnych planów na przyszłość. Wiedziałam tylko, że jeśli któregoś dnia będę mogła sobie na to pozwolić, to chciałabym podróżować po świecie. Od zawsze fascynowały mnie nowe miejsca i kultura innych narodów. Przez ostatni rok bardzo się zmieniłam. Dziś jestem zupełnie inna. Nie jestem już tak naiwna jak kiedyś, gdyż ten rok nauczył mnie wielu rzeczy. Potrafię poradzić sobie sama z wieloma sprawami, wiem czego chcę i do tego dążę. Niestety wiele osób ocenia mnie z góry i dziś na to, aby ktoś się przekonał, że jestem fajną i normalną dziewczyną, potrzeba więcej czasu.

Wszystko się kiedyś kończy. Rok panowania Marii także dobiegł końca. W grudniu 2010 r. w Łodzi przekazała koronę Miss Polonia Rozalii Mancewicz. Co wtedy czuła? Wzruszenie? Żal? A może ulgę?

To był stresujący dzień, ale tylko do momentu oddania korony, bo potem byłam bardzo szczęśliwa, gdyż wiem, że trafiła ona w dobre ręce 😉 Korona jest tylko atrybutem i uważam, że to nie jest tak, że wraz z jej oddaniem coś się kończy… dlatego nie miałam z tego powodu depresji, jedynie zakręciła mi się w oku łezka wzruszenia, bo żal było kończyć tak fantastyczny rok.

Nie ukrywam, że moim głównym celem jest zajęcie się swoim biznesem, na który mam kilka pomysłów, więc myślę, że wszystko jest kwestią czasu. Sądzę, że wybory Miss Polonia staną się dla mnie zarówno przygodą jak i sposobem na życie. Każdy dzień życia bez korony przynosi jakieś nowe możliwości i propozycje. Zaczyna się sporo dziać i jak na razie bardzo mi to odpowiada.  Mam wiele pamiątek z mojego roku panowania, są to oczywiście liczne zdjęcia i wspomnienia, ale także przyjaźnie, które nawiązałam ze wspaniałymi ludźmi. Są też nagrody, np. mój ulubiony naszyjnik. Jednak najcenniejsze dla mnie jest to, jak bardzo odmieniło się moje życie dzięki koronie Miss Polonia.

Coś w tym jest, że ten, kto miał bliższy kontakt z konkursami piękności, już przez cale życie pozostaje ich wiernym fanem. Doskonałym przykładem jest cała moja rodzina, która śledzi każdy konkurs, zarówno krajowy jak i te międzynarodowe. 🙂

Dla Marysi wybory Miss okazały się przygodą, ale być może także sposobem na życie. Taką przygodę, warto było przeżyć. Teraz jest ona udziałem Rozalii Mancewicz, a za rok? Może wspomnienia Marii przekonały wszystkie niezdecydowane dziewczyny, że warto powalczyć o własne marzenia i przeżyć szaloną rewolucję w swoim życiu. Choćby ta rewolucja miała trwać tylko jeden rok.

Wywiad z M. Nowakowską – cz. I

Maria Nowakowska – Miss Polonia 2009, reprezentowała Polskę na konkursie Miss Universe 2010

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w lutym 2011 roku.

Wybory Miss w Polsce zdają się przeżywać renesans swej popularności. Świadczą o tym kilkumilionowe widownie zarówno ubiegłorocznej gali finałowej Miss Polski, jak i Miss Polonia, coraz częściej i chętniej publikowane w mediach artykuły na temat Missek, czy też wywiady z nimi, liczne komentarze internautów do każdego z takich artykułów oraz fakt bywania królowej piękności na wielu imprezach i co się z tym wiąże, jej coraz większej rozpoznawalności.

A jak to wygląda z perspektywy samej Miss? Dlaczego dziewczyny w ogóle decydują się na udział w takiej imprezie? Co jest dla nich największą motywacją? Jakie są plusy i minusy bycia najpiękniejszą Polką? Co daje im ten tytuł? Czego się uczą przez rok swego panowania? Czy w chwili przekazania korony odczuwają żal, czy raczej ulgę? No i czy wybory Miss są dla nich tylko jednym epizodem, przygodą, czy stają się sposobem na życie?

Aktualnie panujące Miss Polski Agata Szewioła i Miss Polonia Rozalia Mancewicz pełnią swoje obowiązki zaledwie od kilku miesięcy i dopiero zbierają doświadczenia. O podsumowanie swojego roku panowania i odpowiedź na pytanie, czy warto zostać Miss, pokusiły się natomiast najpiękniejsze Anno Domini 2009 – Anna Jamróz i Maria Nowakowska.

***

Nie od zawsze byłam ładną dziewczyną – wspomina MARIA NOWAKOWSKA, MISS POLONIA 2009. Kiedy byłam młodsza miałam masę kompleksów, gdyż odkąd pamiętam, byłam wyższa od prawie wszystkich chłopców, miałam trochę „kochanego” ciałka, brzydką cerę. Ogólnie byłam mało atrakcyjną nastolatką. W czasie gdy ja byłam brzydkim kaczątkiem, moje koleżanki startowały w konkursach na Miss, a ja czułam się przy nich jeszcze gorzej, niż na co dzień. One były piękne i miały super figurę, a ja byłam we własnych oczach niezbyt ładną dziewczyną. Z czasem to się zmieniło i kiedy dorosłam, zdałam sobie sprawę z tego, że nagle stałam się atrakcyjna. Wtedy zrozumiałam, że jeśli tylko się odważę, to może być mój czas 😉 Oglądałam konkursy piękności i wiedziałam, że nie wyglądałabym źle na tle innych kandydatek. Przez długi czas brakowało mi odwagi, aby głośno powiedzieć o moich planach, ale któregoś dnia oznajmiłam, że chciałabym spróbować swoich sił w takiej imprezie i od tego czasu moja rodzina bardzo mnie wspierała w tym pomyśle.

Pewnego dnia, zastanawiając się jak co roku nad postanowieniami noworocznymi, powiedziałam sobie, że to będzie mój rok i czas wreszcie urealnić moje plany. Dlatego zaraz po sylwestrowym szaleństwie pilnie śledziłam stronę Miss Polonia, dzwoniłam do biura i dopytywałam się o castingi w mojej okolicy.

Dlaczego wybrałam konkurs Miss Polonia, a nie Miss Polski? Organizator konkursu Miss Polski na terenie mojego regionu nie cieszył się dobrą opinią. A decydując się na takie zawody chciałam czuć się komfortowo oraz w miarę bezstresowo zaznać fajnej przygody. Chcąc spróbować swoich sił wiedziałam, że Miss Polonia to konkurs dla mnie.

Najtrudniejszy pierwszy krok, jak mówią słowa znanej piosenki. Później jest już łatwiej, choć droga do korony i tytułu Miss Polonia jest długa.

Idąc na pierwszy casting nie myślałam o wygraniu tego konkursu. To miała być fajna zabawa, sprawdzenie siebie samej i zrealizowanie postanowienia noworocznego i chyba marzeń z dzieciństwa. Wtedy nie zastanawiałam się, z czym wiąże się wygrana, korona najpiękniejszej, jakie są nagrody i korzyści wynikające z przejścia chociażby do następnego etapu. Wiedziałam tylko, że chcę spróbować i że dla mnie samej, bez względu na dalsze sukcesy w tej materii, rok 2009 będzie i tak wyjątkowy, gdyż przez długie lata chciałam się sprawdzić, aż w końcu się odważyłam.

Pierwsze moje podejście do eliminacji regionalnych polegało na podglądaniu, jak to wygląda i jakie dziewczyny się zgłaszają. A ponieważ odbywał się on w galerii handlowej mojego miasta, to każdy przechodząc obok mógł sobie popatrzeć na potencjalne kandydatki, które wypełniały ankietę i rozmawiały z jury. Usiadłam sobie i obserwowałam, jak to wygląda po czym ktoś mnie wypatrzył i zaprosił do wypełnienia ankiety. Kiedy miałam już to wszystko za sobą, to kamień spadł mi z serca, przestałam się zastanawiać, bo wiedziałam, że teraz już nie ma odwrotu 🙂 Po kilku dniach dostałam telefon, że zakwalifikowałam się do finału Miss Polonia Ziemi Legnickiej. Przygotowania się rozpoczęły. Jak na każdym kolejnym etapie, tak i tu tygodniami uczyłyśmy się choreografii, chodzenia po wybiegu, mierzyłyśmy stroje, po czym nastał ten emocjonujący dzień i… zostałam 1 Wicemiss Ziemi Legnickiej. Na następnym szczeblu konkursowej drabiny otrzymałam tytuł Miss Dolnego Śląska, co już było dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo konkurentki były bardzo ładne i nie spodziewałam się tak wysokiej lokaty. A jednak… Po wyborach wojewódzkich udałam się z koleżanką do Łodzi na ćwierćfinał ogólnopolski. Kiedy weszłam na salę, na której oczekiwały wszystkie dziewczyny z całej Polski na rozmowę z jury, zadałam sobie pytanie „co ja tu robię”. Nigdy chyba nie widziałam tylu pięknych dziewczyn w jednym miejscu. To był dla mnie ogromny szok i nie nastawiałam się na przejście do dalszego etapu, bo wiedziałam, że mogę się tylko niepotrzebnie rozczarować. Dlatego nie myśląc nad tym, co może się stać, poszłam na rozmowę z jury, które po mojej stronie stołu wyglądało bardzo groźnie. Ta rozmowa była niezmiernie stresująca, ponieważ chyba 7 par oczu wpatrywało się we mnie i analizowało każde moje wypowiedziane słowo. To był w ogóle chyba najbardziej stresujący etap ze wszystkich dotychczasowych. Potem wyjście w strojach kąpielowych i … dostałam się do szczęśliwej półfinałowej 34 dziewczyn, a za 3 dni do finałowej dwudziestki.

Tradycyjnie galę finałową poprzedza zgrupowanie przygotowawcze.

Kilka miesięcy wcześniej nawet o tym nie marzyłam… a tu proszę… przede mną finał konkursu Miss Polonia i wymarzony wyjazd na zgrupowanie do Tajlandii… I tu zaczęły się spełniać moje kolejne marzenia, gdyż nigdy wcześniej nie byłam na tak dalekiej wyprawie, a tu taka niespodzianka! Oczywiście nie muszę chyba mówić, że wyprawa do Tajlandii była niesamowita 😉 Na miejscu czekało na nas mnóstwo pracy, ale i niesamowite atrakcje, które całkowicie przyćmiewały zmęczenie i brak snu. Druga część zgrupowania przedfinałowego odbywała się już w Polsce, we Władysławowie. Zgrupowanie Miss Polonia uczy dyscypliny. Na zbiórkach trzeba być punktualnie, nie wolno marudzić i narzekać, trzeba zawsze dobrze się prezentować, zachowywać, być miłym. Ponieważ ciężko jest grać kogoś, kim się nie jest przez 24 godziny na dobę w czasie ponad 3 tygodni, dlatego podczas zgrupowania najlepiej widać jaka jest naprawdę każda z dziewczyn. Był to dość stresujący okres, gdyż przez cały czas był przy nas ktoś z Biura Miss Polonia, przyglądał się i wyrabiał sobie opinię na temat każdej z nas. Na zgrupowaniu świetnie dogadywałam się z Żanetą Sitko, z którą mam bardzo dobry kontakt do tej pory. Dlatego mogę potwierdzić, że przyjaźń w czasie tego typu konkursów jest jak najbardziej możliwa. Między dziewczynami nie było chorej rywalizacji. Większość z nas starała się pomagać sobie wzajemnie. Ja osobiście chyba nie potrafiłam znaleźć wspólnego języka z łodzianką oraz dziewczyną z województwa świętokrzyskiego i w pewnym momencie odpuściłam sobie jakąkolwiek rozmowę z nimi, bo chyba nie nadawałyśmy na tych samych falach.

Wybory Miss Polonia to przede wszystkim konkurs i siłą rzeczy, jak w każdym współzawodnictwie, ktoś wygrywa, ktoś przegrywa, ktoś staje się faworytem.

Faworytką wielu była Agata Biernat reprezentująca województwo łódzkie. Nie akceptowałam jej jako potencjalnej zwyciężczyni. Wiedziałam, że może wygrać, ale nie ukrywam, że nie chciałam tego, gdyż z Agatą nie znalazłyśmy wspólnego języka.

Zwieńczeniem wielotygodniowych przygotowań jest koncert finałowy. Jakie emocje towarzyszą wówczas dziewczynom?

Dzień finału był bardzo stresujący, przede wszystkim dlatego, że nadal nie miałyśmy opanowanej choreografii, gdyż po przyjeździe do Łodzi reżyser zmienił ją w całości i musiałyśmy nauczyć się całkowicie nowej w jeden dzień. To były ciężkie i męczące dni, w których miałyśmy bardzo mało odpoczynku, dlatego marzyłam, żeby móc zakończyć te wszystkie przygotowania, które trwały ponad 3 tygodnie i obudzić się we własnym łóżku… Przed samym koncertem finałowym byłyśmy zdenerwowane, gdyż każda z nas zdawała sobie sprawę z tego, że za moment milionowa publiczność będzie nas oglądała przed telewizorami. Ja nawet się popłakałam przed pierwszym wyjściem z tych wszystkich emocji 😉 Ale wiedziałam, że pozostały jeszcze tylko dwie godziny i wszystko się skończy – nie miałam jednak pojęcia, że tak będzie wyglądał ten koniec 😉 Kiedy zobaczyłam swoich bliskich na widowni, od razu stres odszedł w zapomnienie i zaczęła się fajna zabawa. Za kulisami i w trakcie kolejnych wyjść czas leciał nam niesamowicie szybko. Przebierałyśmy się w tempie ekspresowym i znowu biegłyśmy na scenę, aby zaprezentować się w trakcie następnej prezentacji. Sam finał był upragnionym zakończeniem tej kilkumiesięcznej przygody. Praktycznie od kwietnia do października żyłam konkursem i chciałam już to wszystko rozstrzygnąć i wrócić do swojego życia. Jednak los sprawił mi kolejną wielką niespodziankę, gdyż tego wieczoru zdobyłam koronę najpiękniejszej – Miss Polonia 2009 i od tamtego dnia moje życie jeszcze bardziej się zmieniło.

Rok w koronie Miss Polonia jest niezwykły, zwariowany. Najpiękniejsza żyje zupełnie inaczej, niż dotychczas. Podróżuje po całej Polsce i wielu innych krajach, bywa na tzw. salonach, spotyka wiele „gwiazd” znanych jej dotychczas jedynie z mediów. Która z nich wywarła na Marii największe wrażenie, a która rozczarowała?

Właściwie to żadna osoba, którą poznałam, nie rozczarowała mnie. Wszyscy okazali się bardzo fajnymi ludźmi. Szczególnie ciepło wspominam Martę Wiśniewską, Roberta Kubicę, Maćka Miecznikowskiego. Największą pamiątką będzie dla mnie zdjęcie z Johnem Travoltą, którego spotkałam w trakcie wyścigów Formuły 1 w Melbourne.