Wywiad z R. Lipską – Sołtyk – cz. I

Jej życiową pasją i miłością jest… taniec. Przez wiele lat tańczyła w Kieleckim Teatrze Tańca, a jej zawodowym guru była i jest Elżbieta Szlufik-Pańtak, dyrektor KTT. Zawsze pasjonowała się teatrem, a najbardziej interesowało ją to, co się dzieje za kulisami. Po maturze zdawała do Akademii Teatralnej w Warszawie. Nie powiodło jej się, więc znalazła inną drogę – tańczący teatr – czyli dwa w jednym. Ukończyła Akademię Świętokrzyską na wydziale pedagogiki kulturalno-oświatowej, studium choreograficzne, studia podyplomowe wychowania fizycznego i inne. Mówi o sobie, że na co dzień jest zwykłym nauczycielem, niezwykłego przedmiotu – tańca – niezmiennie od 19 lat, w Zespole Szkół Społecznych im. M. Reja w Kielcach. Należy więc do grona tych szczęśliwców, którzy robią w życiu to, co kochają.

Od niedawna ma też nowego „konika”. To zdrowe odżywianie i ruch z tym związany. Stara się zarazić tym swoich uczniów i chyba jej się udaje, bo projekt, który wspólnie z nią opracowali pt. „Czy wiesz, co jesz?”, zdobył I miejsce w województwie świętokrzyskim! Efekty tych działań można zobaczyć na stronie www.czywieszcojesz.cba.pl.

Nie ma czasu na nudę. A gdyby taka nastąpiła, to zaraz znajduje sobie coś nowego. Ostatnio Gimnazjalne Zawody Gimnastyczne, których jest pomysłodawcą, wykonawcą, reżyserem, prowadzącą itp. Wkłada w nie wiele pracy i zaangażowania, ale jak widzi efekty, to serce rośnie, bo ma nadzieję, że przyczynia się w ten sposób do rozwoju gimnastyki w szkołach.

Ma męża Marcina, lektora, którego głos zwykle słychać w czasie finałów Miss Polonia oraz córkę Julię, która coraz częściej staje się jej doradcą. Uwielbia jeździć na nartach i rowerze, dlatego chętnie wyjeżdża z dziećmi na obozy zimowe. Od dwóch lat jest głównym choreografem finałowej gali Miss Polonia i właśnie dlatego poprosiliśmy ją o rozmowę.

Witam Cię serdecznie Renatko!

Skąd wzięłaś się w Miss-biznesie? Od lat współpracujesz z konkursem Miss Polonia, jak wspominasz swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą?

Moja współpraca z konkursem Miss Polonia rozpoczęła się w roku 1994 w Kielcach. Pierwsze „moje” wybory Miss Polonia Ziemi Świętokrzyskiej przygotowywałam z Elżbietą Szlufik, a reżyserował ten koncert Leszek Kumański, znany reżyser, z którym później spotkałam się wielokrotnie, również przy pracy nad ogólnopolskim finałem. Mój pierwszy samodzielny finał regionalny to rok 1997. Wymyśliłam konwencję bajkową – po raz pierwszy koncert miał temat przewodni i tego trzymałam się później przez wiele lat. W 1999 r. rozpoczęłam współpracę z Anetą Czaban, która już gościła na łamach Globmiss. Aneta była wspaniałym producentem. Pamiętam, jak wymyśliłam sobie, że dobrze byłoby, aby dziewczyny miały czerwone kwiaty we włosach, to Aneta wykopała mi je „spod ziemi”, co w dobie braku Internetu nie było łatwe. Ja zajmowałam się całą stroną artystyczną. Nasze koncerty były dopracowane na ostatni guzik. Każdy miał swój tytuł: „Dziewczyna Bonda”, „Latino Miss”, „Musicale, musicale…”, „Miss tysiąca i jednej nocy” i wiele innych. Zawsze był temat przewodni, odpowiednio dobrana przeze mnie muzyka, choreografia, często taneczna, odzwierciedlała współczesne trendy. Jednym słowem byłyśmy sobie sterem, żeglarzem, okrętem.

Stałym krytykiem mojej pracy przy realizacji wyborów regionalnych był Konrad Smuga, Kielczanin, jeden z najlepszych reżyserów w Polsce, a prywatnie dobry kolega. Słyszałam, że a to koncert był za długi, a to źle ustawione wyjścia itp. Byłam pilną uczennicą. Jego krytykę przyjmowałam z pokorą, choć początkowo nie zawsze się z nią zgadzałam. Poprawiałam, poprawiałam, poprawiałam. Myślę, że to był okres, w którym najwięcej się nauczyłam. Aż pewnego razu usłyszałam: „Dziś nie mam się do czego przyczepić!”. Brzmiało to jak największy komplement.

Z Anetą nasza współpraca przy tworzeniu koncertów Miss Regionu Świętokrzyskiego trwała do roku 2007. Nie będę ukrywać, że gdy w 2008 r. zmienił się bezpośredni organizator wyborów w Kielcach i zaproszono innego choreografa, było mi przykro, ale tylko przez chwilę, bo…

W 2005 roku dostałam od Konrada Smugi propozycję pracy przy finale Miss Polonia, w charakterze drugiego choreografa. Pierwszym był również Kielczanin i dobry kolega, tancerz Mateusz Polit. Spełniło się moje skryte marzenie, bo kto nie marzy o pracy dla telewizji? Wszyscy o tym marzą, tylko niektórzy się do tego nie przyznają. Podjęłam wyzwanie i w Warszawie, a tak naprawdę najpierw nad Zalewem Zegrzyńskim, gdzie odbyło się pierwsze dla mnie zgrupowanie finałowe Miss Polonia, zderzyłam się z brutalną rzeczywistością. Realizacja programu telewizyjnego, a koncertów regionalnych to dwie rożne rzeczy. Znów nastąpił dla mnie czas nauki.

Wówczas poznałam prezes BMP Elżbietę Wierzbicką, ówczesnego wiceprezesa Witolda Asminowicza, legendę wyborów – Dominika Masny i wielu innych życzliwych i mniej życzliwych ludzi. Ciekawostką jest, że z Dominikiem miałam pierwszy kontakt w bardzo prozaicznych okolicznościach – ugryzła mnie w nogę osa, okazało się, że Dominik jest lekarzem i po prostu udzielał mi pomocy! Od „czasów osy” do dziś bardzo się przyjaźnimy. Później dzięki konkursowi Miss Polonia miałam zaszczyt pracować m.in. z Agustinem Egurollą, czy Jackiem Wazelinem (!).

Moja współpraca z Biurem Miss Polonia trwa do dnia dzisiejszego, choć nie zawsze byłam twórcą choreografii (wyjątkiem był rok 2009, w którym pracowałam jako koordynator zgrupowania). W latach 2010 – 2011 byłam już jedynym, samodzielnym choreografem finałów Miss Polonia. Choć wiem, że nasza wspólna praca kiedyś się skończy, to ciągle mam nadzieję, że nie nastąpi to szybko, bo ja po prostu lubię pracować z tymi ludźmi i przy tej imprezie!

Zdradź nam, na czym polega Twoja praca jako choreografa Gali Finałowej Miss Polonia? Kto najbardziej Ci w niej pomaga i wspiera? O czym decydujesz sama, a na co nie masz wpływu?

Praca choreografa przy tworzeniu koncertów finałowych to nie tylko nauka kroków, chodzenia… To tak naprawdę praca wychowawcza w trudnych konkursowych warunkach. Czasem trzeba kogoś przywołać do porządku, a czasem przytulić. Jeśli dziewczyny będą miały do mnie zaufanie, to koncert będzie spokojny, „uśmiechnięty”. A zaufania nie buduje się w godzinę lub dwie… Zwykle zgrupowanie trwa około 2 tygodnie i przez ten czas musimy się wzajemnie dobrze poznać. Zarówno one jak i ja musimy się podporządkować wielu telewizyjnym uwarunkowaniom. Wyjścia muszą być krótkie (ograniczenia czasowe), kandydatki zawsze muszą się prezentować na wybiegu, aby widz mógł dokładnie im się przyjrzeć, itp. Dziewczyny muszą wyglądać profesjonalnie, jak zawodowe modelki, muszą być piękne i uśmiechnięte. Najtrudniejsze w tej pracy jest to, aby przestawić im sposób myślenia. Tak naprawdę do konkursu zgłaszają się osoby, które zazwyczaj na co dzień nie mają wiele kontaktu ze sceną. I tu jest problem…

To, co jest na pewno bardzo interesujące podczas zgrupowań, to miejsca, w których się odbywają. Podczas ostatniego konkursu najpierw spotkaliśmy się w Egipcie w Sharm El Sheik w pięknym hotelu Savoy, a potem w równie uroczym Czorsztynie, w hotelu Kinga. Czasem dziewczyny (ja raczej rzadko) mają czas na to, aby skorzystać z zabiegów i atrakcji oferowanych przez organizatorów… Zawsze jesteśmy bardzo miło przyjmowane i wzbudzamy zainteresowanie. To bardzo osładza te trudne chwile, podczas których są nerwy, łzy, niepotrzebne nieporozumienia spowodowane zwykłym zmęczeniem. Nasza doba zaczyna się o 6.00, a kończy często w środku nocy, więc dochodzi jeszcze walka z niewyspaniem. Co ciekawe, to zdarza mi się prawie na każdym zgrupowaniu, że partnerzy osobiści naszych kandydatek nie wytrzymują ciśnienia medialnego, które tworzy się wokół ich ukochanych i po prostu porzucają swoje dziewczyny!!! Wiem, że to nieprawdopodobne, ale prawdziwe. Jaki jest wówczas stan psychiczny kandydatek, możecie się tego domyśleć… A na zajęciach trzeba się… uśmiechać. Wtedy trzeba podtrzymywać na duchu, przytulić, porozmawiać. Często dziewczyny traktują mnie jak mamę. Może to dobrze. Na zgrupowaniu następuje zawsze taki czas, kiedy dziewczyny zaczynają tak po ludzku tęsknić za rodziną, domem itd.

Mam to szczęście, że pracuję ze wspaniałymi ludźmi, z którymi obdarzamy się wzajemnym zaufaniem. Dzięki temu mam wpływ na wybór muzyki, ale niezależny ode mnie jest scenariusz: ilość i kolejność wyjść, koncepcja koncertu, występujący artyści. Moim zadaniem jest tak przygotować dziewczyny, aby dopasować się do całości.

W mojej pracy bardzo wspiera mnie mój mąż. To on opracowuje muzykę (miksuje), wgrywa teksty lektorskie itp. A często bardzo marudzę (!). To ogromny komfort dla choreografa mieć taką osobę przy swoim boku. Można powiedzieć, że tworzymy taką małą spółkę producencką….

Koniec zgrupowania to koncert finałowy czyli wielogodzinne próby, ciągła walka z czasem i stresem. Przyznam, że podchodzę do nich bardzo emocjonalnie i zmęczenie jest po nich ogromne, ale satysfakcja również duża.

To wobec tego opowiedz, jak wygląda przedkonkursowe zgrupowanie i przygotowania do finałowej gali? Wiadomo próby, próby, próby… A poza tym?

Jeśli myślisz, że to tylko praca na sali prób, to się mylisz. W czasie zgrupowania dziewczyny przygotowywane są pod każdym względem: dobór fryzury, makijażu, sesje zdjęciowe, przymiarki strojów i butów, zabiegi kosmetyczne, nauka autoprezentacji i w końcu sposobu poruszania się. Często bywa tak, że na zajęcia choreograficzne dziewczyny przychodzą po wielu godzinach przygotowań, sesji fotograficznych, zdjęć dla TV i nie mają już siły na ćwiczenia fizyczne, a te codziennie muszą się odbyć. Zgrupowanie to także stały wyścig z czasem. Często wstajemy o godz. 5-6 rano, aby zdążyć się przygotować do następnych zajęć lub przejechać z miejsca na miejsce. Ja oczywiście jestem cały czas z nimi i staram się wyrwać każdą wolną chwilę na pracę nad ruchem scenicznym.

Zajęcia choreograficzne zawsze zaczynamy od rozgrzewki, takich małych zajęć fitness. Muszę przyznać, że kondycja fizyczna dziewcząt często wiele pozostawia do życzenia, a koncert transmitowany na żywo wymaga wiele siły. Wiem jednak, że na przestrzeni lat bardzo się to zmienia. Teraz coraz częściej dziewczynom nie są obce zajęcia fitness, nawet tym najszczuplejszym. Kiedyś bywało tak, że kandydatki po pierwszych zajęciach mdlały z wycieńczenia, a było to efektem zwolnień z wychowania fizycznego w szkole. Omdlenia zdarzają się do dziś, ale częściej z powodu stresu, przepracowania.

Po rozgrzewce przechodzimy do ćwiczeń w ładnym chodzeniu. Niestety muszę zauważyć, że na etapach regionalnych rzadko osoby przygotowujące kandydatki zwracają uwagę na sposób stawiania stóp, ustawienia przy mikrofonie, zatrzymywania się itp. W czasach kiedy kobiety chodzą głównie w spodniach, ich sposób poruszania się pozostawia wiele do życzenia. Pamiętajmy też, że kandydatki na Miss Polonia to zazwyczaj dziewczyny wysokie, które na co dzień nie zakładają szpilek. I efekt jest taki, że piękna dziewczyna stawia stopy do środka, zatrzymuje się w rozkroku, co na scenie bardzo ją oszpeca, wygląda nieestetycznie. Nad tym pracujemy najwięcej.

Tworzenie układów choreograficznych to jakby efekt finalny naszych zajęć. Uważam, że jeśli dziewczyna pięknie chodzi po wybiegu, to nie musi robić wyszukanych figur tanecznych, aby profesjonalnie się zaprezentować. Największą trudność sprawia przygotowanie układów tzw. eliminacyjnych. Na etapie przygotowań nie wiemy przecież, które dziewczęta przejdą do finałowej 10 i które znajdą się w top 5. Przygotowuję więc prezentację z „kluczem”. Musi on być tak zrozumiały i zapamiętany, aby w czasie koncertu, w atmosferze stresu i pośpiechu, każda kandydatka wiedziała, gdzie powinna się znaleźć. W praktyce wygląda to tak, że wszystkie wyjścia eliminacyjne ćwiczymy na co najmniej 1000 sposobów, a w czasie koncertu, po informacji kto przeszedł do następnego etapu, rozpisuję kolejność wyjścia na scenę na dużym kartonie. Na ostatnim grudniowym koncercie usłyszałam: „Pani Renato, wygląda Pani jak trener koszykówki, który w czasie meczu ustala strategię!!!” Chyba coś w tym jest….

A jeśli dodam, że przerwa między wyjściami trwa np.: 5 minut, i w tym czasie dziewczyna musi się przebrać, ustalić kolejność, pomyśleć, gdzie powinna wyjść, poprawić makijaż i uczesanie, to wyobraźcie sobie w jakim to pośpiechu się odbywa. Każdy, kto był za kulisami, wie, o czym mówię…

No właśnie, wspomniałaś, że uważasz, że jeśli dziewczyna pięknie chodzi po wybiegu, to nie musi robić wyszukanych figur tanecznych, aby profesjonalnie się zaprezentować. A jednak czytałam zarzuty, jakie czasem padają pod Twoim adresem, że Twoja choreografia nie jest zbyt wyszukana. Jak reagujesz na krytykę i co odpowiesz krytykującym?

Wiem, że czasem padają słowa krytyki pod moim adresem, że układy są statyczne, za dużo chodzenia, a za mało tańca itp. Prawda jest taka, że staram się przemycać elementy taneczne w układach, co nie zawsze jest zaakceptowane przez reżysera i producenta koncertu lub po prostu nie jest pokazane w czasie transmisji na żywo. Wiele zależy od realizatora gali. Wiesz Kasiu, bo wielokrotnie bywałaś na koncercie finałowym na widowni, że odbiór na żywo jest zupełnie inny niż w TV. Czasem lepszy, czasem nie. Mnie zależy najbardziej, aby moje Miss wyglądały na scenie interesująco, aby nie bały się kamer, pokazały trochę swojej osobowości. Ludzie lubią oglądać potknięcia dziewczyn, patrzeć, jak nie radzą sobie z krokami tanecznymi, a pamiętajmy, że w dobie programów typu „Taniec z Gwiazdami” w Polsce mamy wielu „ekspertów tanecznych” !!! Gusty się zmieniają (to dobrze) i to co podobało się 10 lat temu, nie podoba się dzisiaj. A nasze kandydatki mają sprawiać wrażenie profesjonalistek na scenie i wiele z nich po całym cyklu przygotowań takimi się staje. Zakładamy, że Miss Polonia to nie konkurs taneczny!!!

Z drugiej strony, czytam na forach, że „koncert był dobrze przygotowany, bo można było dokładnie przyjrzeć się kandydatkom…”. Jeśli dziewczyny przemieszczałyby się po scenie szybkim tanecznym krokiem, to nie byłoby takiej możliwości. Wybór kandydatki polega również na porównaniu, więc bezsensowne jest przygotowywanie układów o skomplikowanej formule… Dobrze jest, aby każde wyjście miało pomysł i tak zawsze bywa w moich układach. Takie jest moje zdanie, ale na konstruktywną krytykę zawsze czekam, bo przecież dzięki niej najwięcej się w życiu nauczyłam. No i wiele razy w ten sposób rodzi się wiele pomysłów.

Czy fakt, że finały Miss Polonia transmitowane są na żywo, działa na Ciebie raczej stresująco, czy raczej mobilizująco?

Produkcja na żywo bardzo podnosi adrenalinę. Wszystko musi się odbyć tu i teraz, a nie za chwilę. Kiedyś koncerty półfinałowe były nagrywane i to była bardzo nużąca praca, dziś finał mija w mgnieniu oka. Stwarza to też wiele sytuacji, których nie byłby w stanie wymyślić nawet najlepszy scenarzysta.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w maju 2012 roku

Inne polskie delegatki na konkursy międzynarodowe

W latach 60-tych XX wieku Miss Polonia nie wybierano. Mimo to, w pierwszej edycji konkursu Miss International, która odbyła się w 1960 r. w Kalifornii, Polska miała swoją reprezentantkę. Była nią studentka I roku architektury, Miss Juwenaliów ’59 i Miss Krakowa, Marzenna Malinowska, dwudziestolatka z Dąbrowy Górniczej o wzroście 171 cm. O jej wydelegowaniu na wybory Miss International zadecydowała Fundacja Pułaskiego. Odniosła ona sukces, kwalifikując się do ścisłego finałowego Top 15 Miss International ’60.

Więcej

Zobacz

—————————————————————————————————————————————-

Nie sposób nie wspomnieć tutaj o jednej z najwybitniejszych polskich piękności. ADRIANA GERCZEW z Włocławka, bo o niej mowa, w 1998 roku została Miss Lata z Radiem. Miała wówczas 21 lat, 175 cm wzrostu i zbliżone do ideału wymiary – 92-64-92. W jej żyłach płynęła po ojcu krew bułgarska i po babci – włoska. Studiowała pedagogikę, pracowała jako modelka. Rok później wystartowała w konkursie Miss International ’99 w Tokio i znalazła się w Top 15. Adriana odniosła też największy sukces w historii polskich startów w konkursie Miss Europe. W 2001 roku w Libanie zdobyła tytuł I Vicemiss Europe 2001! Szkoda, że nigdy nie zdecydowała się ona na start ani w konkursie Miss Polski, ani w konkursie Miss Polonia.

Więcej

—————————————————————————————————————————————-

Nie można tu pominąć jeszcze jednej oszałamiającej dziewczyny. MONIKA ANGERMAN z Przywor Opolskich, choć nigdy nie wystartowała ani w konkursie Miss Polonia,  ani Miss Polski, a zdobyła „jedynie” tytuł Miss Lata z Radiem 2001, odniosła ogromne sukcesy na międzynarodowych konkursach piękności. W  Tokio znalazła się w Top 12 konkursu Miss International 2002, zaś w libańskim Bejrucie znalazła się w gronie 10 najpiękniejszych Europejek w finale Miss Europe 2002. Monika wzięła również (z sukcesem) udział w konkursie dla modelek – Miss Model of the World 2002 w Turcji, na którym awansowała do Top 15. Miała wtedy 20 lat i 177 cm wzrostu. Studiowała zarządzanie i przedsiębiorczość oraz prawo finansowe w Warszawie.

Więcej

—————————————————————————————————————————————-

Na konkursie Miss Intercontinental 2011 w Hiszpanii Polskę reprezentowała Karolina Pajączkowska z Radomska. Sukcesu nie odniosła, zaś korona powędrowała do reprezentantki USA.

————————————————————————————————————-

Zaskakującą decyzją Biuro Miss Polonia wydelegowało do Chin jako reprezentantkę Polski na finał konkursu Miss International 2011, Adriannę Wojciechowską z Łodzi, która nigdy nie wystąpiła ani w finale konkursu Miss Polonia, ani też w finale konkursu Miss Polski, a w swoim dorobku ma „jedynie” tytuł I Vicemiss Województwa Łódzkiego 2010 i awans do grona półfinalistek Miss Polonia 2010.

Adrianna w chwili swojego startu w MI miała 25 lat, była absolwentką psychologii na Uniwersytecie Łódzkim i pracowała jako modelka w Mediolanie. Zna biegle język angielski, ma 179 cm wzrostu i wymiary 87-60-90. Jej zainteresowania to religie świata, a także sport – pływanie i wspinaczka skałkowa.

—————————————————————————————————————————————-

Reprezentantką Polski na konkursie Miss Intercontinental 2012 w Niemczech została Anna Kowalska z Kutna. Za najpiękniejszą spośród 53 kandydatek jurorzy uznali reprezentantkę Wenezueli – Danielę Chalbaud.

————————————————————————————————————-

Reprezentantką Polski na konkursie Miss World 2012 została Weronika Szmajdzińska – siedemnastolatka ze Szczecina, mierząca 173 cm wzrostu. Weronika zdobyła tytuł Miss Polski Nastolatek 2011. Była pierwszą polską nastoletnią Miss biorącą udział w tym prestiżowym międzynarodowym konkursie piękności. Stało się tak ze względu na zmianę dotychczasowych tradycyjnych terminów organizacji zarówno finału Miss World, jak i Miss Polski. W dniu gali finałowej Miss World (18 sierpnia), Miss Polski 2012 nie została jeszcze wybrana, zaś Miss Polski 2011 brała już udział w konkursie Miss World 2011. W tej sytuacji wybór padł na Weronikę. Niestety, pomimo, iż prezentowała się przez cały czas zgrupowania i gali znakomicie, żadnego sukcesu nie odniosła.

Kolejną szansę na międzynarodowy sukces Weronika otrzymała trzy lata później. W 2015 r. reprezentowała Polskę na konkursie Miss Universe i w ten sposób stała się jedną z bardzo nielicznych Polek, które miały okazję brać udział w dwóch najważniejszych konkursach piękności na świecie. Niestety również i z tego konkursu Weronika wróciła na tarczy.

——————————————————————————————————-

Urodę Polek na konkursie Miss Intercontinental 2014 w Niemczech reprezentowała Magdalena Michalak z Konstantynowa Łódzkiego. Odniosła sukces awansując do Top 16. Zwyciężyła przedstawicielka Tajlandii Patraporn Wang.

Wywiad z G. i M. Rysik – cz. II

Grażyna Rysik – finalistka Miss Polonia ’88, matka Marioli;

Mariola Rysik – finalistka Miss Polonia 2011, córka Grażyny

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w kwietniu 2012 roku

Wiesz, Biuro Miss Polonia zadbało podczas drugiego zgrupowania o nasze paznokcie i włosy. Podczas gali finałowej miałyśmy robione makijaże i wszystkie dostałyśmy stroje na wyjście. Ale tak naprawdę najbardziej w przygotowaniach do konkursu pomagałaś mi Ty Mamo. To Ciebie radziłam się o ubiór, makijaż, odpowiedzi do wywiadów. Zresztą pomagasz mi nie tylko przy wyborach Miss, ale też w codziennym życiu, jak to mama. Zawsze pytam Cię o poradę. Ale zawsze mnie ciekawiło, kiedy Ty brałaś udział w konkursie Miss Polonia, co zapewniali organizatorzy, a o co dziewczyny musiały się same zatroszczyć? Kto Tobie najbardziej pomagał i wspierał w przygotowaniach do poszczególnych etapów? No i jak w latach 80. wyglądała promocja konkursu i jego uczestniczek?

Pamiętam, że dopiero na finałowej gali miałyśmy zapewnione wszystkie stroje, na wszystkich wcześniejszych etapach konkursu korzystałyśmy z własnych zasobów. Nie otaczało nas grono specjalistów, makijażystek, fryzjerów. Przed finałem, na zgrupowaniu w Wieżycy miałyśmy spotkanie konsultacyjne z kosmetyczką, która oceniała, czy umiemy się malować i uczyła nas, jak to poprawnie robić. Jedynym sponsorem, jakiego pamiętam była firma Mars, dzięki której batoniki Bounty, Marsy, Miky Way i Snickersy towarzyszyły nam wszędzie i w każdej ilości, więc ciężko było tym dziewczynom, które musiały trzymać dietę, aby zachować sylwetkę. Ja wówczas nie miałam z tym problemu. Objadałam się batonami, ku zdziwieniu i zazdrości niektórych koleżanek.

Promocja konkursu? Przez prasę, radio, telewizję. Choć mniej było możliwości promowania imprezy i tak moim zdaniem miała ona wtedy większą rangę. Był to jedyny tak prestiżowy i z tradycjami konkurs. Nikomu nie myliły się nazwy Miss Polonia i Miss Polski, czy jeszcze wiele innych nazw obecnych wyborów. Ludzie czekali na coroczną transmisję koncertu finałowego z Opery Leśnej, bo było to największe wydarzenie tego typu w Polsce.

No teraz znowu z roku na rok przed finałem jest coraz głośniej i coraz więcej mówi się o uczestniczkach i Miss Polonia. Wydaje mi się, że to jest też kwestia zmiany formy przekazywania informacji. Kiedyś w gazetach pisali o najważniejszych wydarzeniach, teraz o każdym romansie „nieznanej” gwiazdy możemy poczytać na portalach plotkarskich.

Mariolu, a jak zapamiętałaś koncert galowy Twojego finału, jak go wspominasz?

Rano zaczęliśmy próby, potem makijaż, włosy, gala finałowa. Wszystko trwało 3 sekundy. Pamiętam, że cały koncert uśmiechałam się do Ciebie – Mojej Mamy, ukochanego – Piotrka, chrzestnego z rodziną i przyjaciółki „z piaskownicy,”. To że byliście tam obecni sprawiało, że uśmiech był w 100% szczery, a w oczach od czasu do czasu, gdy obok Was przechodziłam, pokazywała się łezka, bo już tak długo Was nie widziałam.

A ja z samej gali finałowej jakoś zadziwiająco mało pamiętam… chyba byłam pod wpływem silnego stresu… niewątpliwie. Najlepiej pamiętam rozmowę z Krzysztofem Materną. Miałam lęk, czy podołam jego pytaniom (rozmowa nie była przygotowywana). Chyba mi się udało, bo publiczność oklaskiwała moją odpowiedź. Była też chwila napięcia, gdy zostało ostatnie wolne miejsce w Top 10 i…. było ono moje. Miło mi było wówczas, ale wiedziałam, że to ostatnie moje wyjście na scenę.

Ja nie weszłam nawet do Top 12. Zastanawiam się, jak mam ocenić swój występ w finale Miss Polonia ’11? Czy jestem z niego zadowolona, czy też z perspektywy czasu chciałabym coś zmienić, aby wypaść jeszcze lepiej? Nie podobał mi się makijaż ha ha ha, ale na to nie miałam wpływu. Tak naprawdę, to nie zmieniłabym nic. Mały mamy wpływ na to, kto przejdzie dalej, a kto zostanie. To nie jest konkurs ani na osobowość, ani na intelekt. Głosują telewidzowie i nie robiąc nic głupiego, żeby na siebie zwrócić ich uwagę, nie mogłam chyba nic więcej zrobić.

A ja patrząc z perspektywy czasu na swój występ w finale Miss Polonia oceniam go bardzo krytycznie. Zupełnie nie umiałam się wylansować i zaprezentować. Szłam, jak to się mówi „na żywioł”. Nie wiem, co ja sobie wyobrażałam, że jestem jaka jestem i już nic nie mam do zrobienia? Miałam i to sporo. Teraz byłabym mądrzejsza…. O ile tak do końca zaakceptowałabym fakt wzięcia udziału w konkursie, bo w tym chyba tkwi cały problem. Weszłam do finałowej 10. To niby dobrze, ale gdybym jeszcze mogła ze spokojem obejrzeć nagranie z finału i być z siebie zadowoloną, to byłoby jeszcze lepiej. Nigdy nie obejrzałam w całości nagrania, żeby się sobą nie denerwować. Pewnie, że wiele bym zmieniła, ale jest za późno. Zapewne obecnie w ogóle nie wzięłabym udziału w konkursie Miss Polonia, bo nie było mi to do niczego potrzebne. Wspomnienia mam jednak miłe i niczego nie żałuję.

Ech, mamo… I tak oczy wszystkich zwrócone są tylko na Miss Polonia. Wiem, że w Twoim roczniku wygrała Joanna Gapińska…

Tak. Werdykt bardzo mnie ucieszył, bo Joasia była moją najbliższą koleżanką, moja faworytką i bardzo ją lubiłam. Była śliczną i pozbawioną zarozumiałości dziewczyną. Cieszę się, że mieszkałam z nią w pokoju podczas zgrupowań. Wiem, że w wywiadach po konkursie Ona mnie też mile wspominała. Joasia nie była faworyzowana, po prostu widać było zachwyt jej osobą na każdym kroku i mnie to nie dziwiło. Przynajmniej świadczyło to o dobrym guście oceniających. Zresztą werdykt się potwierdził. Kilka miesięcy później urodą Asi zachwycili się też jurorzy konkursu Miss Universe’89 w Meksyku, gdzie zajęła czwarte miejsce.

No to w kwestii trafności werdyktu nic się nie zmieniło przez te ponad 20 lat… W moim finale jak wiesz wygrała Marcelina Zawadzka. Od początku była moją faworytką. Jej uroda była bezkonkurencyjna i nawet podczas spekulacji na jej temat, ja nie miałam wątpliwości, że to właśnie ona wygra. Jeszcze na dodatek ją polubiłam i uważam, że jest idealną osobą na właściwym miejscu.

Miss wybrana, to chyba już omówiłyśmy wszystko?

Ech, podsumowując naszą rozmowę musisz przyznać, że udział w konkursie piękności, nieustanne poddawanie się ocenie, wiąże się z dużym stresem. Moja droga do finału była po części kwestią przypadku. Wszystko potoczyło się bardzo szybko i nawet nie miałam czasu przemyśleć, czy tego chcę. Teraz wiem, że wolę być zwykłą dziewczyną, której od czasu do czasu ktoś powie miły komplement, niż być kobietą, która MUSI być piękna, skoro jest tam, gdzie jest i zamiast słów zachwytu, często może usłyszeć wytykanie swoich wad. To, że charakterem pozostałam tą samą dziewczyną z Politechniki, która szybciej się popłacze, niż odpowie ogniem na atak sprawiło, że ciężko mi było się odnaleźć w roli „celebrytki”.

Tutaj się troszkę różnimy. Ja byłam odważna i świadoma tego, z czym wiązał się udział w konkursie. Występy mnie mobilizowały. Denerwowałam się, ale cóż… tłumaczyłam sobie, że sama w to weszłam i muszę podołać. Poza tym, nic złego się nie działo, zwykłe, czyste reguły tej gry – tak ma być, mają mnie oceniać i na pewno będzie sporo lepszych ode mnie, choć nie jestem zła, bo i tak daleko zaszłam. Taka jasna i klarowna postawa pomagała mi iść do przodu z mocną psychiką i optymizmem. Nikt fachowo nie przygotowywał nas psychologicznie do udziału w konkursie. Nikt nas do niczego nie zmuszał, więc wystartowały tylko te wytrwałe i mocne. Wsparcie zapewne każda z nas miała w najbliższych, w rodzinie, w przyjaciołach. Ja takie miałam.

To jak myślisz mamo, czy warto jest brać udział w konkursach piękności? Jakie są plusy i minusy udziału w takiej zabawie?

Nie odpowiem, czy warto, bo to dla każdego indywidualna sprawa i decyzja. Zależy od motywu, jakim kierują się kandydatki do korony najpiękniejszej. Zależy od tego, co chcą osiągnąć i czego oczekują.

Plusy udziału w konkursie są takie, że na lata pozostają wspomnienia i dużo miłych znajomości. Minusy takie, że ciągle jest przypięta etykietka „Misski”. To okropne, jak ludzie często przypinając taką etykietkę osobie, wyobrażają sobie, że dziewczyna pewnie nic nie umie, bo to przecież „Miss”. Ponadto nie można się spokojnie zestarzeć, bo ciągle ludzie oglądają i oceniają przez pryzmat konkursu. A ja chciałabym mieć już spokój, bo każdy wiek ma swoje prawa i przed laty skończyła się moja rola miss, a potem przyszedł czas na inne, ważniejsze zadania życiowe.

A Ty córuś co sądzisz na ten temat? Czy konkurs Miss Polonia dał Ci to, na co liczyłaś? Co dał Tobie?

„W życiu piękne są tylko chwile”, a tych chwil w minionym roku było bez liku. Czułam zaszczyt i dumę podczas reprezentowania mojej uczelni za granicą i w Polsce. Poznałam wielu naukowców, dzięki którym upewniłam się, że jestem na dobrej drodze do spełnienia zawodowego i samorealizacji. Przyszłość to przede wszystkim marzenia. Aby coś się zdarzyło, trzeba to sobie wymarzyć. Ja marzyłam o interesujących studiach i poznawaniu świata w wielu jego aspektach, ale nade wszystko o spotykaniu wartościowych ludzi. To wszystko dzięki konkursowi Miss Politechniki się spełniło, dało poczucie satysfakcji, ale też nie wbiło w zadufanie, bo choć chcę się rozwijać, doskonalić, zdobywać coraz wyższe szczyty, to mam świadomość, że jak powiedział J. L. Wiśniewski „Dążenie do doskonałości potrafi czasem pokazać, jak bardzo jesteśmy niedoskonali”.

Konkurs Miss Polonia był już zupełnie inną bajką, ale niczego nie żałuję. Każde doświadczenie czegoś nas uczy. W życiu trzeba częściej mówić: tak, bo odmawiając, kiedyś będziemy żałować: co by było gdyby… . Dziś jestem bardzo szczęśliwa, otoczona miłością najbliższych i otwarta na nowe wyzwania.

I to jest najważniejsze. A ja tak sobie myślę po tej naszej rozmowie, że choć minęło ponad 20 lat, to konkurs Miss Polonia wcale aż tak się nie zmienił. Bo konkurs tworzą ludzie i ich emocje. A te wciąż są takie same – niezależnie od tego, czy mamy 1988, czy 2011 rok.

Wywiad z G. i M. Rysik – cz. I

Grażyna Rysik – finalistka Miss Polonia ’88, matka Marioli;

Mariola Rysik – finalistka Miss Polonia 2011, córka Grażyny

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w kwietniu 2012 roku

Ufff… nareszcie po ciężkiej sesji. Możemy sobie Mamo w końcu razem usiąść i spokojnie porozmawiać przy herbatce.

Chętnie Córeczko. A o czym sobie porozmawiamy dzisiaj?

Hmmm… może… może o konkursie Miss Polonia? Od finału, w którym brałam udział, minęło już kilka miesięcy, emocje opadły, nabrałam dystansu. Powspominamy?

Z przyjemnością. Ale właściwie to co Cię podkusiło, żeby wystartować w takiej imprezie? Ty – 20 letnia studentka Politechniki Warszawskiej na niełatwym kierunku Elektrotechnika i wybory Miss?

Wszystko zaczęło się 1 października, gdy podczas odbioru indeksu dostałam również propozycję wzięcia udziału w konkursie piękności. Wtedy się tylko uśmiechnęłam i nie powiedziawszy ani tak, ani nie, podekscytowana pierwszym dniem na studiach uciekłam. 15 dni później zostałam Miss Wydziału Elektrycznego, a po miesiącu Miss Politechniki Warszawskiej. Już podczas tego pierwszego miesiąca, wypełnionego próbami do wyborów Miss i Mistera PW, poznałam wspaniałych ludzi – m. in. uczestników konkursu z innych wydziałów, z którymi utrzymuję kontakt do dziś.

Po kilku miesiącach panowania jako Miss PW dostałam propozycję reprezentowania mojej uczelni również w konkursie Miss Polonia. Powiem szczerze, że z jednej strony byłam nastawiona sceptycznie do takich imprez, uważałam, że nie pasuję do tego świata i 100 razy lepiej czuję się jako zwykła dziewczyna, której urodę od czasu do czasu ktoś pochwali. Z drugiej strony myślałam zaś, że może to być niezapomniana przygoda i w zasadzie to pewnie jest moja jedyna szansa w życiu, żeby spróbować. Za namową studentów zgodziłam się i po uzgodnieniu wszystkich spraw dotyczących nauki pojechałam do Białegostoku na ogólnopolskie ćwierćfinały.

A jak było z Tobą Mamo? Przecież Ty też jesteś finalistką konkursu Miss Polonia. Dlaczego w 1988 roku zdecydowałaś się na start w tych wyborach?

Nie planowałam udziału w takiej imprezie, to była decyzja jednej chwili. Byłam w domu w Lidzbarku Warmińskim, odkurzałam mieszkanie, a Twoja babcia czytała Gazetę Olsztyńską, w której był artykuł o naborze kandydatek do konkursu. Nosił on tytuł „Szansa dla odważnych” (czy coś podobnego). Nie „szansa dla ładnych”, „atrakcyjnych”, tylko „szansa dla odważnych” i Twoja babcia, czytając ten artykuł, stwierdziła, że to dla mnie, bo przecież jestem odważna. Zrodziła się chęć przeżycia czegoś ciekawego i sprawdzenia się, czy uda mi się coś osiągnąć, jak oceniają mnie inni ludzie, związani z konkursem, znawcy urody. Skoro zostałam modelką (wybraną spośród wielu) to spodziewałam się, że odpowiadam podstawowym wymogom, co do urody i prezentowania się, ale nie wierzyłam nadal w siebie i korciło mnie, aby sprawdzić, jak odbierają mnie inni.

Sprawdziłam i…. ciągle byłam zaskoczona, nie dlatego, żebym myślała o sobie źle i zaniżała własną wartość, ale chyba tak nie do końca była to „moja bajka”. Szłam do przodu, pokonywałam kolejne szczeble konkursu i zdobywałam kolejne laury, ale nie wiązałam z tym swojej przyszłości. Nie zmieniałam planów, nie lansowałam się. Konkurs Miss Polonia nie determinował mojego życia. Nie liczyłam na wygrane nagrody, po prostu musiałam odpowiedzialnie przejść to, co zaczęłam, bo przecież na to się świadomie decydowałam, więc nie było powodu, aby się wycofywać. Wszystkie werdykty przyjmowałam z pokorą i bez żalu. Choć konkurs był miłym zdarzeniem, to jednak czekałam, aby życie wróciło do normy…. ale ono już nigdy po wyborach tak zupełnie nie wróciło.  

Zaciekawiłaś mnie. A jaka była Twoja droga do finału? Czy musiałaś pokonać podobne szczebelki na konkursowej drabinie, jak ja?

Na początku 1988 roku wzięłam udział w eliminacjach wstępnych do konkursu regionalnego Miss Warmii i Mazur (były to pierwsze wybory w tym regionie). Zakwalifikowałam się do finału i w lutym 1988 r. podczas gali, która odbyła się w Hali Urania, zostałam wybrana Miss Warmii i Mazur i Miss Uśmiechu. Byłam zaskoczona. Nie czułam, że jestem faworytką. Nikt z otoczenia nie dał mi tego odczuć. Potem był wyjazd do Warszawy, do Klubu Za Żelazną Bramą. Tam byłam gościem, bo to były eliminacje do ogólnopolskiego półfinału, w których ja nie musiałam brać udziału. Byłam do niego automatycznie zakwalifikowana (jako miss regionu).

Półfinał odbył się w marcu. W 1988 roku akurat był on zorganizowany w Olsztynie, co mnie bardzo ucieszyło. Byłam na swoim terenie, wśród dopingu i oklasków moich znajomych i mieszkańców regionu. Jako jedyna z Warmii i Mazur weszłam do ogólnopolskiego finału. Było mi trochę smutno, że jestem sama. Liczyłam, że awansuje też moja koleżanka z Olsztyna i będzie nam razem raźniej. Miło było odnieść sukces, skoro wzięłam w konkursie udział, ale z drugiej strony, to liczyłam, że nie przejdę dalej i będę mogła spokojnie zająć się studiami. Po ogłoszeniu werdyktu, że jestem w finale, wśród 16 dziewczyn z całej Polski, zaczęłam się martwić, co ja pocznę z nauką, czy to aby nie spowoduje zawalenia przeze mnie roku. Potem pomyślałam, że nie mam już wyjścia i będę musiała jakoś to poukładać. Moja edukacja nie ucierpiała za bardzo. Przy życzliwości i pomocy władz uczelni uzyskałam zgodę na indywidualny tok na czas jednego semestru i studia toczyły się zgodnie z planem.

Byłaś wtedy prawie moją rówieśnicą, studentką, jak ja teraz, wiele razy opowiadałaś mi o tamtym okresie…

Miałam 21 lat. Byłam studentką II roku pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie. Moja rodzina (rodzice i młodszy brat Piotruś) mieszkali w Lidzbarku Warmińskim, a ja na co dzień przebywałam tam, gdzie się uczyłam. W każdą wolną chwilę pędziłam do domu, do rodziny, do Lidzbarka. Choć bardzo lubiłam Olsztyn i nadal go uwielbiam, to jednak chwile spędzone w domu były dla mnie bezcenne. Czas spędzałam tak jak wielu moich rówieśników: kino, książki, słuchanie muzyki, towarzyskie spotkania, imprezy taneczne (zawsze lubiłam tańczyć); sporo się uczyłam, aby nie przedłużać czasu mojej nauki i nie obciążać rodziców dodatkowymi kosztami utrzymania mnie na studiach. Nie lubiłam samotności, zawsze otaczałam się znajomymi. Podczas studiów trochę pracowałam jako modelka. Miałam znajomych, koleżanki i przyjaciół, miałam też sympatie, ale moje serce wypełnione było wówczas miłością do jednego mężczyzny, którego niestety nie było koło mnie i nie wiedziałam, czy kiedykolwiek będzie. Potem okazało się, że przez jakiś czas wypełnił moje życie i pozostawił po sobie wyjątkowy ślad – Ciebie – moją świetną Córkę.

Moje plany i marzenia nie były zbyt wygórowane – wiązały się ze szczęśliwym, zwykłym życiem w miłości, zdrowiu i radości. Pragnęłam być kobietą spełnioną w każdej sferze – zawodowej i osobistej, ale nie miałam wygórowanych wymagań. Nie chciałam od życia niczego nadzwyczajnego. Nie marzyłam o sławie, podróżach, kosztownościach, bo szkoda mi było marzeń na takie rzeczy, które są materialne i które mogą być moimi planami, a nie marzeniami. Ciągle uważam, że marzenia dotyczą kwestii niematerialnych, wszystko inne to nie marzenia, a plany.

Jakie my jesteśmy do siebie podobne… Ja jestem: 100% kobietą, która mówiąc w lewo, jedzie w prawo, córką najwspanialszej Mamy na świecie, ukochaną wnuczką, przyjaciółką od dzieciństwa paru rewelacyjnych ludzi i… oczkiem w głowie najwspanialszego mężczyzny, jakiego miałam kiedykolwiek okazję poznać. Jestem spełniona i bardzo szczęśliwa. ,,Jaka jest Mariola Rysik?,, Hmmm… Na pewno nieprzewidywalna, często zamyślona, czasami mam wrażenie, jakbym żyła we własnym świecie: nie pamiętam o rachunkach, spóźniając się zawsze mam nadzieję, że autobus na mnie poczeka. Można mnie chyba nazwać ,,niepoprawną romantyczką? Sporo w życiu przeszłam, a mimo to dziękuję Bogu za każdy dzień, za to, że otoczył mnie tak wspaniałymi osobami.

Oczywiście chciałabym wygrać w totolotka, złapać złotą rybkę, czy zmienić kilka rzeczy w moim nie-idealnym życiu, ale nie zadręczam tym ani Boga, ani siebie. Skoro nie jesteśmy szczęśliwi dziś, to jak potrafimy być nimi jutro? Dlatego chwytam każdy dzień i cieszę się z drobiazgów. Wyznacznikiem mojego szczęścia są po prostu ludzie, którzy mnie otaczają. Obecnie mieszkam w Warszawie, dni spędzam na uczelni, po powrocie, jak nie muszę się uczyć, to uwielbiam gotować, chodzić do kina, teatru, opery, czytać ,,Focusa,, i leniuchować w łóżku oglądając filmy lub kanał Discovery.

Przyszłość jeszcze nie jest zupełnie klarowna. Na pewno chciałabym być Westą mojego ogniska domowego, inżynierem, kobietą spełnioną i odnoszącą sukces. Jeżeli chodzi o życie zawodowe, to interesuje mnie oświetlenie budynków, wnętrz, koncertów. Moje marzenie: nieduży domek z białym płotem, wypełniony miłością, szczęściem i… aromatem kuchennych wypieków. Zawsze otwarty dla rodziny i przyjaciół.

Ale miałyśmy chyba wspominać nasze konkursy Miss Polonia… Jak przygotowywałyście się do finału? Ciężko było?

Miałyśmy dwa zgrupowania przedfinałowe. Pierwsze odbyło się w Egipcie w cudownym kurorcie Sharm El Sheik. Razem z dziewczynami zaczerpnęłyśmy trochę słońca, podczas gdy w Polsce wszyscy narzekali na wszechobecną szarość. Drugie zgrupowanie odbyło się w Czorsztynie. Tam nasza kochana Pani Renatka uczyła nas choreografii i… chodzenia, bo wbrew pozorom, chodzenie, a zwłaszcza na szpilkach, nie jest taką łatwą sprawą, gdy trzeba to zrobić z gracją i lekkością.

My też miałyśmy sporo pracy związanej z finałem. Zimowe zgrupowanie dwutygodniowe w Piechowicach, koło Jeleniej Góry. Tam przygotowywałyśmy się do trasy koncertowej po Polsce, podczas której publiczność wybierała swoją Miss. Wiosną, przez tydzień jeździłyśmy do kilku dużych miast i tam występowałyśmy, a publiczność wrzucała kupony z nazwiskami do skrzynki. Nie było Internetu i taki był sposób wyboru tej, którą reprezentanci publiczności z całej Polski uznali za najatrakcyjniejszą. Z sentymentem wspominam te czasy. Nie jestem przeciwniczką Internetu, bo świat idzie do przodu i rozwój jest nieunikniony, ale był urok w tamtych czasach i działaniach.

Przed wyjazdem w Polskę (wybór Miss Publiczności), miałyśmy sesję zdjęciową na warszawskim Hipodromie. Było to kilkugodzinne spotkanie z fotografami, którzy robili nam zdjęcia i w wyniku tej sesji wybierali swoją Miss Foto (tu też obeszło się bez Internetu). W lipcu odbył się finał konkursu Miss Polonia. Tradycją kilkuletnią były finały w Operze Leśnej w Sopocie. Do gali przygotowywałyśmy się przez dwa tygodnie na letnim zgrupowaniu w Wieżycy na Żuławach.

Dość dokładnie opisałam kolejne szczeble konkursu wraz z przygotowaniami do występów. Widać z tego, że sporo miałyśmy pracy i wybory nas absorbowały. Podczas zgrupowań uczono nas nie tylko autoprezentacji, sztuki makijażu i wizażu, czy też umiejętności poruszania się.

Ćwiczyłyśmy układy taneczne i piosenki. Na ćwiczenie tańców przyjeżdżali do nas do Wieżycy chłopcy z klubu tańca towarzyskiego z Gdyni. Przygotowania pochłaniały wiele godzin ciężkiej pracy. Efekt był taki, że do dziś moi znajomi i rodzina wspominają, jak to musiałyśmy w krótkim czasie stać się niemalże artystkami estradowymi. Przygotowania były trudne, ale też pozostały nam po nich konkretne umiejętności (ja do tej pory znam piosenki śpiewane w finale).

Teraz są inne czasy. Inne media. Chociaż… nie przypominam sobie, żeby media rozpisywały się o jakichś sensacyjkach. Raczej były to artykuły opisujące finalistki lub nasze zgrupowania, co robimy, jemy itd. Spotkałam się natomiast z nienawiścią, jaka potrafi pałać od ludzi komentujących te artykuły. Oczywiście anonimowo w Internecie większość osób pisała, że jesteśmy brzydkie, sztuczne, grube, głupie itd. – różnorodne obelgi, żeby tylko ulżyć sobie robiąc przykrość innym. Mi też to zrobiło dużo przykrości, zwłaszcza, że bardzo zaangażowały się w komentowanie osoby, które mnie znają. Nie chciałabym o tym opowiadać, bo to smutne ile gniewu, kompleksów i nienawiści potrafią mieć w sobie ludzie, pewnie ,”chrześcijanie”, ha ha ha.

Porozmawiajmy proszę o przyjemniejszych rzeczach. A Twoje koleżanki finalistki? Jaka była atmosfera wśród Was? Czy odczuwalne było współzawodnictwo między Wami?

Najbardziej podczas zgrupowania polubiłam Olę Cielemencką – wspaniała dziewczyna. Mamy ze sobą kontakt do tej pory i z racji tego, że obie studiujemy i obecnie mieszkamy w Warszawie, to wydaje mi się, że znajomość przetrwa. A jak było w Twoim roczniku?

Zawsze i wszędzie to podkreślam, że nasz rok był wyjątkowy pod względem atmosfery panującej między finalistkami. Było sympatycznie i bez większych afer. Porównując rok poprzedzający nasze wybory, każdy był zaskoczony naszą postawą i atmosferą wśród nas. Dobrze się bawiłyśmy. Było dużo miłych, sympatycznych i zabawnych dziewczyn. Tylko nieliczne były te, które miały widoczne parcie na zwycięstwo. Współzawodnictwo było, ale jak któraś z nas chciała, to mogła je potraktować z humorem, bo przecież i tak było wiadomo, że każda nie może wygrać, a faworytki wysuwały się na czołówkę i nie można było mieć do nikogo o to pretensji. Taki konkurs, takie gusta.

Przyjaźnie na wyborach Miss pewnie są możliwe, bo ja bardzo lubiłam Joasię Gapińską, z którą mieszkałam w pokoju podczas kolejnych zgrupowań. Myślę, że lubiłyśmy się z wzajemnością i to, że nie mamy ze sobą kontaktu, to nie wynik zazdrości lecz po prostu braku czasu, odległości i naturalny powrót do swoich rodzin i przyjaciół sprzed konkursu.

Nasz rok naprawdę był bez aferowy. Albo ja byłam taka naiwna i nie wszystko widziałam. Jeśli tak było to dobrze, bo mam dobre wspomnienia.

Wywiad z Ż. Sitko

Żaneta Sitko – finalistka Miss Polonia 2009, reprezentowała Polskę na konkursie Miss International 2010

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony Miss Polonia w marcu 2012 roku

Wybory Miss Polonia często bywają przepustką do świata modelingu, a przyszłe gwiazdy wybiegów swoje pierwsze kroki w szpilkach stawiają na deskach scen, na których odbywają się kolejne etapy konkursowych zmagań. Ale bywa też odwrotnie. Żaneta Sitko jest finalistką konkursu Miss Polonia 2009 (znalazła się w Top 10) i reprezentowała Polskę na konkursie Miss International ’10 w Chinach. Ale już wcześniej pracowała jako modelka, także poza granicami naszego kraju.

W klasie maturalnej po raz pierwszy poleciałam do Tokyo i zakochałam się w tym mieście, w kulturze japońskiej i oczywiście w sushi. W 2009 roku planowałam rozpocząć studia na kierunku stosunki międzynarodowe, żeby w przyszłości zostać ambasadorką Polski w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Jednak 2009 rok okazał się dla mnie rokiem zmian…Podczas mojego pobytu w Japonii moja współlokatorka, była Miss Brazylii, namówiła mnie na udział w Miss Polonia. I gdy wtedy wpisałam swoje imię i nazwisko w Google, na jednym z portali znalazłam wpis osoby, która sugerowała, że Żaneta Sitko powinna wziąć udział w wyborach Miss…

Ponieważ w życiu przeważnie żałujemy tego, czego nie zrobiliśmy, a nie tego, co zrobiliśmy, więc żeby w przyszłości niczego nie żałować, postanowiłam, że pójdę na casting, spróbuję swoich sił i zobaczę co z tego wyniknie 🙂 Lubię cały czas stawiać sobie kolejne wyzwania, a rok 2009 był ostatnim, kiedy mogłam to zrobić, ze względu na ograniczenia wiekowe uczestniczek. Ponadto pamiętam jak Małgorzata Rożniecka reprezentowała nas na Miss International w Japonii, a że kocham Japonię pomyślałam, że miło byłoby gdybym i ja mogła 🙂 Jak widać marzenia się spełniają, bo miałam ten zaszczyt reprezentowania Polski na MI, tylko już w Chinach (bo tam został przeniesiony konkurs), ale o tym później.

Ponieważ licencję do delegowania dziewczyn na MI posiada Biuro Miss Polonia, stąd też mój wybór padł na konkurs Miss Polonia. Ten konkurs wydawał mi się poza tym bardziej prestiżowy i lepiej zorganizowany. Pamiętam, że jako mała dziewczynka z wielką ciekawością śledziłam jego wcześniejsze edycje.

Jestem ze Słupska, ale akurat wtedy mieszkałam w Koszalinie, ze względu na miejsce pracy mojego chłopaka. Niedługo miałam znów wrócić do Japonii, jednak okazało się, że wcześniej mogę wziąć udział w wyborach regionalnych w Szczecinie. Spróbowałam i… wygrałam je!

Tak więc wszystko zaczęło się w Szczecinie…To prawdziwa kopalnia Miss-Diamentów. To ze Szczecina pochodzą, albo tutaj brały udział w regionalnych eliminacjach takie piękności jak Monika Nowosadko, Joanna Gapińska, Joanna Brykczyńska, Małgorzata Rożniecka, Joanna Drozdowska, czy Anna Tarnowska. Żaneta poszła w ich ślady.

Wybory regionalne poprzedzone były próbami. Uczono nas jak chodzić, trenowałyśmy kolejne wyjścia gali finałowej. Sam finał wyborów regionalnych przygotowany był z dbałością o szczegóły, ale jak to jest z pokazami, emocji i tak nie zabrakło. Przed pierwszym wyjściem stylistce przypomniało się, że do mojej sukienki brakuje paska i wolałaby żebym wyszła w innych szpilkach, a że miałam wyjść jako pierwsza w swojej grupie, buty zakładałam w biegu na scenę. Dzięki temu nie stresowałam się tak jak wszystkie dziewczyny, bo jedyne o czym myślałam na 2 minuty przed początkiem wyborów, to to czy pójdę po wybiegu w szpilkach czy bez:)

Po wyborach regionalnych miałam czas na realizację własnych planów zawodowych – wróciłam do Azji. Następnym etapem konkursu Miss Polonia były ogólnopolskie półfinały, które odbywały się w Łodzi. Sama gala półfinałowa miała miejsce na patio łódzkiej Akademii Humanistyczno – Ekonomicznej. O 16 miejsc w wielkim finale walczyły wówczas 34 kandydatki. Już podczas przygotowania i samej gali dało się odczuć dużo większą rywalizację i stres. Prawda jest taka, że każda z nas bardzo chciała wystąpić w finale Miss Polonia. Pamiętam, że podczas ogłaszania werdyktu jury, ja o swoim udziale dowiedziałam się jako jedna z ostatnich, więc emocje były naprawdę spore. Ale udało się.

Rok 2009 był wyjątkowy dla konkursu Miss Polonia. To właśnie wtedy przypadała 80 rocznica jego urodzin. Wyjątkowe było również finałowe zgrupowanie…

Miałyśmy to ogromne szczęście, że w 2009 roku obchodzono 80-lecie konkursu Miss Polonia i z tej okazji poleciałyśmy na nasze pierwsze zgrupowanie do Tajlandii na aż półtora tygodnia! Wyjazd był współorganizowany z Tajlandzkim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, więc dzięki temu zobaczyliśmy wszystkie najpiękniejsze miejsca w tym kraju 🙂 W Tajlandii oprócz opalania się na plaży, miałyśmy tak doskonale zorganizowany czas, że nie było mowy o dłuższym odpoczynku. Pamiętam, że spałam po 4 godziny dziennie, ale i tak byłam pełna energii!!! W każdej chwili z wielką przyjemnością bym powtórzyła ten wyjazd 🙂 Była to chyba najlepsza nagroda dla każdej z nas. To co zobaczyłyśmy i przeżyłyśmy podczas zgrupowania pozostanie w naszej pamięci na całe życie…

Po dwóch dniach po powrocie z Tajlandii rozpoczynałyśmy następne zgrupowanie, we Władysławowie, gdzie nasz czas był stricte poświęcony przygotowaniom do wyborów.

Na obu zgrupowaniach uczono nas, jak się poruszać na scenie i przed obiektywem aparatu czy kamery. Między innymi na tym polega moja praca, więc pod tym względem byłam przygotowana. Nie byłam z kolei przyzwyczajona ani nauczona samej się malować i czesać „na wielkie okazje”. Na codzień chodzę praktycznie bez makijażu, wystarczy mi, że mam jego nadmiar w pracy. Również na castingi nakładam tylko podkład i tusz do rzęs. Od makijażu i fryzur są specjaliści, wiec nigdy tak naprawdę nie poświęcałam temu zbytniej uwagi. Na zgrupowaniach już od czasu śniadania musiałyśmy się wspaniale prezentować w pełnym makijażu.

Słońce Tajlandii chyba sprzyjało ciepłej i przyjaznej atmosferze wśród finalistek?

W Tajlandii moją współlokatorką była Alicja Kondracka, a we Władysławowie Marysia Nowakowska 🙂 Z obydwiema świetnie się dogadywałam. Z Alicją ciągle umawiamy się na spotkanie, ale ciężko nam jest się zgrać w jednym czasie w tym samym miejscu. Mam nadzieję, że nasza kawa dojdzie do skutku 🙂

Z Marysią zaprzyjaźniłam się już w Tajlandii 🙂 Wszędzie zawsze byłyśmy razem 🙂 Późnymi wieczorami spotykałyśmy się przy basenie i opowiadałyśmy sobie swoje historie.

Marysia, pamiętasz nasze wyścigi na słoniach? 😉

Z racji tego, że Marysia już jakiś czas mieszka we Wrocławiu (gdzie i ja się przeprowadziłam po konkursie), jeszcze bardziej się zaprzyjaźniłyśmy 🙂

Wszyscy ci, którzy myślą, że wybory Miss to tylko i wyłącznie walka między dziewczynami o koronę, bardzo się mylą! 🙂 Oczywiście współzawodnictwo też było, jednak ja, z racji wykonywanego zawodu, dobrze to znam i starałam się nie zwracać na to uwagi.

Wiadomo, że to czy się coś osiągnie w takim konkursie nie zależy od tego, czy się będzie dla siebie niemiłym i będzie się podrzucało innym dziewczynom przysłowiowe „kłody pod nogi”.

Naprawdę? Tak słodko było? Żadnych afer, skandali, plotek? Faworyzowania niektórych kandydatek?

Staram się nie słuchać plotek, bo one zazwyczaj nie mają za wiele wspólnego z prawdą. Pamiętam, że dziewczyny mówiły pomiędzy sobą o tym, że jedna z uczestniczek ma znajomości w telewizji i już ma zagwarantowane miejsce w top 3. Oczywiście to się nie sprawdziło.

Każda z nas cieszyła się tym, że tak daleko udało nam się dojść w wyborach. Ale finał, to finał. Każda tak naprawdę po cichu też liczyła na końcowy sukces. Pamiętam, że im bliżej gali, tym więcej spekulowano, która z nas zdobędzie główny tytuł. Wśród kandydatek wywoływało to zainteresowanie, ale też przez to dało się odczuć izolację pewnych osób. Każda z nas zaczęła koncentrować się na sobie.

Co do faworyzowania kandydatek, rzeczywiście próbowano doszukiwać się jakichś sensacji, jednak wydaje mi się, że wszystkie dziewczyny otrzymały równą szansę. Jedne wykorzystały ją lepiej, inne troszkę gorzej.

Udział w konkursie piękności, nieustanne poddawanie się ocenie, wiąże się z dużym stresem. Czy dziewczyny są przygotowywane do startu w wyborach Miss także psychologicznie? Jak sama Żaneta sobie z nim radziła?

Niestety dziewczyny nie są przygotowywane psychologicznie do udziału w takich zawodach. Dla mnie start w wyborach był czymś dodatkowym, dla niektórych dziewczyn jest to cały sens życia w danym momencie. Ja bardziej traktowałam to jako przygodę, więc nie stresowałam się aż tak, choć muszę przyznać, że w paru momentach miałam podwyższony poziom adrenaliny.

Moja praca jest z tym związana, codziennie jestem poddawana ocenie na castingach, więc to nie było dla mnie nowością. Jednak na castingach modelki są oceniane w nieco inny sposób. Na wyborach Miss sprawdza się, jak dziewczyna by sobie poradziła, gdyby została Miss. Bycie Miss to przecież nie tylko sama przyjemność i kwestia prestiżu, ale także i obowiązki.

No i w końcu wielki dzień nadszedł. 24 października 2009 r., Biała Fabryka w Łodzi, na scenie 20 finalistek, w tym Żaneta. Czy pamięta tamte emocje?

Finał to już osobna historia. Gala i cały ten dzień minął mi bardzo szybko, chyba najszybciej ze wszystkich. Od rana miałyśmy próby, parę z nas praktycznie do samego wejścia na antenę. Ledwo co zdążono mi zrobić makijaż i fryzurę na finałowe wejście. Ale może to i dobrze, bo dzięki temu nie miałam czasu na stres związany z koncertem. Martwiłam się tylko o swoją fryzurę i makijaż 🙂

Jak Żaneta ocenia werdykt jury w 2009 r. i wybraną wtedy Miss Polonia? Jak wspomniała, z Marią Nowakowską zaprzyjaźniły się, więc zapewne ucieszyła ją jej wygrana? A czy z własnego występu jest zadowolona?

Pewnie według opinii każdej dziewczyny spoza top wynik był niesprawiedliwy, bo każda po cichu liczyła na znalezienie się w Top 3. Po konkursie emocje jednak opadły i prawda jest taka, że prawie każda z nas mogła się tam znaleźć, a głos decydujący mieli widzowie. Cieszę się, że w 2009 roku wybrali oni właśnie Marysię Nowakowską na Miss Polonia.

Moi najbliżsi, którzy śledzili informacje i zdjęcia napływające do internetu mówili mi, że najbardziej oprócz mnie podoba im się Marysia. Mówili, że to zależy na kogo jury i telewidzowie postawią w tym roku, czy na blondynkę, czy nie. Liczyłam na to, że jeśli będą chcieli wybrać brunetkę, to będzie to właśnie Marysia. To właśnie ona według mnie zasługiwała najbardziej na zwycięstwo.

Tak więc koronę Miss Polonia wygrała Marysia Nowakowska, ja znalazłam się poza top 5. Z samego swojego występu na pewno byłam zadowolona, mniej z osiągniętego wyniku 😉 Początkowo odczuwałam pewien niedosyt i rozczarowanie, jednak w perspektywie czasu okazało się, że zostałam zauważona. Zaraz po wyborach otrzymałam propozycję reprezentowania Polski na konkursie Miss Model Of The World, a troszkę ponad rok temu poleciałam na Miss International, przeżyć kolejną fantastyczną przygodę.

W czasie finałowego koncertu Miss Polonia zaprezentowałam się najlepiej jak potrafiłam i zapewne to zaowocowało moim późniejszym udziałem w dwóch międzynarodowych konkursach piękności. Czy coś bym w swoim występie zmieniła?… Być może fryzurę, makijaż, o które tak się obawiałam.

Konkurs Miss International to jeden z trzech najważniejszych konkursów piękności na świecie. Udział w nim to nie tylko przyjemność, ale i zaszczyt.

Oczywiście! Tak jak wcześniej wspomniałam, udział w Miss International był jednym z moich marzeń, dlatego jeszcze raz chciałabym podziękować BMP za to, że mogłam właśnie na tym konkursie reprezentować Polskę. Zgrupowanie wspominam bardzo miło. Wcześniej bywałam w Chinach, ale nigdy nie miałam czasu na zwiedzanie. Dzięki MI zobaczyłam wiele przepięknych miejsc. Będąc na konkursie byłam zachwycona tym, że w jednym miejscu spotkałam dziewczyny z tylu krajów. Mimo tego, że każda z nas była wychowana w innej kulturze, zaprzyjaźniłyśmy się, cały czas mamy ze sobą kontakt. W grudniu lecę do Nowej Zelandii na ślub dziewczyny, która była w mojej grupie.

Od kilku lat konkurs odbywa się w Chinach, wcześniej finał organizowała Japonia. Niestety każda z nas czuła, że dzięki temu Chinka będzie miała wsparcie organizatorów… nie myliłyśmy się, znalazła się w Top 3, na które według nas nie zasługiwała. Co do wygranej Elizabeth Mosquera z Wenezueli… była bardzo ładną dziewczyną, jednak ja obstawiałam kogoś innego. Ale cóż… ostatnio rokrocznie wygrywają ten konkurs Latynoski, więc może to jest jakiś nowy trend.

Byłam zadowolona ze swojego występu, mimo że nie miałam wiele czasu na przygotowanie się do wylotu na MI. O swoim udziale dowiedziałam się praktycznie w ostatniej chwili, podczas gdy niektóre dziewczyny przygotowywane były przez parę miesięcy.

Rok w koronie się skończył i Żaneta wróciła do swojego zwyczajnego życia sprzed konkursu, czyli do pracy modelki. Uwielbia swoją pracę, daje jej ona dużo satysfakcji i przyjemności. W tej branży radzi sobie nadzwyczajnie! Od 3 miesięcy mieszka w Turcji, w Istambule. Brała udział w Istanbul Fashion Week…w zeszłym miesiącu zrobiła w tym mieście również sesje dla Vogue’a i Harper’s Bazaar. Współpraca z najlepszymi z branży modelingu pozwala jej realizować kolejne marzenia i plany zawodowe. Choć ostatnio udało jej się wygenerować wolny weekend i przyleciała do Polski spotkać się z rodziną i przyjaciółmi 🙂 A konkurs Miss Polonia? Czy nadal ją interesuje, śledzi go? Jaka jest jej ulubiona Miss Polonia i dlaczego? Jakie cechy powinna, zdaniem Żanety, posiadać idealna królowa piękności?

Tak, oczywiście, że mnie interesuje. W 2010 roku z miłą chęcią pojechałam na finał Miss Polonia do Łodzi, specjalnie wróciłam parę dni wcześniej do Polski z Hongkongu. Moja ulubioną Miss Polonia jest oczywiście Marysia Nowakowska. Ma wszystko, co powinna mieć Miss :))

Jaka powinna być idealna Miss Polonia? … Oczyma widzów i obserwatorów postrzegana jest jako kobieta piękna i inteligenta. Wbrew niektórym opiniom mądrość, ale zarazem skromność, to cechy które charakteryzują idealną Miss. Wszystkie dziewczyny biorące udział w wyborach były wyjątkowe. Czasami pod wpływem emocji odpowiedzi na pytania jury wzbudzają śmiech i aplauz publiczności, jednak prawda jest taka, że większość kandydatek to bardzo mądre osoby, które wiedzą, jak się zachować i godnie reprezentować płeć piękną :). Kultura słowa, kreatywność i pomysł na siebie to również bardzo ważne cechy, które powinny charakteryzować każdą Miss.

To podsumowując, warto brać udział w konkursie Miss Polonia, czy też nie?

Oczywiście, że warto! Jest to niesamowita przygoda, a jak się ma odrobinę szczęścia, można naprawdę coś ciekawego osiągnąć. Można poznać wielu interesujących ludzi i zwiedzić piękne miejsca. Warto oderwać się od codzienności i zrobić coś, o czym będzie się pamiętało przez całe życie! 🙂 Wszystkie nasze doświadczenia nas wzbogacają, mi osobiście konkurs Miss Polonia również wiele dał 🙂 Dzięki niemu poznałam wiele wspaniałych osób 🙂 I te znajomości trwają do dziś. Wybory Miss są jedną z kart w mojej książce życia, zawsze będę je miło wspominać. Mimo, że nie udało mi się osiągnąć takiego sukcesu, jak bym chciała.

Jak pokazuje przykład Żanety, oba światy – Miss i modelingu wzajemnie się przenikają. I choć trochę się od siebie różnią, to mogą się też uzupełniać. A już na pewno się nie wykluczają – bo dobra Miss, może być jednocześnie dobrą modelką 🙂

Wywiad z N. Wesołowską

Natalia Wesołowska – Queen of the World 2011

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w marcu 2012 roku

Witam Cię Natalio! W imieniu wszystkich Czytelników Globmiss i swoim własnym bardzo serdecznie Ci gratuluję! 3 grudnia z Niemiec dotarła do nas radosna wiadomość – Polka, Natalia Wesołowska, została Queen of the World 2011! Dla wszystkich fanów wyborów Miss to wielka radość. Chciałoby się krzyknąć „Królowa jest tylko jedna. Natalia!” Ale nie ukrywam, że niewiele o Tobie wiadomo. Kim zatem jest Natalia Wesołowska?

Na początku chciałam bardzo podziękować za gratulacje i miłe słowa. Nazywam się Natalia Wesołowska, mam 20 lat. Jaka jestem, nie będę mówić, bo ciężko tak o sobie opowiadać 🙂 Od 2 lat studiuję na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach na kierunku Finanse i Zarządzanie w Ochronie Zdrowia. Staram się nigdy nic nie planować, bo nie lubię negatywnych rozczarowań. Tak więc nie mam sprecyzowanych planów na przyszłość, jestem ciekawa, co przyniesie los. Chcę, jak na razie, ukończyć z sukcesem studia. Marzeń nie będę zdradzać, nigdy tego nie robiłam i myślę, że w tym tkwi też jakiś sekret. Jeśli chodzi o moje zainteresowania i o to, jak spędzam wolny czas, to nie będę chyba za bardzo oryginalna. Uwielbiam spotykać się z moimi znajomymi, bliskimi, rodziną i z nimi przebywać, chodzić do kina, słuchać muzyki. Lubię spontaniczne wyjazdy weekendowe, albo nawet w środku tygodnia do różnych ciekawych miejsc. Poza tym od wielu lat trenuję siatkówkę w klubie Płomień Sosnowiec. Myślę, że jest to sport, który dał mi dobrą szkołę życia i pomógł ukształtować charakter. Gdybym miała lepsze warunki fizyczne, tzn. najważniejsze – odpowiedni WZROST – to chciałabym się zajmować siatkówką zawodowo, jako sposobem na życie. No, ale niestety nie mam…

By mówić o mojej przygodzie z Queen of the World zacznę od początku. Pierwszy raz w wyborach Miss brałam udział w 2009 roku. Był to konkurs Miss Śląska i Zagłębia Nastolatek. Zostałam tam 1 Wicemiss i taki sam sukces udało mi się odnieść już na finale ogólnopolskim, gdzie zdobyłam tytuł 1 Wicemiss Polski Nastolatek 2009. Po tym wydarzeniu przez pierwsze 2 tygodnie była wrzawa, lecz później wszystko się uspokoiło i tak zostało aż do lutego 2011 roku. Wtedy właśnie odbywał się w Katowicach casting do konkursu Queen of Poland 2011. Można powiedzieć, że znalazłam się tam przypadkiem 🙂 Udało mi się przejść przez kolejne etapy tego konkursu i dotrzeć do finału ogólnopolskiego organizowanego na Wyspach Kanaryjskich. Chyba dzięki egzotycznemu klimatowi panującemu na Wyspach, zdobyłam tytuł Queen of Poland 2011, bo konkurencja była na wysokim poziomie. Na finale międzynarodowym Queen of the World 2011 znalazłam się dzięki Panu Andrzejowi Cichockiemu, prezesowi Agencji Maxima-Models, który jest organizatorem wyborów Queen of Poland w Polsce. Dostrzegł we mnie potencjał i postanowił wysłać mnie do Berlina na światowy finał.

Queen of Poland? To stosunkowo mało znany i popularny w naszym kraju konkurs. O Miss Polonia, czy Miss Polski w mediach jest głośno, o Queen of Poland wiadomo niewiele. Czy mogłabyś choć trochę przybliżyć go Czytelnikom? 

No właśnie, mam nadzieję, że uda nam się wraz z Globmiss, wspólnymi siłami rozsławić Queen of Poland, ponieważ według mojej opinii wszystkie konkursy piękności mają jedynie inne nazwy, a różnica między nimi polega tylko na tym, że finał Queen of Poland jest co roku organizowany w ciepłych krajach. Ja osobiście bardzo miło wspominam te wybory. 

Wróćmy do Queen of the World. Konkurs odbywał się w Niemczech, ale częściowo również w Polsce. Z udziałem w nim nie był związany żaden egzotyczny wyjazd. Czy mimo to Niemcy czymś Cię zaskoczyły, zachwyciły, rozczarowały? No i czy jako poniekąd gospodyni imprezy było Ci łatwiej, czy trudniej, niż innym uczestniczkom?

Ogólnie zgrupowanie trwało prawie 2 tygodnie, a z tego tylko 3 dni spędziliśmy w Polsce. Mnie osobiście bardzo ten fakt ucieszył, że dziewczyny będą mogły zobaczyć mój kraj, a ja będę mogła porozmawiać po polsku 🙂 Podczas pobytu w Polsce, jako gospodyni, wcale nie było mi łatwiej, bo byłam, powiedzmy, bardziej „na świeczniku”. Jeśli chodzi o mieszkańców Niemiec to muszę przyznać, że zaskoczyli mnie i to pozytywnie. Każda z nas była traktowana bardzo dobrze, równo. Niemcy okazali się ciepłymi i przyjaznymi ludźmi, zupełnie innymi niż powszechnie panująca o nich opinia.

Co, oprócz Niemców, najbardziej Cię zaskoczyło w czasie trwania konkursu i jakie są Twoje najzabawniejsze i najgorsze wspomnienie z tego czasu? A może jest coś, czego żałujesz?

Myślę, że nic mnie nie zaskoczyło aż tak bardzo, aby o tym mówić. Wszystko było tak, jak miało być. Mam wiele miłych i zabawnych wspomnień z wyjazdu. Jednym z nich jest np. organizator konkursu w Berlinie Reiko, który przed każdym wyjściem w telewizji mówił: „GIRLS CONTROL YOUR PUPU”, a później dziewczyny go przedrzeźniały w autokarze. Złych wspomnień raczej nie mam, może jedynie moment, w którym musiałyśmy z powrotem wyjechać z Polski do Niemiec.

Jak oceniasz organizację gali finałowej? Jaka atmosfera panowała w trakcie samego koncertu finałowego?

Gala finałowa była zorganizowana w największym salonie AUDI w Niemczech. Był to kilkupoziomowy salon, nowoczesny, elegancki. Na środku scena, stworzona specjalnie na naszą galę. Gdy włączono światła, było naprawdę jak z bajki. Atmosfera była dobra, myślę że żadnej z dziewczyn nie pokonał stres. Wszystkie się wspólnie mobilizowałyśmy i podtrzymywałyśmy na duchu. Ja na widowni miałam dużą grupę wsparcia z Polski. Przyjechali mi kibicować moi bliscy, rodzice, siostra, kuzyni, wujkowie, ciocie, więc dodali mi oni tylko skrzydeł.

Wspomniałaś, że z koleżankami – konkurentkami nawzajem się wspierałyście. Czyli, jak rozumiem, atmosfera między Wami była sympatyczna i nie odczuwałaś rywalizacji? Z którą Miss najbardziej się lubiłaś w trakcie zgrupowania? Jak dziewczyny znosiły intensywne przygotowania?

Jeśli chodzi o atmosferę, to było bardzo sympatycznie. Większość spośród prawie 50 dziewczyn z różnych krajów była bardzo miła. Oczywiście zdarzyło się parę wyjątków, ale zazwyczaj tak jest. Miałam bardzo udaną grupę dziewczyn, z którymi trzymałyśmy się razem, tzn.: Litwa, Turcja, Tajlandia, Niemcy, Alpy, Łotwa, Nowa Zelandia, Ghana, no i Polska:) Jeśli chodzi o przygotowania, to były one bardzo intensywne i pracowite przez cały okres 2 tygodni. Organizatorzy zadbali o to, aby nam się nawet przez 5 minut nie nudziło. Miałyśmy kilka nagrań do znanych w Niemczech programów telewizyjnych. Dojazd do stacji zajmował czasem nawet 8 godzin, więc miałyśmy mało czasu na sen. Dużo zwiedzałyśmy, miałyśmy kilka sesji zdjęciowych. A także przyjemność odwiedzić bardzo dobre restauracje w Berlinie. Próby choreograficzne zaczęły się dopiero 2 dni przed galą. Było dosyć intensywnie, lecz atmosfera była na tyle zabawna i dobra, że chyba żadna z dziewczyn nie odczuła zmęczenia.

Nieodłącznym elementem każdego konkursu piękności są krążące w kuluarach plotki, sensacyjki, skandale. Jak było na konkursie Queen of the World 2011? Czy podczas zgrupowania krążyły w kuluarach jakieś plotki na temat imprezy, innych dziewczyn i Ciebie osobiście? Przy okazji możesz je potwierdzić lub zdementować.

Niestety muszę stwierdzić, że żaden dziennikarz żądny sensacji i skandali nie miałby o czym pisać. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, głównie dzięki Izie i Reikowi. Jeśli były jakieś niewygodne sytuacje, to ja o nich nie mam pojęcia, ale myślę, że takie rzeczy się bardzo szybko rozchodzą, więc na pewno by do mnie dotarły.

Impreza zakończyła się dla Ciebie bardzo szczęśliwie – zdobyłaś główny tytuł. Czy spodziewałaś się zwycięstwa, czułaś się faworytką, a jeśli nie, to kogo typowałaś do korony? I uchyl chociaż rąbka tajemnicy – jaka jest recepta na taki sukces?

Muszę przyznać, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że to właśnie ja mogłabym wygrać. Miałam marzenie, aby chociaż wejść do finałowej 10, żeby rodzinie „wstydu” nie przynieść. Patrząc jedynie na urodę, to typowałam dziewczynę z Federacji Rosyjskiej, lecz nie tylko wygląd tu się liczył. Było naprawdę kilka bardzo ładnych dziewczyn, które zasługiwały na główny tytuł. Wysoko też obstawiałam moją koleżankę z Nowej Zelandii.

Myślę, że nie ma takiej jednej recepty na to, aby wygrać jakikolwiek konkurs piękności. Jurorzy oceniają wszystko. Przebywają z uczestniczkami bardzo często, o czym dziewczyny czasami nawet nie wiedzą. Oczywiście ważna jest uroda i zgrabne ciało, ale to jest kwestia gustu. Ponieważ każdy ma inne upodobania, lubi inny styl i ma inne pojęcie piękna. Przez to, że np. z nami osoby z jury przebywały często, to zdążyły nas poznać. Charakter też jest oceniany, sposób zachowania, relacje z innymi kandydatkami. Są to bardzo ważne rzeczy, które często przemawiają na korzyść dziewczyny, a czasami wręcz przeciwnie.

Jak zareagowały na Twoje zwycięstwo konkurentki? I jak Twój sukces został przyjęty w Polsce i za granicą? Czy coś się w Twoim życiu zmieniło od czasu, gdy założyłaś koronę? Posypały się kolejne propozycje?

Myślę, że każdy był w szoku, tak jak ja. Ale dziewczyny gratulowały mi i miałam wrażenie, że od większości były to szczere słowa. Po powrocie do Polski miałam bardzo intensywny i pracowity czas. Teraz trochę wszystko się uspokoiło, ale nadal odbieram ciekawe telefony. Jeśli chodzi o propozycje, to nie zdradzę, ponieważ wciąż trwają rozmowy i mam nadzieję, że zaowocują one podpisaniem jakichś umów lub kontraktów.

Co, poza koroną oczywiście, przywiozłaś sobie z Niemiec i z konkursu Queen of the World?

Na pewno przywiozłam bardzo dużo zdjęć i wspomnień. Znajomości również, z dużą częścią dziewczyn jestem w kontakcie na Facebooku. Jeśli chodzi o pamiątki, to nie miałyśmy prawie wcale czasu na zakupy. Udało mi się jedynie zdobyć kolorowe pocztówki z napisem „I Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie, do usłyszenia! 🙂

Wywiad z E. Raszyńską

Emilia Raszyńska – I Vicemiss Polonia 1999; reprezentowała Polskę na konkursach Miss International 2000 i Miss Universe 2000

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony Miss Polonia w lutym 2012 roku

Spotkać się można z opinią, że dziś wybory Miss wymierne korzyści dają tylko dziewczynom z małych miasteczek. Otwierają im drzwi do świata modelingu, a dzięki sukcesom odniesionym w takiej zabawie w swoich lokalnych społecznościach stają się one „gwiazdami”. Te, które żyją w wielkich metropoliach, mają dużo więcej szans i możliwości, żeby zaistnieć w tej branży nawet bez udziału w konkursach piękności – agencje modelek, licznie organizowane castingi, media. Czy tak jest rzeczywiście, czy to tylko stereotyp? Czy losy Emilii Raszyńskiej, potoczyłyby się tak samo, gdyby nie zdecydowała się na start w wyborach Miss Polonia? Czy byłaby w tym samym miejscu, w którym jest dzisiaj? Czy konkurs w czymkolwiek jej pomógł? Jak go wspomina? Sprawdźmy.

Moja przygoda z konkursem Miss Polonia zaczęła się w moim rodzinnym mieście w Szczytnie. W 1999 roku za namową rodziny i znajomych postanowiłam wziąć udział w wyborach Miss Szczytna. Rok wcześniej siedziałam na widowni tegoż konkursu w Szczytnie i gdyby ktoś mi wówczas powiedział, że za rok będę jedną z uczestniczek, uznałabym, że jest niespełna rozumu.

W tamtym okresie studiowałam równocześnie w Kolegium Nauczycielskim i zaocznie na Akademii Wychowania Fizycznego, byłam zwyczajną studentką. Uwielbiałam muzykę, przyrodę, podróże. „Wystartowałam” trochę wbrew sobie, bo na co dzień miałam mało wspólnego z sukienkami, spódnicami i butami na obcasie. Byłam typem dziewczyny w Martensach, lubiącej rockową muzykę i taki też miałam styl ubierania się. Konkurs piękności w Szczytnie uznałam za niezobowiązującą zabawę w Miss na dodatek w doborowym towarzystwie koleżanek biorących w nim udział. Myślałam, że moja przygoda rozpocznie się i zakończy w Szczytnie. Nie spodziewałam się, że to dopiero początek…

Jak wiadomo droga do finału Miss Polonia jest długa, trzeba przejść przez kilka etapów. Emilia poradziła sobie znakomicie.

Dzień wyborów w Szczytnie wspominam z uśmiechem i wielkim sentymentem. Patrząc z perspektywy czasu widzę, jak nieporadnie się w tym wszystkim czułam. W dzień konkursu zjawiłam się w szczycieńskim MDK-u jak zwykle w Martensach i w „bojówkach” (rodzaj spodni). Na miejscu były już przygotowane sceniczne stroje, buty, były panie od makijażu. Weszłam, przebrałam się, ładnie mnie umalowano i na scenę wyszłam jako zupełnie inna dziewczyna. Było trochę stresu, kiedy zobaczyłam salę pełną ludzi. Na szczęście opanowałam nerwy i po pierwszym wyjściu czułam się już swobodnie. Ogłoszenie werdyktu było dla mnie dużym zaskoczeniem. Okazało się, że oprócz najważniejszego tytułu, Miss Szczytna, nagrodzono mnie jeszcze kilkoma innymi tytułami, łącznie z Miss Publiczności i Miss czytelników lokalnej gazety.

Jako Miss Szczytna byłam zobowiązana do reprezentowania swojego miasta w wyborach Miss Warmii i Mazur. Tak więc siłą rozpędu wzięłam udział w kolejnym etapie.

Konkurs odbywał się wtedy w Ostródzie. Szczytno reprezentowałam ja i jeszcze dwie koleżanki. Przygotowania do imprezy upływały w miłej atmosferze, aczkolwiek wyczuwałam już pewną presję otoczenia. Na widowni finałowej gali oprócz rodziny i znajomych zapowiedzieli się włodarze mojego miasta, szczycieńska gazeta, dyrektor i pracownicy MDK-u. W dzień finału kilka godzin przed koncertem przyjechała moja Mama i z rozbrajającą szczerością stwierdziła, że we fryzurze misternie ułożonej przez panie fryzjerki wyglądam jak w kasku, że to uczesanie w ogóle mi nie pasuje i że najlepiej będzie włosy po prostu umyć, wysuszyć, makijaż ograniczyć do minimum i na tym koniec stylizacji.

Do pomysłu Mamy podeszłam z pewnym dystansem ;-), bo jak to – wszystkie dziewczyny mają elegancko uczesane włosy, pięknie upięte, a ja mam wystąpić bez żadnej fryzury, naturalnie?! Nic to, posłuchałam rad Mamy, zmyłam kilogramy lakieru i wystąpiłam ze „zwykłymi”, rozpuszczonymi włosami. Przy okazji znikło napięcie związane z występem, bo przecież i tak nikt mnie nie zauważy, skoro nie mam fryzury na miarę wyborów Miss;-). Gala dobiegła końca, przyszedł czas na ogłoszenie werdyktu. I tu znowu spotkało mnie miłe zaskoczenie: zaczęło się od tytułu Miss Foto, później kolejne wyróżnienia, aż w końcu ten najważniejszy tytuł – Miss Warmii i Mazur. Największą przyjemność sprawił mi jednak tytuł Miss Publiczności, byłam w końcu w obcym mieście, z którego również startowały urodziwe kandydatki. Gratulacjom nie było końca. Z radością odkryłam, że te wszystkie „babskie” czynności zaczynają sprawiać mi przyjemność, a chodzenie na obcasach wcale nie jest takie trudne. To był fajny okres odkrywania i cieszenia się swoją kobiecością.

Jako Miss Warmii i Mazur reprezentowałam nasz region w półfinałach wyborów Miss Polonia w Bielsku Białej. To był czas intensywnych przygotowań, dziewczyn było bardzo dużo. Dało się wyczuć już odrobinę rywalizacji. Półfinały zakończyły się dla mnie pomyślnie i tym sposobem znalazłam się w konkursie finałowym Miss Polonia, który miał odbyć się za kilka miesięcy w Warszawie. Do finału zakwalifikowała się również moja koleżanka z wyborów Miss Warmii i Mazur, Magda Podwojewska, z którą zaprzyjaźniłyśmy się i stworzyłyśmy zgrany tandem.

Teraz gra toczy się już o naprawdę wysoką stawkę – koronę, samochód, splendor, popularność i możliwość reprezentowania Polski na arenie międzynarodowej.

Przygotowania do wyborów Miss Polonia odbywały się w podgarwolińskiej miejscowości. Przez dwa tygodnie byłyśmy w kompletnej izolacji od świata. Nikt nie mógł nas odwiedzać, ani my nie miałyśmy prawa wyjścia. Czas upływał na ćwiczeniu choreografii. Było trochę jak w wojsku.;-) W ramach konkursu Miss Polonia miał odbyć się również nieobowiązkowy konkurs talentów. Niektóre dziewczyny przygotowywały się do popisów. Magda Podwojewska zaprezentowała się jako tamburmajorka, Dorota Gardias śpiewała a Dorota Czaja przygotowała etiudę taneczną. Ja również miałam wziąć udział w tym wydarzeniu i zaprezentować swoją grę na skrzypcach w utworze ze „Skrzypka na dachu”, ale w dzień konkursu stchórzyłam. Strach przed grą w Sali Kongresowej był tak silny, że musiałam zrezygnować, co Pan Andrzej Meżerycki, reżyser gali finałowej, miał mi długo za złe.

Finał konkursu odbył się w Sali Kongresowej. Emocje były tak duże, że nie pamiętam wiele z tego wydarzenia. Ocknęłam się, jak wyczytywano moje nazwisko z tytułem I vice Miss Polonia. Korona Miss przypadła w udziale Marcie Kwiecień, jednak moją faworytką była Dorota Czaja. Z Dorotą poznałyśmy się lepiej kilka lat po wyborach, w trakcie kręcenia filmu reklamowego dla jednej z firm. Spędziłyśmy ze sobą kilka fajnych dni w Pradze. Później spotykałyśmy się jeszcze przy okazji pokazów mody, w których brałyśmy udział. Bardzo miło ją wspominam i kibicuję jej we wszystkim, co robi. Ostatnio miło było zobaczyć ją w serialu „Tancerze”.

Tytuł I vice Miss Polonia wiąże się z pewnymi obowiązkami, najczęściej miłymi i pozwala troszkę zakosztować sławy.

Z tytułem I vice Miss wróciłam do Szczytna. W skali mojego miasta to był wielki sukces, choć ja konkurs traktowałam jako przygodę, nowe doświadczenie.

Zaraz po powrocie rozdzwoniły się telefony z gratulacjami. Proszono mnie o wywiady w gazetach, radiu, lokalnej telewizji. W Szczytnie ludzie zatrzymywali mnie na ulicy i gratulowali, byłam nawet zaproszona na sesję Rady Miejskiej, żeby przyjąć gratulacje w imieniu miasta. Również wojewoda warmińsko – mazurski złożył mi gratulacje i podziękowania za promocję naszego regionu:) Nie spodziewałam się takiego przyjęcia z honorami. Bardzo miło to wspominam.

Zabawna sytuacja spotkała mnie w szkole, w której odbywałam praktyki nauczycielskie. Zaraz po powrocie z finałów Miss Polonia przez kilka kolejnych dni nie mogłam wyjść z klasy na przerwę. Klasa była pełna uczniów proszących mnie o autograf. Tego się nie spodziewałam. Dzieci miło mnie zaskoczyły.

Jako I vice Miss Polonia brałam udział w imprezach i koncertach pod patronatem Biura Miss Polonia. Dostałam też kilka zaproszeń na castingi do filmów i programów telewizyjnych. Jednak mieszkając w Szczytnie nie miałam chęci na częste wyjazdy do Warszawy i korzystanie z tych propozycji.

Zdobycie diademu I vice Miss Polonia nie oznacza automatycznie prawa reprezentowana Polski na międzynarodowych konkursach piękności. A jednak wiele laureatek tego tytułu otrzymało taką szansę. Emilia Raszyńska nawet dwukrotnie.

Kilka miesięcy po finale Miss Polonia czekał mnie kolejny konkurs – Miss Universe. Tym razem imprezę tą zorganizowano na Cyprze. Brało w niej udział 80 dziewczyn z całego świata.

Kompletnie nie wiedziałam, czego mogę spodziewać się po tym konkursie. Ówczesne władze Biura Miss Polonia w żaden sposób nie przygotowały mnie do tego wyjazdu. Biuro zapewniło mi tylko jedną suknię do występu finałowego. Poleciałam sama, bez żadnego mentalnego przygotowania. Po przylocie okazało się, że jestem jedną z niewielu dziewczyn, która pojawiła się zupełnie sama, bez żadnego wsparcia ze strony krajowego biura Miss, z jedną walizką i niepewnością w oczach. Inne koleżanki miały po kilka walizek strojów, doczepiane koczki, włosy, rzęsy oraz kilka osób ze sobą. Można sobie wyobrazić, jak się czułam. Jedynym „dobrym duchem“, na którego pomoc mogłam liczyć, była Pani Maria Georgiju, Polka pracująca w cypryjskiej gazecie, która zadała sobie dużo trudu, żeby mnie odnaleźć. Dostęp do nas – uczestniczek konkursu był bardzo ograniczony. Zajmowałyśmy całe piętro w hotelu, gdzie byłyśmy pilnowane przez policję. Poruszałyśmy się po Cyprze trzema autokarami z kordonem Policji i ochroniarzy. Pani Maria jakoś do mnie dotarła. Dodawała mi otuchy 🙂

Konkurs Miss Universe to zupełnie nowa jakość, której nigdy wcześniej nie zaznałam. Nad przygotowaniem uczestniczek pracowały sztaby ludzi. Zgrupowanie przed konkursem trwało trzy tygodnie. Wszystko było zaplanowane co do minuty. Pełen profesjonalizm.

Te tygodnie kojarzą mi się z ciężką pracą, ciągłymi podróżami po Cyprze. Miałam wrażenie, ze ambicją organizatorów było to, żeby zobaczył nas każdy mieszkaniec Cypru;-) Dzięki temu stałyśmy się rozpoznawalne na tej małej wyspie. Najlepszy dowód? Po konkursie postanowiłam zostać tydzień dłużej z moim bratem i kuzynem, którzy przylecieli na finał Miss Universe. W hotelu w którym mieszkaliśmy, zostałam rozpoznana jako jedna z uczestniczek, dzięki temu nie musiałam płacić za pokój, a wszystkie inne atrakcje wyspy stały przede mną otworem 🙂 Ludzie na Cyprze żyli tym konkursem. To był dla mnie bardzo miły czas.

Wybory Miss Universe 2000 wygrała dziewczyna z Indii – Lara Duta. Uważam, że w pełni zasłużyła na ten sukces. Była bardzo inteligentna, skromna, bił z niej wielki spokój. Miała wrodzoną klasę i to coś, co ciężko określić a co sprawia, że kobieta jest wyjątkowa. Natomiast jeśli chodzi o finałową dziesiątkę to znalazło się tam kilka dziewczyn, na które nigdy bym nie postawiła, ale ocenianie urody jest tak subiektywną sprawą, że trudno doszukiwać się potwierdzenia własnego zdania.

Kolejny konkurs, na którym reprezentowałam Polskę, to Miss International w Japonii. Konkurs o zupełnie innym charakterze niż Miss Universe. Tu organizatorzy przez większość czasu zapoznawali nas z urokami Japonii i z jej odmienną kulturą. Przygotowania do występu finałowego ograniczały się w zasadzie do jednego dnia. Nie było nawet rozmów z jurorami.

Po przyjeździe rozpoznałam w uczestniczkach wiele koleżanek, które poznałam wcześniej na Miss Universe. Dzięki temu czułam się pewniej.

Podczas pobytu zaprzyjaźniłam się z moją roommate – Izraelką Daną Farkash. Pamiętam, że w tym czasie Dana bardzo bała się, że będzie musiała pójść do wojska, taki obowiązek mają kobiety w Izraelu. Akurat odnawiał się konflikt izraelsko – libański. Rzuciło się to cieniem na atmosferę wśród uczestniczek. Miss Libanu nie chciała siedzieć w jednym autobusie z Miss Izraela – Daną. To pokazuje, z jak różnymi sytuacjami mogą mieć do czynienia organizatorzy międzynarodowych konkursów piękności.

Mój pobyt w Japonii obfitował w wiele przygód. W Tokyo, miałam nawet okazję przeżyć a raczej przespać trzęsienie ziemi. Może to i dobrze, bo mieszkałam na 15 piętrze hotelu i w trzęsącym się wieżowcu czułabym się raczej nieswojo.

Podsumowując, najprzyjemniejszym aspektem brania udziału w międzynarodowych konkursach było poznawanie ludzi i odmiennych kultur, zwiedzanie wielu miejsc, nawet tak odległych jak Japonia. Może zabrzmi to jak truizm, ale wszystko, co przeżyłam było dobrą szkołą życia, treningiem umiejętności radzenia sobie w niemal każdej sytuacji.

Bardzo miło wspominam czas wyborów Miss i związane z nimi przygody i znajomości.

Sentyment do konkursu pozostał, czego przykładem jest to, że udało mi się namówić do wzięcia w nim udziału moją siostrę Kasię, która po tym, jak zdobyła tytuł Miss Szczytna w 2002 roku, przechodząc kolejne eliminacje, dotarła aż do finału konkursu Miss Polonia.

Miss jest się tylko przez rok. A później? Jak dalej potoczyło się życie Emilii Raszyńskiej? Czy konkurs Miss Polonia okazał się tylko epizodem, czy sposobem na życie?

Po wyborach do ukończenia studiów mieszkałam w Szczytnie. W 2000 roku przeprowadziłam się do Warszawy, gdzie zaczęłam pracę w internetowym tygodniku społeczno – kulturalnym. Równocześnie pracowałam jako modelka, krótki okres zajmowałam się także prowadzeniem imprez plenerowych.

Dwa lata po tym, jak przeprowadziłam się do Warszawy, poznałam swojego przyszłego męża, który wtedy kontynuował z powodzeniem swoją sportową karierę w Stanach Zjednoczonych. Postanowiliśmy zamieszkać razem. Od tego czasu zaczęła się dla mnie sześcioletnia podróż po świecie. Zmiany krajów zamieszkania związane były ze zmianą klubów sportowych w których aktualnie grał mąż. Były to kolejno: Kanada, USA, Szwecja, Szwajcaria. Jako że moją pasją zawsze były podróże, poznawanie świata, bardzo miło wspominam ten czas.

Po powrocie do Polski ukończyłam studia magisterskie na wydziale socjologii w Collegium Civitas. Obecnie zajmuję się prowadzeniem niedużej firmy z gadżetami reklamowymi. Oprócz tego część mojego czasu związana jest z nieruchomościami. Ukończyłam studia podyplomowe w zakresie wyceny nieruchomości oraz pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Zdobywam kolejne doświadczenia w tym zakresie.

W 2009 roku urodziłam syna – Iwo. Jestem szczęśliwą mamą i żoną, rodzina jest moją radością i oparciem.

Jak widać konkurs Miss Polonia nie odmienił diametralnie życia Emilii Raszyńskiej ale z pewnością na nie wpłynął. Pozostawił miłe wspomnienia i wzbogacił o nowe doświadczenia.

Wywiad z A. Warecką

Amanda Warecka – I Vicemiss Polski 2011

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w lutym 2012 roku

Ma 19 lat. Jest 2 Wicemiss Tourism Queen International of the Year 2011, 1 Wicemiss Polski 2011. Pochodzi z Lublina, lecz obecnie mieszka w Warszawie. W wolnym czasie spotyka się z przyjaciółmi. Gdy chce się zrelaksować, sięga po dobrą książkę – lubi czytać. Jej największym marzeniem jest możliwość podróżowania po świecie, a w przyszłości chciałaby zostać dziennikarką. Brzmi banalnie? Zwykła nastolatka? To, co wyróżnia ją wśród rówieśniczek, to fakt, że jest już w tej chwili jedną z najbardziej utytułowanych polskich królowych piękności i że dzięki swoim sukcesom w tej dziedzinie już dwukrotnie odwiedziła Chiny, a obecnie odbywa w Warszawie staż dziennikarski w telewizji Polsat. I jeszcze jedno ją wyróżnia… Szczerość. Większość królowych piękności udziela „lukrowanych” wywiadów, w których mówią tylko o pozytywnych aspektach udziału w wyborach miss. Amanda Warecka, bo o niej mowa, również podkreśla zalety konkursów piękności, ale zwraca uwagę także i na te mniej przyjemne skutki takiej zabawy. Ale po kolei…

Najpierw wzięłam udział w konkursie Miss Polski Nastolatek 2007. Do pierwszego etapu – wyborów Miss Lubelszczyzny Nastolatek – namówiła mnie mama. Miałam 14 lat, byłam bardzo nieśmiała i nie wierzyłam w siebie. Byłam przekonana, że casting to strata czasu, bo jest mnóstwo piękniejszych dziewczyn ode mnie. Jednak dostałam się dalej. Czas prób i przygotowań do gali finałowej Miss Ziemi Lubelskiej wspominam fantastycznie. Bardzo się zmieniłam. Nauczyłam się robić makijaż, poruszać po scenie, zaczęłam malować paznokcie i kupiłam pierwsze w moim życiu szpilki. Nabrałam pewności siebie i nie ukrywam, że bardzo mi się to spodobało. Poczułam, że to coś dla mnie, że dobrze czuję się przed kamerą, przed aparatem, że może wcale nie jestem nieśmiała. Odkryłam w sobie trochę przebojowości. Pamiętam każdy szczegół z mojej pierwszej sesji zdjęciowej zrobionej przez Kubę Krzysiaka (z którym swoją drogą mam kontakt do tej pory). Pamiętam, jak z wielkim żalem zmywałam makijaż i wychodziłam ze studia.

Poza tym byłam zafascynowana Elą Sawerską, która była organizatorką regionalnych wyborów i to ona nas wszystkiego uczyła. Była wspaniała. Pewna siebie, zawsze zadowolona i pełna energii, chociaż gdy trzeba było, potrafiła tupnąć nogą. Ale to, co mnie najbardziej w niej urzekło, to szczerość. Mówiła nam wprost: „pokażcie, że chcecie wygrać”, mówiła o swoich błędach, swoich pomyłkach, nawet niedoskonałościach. To było zaskakujące. Najpiękniejsza kobieta w Polsce była taka normalna, prawdziwa, ludzka.

Moim zdaniem idealna Miss powinna być pewna siebie, zawsze uśmiechnięta i przede wszystkim naturalna. I dlatego do dziś moją ulubioną Miss Polski jest właśnie Elżbieta Sawerska. Jest szczera, autentyczna, szalenie inteligentna. Podoba mi się jej energia i przebojowość. Jest dziewczyną, obok której nie da się przejść obojętnie 😉

Po wygraniu wyborów Miss Ziemi Lubelskiej Nastolatek i po przejściu kolejnych etapów, pojechałam na zgrupowanie Miss Polski Nastolatek. Nie do końca czułam się jak na konkursie, traktowałam to bardziej jak kolonie. Poznałam mnóstwo dziewczyn z całej Polski, w tym Agatę Szewiołę i Anię Wierzbicką, którym później bardzo kibicowałam. Agata Szewioła to druga po Eli moja ulubiona Miss Polski – piękna i delikatna. Polubiłam ją.

W finale Miss Polski Nastolatek zakwalifikowałam się do top 10, co uważałam za wielkie osiągnięcie. Byłam bardzo młoda, nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, jak dużo osób oglądało galę, z tego, że moje zdjęcie ukaże się w gazecie, którą przeczyta więcej ludzi, niż mama i koleżanki. Rówieśnicy zaczęli się mną interesować, choć pojawiły się również niemiłe komentarze. Nie przejmowałam się. Jedyne z czym walczyłam, to ze stereotypem Miss.

Trzeba przyznać, że początek obiecujący. Ale czy ktokolwiek, nawet sama Amanda spodziewała się, że dalej będzie już tylko lepiej?

Konkurs Miss Polski Nastolatek wiele mi dał, z pewnością zapamiętam go do końca życia. Myślę, że właśnie dlatego po 4 latach po raz kolejny zdecydowałam się na wystartowanie, tym razem w ”dorosłym” konkursie 😉 Trochę z sentymentu zdecydowałam się na udział w wyborach Miss Polski, a nie Miss Polonia. To był zaplanowany krok. Mówiono mi, że jestem za młoda – dopiero co skończyłam 18 lat. Ale ja nie chciałam czekać. Chciałam zacząć coś robić, rozwijać się. Nie chciałam prowadzić życia zwykłej nastolatki z Lublina. Musiałam zacząć działać, inaczej byłabym nieszczęśliwa.

Chciałam spróbować swoich sił, przeżyć zgrupowanie po raz drugi i nie ukrywam, że liczyłam na wysokie miejsce, ponieważ zależało mi na udziale w konkursach międzynarodowych 😉

Nie żałowałam tej decyzji ani przez chwilę. Osiągnęłam cel, z czego bardzo się cieszę. Mimo, że nie wygrałam, to dzięki konkursowi Miss Polski dostałam staż w Polsacie, dwa razy pojechałam do Chin, przeprowadziłam się do Warszawy. Było warto! Każdej dziewczynie polecam wzięcie udziału w wyborach miss – jeśli się nie uda, to trudno, ale jeśli tak, to może być początek czegoś niezwykłego.

Zaraz, zaraz… Nie uprzedzajmy faktów. Amanda odbyła długą drogę i dopiero na jej końcu czekał na nią staż w Polsacie i dwukrotna podróż do Chin…

Pierwszym etapem były wybory Miss Ziemi Lubelskiej 2011, do których w ogóle się nie przygotowałam, ponieważ odbywały się kilka dni przed moją maturą. Szczerze mówiąc byłam tylko na jednej próbie. Choreografia nie była skomplikowana, dlatego nie miałam z nią problemu. Natomiast przez to, że nie załapałam się na żadną z prób na scenie, na gali nie zauważyłam schodka i… przewróciłam się. Byłam pewna, że nie mam szans na żaden tytuł, pozostało mi już tylko dobrze się bawić. Nawet podczas prezentacji zażartowałam, że moją pasją jest wywracanie się na scenie, wszyscy się roześmieli. Ku mojemu zaskoczeniu wygrałam. Wygląda na to, że dystans do siebie i autentyczność wypadają lepiej od najlepiej opracowanych prezentacji.

Kolejnym etapem był ćwierćfinał Miss Polski, który przypominał bardziej casting. Zupełnie się nie stresowałam, ponieważ tytuł Miss Ziemi Lubelskiej gwarantował mi przejście do półfinału. Zgrupowanie półfinałowe trwało 2 tygodnie i to tam zaczęła się prawdziwa nauka prezentacji, choreografii, zdjęcia, wywiady itd. Półfinał wspominam bardzo ciepło, wiele osób mi kibicowało. Poznałam dziewczyny z całej Polski, z niektórymi nawet się zaprzyjaźniłam i mam kontakt do dzisiaj.

Ostatni etap, zgrupowanie przedfinałowe Miss Polski, był podobny do półfinału. Nie było plotek ani żadnych sensacji. A przynajmniej do mnie nic nie dotarło. Byłam w pokoju z cudownymi dziewczynami – Gosią Bieńkowską, Olą Witkowską i Dayaną Grabarek. Z nimi najbardziej się zaprzyjaźniłam, dobrze się ze sobą dogadywałyśmy. Wydaje mi się, że nie mogłam trafić lepiej 😉 Wciąż utrzymujemy kontakt, to głównie zasługa Facebook’a. Gosia ma mnie nawet niedługo odwiedzić 😉

Nie było między nami atmosfery konkurencji. Na konkursach międzynarodowych, jak się później miałam przekonać, da się odczuć, że dziewczyny są zdeterminowane, że przyjechały po koronę i traktują to bardziej jak pracę, a nie zabawę. W Polsce wiele dziewcząt zgłasza się, ponieważ ktoś je namówił, nie do końca wiedzą, czy to coś dla nich. Czasem chcą wracać do domu po kilku dniach. Jest więc zupełnie inaczej. Ja traktowałam moje współlokatorki jak siostry, a cały konkurs jak zabawę. Nie jestem typem zazdrośnicy, plotkary, staram się być zawsze pozytywna i życzę wszystkim tego, co najlepsze. Wierzę, że to, co dajemy, wraca do nas z podwójną siłą. Codziennie rozmawiałyśmy, zwierzałyśmy się, opowiadałyśmy sobie o naszych problemach, chłopakach. Radziłyśmy siebie nawzajem. Często się śmiałyśmy, często rozmawiałyśmy do późnej nocy i rano z trudem wstawałyśmy. Pamiętam, że każdego ranka biegłyśmy, żeby się nie spóźnić na choreografię, która odbywała się o 10 min. drogi od naszego hotelu. I za każdym razem obiecywałyśmy sobie, że następnym razem położymy się wcześniej i dotrzemy spokojnie na czas. Niestety brakowało nam konsekwencji 😉 Co do nauki, to dla mnie była to raczej powtórka z tego, czego nauczyłam się na poprzednim konkursie. Mimo wszystko miło było przypomnieć sobie. jak to jest ćwiczyć, przyjmować uwagi i pracować nad własną prezentacją.

Z takim przygotowaniem, doświadczeniem i podejściem, finałowa gala wydawała się być dla Amandy już tylko formalnością.

Byłam jednak trochę zdenerwowana. Na pewno chciałam dać z siebie 110 %, wykonać układ i zaprezentować się tak, żebym mogła za 20 lat pokazać zdjęcia i filmy moim dzieciom i powiedzieć: „mama kiedyś była piękną i fajną dziewczyną;)”. Na portalach społecznościowych pisali do mnie obcy ludzie, którzy życzyli mi powodzenia, kibicowali mi. To było bardzo miłe. Również moja rodzina, znajomi, przyjaciele, trzymali mocno kciuki. Nie chciałam ich zawieść. Cała gala minęła zaskakująco szybko.

Myślę, że byłyśmy do niej świetnie przygotowane. Najbardziej w pamięci zapisała mi się choreografia do pokazu bielizny. Połowa z nas była przebrana za ”lolitki”, dominowały cukierkowe kolory, a muzyka była bardzo słodka i dziewczęca. Moja grupa była zupełnym tego przeciwieństwem. ”Wampy” (tak zostałyśmy nazwane) były bardzo seksowne i wręcz prowokujące. Miałyśmy na sobie czarno-czerwoną lateksową bieliznę. I nieskromnie muszę przyznać, że dałyśmy kawał świetnego show. To głównie zasługa Ani, naszej pani choreograf. Do tego nasze fryzury i makijaże były na najwyższym poziomie.

Najlepsza podczas uczestnictwa w show tego typu jest energia publiczności, która Ci się udziela. To niesamowite! Jesteś na scenie, przed Tobą tłum ludzi, którzy cieszą się, krzyczą, klaszczą. A Ty przecież tylko idziesz 😉 Pamiętam, że zastanawiałam się, czy awansuję do Top 10 nie z chęci osiągnięcia celu, powodem było to, że chciałam nałożyć czerwoną sukienkę wieczorową, która bardzo mi się podobała. Ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie chciałam wygrać. Chciałam. Myślę, że każda z nas gdzieś tam po cichu na to liczyła.

Każda z dziewczyn była piękna, każda była inna, a jak wiadomo, gusta są różne. Jedni lubią blondynki, inni brunetki. Jury miało trudny wybór. Przyszedł moment ogłoszenia wyników. Na początku przyznano tytuły komplementarne. Tytuły Miss Internetu i Miss Publiczności przypadły mi. Był to dla mnie ogromny zaszczyt. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Nie jestem typem osoby, która mówi swoim znajomym: „proszę, zagłosuj na mnie”. Wtedy wydawało mi się, że tak to właśnie działa. 4 Wicemiss została Ewelina Radgowska, 3 Wicemiss Justyna Karłowska, 2 Wicemiss Marta Kownierowicz, 1 Wicemiss ja. Wygrała Angelika Ogryzek… Szczerze mówiąc moją faworytką była Marta Kownierowicz. Angelika wydaje mi się nieco subtelniejsza.

Dla wielu dziewczyn tytuł 1 Wicemiss Polski i dwa tytuły komplementarne to szczyt marzeń. Ale nie dla Amandy. Jej pozostał pewien niedosyt…

Nie ukrywam, że chciałam wygrać. Nie, nie odczuwałyśmy żadnego faworyzowania ze strony organizatorów ani podczas zgrupowania, ani podczas samego finału. Ale wśród fanów i obserwatorów konkursu byłam faworytką i wiedziałam o tym. Byłam bardzo niezadowolona z tego powodu, ponieważ największa uwaga skupia się zawsze na faworytkach, przez co wszyscy starają się wytknąć im nawet najmniejszy błąd, niedoskonałość. A my jesteśmy przecież tylko ludźmi, takimi jak wszyscy inni. Nie jesteśmy doskonałe. Wydaje mi się, że wiele osób o tym zapomina i stawia sobie za punkt honoru znalezienie jak największej ilości wad w kandydatkach na miss. Często na forach internetowych pisano o mnie i Marcie Kownierowicz, więc byłyśmy pod największym ostrzałem. A jednak żadna z nas nie wygrała…

Kiedy ogłoszono mnie 1 Wicemiss sama do końca nie wiem, co czułam w ”pierwszej chwili”. Wszystkie wicemiss mówią, że to wspaniałe uczucie i że były przeszczęśliwe. Prawda jest taka, że najbardziej przegrany jest ten, kto jest najbliżej wygranej. No cóż, mówi się trudno, liczyłam się z tym. Być może potrzebowałam takiego zimnego prysznica, momentami byłam zbyt pewna siebie…

Teraz, kiedy upłynęło już kilka miesięcy i emocje opadły mogę szczerze powiedzieć, że czuję radość, ogromną wdzięczność za wszystkie oddane na mnie głosy. Tytuł 1 Wicemiss Polski oraz Miss Polsatu i Plotka są ogromnym zaszczytem. Szczególnie, że tytuły komplementarne to werdykt tak wielu ludzi! Cieszę się, że mogłam wziąć udział w tych wyborach i miałam okazję poznać świetne dziewczyny i współpracować ze wspaniałymi ludźmi.

Czy osiągnęłam to, na co liczyłam decydując się na udział w konkursie Miss Polski? Myślę, że tak. Chociaż jestem zodiakalnym Skorpionem, a to bardzo ambitne osobowości, które zawsze walczą o najwyższą stawkę. Na pewno wielu rzeczy się nauczyłam. I ku mojemu zaskoczeniu odkryłam, że czasem to, co wydaje się porażką, jest tak naprawdę czymś lepszym niż to, co wydawało nam się wygraną 😉

Dla wszystkich laureatek konkursu Miss Polski rozpoczęły się nowe obowiązki. Zaczęły one również odczuwać zarówno plusy, jak i minusy wynikające z posiadanych tytułów…

Plusów jest mnóstwo, dla mnie największy to oczywiście wyjazdy 😉 Jeśli chodzi o minusy, to tak naprawdę ja nie widzę żadnych. Wydaje mi się, że to kwestia podejścia. Jestem optymistką. Staram się zawsze skupiać na tym, co dobre. Co do obowiązków, najważniejszym z nich jest reprezentowanie Polski na arenie międzynarodowe

No właśnie. Amanda jest chyba jedyną polską miss, która wzięła udział w dwóch różnych międzynarodowych konkursach piękności, posiadających innych organizatorów i odbywających się w różnych terminach, które jednak miały miejsce w tym samym kraju – w Chinach i oba mają prawie identyczną nazwę.

To prawda, nazwy były podobne, lecz konkursy zupełnie inne.

Pierwszy z nich, Miss Tourism Queen of the Year International 2011, wspominam lepiej. Nie, nie dlatego, że odniosłam sukces i zostałam 2 Wicemiss. Było nas – uczestniczek 50. Moją współlokatorką była dziewczyna z Panamy, trzymałyśmy się jeszcze z dziewczynami z Łotwy i Indii (później Hinduska wygrała). Przede wszystkim świetnie się bawiłyśmy. To był naprawdę wspaniały czas. Mieszkałyśmy w najlepszych hotelach. Poznałyśmy Chiny z różnych stron, codziennie zwiedzałyśmy ten kraj, codziennie mogłyśmy zobaczyć coś nowego. Byłyśmy w wioskach, gdzie panowała bieda i brud, a następnego dnia brałyśmy udział w bankiecie charytatywnym z chińskimi milionerami. Szybko się zaaklimatyzowałam w nowym otoczeniu. Mało spałyśmy i czasem jadłyśmy posiłki w biegu, bywało nawet tak, że jadłyśmy jedzenie z KFC w autokarze żeby nie tracić czasu. Dziewczyny były zdeterminowane. Widać było, że nie przyjechały tu na wakacje, były świetnie przygotowane, miały po 5 ogromnych toreb z ubraniami i kosmetykami. Większość z nich od rana nosiło makijaż ze sztucznymi rzęsami i brokatem, jednak dla mnie taki makijaż o 6 rano to przesada. Malowałam się skromniej, naturalniej. Mimo determinacji wszystkie byłyśmy dla siebie miłe, pomagałyśmy sobie i wspierałyśmy, kiedy któraś bardzo tęskniła za domem lub po prostu miała gorszy dzień. Pamiętam, że miałam tylko jedną wieczorową sukienkę, a potrzebowałam dwóch, więc moja współlokatorka Caroline chciała pożyczyć mi swoją najlepszą suknię. To było bardzo miłe. Oczywiście nie zgodziłam się na to, przyjęłam nieco skromniejszą sukienkę 😉 Grafik naszych zajęć był bardzo napięty. Wstawałyśmy o 6, czasem 5.30, a kładłyśmy się spać po 1. Często byłyśmy bardzo zmęczone, więc ustanowiłyśmy zakaz narzekania, żeby mieć jak najwięcej pozytywnej energii. Nie liczyłam zupełnie na nic. Nauczona doświadczeniem z poprzedniego konkursu traktowałam te wybory jako przygodę, a ponieważ Chiny mnie fascynowały, chłonęłam każdą wycieczkę jak gąbka 😉 Miałam dużo szczęścia, gdyż dziewczyny z którymi się trzymałam, miały podobne nastawienie. Jedną z rzeczy, która mnie zaskoczyła, było to, jak Chińczycy reagowali na mój typ urody. Przed wyjazdem ktoś mi powiedział, że mają bzika na punkcie blondynek o niebieskich oczach. Nie spodziewałam się, że na tak dużą skalę. Przez pierwsze kilka dni kiedy było nas tylko 18, ja byłam jedyną blondynką. Wszyscy mnie zaczepiali, dotykali moich włosów, pytali, czy noszę soczewki kontaktowe i robili mi zdjęcia. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. Z jednej strony to było bardzo miłe, z drugiej nieco krępujące. Dziesiątki fotografów towarzyszyło nam każdego dnia. To była dla mnie nowość. Kiedyś widząc trzy aparaty naraz, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, będąc na tym zgrupowaniu po trzech dniach czułam się zupełnie swobodnie przy 30tu fotoreporterach. Jedzenie mi nie za bardzo smakowało. Prawdziwy szok przeżyłam, kiedy dowiedziałam się, że Chińczycy lubią żuć surowe nóżki kurczaków. Tamtego dnia nie zjadłam prawie nic na kolację.

Drugi konkurs – Miss Tourism Queen International, odbywał się w Święta Bożego Narodzenia. Moją współlokatorką była dziewczyna z Łotwy, Eva. Od razu złapałyśmy świetny kontakt. To niezwykłe, jak wiele może łączyć tak różne osobowości. Do tej pory codziennie rozmawiamy na Skype, Eva odwiedzi mnie w marcu, a ja ją w kwietniu 😉 Dziewczynom było ciężko, bardzo tęskniły za domem i często o tym rozmawiałyśmy, więc niestety takie nastawienie i mi się udzieliło. Nigdy jeszcze tak nie tęskniłam za domem. Jakby tego było mało, miałyśmy jeszcze więcej zajęć niż na poprzednim konkursie. Było bardzo ciężko. Na szczęście moi bliscy dawali mi ogromne wsparcie, mnóstwo pozytywnej energii, dzięki czemu świetnie się bawiłam. Na tych wyborach było prawie 100 dziewczyn, wszystkie od początku obstawiały, kto zajmie jakie miejsce. Czułam konkurencję i nieprzyjemną atmosferę na każdym kroku. Wszystkie były spięte, a zmęczenie potęgowało rozdrażnienie. Wiele dziewczyn się kłóciło. Ja i koleżanki, z którymi się trzymałam (mówiono na nas „Russian Mafia”) starałyśmy się zachowywać dystans od tego wszystkiego. Kiedyś nawet doszłyśmy do wniosku, że skoro jest nas sto, to każda z nas ma 1% szans na wygraną 😉

Jak powszechnie wiadomo, podróże kształcą. Dzięki tym wyjazdom wiele się nauczyłam, poczułam prawdziwą patriotką. Byłam dumna z tego, że mogę reprezentować mój kraj. Z chęcią opowiadałam o Polsce, zachwalałam nasze jedzenie, piękne dziewczyny oraz krajobrazy. Ponadto, odkąd pamiętam, podróż do Chin była moim marzeniem, kultura tego kraju zawsze bardzo mnie fascynowała. A to wspaniałe uczucie, gdy marzenia się spełniają 🙂

Tytuł 1 Wicemiss Polski Amanda otrzymała w sierpniu ubiegłego roku. Za nią zaledwie 5 miesięcy „urzędowania” – to nawet nie połowa, a mimo to doświadczeń może jej pozazdrościć niejedna Miss, która już dawno przekazała koronę 🙂 Gdyby miała teraz pomóc innym dziewczynom w przygotowaniach do konkursu międzynarodowego, to jakich rad by im udzieliła, przed czym ostrzegła?

Ależ, ja mam nadzieję, że moje wyjazdy do Chin to dopiero początek 🙂 Bardzo chciałabym jeszcze pojechać na jakiś międzynarodowy konkurs piękności. Jak już wspominałam, marzę o tym, żeby podróżować. Nie wiem, na jaki konkurs mogłabym pojechać, przyznam się, że nie śledzę tego, jak wyglądają poszczególne tego typu imprezy. Jedyne, co bym zmieniła, gdybym mogła cofnąć czas to to, że sama zrobiłabym sobie fryzurę i makijaż na finał podczas pierwszego międzynarodowego konkursu. Pamiętam, że gdy spojrzałam w lustro przed galą pomyślałam, że ktoś zrobił mi kiepski żart. Poza tym nie mam sobie nic do zarzucenia, dałam z siebie wszystko, a nawet więcej 😉

Rady? Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest to, że nigdy nie wiadomo, kto wygra. To ogromne konkursy, wielkie przedsięwzięcia, trzeba dawać z siebie wszystko. Poza tym mimo pozorów, to ciężka praca. Chodzenie w szpilkach przez całe dnie może nie wydaje się katastrofą, ale jeśli budzisz się z napuchniętymi i pozdzieranymi stopami i dowiadujesz się, że po raz kolejny musisz być w tych szpilkach cały dzień, jesteś bliska załamania. Ale nie możesz narzekać, każda dziewczyna ma ten sam problem. Ważna jest wytrwałość i elastyczność, często zmieniano nam grafik w ostatniej chwili. Kiedyś miałyśmy pół godziny na przygotowanie się do bankietu. Byłyśmy po wielogodzinnej wędrówce na słońcu, każda z nas potrzebowała prysznica, musiała umyć włosy, przebrać się, zrobić makijaż. Łazienka była jedna na 2 osoby. Musisz wyglądać perfekcyjnie, w końcu po to tu przyjechałaś. Pamiętam, że jedna z dziewczyn nie zdążyła i robiła sobie makijaż na bankiecie pod stołem, podczas gdy my słuchałyśmy przemówienia – to było zabawne 😉 Liczą się różne rzeczy. Nie będę oryginalna – przede wszystkim uśmiech! To jedna z najważniejszych cech Miss. Druga sprawa to komunikatywność, dziewczyna powinna być miła, przyjacielska, pomocna. Nikogo nie interesuje naburmuszona miss, która wiecznie jest z czegoś niezadowolona i do nikogo się nie odzywa. Poza tym Królowa Piękności powinna mieć to coś, co wyróżnia ją spośród innych dziewcząt. Powinna mieć klasę, być zaradna i opanowana. Sztuka wypowiadania się jest również znaczącym elementem. Ale przede wszystkim powinna czuć się piękna nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie. Być odporna na krytykę. Mówi się, że wybory miss to konkurs piękności, lecz nie zawsze wygląd jest najważniejszy…

Amanda Warecka to dziewczyna, która ma odwagę realizować swoje marzenia. Życzymy jej, by wszystkie jej się spełniły. A sobie życzymy, by wśród przyszłych kandydatek na Miss było jak najwięcej takich „Amand” – pięknych, mądrych i szczerych dziewczyn, godnych koron Międzynarodowych Królowych Piękności…