Wywiad z A. Krupą

Anna Krupa – I Vicemiss Polonia 2011

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony Miss Polonia we wrześniu 2012 r.

Rola I Vicemiss Polonia jest bardzo ważna. Jeżeli aktualnie panująca Miss Polonia z różnych względów nie może wypełniać swoich obowiązków, zastępuje ją właśnie I Vicemiss. I taki przypadek miał miejsce choćby w 1989 roku, kiedy to ówczesna Miss Polonia – Aneta Kręglicka zdobyła koronę Miss Świata. Związana kontraktem z organizatorami konkursu Miss World, nie była już dyspozycyjna w kraju. Dlatego też w Polsce jej obowiązki przejęła I Vicemiss Agnieszka Angelo.

Obecnie miłościwie nam panującą Miss Polonia jest Marcelina Zawadzka. Bardzo często gości ona w mediach, pojawia się na licznych, prestiżowych imprezach. Stała się osobą rozpoznawaną i popularną. Ale o I Vicemiss Polonia, Annie Krupie, wiadomo niewiele. Warto zatem nieco bliżej ją poznać.

Mam 24 lata. Jestem osobą towarzyską, pogodną, spokojną, ale też potrafię pokazać pazurki 🙂 Studiuję zarządzanie procesami logistycznymi w Wyższej Szkole Bankowej w Bydgoszczy. Mam w zasadzie jedno marzenie – jak będę już starą babcią chcę stwierdzić, że miałam szczęśliwe życie 🙂 Jeśli chodzi o plany, to mam jakieś w głowie, ale życie jest tak przewrotne, że w zasadzie lepiej nic nie planować, tylko żyć zgodnie z maksymą „carpe diem” – mówi o sobie.

Jak zaczęła się jej przygoda z konkursem Miss Polonia?

Dla mnie zawsze motywacją do startu w tego typu imprezach były nagrody i podróże, które uwielbiam 🙂 Nie popularność, bo to mija. Najpierw wzięłam udział w konkursie Miss Polski. Doszłam tam do ćwierćfinału, a dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzę. Spróbowałam więc swych sił w konkursie Miss Polonia. Wystartowałam w nim za namową pewnej Pani reporter. Na początku wzięłam udział w etapie wojewódzkim, gdzie wybranych zostało 6 dziewczyn wysłanych później na ogólnopolski ćwierćfinał. Ja znalazłam się w tym gronie – dostałam dziką kartę.

Ćwierćfinał okazał się dla mnie szczęśliwy. Kolejne szczeble to ogólnopolski półfinał i finał. Myślę, że te wszystkie wstępne etapy dają bardzo dużo. Dziewczyny pierwszy raz mają styczność ze sceną, poznają jak to wygląda od kulis i dostają fleszem po oczach ;D

Ania znalazła się w gronie 18 finalistek i wyjechała na przedfinałowe zgrupowania.

W moim roczniku odbyły się dwa zgrupowania przed finałową galą. Pierwsze w Egipcie, drugie w Czorsztynie. Na pierwszym założeniem było to, abyśmy nakręcili jak najwięcej materiału dla telewizji, zrobili jak najwięcej zdjęć z pobytu i przeprowadzili sesję zdjęciową do folderów. Uczyłyśmy się też jak chodzić, jak mówić. Nasza świetna Pani Choreograf Renata Lipska – Sołtyk z anielską cierpliwością tłumaczyła każdej z nas, co robimy nie tak i powinnyśmy poprawić, ale też chwaliła za przebłyski poprawnej prezencji 😉 A pod koniec pobytu miałyśmy przejażdżkę quadami po pustyni. Niesamowita sprawa!

Na drugim zgrupowaniu w Czorsztynie uczyłyśmy się choreografii do finałowych wyjść. Nie zabrakło też rozrywki – zorganizowano nam wieczór Bollywoodzki, na którym poznałyśmy tajniki tańca hinduskiego oraz zabawy andrzejkowe.

Czy pojawiły się jakieś plotki, które zwykle towarzyszą tego typu wyborom?…Nie pamiętam żadnych. Atmosfera podczas zgrupowań była OK, zważywszy, że to już finałowy etap 🙂 Udział w konkursie Miss Polonia naraża na stres, ale wszystko zależy od podejścia danej dziewczyny do tej imprezy. Niektóre stawiały, tak jak ja, na relaks i zabawę, a inne w pewnych momentach się za bardzo stresowały i dochodziło do sprzeczek, które były jednak szybko łagodzone. Bardzo pomagała nam w takich sytuacjach, przygotowywała psychologicznie do trudnej rywalizacji w finale, przeprowadzała długie rozmowy nasza choreograf, która już wiele lat pracuje dla BMP i doskonale wie, jak się wczuć w sytuację dziewczyn. Była najbliżej nas i mogła jako pierwsza zareagować na niepokojące sygnały. Ale kto tam wie tak do końca… co która finalistka sobie naprawdę myślała w danym momencie. Ja mogę powiedzieć tylko, że nie miałam konfliktu z żadną z dziewczyn. Ze wszystkimi miałam dobry kontakt. W pokoju w Czorsztynie byłam z Dominiką Kubacką, a w Egipcie z Agatą Jachimovic. Poza nimi miło wspominam również Justynę Grochalę, Sylwię Toczyńską, Kasię Grynfelder, Olę Cielemęcką, Mariolę Rysik, Marcelinę Zawadzką, Anię Szczygielską, Marcelinę Firszt…a zresztą, wszystkie były fajne ;D Co prawda teraz już z żadną z finalistek nie utrzymuję zażyłych kontaktów, ale mimo to uważam, że na konkursach Miss mogą się narodzić przyjaźnie. Mam przykład z wyborów Miss UMK. Zaprzyjaźniłam się tam z Kingą, 3,5 roku temu i ta przyjaźń nadal trwa.

Zgrupowania dobiegły końca. Ich zwieńczeniem była finałowa gala. Miss Polonia 2011 została Marcelina Zawadzka.

Koncert galowy – wszystko szło migiem, przebieranki, bieg za kulisami na drugą stronę sceny, wyjście, zejście, przebieranki i tak w kółko, aż do ostatecznego werdyktu.

Czy konkurs był ustawiany? Na pewno nie. Marcelina dała się poznać jako przesympatyczna, ciepła osoba. Da się lubić, o tak! 😉 Była moją faworytką. Pamiętam, jak w Egipcie, na statku marudziła na swój brzuch. Ja jej odparłam: „I tak wygrasz, a brzuch zawsze można „zgubić”, a ona: „Co Ty gadasz…” ja:” Wiem, co mówię – wygrasz, zobaczysz”. Myślę, że była tego coraz bardziej świadoma, że jest w ścisłym gronie kandydatek do korony. A wiadomo, że ta, która czuje się pewnie, ma większe szanse, niż ta, która się chowa ze strachu lub wstydu. Dużą rolę też odgrywa aparycja. Marcelina brzuch „zgubiła” i już podczas zgrupowania w Czorsztynie okazało się, że 10/18 dziewczyn stawiało na Marcelinę. I bez żadnego ‚ale’ wygrała 🙂 Myślę więc, że decyzja widzów jest słuszna.

Czy zatem Marcelina jest ulubioną Miss Polonia Anny?

Tak szczerze, nie mam żadnej ulubionej Miss Polonia. Każda z nich miała coś w sobie, co ujęło jury, publiczność. I trzeba zaznaczyć – nie ma idealnej Miss, zawsze znajdzie się ktoś, komu nie będzie się ona podobać. Najważniejsze, to być sobą i nie przejmować się komentarzami ludzi zawistnych i zazdrosnych.

Anna Krupa zdobyła tytuł I Vicemiss Polonia 2011. Czy dla niej to sukces? Do zwycięstwa zabrakło tak niewiele…

Ja jakimś cudem zajęłam miejsce na podium zaraz za Marceliną he he. Uważam, że tytuł I Vice Miss Polonia jest sukcesem. Byłam naprawdę mile tym zaskoczona. Tylko szkoda, że żadnych nagród Vicemisski nie dostały. Ale tytuł jest 🙂 I należy się z cieszyć z tego, co się ma 🙂 Po finale spotkałam się z niesamowitą życzliwością ludzi. Ileż gratulacji otrzymałam i na Facebooku, i SMSów, i osobiście. To naprawdę cieszy.

Jak wygląda dalsze życie Vicemiss Polonia? Czy na Annę spadły teraz nowe obowiązki? Jakie są plusy i minusy posiadania takiego tytułu?

Praktycznie nie mam żadnych obowiązków, choć teoretycznie jakieś mam :). Póki co polityka konkursu Miss Polonia polega na tym, aby promować główną Miss – Miss Polonia. Mam jednak nadzieję, że będzie się to zmieniać. 🙂

Ludzie tkwią w przekonaniu, iż konkursy piękności zmieniają życie, jak w bajce o Kopciuszku. Jednak dziś niestety imprezy tego typu same w sobie nie dają żadnej gwarancji, że finalistkom powiedzie się w życiu lepiej niż innym. Zresztą nigdy nie zakładałam, że konkurs piękności sprawi, że moje życie będzie inaczej wyglądało. Dla mnie każde wybory Miss, w których brałam udział, były przygodą, taką, o której będę mogła opowiadać wnukom, jeśli tylko będą chciały w ogóle tego słuchać he he. Do pewnych rzeczy naprawdę trzeba podchodzić z dystansem. Ten, kto mnie zna, dobrze wie o czym myślę.

Dotychczas nie złożono mi żadnej propozycji udziału w międzynarodowym konkursie piękności. A czy w przyszłości pojadę jeszcze na jakiś? Nie mam pojęcia, bo nie wiem, kiedy takie decyzje są podejmowane, chociaż nie ukrywam, że sprawiłoby mi to radość. I wiem, że dużo pracy trzeba włożyć, dużo zainwestować w siebie, aby przyniosło to pożądany efekt na takim konkursie. Dlatego życzę Marcelinie, Rozalce i Justynie powodzenia! I trzymam za nie kciuki!

Finał konkursu Miss Polonia 2012 odbędzie się 1 grudnia. Wówczas Anna Krupa przekaże swój tytuł następczyni. I co dalej? Jakie ma plany? Czy są inne, niż przed konkursem Miss Polonia? Jak będzie wyglądało jej dalsze życie?

Ja się cieszę, że kolejna ładna dziewczyna w Polsce (pamiętajmy zresztą, że brzydkich kobiet nie ma), zostanie utytułowana. A moje życie wyglądać będzie tak, jak ja sama sobie je namaluję. Jestem chłonna wiedzy i nowych doświadczeń, dlatego myślę, że konkursy Miss staną się dla mnie za jakiś czas jedynie miłym wspomnieniem, a nie sposobem na życie.

Jednak uważam, że warto brać udział w konkursie Miss Polonia. Można rozwinąć skrzydła, nabrać pewności siebie, wiele się nauczyć, m. in. radzić sobie ze stresem i wystąpieniami publicznymi, spojrzeć na świat inaczej i dołożyć do swego bagażu kolejne nowe doświadczenie w życiu.

Wciąż jest jeszcze szansa na wzięcie udziału w tegorocznym finale Miss Polonia, dzięki udziałowi w plebiscycie Miss Party. Na chętne dziewczyny czekają też organizatorzy regionalni w kolejnych edycjach. A zatem zapraszamy wszystkie piękne, zachęcone przykładem Anny dziewczyny, na start! 🙂

Wywiad z K. Wojciechowską

Karina Wojciechowska – Miss Polonia ’91, reprezentowała Polskę na konkursie Miss World ’91

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w sierpniu 2012 r.

KARINA WOJCIECHOWSKA – Miss Polonia ’91, Miss Planet ’92, autorka książki „Niebo usłane grzechami”. Poproszona o przedstawienie się czytelnikom mówi, że w swoim życiu odegrała wiele ról. Była zbuntowaną młodą dziewczyną słuchającą heavy metalu, Miss Polonią, modelką, konferansjerką, aktorką, młodą matką, samotną kobietą, szczęśliwą żoną, rozwódką, prężną businesswoman, kurą domową, bezrobotną… Tych ról było jeszcze wiele. A dzisiaj jest managerem pięknego SPA o nazwie skySPAce w Hotelu Andels w Łodzi, z którego rozpościera się widok, jakby naprawdę była to podniebna przestrzeń. Mieszka na wsi z dwójką dzieci, ma dwa psy i dwa konie, zaczyna drugi rozdział swojego życia. Czuje się doceniana, spełniona i szczęśliwa. „Musiałam wiele przejść, aby dzisiaj czuć to, co czuję i być tym, kim jestem. Niczego nie żałuję, ale czasami żal mi tej Kariny z pierwszego rozdziału, nie miała łatwo… Bardzo trudno jest mówić o sobie. Chyba łatwiej napisać książkę.”

Więc napisała… Wydanie książki „Niebo usłane grzechami”, jej autorstwa, stało się pretekstem do naszej rozmowy… 🙂

Witaj Karino! Cieszę się bardzo, że spotykamy się z tak radosnego powodu! Wydanie książki, to duży sukces i z całym Globmiss gratulujemy Ci go. Ale powiedz, jak w ogóle zrodził się pomysł na napisanie książki?

Moja książka, pomysł na nią, był we mnie zawsze. Zawsze miałam w głowie różne historie, ale myślałam, że podzielę się nimi dopiero z moimi wnukami. Bo być może one znajdą chwilę czasu na babcine dyrdymały. Siedząc w bujanym fotelu, w zimowe wieczory, będę opowiadać te prawdziwe i te zmyślone historie, takie, które bywają wesołe, smutne, upiększone, okrojone, a czasem nierealne, a jednak prawdziwe.

Aż w moim życiu stała się wielka pustka. Rozstałam się z mężem, tym samym zginęło moje marzenie o własnej szczęśliwej rodzinie, straciłam pracę, poważnie zachorowałam i nie miałam ochoty i powodu by żyć… Oczywiście tak tylko sobie marudziłam, bo żyć musiałam. Mam dzieci i to one były dla mnie motorem do działania. Bezskutecznie szukałam pracy i wtedy moje dwie przyjaciółki, powiedziały: „Ty przestań kombinować i wymyślać biznesy, ty pisz książki”. Wcześniej zapisywały wszystkie maile, jakie do nich wysyłałam, bo uwielbiały je czytać, wracać do nich jak do lektury… Pokazały mi je i przekonywały, że to jak piszę, może być moją przyszłością.

Posłuchałam ich i weszłam w świat, którego nie znałam, zatraciłam się w nim i zafascynowałam. Pisanie to coś pięknego. Jestem pewna, że jeżeli autor wkłada w tworzenie serce, uczucia, emocje, to czytelnik musi to czuć. Pisanie książki na pewien czas stało się moim światem, w którym zamykałam się z wielką przyjemnością. Czasami czułam, że z jakiegoś powodu nie mogę pisać, nie wiedziałam dlaczego, wtedy wracałam do świata realnego i uświadamiałam sobie, że nie mogę pisać, bo ręce mi się trzęsą, do oczu napłynęły łzy, przez które nic nie widzę, a serce wali tak mocno, że jak się nie uspokoję, to nie dokończę tej książki, bo dostanę zawału. I chyba właśnie dzięki takim uczuciom przelanym na kartki papieru, które okazały się doskonałym, cierpliwym słuchaczem, czytelnicy piszą do mnie, że czują mnie w tej książce każdym fragmentem kolejnej historii… Chyba właśnie o to mi chodziło. Chciałam pokazać, że Miss Polonia to nie woskowa piękność, ale człowiek z krwi i kości, nie bezmyślna lala nastawiona na przyjmowanie komplementów, ale zwykła kobieta, która ma normalne życie i problemy, a przez to, że dostała od losu urodę, może czasami bardziej skomplikowane i znacznie trudniejsze, niż przeciętna osoba.

Do kogo adresujesz swoją książkę? Kto w pierwszej kolejności powinien do niej sięgnąć?

Pisząc nie zastanawiałam się nad tym, do kogo ją adresuję. Ponieważ jest w niej historia bycia Miss Polonia, to wiedziałam, że zainteresuję nią osoby, które są z tym tematem związane. Myślę, że wszystkie młode dziewczyny, i te które mają jakieś plany co do konkursów piękności, i te które nigdy nie wezmą w nich udziału, przeczytają tę książkę z przyjemnością i zaciekawieniem. Kobiety dojrzałe „odnajdą w niej chwilę zapomnienia”, „rozbawi je do rozpuku, ale i zasmuci do łez” (to słowa czytelników). Jestem pewna, że zastanowią się nad tym, że nie tylko ich życie bywa trudne, ale osób, które postrzegane są jako szczęściarze, bywa jeszcze trudniejsze. Mężczyźni, którzy sięgnęli po tę książkę, piszą: „nie wiedziałem, nie miałem pojęcia, że kobiety tak mogą, mają takie życie i mają tyle siły”. Tak, chciałam pokazać, że nie tylko idealne ciało, młodość, radość mogą być piękne, że to, co jest często skrywane, bo wstyd, bo nie wypada, bo nie można być słabym, te wszystkie niedostatki też w kobiecie mogą być piękne. Myślę, że nie ma grupy, do której adresowałabym tę książkę. Jest dla każdego, niezależnie od płci, od sposobu życia…To taka historyjka z bohaterką, której oddałam swoje przygody i swoje emocje, która jednak nie jest mną. Ja jestem jeszcze bardziej zakręcona i mam jeszcze więcej przygód, ale w to nikt by nie uwierzył…

Wiem, że jest wiele osób z literackim talentem, które marzą o publikacji własnej książki, ale nie mają tyle odwagi co Ty, by podjąć to wyzwanie. Albo nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Jakich rad mogłabyś im udzielić? Od czego powinny zacząć, gdzie się zwrócić z gotowym materiałem? Jak to wyglądało w Twoim przypadku?

Droga do wydania książki nie jest łatwa, ale mimo to jestem pewna, że warto pisać i zachęcam do tego bardzo mocno. Jeżeli ktoś czuje, że chce, że ma coś do powiedzenia, to nie powinien zwlekać. Powinno się zbierać notatki, zapisywać myśli, wspomnienia, pomysły, wszystko, co kiedyś może posłużyć nam do napisania książki. Trzeba być konsekwentnym i umieć odizolować się od otaczającego świata na czas pisania. Niektórzy pisarze wyjeżdżają na odludzia, aby móc tworzyć swoje powieści. Ja potrafiłam stworzyć swoją własną bezludną wyspę pozostając w domu, ale najlepiej pisało mi się nocą, kiedy nic nie odrywało mnie od moich myśli i od świata, w który wchodziłam głęboko.

Następny etap to rozsyłanie swojej książki do różnych wydawnictw i niepewność ciągnąca się miesiącami. Czy to jest dobre, czy to miało sens, a może źle piszę i mnie wyśmieją, a może to głupie, że zabrałam się za pisanie, może powinnam w tym czasie szukać roboty, a nie marnować czas? Przychodzą odmowy, ale bez recenzji i bez wyjaśnień. To nie jest miłe i powoduje, że traci się wiarę. Ale miałam szczęście i spotkałam pisarkę, która powiedziała mi: „Wydaj e-booka. Ja teraz wydaję książki papierowe, ale też tak zaczynałam. Wydawcy przeglądają e-booki i szukają talentów i ciekawych książek.” Posłuchałam i mam nadzieję, że to jest dopiero początek. A kiedy wzięłam do ręki pierwszy egzemplarz swojej książki, wiedziałam, że było warto. Tego uczucia nic nie zastąpi.”

Spełniłaś zatem swoje marzenie. Kiedy przystępowałaś do pisania, miałaś zapewne jakąś wizję, wyobrażenie o tym, jak chciałabyś, żeby Twoja książka wyglądała. Na ile efekt końcowy Twojej pracy, który trafił do dystrybucji, odbiega od tych Twoich pierwotnych wyobrażeń? Czy jesteś zadowolona, czy raczej krytycznie nastawiona? Czy teraz myślisz sobie: „Kurcze, mogłam tyle rzeczy napisać inaczej?”

Ta sama znajoma pisarka, o której wcześniej wspomniałam, powiedziała mi: „Pamiętaj, z niczego się nie tłumacz. Napisałaś i już tego nie cofniesz, niczego nie żałuj.” No i właśnie tak robię. Niczego bym nie zmieniła, nawet nigdy tak nie pomyślałam, zrobiłam wszystko, co mogłam, najlepiej jak mogłam.

Od początku miałam ogólny zarys mojej książki, wizję, ale za każdym razem kiedy siadałam do pisania, zmieniałam koncepcję i tworzyłam ją na żywo. Trzymałam się planu, który wcześniej stworzyłam, ale muszę przyznać, że niektóre historie zaskoczyły mnie samą. One były we mnie, w mojej głowie, ale dopiero kiedy przelałam je na papier i kiedy je „zobaczyłam” uświadomiłam sobie, co tak naprawdę w sobie noszę. Pewnych rzeczy się nie spodziewałam, nie wiedziałam, że będę mogła o nich tak powiedzieć, tak je wykreować, czy tak je wymyślić. Naprawdę czasami zaskakiwałam samą siebie. Fajnie jest odkryć swoje nowe możliwości. Jestem pewna, że każda sztuka właśnie tak działa. Malowanie, rzeźbienie, jakiekolwiek tworzenie, rozbudza umysł w trakcie powstawania dzieła. Polecam, polecam, polecam…

Niestety nie wydałam książki w wydawnictwie o jakim marzyłam, ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Wierzę w to, że moja książka znajdzie się na dobrych półkach. Tymczasem smutno mi, że nie stać mnie było na profesjonalną korektę tekstu. Gdybym wiedziała, że dostanę zaledwie taką, to skupiłabym się bardziej na pisaniu bez błędów, jednak treść była w trakcie tworzenia dla mnie podstawą. A dodatkowo naczytałam się o tym, że książka przechodzi minimum trzy korekty i odpuściłam sobie ten temat, tymczasem moja tylu korekt nie przeszła. Marzę o lepszej jakości wydruku i oczywiście o najlepszych księgarniach. Niebywale cieszą mnie opinie czytelników i recenzje innych wydawców. Dowiedziałam się na przykład, że jestem dojrzała literacko, co zaskoczyło mnie niezmiernie, bo to, że jestem dojrzała jako człowiek, to wiem już od dawna, ale jako literat, to dla mnie nowość.

Wiemy już, jak Ty sama odbierasz swoją książkę. A jak Twoja powieść została odebrana przez czytelników? Czy pojawiły się jakieś komentarze, sugestie? Czy spotkałaś się z jakąś krytyką i jaki masz do niej stosunek?

Bywają negatywne opinie na temat mojej książki. Na przykład, że jest zbyt ostra, albo niepotrzebnie wulgarna, że opowiadam o sprawach, o których się nie mówi. A ja właśnie tak chciałam o tym powiedzieć. A literatura ma prawo, tak jak każda inna sztuka, do wyrażania się w sposób, w jaki tylko autor sobie wymyśli. Zaś krytyka ma prawo być nieprzyjemna i ostra. Miło mi jednak, że nikt nie ocenia negatywnie samego mojego sposobu pisania, w tej kwestii spotykam się z bardzo pochlebnymi opiniami. To motywuje do kolejnej książki. Tematyki jeszcze nie wybrałam, ale już zapisuję złote myśli, szczególnie lubię te, które przychodzą nocą.

Opowiedz teraz o promocji swojej książki. Co do tej pory już się wydarzyło w tym temacie, a co jeszcze planujesz?

Pierwszą promocję mam już za sobą. Odbyła się ona w trakcie Festiwalu „Łódź Miastem Kobiet” podczas Wieczoru Miłośników Książki i było to dla mnie bardzo ważne wydarzenie. Nie był to tradycyjny wieczór autorski, ale raczej swego rodzaju przedstawienie. Goście na widowni, a ja na scenie. Prezentacja, moja historia, pytania, odpowiedzi, refleksje, żarty i nawet ku memu zdziwieniu wniesiono koronę i dokonano koronacji. Było jeszcze kilka elementów zaskoczenia, przy których uroniłam łzę. Goście bawili się dobrze, a dopisali szczególnie, bo przyszli Ci, których widziałam 21 lat temu, kiedy wygrałam wybory Miss i Ci, którzy poznali mnie zaledwie wczoraj, jak również Ci, którzy po prostu chcieli przeczytać taką książkę. Były osoby w wieku i 12, i 90 lat. Nawet nie oczekiwałam tak dużego zainteresowania. Było mi bardzo milo, a zarazem czułam ogromną tremę. Występowałam na scenie i przed kamerami setki razy i nie mam już problemów ze strachem, a tutaj świadomość, że Ci wszyscy ludzie przyszli tylko dla mnie spowodowała, że drżały mi łydki i broda skakała. Chciałam dla nich być najlepsza, doskonała… Czy mi się udało? Myślę, że było fajnie. Wszyscy składali mi ciepłe gratulacje i byli bardzo serdeczni.

Planuję następne spotkania autorskie, planuję też następną książkę. To prawda, że życie pisze scenariusze, a my możemy je tylko przelać na papier. Dodatkowo odkryłam w sobie fantazję i choć wszyscy zastanawiają się, co w tej książce jest prawdą, a co fikcją, bo podobno trudno uwierzyć, czytając tę powieść, że nigdy nie byłam w więzieniu, to akurat ta historia jest całkowicie zmyślona, a powstała po to, aby zebrać w całość inne, czasami prawdziwe. Nie powiem procentowo, ile w mojej książce prawdy, a ile fantazji. Niech to zostanie moją słodką tajemnicą. Mogę jedynie śmiało odesłać do lektury osoby zainteresowane tym rozdziałem mojego życia, który jest związany z konkursem Miss i moją motywacją do wzięcia w nim udziału. W tym przypadku uczucia bohaterki to moje uczucia, jej losy, to moje losy…

No właśnie. Życie niemal każdej Miss Polonia samo w sobie spokojnie mogłoby posłużyć jako scenariusz niejednego filmu, albo stanowić kanwę niejednej powieści…

Plusów życia w koronie jest dużo. Gdybym nie wystartowała w konkursie Miss Polonia, dzisiaj może mieszkałabym nadal w moim małym rodzinnym mieście i nigdy nawet nie marzyła o zobaczeniu Tajlandii, Malezji, Afryki, Ameryki, Madagaskaru i innych magicznych miejsc. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę latać własnym samolotem, czy helikopterem na spotkania z gwiazdami, czy obiad z prezydentem. A ja takie przeżycia i mnóstwo innych, fantastycznych, prawie nierealnych, mam za sobą. Dzisiaj nikomu niczego nie zazdroszczę.

Jednak minusy też istnieją. Samotność wśród ludzi, którzy nie są prawdziwymi przyjaciółmi. Są obok tylko po to, by coś zyskać. Często nie baczą na uczucia młodej dziewczyny, tylko traktują ją jak przedmiot, który ma zaprezentować produkt, uśmiechnąć się tam, gdzie potrzeba, a przez to załatwić to, czy tamto. Przedmiotowe traktowanie jest wkomponowane w bycie Miss, a ja jestem przekonana, ze można zupełnie inaczej, ale to rola organizatorów. Mam nadzieję, że to wszystko, co spotykało mnie, zmieniło się, chociażby w mentalności dzisiejszych Miss Polonia. Mnie powiedziano, że przez rok nie decyduję o sobie i moja wola jest nieistotna. I choć tak nie powinno być, nie protestowałam. Ja sobie z tym poradziłam, bo generalnie radzę sobie ze wszystkim, ale znam takie dziewczyny, które nie zniosły tego obciążenia. ”Miss to też człowiek” i to właśnie chciałam pokazać w swojej książce.

Czyli gdyby Twoja Córka wahała się, czy wystartować w konkursie Miss Polonia, czy też nie, odradzałabyś jej to, czy wprost przeciwnie?

Konkurs Miss Polonia to olbrzymie doświadczenie, przyśpieszona szkoła życia. Jeżeli moja córka podjęłaby decyzję, by wziąć w nim udział, na pewno miałaby we mnie olbrzymie wsparcie. Jednak wolałabym, aby tą szkołę życia przeszła zdecydowanie wolniej, naturalniej i spokojniej. Jest ładną, młodą dziewczyną i czasami rozmawiamy o jej ewentualnym starcie w wyborach Miss, ale ona nie może wyobrazić sobie, co czuje dziewczyna, która musi zejść ze sceny jako przegrana i to bardzo ją hamuje przed udziałem w konkursie. Martyna gra w golfa i w tym sporcie wynik, jaki osiągnie, zależy od niej, jest w jej rękach, a w konkursach piękności wszystko zależy od jurorów i szczęścia. Gusta bywają bardzo odmienne. Dla mnie moja córka jest najpiękniejsza na świecie, a dla innych…? Nigdy ocena nie jest do końca obiektywna, składa się na nią wiele czynników. Ja miałam dobry dzień, szczęście i radość, wcale nie byłam najpiękniejsza…

Wspomniałaś, że jednym z największych plusów udziału w wyborach Miss, jest możliwość podróżowania. Odmienne kultury i kraje poznaje się m. in. przy okazji reprezentowania Polski na międzynarodowej arenie. Ty wzięłaś udział w dwóch międzynarodowych konkursach piękności. Pierwszym z nich był Miss World. Ta edycja, w której Ty brałaś udział, była dość wyjątkowa, można powiedzieć pechowa. Organizatorzy mieli wówczas problemy finansowe i słyszałam nawet, że finałowa gala odbyła się „w baraku”. Jak to wyglądało z Twojej perspektywy, jako uczestniczki? Czy zgrupowanie w Londynie, czy też w USA spełniło Twoje oczekiwania?

Nie miałyśmy pojęcia, że konkurs przeżywa jakikolwiek kryzys. Kilka dni zgrupowania w Londynie, następnie podróż do RPA – Johannesburg, Pretoria, Kapsztad, najlepsze hotele, wspaniałe przyjęcia, zawsze ochrona i eskorta policji, pokazy mody, programy telewizyjne, nagrywanie teledysków, szalone wycieczki, przepiękne jachty, wszystko tylko dla nas. Oczywiście zawsze towarzyszą takim imprezom działania charytatywne i my też prowadziłyśmy akcję „Operacja głód”, na rzecz głodujących dzieci w Afryce. Później wyjazd do Nowego Jorku, który w tym czasie był bajkowo piękny, bo właśnie zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Nigdy później nie widziałam równie cudnych choinek sięgających nieba i śnieżynek jak z bajek oglądanych w dzieciństwie. Kolejny etap naszej podróży to Atlanta, gdzie w luksusowym hotelu Nikko poświęciłyśmy się próbom do gali finałowej. Gala ta nie odbyła się w baraku, ale w hali widowiskowej. Nie była to Sala Kongresowa, do której przywykłam, ale nie miałam złych odczuć, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że głównie chodzi tu o produkcję telewizyjną. Dodatkowo słyszałam od znajomych, że w Ameryce nawet marmury są sztuczne, a w telewizji zwykłe szkło amerykańskie wygląda jak diamenty. I tak właśnie wyglądała moja przygoda. O problemach Morleyów w owym czasie dowiedziałam się dopiero po latach.

Drugim konkursem, w którym wzięłaś udział, był konkurs Miss Planet zorganizowany w Bułgarii. Pojechałaś tam i…wygrałaś go. Jest on w Polsce bardzo mało znany i do dziś mało kto wie o Twoim sukcesie. Powiedz zatem, czym był dla Ciebie tytuł Miss Planet, czy zmienił coś w Twoim życiu? Jakie wiązały się z nim obowiązki i jakie nagrody otrzymałaś?

Otrzymałam nagrodę pieniężną – 1000 $. To niby nie dużo, ale na tamte czasy i nie mało. Odbyły się zaledwie dwie edycje tej imprezy. Niestety bułgarskich organizatorów spotkał olbrzymi kryzys w ich kraju i nie udało im się przetrwać. Szkoda, bo pomysł był ciekawy i przyszłościowy. Pieniądze uzyskane z tego konkursu zasilały cel ekologiczny i taki był zamysł tego działania. Dzięki niemu ludzie mogli dowiedzieć się o problemach ekologicznych w krajach, z których przybyły dziewczyny. Ja opowiadałam o zanieczyszczeniu Śląska. I naprawdę miałam o czym mówić.

Ten konkurs przedłużył moje panowanie jako Miss. Kiedy już oddałam koronę Miss Polonia, nadal miałam tytuł Miss Planet. Tak więc sumując moje panowanie, koronę Miss nosiłam ponad dwa lata. Jako Miss Planet odbyłam dużo podróży i miałam nawet własny samolot. Bywałam w Cannes i brałam udział w wytwornych przyjęciach. Naprawdę było miło. Koronę oddałam niechętnie Miss Rumunii.

O kulisach tego konkursu również piszę w swojej książce, może już nie tak dokładnie, jak o Miss World, ale wspominam o nim również.

I tym sposobem wracamy do punktu wyjścia naszej rozmowy, czyli do Twojej książki. Jest ona, podobnie jak Twoje życie, nierozerwalnie związana z wyborami Miss.

Historia mojego udziału w wyborach Miss jest tam jak najbardziej prawdziwa. Uważam, że każda z dziewczyn, która była na konkursie międzynarodowym ma olbrzymie doświadczenie. Powinna przekazać je kolejnej Polce, która ma reprezentować nasz kraj. Nie rozumiem, dlaczego się z tego nie korzysta. Może nie każda z nas potrafi być nauczycielem, czy opiekunem, ale ja i na pewno jeszcze kilka innych weteranek mogłybyśmy opowiedzieć: co robić, jak się zachowywać, na co zwracać uwagę, co jest ważne, co mówić i jak mówić… Te niby szczegóły są niezmiernie istotne, a wiedzą o nich tylko osoby, które to przeżyły. Dodatkowo przygotowanie pod względem autoprezentacji, poruszania się, ubioru, np. Miss Wenezueli pracuje nad tym latami, ja nie pracowałam nawet minuty. Dla mnie nie ma dyskusji na temat tego, dlaczego nie mamy sukcesów na konkursach międzynarodowych, lub mamy nie do końca takie, o jakich marzymy. Polki są piękne, a Wenezuelki są piękne i perfekcyjnie przygotowane.

Konkurs tej rangi, co Miss World to fantastyczna przygoda, pod warunkiem, że jest się do niej przygotowanym. Przerażona dziewczyna z Polski niewiele może osiągnąć. I tutaj również odsyłam do mojej książki.

Z całą pewnością po przeczytaniu tego wywiadu, sięgnie po nią jeszcze więcej czytelników. W imieniu swoim i naszych odbiorców dziękuję Ci za rozmowę i życzę, byś jako pisarka osiągnęła co najmniej tak wiele, co jako Miss. Mam też nadzieję, że zgodzisz się udzielić mi wywiadu przy okazji ukazania się Twojej kolejnej książki. 🙂

Ja też mam taką nadzieję. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników mojej książki i Globmiss.

Wywiad z A. Myko

Agnieszka Myko – finalistka Miss Polonia 1996; Top 15 na konkursie Miss International 1997

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony Miss Polonia w lipcu 2012 r.

Media od zawsze doszukiwały się sensacyjek i skandali przy organizacji konkursów piękności. Pisano o niesprawiedliwych, „ustawianych” werdyktach,  zawiści między konkurentkami itp.  Czy było w tym choć ziarenko prawdy? Jak to wygląda z perspektywy samych uczestniczek wyborów Miss?

Agnieszka Myko wystartowała w konkursie Miss Polonia w 1996 roku. Był to początek nowego etapu w moim życiu, pewnej przygody, która wtedy się rozpoczęła…. mówi dziś. Miałam 20 lat, mieszkałam w Gdyni i byłam studentką I roku PG na wydziale chemii. Jak każda młoda osoba spędzałam sporo czasu z rówieśnikami, wychodząc na imprezy, do kina, itd. Jednocześnie starałam się skupić swoją uwagę na nauce. Kiedy rozpoczęła się moja przygoda z konkursem, byłam przed letnią sesją egzaminacyjną i bardzo mi zależało, aby ją pomyślnie zaliczyć. Postanowiłam podejść do egzaminów w terminie zerowym, dzięki czemu mogłam spokojnie wyjechać na zgrupowanie półfinałowe do Bielsko-Białej.

Ale zanim rozpoczęło się zgrupowanie półfinałowe, najpierw Agnieszka musiała przebrnąć przez wstępne etapy konkursu. A dlaczego w ogóle zdecydowała się na start w tej imprezie? Czy było to jej marzenie?

O czym marzyła 20-letnia dziewczyna taka jak ja?? Na pewno nie o wielkiej karierze, moim celem było uzyskanie tytułu magistra-inżyniera, znalezienie ciekawej pracy oraz możliwość zwiedzenia świata.

Mój start w konkursie Miss Polonia nazwałabym czystym przypadkiem, a droga do finału była dość długa. Chłopak, z którym wtedy byłam związana, znalazł ogłoszenie w lokalnej gazecie o eliminacjach do wyborów Miss Ziemi Kaszubskiej i zgłosił moją kandydaturę bez wcześniejszych konsultacji ze mną. Na początku byłam lekko przerażona, ale po chwili podjęłam decyzję, że może warto spróbować. Kiedy przystępowałam do pierwszych eliminacji na Miss Ziemi Kaszubskiej w lutym 1996 r., przez myśl mi nie przeszło, że będzie to pierwszy krok do finału najbardziej prestiżowego konkursu piękności w Polsce. Bardzo się denerwowałam, czułam się jak przed ważnym egzaminem. Nie myślałam o korzyściach, jakie mógłby mi przynieść sukces w wyborach. Stres był silniejszy, ale się udało. Potem był finał regionalny, podczas którego przyznano mi tytuł I V-ce Miss Ziemi Kaszubskiej. Następnie zaproszono mnie na eliminacje do Miss Ziemi Gdańskiej. W finale tego konkursu otrzymałam również tytuł I V-ce Miss. Dopiero te kolejno zdobywane tytuły, a także  coraz bardziej realna możliwość zdobycia cennych nagród, popularności, odbycia zagranicznych podróży, dały mi większą motywację do działania. Uwierzyłam we własne siły, że warto wykorzystać swoje 5 minut. Pomyślałam, że skoro ludzie zauważyli moją urodę, to czas najwyższy, abym sama w siebie uwierzyła.

Wielkie emocje i stres to nieodłączne elementy każdych wyborów. Podobnie było ze mną. Z czasem, kiedy pokonywałam kolejne etapy konkursu, nabierałam większego doświadczenia, które przydało się w najbardziej stresujących momentach.  Moim wsparciem była mama, bez której nie wyobrażam sobie tych wszystkich sukcesów. To ona uczestniczyła w moich przygotowaniach, pomagała mi w doborze strojów, a przede wszystkim wspierała mnie psychicznie. Młode dziewczyny, które startują w wyborach Miss, nie są zazwyczaj przygotowane do udziału w takim konkursie. Dlatego tak bardzo jest ważne, aby mieć przy sobie takiego mentora, którego obecność pozwala nam poczuć się pewniej, itd. Zgrupowania, zajęcia z choreografii, czy udzielane wywiady uczą wielu nowych, ciekawych rzeczy, a jednocześnie pozwalają sprawdzić własną psychikę i osobowość. To bardzo cenna lekcja w życiu każdej z nas. Ja myślę, że dobrze ją wykorzystałam.

Następne szczeble to już etapy ogólnopolskie. Zaczyna się robić coraz poważniej, stawka jest coraz większa…

W czerwcu pojechałam na eliminacje do półfinału Miss Polonia. Pamiętam swoją podróż nocnym pociągiem do Warszawy, by wcześnie rano dotrzeć na miejsce eliminacji. Kiedy zobaczyłam tłumy dziewcząt zmierzających do tego samego budynku co ja, byłam przerażona. Pomyślałam, że przy tak ogromnej konkurencji moje szanse na zakwalifikowanie się do kolejnego etapu są znikome. Miałam do pokonania kilka tysięcy dziewczyn, żeby awansować do półfinału. Kiedy wyczytano moje nazwisko na liście półfinalistek, nie mogłam w to uwierzyć. Radość była ogromna.

Kilka tygodni później wyjechałam na zgrupowanie do Bielsko-Białej, gdzie spośród 40 dziewczyn wybrano 18 do ścisłego finału. Finalistek miało być 20, ale dwa wolne miejsca zostały dla Miss Polonia z Ameryki i Australii. A potem był już tylko finał-uroczysta gala w Sali Kongresowej w Warszawie. Do wszystkich etapów starałam się jak najlepiej przygotować i myślę, że to zaprocentowało podczas finałowego koncertu.

Ostatnim etapem przygotowań jest zawsze tradycyjne zgrupowanie.

Zgrupowanie przed finałem mojego rocznika odbyło się w Miętnych koło Garwolina. Każdy dzień był skrupulatnie zaplanowany. Zaczynałyśmy go śniadaniem, następnie trening, wyjazd w plener na wszelkiego rodzaju przymiarki, sesje, potem lunch i najbardziej pracowita część dnia-zajęcia z choreografii. Bywało często tak, że wracałam do pokoju przed 24-tą, a następnego dnia musiałam wstać bardzo wcześnie. Takie zgrupowanie na pewno uczy zdyscyplinowania, współpracy i przebywania w grupie. Atmosfera była całkiem przyjazna, czasami dało się odczuć niewielkie współzawodnictwo między kandydatkami. Natomiast muszę przyznać, że nie do końca wierzę w możliwość zawiązania się przyjaźni pomiędzy uczestniczkami takich imprez. Każda z nas przyjechała po to, aby wygrać i być najlepszą, więc ciężko tu mówić o prawdziwej przyjaźni, skoro byłyśmy dla siebie konkurentkami. Mój kontakt z pozostałą 19-tką finalistek został urwany krótko po wyborach. Każda z nas pochodziła z innej części Polski, co również wpłynęło na brak utrzymania kontaktów.

Niemal rokrocznie wyborom Miss Polonia towarzyszą plotki, sensacyjki. Przystępując do konkursu sama byłam ciekawa, na ile się one sprawdzą. Próbowałam się przyjrzeć z bliska kuluarom tego wydarzenia, ale szczerze przyznam, że nie było żadnych sensacji, o których mogłyby rozpisywać się tabloidy. Niektóre dziewczyny były bardziej faworyzowane, ale na tym się skończyło.

A to ciekawe – organizatorzy takich imprez zawsze zarzekają się, że werdykty są do końca niewiadomą, że ich samych zaskakują, a tymczasem, jak widać, uczestniczki odbierają to nieco inaczej.

Werdyktem jury, Miss Polonia 1996 została Agnieszka Zielińska. Uważam, że zasłużyła na ten tytuł, chociaż moją faworytką była Iwona Styczeń z Busko-Zdrój. Według mnie poziom konkursu w 1996 roku był bardzo wysoki, co z pewnością nie ułatwiło pracy jurorom. Większość kandydatek wyróżniała się nietuzinkową urodą i inteligencją. Jednak już od półfinału wyczuwałam, że to właśnie Agnieszce przypadnie tytuł „królowej”. Kiedy wybrano szczęśliwą 20 finalistek, w Kioskach Ruchu zaczęła ukazywać się seria z krzyżówkami. Przed samym finałem konkursu (wrzesień 1996) przypadkowo natrafiłam na jedno z wydań tejże krzyżówki. Na jej okładce znajdowało się duże zdjęcie Agnieszki, podczas gdy fotografie pozostałych kandydatek umieszczono na odwrocie. Wtedy byłam już pewna, kto wygra te wybory. Nawet zrobiłam zakład ze znajomymi. I wcale się nie pomyliłam. Było jeszcze kilka drobnych elementów, które tylko potwierdziły moje przewidywania (jak dobór fryzury pod koronę przed samą galą). Mimo tych sytuacji wciąż uważam, że Agnieszka Zielińska była jedną z tych dziewczyn, które zasłużyły na tytuł najpiękniejszej. Przed ostatecznym werdyktem publiczność wykrzykiwała na zmianę numer 8 i 14 (mój numer). Niestety wygrać mogła tylko jedna z nas.

Czy mimo, że to nie ona założyła koronę, Agnieszce udało się zachować dobre wspomnienia z finałowego koncertu i pozytywnie ocenia swój występ na nim?

Do samej gali konkursu zawsze powracam z wielkim sentymentem. To chwile, które na zawsze zapisały się w mojej pamięci. Występ w Sali Kongresowej przed tak dużą publicznością i jury to nie lada stres. Podczas gali prowadzący Krzysztof Ibisz zadawał po jednym pytaniu 10 finalistkom. Poszło mi całkiem nieźle. Niestety późniejsza zwyciężczyni Agnieszka Zielińska nie odpowiedziała na swoje pytanie, w związku z tym ta część konkursu nie została pokazana w TV. Zależało mi, aby jak najlepiej wypaść przed publicznością i moją rodziną, która podtrzymywała mnie na duchu. Uważam, że przygotowania do finału zakończyły się sukcesem, naprawdę ciężko pracowałyśmy na końcowy występ. Każda z nas spędziła wiele godzin, aby zaprezentować się jak najlepiej. I to się udało.

Swój występ podczas finałowej gali również traktuję jako wielki sukces. Otrzymałam 2 tytuły: Miss Elegancji i Miss Telewidzów. Ten drugi był dla mnie szczególnie ważny, bo chyba najbardziej obiektywny i nadany przez dziesiątki tysięcy widzów, którzy na mnie głosowali i których zdaniem to ja powinnam zdobyć koronę najpiękniejszej.  Myślę, że nie zmieniłabym zbyt wielu rzeczy podczas całej przygody związanej z Miss Polonia. Jedynie życzyłabym sobie większego grona znajomych na widowni tak, jak było w przypadku Agnieszki Zielińskiej, do której przyjechał cały autokar i mały pupil. A poza tym mam ogromną satysfakcję, że zaczynając od lokalnych wyborów w Wejherowie doszłam tak wysoko. Ciężka praca, a jednocześnie moja uroda zostały docenione. Z tego naprawdę jestem dumna. 

Okazało się jednak, że to nie koniec powodów do dumy dla Agnieszki. Biuro Miss Polonia zadecydowało, że to właśnie ona zostanie reprezentantką Polski na konkursie Miss International ’97 w dalekiej i egzotycznej Japonii.

Wyjazd do Japonii na Miss International był dla mnie zaszczytem. Czułam się wyróżniona, otrzymując propozycję od biura Miss Polonia reprezentowania Polski na międzynarodowej arenie.

Przez cały czas zgrupowania nasz czas był intensywnie wypełniony. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Atmosfera była przyjemna. Pokój w hotelu dzieliłam z Miss Francji Marie Borg, bardzo sympatyczną dziewczyną. Z początku wydawało mi się, że na tak prestiżowym konkursie nie może zabraknąć rywalizacji między dziewczętami. Jednak było inaczej. Reprezentantki wszystkich krajów pomagały sobie, wspólnie spędzały czas na zakupach, itd.

Japonia to wspaniały kraj, w którym żyją przesympatyczni ludzie. W trakcie gali finałowej jednocześnie odbywał się Finał Miss Japan ’97. Podczas tej uroczystości poznałam bardzo sympatyczną Japonkę o imieniu Chika. Przez wiele lat utrzymywałyśmy kontakt listowny. Byłam nawet zaproszona do jej rodzinnego miasta, ale niestety już się nie spotkałyśmy. Miałam okazję jeszcze raz odwiedzić ten egzotyczny kraj, tym razem służbowo.

Tytuł Miss International ’97 przypadł w udziale Miss Wenezueli Consuelo Adler Hernández. Agnieszka również odniosła ogromny sukces, awansując do ścisłej finałowej Top 15.

Zanim wyczytano zwyciężczynię, wszystkie trzymałyśmy się za ręce. To już chyba tradycja na tego typu konkursach. Ale wygrać mogła tylko jedna i była nią Wenezuelka. Uważam, że była jedną z faworytek. Zresztą to właśnie kobiety z tej części świata dominują na międzynarodowych konkursach piękności. Pomimo jej nietuzinkowej urody, od początku stawiałam na Miss Filipin.

Wejście do Top 15 uważam za sukces. Chwilę, w której wyczytano moje nazwisko na scenie zapamiętam na zawsze. To były prawdziwe emocje.

Czy coś bym zmieniła dostając drugą szansę wyjazdu?? Na pewno brakowało mi kogoś bliskiego z Polski, kto byłby moim wsparciem, umiał doradzić, porozmawiać w ojczystym języku. Drugą rzeczą była moja suknia wieczorowa przygotowana, a właściwie wypożyczona od jednej z projektantek sukni ślubnych z Bielsko-Białej.  Suknia była piękna, ale nie na tego typu event. Przede wszystkim ważyła zbyt dużo, co sprawiało wiele trudności, kiedy musiałam zapakować ją do bagażu czy przewieźć w autokarze na galę. Nigdy nie zapomnę trudności z nią związanych. Ale mimo wszystko jakoś sobie poradziłam i wróciłam do kraju bogatsza o nowe doświadczenie, pełna nowych wrażeń i wspomnień.

Wyjazd na Miss International był dla mnie czymś wyjątkowym, niezapomnianym. Chwile spędzone w gronie najpiękniejszych kobiet świata zapisały się na zawsze w moim sercu i pamięci.

Konkurs Miss International był ostatnim, w którym Agnieszka miała przyjemność uczestniczyć. Jej przygoda z wyborami Miss dobiegła końca. Jak ułożyło się jej dalsze życie?

Wspomniałam wcześniej, że moim celem było uzyskanie tytułu magistra-inżyniera, znalezienie ciekawej pracy oraz możliwość zwiedzenia świata. Te wszystkie trzy rzeczy udało mi się zrealizować.

Obecnie mieszkam w Gdyni. Ostatnie 6 lat spędziłam w Irlandii, gdzie ukończyłam kurs języka angielskiego w Szkole Biznesowej oraz kurs farmaceutyczny. Byłam zatrudniona na stanowisku Managera w aptece. Bardzo lubiłam swoją pracę, ale mimo to postanowiłam wrócić do Polski. Obecnie zajmuję się organizacją imprez, obsługą konferencji dla jednej z sopockich firm eventowych. Praca, którą wykonuję, daje mi wiele satysfakcji, ponieważ branża ta jest mi bliska od zawsze. Wiem jak to jest pracować na wybiegu, czy jako hostessa wręczająca artystom statuetki i kwiaty na scenie. Teraz to ja wybieram dziewczyny do tego typu zadań. Mam okazję poznawania nowych ludzi, każdy projekt to nowe wyzwanie. To właśnie lubię. A w wolnym czasie (jeśli go mam), uwielbiam wyjść do teatru, pojechać na spacer brzegiem morza, pójść na obiad do dobrej restauracji. Ale przede wszystkim wyjechać na egzotyczne wakacje… Podczas swoich podróży odwiedziłam wiele ciekawych miejsc takich jak: Meksyk, Dominikanę, Kubę, Brazylię ze słynną plażą Copacabana i największym stadionem świata Maracana, całą Amerykę Północną, Hawaje ze słynną wyspą Maui, malutki Mauritius, Emiraty Arabskie, Chiny, Hong Kong, oczywiście dwukrotnie Japonię, a niedawno wróciłam z pięknej wyspy Bali. O Europie nie wspomnę, bo jest dla mnie jak drugi dom. Kolejnymi miejscami, które chciałabym odwiedzić jest wyspa Fidżi i Australia z Nową Zelandią.  Największy mój problem, to zbyt mało wolnego czasu. Mimo to uważam, że marzenia są po to, by je realizować – bo to one nadają sens naszemu życiu…

A konkurs Miss Polonia? Czy po tylu latach zajmuje jeszcze jakieś miejsce w sercu Agnieszki? Czy nadal interesuje się ona wyborami Miss Polonia, śledzi je ? Jaka jest jej ulubiona Miss Polonia i dlaczego? Jakie cechy powinna, jej zdaniem, posiadać idealna królowa piękności?

Jeśli tylko jestem w domu, zawsze staram się pamiętać o Wyborach Miss Polonia. Moim zdaniem prawdziwa Miss poza zewnętrznym pięknem, powinna być wrażliwa, inteligentna, pełna wdzięku i klasy. Podziwiając wszystkie utytułowane dziewczyny, nie jestem w stanie wskazać tej jedynej, ulubionej. Każda ma inną urodę, posiada inną osobowość. Każda z nich tworzy historię Miss Polonia.

Czy zdaniem Agnieszki Myko warto brać udział w konkursach piękności?

Konkurs piękności to marzenie prawie każdej dziewczyny, dlatego uważam, że jeśli dostajemy taką szansę od losu, należy ją wykorzystać. Ta chwila może odmienić nasze życie, spełnić niejedne marzenia oraz pozostawić wiele niezwykłych wspomnień, które są bogactwem tego, co konkurs Miss Polonia daje każdej młodej dziewczynie.

Mam nadzieję, że ja również jestem tego przykładem…… 

Wywiad z Weroniką Szmajdzińską

Weronika Szmajdzińska – reprezentantka Polski na konkursie Miss World 2012

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w lipcu 2012 roku

Weronika Szmajdzińska – Miss Polski Nastolatek 2011, 10 marca 2012 r. skończyła 18 lat. Uczęszcza do Prywatnego Liceum Ogólnokształcącego Leonarda Piwoniego w Szczecinie. Jej zainteresowania niczym nie różnią się od hobby innych dziewczyn w jej wieku. Śledzi trendy w modzie i nowinki technologiczne. Dużo czasu spędza ze znajomymi, swoje pasje kieruje również w kierunku plastycznym, w wolnej chwili często zdarza jej się rysować 🙂 Jej marzeniem oczywiście jest, by wszystkie jej plany i założenia się spełniły. Chce osiągnąć jak najwięcej i w przyszłości być z siebie dumną.

Witaj Weroniko! Rok szkolny się skończył, 1 lipca przekazałaś koronę Miss Polski Nastolatek Agnieszce Karasiewicz, pora na odpoczynek?

Ależ skąd! Większą część wakacji spędzę w Chinach, gdzie w sierpniu będę reprezentowała Polskę na wyborach Miss World 2012. Dlatego, na dzień dzisiejszy moje wakacyjne (i nie tylko) plany związane są głównie z modelingiem i konkursem Miss Świata właśnie. Przygotowaniom do tego wyjazdu poświęcam dużo czasu. Możliwość brania udziału w tak prestiżowej imprezie przerosła już moje największe oczekiwania i pozytywnie mnie zaskoczyła.

No właśnie, jesteś pierwszą Miss Polski Nastolatek, która będzie reprezentowała Polskę na konkursie Miss World. Z niecierpliwością czekamy na początek zgrupowania, ale zanim opowiesz nam o swoich przygotowaniach do tego konkursu, najpierw zdradź, skąd w ogóle pomysł na udział w wyborach Miss?

Od dziecka oglądałam z babcią wybory Miss Polski w telewizji, ale nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek znajdę się po tej drugiej stronie. Mój udział w konkursie Miss Polski Nastolatek był zupełnie przypadkowy. Podczas imprezy, na której jednorazowo pracowałam jako hostessa, zauważyła mnie Pani Elwira Żniniewicz z Agencji Prima Frons i zaprosiła mnie na casting do regionalnych wyborów Miss Nastolatek Pomorza Zachodniego. Szczerze, byłam do takich imprez nastawiona nieco sceptycznie, ale moja mama namówiła mnie, abym spróbowała. Zdecydowałam się, ponieważ chciałam przeżyć przygodę, coś nowego.

Regionalne wybory świetnie przygotowują do ogólnopolskiego konkursu. Oczywiście dużo zależy od organizatorów. W moim regionie – na Pomorzu Zachodnim, Pani Elwira zorganizowała przygotowania wszystkich uczestniczek finałowej gali (nauka chodzenia i zachowania na scenie). Wiele jej zawdzięczam, do tej pory zawsze mogę się do niej zwrócić o radę. Nauczyłam się przede wszystkim obycia ze sceną i później czułam się pewniej.

Tytuł Miss Nastolatek Pomorza Zachodniego był dla mnie szokiem, bo zupełnie nie byłam nastawiona na wygraną. Nie liczyłam na koronę, ale oczywiście nie chciałam też przegrać. Myślę, że jak każda uczestniczka, miałam po prostu tylko cichą nadzieję na zwycięstwo. Podeszłam do konkursu z zupełnym luzem i wydaje mi się, że to był klucz do sukcesu, bo na scenie naturalność jest najważniejsza. Cieszę się, że mnie się udało, dla mnie to wielki sukces.

Wygrana w Twoim regionie umożliwiła Ci udział w kolejnych szczeblach konkursu Miss Polski Nastolatek, dotarłaś aż do ogólnopolskiego finału. Czy na tym etapie wciąż byłaś taka spokojna, nie odczuwałaś żadnego stresu, rywalizacji, faworyzowania jednych kosztem innych?

Przed finałem Miss Polski Nastolatek jest organizowane tradycyjne zgrupowanie, które przygotowuje finalistki do gali. Uczyłyśmy się na nim choreografii, miałyśmy sesje zdjęciowe, nagrywałyśmy materiały telewizyjne i wzajemnie mogłyśmy się poznać. To jest już oczywiście ciężka praca. Na szczęście, podczas mojego zgrupowania atmosfera między dziewczynami była dobra. Wiadome jest, że z niektórymi dogadywałam się lepiej, a z innymi gorzej. Nie odczuwałam jednak żadnej presji ze strony koleżanek, czy współzawodnictwa. Dobrze wspominam ten czas. Trafiłam na bardzo piękne i miłe dziewczyny, więc myślę, że gdybyśmy spędzały razem więcej czasu już po wyborach, a niestety nie jest to możliwe przez odległości nas dzielące, na pewno byśmy się zaprzyjaźniły. Poznałam bliżej cztery wspaniałe dziewczyny, z którymi staram się utrzymywać kontakt do dziś. Są to na pewno moje bardzo dobre koleżanki, które wspierały mnie i dzięki nim to zgrupowanie było samą przyjemnością. W pokoju mieszkałam z dziewczyną z mojego regionu, z którą brałam udział w wyborach regionalnych, więc było mi na pewno raźniej z kimś znajomym, oraz z późniejszą 2 Wicemiss Nastolatek Wiolettą Malińską.

Na zgrupowaniu zupełnie nie da się odczuć faworyzowania żadnej z kandydatek, ja osobiście też nie czułam się nigdy faworyzowana. Do końca nie byłam pewna, czy wygram. Moje typy do korony to Katarzyna Nisgorska lub Paulina Jasińska, obie dziewczyny były piękne nie tylko zewnętrznie, ale i miały fajne charaktery. A to też jest bardzo ważne na konkursach tego typu.

Zgrupowanie dobiegło końca, jego zwieńczeniem była finałowa gala. Jakie emocje Ci towarzyszyły w trakcie jej trwania? Pamiętasz?

Oczywiście, że pamiętam! 🙂 W dniu gali finałowej nie czułam tremy. Dopiero przed samym pierwszym wyjściem na scenę zaczęły mi towarzyszyć duże emocje. Jest to na pewno stres, ponieważ masz świadomość, że ogląda cię mnóstwo ludzi, którzy będą cię oceniać przed telewizorami, ale również znajomi i rodzina, dla których chcesz wypaść jak najlepiej. Myślę, że podobne emocje towarzyszyły każdej dziewczynie i to jest zupełnie normalne.

Dla Ciebie finał okazał się szczęśliwy – zdobyłaś główny tytuł i koronę Miss Polski Nastolatek 2011. Zaczął się dla Ciebie intensywny rok. Jak więc oceniasz życie Miss?

W byciu Miss na pewno najfajniejsze są podróże, ale jednocześnie częste wyjazdy są na pewno trudne. Z jednej strony jest mniej czasu na bliższe kontakty z rodziną, przyjaciółmi, chłopakiem czy znajomymi i rozstania z nimi są najtrudniejsze. Na pewno jest również więcej pracy w szkole. W czasie roku szkolnego trzeba nadrabiać zaległości, które tworzą się podczas nieobecności.

Nie narzekam jednak, bo nie zamieniłabym się z nikim, takie życie sprawia mi przyjemność. Gdy zostajesz Miss i dostajesz koronę, łączy się to z tym, że dochodzą też nowe obowiązki i miałam tego świadomość. Ja chętnie wyjeżdżam i udzielam się. Jako Miss nie byłam jeszcze wprawdzie za granicą, za to jeździłam na bale charytatywne i imprezy po całej Polsce. Ponadto, dzięki firmie Missland, mogłam wyjechać jako modelka do Mediolanu, co jest naprawdę czymś fantastycznym dla osoby w moim wieku. Te wszystkie doświadczenia są na pewno przyjemne i interesujące. Dają szansę na realizowanie się w świecie modelingu i możliwość poznania wielu ciekawych ludzi. Czuje się satysfakcję z robienia czegoś tak innego od zwykłego życia przeciętnej nastolatki. Podróże, nowe doświadczenia, nowe znajomości to wielkie plusy życia w koronie.

Podsumowując: wszystko ma złe i dobre strony. Na szczęście przeważają jednak te drugie. Moje życie w ciągu ostatniego roku jest b. przyjemne i wyjątkowe, bo w końcu nie każdy może zostać Miss. Dla mnie jest to wielkie osiągnięcie.

Czy Ty sama zmieniłaś się jako osoba, jaki wpływ na osobowość i charakter dziewczyny wywiera zwycięstwo w konkursie piękności? Czy zauważyłaś zmianę stosunku Twojego otoczenia do Ciebie?

Osobiście nie zmieniłam się w stosunku do osób, które mnie otaczają. Jednak wygrana dodała mi pewności siebie. Nauczyła samodzielnego życia i organizacji. Nie zauważyłam zmian otoczenia w stosunku do mnie. Znam teraz dużo więcej ludzi. Wszyscy są nastawieni do mnie bardzo pozytywnie.

Wróćmy teraz do konkursu Miss World. Wspomniałaś wcześniej, że do tej pory nie odbyłaś jako Miss żadnej zagranicznej podróży. Dotychczas nie brałaś jeszcze również udziału w żadnym konkursie międzynarodowym. Teraz przed Tobą wielka próba – od razu udział w najważniejszej tego typu imprezie – wyborach Miss World. Zostałaś rzucona na głęboką wodę. Opowiedz, w jaki sposób przygotowujesz się do startu w tym konkursie. I jaki stawiasz sobie cel?

Rzeczywiście Miss World to mój pierwszy konkurs międzynarodowy i to od razu zorganizowany na tak dużą skalę. Przygotowuję się już do niego z pomocą mojej Agencji. Gwarantuje mi ona kosmetyki, sukienki oraz wsparcie psychiczne, które jest bardzo ważne przed tak długim wyjazdem na tak ważny konkurs. Cenne rady dostałam od Angeliki Ogryzek, która reprezentowała Polskę na wyborach Miss Świata w ubiegłym roku. To na pewno dodaje pewności siebie, kiedy wiesz, co cię może czekać. No i przede wszystkim największe wsparcie mam od rodziców, na których zawsze mogę liczyć i pragnę im za to bardzo podziękować.

Chcę zadbać o każdy najmniejszy detal, aby później nie żałować, że mogłam coś zrobić lepiej. Często odwiedzam Warszawę, żeby dograć szczegóły wyjazdu. Wiem, wiem, wszyscy mi mówią, jak ważne są Mini Konkursy i że są za nie przyznawane dodatkowe punkty 🙂 Planuję wziąć udział w ich jak największej liczbie i zdobyć jak najwięcej punktów. Mam talent plastyczny więc zaprezentuję go w konkursie talentów. Chodzę na siłownię, aby zadbać o formę i wypaść jak najlepiej w konkursie Miss Sport. Planuję też nakręcić filmik z akcji charytatywnych, za które mogę zdobyć punkty w konkursie Beauty With a Purpose. Będzie też konkurs Miss Plaży. Jeszcze nie wiem, w jakiej sukni zaprezentuję się podczas finałowej gali i w konkursie Top Model, ale na pewno, jak tylko będę mieć jakiekolwiek informacje, to udostępnię je na moim fanpage’u na Facebooku: Miss World Poland Teenager 2011. Tam dodaję wszystkie aktualne wiadomości o mnie i moich przygotowaniach do konkursu. Zaglądajcie więc tam regularnie 😉

Będziemy, będziemy… Trzymać kciuki też będziemy. I na koniec jeszcze jedno pytanie. Przekazałaś już koronę Miss Polski Nastolatek swojej następczyni. Przed Tobą Miss World, a co potem? Jak będzie wyglądało Twoje dalsze życie? Jakie masz plany? Czy są inne, niż przed konkursem? Czy jest w nich miejsce na kolejne konkursy piękności? Czy zobaczymy Cię w przyszłości w finale konkursu na Miss Polski lub Miss Polonia?

Jestem przekonana, że korona Miss Polski Nastolatek trafiła w dobre ręce i życzę Mojej Następczyni wielu sukcesów. Ja sama nie planuję na razie udziału w następnych konkursach piękności. Jednak nigdy nic nie wiadomo 🙂

A Tobie, czego możemy życzyć?

Korony Miss World oczywiście 🙂

No to wracaj z koroną. I nie dziękuj, żeby nie zapeszyć 🙂

 

Wywiad z R. Lipską – Sołtyk – cz. II

Jej życiową pasją i miłością jest… taniec. Przez wiele lat tańczyła w Kieleckim Teatrze Tańca, a jej zawodowym guru była i jest Elżbieta Szlufik-Pańtak, dyrektor KTT. Zawsze pasjonowała się teatrem, a najbardziej interesowało ją to, co się dzieje za kulisami. Po maturze zdawała do Akademii Teatralnej w Warszawie. Nie powiodło jej się, więc znalazła inną drogę – tańczący teatr – czyli dwa w jednym. Ukończyła Akademię Świętokrzyską na wydziale pedagogiki kulturalno-oświatowej, studium choreograficzne, studia podyplomowe wychowania fizycznego i inne. Mówi o sobie, że na co dzień jest zwykłym nauczycielem, niezwykłego przedmiotu – tańca – niezmiennie od 19 lat, w Zespole Szkół Społecznych im. M. Reja w Kielcach. Należy więc do grona tych szczęśliwców, którzy robią w życiu to, co kochają.

Od niedawna ma też nowego „konika”. To zdrowe odżywianie i ruch z tym związany. Stara się zarazić tym swoich uczniów i chyba jej się udaje, bo projekt, który wspólnie z nią opracowali pt. „Czy wiesz, co jesz?”, zdobył I miejsce w województwie świętokrzyskim! Efekty tych działań można zobaczyć na stronie www.czywieszcojesz.cba.pl.

Nie ma czasu na nudę. A gdyby taka nastąpiła, to zaraz znajduje sobie coś nowego. Ostatnio Gimnazjalne Zawody Gimnastyczne, których jest pomysłodawcą, wykonawcą, reżyserem, prowadzącą itp. Wkłada w nie wiele pracy i zaangażowania, ale jak widzi efekty, to serce rośnie, bo ma nadzieję, że przyczynia się w ten sposób do rozwoju gimnastyki w szkołach.

Ma męża Marcina, lektora, którego głos zwykle słychać w czasie finałów Miss Polonia oraz córkę Julię, która coraz częściej staje się jej doradcą. Uwielbia jeździć na nartach i rowerze, dlatego chętnie wyjeżdża z dziećmi na obozy zimowe. Od dwóch lat jest głównym choreografem finałowej gali Miss Polonia i właśnie dlatego poprosiliśmy ją o rozmowę.

A czy jest jakaś scena, na której szczególnie lubisz pracować? Wolisz amfiteatr, czy zamkniętą salę? Sceny małe, czy wielkie?

Zawsze wolałam pracować w teatrze. To dla mnie takie magiczne miejsce. Lubię słyszeć charakterystyczne skrzypienie teatralnej podłogi i ciszę. Po ubiegłorocznym koncercie Miss Mazowsza zakochałam się w niesamowitym Teatrze Kamienica w Warszawie. Wspaniała atmosfera, cudowni ludzie, bardzo duże możliwości techniczne. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam powrócę. Tak w ogóle to bardzo lubię pracować z ludźmi, których nazwałabym „NIE MA PROBLEMU”. Oni zawsze pobudzają mnie do działania i z nimi można góry przenosić.

Jakbyś podsumowała ten kilkunastoletni okres Twojej współpracy przy organizacji wyborów Miss, najpierw w regionie, a później już ogólnopolskich? Co uważasz za swój największy sukces, a co za największą porażkę?

Moim największym sukcesem jest to, że grupy w czasie zgrupowania, koncertu i wszystkich przygotowań zazwyczaj bardzo się integrują. Dziewczyny przez lata później utrzymują ze sobą kontakt. Kiedy na koniec próby generalnej dostaję kwiaty, zawsze towarzyszą temu łzy wzruszenia. Wtedy wiem, że jak to powiedziała kiedyś Ewa Wojciechowska: „A jednak warto”.

Małe porażki zdarzają się zawsze. Moją największą bolączką jest przygotowanie kandydatek do odpowiedzi na pytania. Kiedy widzę, jak potykają się na wizji, kiedy oglądają je miliony telewidzów – serce boli. To przecież „moje dzieci”. Dlatego też w 2011 r. postanowiłam, że za wszelką cenę przygotuję je (nie ma oczywiście mowy o wcześniejszym podaniu pytań) do odpowiedzi. Najtrudniejsze są proste zagadki. Zbierałam wśród znajomych pytania, które chcieliby zadać kandydatkom, kolega z pracy – Mariusz napisał ich nawet… 40. Ćwiczyłyśmy prezentacje w każdej wolnej chwili i chyba w tym roku było lepiej, choć nie cudownie. Może kiedyś uda mi się to wypracować… Mam nadzieję, że będę miała taką możliwość.

No to teraz poproszę o trochę anegdotek i ciekawostek. Pamiętasz może jakieś wyjątkowe sytuacje z konkursu? Którą edycję szczególnie zapamiętałaś i dlaczego? Jakie było najśmieszniejsze i najstraszniejsze zdarzenie podczas tych kilkunastu lat? Największa „wpadka”? Czy jest może coś, czego żałujesz, albo co Cię zaskoczyło?

Najbardziej obfitujące w niespodziewane wydarzenia było zgrupowanie w 2010 roku. Zbiórka wszystkich finalistek miała się odbyć 29 listopada o godz. 9.30 w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, o godz. 10.30 wizyta w programie „Pytanie na śniadanie”, a o 12.00 konferencja prasowa w PAP-ie. Niestety, tego dnia nastąpił niespodziewany atak zimy, śnieg sparaliżował cały kraj, Warszawę też. Dziewczęta nie dotarły na czas i wizytę w TVP2 musieliśmy odwołać z przyczyn technicznych. Nie kursowały autobusy, tramwaje, taksówki. Wspólnie z Biurem Miss Polonia postanowiliśmy, że za wszelką cenę dotrzemy na konferencję. I udało się, ale nie było wszystkich kandydatek. Później jakieś 4 godziny czekaliśmy na autokar i ostatnie dziewczęta. Arletta z Częstochowy ze łzami w oczach, po wielogodzinnej podróży, zamknęła nasz peleton. Po godz. 17 udało nam się wyruszyć w dalszą drogę do Władysławowa, gdzie miało się odbyć nasze zgrupowanie. Ruszyliśmy, a tak naprawdę staliśmy w gigantycznych korkach. Walczyliśmy z żywiołem, kiedy to dostałam telefon z domu, że moja córka miała wypadek samochodowy i leży w szpitalu. Co wtedy czułam, może wyobrazić sobie każda matka. Nic nie mogłam zrobić. Na miejsce dotarliśmy późno w nocy. Wspaniały hotel Velaves przywitał nas ciepło, ale to nie był koniec naszych przygód. Włamano nam się do autokaru parę godzin przed wyjazdem do Łodzi, gdzie odbywał się koncert finałowy, po drodze były fatalne warunki atmosferyczne…. Ten finał musiał być sukcesem i był.

Każdy koncert jest inny. To, co się dzieje za kulisami jest zgoła odmienne od tego, co widać na widowni: nerwy, pośpiech, walka z czasem, plasterki na obtarte nogi, czasem igła z nitką, którą trzeba zaszyć sukienkę itp. W całym tym zamieszaniu jest pewien porządek. A to dzięki temu, ze pracują tam ludzie, którzy mają do siebie zaufanie. Każdy wie, co ma robić. Bywa, że jest dramatycznie.

Najbogatszy w takie wydarzenia był rok 2005. To był mój pierwszy koncert finałowy. W czasie pokazu tanecznego tancerzy – modeli, którzy nam towarzyszyli, jednemu z nich, w czasie wyskoku wypadło… kolano!!! Oprócz tzw. „łatania dziury”, która zrobiła się na scenie, za kulisami była akcja ratunkowa i szykowanie zastępstwa. Chwilę później jedna z kandydatek spadła z niezabezpieczonego schodka, obcierając wewnętrzną stroną uda o nieheblowane deski!!! Krew lała się do buta, a ja kleiłam plastry, panie od make up ratowały makijaż. Nie wyszła w odpowiedniej kolejności na scenę, ale udało się to zrobić na końcu pokazu. Niewiele osób to zauważyło, a my byliśmy bardzo rozemocjonowani. Przy takiej dramaturgii skręcenie na koniec nogi jednej z kandydatek nikogo nie wzruszyło. Jeśli macie ten koncert nagrany, zobaczcie go jeszcze raz i uwierzcie, że wiedząc, co się działo za kulisami, tzw. „sprawa kopert” na końcu nie ma żadnego znaczenia.

Kiedyś w czasie koncertu finałowego Miss Polonia Regionu Świętokrzyskiego jedna z kandydatek w czasie ogłaszania werdyktu zemdlała. Szybciutko została wyniesiona za kulisy. Jak już doszła do siebie, wyszła na scenę, aby za chwilę znów… zemdleć. Na szczęście Jacek Borkowski, który wówczas prowadził koncert, czuwał i podtrzymywał ją do końca. Byliśmy zestresowani, bo powstało zamieszanie. Po finale dowiedziałam się, że to był jeden z najbardziej emocjonujących momentów tego koncertu. Hm…

Czasem bywa śmiesznie. Jednego roku Dorota Gawron, która przekazywała koronę w zastępstwie swojej koleżanki Miss Polonia Marzeny Cieślik, wychodząc na scenę zapomniała… korony!!! Cały problem polegał na tym, że wszyscy: prowadzący, hostessy, modele, zaproszeni goście byli już na scenie i nie było możliwości wniesienia tego najważniejszego atrybutu. Leżąc na podłodze starałam się zwabić wzrokiem jednego z panów i pomimo całego zamieszania udało mi się!!! Korona została przekazana w odpowiednim momencie. Takich sytuacji, w których trzeba się ratować w czasie koncertów jest wiele. A wszystko polega na tym, aby widz tego nie zauważył. Ważne, aby wyciągać wnioski.

A wzruszające chwile? Na pewno były też i takie.

W 2006 roku, tuż po przejęciu korony, Marzena Cieślik odwiedziła Kielce, moje rodzinne miasto. Jej zadaniem było przekazanie pomp do podawania chemii na oddziale onkologicznym Dziecięcego Szpitala w Kielcach. Miałam możliwość towarzyszyć jej w tym wydarzeniu. Tego, co zobaczyłam w oczach dzieci w chusteczkach na głowach, kiedy Marzena dawała im koronę do przymierzenia, potrzymania, nie zapomnę do końca życia. Miałam wrażenie, że było to cudowne ozdrowienie, choćby na chwilę. Bezcenny błysk w tych smutnych oczach.

Przejdźmy teraz do kandydatek do korony i tytułu Miss. Jako choreograf jesteś z uczestniczkami konkursu najbliżej i najdłużej. Dobrze je znasz. Zdradzisz nam swoje sympatie i antypatie? Czy Twoja ocena dziewczyn może mieć wpływ na werdykt końcowy?

Nie jestem w stanie ocenić, którą z kandydatek do tytułu lubię najbardziej. Wszystkie z nich traktuję jak swoje dzieci i wkładam w ich przygotowanie całe serce. Bardzo nie lubię, kiedy moje dziewczyny nie chcą współpracować, nie chce im się. Tak się niestety zdarza. I to jest dla mnie typ Anty-Miss. Taką kandydatką była Malwina Ratajczak. Dzięki temu jej współpraca z BMP szybko się zakończyła.

Niekiedy werdykty są dla mnie duuużym zaskoczeniem, dlatego bardzo żałuję, że nie mam większego wpływu na wybór tej jednej, jedynej. Oczywiście wiele osób mnie podpytuje. Staję się tylko tzw. organem doradczym. W czasie wielu godzin spędzonych razem można poznać Miss – człowieka, osobę, która będzie reprezentować nasz kraj poza granicami. Niestety, widz w czasie 2-godzinnego koncertu nie ma takiej możliwości. W tym roku mamy Miss Polonia – człowieka o wielkim sercu, otwartą na ludzi, bardzo komunikatywną i piękną. Mam nadzieję, że uda jej się zaprezentować na arenie międzynarodowej z jak najlepszej strony. Trzymam mocno kciuki za Marcelinę!!!

Moje miss zapamiętuję raczej jako grupę. Taką wyjątkową były kandydatki z 2010 roku. Czasem się zdarza, że płaczemy na ostatnich próbach z żalu, że nasza praca się kończy. W tymże roku łez było najwięcej. Wielokrotnie miałam wspaniałe dziewczyny na etapach regionalnych: Miss Mazowsza, Regionu Świętokrzyskiego, Ziemi Jeleniogórskiej. Na tym ostatnim zdarzyło mi się jeden jedyny raz usunąć kandydatkę ze zgrupowania. Dlaczego? Było wiele powodów, ale może pominę je milczeniem.

Znakiem czasu są dla mnie spotkania z dziewczynami sprzed lat. Niestety nie zawsze je rozpoznaję. Kiedyś były nastolatkami, a dziś to częstokroć dojrzałe, ale piękne kobiety. Czasem słyszę: „pani Renato, to ja, Beata, występowałam w roku …” (tu pada data i tytuł koncertu). No tak, myślę wtedy, to jedna z moich „córek”… Może za sprawą tego wywiadu odezwą się do mnie moje dawne Miss? Czekam na Was na facebooku…

Zmierzamy do końca naszej rozmowy. Może jeszcze jedno pytanie. Jesteś związana z konkursami piękności w Polsce od kilkunastu lat. W tym czasie zaszły w ich organizacji oczywiście olbrzymie zmiany. Czy Twoim zdaniem te zmiany podążają w dobrym, czy w złym kierunku?

Konkurs Miss Polonia na przestrzeni tych kilkunastu lat bardzo się zmienił. Kiedyś można tu było spotkać dziewczyny, które nie miały pomysłu na życie, dziś to w większości studentki z jasno sprecyzowanym celem. W tej chwili marka Miss Polonia jest wielkim przedsięwzięciem artystycznym, medialnym. Zwyciężczyni staje się celebrytką, rozpoznawalną w całym kraju. Myślę, że to dobry kierunek rozwoju. Ale nie zapomnijmy, że tak jak to zwykle bywa, nic nie zdarzyłoby się, gdyby nie ludzie, którzy przy tym pracują, pasjonaci tacy jak Ty Kasiu, Dominik Masny, Ela Wierzbicka, Dawid Baraniak, Damian Stroiński i wielu, wielu innych. Pozdrawiam ich bardzo gorąco! Czuję się zaszczycona, że mogłam Was poznać i przyjęliście mnie do swojego grona. I mam nadzieję, że jeszcze przez wiele lat będziemy się spotykać…

My też mamy taką nadzieję, a właściwie nie nadzieję, lecz pewność. Dziękujemy serdecznie za miłe słowa i za całą naszą rozmowę!

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w maju 2012 roku