Wywiad z M. Michalak

Magdalena Michalak – Top 16 na konkursie Miss Intercontinental 2014

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w lipcu 2015 r.

Witaj Magdo! Kiedy poprzednim razem rozmawiałyśmy, przygotowywałaś się właśnie do udziału w konkursie Miss Intercontinental 2014. Teraz należysz do grona laureatek tej prestiżowej imprezy – awansowałaś do Top 16. Jakie jest zatem pierwsze skojarzenie, jakie masz, gdy myślisz o konkursie Miss Intercontinental?

Pierwsze skojarzenie? Jest ich zbyt wiele. Na zgrupowaniu czasem bywa ciężko i marzy się o powrocie do przytulnego domu, jednak rekompensują to wspaniałe momenty i doświadczenia. Cudowne kandydatki, godziny prób i bankiety pozwalają zapomnieć o zmęczeniu i presji, jaką jest zdobycie korony. Na myśl o konkursie Miss Intercontinental pojawia się na mojej twarzy uśmiech, a do głowy wracają same fantastyczne wspomnienia. 

Z którą dziewczyną najbardziej się lubiłaś w trakcie zgrupowania Miss Intercontinental? Czy atmosfera była sympatyczna, czy też dało się odczuć rywalizację? Jak dziewczyny znosiły intensywne przygotowania?
Jak można było zauważyć, zaprzyjaźniłam się z Miss Słowacji, bardzo szybko powstała między nami nić porozumienia. Bardzo polubiłam również dwie zakręcone Miss Iranu oraz Miss Iraku. Jeśli chodzi o atmosferę nie było czuć napięcia, malało ono z każdym dniem. Zżyłyśmy się, byłyśmy drużyną, starałyśmy się sobie pomagać, pożyczać kosmetyki, sukienki, buty czy nawzajem kręciłyśmy sobie włosy. Oczywiście, jak w każdej grupie, były dziewczyny mocno sfokusowane na zdobyciu tytułu tej najpiękniejszej, jednak nie było piłowania obcasów czy deptania trenu;) Przygotowania momentami były żmudne, poskromienie tak dużej grupy i nauka choreografii to ogromne wyzwanie. Jednak wszystkie dzielnie przemierzałyśmy wybieg i schody kilkadziesiąt razy dziennie na 18cm szpilkach.
Co Ci się najbardziej podobało w czasie zgrupowania MI i co było dla Ciebie najtrudniejsze? Jak oceniasz organizację zgrupowania?
W trakcie zgrupowania chyba najbardziej doceniłam wygodne łóżko w hotelu w Magdeburgu, w którym niestety bywałam bardzo mało. Najtrudniejsze były chyba bankiety, próby i wczesne pobudki. Trzeba pamiętać o tym, że jesteśmy pod ciągłą obserwacją, należy się uśmiechać, zachowywać jak dama, a jednocześnie zwrócić na siebie uwagę. Organizacja była bardzo dobra, nie mam żadnych zarzutów w tej kwestii. Finał przebiegł szybko i zgodnie z planem, a wycieczki oraz inne atrakcje były bardzo dobrze przygotowane.
Co Cię najbardziej zaskoczyło w czasie trwania konkursu i jakie są Twoje najzabawniejsze i najgorsze wspomnienie z tego czasu? A może jest coś, czego żałujesz?

 
Najbardziej zaskoczyła mnie atmosfera na zgrupowaniu, obawiałam się, że spotkam się z niezdrową konkurencją. Najgorsza w czasie zgrupowania jest tęsknota za tym, co zostawiło się w kraju, poczucie samotności w tłumie. W trakcie wyjazdu nie można okazywać słabości czy zmęczenia. Mimo wszystko nie żałuję tych dwóch tygodni i wiem, że dałam z siebie wszystko i godnie reprezentowałam kraj na arenie międzynarodowej. Wspaniałe wspomnienia, czasem tańce do późnej nocy, niesamowite kontakty i moment wyjścia na scenę, gdy w tle słyszysz „POLAND” to coś niezapomnianego !
Nieodłącznym elementem każdego konkursu piękności są krążące w kuluarach plotki, sensacyjki, skandale. Jak było na konkursie Miss Intercontinental 2014? Czy podczas konkursu krążyły w kuluarach jakieś plotki na temat imprezy, innych dziewczyn i Ciebie osobiście? Przy okazji możesz je potwierdzić lub zdementować.
Może mnie coś ominęło, ponieważ jestem dosyć oporna na plotki, aczkolwiek wydaje mi się, że nie było żadnych sensacji. Były jakieś drobne sytuacje, ale chyba niewarte uwagi. 
Jak oceniasz organizację gali finałowej? Jaka atmosfera panowała w trakcie samego koncertu finałowego?
Organizacja była dobra, a raczej kandydatki były dobrze zorganizowane. Dokładnie wiedziałyśmy, co robić, pilnowałyśmy siebie nawzajem, nikt nam nie musiał mówić, w którym momencie wychodzimy, wszystko doskonale było przygotowane.
Jak oceniasz werdykt jury w konkursie Miss Intercontinental, co sądzisz o zwyciężczyni – Patraporn z Tajlandii? Czy była Twoją faworytką, a jeśli nie, to kto nią był? Czy w trakcie zgrupowania dało się odczuć faworyzowanie jakichś kandydatek?
Miss Tajlandii nie była moją faworytką, aczkolwiek pamiętam naszą pierwszą rozmowę i miała w sobie coś fascynującego. Zasłużyła na ten tytuł! Podczas konkursu było widać swego rodzaju faworyzację, lecz bardzo subtelną. Ja należałam też do tego faworyzowanego grona, często jurorzy ze mną rozmawiali, przysiadali się do mnie w trakcie kolacji. Myślę, że działo się tak dlatego, iż jurorzy chcieli poznać swoje faworytki bliżej, czy reprezentują sobą coś więcej, poza urodą. Top 16 było całkiem przewidywalne, chociaż uważam, że w Europie było jeszcze kilka pięknych dziewczyn, które zasługiwały na finał.
Najbardziej zaskoczył mnie skład top 5, który rozszerzył się do top 6, jednak i ten skład był w miarę przewidywalny.

Ty awansowałaś do Top 16, czego serdecznie Ci gratulujemy. Jak oceniasz swój występ? Czy jesteś zadowolona, czy może chciałabyś coś poprawić, zmienić?
Awans do Top 16 to ogromny sukces, nad którym pracowałam przez cały czas zgrupowania. Starałam się rozmawiać z jurorami na wiele tematów, zawsze być wszędzie punktualnie i z idealnie zakręconymi włosami Myślę, że zrobiłam wszystko, co mogłam i chyba jestem z siebie zadowolona. Niesamowity był moment, kiedy zeszłam ze sceny już jako finalistka, a dziewczyny mi szczerze gratulowały, nie zapomnę słów Miss Grecji, która na ucho powiedziała mi: „Make Europe proud !”
Co przywiozłaś sobie z Niemiec i z konkursu Miss Intercontinental ?
Chyba wspomnienia i doświadczenia są najbardziej warościową pamiątką z tego wyjazdu. To jest chyba coś nieocenionego, co będę wspominać do końca życia 🙂 Poznałam swoje granice, swoje umiejętności interpersonalne oraz umiejętność dostosowania się do otoczenia i tajemnice ukrywania zmęczenia 😉 
Czy podczas konkursu otrzymałaś jakieś ciekawe propozycje? Czy ten wyjazd będzie tylko jednorazową przygodą, czy też zaowocuje jakimiś kontraktami na przyszłość?
Propozycji dostałam wiele, jednak niektóre wydawały się zbyt ryzykowne i niepewne. Postanowiłam rozwijać się dalej w Polsce, mam jeszcze tutaj wiele do zrobienia.
No i się rozwijasz, a najlepszym na to dowodem jest choćby tytuł Alicji 2014 przyznany Ci przez czytelników i redakcję Globmiss…
Jestem nieco zaskoczona przyznaniem mi tego zaszczytnego tytułu. Jednocześnie bardzo mnie to cieszy ! Dziękuję niezmiernie redakcji Globmiss! Tytuł Delegatka Roku – to ogromna nobilitacja !
Chciałabym, korzystając z okazji, podziękować także mojej rodzinie i bliskim, którzy przyjechali na finał Miss Intercontinental z ogromną flagą Polski. Byliście nieocenieni ! 
Chciałabym podziękować Agencji Impresaryjnej Igo-Art za możliwość rozwoju i ogromny kredyt zaufania oraz za kolejną propozycję wyjazdu na zgrupowanie Top Model Of The World 2015! Dziękuję tym, którzy we mnie wierzą i pozwalają mi uwierzyć w siebie.
 
Wspomniałaś, że wkrótce będziesz reprezentowała Polskę na kolejnym konkursie – Top Model Of The World. A czy planujesz jeszcze udział w innych tego typu wyborach? W tym roku na polskim rynku pojawiła się nowa propozycja – konkurs Miss World Poland, którego zwyciężczyni będzie reprezentowała Polskę na wyborach Miss Świata. Co jakiś czas pojawiają się pogłoski, że zgłosiłaś się do tego konkursu. Czy to prawda?
Wszystko się może zdarzyć 😉

Wywiad z M. Podgórską

Wywiad z Moniką Podgórską – finalistką Miss Polonia 1995

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w lipcu 2015 r.

Wciąż nie wiadomo, jak potoczą się dalej losy konkursu Miss Polonia. Póki co, od blisko trzech lat nie odbył się jego finał. Rzesze wiernych fanów wciąż mają nadzieję, że to przejściowy kryzys i wciąż wiernie czekają na kolejną edycję. A w przeszłości począwszy od 1983 roku konkurs odbywał się nieprzerwanie aż do 2012 roku. Przez ten czas w trzydziestu finałowych galach wystąpiło kilkaset dziewczyn. Niektóre wryły się w pamięć bardziej, inne mniej. 

Z pewnością jedną z najlepiej zapamiętanych przez fanów edycji z lat 90, w której poziom uczestniczek był zarazem wysoki i wyrównany, był konkurs Miss Polonia 1995. Jedną z finalistek Miss Polonia ’95, która dotarła aż do finałowej Top 10, była Monika Podgórska, która zdecydowała się, specjalnie dla Globmiss, opowiedzieć o swojej przygodzie z konkursami piękności.
W 1995 roku miałam 19 lat, byłam absolwentką klasy maturalnej Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu z jęz. włoskim, którego zbytnio nie lubiłam. Nie przepadałam również za historią, ale zdecydowałam się zdawać z niej egzamin maturalny. Teraz wiem, iż wybory i decyzje podejmowane w wieku lat 19, nie zawsze muszą być trafne! Moim planem był Wydział Prawa na UAM, lecz los przewidział dla mnie inną drogę…
Jak większość młodych ludzi, lubiłam spotykać się ze znajomymi, rozmawiać, bawić się, chodzić do kina, podróżować, itp. Uwielbiałam słuchać muzyki, między innymi “Dead can dance”oraz czytać książki, moim ulubionym pisarzem był Jonathan Carroll. 
W wyborach Miss Wielkopolski wystartowałam za namową mojej mamy, która widziała, jak wiele mam kompleksów związanych z moim wyglądem. Byłam nieśmiała, a konkurs pomógł mi nabrać wiary w siebie, chociaż lustro wciąż nie pokazywało mi walorów, które we mnie zauważały inne osoby (ach te kompleksy). 
Nie było mi łatwo, po prostu wstydziłam się tego, iż biorę udział w takich wyborach! Trzymałam to w tajemnicy przed koleżankami w szkole. Nie spodziewając się tego absolutnie, 1 kwietnia, zostałam wybrana na Miss Wielkopolski 1995. I to nie był prima-aprilisowy żart. Paraliżował mnie strach przed powrotem do szkoły, gdyż prasa poznańska pisała, iż zostałam Miss. Pierwszą lekcją był język polski, chciałam być niewidoczna bojąc się, iż mój profesor zmiesza mnie z błotem. Jak wielkie było moje zdziwienie i radość, kiedy zostałam bardzo miło powitana oraz przyjęłam gratulacje w obecności całej klasy. Później było już tylko wiele miłych zdarzeń.
Biorąc udział w konkursie Miss Polonia, nie oczekiwałam niczego szczególnego i być może zabrzmi to banalnie, ale samo zakwalifikowanie się do kolejnych etapów było już dla mnie wielkim sukcesem. 
Bardzo miło wspominam zgrupowania przed półfinałem w Siedlcach oraz przed finałem. Do finału zakwalifikowały się jeszcze dwie moje koleżanki z Poznania: Joasia Ochocka i Ola Śliwińska. Miałyśmy super kontakt, zero rywalizacji! Często płakałyśmy ze śmiechu, doskonale się bawiąc. Zaprzyjaźniłam się również bardzo z Joasią Inglot i bardzo fajnie to wspominam. Pamiętam, że wszystkie byłyśmy bardzo zgrane i to było w moim roczniku dobrą cechą finalistek. Nie przypominam sobie żadnych niemiłych sytuacji, wręcz przeciwnie. mam bardzo miłe wspomnienia. Poznałam wiele wartościowych osób, świetnie się bawiłam i często wracam do tych cudownych chwil. 
Finał w Sali Kongresowej był ogromnym dla mnie przeżyciem. Startowałam z numerem 19, licząc tylko na dobrą zabawę i aby nie spaść ze schodów. Przygoda, ogromne emocje oraz radość i nowe doświadczenia, z którymi trzeba było się zmierzyć. Ten czas pozostał jednym z ważniejszych momentów w moim życiu. Kontakt z Panią Marylą Rodowicz, Pauliną Smaszcz-Kurzajewską oraz Krzysiem Ibiszem (ach co to był za bal.). Szczególnie miło wspominam ówczesnego Szefa Biura M.P. Ś.P. Pana Piotra Stawickiego, który profesjonalnie i wręcz po ojcowsku prowadził biuro i konkurs.
Jeśli chodzi o wybór Ewy Tyleckiej. Najbardziej zawiedzione były osoby, które głosowały na mnie i dla których byłam faworytką, a ja osobiście nie pamiętam, bym czuła się rozczarowana. Z Ewką mam kontakt do tej pory, a nie byłoby to możliwe, gdybym miała w sercu zazdrość lub zawiść. Mnie to nie dotyczy. 
Moje życie obrało swój kierunek około roku po konkursie. Zostałam zaproszona na casting przez włoską Agencję Modelek “Look Now“ z Mediolanu. Pojechałam na zaproszenie na 2 miesiące, następnie wróciłam na studia do Poznania. Po pierwszej dobrze zdanej sesji, wyjechałam z poznanymi w Mediolanie znajomymi do Palm Beach na Florydzie. Tam poznałam mojego pierwszego męża, który po 4 dniach znajomości mi się oświadczył. Uwierzyłam w piękne włoskie słowa o miłości, wróciłam do Poznania, spakowałam walizki i wyjechałam. Niestety rad mojej mamy nie posłuchałam…
Następnie była praca modelki, ślub, narodziny córki Marysi, praca w telewizji, teatrze, rozwód. W wieku 24 lat byłam samotnie mieszkającą na obczyźnie matką 2 letniej córeczki co było najgorszym okresem mojego dorastania.
Borykając się z życiem, rozpoczęłam pracę w świecie designu dla ZeroDisegno (przy kolekcji Gaetano Pesce) i dla FishDesign. Właśnie wtedy zaczęłam interesować się fotografią.
W 2004 roku poznałam mojego obecnego męża Paolo, z którym szczęśliwie i w miłości idę przez życie z dwójką naszych cudownych dzieci: Jasiem i Zosią. Od trzech lat zajmuję się nie tylko domem i dziećmi, ale też moją pasją i miłością – fotografią. Już wkrótce moja praca będzie jeszcze pełniejsza, ale o tym opowiem kiedy indziej, aby nie zapeszać.

 

Wywiad z A. Ogłazą

Aleksandra Ogłaza – Miss Polski 2006

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w lipcu 2015 r.

“Aleksandra Ogłaza, 19-latka z Bychawy. Zodiakalny Byk. Chociaż najbardziej lubi pizzę, marzy o podróży do Chin. W najbliższym czasie chciałaby dostać się na studia.”

Taką wizytówkę usłyszałam podczas gali w styczniu 2007 roku. Od tamtego momentu minęło już osiem lat, a ja nadal recytuję ten tekst z  pamięci 🙂

Prawdą jest, że marzyłam w tamtym czasie nie tylko o podróży do Chin, ale w ogóle o podróżowaniu i zwiedzaniu świata. Z perespektywy czasu mogę powiedzieć, że udało mi się zobaczyć większą część miejsc na świecie z mojej listy “do realizacji”. Poza tym byłam nieśmiałą  dziewczyną, która po cichu marzyła o tym, aby chociaż raz przejść się po wybiegu, poznać ludzi, którzy tworzą telewizję i zobaczyć ją od kuchni.

Takie marzenia ma większość dziewczyn, Ola nie była wyjątkiem. Ale tylko nieliczne mają odwagę, aby te marzenia realizować. Aleksandra zdecydowała się pomóc szczęściu i zgłosiła 
się do konkursu Miss Polski.

Jako nastolaka często oglądałam FashionTV i pamiętam, że w tamtym czasie marzyłam o pracy modelki, sesjach zdjęciowych i wybiegach. Nie wiedziałam jednak, jak dostać się do dobrej agencji i czy na pewno mam odpowiednie warunki fizyczne do tej pracy. Gdy usłyszałam w radiu o castingu do regionalnego konkursu Miss Polski, pomyślałam: “Spróbuję – może to jest przepustka do świata modelingu i wielkich wybiegów.” Wiedziałam, że są dwa konkursy piękności w Polsce, ale nie za bardzo je rozróżniałam. Udział akurat w Miss Polski był zatem kwestią przypadku. Na pierwszy casting pojechałam z mamą. Ona od samego początku trzymała za mnie kciuki i mi kibicowała. Bardzo chciała, żebym spróbowała swoich sił. Podczas tego castingu obserwowałam dziewczyny, które również czekały na swoją kolej, miały ze sobą zdjęcia z sesji, w których brały wcześniej udział, szarfy z poprzednich konkursów. Pomyślałam, że kompletnie tu nie pasuję… Trzy tygodnie później otrzymałam wiadomość, że dostałam się do finałowej 16. konkursu regionalnego. Ucieszyłam się ! 🙂 

Bardzo miło wspominam przygotowania do wyborów Miss Polski Ziemi Lubelskiej. Wybory organizowała wtedy Elżbieta Sawerska, Miss Polski 2004. Wszystko było dla mnie nowe, ciekawe i sprawiało mi wiele frajdy. Nauka chodzenia, pierwsze zdjęcia, wyjazdy, występ na scenie. Ela bardzo dużo opowiadała nam o Miss Polski i o konkursach międzynarodowych – wydawało mi się to takie bajkowe 🙂

A jednak czasem życie zamienia się w bajkę 🙂 Aleksandra została Miss Polski Ziemi Lubelskiej, później przechodziła przez kolejne konkursowe szczeble, aż znalazła się w gronie finalistek Miss Polski 2006.

Zgrupowanie przedfinałowe rozpoczęło się w Kudowie Zdrój dwa tygodnie przed galą. Piękny hotelik, na wzgórzu, z dala od miasta. Zgrupowanie odbywało się zimą, więc widoki były niesamowite. Większą część czasu spędzałyśmy na sesjach fotograficznych do katalogu, na planie nagrań wizytówek oraz na próbach choreograficznych. W wolnych chwilach jechałyśmy grupą do miasta na zakupy, do salonów kosmetycznych itp. To były bardzo fajne dwa tygodnie. Miałam też szczęście, że do finału dotarłam razem z dwiema koleżankami z konkursu regionalnego: Agnieszką Ratyńską i Asią Woroch. Zawsze trzymałyśmy się we trzy. Wieczorami w pokoju śledziłyśmy fora konkursowe i wymieniałyśmy się swoimi typami na Miss. Moją faworytką od samego początku była  Agnieszka Ratyńska. Po finale obie nawiązałyśmy współpracę z agencją modelek w Hamburgu. Pojechałyśmy tam we dwie budować swoje portfolio. Z Agnieszką utrzymuję kontakt do dziś, często spotkamy się również podczas lubelskiego konkursu regionalnego J Etap finału to nie współzawodnictwo, a wzajemne wsparcie, przynajmniej ja tak to odczuwałam. Wszystkie się dopingowałyśmy i pomagałyśmy sobie. Nasze zgrupowanie było połączone ze zgrupowaniem Miss Nastolatek i często słyszałam od nich, że trzymają za mnie kciuki i że to właśnie ja jestem ich typem na Miss. 
Plotki, ploteczki 🙂 Na pewno jakieś się pojawiły, ale ja zawsze traktuję je z przymrużeniem oka, stąd nigdy ich nie zapamiętuję 🙂

Zgrupowanie dobiegło końca, nadszedł długo wyczekiwany dzień finałowej gali…

Mam wiele fajnych wspomnień związanych z galą finałową, tak że aż ciężko mi wybrać kilka, ale…
Pamiętam, że pierwsze wyjście było układem tańczonym. Stałam wtedy w pierwszym rzędzie, wzrokiem szukałam rodziców, którzy siedzieli tuż przy samej scenie. Pomyślałam: “Znajdę ich, będę się do nich uśmiechać – będzie mi łatwiej.” Odszukałam rodziców, ale byli tak przejęci moim występem, że niewiele uśmiechu pojawiało się na ich twarzach – przynajmniej na początku J

Kolejna sytuacja miała miejsce tuż przed wyjściem do ogłoszenia wyników. Nie musiałyśmy już wtedy biegać, przebierać się, po prostu czekałyśmy na prezentację. W tym czasie na scenie występował Andrzej Piasek Piaseczny z utworem, który tak rozluźnił całą atmosferę przed wynikami, że zaczęłyśmy tańczyć w kulisach 🙂

Nie potrafię słowami natomiast opisać emocji, jakie towarzyszyły mi, kiedy publiczność wykrzyczała moje imię i nazwisko jako Miss Polski 2006. Nie mogłam w to uwierzyć, wszystko działo się tak szybko. Krzysztof Ibisz przedstawił bowiem wynik w sposób, którego nikt się nie spodziewał, mianowicie pokazał kartę z werdyktem do kamery. Dzięki tej oryginalnej prezentacji nowej Miss, jaką zastosował, do dziś dnia rodzina wspomina moment, w którym wszyscy zbiegli się do telewizorów i radość, jaka wybuchła w chwili, kiedy kamera wyostrzyła „MISS POLSKI 2006 – ALEKSANDRA OGŁAZA”.

Marzenia zaczęły się spełniać, a bajka trwać. Jako Miss Polski Ola reprezentowała Polskę na dwóch międzynarodowych konkursach piękności.

Pomimo tego, że oba to konkursy piękności, to były one zupełnie różne. 

Pierwszy był Miss Tourism Queen International w Chinach – 106 kandydatek i trwał on ponad 3 tygodnie. Przez ten czas przemieszczałyśmy się kilkanaście razy w różne części kraju. Grafik był bardzo napięty w wizyty, zwiedzanie, sesje. Podczas tego konkursu bardzo dużo zobaczyłam, były momenty, które zapierały dech w piersiach i które pozostały w mojej pamięci do dziś np. wizyta w Klasztorze Shaolin. Zawsze marzyłam o podróży do Chin, więc cieszę się, że udało mi się odwiedzić właśnie Chiny jako pierwsze. 

Bardzo dobrze wspominam drugi konkurs – Miss Intercontinental, który odbył się na Seszelach i był zupełnie inny. Spotkałam tam koleżanki, które już znałam, więc ponowne spotkanie było dla mnie jak wspólny wyjazd na wakacje 🙂 Na obu konkursach międzynarodowych, w których brałam udział, otaczałam się dziewczynami o dość egzotycznej urodzie: Miss Japonii, Miss Indii, Miss Madagaskaru i wśród nich ja – szarooka blondynka o jasnej karnacji 🙂 Miss Intercontinental był spokojnym konkursem, podczas którego poza próbami choreograficznymi i spotkaniami miałyśmy również czas na odpoczynek na plaży, posmakowanie kuchni oraz babskie pogaduchy.

Przez to, że sama miałam okazję być na konkursach międzynarodowych, teraz znacznie łatwiej przychodzi mi komunikacja z finalistkami konkursu Miss Supranational oraz jego organizacja.

Niestety bohaterki bajek, aby dotrzeć do szczęśliwego zakończenia, muszą zwykle pokonać różne przeciwności. Również życie Miss Polski nie składa się wyłącznie z samych plusów.

Plusy tytułu to ciągłe podróżowanie i poznawanie nowych ludzi. Zaraz po otrzymaniu korony nawiązałam współpracę z agencją modelek w Hamburgu. Mój pierwszy wyjazd za granicę miał miejsce w maju, potem następny na konkurs do Chin i tak już było przez kolejne dwa lata po konkursie. Uwielbiałam takie życie na walizkach. Zdarzały się jednak momenty, że tęskniłam za rodziną, przyjaciółmi. Niekiedy musiałam zrezygnować z planów prywatnych, bo pojawiał się wyjazd. Szczęście, że mam prawdziwych przyjaciół, którzy mnie dopingowali w takich momentach.

Zdarzało się poza tym, że na forach, stronach internetowych widziałam nieprzyjemne komentarze odnośnie mojej osoby. Nigdy jednak nie brałam tego zbytnio do siebie. Każdy ma inny gust i upodobania. Jednym podoba się zielonooka blondynka, innym piwnooka brunetka – nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą zadowoleni z werdyktu. Trzeba wyciągnąć wnioski z konstruktywnej krytyki, a złośliwe komentarze obrócić w żart i robić swoje. Często na studiach zdarzało się, że podczas imprezy słyszałam komentarze „Patrz, to ta Miss” 🙂 Przez to początki znajomości często bywały trudne. Zawsze jednak przychodził moment podczas tej imprezy, że nowopoznane osoby podchodziły do mnie i mówiły: „Hej, Ty jesteś normalna” – to chyba najlepszy komplement jaki można było wtedy usłyszeć. 🙂

Życie Miss ma to do siebie, że jest krótkie, jak życie motyla. Trwa rok, czasem odrobinę dłużej. Późnej przychodzi chwila, gdy trzeba przekazać tytuł następczyni i wrócić do szarej rzeczywistości. Jak teraz, z perspektywy tych kilku lat, Ola postrzega konkurs Miss Polski? Czy dał jej to, czego oczekiwała? Czy był tylko niewiele znaczącym epizodem, czy jakoś wpłynął na jej życie? Czy  warto wziąć w nim udział? 

Oczywiście, że warto. Udział w konkursie Miss to nie tylko korona i nagrody, ale możliwość poznania nowych ludzi, podróżowania. Otwierają się zupełnie nowe horyzonty, które często zmieniają nasze podejście do życia. To, co ja mogę doradzić dziewczynom, które „chcą, ale…”, to że warto próbować. Nie można zamknąć się w domu tylko dlatego, że boimy się co reszta o nas pomyśli. Ważne jest realizowanie swoich zamierzeń – to naprawdę fajne 🙂 

Teraz mogę powiedzieć, ze swojej perspektywy, że konkurs dał mi dużo więcej, niż oczekiwałam. Podróże, sesje zdjęciowe, praca w modelingu, telewizja, ale przede wszystkim poznałam wartościowych ludzi, z którymi utrzymuję kontakt do dziś. Konkurs uświadomił mi także, że warto próbować i realizować swoje marzenia.

Od momentu, w którym otrzymałam koronę Miss Polski, minęło osiem lat, a ja nadal jestem związana z tym konkursem. Przez ten czas pracowałam w wielu firmach wspomagając od czasu do czasu konkurs swoją obecnością na różnych eventach i galach. W końcu zdecydowałam się na stałą współpracę z Biurem Miss Polski i od roku pracuję jako Project Menager. Bardzo lubię charakter tej pracy, bo wiąże się ona z wyjazdami i możliwościami, jakich nie miałam pracując w innych branżach.

Obecnie na stałe mieszkam w Warszawie. Jestem ogromną fanką jednośladów – sama jeżdżę na motocyklu i skuterze 🙂 W międzyczasie próbowałam swoich sił jako prezenterka biorąc udział w konkursie Dzień Dobry TVN, odhaczałam kolejne punkty na mapie z miejsc koniecznych do odwiedzenia. W marcu tego roku odbyłam kolejną podróż, o której marzyłam – Tajlandia. Mam 
jeszcze wiele pomysłów, które będę chciała zrealizować 🙂 

Jak widać warto mieć marzenia i warto je spełniać. Wystarczy odrobina odwagi, żeby przeżyć naprawdę bajkowy rok, tak, jak Aleksandra Ogłaza.

Wywiad z D. Chirek

Dominika Chirek – finalistka Miss Polonia 1995

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w maju 2015 r.

Wybory Miss w Polsce przeżywają potężny kryzys. Konkursem Miss Polski wstrząsnął wielkopolski skandal, a finał Miss Polonia od blisko trzech lat wcale się nie odbywa. Niepewna jest również kwestia licencji na najważniejsze światowe konkursy piękności. Nie wiadomo, kto i czy w ogóle będzie w tym roku reprezentował Polskę na Miss World, czy Miss Universe. 

Fani wyborów nie tracą jednak nadziei, że to tylko przejściowe kłopoty, które nasi rodzimi organizatorzy przezwyciężą, a najważniejsze konkursy piękności w Polsce odzyskają dawną świetność. Wspominają wieloletnią historię i piękne finalistki sprzed lat. 
Jedną z nich jest Dominika Chirek, urocza szczecinianka, która dokładnie 20 lat temu, w 1995 roku, podczas finału Miss Polonia otrzymała rekordową ilość szarf i tytułów. Została Miss Gracji, Miss Foto i Miss Publiczności. Choć należała do głównych faworytek, korony nie zdobyła.

W każdych wyborach werdykt jury to kwestia gustu, a o gustach się nie dyskutuje. Jedni wolą blondynki, inni brunetki. Natomiast poziom był wyrównany w 1995 roku – było naprawdę dużo bardzo ładnych dziewczyn. W czasie zgrupowania organizatorzy nikogo nie faworyzowali. Za to cenię sobie wybory Miss Polonia. Słyszałam, że na zgrupowaniach innych konkursów zdarzały się różne nieprzyjemnie sytuacje i niedwuznaczne propozycje. Pod tym względem u nas było spokojnie.
Ja oczywiście ze swojego występu jestem zadowolona. Pokazałam się z jak najlepszej strony i nawet po latach, oglądając konkurs Miss Polonia, nie mam sobie nic do zarzucenia, ani nie chciałabym niczego zmieniać.
A jaka była Dominika Chirek w 1995 roku? I dlaczego w ogóle zdecydowała się na start w konkursie Miss Polonia?
Gdy startowałam w konkursie Miss Polonia, miałam 19 lat i zaczynałam studia prawnicze w Szczecinie, skąd pochodzę. 
 
 
Miss Polonia to nie były moje pierwsze wybory. Finały ogólnopolskie były naturalną konsekwencją i kolejnym etapem wcześniejszych konkursów regionalnych pod patronatem biura Miss Polonia, w których uczestniczyłam, zdobywając tytuł Miss Ziemi Szczecińskiej. Brałam również udział w pokazach mody, pracowałam w Telewizji Polskiej w Szczecinie, więc finał Miss Polonia to nie był mój pierwszy kontakt ze sceną i kamerami. 
Nigdy nie startowałam w tego typu konkursach dla nagród, ale dzięki Miss Polonia nabrałam pewności siebie. Mam fantastyczne wspomnienia uwiecznione na zdjęciach i na video, więc będzie co pokazywać córce, a może kiedyś wnukom.
Dziś konkursy piękności w Polsce nie mają najlepszej opinii. A jak było 20 lat temu? Jak Dominika wspomina organizację zgrupowania i finałową galę?
Zgrupowanie to nie były wczasy – codziennie próby i treningi przed galą finałową. Skupiałyśmy się na tym, aby dobrze i równo wykonać wszystkie układy choreograficzne, co tylko z pozoru wydawało się proste. To jest konkurs, więc jego nieodłącznym elementem jest współzawodnictwo. Jednak nie było zawiści między finalistkami, podstawiania nogi, czy jakichś zagrywek nie fair. Przynajmniej mnie nic takiego nie spotkało. Z niektórymi dziewczynami nawiązałam po latach kontakt przez Facebook. Fajnie, gdyby udało nam się spotkać, bo w tym roku mija 20 lat od naszego konkursu. 
Na pewno były jakieś plotki, ale to było tyle lat temu, że ich nie pamiętam, więc nie miały chyba większego znaczenia. Nie było żadnego skandalu podczas samego finału. Wszystkim nam udało się w miarę równo chodzić i żadna nie wywinęła orła. Nie do końca byłam zadowolona z makijażystek, które za wszelką cenę chciały nas umalować według ówczesnych trendów, zamiast dopasować makijaż do typu urody i przede wszystkim sceny, mocnych świateł i telewizji. Dlatego czmychnęłam spod pędzla wizażystki i sama się pomalowałam. Wielu znajomych chwaliło potem mój wyrazisty makijaż sądząc, że to zasługa profesjonalistów. 
Podczas gali byłam głównie skupiona na kolejności wyjść i układzie choreograficznym. Za kulisami zawsze jest mało czasu i dużo się dzieje – zmiana stroju, poprawka fryzury i makijażu. Wszystko w biegu i dopiero z chwilą wejścia na scenę zwalnia się tempo i spokojnie maszeruje. Nie ma czasu na analizowanie, czy się dobrze wygląda. Wszystko działo się bardzo szybko. W tamtym czasie finał konkursu Miss Polonia był transmitowany na żywo w niedzielny wieczór przez TVP1. Wybory cieszyły się dużym powodzeniem i oglądalność była spora. Jednak dziś mogę zdradzić, że transmisja nie była wcale na żywo, tylko z godzinnym opóźnieniem. 
A jaka jest Dominika Chirek dzisiaj, co się zmieniło przez te 20 lat? 
 
Po studiach prawniczych w Szczecinie przyjechałam do Warszawy. Skończyłam dziennikarstwo i nauki polityczne na Uniwersytecie Warszawskim. Teraz jestem doradcą w Gabinecie Marszałka Sejmu RP. A prywatnie od 5 miesięcy jestem szczęśliwą mamą małej Tosi.
Warto było wziąć udział w wyborach, nie tylko Miss Polonia. Konkursy nauczyły mnie obycia ze sceną, nabrałam pewności siebie i nie boję się wystąpień publicznych. Nie przeceniałabym jednak wpływu wyborów Miss na dalsze życie. Wpływ to może mieć wygrana Anety Kręglickiej w wyborach Miss World. Pozostałe dziewczyny muszą pogodzić się z faktem, że za rok przyjdą kolejne. Bycie królową piękności przedawnia się już po roku. Dlatego trzeba mieć oparcie gdzie indziej, a nie bazować na byciu Miss. Wybory to bardzo miły, aczkolwiek tylko jeden z wielu epizodów w życiu.
 

Wywiad z Renatą Nowak

Renata Nowak – Miss Polski 2005

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w maju 2015 r.

Zawsze chciała więcej, wyżej, dalej…choć czasem nie do końca wiedząc jaki jest cel… Czy miała jakieś plany ? Plan był taki, żeby dobrze się bawić i niczego nie żałować i za radą Josepha Conrada „iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak zawsze aż do końca”.

Renata Nowak dokładnie 10 lat temu spełniła jedno ze swoich marzeń. Studiowała na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, ale tak jak każdy ciut bardziej ambitny i niepokorny młody człowiek, oczekiwała czegoś więcej, niż sesje egzaminacyjne przeplatane studenckimi barowymi imprezami integracyjnymi. 

Postanowiła wystartować w wyborach Miss Polski. 
Historia mojego zgłoszenia się do konkursu jest banalna i nie przypomina ani bajki o brzydkim kaczątku zmieniającym się w pięknego łabędzia, ani żadnej innej rozczulającej historii. Po prostu zrodził się w mojej głowie pomysł, poparty został przez grono najbliższych mi osób, a w związku z tym, że uwielbiam wyzwania, poszłam na najbliższy casting. Nikt nie musiał mnie do niczego namawiać, potraktowałam to jak przygodę.
Dodajmy, że Renata sprostała wyzwaniu i zdobyła koronę Miss Polski 2005. 
Tradycyjnie zaczęło się od zgrupowania, na którym dziewczyny się poznają, pojawiają się pierwsze typy do korony, przygotowują się, by jak najlepiej zaprezentować się podczas finałowej gali. W trakcie zgrupowania przed wyborami Miss Polski miałam przyjemność dzielić pokój z Agnieszką Popielewicz i to ona dla mnie była faworytką, ale no cóż, werdykt jury okazał się inny… i to właśnie ja, ku mojemu zaskoczeniu, włożyłam koronę Miss Polski. Może wydawać się to dziwne, przecież każda z dziewczyn biorących udział w konkursie pragnie zdobyć tytuł najpiękniejszej, więc skąd zaskoczenie… Jednak usłyszeć własne nazwisko właśnie w tym kulminacyjnym momencie jest wręcz nierealne, a zarazem paraliżująco piękne.
Wcześniej finałowa gala minęła mi w mgnieniu oka. Wejścia na żywo wykluczają jakiekolwiek spóźnienia. Więc maraton w szpilkach, by zdążyć na czas był normą. Szybka zmiana garderoby, poprawa makijażu i z powrotem na scenę. Paraliżujący stres i jedno w głowie: byle tylko się nie potknąć, a na końcu jeszcze te nieszczęsne pytania, które nierzadko obnażają niewiedzę lub powodują nagłe zaćmienie umysłu. Do tej pory współczuję dziewczynom, które z trudem wydobywają więznący w krtani głos. 
Dla mnie na szczęście tego dnia wszystko potoczyło się pomyślnie. Wygrałam i rozpoczął się piękny rok. Pełen wrażeń, ale i ciężkiej pracy. Jako Miss Polski wzięłam udział w jeszcze dwóch konkursach piękności: Model of the World (zajęłam na nim 4 miejsce) oraz Miss Intercontinental. Obydwa odbywały się w przepięknych okolicznościach przyrody, pierwszy z nich w Tanzanii, a drugi na wyspach Bahama. Jeśli dodamy do tego międzynarodowe towarzystwo naprawdę wyjątkowych dziewczyn i przepych hotelowych wnętrz, da nam to obraz życia Miss i niezapomniane poczucie satysfakcji związane z tym tytułem.”
Brzmi pięknie, ale… Konkursy piękności właściwie od zawsze wywołują pewne kontrowersje. Krążą plotki o skandalach z nimi związanych, co i rusz pojawiają się nowe sensacje. Mówi się też o negatywnych aspektach tego typu imprez – niezdrowej rywalizacji pomiędzy dziewczynami, fałszywych przyjaźniach, które kończą się wraz z sukcesem jednych i porażką innych, „ustawionych” werdyktach. Zwyciężczynie podlegają nieustannej krytyce, często złośliwej, a czasem pojawiają się nawet stalkerzy…
Nie, nie, nie… śmieje się Renata – Niestety nie zdradzę żadnych mrocznych zakulisowych intryg, ani nie opowiem o połamanych szpilkach, czy pociętych kreacjach… bo takich historii po prostu nie ma. Zgrupowania (wzięłam udział w trzech konkursach) przebiegają poprawnie, mają ustalony harmonogram każdego dnia i tylko od czasu do czasu kandydatki do tytułu w pełnym „rynsztunku” ze szczerym uśmiechem ruszają na zorganizowane wizytacje… 
Z przyjaźnią, tak jak już ktoś powiedział, jest jak ze złotem, trudno rozróżnić prawdziwe od tombaku. Poza tym często odległość rozluźnia więzy, wszyscy wracają do swojego naturalnego środowiska i pozostaje tylko zwykła znajomość. Każda z dziewczyn biorących udział w konkursie wierzy, że jest jedyna i wyjątkowa, więc trudno się dziwić, że każda jest później trochę zawiedziona, gdy inna założy koronę. 
Oczywiście! Negatywne aspekty popularności i sukcesu odczułam na własnej skórze. Po pierwsze rodacy dali się poznać jako znawcy i samozwańczy krytycy kobiecej urody, a części z nich zdecydowanie moja aparycja zaburzyła wrażenia estetyczne. Paradoksalnie na mnie wpisywane hejty działały jak woda na młyn, wyszłam bowiem z założenia, że lepiej być brzydką Miss Polski, niż w ogóle nią nie być (śmiech). Uroda jest pojęciem nad wyraz subiektywnym i co roku wybory Miss wzbudzają skrajne emocje, jedni są zachwyceni, inni zniesmaczeni, taka już tradycja.
A plotki? Gdy ludzie żyją sukcesami innych, starają się dopisywać nowe wersy historii, by urozmaicić szarą rzeczywistość. Szukają drugiego dna i rozkładają na czynniki pierwsze zdarzenia, które nie mieszczą się w ich głowach. Po tym przydługawym wstępie dochodzę do sedna, czyli do plotek, które z mojej perspektywy były, są i będą nieodzownym elementem każdego konkursu piękności… dodają trochę pikanterii i zamieszania, ale nie mają żadnego znaczenia, dopóki nie naruszają czyjejś sfery osobistej. Jako Miss Polski miałam to szczęście, że żadna plotka nie dotknęła mnie bezpośrednio.
Rok z koroną był wyjątkowy, intensywny, pełen radości i wzruszeń. Po latach zapomina się o negatywnych stronach (o ile takie w ogóle były), a pamięta tylko te pozytywne.
Konkurs Miss Polski pozostał dla Renaty pięknym wspomnieniem… Nie żałuje swojej decyzji o udziale w nim, mówi, że było warto. Z własnej perspektywy zachęca inne dziewczyny.
Nie ma nic piękniejszego od spełniania marzeń, więc jeśli tylko korona Miss jest jednym z nich, to bez wahania należy podjąć ryzyko. Nie ma recepty na wygraną, ani na szczęście, ale każdy pisze własną historię, a epizod z Miss Polski będzie pięknym wspomnieniem, kiedyś wywołującym uśmiech na twarzy.
I choć od tamtej chwili minęła dekada, Renata mówi, że właściwie jej życie się przez ten czas nie zmieniło. A ona sama?

Nic się nie zmieniło po tych dziesięciu latach! No może oprócz tlenionego blondu na włosach i zmiany stylu życia na tak modny w dzisiejszych czasach fit style. A tak poważniej, to wydaje mi się, jakby to było wczoraj, tylko przez noc przeszłam ewolucję, czy wręcz rewolucję zarówno fizyczną, jak i psychiczną. Zaczęłam dbać o kondycję fizyczną, cenię sobie naturalny look i zacięcie chronię swoją prywatność. Nie czuję upływającego czasu, bo moja głowa się nie starzeje, tylko otwiera na nowe horyzonty, oczy widzą więcej, uszy słyszą głośniej, a serce kocha mocniej.

Wywiad z Ingą Padlewską

Inga Padlewska – finalistka Miss Polski ’94

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w marcu 2015 r.

Inga Padlewska dokładnie 20 lat temu, w 1994 roku, wzięła udział w konkursie Miss Polski. W finale zajęła 4 miejsce, zdobyła tytuł 3 Wicemiss. W tym roku była gościem podczas jubileuszowej gali z okazji 25-lecia wyborów Miss Polski. Specjalnie dla Globmiss opowiedziała, czy udział w konkursie odmienił jej życie i ją samą.
W 1994 roku miałam 18 lat, mieszkałam w Zielonej Górze, miałam chłopaka (obecnego męża), uczyłam się w III klasie Liceum Ogólnokształcącego, a po ukończeniu szkoły średniej, planowałam zdawać na studia prawnicze. Żyłam zmieniającą się po ’89 roku Polską. Uwielbiałam czytać książki, spotykać się ze znajomymi i byłam w ciągłym ruchu…Tańczyłam w zespole Magic Girls, który był pierwszym w Polsce zespołem dopingującym żużlowców i koszykarzy z prawdziwymi amerykańskimi pomponami! 
Kiedy miałam 16 lat, wystąpiłam w konkursie The Look Of The Year i zakwalifikowałam się do półfinału, wtedy też po raz pierwszy miałam na nogach szpilki i musiałam nauczyć się w nich chodzić. Od tego momentu rozpoczęłam pracę w agencji modelek. 
W związku z moimi zajęciami (najpierw udział w konkursie dla modelek, później praca w modelingu), wszyscy w kółko mi powtarzali: „idź i spróbuj szczęścia w wyborach Miss”. Dałam się ponieść chwili….Nie kusiły mnie nagrody, sława czy inne profity, po prostu postanowiłam zgłosić się, zobaczyć, jak to jest i przekonać się, co będzie dalej…. 
Dla mnie nie miało wówczas znaczenia, czy to będzie konkurs Miss Polski czy Miss Polonia. Po prostu akurat w mojej rodzinnej Zielonej Górze odbywały się eliminacje do Miss Polski – wybory Miss Ziemi Lubuskiej. Wystartowałam w nich. Niczego się nie spodziewałam, ale zajęłam pierwsze miejsce. Zostałam Miss Ziemi Lubuskiej. A ponieważ wygrałam, automatycznie zakwalifikowałam się do finału Miss Polski 1994.
Później okazało się, że Miss Polski było wtedy konkursem mniej prestiżowym. Laureatka tego tytułu miała mniejsze szanse na karierę, zdobycie medialnej popularności, niż Miss Polonia. Gala finałowa nie była nawet transmitowana na żywo w telewizji.
Przed finałem były jeszcze półfinały ogólnopolskie w Teatrze Muzycznym Roma. Ja jako Miss Regionu i finalistka Miss Polski byłam tam jedynie gościem i prezentowałam się wraz z innymi Miss Regionów w strojach ślubnych. To był nasz pierwszy kontakt ze sobą. Było miło i sympatycznie, bo nie było jeszcze żadnej rywalizacji. Pamiętam tylko, że scenografia składała się z bardzo wysokich schodów, które miały bardzo wąskie stopnie. Ubrana w bombkową suknię ślubną, nie widziałam schodków przed sobą. Na przedostatnim potknęłam się i prawie z nosem przy ziemi wylądowałam na scenie. Cała widownia zamarła, a ja wstałam i tak zaczęłam się śmiać, że sypnęły się gromkie oklaski. Dusiłam fale śmiechu do końca występu…
Ostatnią galę jubileuszową Miss Polski 2014 poprzedziły aż 3 zgrupowania. A jak było 20 lat temu?
We wrześniu miałyśmy pierwsze dwutygodniowe zgrupowanie w ośrodku wypoczynkowym w Wildze pod Warszawą. Dwa tygodnie ćwiczeń i zero kontaktu ze światem (dawał o sobie znać choćby brak komórek, bo choć dziś trudno w to uwierzyć, to były te zamierzchłe czasy, gdy nie było internetu i telefonów komórkowych ;)) Warunki miałyśmy dość spartańskie. Domki kempingowe ukryte w lesie, przeznaczone do zamieszkania latem, jesienią były zimne, pełne myszy, które chodziły po nas w nocy i obgryzały nam buty. Letnia woda do kąpieli i rygor jak w obozie dla rekrutów. Ale nie narzekałyśmy, to była nasza wielka przygoda. Podczas zgrupowania uczyłyśmy się m. in. trudnej sztuki pozowania do zdjęć, ruchu scenicznego, dykcji. W domku mieszkałam razem z Magdaleną Lewandowską, późniejszą Miss Polski i bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Jednak jak się później okazało, była to przyjaźń jedynie na krótki czas.
Kolejne zgrupowanie rozpoczęło się tydzień przed galą finałową, nad Zalewem Zegrzyńskim. I tu „zaczęły się schody”. To zgrupowanie było poza tym bardzo intensywne i męczące. Dwa dni przed finałem miały miejsce rozmowy z jury i doszło do pierwszych niesnasek pomiędzy dziewczynami, aroganckiego zachowania niektórych i „walki” o to, która ładniejsza. Pojawiły się plotki, która ma wygrać i do czego się posunęła, żeby ją wybrali. Oczywiście były kłótnie o sukienki na finałowe wyjście, pomówienia o „romanse” ze sponsorami. Trochę nie mogłam odnaleźć się w tej sytuacji po poprzedniej miłej i kumpelskiej atmosferze. Nie rozumiałam tej rywalizacji. 
W finale wystąpiło 26 dziewczyn. Gra toczyła się o wysoką stawkę – nagrodą główną, poza koroną Miss Polski, było 10 tys. złotych. Koncert finałowy odbył się 22 października.
Koncert finałowy w Sali Kongresowej Pałacu Kultury był wielkim wydarzeniem. Cała gala to jeden wielki stres, by nie zapomnieć układów choreograficznych i na czas się przebrać. Miałyśmy tylko ładnie się uśmiechać i wyglądać. Machanie, wysyłanie buziaków itp. było surowo zabronione. Teraz to wygląda inaczej, dziewczyny mogą być bardziej spontaniczne. 
W czasie gali miałam jedną zabawną wpadkę. Zaczęło się od tego, że podczas układania choreografii podglądałyśmy kandydatki do tytułu Miss Nastolatek, które były z nami na zgrupowaniu. Miały według nas przygotowane na finał fajne i dynamiczne układy. Zmusiłyśmy naszego choreografa, by choć jedno nasze wyjście nie było tylko wychodzeniem tam i z powrotem, ale tańcem z prawdziwego zdarzenia. Dał się namówić! Uwielbiałyśmy ten układ do muzyki „A View To a Kill” zespołu Duran Duran. Do tej pory uważam tą choreografię za jedną z najlepszych. Włożyłyśmy w nią całe nasze serca. Nasze ubrania w tym tańcu to był mix zimowych marynarek, krótkich spódniczek i a’ la wojskowych butów. Moja marynarka posiadała tylko jeden guzik. Pod spód założyłam stanik zapinany z przodu, wygodniejszy w czasie szybkiego przebierania się. Podczas jednego z wymachów poczułam, że stanik mi się rozpina. Do końca tańczyłam wymachując rękoma na pół gwizdka i modląc się w duchu, by stanik nie wypadł spod marynarki….
Koncert dobiegł końca, jurorzy wydali werdykt. Miss Polski 1994 została Magdalena Lewandowska z Bydgoszczy, a Inga Padlewska zajęła 4 miejsce i zdobyła tytuł 3 Wicemiss Polski.

Do końca nie znałyśmy wyników. Werdykt poznałyśmy dopiero, gdy odczytał go konferansjer na scenie. Magda Lewandowska wygrała zasłużenie. Miała „to coś”, co ją wyróżniało, była fotogeniczna. Ja zajęłam 4 miejsce. W nagrodę dostałam kreacje, w których wystąpiłam na scenie, kosmetyki i 2000 zł. To wówczas z jednej strony był dla mnie na pewno duży sukces. Z drugiej zaś strony czułam się pokonana. Oczywiście wolałabym być pierwsza. 
W czasie czytania ostatecznego wyniku, wychodząc na scenę kręciłam głową. Wszyscy to wzięli za moje niezadowolenie z werdyktu i tytułu 3 Wicemiss Polski, ale prawda była taka, że dziewczyny, a zwłaszcza Ewa Łaszewska, kłóciły się za sceną o błąd przy wyczytywaniu Top 5 (konferansjer przypisał do numerów startowych dziewczyn niewłaściwe nazwiska i do Top 5 początkowo zamiast Magdy Lewandowskiej, wyczytał Ewę Łaszewską, co okazało się pomyłką). Ewa płakała, miała olbrzymie pretensje do Magdy Lewandowskiej, dziewczyny skakały sobie do oczu, a ja kręciłam głową z dezaprobatą na ich zachowanie.
Skończyła się gala, zgasły światła jupiterów, dla Ingi rozpoczęło się nowe życie z diademem 3 Wicemiss Polski…
Nadrobiłam zaległości w szkole, pogodziłam obowiązki Miss z nauką. W terminie zdałam maturę. Jako Wicemiss Polski brałam udział w sesjach zdjęciowych, reprezentowałam również Polskę w konkursie Inter Miss ’95 na Ukrainie, który wygrałam! W nagrodzę za zwycięstwo dostałam piękne futro z królików, radiomagnetofon i koszulkę.
Był to konkurs, który miał wyłonić najpiękniejszą z krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Zgrupowanie przed finałem trwało tydzień, mieszkałyśmy w jednym z najlepszych hoteli w Tarnopolu, bardzo dbano o nasze bezpieczeństwo. Gala wypadła okazale, odbyła się w pięknym Teatrze Tarnopolskim.
Jednak finał Miss Polski był daleko bardziej nagłośniony, popularny, z o wiele cenniejszymi nagrodami, emocjonowała się nim cała Polska. O moim zwycięstwie w konkursie Inter Miss słyszało niewiele osób, zatem nie potraktowałam tego, jako wielkiego sukcesu, ale cieszyłam się z możliwości poznania innej części świata.
Po maturze i przekazaniu tytułu 3 Wicemiss Polski wyjechałam do Paryża na zaproszenie jednej z agencji modelek i przez rok pracowałam tam jako modelka. Praca modelki w Paryżu bardzo różniła się od tego, co było w tamtych czasach w Polsce. Pełen profesjonalizm. Ktoś, kto myśli, że to łatwa i przyjemna praca, bardzo się myli. Od rana do wieczora udział w castingach (bieganie po całym Paryżu z jednego miejsca na drugie), ciągła presja odchudzania i porównywania się do innych modelek. W owym czasie pracowało tam około 7 tyś. dziewczyn i każda chciała trafić do zacnej 10 najlepszych, obok Cindy Crawford, Lindy Evangelista itp. I nagle kreatorzy mody zmienili wizje wzorcowej modelki. Stała się ona bezkształtnym tworem, androgynicznym idealnym modelem. Poznałam tam dziewczyny z całego świata, każda miała inną motywację do pracy. Amerykanki, nawet jak nie miały zleceń i pieniędzy, dzwoniły do rodziców i bez problemów otrzymywały wsparcie finansowe. Rosjanki i Ukrainki miały silną potrzebę pozostania w tym kolorowym świecie, parły do przodu, nie miały do czego jeszcze wtedy wracać. Ja po roku doszłam do wniosku, że rezygnuję. Nie byłam Amerykanką, ale też nie byłam Rosjanką. Miałam gdzie i do kogo wracać.
Z perspektywy czasu myślę, że warto wziąć udział w konkursie piękności. Człowiek dojrzewa, ogląda świat z innej perspektywy. Tu nawet nie chodzi o nagrody, ale o wspomnienia, przeżycia, doświadczenie życiowe. Dzięki udziałowi w konkursie Miss Polski, zwiedziłam całą Europę, spotkałam się na jednym pokazie z Naomi Campbell, dostałam jej autograf. Miałam możliwość poznania innego życia, światka artystycznego, show-biznesu. To niezapomniane przeżycie. Wydoroślałam i nauczyłam się patrzeć na siebie obiektywnie. A to bardzo ważne. Była to wielka próba dla mnie i dla moich bliskich. Teraz myślę, że może nawet dobrze się stało, że nie wygrałam tytułu Miss Polski. I tak mogłam pracować w Paryżu, brać udział w wyborach Inter Miss, zobaczyć sporo świata i poznać wspaniałych ludzi. Dziś nie muszę wiecznie nikomu niczego udowadniać, nie mam kompleksów. Kocham ludzi, którzy szanują mnie za to kim jestem i jaka jestem. 
Od tamtych wydarzeń minęło 20 lat. Jaka jest Inga Padlewska dziś?

Dziś jestem kobietą dojrzałą. Spełnioną mamą i żoną. Wybudowałam już drugi dom, zwiedziłam sporo świata, skończyłam studia i pracowałam, czasami ciężko, w branży, która nie ma nic wspólnego z modelingiem. Zmieniłam też perspektywę, inaczej patrzę na świat mody i wybory Miss. Czasy się zmieniły i ja także. Zostałam zaproszona na 25-lecie Miss Polski, za co bardzo organizatorom dziękuję. Byłam pod wrażeniem zmian, tego, jak obecnie wygląda cały spektakl i przygotowania do niego. Dzisiejszym finalistkom mogę jedynie pozazdrościć profesjonalizmu ekipy i idealnych warunków. Nasze wybory sprzed 20 lat to wręcz archaizm i ciężka praca w porównaniu z obecnymi wyborami.