Wywiad z B. Modrzejewskim

Bronisław Modrzejewski –

absolwent Wydziału Malarstwa i Scenografii na ASP w Warszawie. Inicjator słynnych „Balów Gałganiarzy”, współorganizator salonów, galerii, klubów. Związany od szeregu lat z „Hybrydami”, był autorem większości scenografii teatralnych i plakatów tego klubu. Zaprojektował kostiumy i wnętrza do kilku filmów oraz scenografię do kilku sztuk teatralnych. Jest autorem ponad 150. dekoracji do widowisk okolicznościowych, głównie w Sali Kongresowej. Projektował również scenografię dla koncertów i występów kabaretowych w Polsce i za granicą. Jest autorem szaty graficznej plakatów, programów, zaproszeń. Ma na swoim koncie dwie wystawy indywidualne malarstwa.

Organizatorem pierwszej, po 25-letniej przerwie, edycji konkursu Miss Polonia w 1983 roku była m.in. Stołeczna Estrada, której Bronisław Modrzejewski był głównym scenografem. Został zatem poproszony o przygotowanie scenografii na galę finałową w Sali Kongresowej. Tak zaczęła się jego współpraca z Biurem Miss Polonia.

Początki nie były łatwe. Jak wspomina:

Kiedy po finale wyborów Miss Mazowsza ’83 wychodziliśmy wraz z inymi jurorami, Wowo Bielickim i Stanisławem Cejrowskim, z Teatru Buffo, na ulicy podbiegły do nas trzy kobiety. Zaczęły krzyczeć, że w sklepach na półkach tylko ocet, a my się głupotami zajmujemy, po czym… nas opluły :)”.

Bronisław Modrzejewski nie zniechęcił się jednak i jego współpraca z Biurem Miss Polonia w różnych formach trwa do dziś.

Organizatorzy się zmieniali, a ja pozostałem wierny konkursowi Miss Polonia. Zarówno w 1984 roku, kiedy przestał on być organizowany pod egidą Stołecznej Estrady, jak i w 1990 roku po rozłamie i podziale Biura Miss Polonia. Wielokrotnie projektowałem scenografię finałowej gali. To ja jestem autorem oficjalnego logo konkursu – zarówno tego pierwszego, które „obowiązywało” w 1983 roku i na prośbę organizatorów zostało zmienione, jak i tego drugiego, które od 1984 roku towarzyszy nam do dziś, a wybrane zostało spośród wielu projektów, jako najprostsze, najbardziej zapamiętywalne. Moim projektem jest też tron, na którym od kilkunastu lat zasiada Miss Polonia po koronacji. Jest na tyle wysoki, by nad siedzącą nad nim dziewczyną, było widoczne także konkursowe logo. Wraz z Edwardem Lutczynem jestem współtwórcą szaty graficznej folderu konkursowego w latach 1987 – 2000.

Kilkakrotnie zasiadałem w jury konkursu (m. in. w 1983 i w 1992 roku), jednak choć przyczyniłem się do wyboru kilku Miss Polonia, nie mam swojej ulubionej, którą uważałbym za tę najpiękniejszą. Każda była inna, ale każda miała wiele uroku i posiadała owo magiczne „coś”. Nie mam też jakiegoś określonego kryterium, którym kieruję się przy wyborze. Od razu wiem, czy dziewczyna mi się podoba, czy nie.

Przez kilka lat miałem również przyjemność projektować szarfy dla laureatek konkursu Miss Moskwy.”

Bronisław Modrzejewski dla Biura Miss Polonia przygotowywał scenografię koncertów finałowych w Sali Kongresowej PKiN w Warszawie, w Operze Leśnej w Sopocie, w Kieleckim Centrum Kultury, w Teatrze Muzycznym w Gdyni.

O wyborze miejsca finału decydują organizatorzy. Ja dostawałem informację, gdzie gala się odbędzie i przystępowałem do pracy. Minimum na miesiąc przed koncertem musiałem przedstawić gotowy projekt scenografii. Najlepiej znam oczywiście Salę Kongresową. Nazywano mnie nawet „duchem” tego miejsca, tyle czasu tam spędziłem. Kiedyś przesiedziałem w Sali Kongresowej, przygotowując scenografię do jakiegoś projektu bez przerwy 3 dni i 3 noce.:). Nie mam jednak swojego ulubionego miejsca, swojej ulubionej sceny, gdzie najbardziej lubię pracować. Nie ma dla mnie znaczenia, czy sala jest duża, czy mała, ani czy znajduje się pod dachem, czy na otwartej przestrzeni. Właśnie po to jest dobry scenograf, żeby w każdym miejscu (no, może poza przestrzenią kosmiczną) poradził sobie i wyczarował piękne dekoracje.”

Lubi pracować przy imprezach „na żywo”.

Wtedy jest więcej stresu, adrenaliny, ale i emocje są bardziej autentyczne, satysfakcja nieporównywalna. A wpadki zawsze mogą się zdarzyć tuż przed galą nawet, lub w jej trakcie. Trzeba być na nie przygotowanym.”

Najbardziej utkwiła Bronisławowi Modrzejewskiemu w pamięci pierwsza scenografia jaką przygotował na finał Miss Polonia w Operze Leśnej w Sopocie w 1986 roku. Dziś wspomina z dumą:

„Opera Leśna to jedyny, nie tylko w Polsce, ale i w Europie, amfiteatr znajdujący się faktycznie w lesie. Bardzo trudno jest przygotować scenografię, która uszanowałaby to miejsce, zachowała, czy wręcz podkreśliła jego naturalne walory. Ostatni raz udało się to jeszcze przed wojną. My byliśmy następni. „Pajęczyna”, którą rozpostarliśmy nad Operą Leśną, okazała się strzałem w dziesiątkę.”

Zapytany o największe problemy, jakie napotykał podczas pracy dla konkursu Miss Polonia, odpowiada:

„Choreografowie zawsze chcieli, żeby elementem scenografii były schody. Tymczasem schodzenie po nich sprawiało dziewczynom najwięcej trudności. Tzw. „ośli trep”, czyli szerokość schodka, powinna mieć od 30 do 35 cm. Inaczej grozi to upadkiem osoby, która po nim schodzi. Idealna wysokość schodka, to ok. 15 cm. Przestrzegałem tego, ale i tak Lidia Wasiak do dziś wspomina dwudziestostopniowe schody na środku sceny, opadające od 3,7 m wysokości, po których finalistki musiały zejść promiennie uśmiechnięte w rytm muzyki granej przez orkiestrę Fijałkowskiego. 🙂

To cud, co rokrocznie potrafili zrobić z finalistkami choreografowie. W ciągu ok. dwóch tygodni z zupełnych amatorek robili z dziewczyn prawie zawodowe tancerki. Niezrównana w tej sztuce była zwłaszcza Zosia Rudnicka”.

Ostateczny efekt, jaki oglądamy na scenie podczas finałowej gali, to efekt bardzo wielu kompromisów i ustaleń. Ja jestem zadowolony, jeśli uda mi się zrealizować w 50% swój pierwotny zamysł, projekt. Ale to zdarza się niezwykle rzadko. Swoje wymagania odnośnie scenografii mają choreografowie, organizatorzy, sponsorzy. Istnieją określone w umowie bardzo dokładne ustalenia odnośnie wielkości logo każdego ze sponsorów, tego gdzie i ile razy wolno je na scenie umieścić, itd., itp. Nie są może te ustalenia tak precyzyjne, jak przy imprezach sportowych, ale istnieją i należy brać je pod uwagę. Swoje wymogi ma także telewizja. Oni muszą mieć w szklanym okienku efektowny obrazek, czasem efektowniejszy, niż na żywo, a czasem nie. Dużo też zależy od reżysera. Dla jednych ważniejszy jest widz w teatrze, czy sali widowiskowej, dla innych telewidz. Są też ograniczenia finansowe, budżet, w którym muszę się zmieścić. Ale niekoniecznie i nie zawsze to, co najdroższe, jest najbardziej efektowne”.

O swojej pracy mówi skromnie: „Scenografia jest sztuką służebną. Powinna być jedynie tłem dla dziewczyn, dla tego, co dzieje się na scenie. To finalistki powinny być dobrze widoczne, nie dekoracje. Nie trzeba się nimi popisywać. Jak mawiał prof. Daszewski, idealnie jest wtedy, kiedy widz, po wyjściu z teatru zachwycony jest przedstawieniem, a nawet nie pamięta, jaka była scenografia. Nie zwrócił na nią samą uwagi, bo stanowiła jedynie jeden z elementów spektaklu. Szkoda, że dziś tak rzadko jest w salach widowiskowych kurtyna. Kiedyś kurtyna się wznosiła, od razu rozpoczynała się akcja i widz nie miał nawet czasu zauważyć, jak wygląda scenografia. Dziś za bardzo się na niej skupia.”

Przez prawie 30 lat współpracy z Biurem Miss Polonia możliwości techniczne zmieniły się niewyobrażalnie.

Nie wiem jednak, czy przez tak niezwykły postęp techniczny i możliwości, jakie są obecnie, scenografia i oprawa finałowej gali zyskała na atrakcyjności. To chyba zależy od tego, do kogo ma być adresowane widowisko. Myślę, że starsze pokolenie wspomina z sentymentem dawne czasy, młodym pewnie podobają się obecne kolorowe, migające jak w kalejdoskopie światła, efekty specjalne i scenografia będąca wytworem pracy komputerowych grafików.”

Pomimo swoich licznych sukcesów, Bronisław Modrzejewski najbardziej dumny jest ze swojej córki, która jest socjologiem. Jej zdjęcie umieścił w oficjalnym folderze konkursu Miss Polonia w 1998 roku.:)

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Biura Miss Polonia we wrześniu 2009 roku

Wywiad z R. Jonek – cz. II

Roksana Jonek – Miss Polonia 1997; reprezentowała Polskę na konkursie Miss World 1997.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia we wrześniu 2009 roku.

Porażka na Seszelach? Tryumf w Malezji !

Jako Miss Polonia odbyłam tylko dwie dalekie podróże, chociaż i tak uważam, że to dużo, bo pamiętam, że niekiedy, jak dziewczyny leciały na wybory Miss World, to one były albo w Londynie, albo w jakichś innych, nie bardzo egzotycznych miejscach. Ja akurat miałam to szczęście, że trafiłam na Seszele,  bo tam właśnie  były organizowane wybory Miss Świata, w których uczestniczyłam. Seszele naprawdę zachwyciły mnie wtedy. I do dzisiaj jest to raj na ziemi.

Najgorszym moim wspomnieniem z roku „missowania” była sytuacja, która spotkała mnie właśnie jak poleciałam na wybory Miss Świata. Pierwsze spotkanie było w Londynie, dopiero stamtąd miałyśmy udać się na Seszele. To był mój pierwszy lot samolotem w życiu. Przed wylotem powiedziano mi, że ktoś z biura Miss Świata będzie na mnie czekał. Przyleciałam do tego Londynu na to ogromne lotnisko. Co prawda znałam angielski, ale byłam młodą, zagubioną dziewczyną, która wiedziała, że jest gdzieś tam w świecie sama i teraz może liczyć tylko na siebie i na tę osobę, która mnie odbierze. I…nikt po mnie nie przyjechał i czekałam na tym lotnisku chyba ze 3 godziny, nim w końcu ktoś się po mnie zjawił. Do dziś pamiętam, jak nieprzyjemnie się wtedy czułam…

Konkurs Miss World wspominam może z taką troszeczkę nutą żalu, bo ja się czułam razem z  innymi dziewczynami z bloku wschodniego, z Czeszką, ze Słowaczką takim troszeczkę Kopciuszkiem. Dziewczyny z USA, z Anglii, czy z innych bogatszych krajów, miały ze sobą po 10 walizek, codziennie na kolację stroiły się w inne stroje, wszystkie oczywiście starannie dobrane. Natomiast my miałyśmy ze sobą tylko dwie walizki, jakieś tam swoje ciuchy i dwie sukienki na tę główną galę. Czułyśmy się przez to troszeczkę niepewnie i bardziej jako kolonistki i wczasowiczki, niż uczestniczki takiego wielkiego przedsięwzięcia, jakim były wybory Miss Świata.

Ktoś mi kiedyś zasugerował, że to, że nie zaistniałam na wyborach Miss Świata, to moja porażka. Ale ja to skwitowałam jednym zdaniem, że w tamtym roku żadna Europejka nie dostała się do finału, więc to była taka może ogólnoeuropejska porażka, a nie tylko moja.

Nie przypominam sobie, żebym w ciągu roku panowania spotkała jakąś taką osobę publiczną, która wywarłaby na mnie jakieś szczególne wrażenie, które pamiętałbym do dzisiaj. Ja po prostu, gdy kogoś spotykałam, czy poznawałam,  to nigdy nie miałam o nim wcześniej jakiegoś wyobrażenia, więc ani nikt mnie specjalnie nie zachwycił, ani nie rozczarował. Poza tym na wyborach Miss Świata w jury nie było w moim roczniku nikogo bardzo ważnego, czy bardzo popularnego. Nie było nikogo na miarę Joan Collins, którą pamiętałam z jury na jakimś wcześniejszym konkursie Miss World. Szkoda, bo ją na pewno zapamiętałabym do dziś, gdyż jak każdy oglądałam kiedyś „Dynastię” i lubiłam tę postać, w którą się wcieliła. Wprawdzie był zaproszony Ricky Martin, który śpiewał na scenie jako gwiazda wieczoru i mijaliśmy się w korytarzu, ale jakoś nie traktowałam go jako kogoś szczególnego.

Natomiast pamiętam za to, że jak wracałam z wyborów Miss Świata i czekałam w Londynie na lotnisku na samolot do Warszawy, to przeszedł obok mnie jakiś facet, który wydawał mi się znajomy. Miałam zakodowane, że ja go skądś znam. I później tak go obserwowałam chwileczkę i skojarzyło mi się, że właśnie minęłam Sean’a Connery! Właściwie to wydarzenie utkwiło mi najbardziej w pamięci z mojej ówczesnej podróży 🙂

Mało się o tym mówi i prawie nikt o tym nie pamięta, że później poleciałam na konkurs do Malezji, który zresztą wygrałam. I uważam to za swój największy sukces w roli Miss. Był to konkurs Miss Tourism International. Wspominam go bardzo mile. Wiąże się z nim taka anegdota: jak Biuro Miss Polonia mnie tam wysyłało ze skromnym kieszonkowym 100 $, ja zażartowałam, że tym razem może przywiozę jakieś pieniądze, bo może wygram ten konkurs. No i faktycznie wygrałam i dostałam nagrodę pieniężną, którą musiałam się podzielić z Biurem Miss Polonia. Tak to wtedy wyglądało. 🙂

Malezja mnie zachwyciła! Chyba ze względu na to, że był to właśnie konkurs Miss Tourism International, my tam bardzo dużo zwiedzałyśmy. Poruszałyśmy się zarówno po kontynentalnej części Malezji, jak i odwiedzałyśmy wyspy malezyjskie. To była naprawdę bardzo ciekawa wycieczka.

Właśnie możliwość podróżowania, to, że zobaczyłam w wieku 18. lat coś, czego niektórzy ludzie przez całe życie nie zobaczą, możliwość kontaktu z różnymi ludźmi, to mi najbardziej utkwiło w pamięci i chyba to mi się najbardziej podobało, kiedy byłam Miss Polonia.

Trudno mi powiedzieć od czego zależy sukces na międzynarodowym konkursie piękności i dlaczego ja osobiście jeden z nich wygrałam, podczas gdy z drugiego wróciłam na tarczy.  Na ten temat mogłyby się wypowiedzieć osoby, które organizują takie imprezy i wiedzą dlaczego takie, a nie inne dziewczyny są wybierane. Na pewno nie tylko ze względu na urodę, ale też myślę, że w takim międzynarodowym konkursie bardzo potrzebna jest oczywiście znajomość języka, jakaś tam komunikatywność, pogodne, miłe usposobienie. Laureatka musi umieć radzić sobie z dala od domu, w towarzystwie zupełnie obcych, nieznanych osób. Na sukces składa się wiele czynników. Nie zawsze najładniejsza dziewczyna wygrywała, bo piękno to pojęcie względne, dla kogoś może być piękna blondynka, dla kogoś innego brunetka i to tak naprawdę do końca nigdy nie wiadomo, która z nich jest piękniejsza.

A jak do takiej imprezy mają się przygotować przyszłe uczestniczki? To, co powiem jest może banalne, ale akurat  tam szata zdobi człowieka i Biuro Miss Polonia powinno naprawdę wziąć to pod uwagę i przygotować tej dziewczynie naprawdę dobry zestaw kreacji, żeby się ładnie zaprezentowała, bo przecież jest ambasadorką naszego kraju i naszą wizytówką. Stroje są tam atrybutami i są potrzebne.

Zmieniły się czasy, zmienił się konkurs Miss Polonia

Za moich czasów było inaczej, niż obecnie. Zainteresowanie wyborami Miss Polonia było z  pewnością większe. Teraz jest tyle tych konkursów, że nikt się nie potrafi połapać,  która Miss jest z którego z nich.

Wydaje mi się, że w czasie, gdy ja byłam Miss, to te wybory miały taką naprawdę historię, oprawę, tradycję i dużo osób się nimi interesowało. Zawsze to było wielkie święto, ogromna gala, która odbywała się albo w Sali Kongresowej, albo w jakimś teatrze w Warszawie. Potem był ogromny bankiet w jakimś super hotelu warszawskim, więc to było wszystko takie na miarę królowej. A teraz, z tego co się zorientowałam, nie zawsze to tak wygląda. Może pieniążków zabrakło i sponsorów. Dziś te wybory już nie są tak „królewskie”, jak za moich czasów. I chyba też tak trochę spowszedniały ludziom i już też nie odbierają tego tak, jak kiedyś.

Powiem szczerze, że śledziłam konkursy Miss Polonia bardzo uważnie, ale w pewnym momencie przejęła je telewizja TVN i zrobiła z tego taki plebiscyt, że głosowali telewidzowie. Ta forma zupełnie mi się nie podobała. Później ze względu na to, że mieszkam za granicą już od 6 lat, nie zawsze mogłam gdzieś obejrzeć te wybory. Ale nadal się nimi interesuję. Zawsze później w Internecie czytam, kto założył koronę Miss Polonia, oceniam czy ładna z niej dziewczyna, czy też mogłaby wygrać inna. Taka ciekawość zostaje.

Nie chciałabym oceniać, która Miss Polonia jest najpiękniejsza. Nigdy się też nad tym nie zastanawiałam, bo każda z nas jest inna i wydaje mi się, że nawet nie ma sensu nas porównywać.

Natomiast Miss Polonia, która na zawsze pozostanie w moim sercu, która jest w jakiś sposób mi bliska, bo jak sama zostałam Miss, to okazała mi sympatię, dawała dobre rady i była naprawdę miła i z którą do dzisiaj utrzymuję bardzo miły kontakt, to moja poprzedniczka Agnieszka Zielińska. O niej mam najlepsze zdanie. Jest to jedyna dziewczyna z tamtych lat i konkursów, z którą do dzisiaj do siebie telefonujemy z życzeniami, pytamy, co u dzieci. Oczywiście ze względu na to,  że tak daleko od siebie mieszkamy, nie widujemy się zbyt często. Ostatni raz widziałyśmy się na tej słynnej gali w Hotelu Polonia Palace, gdzie Ewa Wojciechowska zorganizowała dla nas bardzo przyjemne spotkanie.

Z dala od show-biznesu

 

Konkursowi Miss Polonia w 80-tą rocznicę jego urodzin życzę dalszej kontynuacji w dobrym guście i tonie, dbania o dziewczyny, o swój wizerunek. I żeby przetrwał więcej, niż 100 lat!

A ja? Po dwunastu latach jestem już 12 lat starsza 🙂 Mieszkam na Cyprze razem z rodziną. Wychowuję z mężem naszego dwuletniego synka. Z racji zawodu mojego męża pozwiedzałam troszeczkę Europy, pomieszkałam w różnych krajach. Teraz osiedliśmy na Cyprze. Prowadzę normalne życie. Zajmuję się domem, żyję spokojnie, tak jak chciałam i jestem bardzo szczęśliwa.

Świat show-biznesu jest dziś dla mnie bardzo odległy. Pozostał tylko we wspomnieniach i jedynie czasami, jak ktoś mnie o to zapyta, to mi się przypomina: „A faktycznie, kiedyś byłam tą Miss Polonią…”

Wywiad z R. Jonek – cz. I

Roksana Jonek – Miss Polonia 1997; reprezentowała Polskę na konkursie Miss World 1997.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia we wrześniu 2009 roku.

Zwycięstwo okupione plotkami

Kiedy w 1997 roku zdecydowałam się na start w konkursie Miss Polonia, miałam 18 lat, właśnie zdałam maturę, zdawałam na studia, byłam młodą dziewczyną i wszystko było przede mną.

Pierwszym szczeblem na konkursowej drabinie były wybory Miss Śląska i Zagłębia, które wygrałam i dzięki temu otrzymałam prawo udziału w ogólnopolskim półfinale. Koncert półfinałowy zorganizowany został z trochę mniejszą pompą, niż późniejszy finał. Zaprezentowałam się na scenie i zostałam zakwalifikowana do grona 20. finalistek konkursu Miss Polonia.

Finałową galę poprzedzało zgrupowanie przygotowawcze. Pamiętam je jako taki obóz kolonijny, gdzie my wszystkie się kolegowałyśmy, jedna drugiej pomagała w rozwiązywaniu różnych problemów, pożyczałyśmy sobie sukienki. Było bardzo przyjemnie, nie było rywalizacji, żadnych przykrych sytuacji, byłyśmy zgraną grupą.

Dziś dziewczyny są chyba bardziej świadome szansy, jaką daje im wygrana w konkursie Miss Polonia – szansy na zrobienie kariery w show-biznesie, na pracę w telewizji. Wtedy to była dla nas przygoda, która dla mnie zakończyła się pomyślnie – zdobyłam tytuł Miss Polonia ’97.

Prawie zawsze pojawiają się plotki, że werdykt jest „ustawiony”. Mnie one także nie ominęły. A skąd się wzięły? Przytoczę taką anegdotę. W tamtym czasie moim bardzo dobrym kolegą był Tomek Ossoliński. Oboje pochodzimy ze Śląska, ja wtedy brałam udział w różnych pokazach mody, a on szył dla „Bytomia” i tak się poznaliśmy. Przed finałem Miss Polonia Tomek obiecał mi, że na bal koronacyjny, czy wygram czy nie, uszyje dla mnie piękną suknię. Nie pokazał mi jej nawet wcześniej, przyszedł z  nią dopiero na samą galę, a ja miałam się po prostu przebrać w nią na bankiet. Gdy ją zobaczyłam, suknia była przepiękna, bordowa. Oczywiście ją ubrałam, pasowała jak ulał. I wówczas okazało się, że  rąbek tej korony, którą wtedy już nosiłam na głowie, miał identyczny kolor jak ta suknia. To był naprawdę zbieg okoliczności, ale stąd  poszła plotka, że to wszystko było zaplanowane, bo jak inaczej mogłabym mieć suknię tak idealnie dobraną pod kolor korony. 🙂

Oliwy do ognia dolewały media. Dziennikarze zarzucali mi brak jakiejkolwiek reakcji na werdykt jury, radości i to, że nie rozpłakałam się ze szczęścia. Próbowałam to wiele razy prostować. Nie każda osoba przecież reaguje podobnie na miłe zaskoczenie. Jedni płaczą, inni nie wiedzą co powiedzieć, jeszcze inni się uśmiechają, a niektórzy po prostu mają kamienną twarz. Później wielokrotnie oglądałam fragment z tych wyborów, moment koronacji. Ja widziałam na swojej twarzy szczęście i niespodziankę. Osoby, które mnie nie znały, pewnie zupełnie inaczej to wtedy odebrały.

Rok z koroną na głowie

W nagrodę za wygranie wyborów Miss Polonia dostałam m.in. bardzo drogie futro bardzo słynnej włoskiej firmy „Marbella”. Futro zrobione było ze skór hodowanych specjalnie w Kanadzie lisów. Naprawdę, próbowałam się pozbyć tego futra wielokrotnie, chciałam je sprzedać lub  przerobić, ale nic z tego nie wyszło i ono dalej wisi już od 12. lat u rodziców w szafie. Jest to taki prezent, którego ja nigdy nie wykorzystałam i jedna z takich rzeczy, z którymi nie za bardzo wiadomo co zrobić.

Wygrałam także samochód, Fiat Bravo. Był i jest on w mojej rodzinie do dzisiaj. Najpierw ja sama nim jeździłam, potem oddałam go moim rodzicom. Jest on uznawany za taką rodzinną pamiątkę i podejrzewam, że już raczej rodzice go nie sprzedadzą. Jak odmówi posłuszeństwa, będzie stał w garażu.

Ja odkąd byłam małą dziewczynką, interesowałam się konkursem Miss Polonia i zawsze, co roku, jak były te wybory transmitowane w telewizji, zasiadałam przed telewizorem i to było dla mnie takie swego rodzaju święto. Miałam takie swoje wyobrażenie, że później, jak zostanie się taką Miss, to dużo osób o nią dba, że ma pełną garderobę ciuchów, do dyspozycji makijażystów, fryzjerów, którzy troszczą się o jej wizerunek. Tak zawsze mi się wydawało. Później, gdy zostałam tą Miss, okazało się, że często były takie sytuacje, że właściwie musiałam radzić sobie sama, że gdyby nie sukienki zaprzyjaźnionego Tomka Ossolińskiego, to nie miałabym w czym wystąpić na konkursie Miss Świata. Wtedy mój entuzjazm troszeczkę opadł. Ale nie zrobiłam z tego wielkiej tragedii. Dzisiaj, kiedy to wspominam i  patrzę na to z perspektywy tych dwunastu lat, to myślę, że może to były po prostu wtedy takie czasy i tak to u nas w Polsce wyglądało. Absolutnie nie mam do nikogo o to pretensji. A nawet myślę, że dzięki temu, że wtedy nie było sztabu fachowców współpracujących z Biurem Miss Polonia i nikt nam nie podpowiadał, w co się mamy ubierać, jak zachowywać, to może konkurs Miss Polonia otworzył mi jakąś  drogę do większej samodzielności. To był naprawdę taki niezły test na sprawdzenie samej siebie, na wydoroślenie. Przecież ja, kiedy zostałam Miss Polonia, miałam 18 lat, byłam zresztą, jak się później okazało, najmłodszą Miss Polonia w historii.

Ludzie, którzy mnie znają, twierdzą, że tytuł Miss Polonia mnie nie zmienił, że pozostałam taka sama. Ja myślę, że poszerzył mi horyzonty. Zaczęłam podróżować, zwiedzać świat, poznawać ludzi, uczyć się języków. Ciekawość świata i chęć poznawania czegoś nowego została mi do dzisiaj. Dzięki konkursowi zainteresowałam się podróżami. Przestałam bać się tego, co przed nami, co jeszcze możemy zrobić. To jest bardzo pozytywne.

Nie uważam, żeby po zdobyciu przeze mnie korony zmienił się stosunek znajomych do mojej osoby. Wręcz przeciwnie, zawsze się spotykałam z sympatią ludzi, z ich pomocą i życzliwością. Przyjaciele nie odwrócili się ode mnie. Nie mam negatywnych doświadczeń w tym względzie.

Moja kadencja przebiegała bardzo spokojnie. W ramach swoich obowiązków pojawiałam się na wyborach regionalnych, czy różnych targach, gdzie reklamowałam sponsorów wyborów Miss Polonia. Nie przypominam sobie żadnej szczególnie zabawnej sytuacji z tego okresu. Niczego też nie żałuję.

Nie byłam nigdy bohaterką jakichś plotek, nikt o mnie źle nie mówił. Wtedy nie wypisywano jakichś bzdur w prasie brukowej.  Oczywiście było mi miło, jak ludzie podchodzili i gratulowali mi mówiąc, że faktycznie wybór był celny. Tylko raz ktoś napisał mi list z taką treścią w środku, że nigdy w życiu nie zdarzyło się, żeby ktoś wybrał brzydszą Miss Polonia, niż ja jestem. Wtedy, dla 18-latki to był policzek. Od razu ten list podarłam i wyrzuciłam. Natomiast gdybym go dzisiaj dostała, to pewnie schowałabym go na pamiątkę.

Przypomniała mi się jeszcze jedna anegdota. Wtedy z wyborami Miss Polonia niemal zbiegały się w czasie wybory Miss Polski. Zaczęto więc nas – zwyciężczynie obu konkursów – porównywać. „Super Express” zorganizował nawet specjalny plebiscyt, która z nas jest piękniejsza. Wypowiadały się na ten temat różne osoby publiczne. I pamiętam taki komentarz Marka Sierockiego, który powiedział, że on woli szczuplejsze dziewczyny, a ja jestem taka bardziej pulchna. Nie wiem dlaczego tak mnie ocenił,  bo ja w tamtym czasie ważyłam 46 kg (przy wzroście 176 cm) i byłam bardzo szczupła. To najlepszy dowód na to, że oceniając kogoś tylko na podstawie zdjęć (a tak właśnie było w tym przypadku), można faktycznie nabrać jakiegoś mylnego przekonania o jego wyglądzie.

Wywiad z A. Portką – cz. II

Agnieszka Portka – finalistka konkursu Miss Polski 1999; reprezentowała Polskę na konkursie Miss Earth 2002.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Z archiwum Miss we wrześniu 2009 roku.

Hmmm…czyżby światowy konkurs piękności dostarczał przyszłej pani socjolog jeszcze więcej „naukowego materiału do jej badań”?

Na wyborach Miss Ziemi było bardzo profesjonalnie, ale nie ukrywam, ze jest to konkurs, na którym można było obserwować wiele różnych ciekawych zachowań, zarówno ze strony uczestniczek konkursu, jak i jego organizatorów, na które wtedy nie do końca byłam przygotowana. Ale dziś myślę, że nie ma potrzeby doszukiwania się sensacji, to są normalne kulisy takich imprez. To jest show-biznes. Jest bardzo duża konkurencja, jest lansowanie kandydatek, które się rozpoczyna już przed wyborami. Oczywiście, pomimo ostrej rywalizacji, też nawiązują się przyjaźnie. Nie chodzi tylko o wygraną, to jest również czas, kiedy możemy poznać nowych, ciekawych ludzi. I to jest ważniejsze, ponieważ konkurs dobiega końca, a przyjaźnie pozostają na całe lata. Ja do tej pory mam kontakt z dwoma dziewczynami: z USA i Norwegii.

Ale zaraz, zaraz, jak w ogóle doszło do tego, że to właśnie Agnieszka reprezentowała Polskę na wyborach Miss Earth 2002, skoro nie dość, że w finale Miss Polski znalazła się w Top 10, to jeszcze brała udział w tym konkursie 3 lata wcześniej?

W 1999 roku wybrano finałową Top „10” w konkursie Miss Polski. Wszystkie te dziewczyny były później związane z agencją Missland, miały możliwość reprezentowania Polski na różnych konkursach międzynarodowych. Pierwszym międzynarodowym konkursem, w którym ja brałam udział po wyborach Miss Polski były wybory Miss Globe na Cyprze i w Turcji w 2000 roku. Na tych wyborach dostałam się do finałowej „10”. Było to duże wyróżnienie zwłaszcza, że mówimy o konkursie międzynarodowym.  Konkurs trwał około 3. tygodni. Przyjechały dziewczyny z wielu różnych krajów świata. Miałyśmy dużo spotkań, wywiadów, wiele godzin treningów, prób choreografii itp. Był też czas na przyjaźnie, poznałam dziewczyny z różnych państw, między innymi zaprzyjaźniłam się z Miss Niemiec, Miss Słowacji oraz Miss Białorusi. Po tym konkursie otrzymałam zaproszenie do Sri Lanki na Miss Tourism, jak również na inne konkursy, jednak z powodu studiów nie mogłam w nich uczestniczyć. W międzyczasie brałam udział w pokazach, promowałam swój region, organizowałam wybory Miss Mielna, przygotowywałam pokazy mody itp. Byłam związana z agencją Missland. Kiedy otrzymałam zaproszenie na Miss Earth 2002 poczułam się wyróżniona. A zwłaszcza, że to ja miałam, jako pierwsza Polka, reprezentować swój kraj na tym konkursie. Myślę, że nie można porównywać konkursów rangi Miss Earth do Miss Polski czy Miss Polonia. Są one organizowane na inną skalę oraz w innym celu.

No właśnie, jak przebiega taka impreza, jak Miss Earth?

Zgrupowanie poprzedzające finał Miss Earth trwało prawie miesiąc. Podczas niego dużo podróżowałyśmy. Miało to na celu zarówno promowanie Filipin, jako miejsca turystycznie atrakcyjnego, jak i przebiegu samego konkursu. Poszczególne etapy wyborów odbywały się w różnych miejscach. Sama gala finałowa była w stolicy – Manili. Każda z uczestniczek prezentowała swój kraj nie tylko na Filipinach, ale i na międzynarodowej arenie. Konkurs podzielony był na małe etapy, między innymi wybory: Miss Bikini, Miss Talent, Najpiękniejszy kostium narodowy oraz wiele innych. Nasz dzień zaczynał się wcześnie rano i trwał do późnych godzin nocnych. Wiele razy brałyśmy ze sobą rzeczy do przebrania się, aby odpowiednio wyglądać podczas różnych spotkań, bankietów, wizyt w domach opieki, rozmów z politykami. Każda z nas promowała swój kraj, miałyśmy ze sobą souveniry reprezentujące nasze państwa. Opowiadałyśmy o tym jak wygląda życie, w moim przypadku w Polsce, sytuacja ekonomiczna, polityczna danego kraju. Konkurs był ściśle powiązany z ekologią i promowaniem jej na Filipinach. Miałyśmy możliwość sadzenia drzew, promowania ekologicznego stylu życia. Miał również na celu podarowanie odrobiny radości tym najbardziej potrzebującym. Nie zapomnę nigdy wizyt w domach opieki, szpitalach czy domach dziecka. Odwiedzałyśmy fabryki, rozmawiałyśmy z ludźmi na ulicach. Odbywały się wywiady, promocje, sesje zdjęciowe, ale również wiece polityczne.

Jednym z najmilszych aspektów uczestnictwa w światowym konkursie piękności jest podróż do egzotycznego kraju i możliwość bliższego poznania go. Agnieszka spędziła prawie miesiąc na Filipinach.

Bardzo mi się podobały podróże, które odbywałyśmy na Filipinach, ponieważ dały mi możliwość poznania tego kraju i nie ukrywam, że bardzo bym chciała móc pojechać tam jeszcze raz, pokazać to wszystko swojemu synowi – piękne rozległe białe plaże, cudowny ocean, smaczne jedzenie, sympatycznych ludzi. Filipińczycy są naprawdę takimi otwartymi, przyjaznymi osobami. Przeraziło mnie zetknięcie się dwóch światów – przeraźliwej biedy i okropnego bogactwa. To było dla mnie bardzo dużym ciosem i było mi bardzo trudno pogodzić się z tą sytuacją. Czułam się zażenowana, że obok siebie mogą mieszkać tak bardzo bogaci i ubodzy ludzie. Myślę, że przerażające jest to, że nie ma klasy średniej, która w jakimś stopniu minimalizuje tą drastyczną różnicę. Obraz dzieci mieszkających na ulicach w papierowych domkach, gotujących na asfalcie, albo proszących o jedzenie jest tam codziennością.  Dzieci wychowujące dzieci, brak opieki medycznej to tylko kilka z wielu problemów.  Dziś wiem, że jest wiele krajów na świecie, które mają podobną sytuację. Wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę z luksusu życia w Polsce oraz w Europie.  A czy są jakieś podobieństwa między obydwoma państwami? Myślę, że tak. Są to kraje katolickie, mocno wierzące, bardzo kochano tam i szanowano Jana Pawła II. Wszędzie tam, gdzie się pojawiałam, pytano mnie o niego i o Prezydenta Wałęsę. Generalnie odbierano mnie bardzo ciepło, miałam wielu zwolenników, wiele osób było sympatycznie nastawionych do mojej osoby.

Od tamtej pory upłynęło 7 lat…

Nie mam ulubionej polskiej Miss, choć może nie, myślę, że taką była Aneta Kręglicka. Gdybym dziś miała swoją twarz i ciało z 1999 roku ponownie wystartowałabym w konkursie Miss Polski. Posiadając dzisiejszą wiedzę, doświadczenie, których nie miałam wtedy, mogłabym w lepszy sposób zaprezentować swoją osobę.  A jaki byłby rezultat? To już życie napisałoby scenariusz. Prawdę mówiąc z tego względu, że dzisiaj mieszkam w Atenach, nie mam za bardzo możliwości śledzenia konkursów piękności, gdyż tego typu imprezy nie są akurat w Grecji transmitowane. Poza tym życie pisze mi inny scenariusz, więc na dzień dzisiejszy interesuję się głównie wychowaniem swego syna Aleksa. Niedawno skończył 6 miesięcy i to on pochłania 100% mojego czasu. Oczywiście nie narzekam, nie są dla mnie ciężarem obowiązki związane z macierzyństwem, myślę, że dzięki Aleksowi jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Zanim zostałam mamą, pracowałam w firmie Changeland. Założyliśmy ją wspólnie z mężem, zajmujemy się konsultingiem, jak również budową SPA II generacji, aranżacją wnętrz oraz budową grot solnych. Zawsze marzyłam o tym, żeby móc podróżować, być między ciekawymi ludźmi, aby spędzać czas aktywnie. Wierzę, że życie powinno być bogate przeżyć, urozmaicone w różne doświadczenia. Dzięki temu kształtuje się nasz charakter, stajemy się lepszymi osobami. Chciałam również realizować się w pracy, której się poświęcę. Tak, aby ta praca dawała mi satysfakcję. Myślę, że moje plany i marzenia udało się w jakimś stopniu zrealizować. Dużo z mężem podróżujemy zarówno po Grecji, jak i po całym świecie. Staramy się spędzać wolny czas aktywnie, zwiedzać, a nasza wspólna praca daje nam satysfakcję i spełnienie.

A co pozostało Agnieszce do dziś po konkursach piękności?

Pozostał do dnia dzisiejszego dobry kontakt z organizatorami konkursu Miss Polski. Traktuję ich jak dobrych znajomych, z którymi zawsze mogę porozmawiać. Na pewno zostały wspomnienia, zdjęcia, doświadczenia życiowe, ale to nie jest to, co jest najważniejsze na takich imprezach. Fajnie jest wygrać, ale najcenniejsze jest to, że człowiek uczy się nawiązywania kontaktów i wykorzystywania ich w przyszłym, dorosłym życiu. Jest to coś, czego bez styczności z wyborami Miss i tym środowiskiem, nie możemy się tak szybko nauczyć. 

No i Agnieszka nie dodała, że pozostało jej również mnóstwo obserwacji i spostrzeżeń bezcennych nie tylko dla socjologa…

Wywiad z A. Portką – cz. I

Agnieszka Portka – finalistka konkursu Miss Polski 1999; reprezentowała Polskę na konkursie Miss Earth 2002.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Z archiwum Miss we wrześniu 2009 roku.

Konkursy piękności mogłyby być przedmiotem bardzo interesujących badań socjologicznych. Zaskakujące jest to, że dotychczas nie powstały jeszcze rozprawy naukowe na ich temat. Dla studentki socjologii, Agnieszki Portki, udział w wyborach Miss był doświadczeniem podwójnie ciekawym…

W 1999 roku miałam 21 lat. Trenowałam aikido oraz Krav Magę. Moją drugą wielką pasją było i jest do dziś żeglarstwo. Wówczas byłam członkiem w klubie żeglarskim „Home” w Szczecinie. Jednak głównie swój czas poświęcałam studiowaniu. Byłam na kierunku Socjologia na Uniwersytecie Szczecińskim. Przygoda z wyborami Miss Polski rozpoczęła się przypadkiem. Zawsze interesowałam się modą, jednak nie wierzyłam, że sama mogłabym być częścią tego wielkiego świata. Jako nastolatka miałam okazję brać udział w kilku castingach, było to dla mnie wielkim przeżyciem zwłaszcza, kiedy okazywało się, że między innymi mnie na nich wybierano. Wtedy właśnie po raz pierwszy mogłam poczuć jak to jest być z drugiej strony na scenie…

Wybory Miss Pomorza Zachodniego były znanym i poważanym wydarzeniem w Szczecinie. Dziewczyny, które startowały w nich, poza urodą zawsze miały dobrą opinię i potrafiły godnie reprezentować swój region. Kiedy dowiedziałam się o tym konkursie, za sugestią znajomych i rodziny zgłosiłam się na casting. Nie traktowałam go jednak, jako najważniejszej rzeczy w moim życiu. Podchodziłam do tego przedsięwzięcia z logicznego punktu widzenia, najpierw studia, a później przyjemność. Myślę, że taka jestem do dziś.

Po pierwszym castingu rozpoczęły się spotkania przygotowawcze do wyborów. W sumie do regionalnego finału zakwalifikowano 12 dziewcząt, a pośród nich znalazłam się również ja. Przygotowania trwały przez wiele tygodni, a dokładniej weekendów. Spotykałyśmy się zawsze z choreografką w sobotnie i niedzielne poranki. Miło wspominam ten czas, nawiązywały się przyjaźnie, niektóre z nich trwają do dziś. Ciężko pracowałyśmy nad układami i choreografią. Program wyborów Miss był bardzo bogaty, występy taneczne, pokazy mody, prezentacja finalistek. Myślę, że do dzisiejszego dnia pamiętam dreszczyk emocji związany z tamtym wieczorem. Zdobycie przeze mnie tytułu najpiękniejszej było wielkim zaskoczeniem… Wielkim miłym zaskoczeniem. Przyznam się szczerze, że nie spodziewałam się, iż to ja zdobędę ten główny tytuł. A jednak tak się stało. W pierwszym etapie konkursu zdobyłam tytuł Miss Pomorza Zachodniego i Miss Foto. Nagrodą był wyjazd do Paryża i zwiedzanie Disneylandu oraz Parku Asteriksa. Jako Miss Foto wygrałam sesję zdjęciową. Jednak, to nie nagrody były ważne, udział w wyborach dał mi możliwość sprawdzenia samej siebie i przeżycia wyjątkowych chwil.

Dzięki tytułowi Miss Pomorza Zachodniego zostałam zaproszona do Warszawy na dodatkowe eliminacje ogólnopolskie, które się tam odbywały. Na miejscu okazało się, że dziewczęta, które zdobyły tytuł Miss Regionu przechodzą te eliminacje automatycznie. Musiałyśmy się zaprezentować i przeprowadzana była wstępna sesja zdjęciowa.  Kolejnym szczeblem były półfinały ogólnopolskie, w których już wszystkie dziewczyny brały udział. Były dwa półfinały. Ja zakwalifikowałam się do Kłodawy. Tam również było zorganizowane przedkonkursowe zgrupowanie. Myślę, że to wtedy po raz pierwszy miałam możliwość zobaczenia, jak wygląda świat mody i Miss z drugiej strony.

W miarę upływu czasu i kolejnych sukcesów, Agnieszka coraz bardziej się wciąga w ten świat, nie tracąc jednak zdrowego dystansu i nie zmieniając swoich priorytetów.

Udział w wyborach Miss Polski dał mi szansę poznania wielu ciekawych ludzi, nawiązałam wiele przyjaźni. Był to również czas sprawdzenia się w trudnych, ekstremalnych sytuacjach. Pokazy konkursowe, prezentacja na wybiegu wymaga dużej siły psychicznej i dyscypliny. Rola Miss wymaga odpowiedniego zachowania, dyscypliny, taktu oraz wielu innych przydatnych zachowań. Biorąc udział w konkursie piękności  ma się do czynienia z zamkniętym środowiskiem, w którym dużo szybciej trzeba dostrzec wiele aspektów i dojrzeć do wielu decyzji. To specyficzne otoczenie pozwala dorosnąć i ukształtować światopogląd na życie. Myślę, że każda dziewczyna, która miała styczność z wyborami Miss lub ze światem mody potrafi ocenić wiele spraw z całkiem innej perspektywy.

Nieodłączną częścią każdego konkursu piękności jest poprzedzające finałową galę zgrupowanie.  Agnieszka dobrze wspomina czas przed finałem Miss Polski 1999.

Każdy szczebel wyborów Miss Polski poprzedzało zgrupowanie. Takie zgrupowania mają na celu naukę choreografii, obserwację kandydatek, sprawdzenie, jak się zachowują w grupie. Wiadomo, że pojawiają się również różnego rodzaju polityczne zachowania i sposób prezentacji dziewczyn. I już na takim zgrupowaniu widać, że jest to konkurs, pojawia się rywalizacja. I trzeba sobie ustalić priorytety. Na przedostatnie zgrupowanie przyjechałam później, ponieważ odbywało się ono w trakcie mojej sesji egzaminacyjnej. Organizatorzy zgodzili się na to, abym dołączyła do konkurentek po egzaminie. Przyjechałam 3 dni później na zgrupowanie w Kłodawie. Dziewczyny były już w trakcie prób do półfinałowej gali, ćwiczenia układów choreograficznych itd. Pamiętam, że było bardzo sympatycznie, wszyscy starali się mi pomóc nauczyć układów, które były wcześniej ćwiczone. Chorografia była ciekawa, ale również skomplikowana. Po półfinałach zostałam zakwalifikowana do finału Miss Polski 1999. I tak rozpoczął się następny etap mojej przygody z tym konkursem. Kolejne nasze zgrupowanie odbywało się w Szwajcarii Kaszubskiej, w pięknym malowniczym miejscu nad jeziorem. Byłyśmy tam ok. 2 tygodni. Harmonogram był napięty, można było odczuwać presję ze strony organizatorów oraz wzmożoną rywalizację pomiędzy dziewczynami. Nawiązywały się przyjaźnie i tak do dziś mam kontakt z kilkoma uczestniczkami konkursu. Między innymi z Małgorzatą Stuczyńską, która później została I. Vicemiss Polski, Kingą Jarosz, Magdą Lejmanowicz, Moniką Wachulec, Agnieszką Derbecką, i innymi dziewczynami. Z Małgorzatą i z Julitą Lewkonowicz mieszkałyśmy razem podczas zgrupowania w Szwajcarii Kaszubskiej. Ostatnim etapem było zgrupowanie już przed samą galą. Odbywało się ono na kilka dni przed finałem w Konstancinie pod Warszawą. Miało na celu przypomnienie choreografii, przećwiczenie kolejności wyjść. Atmosfera była napięta, dziewczyny były coraz bardziej niespokojne. Kończyła się przygoda, która trwała prawie przez pół roku. Myślę, że wtedy każda z nas pragnęła wygrać, w końcu w takim celu brałyśmy udział w tej imprezie.   Tam również miało miejsce spotkanie z jurorami, między innym z Niną Terentiew. To wydarzenie pamiętam do dziś, zawsze pragnęłam móc ją poznać osobiście. Sam koncert finałowy odbył się w Warszawie.

Poza zgrupowaniem, inną nieodłączną częścią zawodów o tytuł Miss, są krążące w kuluarach plotki, spekulacje, sensacje. Agnieszka, jako przyszły socjolog, szybko odkryła mechanizm ich powstawania.

Nie przypominam sobie na szczęście jakichś plotek, ani sensacyjek na mój temat. Myślę, że wszystkie finalistki były w miarę w ten sam sposób traktowane w trakcie zgrupowań, ale przy takich konkursach jest zawsze dużo pogłosek i dużo plotek. Dziewczyny są zazdrosne, jest dużo emocji. Szczególnie podczas konkursów krajowych. W końcu tytuł Miss Polski jest nie lada zaszczytem. Wiadomo, że zdarzają się „porwane rajstopy, albo połamane szpilki”, ale to jest wkalkulowane w wybory Miss. Tak wygląda rywalizacja – nie mówię, że popieram tego typu zachowania.. . Podobnie jest w codziennym życiu, w pracy, w wielu innych sytuacjach, wygrywa silniejszy! Rywalizujemy i chcemy osiągnąć nasz cel wszelkimi możliwymi środkami. Plotki, które powstają w kuluarach, są zazwyczaj stwarzane przez same kandydatki. Myślę, że z zawiści. Ich celem jest sprowokowanie rywalek, chęć skompromitowania ich, powiedzenia czegoś, do czego później ktoś następny może coś dopowiedzieć. I plotka gotowa. W 2001 roku przygotowywałam kolekcję odzieży z firmy Odra, która była prezentowana na wyborach Miss Polski. Dzięki temu miałam możliwość obserwować konkurs z drugiej strony, już nie jako biorąca udział kandydatka na Miss, ale jako osoba, która pomagała w organizacji imprezy. Niestety widziałam, że dziewczyny same, swoim zachowaniem obniżały prestiż tego konkursu, ponieważ same stwarzały sytuacje, w których można byłoby w dwuznaczny sposób o nich mówić. Obserwując je, łatwo można byłoby wysnuć wniosek, że same uczestniczki psują opinię na swój temat i na temat konkursu. Na szczęście takie wybory dają możliwość wybicia się dziewczynom, którym chodzi o coś innego, które naprawdę chcą reprezentować Polskę i mogą ją reprezentować w odpowiedni sposób oraz dają im szansę realizacji się, spełnienia marzeń. Takim dziewczynom chciałabym doradzić, że przede wszystkim powinny być sobą, nie dać się zwariować i wierzyć w swoje priorytety. Nie ulegać pokusom, ponieważ spotkają wiele osób, które się kręcą dookoła, mówią i obiecują różne rzeczy. Nie jest dobrym wyborem związywanie się z tak zwanymi sponsorami, najczęściej efektem tego jest rozczarowanie się, zawiedzenie, a poza tym powstają tylko nie potrzebne plotki i pomówienia. Często dziewczyny cierpią z tego powodu.

W 1999 roku dużo spekulacji wzbudził także końcowy werdykt. Koronę Miss Polski założyła Renata Piotrowska z Torunia, Agnieszka ukończyła rywalizację awansem do Top 10.

Ja nie miałam swoich faworytek, nie chciałam, żeby wygrała taka, czy inna dziewczyna, ponieważ sama brałam udział w konkursie, więc oczywiście chciałam, żeby to mnie wybrano. Gdybym była w jury, wtedy na pewno spoglądałabym na to z innej perspektywy i mogłabym mieć swoje typy. Myślę, że werdykt, jak werdykt. Teraz patrząc na to z perspektywy czasu, zdaję sobie sprawę, że konkurs, to nie jest tylko kilkugodzinny pokaz na scenie w czasie gali finałowej. Konkurs trwa przez wiele tygodni, przez cały ten czas finalistki są obserwowane, stawiane w różnych sytuacjach i na takiej podstawie wyciągane są wnioski, która z nich najlepiej nadaje się i spełnia warunki idealnej wg organizatora Miss. Dziewczyna, która wygra, musi później wypełnić dodatkowe zobowiązania wobec tej firmy, w tym wypadku firmy Missland. Myślę, że ja bym tego werdyktu nie zmieniła, taki był i niech taki pozostanie.
Powiem szczerze, że Renatę znam osobiście, miałam z nią styczność jeszcze przed zgrupowaniami i nie mogę powiedzieć żadnego złego słowa na jej temat. Sympatyczna dziewczyna, która miała różnego rodzaju przykre przejścia życiowe, ale dała sobie radę i najważniejsze jest to, że się rozwija, idzie do przodu.

Plotki, skandale, rywalizacja i atmosfera podczas konkursu Miss Polski okazała się jednak zaledwie drobnym preludium przed tym, co miało spotkać Agnieszkę na Filipinach, podczas wyborów Miss Earth 2002, na których reprezentowała Polskę.

Gdybym miała porównać atmosferę podczas Miss Polski i Miss Earth, przychodzi mi na myśl takie porównanie – „inaczej się żegluje po jeziorze, a inaczej po oceanie.” I to myślę, że wystarczy za cały komentarz. Zwycięstwo Dzejli Glavovic z Bośni i Hercegowiny nie było żadnym zaskoczeniem. Wszystkie wiedziałyśmy, że wygra ta dziewczyna, która później w dodatku po pół roku królowania została pozbawiona korony. Konkursowi Miss Earth 2002 towarzyszyła ogromna afera, od początku było wiadomo, kto zostanie królową. To było szyte grubymi nićmi i zbyt oczywiste. Były na Filipinach dziewczyny dużo bardziej sympatyczne, które mogły mieć szansę wygrania, jednak tak się nie stało. Myślę, że nie trzeba płakać nad rozlanym mlekiem, tylko wiedzieć, że życie jest takie, a nie inne, że nie zawsze zwycięża ten, który jest najpiękniejszy, najmądrzejszy i naj… Czasem o wygranej decydują inne, „ważniejsze” aspekty.

Miss Polski 2002

Finał Miss Polski ’02

Organizator: Missland

Data i miejsce: 25 listopada 2002 r.; Teatr Roma w Warszawie

Prowadzący: P. Gąsowski

Gwiazda wieczoru: Blue Cafe

Jury: E. Kasprzyk, E. Pacuła, Z. Buczkowski

Laureatki:

Miss Polski – Magda Stanisławska

Vice Miss Polski – Anna Mucińska i Justyna Rudzka

Konkursy międzynarodowe:

  • Justyna Rudzka – Miss Tourism World 2002 (Turcja) – Top 18
  • Elżbieta Sawerska – Miss Globe International 2005 (Tirana) – Top 20 + Queen of the Year
  • Elżbieta Sawerska – Miss Intercontinental 2005 (Chiny) – Top 16
  • Elżbieta Sawerska – Miss Tourism International 2005 (Malezja)

***

Finał konkursu MISS POLSKI 2002 odbył się 25 listopada w Teatrze Roma w Warszawie z udziałem 16 finalistek. Ciekawostką jest fakt, że wśród nich znalazła się Elżbieta Sawerska z Lublina, która dwa lata później, w 2004 roku, ponownie wystartowała w tych wyborach i…założyła koronę Miss Polski. Wówczas jednak, w 2002 roku, tą najpiękniejszą została mierząca 181 cm MAGDALENA STANISŁAWSKA, dziewiętnastolatka z Białegostoku. Główną nagrodą w konkursie były meble o wartości 15 000 zł, poza tym Magda otrzymała komputer, biżuterię z białego złota z masą perłową, długie czarne futro, wieczorową suknię, kilka strojów kąpielowych, dwie pary butów, perfumy i roczny zapas kosmetyków. Tytuły Vicemiss przypadły w udziale Annie Mucińskiej z Warszawy i Justynie Rudzkiej z Chełma, która wcześniej znalazła się w gronie finalistek konkursu Miss Polonia 2000.

Gościem specjalnym gali finałowej Miss Polski 2002 była Miss Polonii Ameryki 2002.

Wywiad z E. Wachowicz

Ewa Wachowicz – Miss Polonia 1992; III Vicemiss World 1992.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia we wrześniu 2009 roku.

Pierwsze kroki…

Kiedy w 1992 roku rozpoczęłam swoją przygodę z konkursem Miss Polonia studiowałam Technologię Żywności na Akademii Rolniczej w Krakowie. Miałam 21 lat, dorabiałam do stypendium pracując w klubach studenckich i zajmując się dziećmi.  Moim największym marzeniem było podróżowanie po świecie.

Zrobiłam pierwszy krok – wygrałam wybory Miss Małopolski, później drugi – zwycięsko przebrnęłam przez ogólnopolskie półfinały i jako jedna z 20. finalistek konkursu Miss Polonia 1992 rozpoczęłam zgrupowanie przedfinałowe.

Zgrupowanie przed moim konkursem odbywało się w Hotelu Gołębiewski w Mikołajkach. Z Małopolski do finału zakwalifikowało się kilka dziewczyn, więc było nam raźniej. Przez 4 tygodnie codziennie miałyśmy zajęcia z choreografii, sesje zdjęciowe do folderów, filmowanie wizytówek i ćwiczenia związane z przygotowaniami do finału. W weekendy dodatkowo organizowane były bale charytatywne  z naszym udziałem. Pod koniec zgrupowania przyjechał do nas Marek Kasz. Podpowiadał nam, jak się przedstawić, co ciekawego o sobie powiedzieć. Na trzy dni przed finałem pojechałyśmy do Poznania, gdzie miał się odbyć koncert finałowy. I tam poznałyśmy jurorów. Rozmowy trwały dość długo, bo jury było niebywale liczne.

Dobro publiczne…

W tamtych czasach, kilkanaście lat temu, wybory Miss Polonia były wydarzeniem. Powodem do ogólnonarodowej dyskusji. Ja udział w nich traktowałam jak fajną przygodę. W trakcie finału powiedziałam, że pochodzę ze wsi i to, co dla mnie było naturalne, stało się sensacją.

Gala finałowa w poznańskiej Arenie zakończyła się dla mnie szczęśliwie. Zostałam Miss Polonia 1992 !

Podczas mego „panowania” dyrektor biura Miss Polonia Piotr Stawicki organizował cały mój grafik. Były to lata budującego się wolnego rynku i kapitalizmu, więc czekały mnie przeróżne obowiązki: od otwarcia domu towarowego w Lublinie, po udział w dużym balu charytatywnym na rzecz dzieci niesłyszących z udziałem prof. Skarżyńskiego itp.

Wygrana w konkursie generalnie wywróciła moje życie do góry nogami.  Setki wywiadów, wyjazdów. Stałam się dobrem publicznym…

Stanie się osobą rozpoznawalną, publiczną z dnia na dzień było zupełnie nowym doświadczeniem. Utraciłam prywatność…Mam czasem wrażenie, że ludzie wiedzą o mnie więcej, niż bym chciała. Chyba nie ma takiej rzeczy, o którą jeszcze nigdy mnie nie zapytano, a o której chciałabym opowiedzieć. Ostatnio to ja wolę zadawać pytania.

Popularność jest jak kij – ma dwa końce. Z jednej strony łatwiej wiele spraw załatwić, lżej otwierają się niektóre drzwi, z drugiej pojawiają się zazdrość, zawiść i wygórowane wymagania. Cokolwiek by się nie działo w moim życiu, i cokolwiek się dzieje, staram się być sobą, a nie chorągiewką na wietrze. Na wiele spraw musiałam się uodpornić.

Ale też poznałam wielu fantastycznych ludzi, którzy pomogli mi na różnych etapach mojego życia. Doświadczyłam wiele dobrego od osób kompletnie mi obcych. Stałam się sumą życzliwości innych…

Poznałam wspaniałych ludzi, zawiązałam przyjaźnie, które trwają do dzisiaj. Jestem mamą chrzestną syna Doroty Rojek, mojej koleżanki z konkursu Miss Małopolski. Ania Wiśniowska  projektowała scenografię do mojego pierwszego programu telewizyjnego, wykonała też witraże do drzwi w moim mieszkaniu. Teraz prowadzi ze mną program „Gadżety kobiety”. Z Marzeną Wolską spotykam się na akcjach charytatywnych, robionych przez jej fundację.

Najtrudniejsze w byciu Miss, jest to, że ludzie bez względu na lata, kilogramy, okoliczności chcą widzieć ciągle i niezmiennie Miss Polonia, którą mają w pamięci.

Co kraj, to obyczaj…

Moje marzenie o podróżach spełniło się szybciej, niż się spodziewałam.

Biuro Miss Polonia współpracowało z Polską Organizacją Turystyczną – uczestniczyłam więc w różnych targach na całym świecie. Reprezentowałam też Polskę na konkursie Miss World w RPA  i World Miss University w Korei Południowej.

Prawdziwie zachwyciła mnie Afryka. W 1992 roku konkurs Miss Świata odbywał się właśnie na czarnym lądzie, w RPA. Kraj niebywałej fauny i flory, pełen kontrastów i wspaniałych, radosnych ludzi.

W czasie pełnienia obowiązków Królowej Piękności spotkałam zarówno w Polsce, jak i za granicą, wiele sławnych Gwiazd znanych mi dotychczas jedynie z mediów. Ale największe wrażenie zrobiło na mnie spotkanie z Jean Michaelem Jarrem, którego poznałam właśnie w RPA podczas konkursu Miss World. Pojechałyśmy na safari. Na jednym z postojów pewien mężczyzna wydał mi się znajomy. Podeszłam i zapytałam, czy to jego koncert będzie po finale Miss World? Trafiłam w dziesiątkę. Zamieniliśmy kilka słów, był niebywale bezpośredni.

W Korei Południowej odbywał się konkurs World Miss University. Podróż do Azji była niesamowitym doświadczeniem. Zupełnie inna kultura, tradycje i zwyczaje. Z wieloma zachowaniami gospodarzy trudno się było pogodzić. Choćby głośne bekanie przy stole czy wyjmowanie sobie z ust najlepszych kęsów i… podawanie gościom.

Konkurs World Miss University wygrałam. Po wygranej na ulicach zatrzymywali się ludzie, by mnie dotknąć, zrobić zdjęcie, obdarować jakimś drobiazgiem. Później wracałam do Korei kilkakrotnie jako juror w konkursach piękności i mimo wszystko, mam do tego kraju ogromny sentyment.

Aby odnieść sukces w wyborach Miss niezbędna jest…uroda. 🙂 Jest niebywale ważna, to przecież konkursy piękności. Sama uroda jednak nie wystarczy. Liczy się osobowość, inteligencja, sposób bycia i odrobina szczęścia.

Konieczna jest znajomość języka. Trzeba być otwartym i tolerancyjnym dla innej kultury. Dobrze jest poczytać wcześniej w przewodniku, czy nawet encyklopedii, o miejscu, do którego się jedzie. Ja starałam się zawsze ze sobą zabierać jakieś małe drobiazgi na prezenty dla dziewczyn. Warto też zaznajomić się z naszą polską historią i kulturą, bo o to często pytają dziennikarze.

Trzy światy…

Kiedy już przekazałam koronę Miss Polonia swojej następczyni, zaproponowano mi współpracę w nowo powstającej TV Polsat. Później pojawiła się propozycja pracy w rządzie Waldemara Pawlaka, ale to już zupełnie inna historia…

Dzisiaj mieszkam w moim ukochanym Krakowie z 9-letnią córką Olą. Mam własną firmę, która zajmuje się produkcją programów telewizyjnych i wydawaniem książek. Obecnie występuję w dwóch programach: „Ewa gotuje” w TV Polsat, (w soboty; o 10.15) oraz „Gadżety kobiety” w kanale Polsat Café. Mam na koncie dwie własne książki. Pierwsza o ukochanych słodkościach, druga ze sprawdzonymi przepisami na słono i słodko, z przyprawami w tle, pt. „Ewa gotuje”. Gdy tylko pogoda na to pozwala, jeżdżę na rolkach na bulwarach wiślanych. Mój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu to zimą ukochane narty, a wieczorami dobra książka przy ulubionej muzyce.

Od podszewki poznałam świat mediów, świat show-biznesu i świat polityki. Powszechna jest opinia, że wszystkie te światy charakteryzuje bezwzględność, fałsz, walka o władzę i wpływy, interesowność, brak przyjaźni i sentymentów.

Moim zdaniem najbardziej bezwzględnym światem, który poznałam, jest świat polityki. Funkcja rzecznika prasowego w rządzie premiera Waldemara Pawlaka był to dla mnie prawdziwy uniwersytet życia. Doświadczenie cenne – zwłaszcza, że w tamtych czasach mieliśmy poczucie, że na naszych oczach tworzy się historia.

Co do show biznesu – pracuję w nim ładnych parę lat. Trzeba mieć mocny charakter i zasady, by nie dać zwieść się blichtrowi, który mu towarzyszy. Przyjaźnie zdarzają się wszędzie i jestem szczęściarą, że o Eli Zającównej, Andrzeju Mleczce czy Andrzeju Sikorowskim mogę powiedzieć – moi przyjaciele.

Rozczarowań, jeśli chodzi o Gwiazdy mediów i show-biznesu też zaliczyłam sporo, ale tych nie przechowuję w pamięci.

A konkursy piękności? One także są częścią tego świata.

Z sentymentu nadal je oglądam. Zmieniła się jednak rzeczywistość, w której żyjemy i zmieniły się też same konkursy. Dawniej tego typu wydarzenie było jedno i jedna była telewizja. Teraz mamy Internet, wielość kanałów telewizyjnych, a w nich show goni show. Konkurencja duża, więc pracy dużo więcej.

Konkursowi Miss Polonia życzę – niech mimo swoich 80. urodzin czuje się młodo za sprawą pięknych Polek, które w kolejnych latach zdobędą zaszczytny tytuł Miss Polonia !

Wywiad z E. Wierzbicką – cz. III

– Zawsze wszystkich interesuje, czy ma Pani jakikolwiek wpływ na werdykt w konkursie Miss Polonia? Czy przedstawia Pani jurorom jakieś sugestie, czy też o wyborze decydują wyłącznie ich osobiste gusta? I czy często się zdarzało, że werdykt Panią zaskoczył, czy wręcz zszokował?

Werdykt zaskakuje mnie co roku, ponieważ od początku mojej pracy z konkursem Miss Polonia głosownie odbywa się w sposób elektroniczny. Na początku było to elektroniczne glosowanie jurorów, teraz jest połączone z glosowaniem SMS-owym widzów TVP. Mój wpływ na wynik? Jedyna rzecz, którą jestem w stanie zrobić, to oddać swój głos. Zresztą mam taki sam wpływ, jak Państwo, którzy za pośrednictwem SMS mogli zdecydować o werdykcie w 2008 roku, a także zadecydują w tej edycji konkursu.

Kilka godzin przed finałem zapraszam jurorów na rozmowy z dziewczynami. Niektórzy mogą uznać, że to za mało, ale wiadomo, pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Nie da się ukryć, że ja znam dziewczyny najlepiej (ponieważ co roku jeżdżę z nimi na zgrupowanie),  więc też opowiadam o każdej z finalistek – jakie ma zainteresowania, jak się z nią współpracuje. Jurorzy mają też możliwość poznania dziewczyn przed finałem i z tej możliwości korzystają. Nikt nie zamyka przed nimi kandydatek. Świetnym jurorem była Ewa Wachowicz, która dzień przed finałem podczas spotkania z dziewczynami podarowała im po tabliczce czekolady dla poprawy humoru.

Z którą spośród Miss Polonia najlepiej się Pani współpracowało, którą najbardziej Pani polubiła? Czy po przekazaniu przez nie korony nadal utrzymuje Pani kontakt z byłymi Miss ?

Nie mam aż tak dużego doświadczenia we współpracy z Miss Poloniami, ponieważ miałam zaszczyt współpracować z pięcioma spośród nich. Może nie powinnam żadnej z nich tutaj wyróżniać, ale skoro pytanie jest tak skonstruowane to powiem, że z tego okresu mam jedną moją ulubioną Miss i ona wie o tym, że z nią pracowało mi się najlepiej. Ta, z którą najgorzej, też o tym wie 🙂

– Jakie cechy, Pani zdaniem, powinna posiadać idealna Miss Polonia i która z naszych polskich królowych piękności jest do tego ideału najbardziej zbliżona?

Idealna Miss Polonia powinna być przede wszystkim zdeterminowana, żeby tą szansę wykorzystać. Jak nie ma determinacji, a w parze z tym idzie odpowiedzialność, punktualność, pracowitość, życzliwość do ludzi to niestety żadnego sukcesu po zdobyciu korony nie będzie.  Pragnę podkreślić, iż udział w konkursie i pełnienie obowiązków Miss Polonia przez cały rok to przede wszystkim ciężka praca. Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że uśmiechanie się i ładny wygląd przez 2-3 godziny albo cały dzień to jest naprawdę duży wysiłek. Zwłaszcza wyjazdy na wyścigi Formuły 1 do Melbourne kojarzą mi się z ciężką pracą Miss oraz moją, chociaż wielu moich znajomych w to nie wierzy. Ale proszę wyobrazić sobie upał prawie 40 stopni, szpilki, sukienka, makijaż, wywiady i cały dzień i wieczór spotkania, zdjęcia, pozowanie. Od kiedy pierwszy raz wzięłam udział w wyścigu F1 współczuję bardzo kierowcom, którzy muszą wytrzymać nieludzki upał w nagrzanych bolidach.

– A może zdradzi nam Pani, jaka jest Pani anty-miss? Czy któraś z Miss Polonia Panią zawiodła?

Nie potrafię chyba określić, czy któraś mnie zawiodła, ponieważ ja zajmuję się konkursem i dla mnie najważniejszy jest finał, współpraca z wszystkimi finalistkami, naszymi Partnerami, telewizją. Jeżeli któraś Miss Polonia mnie zawiodła, to jest to już historia. Nie chcę pamiętać i przenosić na aktualny rok albo moją pracę moich osobistych odczuć i rozczarowań. Jeżeli któraś z dziewczyn mało z nami współpracowała, czy też nie była w pełni dyspozycyjna, to proszę mi uwierzyć, iż to ona straciła najwięcej na każdej płaszczyźnie.

– Jakimi kryteriami się Pani kieruje przy wyborze polskich delegatek na międzynarodowe konkursy piękności? Czy uwzględnia Pani specyfikę każdego z nich?

Na konkursy międzynarodowe wyjeżdża przeważnie zwyciężczyni lub I i II wicemiss. To jest też forma nagrody dla Miss. Ale również staramy się dobrać pod względem urody dziewczyny do poszczególnych konkursów piękności, np. na konkursie w Japonii bardziej podobają się blondynki, na Filipinach brunetki i tam więcej sukcesów odnoszą dziewczyny o ciemnym kolorze włosów.

W jaki sposób jest przygotowywana polska delegatka na międzynarodowy konkurs piękności? Jaką rolę w tych przygotowaniach odgrywa Biuro Miss Polonia, a ile zależy od samej dziewczyny?

Dziewczynę przygotowujemy najbardziej pod względem garderoby, prezentów, upominków, które musi zabrać. Wypełniamy też wszystkie kwestie formalne. Jednak zwycięstwo zależy najbardziej od samej dziewczyny, ponieważ jak nie będzie miała determinacji, żeby wygrać, to najlepsza sukienka nie pomoże. Jak obserwuję nasze Miss na konkursach międzynarodowych i np. dziewczyny z Południowej Ameryki to stwierdzam z pełną odpowiedzialnością, iż Polkom brak determinacji do zwycięstwa. Od samego wyjazdu w głowie jest myśl, że ja to na pewno nie wygram. Poza tym nasze Miss nie widzą jeszcze szansy, że zwycięstwo w konkursie międzynarodowym może  całkowicie odmienić ich życie. Na plus oczywiście;)

– Który z międzynarodowych konkursów piękności jest Pani ulubionym? Przy okazji może zdradzi Pani fanom jakieś anegdoty, nieznane nam ciekawostki o tych imprezach?

Trudno jednoznacznie wskazać, który konkurs jest moim ulubionym, ponieważ każdy jest inny. Oprócz tych najważniejszych, byłam jeszcze kiedyś na Miss Tourism World w Turcji oraz na Malcie. Reasumując chyba postawię na Miss Universe, ponieważ jest najlepiej zorganizowany. Organizatorzy są perfekcyjnie przygotowani do tego, aby powitać nie tylko dziewczyny, ale też dyrektorów konkursów krajowych, takich jak ja. Zawsze przyjeżdża ich bardzo wielu i dla każdego z nich jest to ważne spotkanie, bo już wkrótce podopieczna jednego z nich wróci do kraju z koroną. Jak poleciałam na konkurs Miss World 2005 w Chinach, to niestety takie spotkanie było wielokrotnie przekładane i finalnie się nie odbyło.

Jakie są Pani najbliższe zawodowe cele i jakie są Pani dalsze plany, ambicje, marzenia związane z pracą?

Mam wiele planów zawodowych związanych z konkursem Miss Polonia i wykorzystaniem dotychczasowej mojej pracy na arenie międzynarodowej, ale na razie nie będę ich zdradzać. Jak się uda, będzie fajnie. Marzenia i ambicje to oczywiście korona Miss Universe dla Miss Polonia!!

W tym roku konkurs Miss Polonia obchodzi piękny jubileusz – 80-te urodziny. Proszę opowiedzieć nam trochę o obchodach tej rocznicy oraz zdradzić, czego chciałaby Pani życzyć Szacownemu Jubilatowi.

Szacownemu Jubilatowi życzę pierwszej w historii korony Miss Universe. Głęboko wierzę w to, że już wkrótce któraś Polka przywiezie do kraju to trofeum. Konkursowi życzę również, abyśmy my Polacy bardziej doceniali jego przesłanie i idee i nie widzieli w nim tylko jednorazowego widowiska, ale także formę promocji Polski za granicą. Ciągle słyszę, że Polki są najpiękniejsze na świecie, ale jakoś my sami nie potrafimy tego wykorzystać. 

Chciałabym też życzyć sobie i naszym Partnerom, Sponsorom, Organizatorom regionalnym, abyśmy nadal wspólnie promowali urodę polskich kobiet i pięknej Polski. Dziękuję Telewizji Polskiej za tak wspaniałe wsparcie i współpracę przez prawie cały okres trwania konkursu Miss Polonia.

A ja bardzo dziękuję Pani za rozmowę!

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Z archiwum Miss we wrześniu 2009 roku

Wywiad z E. Wierzbicką – cz. II

– Jest takie powiedzenie: „trawa po drugiej stronie płotu jest zawsze bardziej zielona”. Zanim podjęła Pani pracę w BMP miała Pani zapewne jakieś wyobrażenie o tym, jak wygląda od kulis organizacja konkursu Miss Polonia, może sugerowała się Pani jakimiś publikacjami w mediach. Na pewno miała Pani jakieś swoje ulubione Miss, które na podstawie ich medialnego wizerunku uważała Pani za najpiękniejsze, najsympatyczniejsze. Obecnie poznała Pani Miss-biznes od podszewki, a większość Miss Polonia osobiście. I??? Czy zweryfikowała Pani swoje sympatie i antypatie? Jak dalece medialny wizerunek osób publicznych (w tym wypadku Miss Polonia) może odbiegać od tego, jakie są naprawdę? Czy teraz, kiedy jest Pani najbliżej konkursu Miss Polonia sposród wszystkich osób w Polsce, wzrosła Pani sympatia dla tej imprezy, jest tak, jak sobie to Pani wyobrażała, czy też może przeżyła Pani rozczarowanie?

Szczerze mówiąc, to zanim zaczęłam pracę z wyborami Miss Polonia, niewiele wiedziałam o konkursach piękności i tak jak teraz bardzo często muszę odpowiadać na pytanie, jaka jest różnica między konkursami Miss Polonia i Miss Polski, to wtedy sama takie pytanie zadawałam. Pamiętam z czasów dzieciństwa, jak z całą rodziną oglądaliśmy wybory Miss Polonia na początku lat 90-tych i każdy obstawiał swój typ na wygraną. Teraz, jak patrzę na to od strony organizatora, to oczywiście widzę, że konkurs Miss Polonia się zmienił w postrzeganiu przez ludzi. Bardzo wielu Polaków uważa, że powinno być tak jak kiedyś – całą rodziną oglądamy finał Miss Polonia, a później przez cały rok wybrana dziewczyna nie schodzi z pierwszych stron gazet. Ale czasy się zmieniły, tak jak zmienił się Prezes konkursu :))). I nie będzie już takiego zainteresowania społecznego wyborami jak kiedyś. Dziś „musimy walczyć” o oglądalność, o tego samego widza, co dziesiątki innych programów rozrywkowych, konkurować z telewizjami kablowymi. Co więcej – pokazać samą Miss w mediach jest bardzo trudno, gdy w kraju „lansuje się” gwiazdy pokroju Joli Rutowicz czy Frytki. Dla mnie to jest paranoja, że zamiast pięknych dziewcząt wybieramy kicz i tandetę. Ale co zrobić – o gustach się nie dyskutuje…   Zmieniły się też dziewczyny startujące w konkursie i inaczej przebiegają kariery Miss Polonia. Kiedyś była to jedyna droga, aby pokazać się na szklanym ekranie. Dziś świat show-biznesu, mody, telewizji, w którym my też się znajdujemy, jest bardziej wymagający, niż był 20 lat temu. Ale nie zmienił się chyba pod jednym względem – upór i wola walki zawsze procentują i dziewczyny, które biorą udział w konkursie, muszą być tego świadome.

Moje podejście do laureatek konkursu? Z pełną świadomością mówię, że nie zmieniło się bardzo, ponieważ (tak jak już wcześniej wspomniałam),  nie interesowałam się konkursem poza oglądaniem finału, wyborami Miss Polonia, wygranymi. Mogę jedynie powiedzieć, że te Miss, które teraz znam, są bardzo fajne i naprawdę są wspaniałymi kobietami, jak np. Pani Jadwiga Flank, Kasia Borowicz, Ewa Wachowicz, czy inne Miss.

– Co jest dla Pani najtrudniejsze w Pani pracy? Co Pani najbardziej w niej lubi, a czego nie cierpi? Kto najbardziej Pani pomaga i wspiera w Pani pracy?

Może zacznę od końca. Najbardziej lubię te 2-3 dni po finale Miss Polonia, kiedy napływają do Biura gratulacje, podziękowania od sponsorów, często piszą do nas nieznajomi, dzieląc się swoimi wrażeniami po finałowej gali. I wtedy właśnie odczuwam satysfakcję, że jednak mimo wielu przeszkód, które w ciągu ostatniego roku stanęły na drodze – było warto. Może zabrzmi to zabawnie, ale kiedy widzę na scenie uśmiechnięte dziewczyny, nowokoronowaną Miss i później w ciągu roku, gdy pracujemy nad jej wizerunkiem, promocją w kraju, a także za granicą, cieszę się, że nasza praca nie idzie na marne, że możemy pomóc w zmianie na lepsze życia chociaż jednej osoby.

Tak samo jest z działalnością charytatywną – mówiłam o tym często, ale powtarzać będę to zawsze – nie ma większej zapłaty dla nas organizatorów, jak uśmiech na dziecięcej twarzyczce.   Od wielu lat współpracujemy z Fundacją Spełnionych Marzeń. Małgosia i Tomasz Osuchowie pomagają dzieciom oraz ich rodzinom przetrwać walkę z chorobą nowotworową.  Co roku jesienią nowa Miss odwiedza szpitale, w których działa fundacja. Dla nas to niewiele – wystarczy poświęcić kilka godzin na przyjazd do szpitala i rozmowy z dziećmi. Dla maluchów to niewypowiedziana radość zobaczyć w drzwiach szpitalnej sali piękną dziewczynę w koronie. To prawie jak bajka, która w nieznany dla nikogo sposób – stała się realna.

Czego nie cierpię? Jest wiele rzeczy, które mi przeszkadzają. Ale są to kwestie, na które ja osobiście nie mam wpływu i nie mogę zrobić nic, żeby to zmienić. Osobiście – nie boję się wyzwań. Wyznaję zasadę, ze choćby wyrzucili cię drzwiami – to trzeba wrócić oknem. Gdybyśmy razem z Witoldem nie wierzyli, że to co robimy, ma sens – nie podjęlibyśmy tak wielu działań w ciągu ostatnich pięciu lat. Miss World w Polsce, Miss Polonia na Grand Prix Australii, w tym roku zgrupowanie w Tajlandii. Myślę, że jest się czym pochwalić. I nieważne jaka opinia będzie krążyć wśród społeczeństwa (a zawsze grono krytykujących i niezadowolonych będzie liczebnie przewyższać tych, którzy hołdują temu, co robimy). W pamięci mam gazetę przywiezioną w 2006 roku z Nigerii przez moją siostrę – a tam na pierwszej stronie zdjęcie dziewczyn z całego świata pod wielkim tytułem – „Najpiękniejsze finalistki Miss World 2006 w Giżycku!”

No właśnie…W tym roku upływa 5 lat od momentu, kiedy objęła Pani funkcję Prezesa Biura Miss Polonia. Jakby Pani podsumowała te 5 lat – co uważa Pani za swój największy sukces, a co za największą porażkę? Zdaniem wielu osób, jednym z największych sukcesów BMP pod Pani zarządem jest sprowadzenie do Polski konkursu Miss World. Zdaniem innych to było niepotrzebne i zakończyło się porażką Was – BMP. A jak Pani sama ocenia tą decyzję po trzech latach? Czy było warto?

Nie wiem, czy ja jestem właściwą osobą do oceny samej siebie. Wielu rzeczy mogę nie dostrzegać i nie podchodzić do tego krytycznie. Poza tym to nie jest tylko moja praca przez ostatnie 5 lat, ale przede wszystkim mojego kolegi Witka, z którym pracujemy razem od początku. Za co mu bardzo dziękuję. Moim zdaniem konkurs Miss World 2006 był dużym sukcesem i wielkim wydarzeniem. Słowa krytyki, że to za dużo kosztowało są bezpodstawne, ponieważ co roku miasta wydają dużo więcej pieniędzy na promocję która nie znajduje aż tak szerokiej grupy odbiorczej. Można nie robić nic, można było nie podejmować ryzyka Miss World w Polsce, ale pytanie czy na tym właśnie polega praca, rozwój firmy, idei?? Uważam, że warto i trzeba w każdej dziedzinie, nie tylko z konkursem Miss Polonia, podejmować nowe wyzwania, bo tylko one mogą rozwijać nas i nasz kraj. 

– Jakie było dotychczas najśmieszniejsze i najstraszniejsze zdarzenie podczas Pani „prezesury”? Czy jest może coś, czego Pani żałuje, albo co Panią zaskoczyło?

Minęło już 5 lat, odkąd przejęłam „stery” Miss Polonia. W tym czasie zdarzyło się wiele zarówno przezabawnych, jak i dramatycznych historii. Jednak pamięć ludzka jest tak zadziwiająco skonstruowana, że przechowuje tylko te dobre wspomnienia. To co złe – stara się ukryć w dalekich zakątkach świadomości.   Tak naprawdę żałuję tylko jednego – zmarnowanej szansy, jaką była organizacja Miss World w Polsce. Lepszej promocji niż pokazanie Polski ponad 100. pięknym dziewczętom z całego świata nie mogliśmy sobie wcześniej wymarzyć. A jednak pozwoliliśmy na to, aby natura silnego w słowach, a nie w czynach Polaka zwyciężyła. Ciągle brakuje nam konsekwencji w swoich działaniach – wiadomo, wygodniej jest coś skrytykować, niż podwinąć rękawy i samemu zmienić rzeczywistość na lepsze. Osobiście swoim działaniom nie mam nic do zarzucenia. I mimo tego wszystkiego, co się później stało, uważam, że było warto. Bo kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.

Wiele obaw i niepokoju towarzyszy co roku podróżom zagranicznym. Tak było w przypadku Kongo. Chcieliśmy rok temu zorganizować tam zgrupowanie przygotowujące do finału Miss Polonia. Niestety mimo pięknych i malowniczych zakątków – jest tam bardzo niespokojnie i niebezpiecznie. Nie zdecydowaliśmy się, aby zabrać tam finalistki. Może kiedyś, gdy ktoś zagwarantuje, ze wrócimy cało i zdrowo do domu. Wtedy nie mogliśmy narażać na to dziewczyn. Ale nie zrezygnowaliśmy i udało się podjąć organizację zgrupowania w Tajlandii. Głęboko wierzę w to, że wszystko się uda wykonać w 100% i 24. października 20 szczęśliwych i uśmiechniętych dziewcząt zawalczy o koronę tej najpiękniejszej.

Najśmieśniejsze zdarzenia? Oj zdecydowanie było ich wiele! Nigdy nie zapomnę powrotu z Basią Tatarą z Wietnamu.  Kilogramy nadbagażu, które nam wtedy towarzyszyły, nie mogły przejść  niezauważone podczas kontroli na lotnisku. Pomogła nam wtedy organizatorka z Ukrainy, która nie wiedzieć w sumie dlaczego, wracała tym samym rejsem, co my. Wspólnie udało nam się przekonać obsługę, żeby mimo dość pokaźnych nadliczbowych kilogramów pozwoliła nam wsiąść do samolotu. Ech, co to było za przeżycie… 😉

Wiele osób zastanawia się również, czy ja kiedyś nie wygrałam konkursu Miss Polonia. Pewnego razu, podczas jednego z eventów jedna z finalistek usilnie przekonywała mnie, że gdy zdobyłam tytuł, wyglądałam prawie tak samo jak teraz. Trochę się zmieniłam, ale nadal wyglądam jak ta miss  z lat 90-tych. Szanowni Państwo – oświadczam, nigdy nie byłam (i już raczej nie będę ) Miss Polonia! :)))))

Wiele osób deklaruje się jako fani konkursu Miss Polonia i często w dobrej wierze próbują pomagać, udzielać jakichś rad, a nawet krytykować. Jaki jest Pani stosunek do tego? Czy jest Pani odporna na krytykę? Czy sugeruje się cudzymi opiniami? Jakie cechy wg Pani wyróżniają prawdziwego fana wyborów Miss?

Nie chcę, żeby to co teraz powiem źle zabrzmiało, ale dla mnie ta grupka osób, która gdzieś na jednym forum w sieci, „obrzuca błotem” i obelgami wszystkich związanych z konkursami piękności jest daleka od określenia „fani konkursu”. Krytykować jest bardzo łatwo, rzucać oszczerstwa jeszcze łatwiej, ale nikt z tej grupki nie pomyśli, co czują te młode dziewczyny, które przeżywają duży stres związany ze startem w wyborach Miss Polonia lub konkursach zagranicznych. Tam nie ma żadnych trafnych uwag, żadnych konstruktywnych działań, jedynie głupie stwierdzenia, obrażanie dziewczyn, projektantów, organizatorów. Proponowałabym zająć się czymś rozwijającym, zamiast pienić się i krzyczeć za pośrednictwem klawiatury i monitoru. I chyba tyle mam na ten temat do powiedzenia.


Wywiad z E. Wierzbicką – cz. I

Witam serdecznie! Nazywam się Elżbieta Wierzbicka i pochodzę z małej wsi Dalny Las koło Augustowa. Jeżeli ktoś kiedykolwiek był w tamtej części Polski to wie, że wychowałam się w bardzo fajnym miejscu i bardzo fajnie będzie, jak wkrótce pseudoekolodzy przestaną protestować i zostanie wybudowana obwodnica Augustowa. Kilka lat spędziłam w Szwecji, pracując, ucząc się języków – angielskiego i szwedzkiego, próbując też swoich sił jako modelka. Chociaż moim marzeniem nigdy nie była kariera modelki czy Miss, tak jak każda kobieta byłam i jestem zafascynowana tym światem. Gdy już podjęłam decyzję, że zostanę w Szwecji „na zawsze”…wróciłam do Polski. I nigdy tego nie żałowałam! Od tamtego momentu, czyli od roku 2000, mieszkam w Warszawie.  W wolnym czasie ćwiczę  jogę, wcześniej w Szwecji aikido, pływam i uwielbiam nic nie robić, po prostu leniuchować. Jestem zwyczajną osobą, tak jak każdy, a ostatnio zafascynowały mnie książki biograficzne, tj: „Ostatnie seanse Marylin”, czy „Coco”. Gorąco polecam!

Od 2004 roku pełnię funkcję Prezesa Biura Miss Polonia. Konkurs Miss Polonia to nie tylko moja praca, ale również ogromna pasja, w którą wkładam mnóstwo serca. Uwielbiam ludzi, z którymi współpracuję, zwłaszcza związanych z BMP organizatorów regionalnych, a z  wieloma z nich jestem po prostu zaprzyjaźniona.

Chcą Państwo dowiedzieć się czegoś więcej o konkursie Miss Polonia i  ludziach go tworzących? Zapraszam serdecznie!

– Skąd wzięła się Pani w Miss-biznesie? Czy objęcie funkcji Prezesa Biura Miss Polonia to przyczyna, czy też skutek Pani zainteresowania konkursem Miss Polonia? Jest Pani wieloletnią fanką tego konkursu, która powoli, krok po kroku realizowała swoje marzenia, czy też Pani obecne miejsce pracy to czysty przypadek? Czym się Pani zajmowała, zanim trafiła Pani do Biura Miss Polonia?

Konkursem Miss Polonia zajęłam się za namową moich dwóch przyjaciół: Dominika i Wojtka. Najpierw przygoda zaczęła się w Miss Polski, ale nie do końca mogłam się tam odnaleźć. Kiedy miałam pomysł na założenie własnej agencji, Dominik Masny, którego znam już bardzo długo, zaczął namawiać mnie, żebym zaangażowała się w konkurs Miss Polonia. W coś, co już jest i co potrzebuje „nowej krwi”. Po chwili wahania podjęłam wyzwanie rzucone przez los.

Na początku nie było łatwo, ponieważ osoby związane z  tą imprezą podeszły do mnie z dużą nieufnością. Bały się, co ja mogę wnieść do konkursu – czy będę miała na tyle odwagi aby zmienić go na lepsze, czy go nie zepsuję. Do dziś pamiętam słowa Wielkiego Przyjaciela Miss Polonia, Pana Andrzeja Meżeryckiego, który odbył ze mną krótką rozmowę i prosił, żebym nie zmarnowała idei Miss Polonia, którą on też budował przez kilkanaście lat. Panie Andrzeju, obiecuję, że Pana wytyczne są i cały czas będą w mojej głowie!

– Jak wygląda praca Prezesa Biura Miss Polonia, jakie są Pani najważniejsze obowiązki i zadania?

Mój dzień pracy zaczyna się, tak jak w większości firm, o 9. rano. Generalnie nie różni się od pracy  w  innych branżach  – przychodzę do biura, piję kawę, załatwiam sprawy bieżące, a następnie, staramy się razem z moim kolegą Witkiem, omówić plan działania na najbliższy czas. Gdy już zrodzi się jakiś pomysł, wtedy oczywiście wprowadzamy go w życie. 😉

Chociaż nie zawsze jest tak spokojnie. Często zdarza się tak, że cały dzień spędzam na spotkaniach i też mam dużo pracy w weekendy (np. finały konkursów regionalnych w miastach położonych w dość pokaźnych odległościach od Warszawy). Innym razem przykuwa mnie do biurka papierkowa praca związana z prowadzeniem biura. To jest mój koronny obowiązek. Jeżeli ktoś prowadzi własną firmę, to wie o czym mówię 😉

W grafik moich obowiązków nierozłącznie wpisane są spotkania zarówno w kraju, jak i za granicą. W ciągu pięciu lat mojej pracy w Biurze Miss Polonia poznałam mnóstwo fascynujących i ciekawych ludzi. Najserdeczniej wspominam moich przyjaciół (tak  już mogę ich nazwać) z Australii oraz bardzo miłe powitanie w Kongo, gdzie byłam dwa razy. Powitano mnie tak, jakbym była przynajmniej Prezydentem Polski  Wiele osób zazdrości mi podróży, które odbywam. Jeżdżąc na konkursy międzynarodowe lub w celach biznesowych byłam już chyba na wszystkich kontynentach. Ale nie jest to tak łatwe, jakby mogło się wydawać… Życie na walizkach i ciągłe zmiany czasu mogą zmęczyć nawet najbardziej wytrwałych…

– Ile osób zatrudnia obecnie BMP i jak wygląda podział zadań między te osoby? Czy każdy robi to, co aktualnie jest do zrobienia, czy też np. jedna osoba zajmuje się konkursami międzynarodowymi, inna organizacją imprez w kraju itp.?

W naszym Biurze pracują trzy osoby. Niektórzy mogą być zaskoczeni, ale tak jest 😉 W ciągu całego roku mamy kilka takich „gorących okresów”, podczas których następuje pełna mobilizacja i wtedy współpracujemy z dużą grupą ludzi odpowiedzialnych za różne sprawy np. za choreografię, budowę sceny, nagłośnienie, reżyserię, wizaż. W zależności od skali eventu, który organizujemy. Przy finale, który jest dla nas najważniejszym przedsięwzięciem w ciągu roku, pracuje ok. 200 osob – od ekipy TVP przez pracowników Biura, a na dyrekcji obiektów, w których gościmy skończywszy.

Zasadniczo zajmujemy się przygotowaniem trzech eventów: od 2008 roku wyborów Miss Polonia Mazowsza, półfinału oraz finału Miss Polonia. Najwięcej czasu poświęcamy przygotowaniom do tego ostatniego. Pierwsze rozmowy z naszym współorganizatorem – TVP 2 zaczynają się już w styczniu, a finał odbywa się zawsze jesienią.

Jak wygląda podział obowiązków? Każde z nas ma jeden koronny obowiązek. Ja zajmuję się działalnością promocyjno – reprezentacyjną. Często podróżuję po całym świecie w celach biznesowych. Witek ma przede wszystkim pod opieką organizatorów regionalnych, natomiast nasza asystentka Dominika zajmuje się prowadzeniem biura. To są podstawowe obowiązki każdego z nas. Natomiast kiedy zbilżamy się do kulminacyjnych dla nas momentów, wówczas całym zespołem zajmujemy się wszystkimi sprawami związanymi z konkursem i podział ten wygląda różnie w zależności od rodzaju spraw. Ponieważ nasze biuro jest małe, więc pracujemy razem, zamiast dzielić się na działy, podgrupy, itd. Wolimy pracować razem.