Wywiad z A. Bobrowską

Alicja Bobrowska – Miss Polonia 1957; IV Vicemiss Universe 1958.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia oraz dla Z archiwum Miss w październiku 2009 roku.

Jak emigrantka z Wołynia i Kaszubka z Krakowa została pierwszą Miss Polonia w PRL-u

Urodziłam się na Wołyniu i już jako dziecko byłam skazana na emigrację. W kościelnych dokumentach, w rubryce przynależność, miałam zapisane: Polka – emigrantka. Po wojnie wraz z rodzicami zamieszkałam w Gdańsku, gdzie zdałam maturę, a później pojechałam do Krakowa i tam studiowałam w szkole teatralnej, bo marzyłam o aktorstwie.

Nikt dziś nie pamięta, że w 1956 roku, jak byłam na pierwszym roku szkoły teatralnej, na Juwenaliach Krakowskich zostałam wybrana Najmilszą Studentką. I tak się zaczęła moja przygoda z wyborami Miss… Od tamtej pory upłynęło ponad 50 lat. To szmat czasu…

Temat później podjęła moja mama, która mieszkała w dalszym ciągu w Gdańsku. Dziennik Bałtycki ogłosił swój plebiscyt na najpiękniejszą. Dziewczyny przesyłały zdjęcia, moja mama wysłała w tajemnicy przede mną moją fotografię i podpisała ją pseudonimem „Kaszubka”.  W tym plebiscycie zwyciężyłam i w związku z tym w styczniu 1957 roku wzięłam udział w następnym konkursie – Miss Wybrzeża. Zostałam wybrana na wicemiss, a tytuł Miss Wybrzeża ’57 wywalczyła wtedy Zofia Sicińska.

Kiedy na wakacje przyjechałam z Krakowa do rodzinnego domu, do Gdańska,  mama mnie namówiła, żebym się zgłosiła do wyborów Miss Polonia 1957, których sponsorami był Dziennik Bałtycki i Express Wieczorny. Finał nie był poprzedzony żadnym zgrupowaniem. Po prostu zgłaszały się dziewczyny z różnych miast, na przykład bardzo dużo było kandydatek ze Śląska i w ten sposób powstała lista finalistek.

Konkurs cieszył się dużą popularnością w prasie. Mimo to nie pamiętam żadnych plotek z tamtego czasu. Dzisiaj pojęcie „etyka dziennikarska” prawdopodobnie znikło ze słowników.  Muszę jednak przyznać, że w tamtych latach prasa i w ogóle media respektowały jeszcze kodeks etyki dziennikarskiej, szanowano prywatność uczestniczek. Nie było żadnych afer i plotek w kuluarach, była wspaniała atmosfera przyjaźni, w żadnym wypadku nie odczuwało się rywalizacji pomiędzy kandydatkami.  Ja przynajmniej takiej nie pamiętam.

Przed galą miałyśmy dwie próby na wybiegu i jedną fryzjerkę do pomocy. Właściwie jednak głównie byłyśmy zdane na siebie nawzajem. Organizacja konkursu była bardzo amatorska, ale dziewczyny dawały sobie radę, zachowywały się bardzo po koleżeńsku, pomagały sobie.

Impreza odbyła się w hali słynnej Stoczni Gdańskiej. Wśród jurorów była Magdalena Samozwaniec czy Lopek Krukowski, a także główny organizator –  Tymoteusz Ortym.

Najpierw wystąpiłyśmy w swoich własnych, prywatnych kostiumach kąpielowych. Wydaje mi się, że w przerwie jako piosenkarz wystąpił  Jurek Połomski, a na końcu pojawiłyśmy się w sukienkach wieczorowych (również własnych).

Sądzę, że o moim zwycięstwie zadecydowały dwie rzeczy: to, że studiowałam w szkole aktorskiej i byłam zaznajomiona ze sceną oraz  rozmowy z jurorami.

Te rozmowy dla moich rywalek były bardzo stresujące. Najpierw pokazywałyśmy swoje wdzięki na wybiegu przed siedzącymi na wprost nas jurorami, a następnie schodziłyśmy po schodkach przed oblicze sędziów i odpowiadałyśmy na ich pytania. Dziewczyny, biedne, potykały się czasami na tych schodkach, na tym podeście. Kiedy stremowane po odbytych rozmowach wracały do garderoby, koleżanki zasypywały je gradem pytań: który z jurorów pytał? Jakie zadał pytanie? Jaka padła odpowiedź? Kto z jury jest najbardziej srogi? Moje sceniczne doświadczenie oraz humanistyczne studia dawały mi nad konkurentkami przewagę.  Potrafiłam odpowiedzieć, kto był największym poetą polskim albo kto malował najchętniej konie.

Myślę, że właśnie dlatego pokonałam nawet piękniejsze, zgrabniejsze i wyższe rywalki, choćby późniejszą I. wicemiss Basię Król. Zostałam Miss Polonia 1957 !!!! Na moją głowę włożono zrobioną z blachy, bardzo piękną, stylizowaną na średniowieczną koronę.

Nagrodą za zdobycie tytułu Miss Polonia był wyjazd do Kopenhagi „Batorym” (moje zdjęcie zrobione na tym statku umieszczono później w książce o statkach transatlantyckich) i oczywiście zwiedzanie tego miasta, Zamku Hamleta i wiele innych atrakcji. ”Express Wieczorny” ufundował dodatkowo nagrodę pieniężną, która powiększyła moje skromne stypendium.

Promocja imprezy ograniczała się do pokazania jej fragmentów na czarno-białej taśmie w Kronice Filmowej. Na łamach prasy ukazały się wywiady z finalistkami razem ze zdjęciami.

Dzięki tytułowi Miss Polonia zyskałam wielką popularność, licznych przyjaciół i wielbicieli. Niektórzy pozostali nimi do dziś, łącząc moją osobę ze swoją młodością i ze swoimi „złotymi latami”.

Niestety nie mam dziś żadnych nagród, ani pamiątek z konkursu Miss Polonia, kompletnie nic. Nie zachowała się nawet moja korona.

Wtedy ze zdobyciem tytułu Miss Polonia nie wiązały się żadne obowiązki, nie podpisywałam żadnej umowy z organizatorami. Po finale podziękowałam i pożegnałam się z nimi. Konkurs miał być jedynie krótkim epizodem. W rok później zostałam zaproszona jako gość na finał konkursu Miss Polonia 1958, gdzie ukoronowałam moją następczynię Zuzannę Cembrowską. Wtedy byłam już mężatką i razem z mężem przedstawialiśmy takie scenki, krótkie wstawki z Grodzieńskiej pomiędzy występami kandydatek.

Po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych, kiedy w 1981 roku po raz drugi pojawiłam się w Kalifornii, szukałam tutaj Zuzanny Cembrowskiej. Niestety, nie udało mi się jej odnaleźć. Powiedziano mi, że wyszła za mąż i gdzieś wyjechała.

Za to ku mojemu wielkiemu zdziwieniu spotkałam tutaj Miss Wybrzeża ’57  Zosię Sicińską, z którą utrzymuję do tej pory kontakt.

Amerykańska przygoda, czyli konkurs Miss Universe

 

Wyjazd na konkurs Miss Universe nie był nagrodą za zdobycie tytułu Miss Polonia. To, że się tam znalazłam, zawdzięczam przypadkowi i mojemu impresario. Początkowo miałam wyjechać do USA na tournee z zespołem Wagabunda, ale artyści nie wyrazili na to zgody. W związku z tym wróciłam do szkoły teatralnej i zaczęłam studiować na drugim roku. I nagle na wiosnę w Krakowie zjawił się ze Stanów Zjednoczonych mój przyszły impresario. Był to dziennikarz, który reprezentował Polonia Reporters z Nowego Jorku. Zawarliśmy umowę. On miał zapewnić mi bilet linii lotniczych Air France i zaproszenie na finał Miss Universe ’58. Ja miałam to „odpracować”, przekazując mu wszystkie zarobione przez siebie w USA w czasie konkursu i całego pobytu pieniądze.  Właściwie to było takie pół-prywatne zaproszenie.

Oboje dotrzymaliśmy warunków umowy. W Cepelii kupiłam krakowski strój ludowy, a z Teatru Słowackiego wypożyczyłam wysokie czerwone buty. Dostałam od mojego impresario bilet do USA, wsiadłam w samolot i poleciałam najpierw do Paryża. Moje zdjęcie w stroju krakowskim, w którym wystąpiłam na Miss Universe, znajdowało się później jeszcze przez 10 lat w folderach reklamowych Air France.

W Nowym Jorku rozpoczęło się zgrupowanie przed finałem Miss Universe. Spędziłyśmy tam kilka dni, a później specjalnym samolotem przyleciałyśmy do Long Beach w Kalifornii. Zakwaterowano nas w La Fayette. Każdego dnia miałyśmy organizowany jakiś wyjazd do różnych instytucji. Byłyśmy w wielkich wytwórniach filmowych. W Metro Goldwyn Meyer poznałam wielu filmowych producentów, zrobiono mi także zdjęcie z Bronkiem Kapperem, który był polskim kompozytorem tworzącym w USA, zdobywcą Oskara za swoje filmowe utwory muzyczne.

W konkursie uczestniczyło 78 kandydatek. Były wśród nich dziewczyny bardzo piękne, o bardzo różnych typach urody. Ja zapamiętałam Miss Szwecji.

Przed finałową galą była z nami modelka, która pokazywała nam jak się najlepiej prezentować na wybiegu. W czasie gali zaprezentowałyśmy się przed jury dwukrotnie. Pierwsza prezentacja była w kostiumach kąpielowych firmy Catalina otrzymanych od organizatorów (ja swój mam do tej pory). Następna prezentacja była w strojach ludowych danego kraju. Na Grand Finale wystąpiłyśmy we własnych sukniach wieczorowych. Jurorzy zwracali uwagę na wszystko – nie tylko na urodę, patrzyli także na nasze zachowanie, fotogeniczność. Ich pierwszy werdykt wyłonił Top 15. Ja znalazłam się w tym gronie.

Następnie każda z naszej ”15” miała krótkie przemówienie – opowiadałyśmy o swoim kraju. To zadecydowało o ostatecznym wyborze. Mówiłam po polsku. Swoje wystąpienie zakończyłam jednak w języku angielskim: „Good bless America and Poland too”. Wywołało to ogromny aplauz nie tylko polskiej publiczności, ale i amerykańskiej. Za moje przemówienie dostałam pierwszą nagrodę w tej kategorii. Ostatecznie w całym konkursie zajęłam czwarte miejsce jako Vice Miss Universe. Tytuł Miss Universe ’58 przypadł w udziale Miss Kolumbii.

Do dziś przechowuję pamiątki z wyborów Miss Universe. Poza kostiumem kąpielowym, o którym wspominałam, mam wiele zdjęć. Otrzymałam także dwa puchary – za najlepsze przemówienie o swoim kraju i za tytuł IV Vice Miss Universe. Oba puchary znajdują się w zbiorach Muzeum Teatralnego w Warszawie. Dostałam także nagrodę pieniężną – 1600 $, ale ja nawet tej koperty nie zdążyłam otworzyć, bo, zgodnie z naszą umową, od razu mój impresario to zabrał. No, ale i tak jestem mu bardzo wdzięczna, że byłam w USA, że reprezentowałam Polskę na tym prestiżowym konkursie. Bardzo pięknie opisał on w tym Polonia Reporter mój pobyt, napisał, że głosiłam Polskę wzdłuż i wszerz.

Kiedyś, jak już po wyborach Miss Universe wróciłam do Krakowa do szkoły aktorskiej, to zgłosiła się do mnie Marzena Malinowska. Była ona wówczas Miss Krakowa. Ja skontaktowałam ją z moim dawnym impresario i dzięki mnie pojechała na konkurs Miss International. Nie wiem niestety, co się z nią później stało.

W jury konkursu Miss Universe zasiadał m.in. Max Factor, który zresztą zaproponował mi roczny kontrakt, no ale ja oczywiście podziękowałam. Spieszyłam się do kraju, do mojego ukochanego, którego zostawiłam w Polsce, Stanisława Zaczyka, później mojego męża i partnera życia…

Niestety nie był mi dany szybki powrót do ojczyzny. Najpierw musiałam „odpracować” to, co zgodnie z umową należało się mojemu impresario. Pojechałam zatem na tournee z Jasiem Wojewódką. W ciągu trzydziestu dni, odwiedziłam trzydzieści miast. Tańczyłam Kujawiaka, Oberka, miałam przemówienia do publiczności, recytowałam wiesze. Oczywiście całe honorarium kasował mój impresario. Wybawieniem okazała się dla mnie kalifornijska polonia. Miałam wiele spotkań z nią, mogłam mówić po polsku, czułam się prawie jak w domu.  Rodacy na emigracji pomogli mi wtedy też tam trochę,  nie wiem w jaki sposób, podczas spotkań potrafili tak wszystko zorganizować, ze dostawałam od nich pieniądze,  które chowałam za biustonosz, żeby impresario nie widział. Polonia doradziła mi również zakup pierwszego w moim życiu samochodu, a żeby uniknąć zarekwirowania go przez impresario, kupiłam go w Anglii. Tak było do chwili kiedy to okazało się, i tu prawdziwa niespodzianka, że nagle mój impresario musiał wyjechać z Kalifornii. Później się dowiedziałam, że on kiedyś potrącił człowieka samochodem i uciekł, w związku z tym był ścigany przez prawo karne i musiał opuścić Kalifornię. Nareszcie po 4. miesiącach pobytu w Stanach Zjednoczonych, mogłam wrócić do Polski.

 

Dwa życia – w Polsce i w Ameryce

Wróciłam do Polski. Później wzięłam ślub, wkrótce urodził się nam syn – Maciek, odbyła się moja pierwsza premiera w Krakowie. W następnym roku przenieśliśmy się do Warszawy.

W stolicy grałam w różnych teatrach – Narodowym, Polskim,  a nawet razem z Edytą Wojtczak i Ireną Dziedzic pracowałam w Telewizji Polskiej jako spikerka. Wytrzymałam w tej roli tylko pół roku.

Po latach, gdy moje małżeństwo się rozpadło, a syn się ożenił, przyjechałam z wizytą do przyjaciół do kochanej, ciepłej Kalifornii. Wizyta ta się przeciągnęła. Już nie wróciłam do Polski, zamieszkałam w Stanach Zjednoczonych.

 

W USA zrobiłam kurs pielęgniarski i w tym zawodzie pracowałam 17 lat. Również jako wolontariuszka opiekowałam się na oddziale intensywnej terapii dziećmi, które przyjechały z Polski na operację serca do profesora Borata. Byłam tłumaczką, ponieważ matki tych dzieci nie mówiły po angielsku.

Po przejściu na emeryturę zajęłam się 3D-Artem, czyli trójwymiarową sztuką, trochę malowaniem, trochę rzeźbą. Mam na swoim koncie pewne sukcesy w tej dziedzinie. W ostatnich 10 latach  wielokrotnie wystawiałam swoje prace w Kalifornii, jak również  w Chicago i w Nowym Jorku.

Wciąż mam wielki sentyment do Polski i do Miss Polonia. Czytam bardzo dużo polskich książek, przyjaźnię się ogromnie z panią Basią Wachowicz, która przysyła mi wszystkie swoje książki, uwielbiam też czytać Waldemara Łysiaka.

Kiedy co roku oglądam finał Miss Universe, zawsze czekam, aż Polka zajmie w nim pierwsze miejsce.

Nie mam okazji zbyt dokładnie przyjrzeć się kolejnym Miss Polonia, bo w Miss Universe pojawiają się jedynie migawki z ich udziałem, ale w 2004 roku miałam zaszczyt być gościem finałowej gali Miss Polonia 2004. Byłam bardzo zaskoczona, jak nowoczesne to było widowisko, a wybrana wtedy Miss Polonia – Katarzyna Borowicz to bardzo piękna dziewczyna i na pewno jest moją faworytką, wśród polskich Miss.

Z okazji 80-tych Urodzin konkursu, życzę wszystkim uczestniczkom tej wspaniałej imprezy szczęścia i niech pamiętają, że mimo ich urody, czaru i inteligencji, „cud zdarza się tylko raz”.

Wywiad z M. Nowosadko

Monika Nowosadko – Miss Polonia 1987; III Vicemiss World ’87; reprezentowała Polskę na konkursie Miss International ’87.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w październiku 2009 roku.

Kolejne szczeble na drabinie sukcesu, czyli tak to się zaczęło…

Kiedy w roku 1987 w Kołobrzegu po raz pierwszy zorganizowano eliminacje do konkursu  Miss Polonia, moja  siostra Anita została zaproszona do pomocy i konsultacji startującym dziewczętom.  Zaproponowała, żebym jej towarzyszyła.  Niespodziewanie organizatorzy oraz  fotoreporterzy zainteresowali się moją osobą i obwołali mnie najpiękniejszą poza konkursem.  Potraktowałam to jako miłe zdarzenie. Organizator wyborów – Zbigniew Mieszczak oraz fotoreporter  Jerzy Patan  dzwonili do moich rodziców, aby namówili  mnie do udziału w kolejnych eliminacjach. Myślę, że bez wsparcia ukochanych rodziców, nie podjęłabym nawet próby udziału w konkursie. Mówili: „to może być fajna przygoda, dlaczego nie?”. To oni również najbardziej mnie w tym wszystkim wspierali i pomagali. W Sanatorium Dziecięcym NBP w Dźwirzynie, gdzie pracowałam jako 22–letnia nauczycielka klas I-III,  dostałam dzień wolny i pojechałam do Koszalina na eliminacje wojewódzkie. Tak zaczęła się moja przygoda z konkursem Miss Polonia.

W Koszalinie zdobyłam tytuły Miss Województwa i Miss Publiczności. Następnym etapem był wyjazd do Szczecina na finał regionalny Miss Pomorza Zachodniego. Ile było przed nim biegania przy załatwianiu sukienek, szukaniu butów, a w tamtych czasach nie było dużego wyboru w sklepach. Bardzo serdecznie wspominam panie z Koszalina, które przyjechały ze mną do Szczecina: kosmetyczkę Mirkę oraz fryzjerkę Zdzisię, które nawet potrafiły ukryć się w szafie (był z tego niezły ubaw), aby pomóc mi przed samym wyjściem na scenę.

W Szczecinie nie zawiodłam publiczności, która wybrała mnie na swoją Miss, a jurorzy na Miss Pomorza Zachodniego. Byłam bardzo szczęśliwa, ale bałam się wybiegać myślami zbytnio w przyszłość. Półfinały ogólnopolskie odbyły się w Lubinie, w ich wyniku znalazłam się w  finałowej piętnastce.

Nie ma róży bez kolców, czyli słodki smak zwycięstwa zaprawiony goryczą…

Od początku atmosfera wyborów nie była najlepsza, przekonałam się o tym na dwóch zgrupowaniach – w Karpaczu i Wieżycy. Na pierwszym, „przyjaźniłam” się z największą faworytką. Mieszkałyśmy razem, poznałam jej znajomych, ulubione miejsca w Warszawie. Jak się okazało na drugim zgrupowaniu, to wszystko było grą w niesmacznym stylu. Przyjaźń z Wioletką Mikołajczyk z Łodzi (mieszkałyśmy razem w Wieżycy) również była chwilowa. Dziewczęta podzieliły się na grupki i stronnictwa.  Byłyśmy zamknięte w ośrodku, bez możliwości odwiedzin, a telefony do rodziców były sporadyczne i  jak pamiętam, pełne rozpaczy – „zabierzcie mnie  stąd!”.  Atmosferę psuły również informacje medialne, które od początku faworyzowały niektóre z nas. Odnosiło się wrażenie, że wybór  najpiękniejszej Polki już został dokonany, więc po co urządzać finał ?!

Na zgrupowaniach uczyłyśmy się współzawodnictwa, dyscypliny, dobrego zachowania, ubierania się, podczas układów choreograficznych – gracji ruchów, czyli wszystkiego, co pomaga  zareklamować  siebie. Pod koniec zgrupowania odbył się plener fotograficzny, a nad wszystkim trzymała pieczę nieoceniona p. Irenka Barszczewska oraz choreograf Janusz Dąbrowski.

31 lipca 1987 roku w Operze Leśnej w Sopocie odbyła się wielka gala, która wtedy, jak mówiono, miała dopełnić  formalności. Stało się całkiem inaczej.

Występy na scenie, jury, widownia, trema, niesamowite przeżycia  i … konferansjer ogłasza, że tytuł Miss Publiczności i tytuł Najpiękniejszej Polki 1987 roku przypadł mnie –  Monice Nowosadko. Zaskoczenie, radość i szczęście oraz pełne zazdrości spojrzenia zawiedzionych faworytek. Bal odbywał się w hotelu „Gdynia’’ w Gdyni, a ja z najbliższymi bawiłam się świetnie i cieszyłam  z osiągniętego sukcesu.

Jako,  że nie ma róży bez kolców, jeszcze tego samego wieczoru ostry protest złożyły panie jurorki, które podobno głosowały inaczej, niż to zostało zapisane w protokole. Oczywiście sensacja! Dla mnie bardzo przykra. Musiałam odpowiadać na setki niedelikatnych pytań i zaprzeczać temu, że miałam wpływ na werdykt. Plotka robi swoje, ale starałam się tym nie przejmować i chronić przed skutkami zawiści. Powiedziano mi : „Moniś, nieważne, co mówią, ważne, że mówią !”

Podróże i spotkania, czyli barwne życie Najpiękniejszej w PRL

Z perspektywy czasu oceniam wygraną w konkursie Miss Polonia, jako miłe i niespodziewane wydarzenie, które na krótko zmieniło moje życie.  Stałam się bardziej dojrzała, samodzielna i asertywna. Jednocześnie zawsze pozostawałam sobą.

Szczególnie mile wspominam powrót do Kołobrzegu moją nagrodą – Toyotą Corolla 1800 diesel, gdzie zgromadzeni ludzie  przed moim domem rodzinnym urządzili mi serdeczną owację. Czekali na mnie do późnego wieczora z gratulacjami. Następnego dnia zostałam zaproszona do kołobrzeskiego urzędu miasta, gdzie doznałam zaszczytu oficjalnego powitania przez władze. Już na godzinę przed spotkaniem  kołobrzeżanie, wczasowicze i turyści  zebrali się przed urzędem.  Było to przed południem, w ciepły, słoneczny dzień.  Nie mogliśmy się przedrzeć przez tłum zgromadzonych. Przy wejściu powitał mnie wiceprezydent Kołobrzegu i przynoszący szczęście kominiarz. Na zakończenie wizyty poproszono, abym podeszła do otwartego okna… To był niesamowity widok!  Ludzie spontanicznie skandowali moje imię. Byłam zawstydzona i wzruszona, nie spodziewałam się takiego zainteresowania i takiej euforii.  Mój ukochany Kołobrzeg cieszył się, że ma Miss Polonię, cieszył się  z mojego sukcesu.

Biuro Miss Polonia przygotowało dla mnie dokładny grafik zajęć i spotkań. Rok „królowania‘’ upłynął  na podróżach, na które złożyły  się atrakcyjne wyjazdy zagraniczne  ( miałam okazję zwiedzić  m.in. Stany Zjednoczone z  Alaską włącznie, Japonię i prawie całą Europę Zachodnią) oraz  udział w różnego rodzaju imprezach, konkursach regionalnych, ale również szeregu  spotkań w Polsce – z młodzieżą w szkołach, w domach dziecka, w jednostkach wojskowych,  gdzie doświadczyłam  ogromnej  sympatii ze strony widzów. Mile wspominam  obecność na różnego rodzaju imprezach targowych, udział w programie radiowym „Rozmowy nocą” z  Zygmuntem  Chajzerem, obecność na wyścigach samochodowych, festiwal muzyki włoskiej w Zamościu i przemiłego Krzysia Antkowiaka oraz p. Jacka Cygana,  zespół  VOX  i innych artystów polskiego kina i estrady, których miałam możliwość spotkać.

Byłam jurorką w  wyborach najpiękniejszej Litwinki w Wilnie, zorganizowanych tam po raz pierwszy po II wojnie światowej. Bardzo ciepło wspominam  spotkanie z najwybitniejszym polskim himalaistą – nieżyjącym  Jerzym Kukuczką . Miałam przyjemność razem z p. Jerzym otwierać  bal  sylwestrowy w Golubiu Dobrzyniu. Jerzy Kukuczka ( przemiły człowiek, pogodny i wesoły) sporo niższy, szukał każdego podwyższenia, żeby się zrównać ze mną w tańcu. Było to bardzo zabawne.

W okresie kiedy byłam Miss, każdego dnia otrzymywałam wiele listów, na które zwyczajnie nie miałam czasu odpowiedzieć. Jeden z listów pochodził od  Faith Nowosadko z Trenton w New Jersey  w USA.  Faith przeczytała artykuł w jednej z lokalnych gazet o nowo wybranej Miss Polonia. Ponieważ zastanowiło ją podobieństwo naszych nazwisk, postanowiła dokładnie zbadać swoje drzewo genealogiczne. Przesłałam zdjęcia do Trenton, jedna z pożółkłych fotografii przedstawiała jej ciotkę. Okazało się, że pradziadek mojego ojca Antoniego i pradziadek Faith byli braćmi. Ten ostatni wyemigrował do Ameryki pod koniec XIX wieku. I tak odnalazłam krewną, którą miałam możliwość odwiedzić podczas pobytu w Chicago, gdzie przebywałam na zaproszenie Firmy Polamer, jednego ze sponsorów  konkursu.

Świat u stóp, czyli konkursy międzynarodowe

Wraz z kilkoma finalistkami Miss Polonia wzięłam udział w Międzynarodowym Konkursie Modelek w Mediolanie. Wróciłam tam po przekazaniu korony następczyni. Podpisałam trzyletni kontrakt z agencją modelek Flash di Idea Model. Szybko zrozumiałam, że bieganie na castingi, przymiarki, pozowanie do zdjęć, pokazy, to nie jest to, co chciałabym w życiu robić. Samotność i tęsknota  spowodowały, że nie wypełniłam kontraktu do końca i wróciłam wcześniej do kraju. Zostały mi na pamiątkę piękne zdjęcia.

Po konkursie modelek wyjechałam  do Paryża, gdzie po raz pierwszy spotkałam „misski” z innych krajów. Razem poleciałyśmy  do Tokio na wybory Miss International. Było to kolejne przeżycie, fascynacja zupełnie inną kulturą i zwyczajami. Japończycy mają poczucie wyjątkowości w przekonaniu o własnej odmienności. Są bardzo grzeczni, uczynni, ale trzeba jednak bardzo uważać na gesty  i słowa, gdyż łatwo ich urazić. Nie sposób opisać bogactwa i różnorodności  potraw jakie serwują. Pamiętam, że uczono nas pewnych zasad kulturalnego posługiwania się pałeczkami. Po raz pierwszy byłam tak daleko od domu, po raz pierwszy nikt z Biura Miss Polonia mi nie towarzyszył. Byłam zdana tylko na siebie, ale szybko znalazłam bratnią duszę w osobie  Miss Belgii. Konkurs wygrała Miss Meksyku, ja niestety nie dostałam się do ścisłego finału.

Po tym doświadczeniu rozpoczęłam przygotowania do konkursu Miss Świata,  który był wyjątkowy. Wzorowa organizacja, bogaty program kulturalny, fachowe przygotowania choreograficzne.  Zgrupowanie odbyło się na Malcie. Mieszkałam w pokoju z Miss Szwajcarii – Gabrielą Bigler, która przywiozła  walizkę czekoladek i bezkarnie się nimi objadałyśmy. Wciąż utrzymujemy ze sobą kontakt, co jest bardzo miłe.   

Finał konkursu odbył się w Londynie w Royal Albert Hall. Byłam w gronie 78 uczestniczek – najpiękniejszych dziewcząt z całego świata. To było duże wyróżnienie. Udało mi się zachować swobodę, może dlatego, że nie traktowałam tego występu, jak i pozostałych – wcześniejszych  i późniejszych – w kategoriach „być albo nie być”. Oprawa konkursu była wspaniała, a kiedy wyczytywano półfinałową dwunastkę, miałam wątpliwości, czy wyczytali Miss Poland, czy Miss Holland?!

Ostatecznie zajęłam czwarte miejsce i zostałam III-vice Miss Świata. Podczas finału koronowane są tylko Miss oraz I-vice i II-vice. Puchar, szarfę i owacje dostałam na balu koronacyjnym, gdzie moim tanecznym partnerem tego wieczoru był Rick Astley (piosenkarz, który był gwiazdą koncertu finałowego Miss Świata). Wygrała Austriaczka – Ulla Weigerstorfer.  Mówiono, że konkurs niesprawiedliwy – dużo polityki, układów – ja byłam dumna, że wzięłam w nim udział. W kraju przyjęto tę wiadomość życzliwie, nareszcie przestano kwestionować werdykt z wyborów Miss Polonia 1987 w Sopocie.

Jakby zwieńczeniem mojego „panowania” były wybory Miss Europa, organizowane przez Włochów na Sycylii. Ten konkurs wspominam najmilej, choć był to prawdziwy maraton. Najpierw dwadzieścia panien z Europy spotkało się na sesji fotograficznej w Paryżu, gdzie odbywały się przymiarki eleganckich strojów, a potem był wielki show telewizyjny. Kolejnym punktem była wycieczka do ówczesnego RFN i prezentacje finalistek w Hamburgu, Bremie, Hanowerze i Frankfurcie nad Menem, a następnie  tygodniowe zgrupowanie w Rzymie (występy w telewizji Rai Uno) i wyjazd na Sycylię do miasteczka Ragusa.  W „Teatro 2000” miał się odbyć wybór najpiękniejszej na kontynencie. Wszędzie traktowano nas jak gwiazdy, najlepsze hotele, bankiety i wyśmienici goście. Spotkałam się z dziewczętami z poprzednich konkursów, nasze relacje były bardziej sympatyczne i na luzie. Było dużo śmiechu i wspólnej zabawy.

Wygrała Włoszka, a ja zostałam  I-vice Miss Europa 1988 roku.

Życie bez blasku fleszy, czyli Monika Nowosadko dzisiaj

Od kilkunastu lat pracuję w  firmie komputerowej, gdzie panuje miła, wręcz rodzinna atmosfera.  Komfortem dla mnie jest to, że wracam do domu i nie muszę już myśleć o pracy.                              

Mój dom  to szczęśliwe dzieci i  kochający mąż, który jest moim przyjacielem i na którego zawsze mogę liczyć.  Mam to, o czym zawsze w życiu marzyłam, czuję się spełniona i nie tęsknię za rozgłosem oraz sławą  związaną z show biznesem – nie jest mi to potrzebne. Najważniejsze, że  kocham i jestem kochana. Wiem, że nie muszę być najlepsza i najpiękniejsza.

Nie da się porównać konkursów Miss Polonia organizowanych w PRL-u, a współcześnie. Obecnie obowiązują zupełnie inne trendy i  jest więcej podobnych imprez. Wszystkiemu towarzyszy wszechobecna reklama i komercja. Nie wiem, czy teraz zainteresowanie wyborami Miss jest większe, czy też mniejsze, ale może ono wynikać z dużo bogatszej oferty rozrywkowej.

Z  braku czasu nie oglądam konkursów piękności. Jednak zawsze wiem, jak wygląda i kto jest obecnie nam panującą Miss Polonią. Życzę jej zawsze dużo szczęścia i samych dobrych ludzi na swej drodze.

A czy namawiałabym córkę na udział w wyborach?  Uważam, że to powinna być jej suwerenna decyzja. Gdyby jednak wahała się i prosiła o radę, opowiedziałabym jej o blaskach i cieniach udziału w konkursie, żeby łatwiej jej było dokonać wyboru.

Konkursowi Miss Polonia z okazji  80- lecia, życzę wszystkiego, co najlepsze i żeby nie dał się wyprzedzić konkurencji.  A naszym nowym Miss  sukcesów na arenie międzynarodowej.

Wywiad z A. Tarnowską

Anna Tarnowska – I Vicemiss Polonia 2007; II Vicemiss International 2008.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w październiku 2009 roku.

Witaj Aniu!

Na początek przyjmij gratulacje i podziękowania. Godnie reprezentowałaś Polskę na konkursie Miss Intercontinental 2009 na Białorusi. Fani wyborów Miss w Polsce są z Ciebie dumni.

Dziękuję, bardzo miło to słyszeć (a właściwie czytać;)).

A Ty sama? Czy jesteś zadowolona ze swojego występu? Czy może chciałabyś teraz coś poprawić, zmienić? Obiektywnie tytuł III Vicemiss to olbrzymi sukces, może jednak, po Twoich wcześniejszych, jeszcze większych międzynarodowych sukcesach, miałaś apetyt na więcej?

Czy miałam apetyt na więcej? Raczej nie… właściwie można powiedzieć, że pojechałam na ten konkurs przez przypadek, dowiedziałam się o wyjeździe kilka dni przed, więc nie miałam zbyt wiele czasu na zastanawianie się. Nie mogę powiedzieć, że oczekiwałam więcej, jednak tytuł, który zdobyłam, nie był dla mnie czymś bardzo szczególnym. To jedna z moich cech, że gdy już coś osiągnę, wydaje mi się to nieszczególnie istotne. Po prostu szczyt zdobyty maleje w oczach tego, kto go zdobył. Ale mimo wszystko jestem zadowolona ze swojego występu. Uważam, że dałam z siebie wszystko podczas zgrupowania, krótkiego, aczkolwiek bardzo intensywnego, a także podczas finału. Starałam się, jak mogłam, co zaowocowało tytułem 3 Wice Miss.

Na przygotowanie się do startu w tej imprezie miałaś zaledwie kilka dni.  W jaki sposób Ci się to udało w tak krótkim czasie? Pomogło Twoje wcześniejsze doświadczenie?

Tak, jak już wcześniej wspominałam, start w tym konkursie był zupełnie nieplanowany. Na przygotowanie się miałam właściwie tylko 4 dni, w tym weekend, podczas którego niewiele rzeczy da się załatwić. Doświadczenie pomogło i to bardzo. W głowie mam już ułożony plan, czego potrzebuję, co się przyda, co będzie niezbędne. Poza tym konkurs odbywał się niedaleko, pogoda tam jest bardzo podobna jak u nas w Polsce, dlatego wiedziałam, jakich rzeczy będę potrzebować. W przeciwieństwie do niektórych dziewczyn z odległych krajów, które w pochmurne, deszczowe dni zamarzały w odkrytych butach i z gołymi nogami.

Przygotowania nie były bardzo dużym problemem, pożyczyłam kilka sukienek od koleżanek, resztę rzeczy miałam swoich lub pożyczonych od mamy czy siostry. Mimo tak krótkiego czasu, udało mi się uzbierać dość pokaźny „arsenał” ubrań i akcesoriów, co zaowocowało bardzo ciężkimi walizkami, które ledwo mogłam unieść ;). Całe szczęście jechałam pociągiem, więc nie miałam problemów z nadbagażem.

Gdy dotarłam na miejsce okazało się, że organizatorzy przygotowali dla nas tzw. „różowe mundurki” (różowy T-shirt, różowa bluza i różowa spódniczka), które miałyśmy nosić na co dzień. Byłam tym faktem bardzo niepocieszona, gdyż większość ubrań, które przywiozłam ze sobą, na nic się nie zdała.

Tegoroczny konkurs odbywał się na Białorusi. Czy poznałaś trochę ten kraj? Co Cię w nim zachwyciło, a co przeraziło lub rozczarowało? Czy rzeczywiście jest tak „egzotyczny”, dziki i upolityczniony, jak my go postrzegamy?

To była moja pierwsza podróż poza wschodnią granicę Polski. Zawsze chciałam zobaczyć, jak wygląda wschodnia część Europy i nareszcie po części mi się to udało. Przez pierwszy tydzień zgrupowania zwiedzałyśmy Białoruś. Ja dojechałam dopiero pod koniec trzeciego dnia, więc trochę mnie ominęło, ale też wiele udało mi się zobaczyć. Zwiedziłam m.in. Brześć, Homel, Mohylew. Odwiedziłyśmy wiele ciekawych miejsc: Pałac Paskiewiczów w Homlu, w którym pianista grał muzykę Chopina; widziałyśmy piękne, niesamowicie bogato zdobione cerkwie; byłyśmy w Zoo; w kopalni soli i wielu innych ciekawych miejscach. Wszędzie byłyśmy witane bardzo ciepło. Na każdej granicy obwodu nasze autokary zatrzymywały się i witał nas tłum ludzi, orkiestry, zespoły taneczne oraz miejscowe władze. Za każdym razem witano nas chlebem i solą, tak jak w PolsceJ. Wiadomo, że kultura białoruska jest bardzo podobna do naszej. Tak samo jak natura, czy pogoda. Jednak sam kraj bardzo się różni. Będąc tam czułam się, jakbym cofnęła się kilkanaście lat wstecz w Polsce. O ile w Mińsku nie było to aż tak bardzo odczuwalne, o tyle w innych miastach bardzo.

Wybory Miss Intercontinetal były tam naprawdę ogromnym wydarzeniem. Mówili o nas w każdych wiadomościach, ludzie na ulicach postrzegali nas, jak jakieś wielkie gwiazdy. Dla mnie to zabawne, gdyż ja się zupełnie tak nie czujęJ. Ale było to miłe. Mieszkańcy są tam niesłychanie sympatyczni, uprzejmi i pogodni, co jest niezwykłe, biorąc pod uwagę nieciekawą sytuację, jaka tam panuje. Przemieszczałyśmy się zawsze autokarami, a wokoło nas radiowozy na sygnale. Wszystkie samochody zatrzymywały się na poboczach, cały ruch był wstrzymywany, to było niesamowite.

Niestety, mimo że spędziłyśmy w Mińsku tydzień, to właściwie nie miałyśmy okazji zwiedzić tego miasta. Odczuwam przez to lekki niedosyt, gdyż przejeżdżając przed miasto widać było, że Mińsk jest bardzo piękny i naprawdę godny głębszego poznania.

Uścisnęłaś dłoń Prezydenta Łukaszenki. Miałaś okazję go bliżej poznać? Jakie zrobił na Tobie wrażenie? Czy w trakcie konkursu poznałaś jeszcze inne znane z pierwszych stron gazet osoby?

Tak się złożyło, że na kolacji po finale zostałam posadzona przy stoliku z Prezydentem Łukaszenką. Nie mówię po rosyjsku, ale udało nam się wymienić kilka zdań poprzez tłumacza. Ciężko mówić coś o wrażeniach po wymianie zaledwie kilku zdań i wzniesieniu kilku toastów. Jest to osoba publiczna, o której mam już wyrobione jakieś własne zdanie. Jednakże w stosunku do nas był bardzo sympatyczny, nawet udało mi się zrobić z nim zdjęcie.

Poznałam też kilka innych znanych osób, z którymi miałam okazję trochę porozmawiać, jak np. Keith Tynes czy Aleksandr Rybak. Oboje wywarli na mnie bardzo dobre wrażenie, jako ludzie bardzo otwarci i sympatyczni.

Gdy dziś myślisz Miss Intercontinental, to jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie? Ten konkurs jest w Polsce mało znany. Opowiedz nam o nim trochę trochę. Gdybyś miała go porównać z wcześniejszymi, w których brałaś udział, jak wypada na ich tle?

Podczas zgrupowania miałyśmy tak wiele zajęć, że te 2 tygodnie minęły mi jak 2 dni. Pierwsze skojarzenie to oczywiście Białoruś. Każdy konkurs jest specyficzny, aczkolwiek we wszystkich chodzi o to samo, więc trudno porównywać. Największe różnice widoczne są w miejscach, w których się odbywają. Trudno raczej porównać Białoruś z Japonią, czy Chinami. Tu zajmowali się nami Europejczycy, tam właściwie przez cały czas miałam do czynienia wyłącznie z Azjatami.

Jeśli chodzi o organizację, to nie odbiegała znacznie standardem od innych konkursów. Może było trochę więcej zajęć i mniej czasu wolnego (jeśli w ogóle był), no ale to jest domeną takich konkursów.

No to po kolei. Zacznijmy od zgrupowania. Co Ci się najbardziej podobało w czasie zgrupowania MI i co było dla Ciebie najtrudniejsze? A może jest coś, czego żałujesz?

Na tego typu zgrupowaniach zwykle najtrudniejsze jest jedno – to że są one bardzo męczące. Jednak ja bardzo lubię takie wyjazdy, gdyż poznaje się wtedy wiele ciekawych ludzi, z różnych miejsc świata, dużo się zwiedza i przede wszystkim zdobywa kolejne doświadczenia. Jestem zdania, że takie konkursy naprawdę bardzo wiele uczą, m.in. wytrwałości, samodzielności itp. Oczywiście nie było łatwo wstawać codziennie rano po 4 godzinach snu, wyglądać świeżo, czuć się rześko i tryskać energią. Ale właśnie tym udowodniłam sobie, że potrafię wiele znieść i mimo chwil kryzysu nie poddawać się.

Nie żałuję niczego, uważam że szkoda czasu na zastanawianie się „a co by było gdyby”, bo to już i tak nic nie zmieni.

A jaka panowała atmosfera wśród kandydatek? Sympatyczna, czy też dało się odczuć rywalizację? Z którą dziewczyną najbardziej się lubiłaś w trakcie zgrupowania?

Atmosfera wśród kandydatek była raczej sympatyczna. Wiadomo, że zdarzały się wyjątki – dziewczyny którym tak bardzo zależało na wygranej, że nie potrafiły ukryć zawiści. Ale mnie takie osoby czy sytuacje bardziej bawiły, niż zniechęcały czy wywoływały jakieś negatywne odczucia. Najsympatyczniejsze wg mnie dziewczyny to Miss Panamy, Miss Puerto Rico, Miss USA, Miss Grecji, Miss Tajlandii, Miss Singapuru, Miss Malty, Miss Rosji i Miss Nigerii. Myślę że pewnie mogłabym tak długo wymieniać, bo każda dziewczyna była specyficzna, ale te kandydatki, które wymieniłam, najbardziej zapadły mi w pamięć  (w sensie pozytywnym oczywiście).

Nieodłącznym elementem każdego konkursu piękności są krążące w kuluarach plotki, sensacyjki, skandale. Jak było na konkursie Miss Intercontinental 2009? Z jakimi plotkami na temat konkursu, czy Ciebie osobiście się spotkałaś? Przy okazji możesz je potwierdzić lub zdementować.

Szczerze powiedziawszy, to nie spotkałam się z żadnym plotkami ani na mój temat, ani na temat samego konkursu. Myślę że zgrupowanie trwało zbyt krótko żeby mogły „się utworzyć” jakieś sensacyjne historie. Być może też takie były, tylko po prostu do mnie nie dotarłyJ. Nie wiem, nieszczególnie interesują mnie plotki.

Jak oceniasz werdykt jury? Co sądzisz o Hannelys Zulay Quintero Ledezma, czy była Twoją faworytką? Jeśli nie, kto nią był? Czy w trakcie zgrupowania dało się odczuć faworyzowanie jakichś kandydatek?

Werdykt jury różnił się znacznie od moich własnych typów. Wiadomo, że przez czas zgrupowania poznałam trochę dziewczyny i wyrobiłam sobie na temat każdej z nich jakieś opinie. W ten sposób często w naszym umyśle zmienia się postrzeganie innych osób – np. piękna na pozór kobieta może stracić w oczach na urodzie lub zyskać dzięki swojej osobowości. Poza tym widywałam dziewczyny codziennie, w różnych sytuacjach, czasem zmęczone, czasem bez makijażu, a to też wiele zmienia. Jury widzi dziewczyny praktycznie tylko na scenie i podczas krótkiej rozmowy. Wtedy liczy się przede wszystkim pierwsze wrażenie. Ważna jest umiejętność zaprezentowania swojej najlepszej strony.

Miss Wenezueli nie była moją faworytką. Bardzo podobała mi się Miss Puerto Rico i uważałam, że to jej należy się korona.

Od czego, Twoim zdaniem, zależy sukces na konkursie Miss Intercontinental? Czy o wysokiej lokacie decyduje wyłącznie uroda, czy też polityka ma duże znaczenie?

Niestety uważam, że polityka miała na tym konkursie ogromne znaczenie. To przykre, wiele pięknych i ciekawych dziewczyn nie dostało się nawet do top 15. Natomiast znalazły się w tej grupie takie, których nikt by się nie spodziewał. Wiem, że o gustach się nie dyskutuje i zdaję sobie sprawę z tego, że werdykt może być różny w zależności od preferencji ludzi oceniających. Jednak w tym przypadku odczuwam duży niesmak, gdyż nie da się nie zauważyć, że polityka miała ogromny wpływ na ten werdykt. Nawet tytuł Miss Sympatii wg większości kandydatek nie został tak naprawdę nadany przez nas, chociaż głosowanie odbyło się i każda miała prawo oddać swój głos. Oczywiście, nie mogę być tego pewna na 100 %, ale w końcu każda z nas wie, na kogo głosowała i w większości nie był to wybór zgodny z werdyktem. Ale cóż, podobno nie ma sprawiedliwości na tym świecie.

Aniu, czy zobaczymy Cię jeszcze na jakimś międzynarodowym konkursie piękności? Na jaki najbardziej chciałabyś pojechać?

W planach mam wyjazd na Miss Europy do Libanu, jednak nie jest pewne kiedy i czy w ogóle odbędzie się ten konkurs. O innych międzynarodowych konkursach nic mi nie wiadomo, więc pewnie Miss Europy (jeśli dojdzie do skutku) będzie tym ostatnim. No chyba, że los znowu szykuje dla mnie jakąś niespodziankę w postaci nieplanowanego konkursu, tak jak to było z Miss Intercontinental.

Bardzo serdecznie dziękuję Ci za rozmowę 🙂

Miss Polski 2004

Finał Miss Polski ’04

Organizator: Missland

Data i miejsce: 11 grudnia 2004 r.; Teatr Lalek we Wrocławiu

Prowadzenie: M. Włodarczyk

Gwiazda wieczoru: zespół „Łzy”

Laureatki:

Miss Polski – Elżbieta Sawerska

Vicemiss Polski – Agnieszka Wołochacz i Anna Rengiewicz

Konkursy międzynarodowe:

  • Elżbieta Sawerska – Miss Globe International 2005 (Tirana) – Top 20 + Queen of the Year
  • Elżbieta Sawerska – Miss Intercontinental 2005 (Chiny) – Top 16
  • Elżbieta Sawerska – Miss Tourism International 2005 (Malezja)

***

ELŻBIETA SAWERSKA z Lublina po raz pierwszy znalazła się w finale konkursu Miss Polski w 2002 roku. Wówczas nie odniosła w nim żadnego sukcesu. Nie poddała się jednak i dwa lata później ponownie spróbowała swoich sił. Tym razem była bezkonkurencyjna. To właśnie jej przypadł w udziale tytuł MISS POLSKI 2004 oraz czek na 20 000 zł. Miała wtedy 21 lat i 177 cm wzrostu, studiowała politologię na UMCS. Po przekazaniu korony stanęła po drugiej stronie. Obecnie jest regionalnym przedstawicielem i organizatorem konkursu Miss Polski Ziemi Lubelskiej.

Gala finałowa konkursu Miss Polski 2004 odbyła się 11 grudnia 2004 roku w Teatrze Lalek we Wrocławiu. W koncercie udział wzięło 26 uczestniczek, zaś poza Elżbietą w Top 3 znalazły się jeszcze Agnieszka Wołochacz z Nysy oraz Anna Rengiewicz z Gryfina.