Wywiad z L. Grabowską – Górecką

Swoją karierę zawodową rozpoczęła od pracy w szkole. Była nauczycielem nauczania początkowego (klasy 1-3), a później muzyki i plastyki. Od początku kreatywna i niesztampowa, prowadziła klasę artystyczno – teatralną. Jej podopieczni redagowali bajki, pisali i ilustrowali książki. Wierna dewizie J. J. Rousseau, że „nauczyciel powinien uczyć tylko przez 10 lat, bo potem nie ma już nic do przekazania”, dokładnie po 10 latach zrezygnowała z pracy w oświacie i poświęciła się pracy w kulturze. Przez ponad 20 lat była wicedyrektorem Bielskiego Centrum Kultury, zaś obecnie prowadzi działalność własnej agencji Grabowska Models. Od 25 lat zajmuje się organizowaniem konkursów piękności i pokazów mody. Optymistka, wulkan energii i gejzer pomysłów. W wolnych chwilach uwielbia chodzić do kina, słucha dobrej muzyki, gra w brydża.
Zapraszamy na rozmowę z LUCYNĄ GRABOWSKĄ-GÓRECKĄ, kobietą, która już zapisała się złotymi zgłoskami w historii konkursów piękności w Polsce, a wciąż jest ich częścią i wiele jeszcze przed nią.

Witamy serdecznie Pani Lucyno!

Jak i kiedy zrodził się pomysł na zorganizowanie wyborów Miss na Podbeskidziu? Jednym słowem skąd wzięła się Pani w Miss-biznesie? I jak wspomina Pani swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą?

To się stało wtedy, kiedy Miss Polonia została Renata Fatla, pochodząca z mojego rodzinnego miasta Bielska – Białej. Był 1986 rok. Młodsi Czytelnicy być może już o tym nie pamiętają, ale istniało wówczas w Polsce coś takiego, jak Międzynarodowy Klub Prasy i Książki „Ruch”. Przez ten klub były organizowane w jego poszczególnych oddziałach spotkania z ciekawymi ludźmi. Odbywały się one w wielu miejscowościach, nawet w malutkich miastach i wioskach, również na terenie Podbeskidzia. Na takie spotkania zapraszana była m. in. Miss Polonia. I ja z Renatą Fatlą na nie jeździłam. Przychodziło wiele młodych dziewcząt, które pytały, co trzeba zrobić, żeby wystartować w takim konkursie, gdzie się zgłosić, żeby zostać Miss. To był impuls, który spowodował, że postanowiłam im pomóc i zająć się organizacją tego typu imprezy na terenie mojego regionu.

Początki były oczywiście trudne. To były czasy ZSMP, zupełnie inne realia i zupełnie inne konkursy, niż obecnie. Pamiętam, że stroje kąpielowe podczas pierwszych edycji nie były bikini, tylko jednoczęściowe, a pierwsze nagrania z nich są jeszcze czarno – białe. Istniał wtedy, w latach 80, w Polsce tylko jeden konkurs piękności – Miss Polonia i cieszył się on niebywałym powodzeniem. Całe rodziny zasiadały przed telewizorami i oglądały finałową galę. Dla dziewczyn udział w nim to była wielka szansa. Rzeczywistość wokół nich była wtedy szara, a wybory Miss uchylały przed nimi drzwi do innego, bardziej kolorowego świata.

Nasz konkurs na początku nazywał się Miss Podbeskidzia, a potem chcieliśmy poszerzyć trochę jego terytorialny zasięg i zaczęliśmy organizować Miss Beskidów. Pamiętam, że pierwszą nagrodą w pierwszym konkursie Miss Podbeskidzia, w którym wygrała Ola Ciopińska, były 4 opony do malucha. No wtedy to była tak niezwykle cenna nagroda, że dziś to się nam w głowie nie mieści. Ola wtedy, ponieważ nie miała samochodu, sprzedała te opony i za pieniądze uzyskane z ich sprzedaży, kupiła sobie pralkę i lodówkę. Takie to były czasy.

Jak już wspomniałam wcześniej, na samym początku w Polsce istniał tylko jeden konkurs – Miss Polonia. Kiedy w Biurze Miss Polonia doszło do rozłamu i podziału, pozostaliśmy przy Miss Polski, ponieważ to jego laureatka reprezentowała wówczas Polskę na wyborach Miss Świata. Wszyscy w Bielskim Centrum Kultury, gdzie konkurs Miss Podbeskidzia jest od samego początku organizowany uważaliśmy, że Miss World to jest najbardziej prestiżowy konkurs międzynarodowy, więc to było naturalne, że wiązaliśmy się z tym polskim organizatorem, który delegował swoją laureatkę na tę imprezę.

Najsłynniejsze wykreowane przeze mnie piękności to: Miss Polski 1992 – Elżbieta Dziech, Miss Polonia 1994 – Jadwiga Flank, 1 Wicemiss Polonia’94 – Magdalena Pęcikiewicz oraz 2 Wicemiss Polski 2010 – Joanna Kusiak.

Organizacją regionalnego konkursu piękności zajmuje się Pani od prawie 25 lat i na ten temat wie Pani już wszystko. Firmowane przez Panią koncerty regionalne tradycyjnie zachowują bardzo wysoki poziom i cieszą się wielkim uznaniem. Kilkukrotnie organizowała Pani również ogólnopolskie półfinały. Na czym polega Pani praca? Kto najbardziej Pani w niej pomaga i wspiera?

Rzeczywiście, w latach 90, kiedy związana byłam z Biurem Miss Polonia, corocznie organizowano konkursy na najlepsze wybory Miss Regionu. Trzy lata pod rząd wygrywałam ten plebiscyt. Po pewnym czasie jego organizacji zaniechano.

Obecnie jestem organizatorką regionalnych eliminacji do konkursu Miss Polski – Miss Beskidów i Miss Beskidów Nastolatek, zdarza się, że przygotowuję także ogólnopolskie półfinały, a od kilku lat robię również wybory Mistera Beskidów i Mistera Polski. Podejmuję także wiele innych inicjatyw, m.in. organizuję pokazy mody. Jestem jedynie przeciwniczką dziecięcych konkursów piękności.

Sama oczywiście nie byłabym w stanie udźwignąć tak dużych imprez. Pomaga mi cały sztab ludzi. Różnie bywało przez tych kilkadziesiąt już lat, ale uważam, że dobrze trafiłam. W Bielsku–Białej i całym swoim regionie mam wielu sympatycznych przyjaciół zainteresowanych pomocą przy organizacji konkursu, sponsoringiem. Są ze mną od lat i zostali do dziś. To im – specjalistom w swoich dziedzinach, powierzam wszystkie sprawy techniczne, biurowe, finansowe, księgowe i wiele innych. Są osoby odpowiedzialne za tak ważne kwestie, jak przygotowanie strojów dla finalistek, czy choreografii.

Ja całość koordynuję, a poza tym wszystkie konkursy piękności, które organizowałam, odbywają się wg mojego pomysłu, scenariusza i reżyserii. Moim zamysłem jest, żeby co roku każdy koncert finałowy odbywał się w innej konwencji, wpasowany w dany temat, opowiadał inną historię, stanowił zamkniętą całość spiętą jak gdyby jedną klamrą. I tak mieliśmy już wybory kosmiczne, kabaretowe, w stylu country, odbyliśmy podróż w 80 minut dookoła świata, itd., itp.

Nigdy nie miałam problemów ze zgraniem wszystkich osób pracujących przy takiej imprezie. Robię to już tak długo i ludzie wiedzą, że jestem w tym kompetentna i że się na tym znam. Ufają mi, zawsze mogę na nich liczyć. Najlepszy przykład? Zdarza się, że muszę coś zrobić „na szybko”, w ostatniej chwili. Normalnie jedną galę konkursową przygotowuję 2, 3, 4 miesiące. Na zorganizowanie półfinału Miss Polski Nastolatek 2011 miałam 12 dni. Wystarczyło kilka telefonów: „Słuchajcie, pokażmy, że my Górale damy radę, że potrafimy”. Wszyscy się włączyli w przygotowania, udało się zrobić imprezę w tak krótkim czasie.

I właśnie z tych powodów, o których wspomniałam, warto organizować konkursy piękności. Mamy w Polsce tak wielu młodych, inteligentnych, wrażliwych i utalentowanych ludzi. Ja chcę ich pokazać światu i stworzyć im nowe szanse i możliwości.

Jest Pani jedną z nielicznych w Polsce osób, która związana jest z Miss-biznesem niemal od początku jego istnienia w naszym kraju (czyli od lat 80) aż do chwili obecnej. Poświęciła mu Pani większość swojego życia. Po co Pani to robi? Co takiego jest w konkursach piękności, że wciągnęły Panią jak narkotyk?

Nie mogę powiedzieć, że nigdy nie mam dość swojej pracy. Czasami mam takie momenty, że myślę sobie: „Boże, po co ja to robię? Może już wystarczy?”. Zwłaszcza po zakończeniu kolejnej finałowej gali. To jest naprawdę ciężka praca, wielki wysiłek, a finalistki? Mają różne temperamenty i charaktery, a taki konkurs ma to do siebie, że na ogół po jego rozstrzygnięciu jest jedna osoba zadowolona i co najmniej kilka zawiedzionych czy rozczarowanych. W takich sytuacjach różnie ludzie okazują swoje emocje, niekiedy nie potrafią nad nimi zapanować i nie zawsze bywa przyjemnie. Ale zmęczenie mija, te miłe momenty, ta radość związana z organizacją kolejnych imprez wynagradza mi wszystko.

Poza tym wybory Miss w moim regionie, które organizuję, dają wymierne korzyści młodym ludziom – ich uczestnikom. Nie chodzi mi o to, by laureatka dostała paczkę kosmetyków, czy telewizor, tylko żeby jej udział w tej zabawie procentował przez całe życie, żeby coś z niego wynikało. Pragnę również pokazać, że wbrew pokutującym wciąż stereotypom, Miss to nie jest ładna, ale głupia lala. Chcę, żeby ludzie przekonali się, że w konkursie startują naprawdę fajne, wybrane, wyselekcjonowane dziewczyny, mądre, inteligentne. Dlatego główną nagrodą od wielu, wielu lat są studia w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania dla zwycięzców konkursu na Miss i na Mistera Beskidów, a cała pierwsza trójka zarówno w konkursie dla pań, jak i dla panów otrzymuje nagrody edukacyjne. No to proszę sobie wyobrazić, ilu młodym ludziom przez tyle lat wytyczyliśmy fajną drogę. I rzeczywiście wszystkie Miss pokończyły studia na tej uczelni, potem zrobiły studia magisterskie. Z panami bywało różnie, bo na ogół wyjeżdżali za granicę, ale jednak są też i takie przypadki, wielu ich jest, którzy również te studia pokończyli.

W konkursie Miss Beskidów Nastolatek mogą brać udział dziewczyny, które ukończyły 14 lat. To są osoby niezwykle młode, więc nie chcę, żeby się im szybko, niemal od dziecka, poprzewracało w głowach. I mam na to sposób. Organizujemy w trakcie finałowej gali konkurs talentów. Każda nastolatka musi przygotować pokaz swoich umiejętności, zachwycić uzdolnieniami. Mają na to 3 – 4 miesiące czasu. W efekcie niektóre grają na różnych instrumentach muzycznych, inne śpiewają, żonglują, szyją itd., itp. Na przykład w tym roku w kategorii nastolatek wygrała Klaudia Nikiel, która przygotowała dla wszystkich pozostałych startujących w tym konkursie własną kolekcję ubrań, pokaz mody jej autorstwa. Ona zaprojektowała i uszyła wszystkie stroje, a w charakterze modelek wystąpiły jej konkurentki. Jestem pewna, że ta dziewczyna zwiąże się w przyszłości ze światem mody. Autorska kolekcja zaprezentowana podczas finału Miss Beskidów Nastolatek jeszcze dodała jej pewności siebie. Chodzi teraz do szkoły projektowania odzieży. Już wygrała konkurs zorganizowany przez pałac w Wilanowie na strój Rokoko, inny jej strój „poszedł” na konkurs do Norwegii. Myślę, że jest to dobry przykład na to, że pomagam tym młodziutkim dziewczynom rozwijać swoje talenty, a niekiedy dopiero je odkryć. Mogą pokazać, że oprócz tego, że są ładne, to coś również potrafią. Może to jest akurat ten moment. Dziewczyna sama w sobie odnajdzie jakąś tam pasję. Jeśli dzięki mnie czymś się zainteresuje i będzie coś robić w tym kierunku, to znaczy, że osiągnęłam swój cel.

Oprócz tego ja te wybory robię również po to, żeby pokazać młodym ludziom, że warto i trzeba nie tylko brać, ale też dawać coś od siebie. W naszym regionie idea „Piękno w szczytnym celu” naprawdę jest realizowana! I to się udaje! Moje dziewczyny i chłopcy – piękne finalistki i finaliści każdej kolejnej edycji Miss i Mistera Beskidów, czy Mistera Polski, przygotowują jakieś prezenty, upominki dla wychowanków domu dziecka, których następnie odwiedzamy, bawimy się z nimi. Dzięki temu moi protegowani widzą i doceniają, że uroda, którą dostali od losu to wielki dar, który stworzył im szanse, jakich większość podopiecznych domu dziecka nigdy nie będzie miało. Uczę ich w ten sposób, żeby potrafili i chcieli się dzielić z tymi, którzy nie mieli w życiu tak wiele szczęścia, jak oni. I żeby umieli czerpać z tego radość.

W tym roku, jak już wspominałam, organizowałam półfinał konkursu Miss Polki Nastolatek. Do Szczyrku przyjechały młodziutkie dziewczyny z całego kraju. Poprosiłam je, aby każda z nich przywiozła ze sobą prezent, jakiś drobiazg – kredki, plastelinę, bajki, zabawki, lalki, maskotki, cokolwiek… One to przywiozły, zaprzyjaźniona ze mną florystka pięknie to opakowała, zaprosiliśmy dzieci z domów dziecka na półfinałowy koncert w Hotelu Orle Gniazdo. I kiedy bohaterki wieczoru wręczały adresatom te prezenty i widziały radość tych dzieci, same zrozumiały, jak to fajnie jest też coś dać od siebie, zrobić coś dla innych. I taki jest mój cel i prawdziwy sens imprez, które organizuję.

Dla moich podopiecznych jestem jak „ZASTĘPCZA MAMA”. Niezwykle wzruszający był moment, kiedy podczas ostatniego finału Miss Beskidów i Mister Polski dostałam od uczestników medal „DLA NAJLEPSZEJ MAMY NA ŚWIECIE”. Autentycznie się rozpłakałam- dlatego warto robić te konkursy – dla tych wzruszeń i niezapomnianych momentów !!!

A teraz poprosimy o trochę anegdotek – pamięta Pani może jakieś wyjątkowe sytuacje z konkursu? Którą edycję szczególnie Pani zapamiętała i dlaczego ?

Nie jestem przesądna, ale myślę, że 13 edycję wyborów Miss Podbeskidzia będę długo pamiętała. Właściwie wcześniej, przez kilkanaście lat, nigdy nie wydarzyło się nic szczególnego, żadna wpadka, która byłaby na długo zapamiętana, a wtedy ten konkurs w 2001 r. był naprawdę pechowy. Koncert finałowy odbył się w konwencji: „W 80 minut dookoła świata”. Impreza prowadzona była przez „stewardesę” i „stewarda” w mundurach lotniczych, dziewczyny podróżowały samolotem po świecie i jedno wyjście zostało zaplanowane jako próba dostania się do haremu w którymś z krajów arabskich. Niestety, finalistki miały na tą okazję przygotowane dość skomplikowane stroje i okazało się, że nie zdążyły na czas poprzypinać tych wszystkich ozdób i świecidełek. Tymczasem gala trwa, muzyka do układu już poszła, dwóch eunuchów, którzy pilnowali „wejścia do haremu” już stało … no i nic – dziewczyn nie ma, a ja wiedziałam, że jak się spóźnią, to już nie zatańczą w ogóle, bo się nie zgrają z muzyką. Czułam strużki potu spływające mi po plecach. Wyszłam na scenę i powiedziałam, że „nie jest tak łatwo dostać się do haremu”. Uratowałam sytuację, na szczęście od lat pracujący ze mną akustyk zorientował się, że trzeba puścić muzykę jeszcze raz od początku i wtedy się już wszystko udało – wszystkie prezentacje konkursowe się odbyły, Miss została Ela Gigoń 🙂

Jeśli chodzi o imprezy ogólnopolskie, to bardzo miło wspominam zorganizowany u nas w Bielsku–Białej półfinał Miss Polonia’97. Bardzo udana impreza, z pięknymi uczestniczkami, m. in. silną „frakcją” ślicznych blondynek.

Jakie było najśmieszniejsze zdarzenie podczas tych kilkudziesięciu już lat? Największa „wpadka”? Czy jest może coś, czego Pani żałuje, albo co Panią zaskoczyło? Jakby Pani podsumowała ten okres – co uważa Pani za swój największy sukces, a co za największą porażkę?

Większych wpadek i porażek nie było. Żałuję tylko jednego, że czas tak strasznie szybko leci. Zabawnych historii za to było wiele. Myślę, że mogłabym już napisać ciekawą książkę na temat tego, co przeżyłam. Może kiedyś się skuszę.

Jeśli miałabym wybrać tylko jedną ciekawą historię… W 1994 roku zgłosiła się do wyborów Miss Podbeskidzia Jadzia Flank. Piękna dziewczyna o wielkiej kulturze. Przeszła przez eliminacje, zakwalifikowała się do finału, trwały już próby, po czym ona przychodzi i mówi, że rezygnuje z dalszego udziału w konkursie, bo jej narzeczony jest przeciwny. Planują Ślub, on nie chce czekać. Ja jej wtedy wytłumaczyłam, że jak kocha, to poczeka i że nie powinna rezygnować ze swoich marzeń, a poza tym, że ja się po prostu nie zgadzam, już jesteśmy w trakcie prób, układy choreograficzne są opracowane, jej rezygnacja pociągnęłaby za sobą konieczność zmian, na które nie ma już czasu. Dała się przekonać, została, ciąg dalszy tej historii znamy. Jadwiga wygrała najpierw regionalny konkurs Miss Podbeskidzia, potem finał Miss Polonia ’94, pojechała do RPA na wybory Miss World, a później… wyszła za mąż za tegoż samego Wojtka, który był przeciwny jej udziałowi w konkursie, mają uroczego syna i wszystko się potoczyło jak w bajce, wszystko dało się pogodzić. Ile ciekawych, fajnych rzeczy by ją ominęło, gdyby zrezygnowała. Tak więc ja zawsze mówię dziewczynom: „Nie rezygnujcie ze swoich marzeń, ze swoich planów. Uroda to jest taki dar od losu. Jeżeli masz szansę, to spróbuj, wykorzystaj ją”.

A co uważam za swój największy sukces? To, że pracuję z młodzieżą, dodaje mi siły, energii i chęci do pracy i rozwoju. Jestem na bieżąco z internetem, z komputerem, z trendami, słucham tego, czego słucha młodzież. Moim największym sukcesem jest to, że nie dość, że robię to, co kocham, to jeszcze dzięki mojej pracy pozostaję młoda duchem. I dlatego, choć na plecach czuje się już oddech konkurencji, „młode wilczki atakują”, ale nie poddaję się i robię swoje. Już w październiku odbyły się pierwsze castingi do konkursu Miss Beskidów 2012, zaczynamy przygotowania i na wiosnę planujemy wielki finał 🙂

Przejdźmy teraz do głównych bohaterek, Pani podopiecznych, kandydatek do korony i tytułu Miss. Te najbardziej znane i utytułowane już Pani wymieniła wcześniej. Ale osobiście, którą z laureatek lub kandydatek szczególnie Pani zapamiętała i dlaczego? Z którą spośród wykreowanych przez Panią Miss najlepiej się współpracowało, którą najbardziej Pani polubiła? Czy po przekazaniu przez nie korony nadal utrzymuje Pani kontakt z byłymi Miss ? A może zdradzi nam Pani, jaka jest Pani anty-miss? Czy któraś z Miss zawiodła?

Nie mam anty-miss. Ja je wszystkie serdecznie i miło wspominam, dbam o nie, utrzymuję z nimi kontakty także po wyborach, kiedy przestają pełnić obowiązki Miss i wracają do zwykłego życia. One to doceniają. Jak w 2008 roku zrobiłam imprezę z okazji 20-lecia konkursu Miss Podbeskidzia (obecnie Beskidów), to przyjechały wszystkie laureatki tego tytułu, za wyjątkiem jednej, która nie była obecna na tej jubileuszowej gali finałowej, ponieważ była w tym czasie w szpitalu i rodziła syna Maksa – on na pewno będzie Misterem jak dorośnie 🙂 Poza nią były wszystkie, z dziećmi, niektóre z dwójką, trójką dzieci, inne z niemowlętami na rękach. To było niezwykle cenne, że tak miło ten konkursowy epizod wspominają, a dla mnie kolejny dowód na to, że warto to robić. Na marginesie powiem, że „wychowuję” już drugie pokolenie „missek”. Córka i syn Eli Dziech są już u mnie w agencji, mają teraz po 16, 17 lat. 🙂

Ale, ale… mam nie tylko utytułowane Miss. Z mojego regionu jest wielu równie utytułowanych facetów. Z Beskidów pochodzą Mister Poland 2000 Andrzej Bizoń oraz Mister Polski 2006 Daniel Madej, który później reprezentował Polskę na konkursie Mister Świata w Chinach. Obecnie Daniel mieszka i pracuje w Nowym Jorku. Pojawił się na wybiegu m. in. podczas ostatniego Fashion Week. Aktualnie mamy takiego fajnego Mistera Polski. Jest nim Krystian Kurowski. Wciąż czekamy na decyzję Misslandu, na który konkurs międzynarodowy zostanie oddelegowany. Myślę jednak, że gdziekolwiek by nie pojechał, naprawdę powalczy. Tak więc sądzę, że ja rzeczywiście mam „dobre oko”. 🙂

Co się dzieje z Miss Regionu, która nie odniesie sukcesu na szczeblu ogólnopolskim? Czy znika ona zupełnie ze świata mediów i show-biznesu?

Do tej pory jakoś się to nie zdarzyło. Co roku jeśli nawet nie Miss, to któraś spośród wicemiss jest w ogólnopolskim finale.

A teraz skupmy się na tych, które jednak pokonują kolejne szczeble na konkursowej drabinie. Jaka jest Pani rola, jako organizatora regionalnego, w przygotowaniach dziewczyn do kolejnych etapów konkursu zarówno w Polsce, jak i na międzynarodowej arenie?

Oczywiście dbam o to, żeby dziewczyny wyjechały odpowiednio przygotowane czy to na konkurs ogólnopolski, czy za granicę i dobrze się tam zaprezentowały. Pomagam im skompletować piękną garderobę, zapewniam opiekę fryzjersko–kosmetyczną, relaks w SPA. Ale nie tylko. Jak to powiedział nieżyjący już prezes Biura Miss Polonia Piotr Stawicki, moje podopieczne są wspaniale przygotowane do występu nie tylko na scenie, ale i poza nią, czyli są kulturalne, dobrze wychowane, wiedzą, jak się zachować. Ja i o tym pamiętam i dbam o to. Jestem naprawdę dumna z moich dziewczyn.

Nie towarzyszę im osobiście podczas zgrupowań. Ale dla każdej mojej podopiecznej przed wyjazdem na finał ogólnopolski przygotowuję list z dobrymi radami na każdy dzień. One mogą go otworzyć dopiero podczas zgrupowania i codziennie korzystają z moich wskazówek. Taki list otrzymała i Jadwiga Flank, i Elżbieta Dziech. Kiedy ta ostatnia wyjeżdżała do Gdyni, ja to czułam, wiedziałam, że tylko ona może zostać Miss Polski’92. Była świetną dziewczyną, doskonale ją przygotowaliśmy do finałowej rywalizacji. I ostatnią część mojego listu miała sobie przeczytać dopiero, jak będzie wracała po gali do hotelu. Było tam tylko jedno zdanie: „A nie mówiłam?” 🙂

Jeśli chodzi o międzynarodowe konkursy piękności, to moje protegowane brały udział praktycznie we wszystkich tych najważniejszych – Miss World, Miss Universe, Miss International, Miss Europe, Miss Globe. Ale bez względu na to, jak duża i jak bardzo prestiżowa jest impreza, przygotowujemy naszą delegatkę zawsze równie starannie i kompletnie. Dla przykładu – w 1999 roku nasza podopieczna – Mirka Strojny, reprezentowała Polskę na konkursie Miss Baltic Sea. Malutkie, wręcz lokalne wybory. A mimo to wyposażona była doskonale, niczego jej nie brakowało, załatwiłam, że uszyto jej tutaj piękny, szlachecki strój narodowy. Była przygotowana na tyle znakomicie, że wygrała i zdobyła koronę Miss Baltic Sea.

A czy ma Pani swój ulubiony, międzynarodowy konkurs piękności ?

Szczególnie, to się zawsze lubi te konkursy, na których dziewczyny odnoszą największe sukcesy. 🙂

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, więc i my zmierzamy do końca naszej rozmowy. Może jeszcze jedno pytanie. Jest Pani związana z konkursami piękności w Polsce od kilkudziesięciu lat. W tym czasie zaszły w ich organizacji oczywiście olbrzymie zmiany. Czy Pani zdaniem te zmiany podążają w dobrym, czy w złym kierunku?

Wydaje mi się, że dziewczynom powinno się po zakończeniu wyborów, kiedy już zgasną światła na scenie, a publiczność rozejdzie się do domów, coś jeszcze proponować, jakoś starać się je wykorzystać, w pracy w modelingu, w reklamie. Trochę tego jest za mało, takie odnoszę wrażenie. Ja przynajmniej tu w Bielsku – Białej się staram, żeby to nie było tak, że tylko pierwsza trójka się cieszy, a o reszcie nikt nie pamięta. Zawsze mam jakieś propozycje także dla pozostałych kandydatek, żeby nie zapomniały o konkursie i żeby ich czas również trwał trochę dłużej, niż to przysłowiowe 5 minut.

Druga sprawa. Myślę, że może trochę niepotrzebnie zmierza się w tym kierunku, żeby Miss były coraz wyższe. Minimum te 175 – 180 cm. A przecież niekoniecznie najwyższa oznacza najpiękniejsza. Czasem naprawdę te niższe dziewczyny są tak piękne, tak proporcjonalne, że dlaczego je „karać” od razu na starcie. Przypomnijmy sobie choćby Miss Polonia’88 Joasię Gapińską. Nie miała nawet 170 cm wzrostu, a była pięknie, proporcjonalnie zbudowana. Do dziś przez wiele osób uważana jest za ideał. U mnie w finale Miss Beskidów wystąpiła kiedyś taka dziewczyna, która miała zaledwie 158 cm wzrostu, ale była śliczna i dostała szarfę „Najmniejsza Miss”. Fajny pomysł, bardzo się ucieszyła. 🙂

Pani Lucyno, było nam bardzo miło Panią poznać. Czy na koniec naszej rozmowy chciałaby Pani coś jeszcze dodać?

Tak, chciałabym zaapelować do dziewczyn, żeby się nie bały, żeby próbowały swoich sił. Życzę Wam więcej odwagi. Naprawdę, jest tyle pięknych, młodych kobiet, które się nie zgłaszają do konkursów piękności. Ja je nawet rozumiem czasami, wiem, że o takich imprezach różne krążą opinie, ale naprawdę, uwierzcie, że jest to fajna przygoda i przede wszystkim jakaś szansa. Powinnyście spróbować, ale też nie możecie zapominać o rzeczach najważniejszych. Ze względu na Waszą przyszłość, na pierwszym miejscu powinna być nauka, w tym również języków obcych. W to trzeba zainwestować. Ale warto przeżyć również fajną zabawę, mieć miłe wspomnienia. I dlatego warto wystartować w wyborach Miss, cieszyć się chwilą, nie zapominając jednak, że jest to jedynie przygoda na parę miesięcy, może na parę lat. Myślę, że tak właśnie należy do tego podchodzić.

Bardzo serdecznie dziękujemy za rozmowę.

Ja również dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników Globmiss.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w grudniu 2011 r.

Wywiad z Igo-Art

Agencja Impresaryjna Igo-Art to firma rodzinna. Swoje powstanie i sukces zawdzięcza trzem osobom: Jagodzie Piątek – Włodarczyk, Oliwii Piątek, a przede wszystkim Igorowi Włodarczykowi. Całą trójkę, poza więzami krwi, od 6 lat łączy także praca, która jest treścią ich życia i każdemu z nich daje inny rodzaj satysfakcji. Jagoda Piątek – Włodarczyk jest właścicielem Agencji Igo-Art. Odpowiada za kierunki i sposób rozwoju firmy oraz pozyskiwanie nowych kontaktów w kraju i zagranicą. Oliwia Piątek odpowiada za koordynację całości, podczas kolejnych edycji pokazów współpracuje ze stylistami, kandydatkami startującymi w konkursie, modelkami, hostessami, firmami biorącymi udział w wydarzeniach organizowanych przez agencję, a przede wszystkim jest świetnym choreografem zarówno wyborów Miss, jak i prestiżowych pokazów mody o charakterze ogólnopolskim. Igor Włodarczyk opracowuje każdy program od strony artystycznej, reżyseruje i pisze scenariusze wszystkich wydarzeń, produkuje i współpracuje z ekipami realizującymi pokazy. Odpowiedzialny jest także za kontakt z mediami i partnerami oraz wizerunek Igo-Art w Internecie.

Jagoda, Oliwia i Igor to zgrany team. Mimo tego, że wszyscy grają i nadal grać będą w jednej drużynie, to każde z nich ma również inne plany, które będzie realizować w najbliższym czasie. Właścicielka Igo-Art postanowiła założyć fundację na rzecz młodych, utalentowanych ludzi, którzy nie mają finansowych możliwości, aby rozwijać swoje uzdolnienia. Firma dotąd przez cały czas wspierała ich w sposób nieformalny, a w tej chwili zamierza rozwinąć bardziej tę sferę swojej działalności. Oliwia otwiera własną firmę. Igor rozpoczyna studia na wydziale Organizacji Produkcji Filmowej i Telewizyjnej łódzkiej PWSFTViT, które będą pomocne w dalszej pracy przy produkcji wydarzeń.

Zapraszamy na rozmowę z ludźmi, dla których pasja stała się pracą i sposobem na życie…

Witamy! Jak i kiedy doszło do tego, że Igo-Art został regionalnym organizatorem konkursu Miss Polonia? Jednym słowem skąd wzięliście się w Miss-biznesie? I jak wspominacie swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą?

To Igor głównie zachęcał, wręcz sprowokował, do organizacji wyborów Miss Ziemi Łódzkiej 2006. Brak konkursu regionalnego i eliminacji do Miss Polonia w województwie łódzkim spowodował, że postanowiliśmy podjąć się organizacji tego wydarzenia. Niezbędne było założenie firmy i w ten sposób, w styczniu 2006 roku, powstała Agencja Impresaryjna IGO-ART. Wcześniej wiele razy bywaliśmy na tego typu imprezach, finałach Miss Polonia, Miss Europy, konferencjach prasowych itd. i mieliśmy już wyobrażenie, jak powinien wyglądać tego typu konkurs. Początki były cudowne – zostaliśmy wyróżnieni przez Biuro Miss Polonia tytułem Najlepszego Organizatora Regionalnego. Zaczęliśmy od wyborów Miss Województwa Łódzkiego, a obecnie organizujemy konkursy w kilku innych miejscowościach w regionie, konkurs Miss Polonia Nastolatek, Miss Studentek Łodzi, jak i imprezy ogólnopolskie: The Look Of The Year oraz Festiwal Tańca.

Wow! Już po pierwszej edycji zostaliście najlepszym organizatorem regionalnym, a potem było już tylko lepiej :). Choć organizacją wojewódzkiego konkursu piękności zajmujecie się dopiero od 6 lat, ale na ten temat wiecie już wszystko. Firmowane przez Was koncerty regionalne tradycyjnie zachowują bardzo wysoki poziom i cieszą się wielkim uznaniem. Kilkukrotnie organizowaliście również ogólnopolskie półfinały i współpracowaliście przy organizacji finałowych gal Miss Polonia. Odsłońcie trochę kulisy swojej pracy – na czym ona polega, po kolei, krok po kroku, jak wyglądają przygotowania do wyborów Miss w regionie? No i jaka jest recepta na tak duży sukces w tak krótkim czasie?     

Nie ukrywamy, że jest to praca ciężka, która niekiedy może zniechęcać, ale najważniejsza zasada, to przede wszystkim systematyczność i rzetelność, nie zostawianie niczego na ostatnią chwilę, dobry warsztat związany z naszą wiedzą, pasja w tworzeniu. Najwięcej wymagamy od siebie, a wtedy inni akceptują to, że wymagamy również od nich. Lepszej recepty nie znamy. Już teraz planujemy finały różnych imprez na maj, czerwiec i lipiec 2012, choć dopiero zakończyliśmy ich realizację w tym roku.  

A teraz poprosimy o trochę anegdotek – pamiętacie może jakieś wyjątkowe sytuacje z konkursu Miss Polonia? Jakie są Wasze najciekawsze wspomnienia z nim związane? Którą edycję regionalną i ogólnopolską szczególnie zapamiętaliście i dlaczego. Co jest dla Was najtrudniejsze w Waszej pracy dla BMP? Co najbardziej w niej lubicie, a czego nie cierpicie? Kto najbardziej Wam pomaga i wspiera w tej działalności?

Zawsze, przez sentyment, najlepiej pamięta się tą pierwszą edycję, a ostatnia dała nam w kość ze względu na nasze wciąż niezaspokojone ambicje i nowe, trudne do realizacji pomysły. Choć ten finał uważamy za swój najlepszy dotychczas, to w pewien niedefiniowalny sposób czuliśmy niedosyt. Przyjaciele się z nas nabijają, że rywalizujemy sami ze sobą. Wszystko w tej działalności jest trudne i jednocześnie łatwe, ale wierzymy w siłę swojej pracy, wspieramy się nawzajem. Dzięki temu wiemy, że wszystko się uda.

Jakie było najśmieszniejsze i najstraszniejsze zdarzenie podczas tych kilku lat? Największa „wpadka”? Czy jest może coś, czego żałujecie, albo co Was zaskoczyło? Jakbyście podsumowali ten okres – co uważacie za swój największy sukces, a co za największą porażkę?

Największy sukces to fakt, że w dalszym ciągu lubimy pracować razem i każdy z nas jest perfekcyjny w swoich działaniach, możemy zawsze na siebie liczyć, polegać na swojej wiedzy i umiejętnościach. Jest to podstawa naszego spełnienia, sukcesu i bezpieczeństwa w pracy. Porażek i wpadek nie było, były rozczarowania, do których nie chcemy wracać.

Przejdźmy teraz do głównych bohaterek, Waszych podopiecznych, kandydatek do korony i tytułu Miss. Te najbardziej znane i utytułowane to Izabela Wilczek, Barbara Tatara, Karolina Filipkowska, Agata Biernat. A Wy osobiście, którą z laureatek lub kandydatek szczególnie zapamiętaliście i dlaczego? Z którą spośród wykreowanych przez Was Miss najlepiej się Wam współpracowało, którą najbardziej polubiliście? Czy po przekazaniu przez nie korony nadal utrzymujecie kontakt z byłymi Miss ? A może zdradzicie nam, jaka jest Wasza anty-miss? Czy któraś z dziewcząt Was zawiodła?

Pytanie bardzo niezręczne a więc powiemy tylko tyle, że każda z dziewczyn przynosiła nam inne doświadczenia, radości i staraliśmy się, żeby czas jej panowania był dla niej wyjątkowy i jak najbardziej atrakcyjny.

Co się dzieje z Miss Regionu, która nie odniesie sukcesu na szczeblu ogólnopolskim? Czy znika ona zupełnie ze świata mediów i show-biznesu?

Nasze kandydatki biorą udział w różnych działaniach edukacyjnych, programach profilaktycznych, promocyjnych, charytatywnych, pokazach mody, sesjach zdjęciowych, są twarzami kampanii reklamowych. Współpracujemy przy tym z Urzędem Marszałkowskim i Urzędami Miast.

A teraz skupmy się na tych, które jednak pokonują kolejne szczeble na konkursowej drabinie. Do tego, że Wasze podopieczne wspieracie „mentalnie” i „duchowo” przez cały okres ich panowania, nikogo nie trzeba przekonywać. Bardzo nam się podobało, kiedy w czasie tegorocznego półfinału konkursu Miss Polonia reprezentantka województwa łódzkiego Beata Stelmaszczyk otrzymała od Was bukiet róż jeszcze na scenie, na wybiegu, tuż po tym, kiedy dowiedziała się, że właśnie awansowała do finału. Bardzo fajny gest i musiało jej być bardzo miło. Ale poza tego rodzaju wsparciem, jaka jest Wasza rola, jako organizatora regionalnego, w przygotowaniach dziewczyn do kolejnych etapów konkursu?

Na przykładzie tegorocznej Miss, Beaty Stelmaszczyk, oraz naszych laureatek z lat poprzednich widać, że dbamy o nie i zaczynamy współpracę już w dniu otrzymania korony Miss Polonia Województwa Łódzkiego. Zajmuje się nimi sztab profesjonalistów w dziedzinie stylizacji włosów, makijażu, kosmetolodzy, projektanci mody. Duży nacisk kładziemy na promocję jej osoby w mediach, aby mieszkańcy regionu mieli okazję poznać swoją Miss. Oprócz wszystkich tych rzeczy, z naszej strony rzeczywiście zawsze może liczyć na wsparcie psychiczne i rodzinną atmosferę.

A jeśli dziewczyna odniesie jeszcze większy sukces i zostanie wydelegowana na międzynarodowy konkurs piękności. Jak rozkłada się ciężar przygotowań? Jaką rolę w tych przygotowaniach odgrywa Biuro Miss Polonia, jaką organizator regionalny, a ile zależy od samej dziewczyny? W jaki sposób jest przygotowywana polska reprezentantka na międzynarodowy konkurs piękności? Jak takie przygotowania wyglądają?

Korzystając z okazji, chcielibyśmy w tym miejscu, uświadomić niezorientowanych fanów konkursów piękności w Polsce, którzy mają zbyt bujną wyobraźnię i doszukują się w naszej pracy „zakulisowych działań”, ubezwłasnowolnienia Pani Prezes Biura Miss Polonia, wyrafinowanych podstępów itp., o prostych i przejrzystych zasadach współpracy, jakimi jesteśmy związani z Biurem Miss Polonia. Po pierwsze ten, kto ma w danym roku licencję na określony konkurs i ponosi wszystkie koszty finansowe z tym związane, ten decyduje o kandydatce, którą wysyła. I czy ona jest z Aleksandrowa, Konstantynowa czy też Miss Pabianic nikogo nie powinno interesować, tym bardziej, że nasze delegatki zawsze wracają z sukcesem. Stanowisko fana powinno być jednoznaczne – radość z wyróżnienia, a nie szukanie dziury w całym i wieczne „smaganie batem” na przemian Biura Miss Polonia i Agencji Igo-Art. Druga zasada: wówczas, kiedy wspólnie z Biurem Miss Polonia przygotowujemy kandydatkę do konkursu, dzielimy się odpowiedzialnością za obowiązki związane z procesem tych przygotowań. Zazwyczaj wtedy jest to dziewczyna, która reprezentuje Biuro Miss Polonia (jest finalistką ogólnopolskiego etapu, laureatką któregoś z tytułów), a przygotowuje się pod naszym okiem. Ważna jest aprobata organizatora międzynarodowego, który zawsze akceptuje kandydatkę z danego kraju. Nim dojdzie do jej udziału w konkursie, najpierw musi ona zostać zatwierdzona. Lubimy konkursy międzynarodowe, bo mierzymy się z kolejną poprzeczką i dużo z tego czerpiemy, poznajemy ciekawych ludzi. Stąd też na tegorocznych wyborach Miss Polonia Województwa Łódzkiego byli obecni organizatorzy z Indii, Niemiec. Udział naszych podopiecznych w konkursach międzynarodowych to nie żaden układ, tylko wspólne budowanie marki Miss Polonia, sukcesy, ale również inwestycje, które nie każdy chce ponosić.

Wasze podopieczne brały udział w kilku międzynarodowych konkursach piękności – Miss Universe, Miss Earth, Miss Intercontinental. Czy towarzyszyliście im podczas ich podróży? Jak porównalibyście te konkursy, który jest Waszym ulubionym, a do którego najtrudniej jest przygotować dziewczynę?

Konkursy międzynarodowe, jak już wspominaliśmy, to kosztowna zabawa i nie każdy chce się w to bawić, a my to lubimy i nie potrafimy sobie odmówić trzymania kciuków za naszą kandydatkę i towarzyszenia jej na miejscu. Najbardziej egzotycznym konkursem, na którym byliśmy i wymagającym długich przygotowań z powodu obowiązku posiadania określonej wiedzy z zakresu ochrony środowiska, jest Miss Earth. Kojarzy się on nam z przesympatycznymi organizatorami oraz wspaniałą atmosferą finałów. Również organizatorzy konkursu Miss Intercontinental i Top Model Of The World lubią to, co robią, da się to wyczuć, stąd też na zgrupowaniach tych konkursów i samych finałach jest bardzo sympatycznie i miło je wspominamy.

Powoli zmierzamy do końca naszej rozmowy. Może jeszcze jedno pytanie. Czy widzicie jakieś zmiany w organizacji konkursu Miss Polonia na przestrzeni ostatnich kilku lat i czy Waszym zdaniem te zmiany podążają w dobrym, czy w złym kierunku?

Biuro Miss Polonia poszukuje ciągle nowych pomysłów przy organizacji gali finałowej, zatrudnia różnych reżyserów i producentów, którzy zmieniają formułę wyborów. Inne konkursy mają konwencję wyborów Miss z lat 90tych, śmieszne tańce z krzesłami czy laskami, które dawno powinny odejść do lamusa. Ostatnio bardzo nam się podoba budowanie wizerunku Miss Polonia jako celebrytki, z tym, że nie każda Miss Polonia jest w stanie udźwignąć taki ciężar, a więc nad tym trzeba popracować, aby Miss Polonia kojarzyła się z mądrą, inteligentną, pewną siebie dziewczyną, która radzi sobie z rolą reprezentacyjną. Tym bardziej, że dziewczyny, które obecnie biorą udział w konkursie to nie głupiutkie debiutantki, ale wykształcone, młode, nowoczesne kobiety i to należy wyeksponować. Aby być, trzeba umieć bywać. Braku sukcesów Polek na Miss Universe upatrujemy w niewpasowywaniu się w konwencję tego konkursu, jeśli chodzi o wybór delegatki. Miss Universe jest zaprzeczeniem subtelnej Miss Świata i wizerunku, który buduje Pani Morley i przy wyborze Miss Polonia powinniśmy o tym pamiętać. Zasad panujących na tym konkursie i kryteriów wyboru Miss Universe nie da się zmienić, a chcąc mieć sukces, musimy się im podporządkować. Miss Polonia, reprezentantka Polski na Miss Universe, musi mieć nie tylko ładną buzię, ale także charyzmę, przebojowość, odrobinę szaleństwa i to niedefiniowalne coś, czego nie da się wyuczyć, z tym trzeba się urodzić. Doskonałym przykładem jest Rosie Mancewicz, która była doskonale przygotowana przez BMP, prezentowała się bardzo ładnie, bardzo się starała, ale jej osobowość przekreśliła szansę na wejście do finału. Przynajmniej naszym zdaniem.

Właściwie cały czas rozmawiamy o konkursie Miss Polonia, a przecież podejmujecie także wiele innych inicjatyw, o których wspominaliście na samym początku – eliminacje regionalne Miss Polonia nie są jedyną. Przybliżcie nam trochę na koniec także inne Wasze przedsięwzięcia.

Oprócz kolejnych etapów Miss Polonia organizujemy także trzy inne, cykliczne imprezy. The Look of the Year to niezwykle ważne wydarzenie o zasięgu globalnym, którego celem przewodnim jest wyselekcjonowanie i wypromowanie nowych twarzy w świecie modelingu. Dzięki udziałowi w konkursie kandydatki otrzymują szansę na zrobienie kariery na najsłynniejszych wybiegach świata. W ten sposób zaczynały m. in. Cindy Crawford, Linda Evangelista, Kasia Smutniak.

Kolejna impreza, którą organizujemy od 2008 roku to Ogólnopolski Festiwal Tańca. Ideą festiwalu jest spotkanie uzdolnionej tanecznie młodzieży, która chciałaby zaprezentować się na forum ogólnopolskim. W rywalizacji o główne trofeum – Złotą Łódkę Prezydenta Miasta Łodzi mogą wziąć udział zarówno członkowie szkół tańca, jak i różnych formacji tanecznych działających przy domach kultury i szkołach, a także profesjonalnych grup tanecznych.

Wiosną 2012 roku Igo-Art pragnie zrealizować bardzo innowacyjny projekt, którym jest zorganizowanie wyborów skierowanych do piękności polonijnych rozproszonych po całym globie. Pragniemy stworzyć w pełni międzynarodową odsłonę konkursu Miss Polonia, który z uwagi choćby na swoją nazwę powinien zwracać się do pięknych Polek niezależnie od kraju ich zamieszkania. Stąd pomysł na konkurs Miss Polonii of the World.

Wobec tego życzymy Wam powodzenia w realizacji nowych i kontynuacji dotychczasowych projektów i serdecznie dziękuję za rozmowę.

My również dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich Czytelników Globmiss.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w październiku 2011 roku

Wywiad z S. Ogończyk – Mąkowską

Serafina Ogończyk – Mąkowska – reprezentowała Polskę na konkursie Miss Europe ’94

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w sierpniu 2011 r.

Nasza historia rozpoczyna się w 1994 roku. Serafina Ogończyk-Mąkowska była wówczas uczennicą najstarszego w Polsce liceum ogólnokształcącego, tzw. “Małachowianki” w Płocku. Już będąc uczennicą szkoły średniej prowadziła działalność gospodarczą, jednak zupełnie nie związaną ze światem modelingu i piękna (gabinet medyczny). Interesowała sie światem, ludźmi, podróżami, obcymi językami. Chciała studiować rosyjski i angielski z całą historią, kulturą i literaturą tych regionów językowych. Chciała zwiedzać świat, poznawać ludzi, zwierzęta, zwyczaje. Chciała się uczyć.

Jej marzenie o podróżach i poznawaniu ludzi spełniło się bardzo szybko. Zupełnie przypadkiem to właśnie ona reprezentowała Polskę na konkursie Miss Europy 1994 w Turcji.

Mój udział w konkursie Miss Europe 1994 był rzeczywiście przypadkowy i spontaniczny. Z tego co wiem i pamiętam, pojechałam tam zamiast Jadwigi Flank – ówczesnej Miss Polonia. Propozycja wyjazdu padła na dzień przed wylotem od pana Romana Czejarka z Polskiego Radia, który był organizatorem i jurorem w konkursie Miss Lata z Radiem, w którym otrzymałam tytuł Miss Uśmiechu. Nic nie było zaplanowane ani przemyślane. Spontaniczna decyzja, świetna przygoda.

Ta spontaniczna decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Serafina przywiozła wiele wspaniałych wspomnień…

Ponieważ z konkursem nie wiązałam żadnych planów czy nadziei, naprawdę cieszył mnie sam udział w nim. Dziewczyny przyjechały w towarzystwie fryzjerów, doradców, kosmetyczek 😉 Mi rodzice kurierem dosłali do Istambułu kosmetyki i suknie wieczorowe, ponieważ zupełnie nie byłam przygotowana do prawie miesięcznego pobytu na zgrupowaniu. Dopiero tam na miejscu po raz pierwszy zaczęłam się malować 😉 Pomagały mi starsze koleżanki. Byłam najmłodsza spośród dziewcząt, miałam 16 lat. Regulamin, jak się okazało, wymagał pełnoletności. Na finale, co zobaczyłam dopiero w Polsce w telewizyjnej relacji, dodano mi 2 lata. Dziewczęta z tzw. bloku wschodniego trzymały się razem. W pokoju zakwaterowano mnie z Miss Łotwy Eviją Zebergą – do tej pory jesteśmy w kontakcie. Bardzo polubiłyśmy się także z Miss Litwy Loretą Brusokajte, Miss Rosji Olgą Sysoyewą, oraz Miss Ukrainy Nataszą Shvachiy.

Miałyśmy wrażenie faworyzowania Miss Turcji, ale nie dziwi mnie to. Znała język, była reprezentantką kraju, który nas gościł, więc zrozumiałe, że najczęściej rozmawiano właśnie z nią. Zwycięstwo Lilah Ben-Simon z Izraela ucieszyło mnie tym bardziej, ponieważ była jedną z moich faworytek. Oprócz tego, że była bardzo ładna, była również bardzo miła i profesjonalnie przygotowana, także pod względem garderoby. Miała oszałamiające, piękne, ozdobione kamieniami stroje. Zanim rodzice dosłali mi suknie, Lilah zaoferowała mi swoje. To była autentyczna życzliwość. Przygotowania, choreografia, gala finałowa stały na najwyższym poziomie – doceniam to wraz z upływem czasu, porównując z innymi konkursami. Po konkursie Miss Europy trudno było przebić emocje związane z udziałem w tym wydarzeniu i nie szukałam już tego typu doświadczeń. Dlatego też nigdy nie zdecydowałam się na start np. w konkursie Miss Polonia, czy Miss Polski. Po skończeniu studiów nie zdaje się przecież znowu do liceum ;).

Konkurs dobiegł końca, Serafina wróciła do Polski i rozpoczęła realizację większości swoich ówczesnych marzeń.

Większość swoich marzeń, chociaż raczej nie nazwałabym ich marzeniami tylko planami, rzeczywiście zrealizowałam. Ukończyłam filologię rosyjską i angielską na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ukończyłam także prawo. Prowadzę od 10 lat firmę eventową, agencję modelek, która zajmuje się m.in. organizacją konkursów z cyklu Miss Polonia i Miss Egzotica International. To, że zostałam regionalnym organizatorem konkursu Miss Polonia, to zresztą również przypadek. Nadarzyła się okazja odkupienia licencji, z której skorzystałam. Moja agencja modelek była już wówczas dobrze rozwinięta i uznałam, że konkurs Miss koresponduje z prowadzoną przeze mnie działalnością.

Z perspektywy wieloletnich doświadczeń, zarówno jako uczestniczka, jak i organizator, bardzo rekomenduję dziewczętom udział w tego typu przedsięwzięciach. Oczywiście muszą to być sprawdzeni i rzetelni organizatorzy. Jest to szkoła, jakiej na co dzień się nie uświadczy;). Jest to również okazja do nauki poruszania się na wybiegu, oswojenia z kamerą, aparatem, mediami. Zapewniam, że płyną z tego same korzyści, które oczywiście nie zawsze potrafimy od razu docenić.

Czy każda dziewczyna może być uczestniczką konkursu piękności? Jaki typ urody, czy osobowości jest najbardziej pożądany przez organizatorów?

Oprócz pięknej, ciekawej twarzy, proporcjonalnej sylwetki, kandydatka na Miss powinna mieć interesującą osobowość, być zdyscyplinowana, słowna, rzetelna, uczciwa, pracowita, powinna wzbudzać sympatię, znać języki obce. Powinna być także osobą inteligentną. Pamiętajmy, że aby odnieść sukces w konkursie piękności nie wystarczy być ładną – internauci, forumowicze często piszą, że ‘na ulicy widać piękniejsze dziewczęta’. Podkreślam, że wystąpienie w wyborach Miss wymaga odwagi, a tę nie wszyscy posiadają. Odwagi, umiejętności i odporności na krytykę. Nie każdy potrafi wyjść w kostiumie kąpielowym, jednocześnie pamiętając o choreografii, uśmiechu, mając świadomość, iż publiczność (mimo, iż przychylna), najchętniej wyszukuje niedoskonałości i czeka na potknięcia. Wystąpienie, poddanie się ocenie (najbardziej krytykowana oczywiście jest zawsze zwyciężczyni 😉 wyrabia odporność, charakter.

Moją ulubioną Miss Polonia jest naturalnie Aneta Kręglicka, która, moim zdaniem, posiada wszystkie wymienione przeze mnie powyżej cechy, jakie powinna posiadać idealna Miss Polonia. Zapraszam do przeczytania wywiadu z naszą Miss Świata 1989, który ukazał się w magazynie Business & Beauty.

A kiedy już dziewczyna zdecyduje się, wystartuje, zostanie Miss Województwa to…

Z naszymi Miss współpracujemy. Dziewczęta zawsze mogą liczyć na naszą pomoc w rozległym zakresie. Począwszy od strojów, sukni, czy ewentualnego dojazdu na eliminacje. Zwracają się z różnymi sprawami, problemami i prośbami. W naszej firmie wprowadziliśmy dla współpracowników tzw. ‘pakiet pomocy’. Świadczymy bezpłatne porady prawne, wsparcie psychologiczne, czy pomoc w wypełnianiu zeznań do urzędu skarbowego. Prośba o wsparcie nigdy nie pozostaje bez rozpoznania i mimo, że na pewno czasem zdarzają się jakieś nieporozumienia, to są na tyle nieznaczne, że nie jestem w stanie sobie żadnych przypomnieć. Oczywiście są dziewczęta, z którymi po konkursie utrzymujemy bliższy kontakt i takie, z którymi tracimy go zupełnie lub na jakiś czas. Niektóre z finalistek łączą się z nami na stałe nie tylko jako modelki, hostessy czy fotomodelki, ale pracują dla nas przy organizacji eventów, czy konkursów, np. Marta Nowakowska, finalistka Miss Wielkopolski z 2006 roku.

Nie każda dziewczyna ma jednak szczęście odnieść sukces także na ogólnopolskim szczeblu. Niektóre kończą swoją przygodę na etapie regionalnym. Co się z taką Miss dzieje? Czy znika ona zupełnie ze świata mediów i show-biznesu?

Wszystko zależy od dziewczyny, od jej osobowości, medialności, popytu na dany typ urody, charakteru. Często zdarza się tak, że większą popularnością cieszą się dziewczyny, które nie zdobyły głównego tytułu. Ambasadorka Miss Egzotica International Luzia Viegas, mimo, iż nie założyła korony, przeszła już szkolenia w Telewizji Polskiej, gdzie znajdzie zatrudnienie, Kady Toure została twarzą kosmetyków, twarze i sylwetki wielu regionalnych finalistek możemy znaleźć w katalogach, kalendarzach, na billboardach, itd.

Serafina poznała konkurs Miss Polonia od podszewki, od kilku lat sama jest jego częścią. Jak ocenia zmiany, jakie zachodzą w organizacji tej imprezy, no i którą edycję szczególnie zapamiętała?

Myślę, że bardziej niż konkurs, zmieniają się stroje, szczególnie kąpielowe ;). Sam konkurs Miss Polonia, jego założenia, przesłanie, pozostaje niezmienny od 1929 roku. Oczywiście formuła dopasowywana jest do oczekiwań mediów, publiczności. Największą zmianą jest wybór Miss Polonia przez telewidzów w głosowaniu sms-owym z ograniczonym udziałem jurorów.

A najciekawsza edycja? Każda jest specyficzna i inna niż pozostałe. Spośród tych organizowanych przeze mnie, najbardziej medialnym był finał wielkopolski w 2007 roku. Jako przewodniczącego jury zaprosiłam wówczas ówczesnego premiera, nieżyjącego już Andrzeja Leppera, który zaproszenie oficjalnie i z radością przyjął. Było w związku z tym ogromne zainteresowanie. Konkurs wzbudził wiele kontrowersji, które wszyscy, także uczestniczki, przyjmowaliśmy ze śmiechem i uśmiechem.

Ale organizacja wyborów Miss Wielkopolski, to nie jedyny aspekt działalności naszej bohaterki, o czym już wcześniej wspominała. Oprócz tego angażuje się w życie społeczne, zarządza firmą, wydawnictwem, planuje, rozwiązuje, realizuje.

Jestem bardzo aktywna, zdyscyplinowana i pracowita. Praca daje mi dużo satysfakcji i radości. Często wyjeżdżam, czasami muszę być w trzech miejscach jednocześnie. Zawsze jednak mam czas na chwilę odpoczynku, który poza aktywnymi formami polega na odcięciu się od wszelkich zewnętrznych bodźców (radia, telewizji, telefonu, etc) i spędzeniu dnia z wciągającą, inspirującą książką i/lub myśleniu koncepcyjnym.

Obecnie prowadzę m.in. działalność wydawniczą. Jestem redaktorem naczelnym biznesowego magazynu Business & Beauty, w którym przedstawiamy piękno pojmowane jako przejrzystość, klarowność, słowność, przedsiębiorczość, kreatywność, uczciwość, wrażliwość społeczną. Pokazujemy piękne Polki i pięknych Polaków, ich działalność, punkty widzenia; realia gospodarcze i światowe trendy. Jestem także pełnomocnikiem Zarządu Business Centre Club ds. Nominacji Członkowskich. Jestem członkiem Business Centre Club oraz Europejskiego Forum Właścicielek Firm. Moja firma eventowa trzykrotnie była nagrodzona Medalem Europejskim przyznawanym przez Komitet Integracji Europejskiej oraz BCC. Jeden z medali został przyznany za organizację konkursów piękności na rynku europejskim, za Miss Egzotica International, którego przesłaniem jest walka z dyskryminacją, wyrównanie szans, propagowanie kosmopolitycznej postawy oraz postaw proekologicznych, przedstawienie Polaków jako Obywateli Świata i wreszcie solidarność z ubogimi Trzeciego Świata.

No i wróciliśmy do konkursów piękności. Więc i puenta z nimi będzie związana. Przypomnijmy ideał Miss wg Serafiny – piękna, zdyscyplinowana, pracowita, powinna wzbudzać sympatię, znać języki obce. Powinna być osobą inteligentną. Hmmm… Przecież sama Serafina Ogończyk – Mąkowska spełnia wszystkie te kryteria. I może stanowić wzór dla kolejnych dziewczyn, które na drżących nogach przychodzą na pierwszy casting, nieśmiało marząc o koronie Miss Polonia…

Wywiad z A. Czaban

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w grudniu 2010 roku

Aneta Czaban – dziennikarz z zawodu, ale też i z…pasji. Myśli o sobie, że jest szczęściarą, bo od dziecka wiedziała już, co chce w życiu robić. Marzyła aby skończyć dziennikarstwo na UW w Warszawie, pracować w radiu i organizować wybory Miss – i udało się to spełnić, z czego się ogromnie cieszy! 🙂 Radiową pasją zaraziła się od Marka Niedźwieckiego, kiedy to w 80-tych i 90-tych latach z zapartym tchem co tydzień słuchała jego trójkowej listy. Podobno jeszcze w dzieciństwie jej ulubioną zabawką były…słuchawki ! Pracuje zatem od ponad 12 lat w Radiu FaMa w Kielcach – o którym mówi, że „to radio, które ma „duszę” a to jest absolutnie najważniejsze na świecie. To największe błogosławieństwo móc każdego dnia przychodzić z uśmiechem do pracy, a nie „za karę” wypatrując tylko jakiegoś wolnego dnia – i za to co dzień dziękuję Bogu.” Zapytana o plany odpowiada – „Pracować tak…dalej i zrobić jeszcze parę fajnych imprez.”

Zapraszam na rozmowę z Anetą:

− Witam wszystkich przede wszystkim bardzo serdecznie!

-Witam. 🙂 Wiem, że jesteś fanką konkursów piękności. Skąd wzięło się Twoje zainteresowanie wyborami Miss i od jak dawna się tym tematem fascynujesz?

− Hmmm…fascynuję się nimi…odkąd tylko pamiętam! W zasadzie nie kojarzę momentu, żebym się nimi nie interesowała 😉 Skąd się wzięło to zainteresowanie – nie mam pojęcia, ale cieszę się z takiej życiowej pasji 😉 W latach 80-tych to była dla mnie zupełna magia – finały w telewizji, artykuły w gazetach, zdjęcia – wszystko chciałam mieć w swoim archiwum i wszystko śledzić. Pamiętam, że uczestniczyłam we wszystkich koncertach „Misskowych” w Kielcach i okolicach, oczywiście jako zwykły, zakochany w tym widz.  Zakradałam się za kulisy, albo czekałam przed halą, gdzie odbywała się impreza, żeby zdobyć autografy ówczesnych „Missek”. Dziś znam się blisko z niektórymi z nich, opowiadam im o tym i wspólnie uśmiechamy się ciepło na tamte wspomnienia. Marzyłam, by móc to wszystko organizować i choć raz poprowadzić taki koncert. Marzenia spełniły się i to z nawiązką 😉
Nawet takie, o którym myślałam, że nie ma szans na zrealizowanie – jak osobista obecność na wyborach Miss World. A tu proszę – nie dość, że byłam, siedziałam na prawdziwym tronie najpiękniejszych kobiet globu, to jeszcze poznałam osobiście słynną Julię Morley – organizatora i opiekuna tego konkursu, magiczny głos, który co rok ogłasza: „…and Miss World is….”

– No właśnie. Pasja stała się po pewnym czasie także Twoim zawodem. Jak i kiedy doszło do tego, że zostałaś regionalnym organizatorem konkursu Miss Polonia? Jednym słowem skąd wzięłaś się w Miss-biznesie? I jak wspominasz swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą?

− Byłam tuż po maturze, zaczynały się wakacje, a moja koleżanka postanowiła wystartować w bardzo popularnym wtedy u nas międzynarodowym konkursie „Miss Lata”. Odezwała się już wtedy u mnie na dobre żyłka dziennikarska i bardzo chciałam napisać reportaż, taki „prawdziwy”, zza kulis, zanieść do jakieś gazety i liczyć, że ich to zainteresuje. Za kulisy jednak…nie chciano mnie wpuścić, więc…użyłam małego podstępu. Zapisałam się jako kandydatka oczywiście nie pokazując się przed jurorami. Ważne, że byłam już „tam w środku”, w sercu wydarzeń i tak już…zostałam. Napisałam chyba nienajgorszy artykuł, bo został opublikowany w najszybszym możliwym czasie. Poznałam również wszystkich organizatorów, zaprzyjaźniłam się z nimi, ujawniłam swoją pasję i… przyjęli mnie do swojego grona. I tak oto upiekłam dwie pieczenie przy jednym ogniu – zaczęłam pracę w kieleckiej gazecie oraz stałam się jednym z organizatorów moich wymarzonych wyborów Miss.

– Organizacją regionalnego konkursu piękności zajmujesz się od kilkunastu lat i na ten temat wiesz już wszystko. Jak wyglądają przygotowania do finałowej gali w regionie? Na czym polega Twoja praca?

− Praca organizatora wcale nie jest, jak się być może to z pozoru wydaje, „lekka, łatwa i przyjemna”. To zwykle 3 – 4 miesiące naprawdę ciężkich przygotowań! Nabór, zorganizowanie i przeprowadzenie eliminacji, pozyskanie sponsorów, gwiazd, patronów, jurorów, nagród, wieeele prób, przymiarek, próbnych fryzur, makijaży, przygotowanie scenariusza, scenografii Gali Finałowej, reżyseria jej, zgranie wszystkich terminów, miejsc, dopilnowanie, aby wszystko zapięte było na ostatni guzik! Tak wyglądało to w moim przypadku bo w tej kwestii jestem absolutną perfekcjonistką!;) Wiele nieprzespanych nocy, stresów, ale też fantastycznej, pozytywnej adrenaliny, która napędzała mnie każdego dnia! I warto było! Teraz od 3 lat jestem „tylko” patronem wyborów oraz współproducentem, a także koordynatorem konkursu „Miss Podkarpacia”. Organizatorem jest u nas redakcja „Echa Dnia”. Oczywiście cały czas angażuję się jak mogę i na ile czas mi pozwoli. W tej chwili głównie skupiam się na ogólnym spojrzeniu na całą imprezę – udzieleniu pomocy tam, gdzie ona jest potrzebna oraz na prowadzeniu Gal Finałowych z różnymi gwiazdami. W tym roku był to Maciej Dowbor, wcześniej Przemek Sadowski, Robert Janowski, Krzysztof Ibisz, Zygmunt Chajzer, Przemek Babiarz, Michał Milowicz, Tomasz Stockinger czy nieodżałowany Lucjan Kydryński.

– Jest takie powiedzenie: „trawa po drugiej stronie płotu jest zawsze bardziej zielona”. Zanim podjęłaś pracę przy organizacji konkursów piękności miałaś zapewne jakieś wyobrażenie o tym, jak wygląda od kulis organizacja konkursu Miss, może sugerowałaś się jakimiś publikacjami w mediach. Obecnie poznałaś Miss-biznes od podszewki. I??? Czy teraz wzrosła Twoja sympatia dla tej imprezy, jest tak, jak sobie to wyobrażałaś, czy też może przeżyłaś rozczarowanie?

− Nie byłam rozczarowana, absolutnie! Byłam szczęśliwa i pełna entuzjazmu, wszystko mi się podobało. Udało mi się wiele rzeczy poukładać według własnego schematu i wyobrażenia, cieszę się, że wiele osób zaufało mi maksymalnie w tej kwestii i dało mi zupełnie wolną rękę. Po finale otrzymywałam mnóstwo gratulacji i słów zachwytu, więc chyba udawało się zrobić fajne imprezy. Oczywiście nie wszyscy byli zadowoleni, Niektórzy sponsorzy mieli pretensję, że ich banner reklamowy „wisiał 10 cm niżej niż powinien”. Niektóre dziewczyny, czy ich rodzice nie umieli przełknąć porażki, zrozumieć, że to jest konkurs – ktoś musi wygrać, ktoś przegrać. Że nie ma żadnego załatwiania, ustawiania wyników, kombinowania. Nie w moim konkursie. I stawiałam to zawsze za swój punkt honoru. Dla mnie najważniejsze było robić wszystko do bólu uczciwie i szczerze tak, żeby potem nie gryzły żadne wyrzuty sumienia.

-A teraz trochę anegdotek – pamiętasz może jakieś wyjątkowe sytuacje związane z konkursem Miss Polonia? Opisz swoje najciekawsze wspomnienia z jego dotychczasowych edycji. Którą edycję regionalną i ogólnopolską szczególnie zapamiętałaś i dlaczego. Kto najbardziej Ci pomaga i wspiera w tej pracy?

− Mam wiele pięknych wspomnień. Nawet te mniej miłe teraz po latach też złagodniały i też się uśmiecham na myśl o nich. Świetne były wybory Miss Polonia Ziemi Świętokrzyskiej w 1988 roku, kiedy to wygrała u nas wspaniała Mirka Kufka. Oglądałam je jako nastolatka na widowni z zapartym tchem, a potem pobiegłam za kulisy „poczuć jeszcze bliżej tą magię”. Gościem honorowym była wtedy Monika Nowosadko, ówczesna Miss Polonia, pamiętam, że napisała mi na swoim zdjęciu, które jej podsunęłam, przepiękne motto, które „wypożyczam od niej” do dziś – „Życie jest podróżą, więc…szczęśliwej drogi” Anecie – Monika Nowosadko.” Byłam po prostu w siódmym niebie! Potem jeszcze wiele finałów miło wspominam, już tych organizowanych przez siebie – 1999 rok, gdy wygrała Dominika Milewska, 2002 – Agata Szafraniec, czy 2003 – Daria Kuchniak. No i oczywiście 2007 rok, gdy dostałam zaszczytną nagrodę od Biura Miss Polonia, za najlepiej zorganizowany konkurs regionalny w Polsce. Teraz baaardzo lubię finały Miss Podkarpacia, w Stalowej Woli współpracuję z fantastycznymi ludźmi, między innymi z choreograf Agnieszką Guzik.

Jeśli chodzi o wybory ogólnopolskie – zawsze chętnie wracam do starych taśm ze słynnym bolero w choreografii wspaniałego Janusza Dąbrowskiego podczas finału w Sopocie Miss Polonia 1989, gdy wygrywała Aneta Kręglicka. Mogłabym oglądać to bez końca 😉 Cieszę się tez niezmiernie, że kilka razy dano mi szansę być szefem jury komplementarnego podczas finałów głównych w Gdyni i Kielcach (2000 i 2002 rok) – ukłony dla Bogusi Gawrych i Michała Trockiego oraz opiekować się dziewczynami podczas zgrupowań przedfinałowych w Ryni oraz w Mrągowie (2005, 2006 i 2007) za co pięknie, z całego serca dziękuję Eli Wierzbickiej i Witkowi Asminowiczowi. Dziękuję również pięknie Renatce Lipskiej – Sołtyk, choreografowi wyborów Miss Polonia Ziemi Świętokrzyskiej, a teraz konkursów głównych za tyyyloletnią rewelacyjną współpracę !!! I Dominikowi Masnemu za nieocenioną wiedzę i pomoc.

-Jakie było najśmieszniejsze i najstraszniejsze zdarzenie podczas tych kilkunastu lat? Największa „wpadka”? Czy jest może coś, czego żałujesz, albo co Cię zaskoczyło?

− Na pewno można by wiele takich wymienić! Kiedyś były zupełnie inne czasy, dziewczyny były dla siebie nawzajem mniej przychylne, pamiętam, jak dosypywały sobie mąki do lakieru do włosów tuż przed wyjściem na scenę, albo wrzucały szpilki do sedesu, albo chowały sobie numerki. Potem już się to nie zdarzało, zauważałam wręcz przyjaźń między nimi, niektóre uwielbiają się do dziś – zakładają wspólne firmy, są nawzajem matkami chrzestnymi swoich dzieci – a ja…jestem dumna, że tak jest! Że tak „wychowałam” moje „córeczki”, bo tak określam moje Misski. Wiele z nich do dziś jest ze mną w stałym kontakcie, piszą mi SMS-y zaczynające się od „Cześć mamo..” 😉 Zapraszają na wesela, dedykują piosenki dla prawdziwych rodziców, a zaraz potem dla „mamy Anety”. To wszystko naprawdę jest wzruszające i bardzo miłe. Nie do opisania. Wiele razy dostawałyśmy z Renatką Lipską-Sołtyk bukiety kwiatów, wielkie misie w podziękowaniu za przygotowanie ich do finału. A straszne zdarzenia?…. Bywały i takie, ale na szczęście mam krótką pamięć do nich 😉 Pamiętam jak podczas pewnego finału regionalnego połowa dziewczyn zgubiła numerki i chusty, z którymi miały wyjść do jednego układu oraz….biustonosze białe do sukni ślubnych. Przeżyłam ogromny stres, zostawiłam wszystko, nalałam sobie szklaneczkę mojego ulubionego szkockiego bursztynowego napoju, wyszłam przed teatr z myślą: „niech się dzieje wola nieba”. Wróciłam po kwadransie i sytuacja była opanowana 😉 No i oczywiście nigdy nie zapomnę finału głównego Miss Polonia w 2002 roku w Gdyni, gdy w momencie kulminacyjnym, przy transmisji na żywo w telewizji zaginęła korona! Ta piękna, srebrna, którą wszyscy myślę doskonale znamy i kojarzymy. Sęk w tym, że na prośbę Bogusi Gawrych, ówczesnej Viceprezes Biura Miss Polonia, wiozłam ją w swoim samochodzie z Warszawy do Gdyni. Wiedziałam jednak na 100 %, że ją przekazałam już na miejscu we właściwe ręce, ale niepokoju i walącego serca nie zapomnę nigdy! Korona znalazła się kilka minut po zakończeniu imprezy w garderobie pod jednym z krzeseł….A w trakcie gali sytuację uratowała siedząca na widowni Miss Polonii UK Karolina Gorazda, która użyczyła swoją koronę, a rok później sama została…Miss Polonią.

-Przejdźmy teraz do głównych bohaterek, Twoich podopiecznych, kandydatek do korony i tytułu Miss. Te najbardziej znane i utytułowane to Iwona Makuch i Daria Kuchniak. A Ty osobiście, którą z laureatek lub kandydatek szczególnie zapamiętałaś i dlaczego? Z którą spośród wykreowanych przez Ciebie Miss najlepiej Ci się współpracowało, którą najbardziej polubiłaś? A może zdradzisz nam, jaka jest Twoja anty-miss? Czy któraś z Miss Cię zawiodła?

− Każdy rok, każda Miss to inna historia. Przeważnie ciekawa i piękna. Najmilsze Królowe to na pewno: Dominika Milewska, Agata Szafraniec, Daria Kuchniak, Ola Zowczak, Monika Rzęsista i wieeele innych 😉 również mogłabym wymienić wiele Vicemiss z „tej serii” oraz takich dziewczyn, które wprawdzie nie zdobyły tytułów głównych, ale miejsce w moim sercu – jak najbardziej! Muszę wymienić tu Olę Słaby, która podczas przygotowań przedfinałowych zauważyła, że jednej z jej konkurentek nie stać na zakup biletów na finał choćby dla najbliższej rodziny. Ona zatem postanowiła, oczywiście w wielkiej tajemnicy, prosząc abym jej nie wydała – zafundować koleżance kilka biletów. Łzy popłynęły mi za wzruszenia, ale zgodnie z życzeniem zachowałam to dla siebie. Myślę jednak, że teraz po latach mogę tę piękną tajemnicę wyjawić światu, a Oli jeszcze raz podziękować za jej serce i wrażliwość. Na tle takich historii nie chcę pamiętać tych mniej miłych i tych dziewczyn, które być może do tej pory mają do mnie żal, że nie „załatwiłam im tytułu w głównym finale”. To naprawdę nie w moim stylu. Choć cały czas z niecierpliwością czekam, by wreszcie i Kielce lub Podkarpacie miały swoją Miss Polonię!

− Co się dzieje z Miss Regionu, która nie odniesie sukcesu na szczeblu ogólnopolskim? Czy znika ona zupełnie ze świata mediów i show-biznesu?

− No nieee….starałam się zawsze, na ile mogłam, załatwiać dziewczynom sesje, pokazy, pracę jako hosstesy itp. itd. Sama zorganizowałam wiele pokazów, gdzie właśnie one były gwiazdami.

– A teraz skupmy się na tych, które jednak pokonują kolejne szczeble na konkursowej drabinie. Jaka jest Twoja rola, jako organizatora regionalnego, w przygotowaniach dziewczyn do kolejnych etapów konkursu? Czy kończy się ona wraz z zakończeniem finałowej gali w regionie i dziewczyna jest pozostawiona sama sobie, czy też wspierasz swe laureatki również w rywalizacji w konkursach na szczeblach ogólnopolskich? A jeśli tak, to w jaki sposób?

− Teraz już w sumie mnie to nie dotyczy, ale kiedy na pełnych obrotach zajmowałam się organizacją, miałam taki miły przypadek, gdy Iwonka Makuch, I Vicemiss Ziemi Świętokrzyskiej i I Vicemiss Polonia 2002 została delegowana na Miss Universe. Zajęłam się wtedy troszkę Jej przygotowaniem – zaprojektowaniem i uszyciem strojów przez Sponsora, przygotowaniem dodatków i oprawy wizualnej a także zapewnieniem na Jej prośbę kilku dodatkowych lekcji chodzenia, choć i tak i bez nich była świetna 😉

− Dziękuję bardzo za rozmowę!

− Ja również pięknie dziękuję za zaproszenie do tego portalu i ten sympatyczny wywiad. Miło było znów powrócić myślami do tych fantastycznych chwil !… Pozdrawiam wszystkich serdecznie, trzymam kciuki za dziewczyny. Organizatorom życzę, by byli…fascynatami swojej pracy i mieli kiedyś też tylko miłe wspomnienia w pamięci ! A stronie Globmiss i jej twórcom sukcesów w jej tworzeniu i wieeelu fanów !

Wywiad z M. Trockim, cz. II

Z którą spośród Miss Polonia najlepiej się Panu współpracowało, którą najbardziej Pan polubił? Czy po przekazaniu przez nie korony nadal utrzymuje Pan kontakt z byłymi Miss ?

Pytanie zbyt osobiste. Dla mnie i zapewne dla zwyciężczyń. Przecież byliśmy skazani na siebie i współpracę. Wiązał nas regulamin i umowy. A wszystko zależało od tego, jak się te umowy traktowało. Reprezentowałem instytucję, gdzie sentymenty z natury nie mogły dominować. A dziewczyny, jak dziewczyny. Młodość ma swoje prawa. Jeśli przychodziły do konkursu z pełną świadomością i traktowały swój udział odpowiedzialnie, współpracowało się łatwo i przyjemnie. Jeśli chciały być gwiazdami przede wszystkim – bywało różnie. Rok i kilka miesięcy, bo tyle trwał formalny związek uczestniczek z biurem, to krótko i długo. Biuro stwarzało szansę zaistnienia zwyciężczyniom konkursu, ale to one same decydowały, jak to wykorzystają. A co do dalszych kontaktów… Numeru telefonu nie zmieniłem i zdarza się, że jestem mile zaskoczony, jak usłyszę w słuchawce głos uczestniczki konkursu, która pamięta jeszcze o moim istnieniu.

A może zdradzi nam Pan, jaka jest Pana anty-miss? Czy któraś z Miss Polonia Pana zawiodła?

Jeśli któraś zawiodła, to przede wszystkim sama siebie. Jak wspomniałem wcześniej. Do nas należało zapewnienie możliwie najlepszych warunków, a reszta należała do samych zainteresowanych. Wyrażenie anty-miss dla mnie już zawiera odpowiedź. Musiałaby być antypatyczna, odpychająca, i ogólnie anty… A takie kandydatki raczej nie miały szans w konkursie.

Jakimi kryteriami się Pan kierował przy wyborze polskich delegatek na międzynarodowe konkursy piękności? Czy uwzględniał Pan specyfikę każdego z nich? Od czego, Pana zdaniem, zależy sukces na międzynarodowym konkursie piękności?

O delegowaniu na konkretne konkursy międzynarodowe przede wszystkim decydowały wymogi tych konkursów. Pierwszą zasadą było wysyłanie aktualnej posiadaczki tytułu Miss Polonia, a jeśli nie było to możliwe, następnej w kolejności czyli wicemiss… Dotyczyło to przede wszystkim dwóch największych konkursów międzynarodowych, czyli Miss World i Miss Universe. Dalej decydowały terminy finałów tych konkursów, który był pierwszy po naszym finale Miss Polonia. Na Miss World najczęściej jechała aktualna Miss Polonia, a na Miss Universe I wicemiss. W przypadku mniej znanych konkursów, mieliśmy nieco większą swobodę i głównie braliśmy pod uwagę, czy nasza wysłanniczka da sobie radę w obcym i nieznanym świecie. Przede wszystkim, czy będzie umiała porozumieć się w jakimś języku. Niestety, nie mogliśmy, głównie z powodów finansowych, wysyłać z uczestniczką tłumacza, czy sztabu opiekunek. Co do sukcesów, zależą one od podobnych czynników, jak w finale krajowym. Dobre przygotowanie fizyczne i psychiczne, chęć zwyciężania, umiejętność odnajdywania się w gronie konkurentek, wreszcie stroje konkursowe, które w zawodach międzynarodowych mają jakieś znaczenie i które kandydatki przeważnie mają swoje. W finałach krajowych raczej staraliśmy się zapewniać większość strojów, aby nie powodować konfliktów wśród uczestniczek, których nie było stać na drogie, wyszukane kreacje i uważałyby, że w ten sposób straciły swoje szanse na sukces.

Który z międzynarodowych konkursów piękności jest Pana ulubionym? Przy okazji może zdradzi Pan fanom jakieś anegdoty, nieznane nam ciekawostki o tych imprezach?

Myślę, że na równi postawiłbym Miss World i Miss Universe. Największe i najbardziej prestiżowe. Miss World był pierwszy, ale Miss Universe w niczym mu nie ustępuje. Od lat oba rywalizują o miano najlepszego. Miss Universe ma nieco lepszą sytuację, bo współwłaścicielem jest jedna z amerykańskich sieci telewizyjnych, co ułatwia dostęp do rynku medialnego.

Pracował Pan w Biurze Miss Polonia przez prawie 20 lat, przez 7 był jego Prezesem. Jakby Pan podsumował ten okres – co uważa Pan za swój największy sukces, a co za największą porażkę?

Trudno mi ocenić, czy były jakieś spektakularne sukcesy. Sądzę, że największym sukcesem było to, że konkurs Miss Polonia udało się utrzymać „przy życiu” jak się to mówi i zapewnić istnienie firmy przez tyle lat. Przecież wszystko się zmieniło. Na rynku pojawiła się cała masa konkursów konkurencyjnych, powstał rynek telewizyjny, rozwinął się „przemysł” reklamowy. Bez przerwy uczyliśmy się.

A teraz bardzo osobiste pytanie – dlaczego właściwie zrezygnował Pan z prowadzenia konkursu Miss Polonia i czy czasami żałuje Pan swojej decyzji?

Odpowiedź jest dosyć prosta. Wieloletnie ogromne zaangażowanie fizyczne i emocjonalne w zapewnienie nieprzerwanego funkcjonowania konkursu było bardzo wyczerpujące. Nie było prostych spraw i łatwych sytuacji. Nadszedł wreszcie taki moment, że trzeba było zwolnić tempo. To  nie była zwykła praca jak w biurze, sklepie, fabryce, czy nawet we własnym biznesie. To musiał być sposób, dosyć szalony, na życie. Konkurs absorbował cały czas i całą energię. Nie było praktycznie miejsca na dom i prywatne życie. Dłużej się tak już nie dało funkcjonować. Nieraz o tym myślę i ciągle dochodzę do tego samego wniosku, innej decyzji nie mogło być. Może kiedyś, ale jeszcze nie teraz, z nutką żalu, że się skończyły, będę wspominał lata poświęcone konkursowi.

Czy nadal śledzi Pan konkurs Miss Polonia, interesuje się nim? Czy praca zmieniła się w hobby? A jeśli tak, czy widzi Pan jakieś zmiany w organizacji konkursu Miss Polonia na przestrzeni ostatnich kilku lat (po zmianie kierownictwa) i czy Pana zdaniem te zmiany podążają w dobrym, czy w złym kierunku?

Doskonałe określenie, ale zbyt wąskie: „hobby”. Tak, to było hobby i znacznie, znacznie więcej. To był sposób na życie. Inaczej się nie dało. Zapewne prawdziwość tego stwierdzenia mogą ocenić nasi następcy. Przyznam uczciwie, z powodów emocjonalnych staram się  ograniczać zainteresowanie  bieżącymi wydarzeniami konkursowymi. Raczej próbuję być zwykłym widzem. Nie mogę i nie chcę też być recenzentem poczynań obecnego zespołu organizatorów. Nie byłbym chyba obiektywny. Zawsze musiałbym porównywać ich działania do swoich. Mam świadomość, że prowadzą konkurs w sposób optymalny do bieżących potrzeb i sytuacji na rynku. Mogę tylko lekko nieskromnie zaznaczyć, że następcom pozostawiliśmy konkurs Miss Polonia w dobrym stanie. Z uznaną i bezdyskusyjną pozycją numer jeden na krajowym rynku, z doskonałymi kontaktami z konkursami światowymi. Jednak wiele działań jest uwarunkowane nie tylko chęciami i postawą kierownictwa, ale też czynnikami zewnętrznymi, na które nie można mieć wpływu. Jest to jednak dziedzina, gdzie wyjątkową rolę odgrywają cechy osobiste i one decydują o sukcesie lub porażce. Każdy, kto zetknął się z machiną konkursową, czy chciał tego czy nie, zostawił swój ślad. Do widzów i entuzjastów konkursu będzie raczej należało ocenianie, kto i jaką rolę w nim odegrał. Ważne, że konkurs nieprzerwanie funkcjonuje.

W tym roku konkurs Miss Polonia obchodzi piękny jubileusz – 80-te urodziny. Czego chciałby Pan życzyć Szacownemu Jubilatowi ?

Tak, to piękny jubileusz i prawdziwy sukces. Wbrew przeciwnościom losu konkurs Miss Polonia istnieje. Ma swoje grono widzów i fanów. Gromadzi wokół ludzi zaangażowanych. Jest propozycją dla młodych dziewcząt, że warto wierzyć w siebie, a przede wszystkim, że trzeba dać sobie szansę i spróbować rywalizacji. Życzenia przynajmniej następnych osiemdziesięciu lat funkcjonowania wydają się zbyt oczywiste. Z pozycji własnych doświadczeń życzę, aby nie zabrakło przede wszystkim niezmiernie oddanych ludzi, którzy dbają o jego istnienie.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w październiku 2009 roku.

Wywiad z M. Trockim, cz. I

Witam Panie Michale! Proszę się nam przedstawić. Jaki jest Michał Trocki zawodowo i prywatnie? Proszę opowiedzieć nam trochę o sobie, o swoich pasjach, marzeniach, a także o dotychczasowych osiągnięciach oraz o Pana najbliższych zawodowych celach i dalszych planach, ambicjach, związanych z pracą.

Odpowiem nieco przewrotnie. „Koń jaki jest, każdy widzi.” Na moje „szczęście”  nigdy nie startowałem i nie będę startował w konkursie Miss Polonia. Stało się za to tak, że miałem swój udział w jego historii. Należę do pokolenia obywateli przełomu w naszym kraju, jak czasem się mówi. Urodziłem się na tyle późno, żeby nie mieć bagażu wojny światowej, a na tyle wcześnie, żeby uczestniczyć we wszystkich istotnych przemianach w naszym kraju. Niektórzy mówią, że jesteśmy pokoleniem straconym. Ja wcale tak nie uważam. Powiem więcej, myślę, że doświadczyłem i doświadczam życia w ciekawych czasach. Ciągle ze zdumieniem obserwuję, jak kraj się wokoło zmienia. Jak przechodzimy od siermiężnej szarzyzny PRL-u do kolorowego świata dzisiaj. Los mnie „rzucił” dawno temu do Stolicy i mam nadzieję, że tu pozostanę. Szczyt „kariery” zawodowej mam już raczej za sobą, nie planuję wielkich przedsięwzięć. Prowadzę skromną firemkę i cieszę się życiem. Teraz sprawy rodzinne są najważniejsze.

Skąd wziął się Pan w Miss-biznesie? Czy podjęcie pracy w BMP, a później objęcie w nim funkcji Prezesa, to przyczyna, czy też skutek Pana zainteresowania konkursem Miss Polonia? Jest Pan fanem tego konkursu, który powoli, krok po kroku realizował swoje marzenia, czy też Pana praca przy tym konkursie to czysty przypadek? Czym się Pan zajmował, zanim trafił Pan do Biura Miss Polonia? I jak wspomina Pan swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą?

Gdyby jakaś wróżka w moich młodych latach przepowiedziała mój związek z konkursem piękności, to pewnie nie mielibyśmy okazji rozmawiać dłużej, bo umarłbym ze śmiechu. Życie jednak jest pełne niespodzianek, a przypadki są nieodłącznym jego elementem. Po raz pierwszy z konkursem piękności zetknąłem się bodajże w roku 1988 (daty nie jestem pewien). Było to w Warszawie w Hali Mirowskiej, gdzie odbywały się eliminacje regionalne o tytuł Miss Mazowsza. Dałem się namówić znajomym, którzy jakoś byli zaangażowani i poszliśmy razem na imprezę. Niewiele z tego pamiętam. Były tłumy, gorąco i ciasno. No i ogromny entuzjazm widzów. Bliższy kontakt z samą organizacją rozpoczął się od roku 1990. Były to czasy wielkich zmian w kraju. W moim życiu zawodowym również. Z wykształcenia jestem inżynierem chemikiem ze specjalnością technologii obuwia. Wiele lat przepracowałem w branży skórzanej. Wcześniej prowadziłem własną firmę, ale zmiany gospodarcze spowodowały konieczność zmiany branży. Zastanawiałem się, co robić dalej. Wtedy pojawił się Piotr Stawicki, którego wcześniej poznałem na jednym z zebrań osiedlowych. Mieszkaliśmy nieopodal i czasem spotykaliśmy się na zebraniach naszej Spółdzielni Mieszkaniowej. Opowiadał, że oprócz dziennikarstwa, zajmuje się konkursem Miss Polonia i właśnie ma duży problem z dobraniem nowego zespołu. Na początek chodziło o pomoc czysto techniczną. I tak się to zaczęło.

Co było dla Pana najtrudniejsze w Pana pracy w BMP? Co Pan najbardziej w niej lubił, a czego nie cierpiał? Kto najbardziej Panu pomagał i wspierał w Pana pracy?

Od chwili włączenia się do zespołu organizującego konkurs, zajmowałem się przede wszystkim sprawami technicznymi, biurowymi i biznesowymi. Jako jedyny miałem doświadczenie w samodzielnym prowadzeniu firmy. Podział ról nastąpił niemalże automatycznie. Każdy starał się robić to, na czym znał się najlepiej. Nigdy specjalnie nie zabiegałem, żeby mieć bezpośredni udział w samych wyborach, chociaż zespół był na tyle mały, że nieraz trzeba było zajmować się wszystkim, co działo się w firmie. Dlatego staraliśmy się wspierać nawzajem, a spoiwem dla zespołu było wzajemne zaufanie i zrozumienie. Później dołączyła przyjaźń. Początki były niezmiernie trudne. W kraju wszystko się zmieniało. Organizacji konkursu nadano formę spółki prawa handlowego i od tego momentu rozpoczęła się twarda walka o byt ekonomiczny na rynku.

Jakie było najśmieszniejsze i najstraszniejsze zdarzenie podczas Pana „prezesury”? Największa „wpadka”? Czy jest może coś, czego Pan żałuje, albo co Pana zaskoczyło?

Nie należę do ludzi, którzy zbyt długo rozpamiętują porażki, czy bez przerwy wracają do historii. Życie nie znosi próżni. Gdyby specjalnie poszperać w przeszłości, pewnie znalazłoby się wiele spraw drażliwych, irytujących, czy po prostu złych. Ale nie warto o tym pamiętać, ani się nimi zajmować. Trzeba być optymistą. Jednak nie mogę nie wspomnieć o jednym. Najtragiczniejszym zdarzeniem był nieszczęśliwy wypadek, w którym zginął mój poprzednik i przyjaciel Piotr Stawicki. Pamiętam obrazy z miejsca wypadku i następny dzień po zdarzeniu – dużo wcześniej zapowiedziana konferencja prasowa w Hotelu Forum przed wyjazdem Miss Polonii Agnieszki Zielińskiej na finał Miss World. I absolutna bezradność. Jak wyjść do dziennikarzy, co powiedzieć? Co w ogóle zrobić? Nic już później nie było tak trudne.

Jeśli chodzi o zdarzenia śmieszne i straszne, było jedno takie śmieszne i straszne zarazem. Nie określę go w czasie i proszę nie pytać o nazwisko. Zdarzyło się, że wysłaliśmy naszą kandydatkę na jeden z konkursów do dalekiego kraju w Azji. Po kilku godzinach, gdy był już czas na potwierdzenie obecności, otrzymaliśmy zapytanie od organizatorów, dlaczego nasza kandydatka jeszcze nie dojechała. Ogarnął nas blady strach i rozważaliśmy najgorsze scenariusze, do uprowadzenia włącznie. Podróż była zaplanowana precyzyjnie, dopilnowaliśmy w Warszawie, aby wsiadła do właściwego samolotu. Wcześniej zainteresowana oczywiście zapewniała nas, że doskonale zna język angielski i nie tylko. Zaangażowaliśmy w poszukiwania pracowników MSZ-tu i ambasady w kraju organizatora. Po kilku następnych godzinach „zguba” się odnalazła, a my odetchnęliśmy z ogromną ulgą. Jeszcze długo po jej szczęśliwym powrocie ze śmiechem wspominaliśmy całą „awanturę”.

Który  konkurs Miss Polonia najbardziej utkwił Panu w pamięci i dlaczego?

Tak się składa, że najgłębiej zapadają w pamięci zdarzenia nieprzewidywalne. Tak było na przykład w 2002 roku podczas finału w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Po ogłoszeniu zwyciężczyni nadszedł moment włożenia korony na głowę Miss… i konsternacja. Korony nie ma. Panika, popłoch, transmisja na żywo i prawdziwy dramat. Sytuację udało się opanować, ale było gorąco. A korona? Stała w pudełku najnormalniej w świecie obok krzesła, gdzie ostatnią naradę przed koncertem prowadzili reżyser z inspicjentem.

Zawsze wszystkich interesuje, czy miał Pan jakikolwiek wpływ na werdykt w konkursie Miss Polonia? Czy przedstawiał Pan jurorom jakieś sugestie, czy też o wyborze decydowały wyłącznie ich osobiste gusta? I czy często się zdarzało, że werdykt Pana zaskoczył, czy wręcz zszokował?

Podstawową zasadą, której przestrzegaliśmy konsekwentnie, było pozostawienie werdyktów konkursowych wyłącznie w gestii jurorów, którym powierzaliśmy tą rolę. Naszym zadaniem było takie dobranie grona jurorów, żeby wybór był możliwie najlepszy. Stąd na przykład zasada, żeby w jury zasiadali ludzie, którzy na co dzień stykali się z zagadnieniami sztuki, estetyki, urody, mody, mediów itp. Kobiety i mężczyźni, żeby przedstawiciele firm sponsorujących konkurs nie stanowili większości. Staraliśmy się, na tyle na ile było to możliwe, tak organizować pracę jurorów, aby mieli szansę przyjrzeć się kandydatkom dłużej niż tylko w trakcie koncertu finałowego. A werdykty? Tak, każdy był zaskoczeniem, ale pozytywnym. W gronie kilkunastu finalistek, które rywalizowały o koronę i tytuły wszystkie miały równe szanse. Decydowały subtelne, nieprzewidywalne momenty. Gest, uśmiech, dobre samopoczucie na scenie, kondycja fizyczna, wreszcie chęć wygrania. Wielokrotnie w biurze próbowaliśmy układać przed finałem rankingi i nie zdarzyło się, żebyśmy trafnie przewidzieli werdykt, czasami byliśmy blisko.

Jakie cechy, Pana zdaniem, powinna posiadać idealna Miss Polonia i która z naszych polskich królowych piękności jest do tego ideału najbardziej zbliżona?

Jest to nieustający problem konkursowy. Raz na zawsze zapisać wzorzec urody kobiecej, a później dopasowywać do niego kandydatki, czy jednak organizować konkurs. A konkurs, jak każde zawody, może być rozstrzygany wyłącznie wśród tych, którzy zdecydują się stanąć na starcie. Do organizatorów należy zapewnienie równych szans i odpowiedniej oprawy. I w ten sam sposób zapewne należałoby rozstrzygnąć dylemat, która Miss Polonia jest najbliższa ideału. Ja myślę, że każda na swój sposób.

 

Wywiad z Z. Rudnicką, cz. II

A czy jest jakaś scena, na której Zofia Rudnicka szczególnie lubi pracować? Woli amfiteatr, czy zamkniętą salę? Sceny małe, czy wielkie?

„W amfiteatrze trzeba bardzo przemyśleć rysunek choreograficzny, gdyż widzowie oglądają kandydatki z różnych stron, nie tylko z przodu, tak jak to jest w teatrze. Operowanie 20 osobami w przestrzeni jest o wiele ciekawsze na większej scenie.”

 

Finały konkursu Miss Polonia, przy których pracowała Zofia Rudnicka, prawie zawsze odbywały się w Sali Kongresowej. Dochodziło wówczas do wielu śmiesznych dziś, choć wtedy stresujących sytuacji.

„W Sali Kongresowej suknie ślubne do prezentacji znajdowały się w pokojach na piętrze, ponieważ nie mieściły się w garderobach. Jedna z dziewcząt zabłądziła w korytarzach i po rozpaczliwych poszukiwaniach wyjścia udało jej się dobiec do sceny w końcowej fazie układu. Weszła „niepostrzeżenie” w przekrzywionym wianku i w strasznych nerwach i jakoś udało jej się odnaleźć swoje miejsce. Naprawdę koncerty finałowe są dla kandydatek bardzo wielkim wyzwaniem. Tak naprawdę to każda z nich jest bohaterką tego wieczoru.”

 

Jedynym finałem poza Salą Kongresową, do którego choreografia przygotowywana była przez Zofię Rudnicką, był finał Miss Polonia 1992. Odbył się on w hali poznańskiej Areny.

„Tam wydarzyło się coś, co było i śmieszne, i straszne zarazem. Na olbrzymiej przestrzeni sceny amfiteatru pojawiła się dodatkowa trudność – synchronizacja wszystkich elementów widowiska. Obsługa nagłośnienia była z Niemiec. Już w czasie próby zdarzało się im pomylić muzykę. Natomiast na koncercie zgubili rozpiskę kolejności. W pewnym momencie przekazano im, że teraz numer „drei” czyli 3, a oni usłyszeli „zwei” czyli 2. Zupełnie jak głuchy telefon i dopiero za trzecim razem puścili właściwy numer. Speszone dziewczyny wyszły nawet do połowy sceny i musiały zawrócić. No i kiedy wreszcie „poszła” właściwa muzyka, te mniej odporne na stres „posypały się” w układzie. Na szczęście w następnym wyjściu można było poprawić wrażenie.”

 

Finał Miss Polonia ’92 był pamiętny jeszcze z innego powodu:

„Obozy kondycyjne i zgrupowania odbywały się zawsze w miejscach odosobnionych np. Reymontówka koło Siedlec, ośrodek w Gołdapi, Hotel Gołębiewski na Mazurach, który dopiero rozpoczynał „karierę”. Nie było jeszcze telefonów komórkowych i dziewczęta na czas dwóch tygodni były w zasadzie izolowane od wszelkich kontaktów. Gdy przyjechałyśmy na koncert do Poznania, w hotelowej restauracji na śniadaniu okazało się, że nasze piękności siedzą naprzeciwko oniemiałej reprezentacji Polski w piłce nożnej.”

 

Spośród wszystkich Miss Polonia Zofia Rudnicka zapamiętała szczególnie dwie:

„Spośród wszystkich Miss Polonia bardzo mile wspominam Joannę Michalską z mojego pierwszego konkursu. Bystra, inteligentna, świadoma gestu, poruszająca się z klasą i mająca piękną prezencję i elegancję. W jej urodzie jest harmonia i urok, dzięki któremu mogła zostać Miss Polonią. Natomiast Miss najbardziej zbliżoną do ideału pięknej Polki była Ewa Wachowicz. Rano tzw. saute – bez makijażu, wyglądała zawsze pięknie, świeżo i radośnie. Miała świetne proporcje, była zgrabna i dorodna, z naturalnymi, długimi, blond włosami i ślicznym uśmiechem. W konkursie mogła startować już od rana.”

 


Od czasu ostatniego finału Miss Polonia, robionego we współpracy z Zofią Rudnicką, upłynęła dekada. Przez ten czas konkurs Miss Polonia bardzo się zmienił. Jak ona sama ocenia te zmiany?

„Po tragicznej śmierci Piotra Stawickiego, konkursy Miss Polonia trzymały jeszcze przez jakiś czas styl. Po kilkuletniej przerwie robiłam jeszcze jeden z nich. Natomiast, gdy zobaczyłam kiedyś w telewizji finał Miss Polonia, gdzie kandydatki wychodziły w dwuczęściowych kostiumach, następnie prezentowały bieliznę i w choreografii kokietowały dość nachalnie tancerzy biorących udział w ich prezentacjach pomyślałam, że jest to konkurs na zupełnie inną Miss i Piotr Stawicki przewraca się w grobie. Prowokujące kostiumy i wyzywające ruchy – to nie o to chodziło w konkursie Miss Polonia. Miss Polonia to elegancja, wdzięk i kobiecość urodziwej, młodej Polki. Myślę, że w ostatnich latach wszystko wróciło do normy i z ciekawością obejrzę tegoroczny konkurs.”

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w październiku 2009 roku.

Wywiad z Z. Rudnicką, cz. I

Zofia Rudnickatancerka, choreograf i pedagog. Ukończyła Ogólnokształcącą Szkołę Baletową w Warszawie, a także Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina, gdzie zrobiła doktorat i wykłada kompozycję tańca na kierunku pedagogika baletowa.  Z Teatrem Wielkim związana była przez 20 lat, występowała tam jako solistka baletu w repertuarze klasycznym. Równocześnie zajęła się choreografią. Współpracowała z telewizją jako solistka wielu programów muzycznych i rozrywkowych, potem też jako choreograf m.in. „Kabaretu Olgi Lipińskiej”.  Współpracowała także z teatrami dramatycznymi i muzycznymi w całej Polsce, utaneczniała rewie mody, recitale piosenkarzy. Wykreowała choreograficznie grupę Vox. Za swoje największe osiągnięcie artystyczne uważa prapremierową choreografię „Nienasycenia” wg Witkacego do muzyki Tomasza Stańko oraz prapremierowy balet „La dolce Vita” do muzyki Nino Roty, obydwa w Teatrze Wielkim w Warszawie, a także balet „Rudolf Valentino” wystawiony w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, za który otrzymała Złotą Maskę. Stale współpracuje ze Szkołą Baletową w Warszawie, realizując dla uczniów miniatury choreograficzne na koncerty i konkursy baletowe.

Do współpracy z BMP zaprosił ją jego dyrektor Piotr Stawicki w 1990 roku. Dziś Zofia Rudnicka tak wspomina początek tej współpracy:

Propozycja Piotra była bardzo interesująca. Przygotowałam wybory Miss Mazowsza a następnie zaś konkurs Miss Polonia. Miałam na to czas, ponieważ byłam od roku na baletowej emeryturze. Nasz „obóz kondycyjny” odbywał się w Jadwisinie. Na asystenta zaangażowano moją przyjaciółkę ze sceny baletowej Maję Dubik, z którą potem pracowałyśmy przy kolejnych konkursach. Ponieważ miałam małe dzieci, 5-letniego syna Adama i jeszcze malutką Izę „przy piersi”, pojechałam tam z nianią – Panią Tereską. Na sali prób ustawiono nam całą scenografię, czyli podesty ze schodami. Były to idealne warunki do ćwiczenia wszystkich układów i prezentacji. Dziewczęta pracowały bardzo intensywnie, choreografie nie były łatwe – no i jeszcze te schody do pokonania. Dało to jednak piękny efekt i podniosło walor widowiskowości. Na koncercie dziewczyny spisały się świetnie, były pewne, uśmiechnięte i swobodne. „


Właśnie ten pierwszy konkurs Miss Polonia, przy którym pracowała, najbardziej utkwił jej w pamięci.


„Był dla mnie czymś nowym i myślę, że nie znając jeszcze tej materii, włożyłam w tę pracę najwięcej wysiłku. Myślę, że był najbardziej efektowny od strony widowiskowej i najlepiej przygotowany. Lucjan Kydryński zachwycał się tangiem finalistek na tych słynnych podestach i schodach, wykonanym niezwykle równo i świetnie eksponującym ich walory. Natomiast ja sama za najładniejszy numer uważam swing z kapeluszami, który dziewczyny tańczyły w ślicznych czarnych kostiumach kąpielowych z białymi kołnierzykami – wyglądały uroczo.”

Rok 1990 zapoczątkował współpracę Zofii Rudnickiej z konkursem Miss Polonia, która trwała przez kolejne 4 lata i po małej przerwie jeszcze raz, w 1999 roku.

Współpraca ta nie zawsze była łatwa.

„Przy wyborach Miss Polonia pracuję z tak zwanymi amatorkami. Nieliczne mają za sobą kontakt z tańcem. W 1999 roku, startowała Dorota Czaja, absolwentka Warszawskiej Szkoły Baletowej, która w swoim indywidualnym wyjściu mogła popisać się tańcem. Praca zaczyna się od podstaw. Muszę nauczyć dziewczyny harmonijnego chodzenia, korygowania sylwetki w ruchu i pewnej swobody. Zawsze miałam tak zwane prowadzące, na których pamięci i bystrości można było oprzeć układ. Natomiast choreografię trzeba wymyśleć tak, aby taniec mógł dać im dodatkowe punkty.

Wykonywałam tą pracę z dużą przyjemnością, ponieważ szalenie miłe jest pracowanie z młodymi ludźmi. Na moich oczach dziewczyny zmieniały się, nabierały pewności siebie, elegancji i wdzięku, odkrywały swoje walory. Byłam bardzo wymagająca, ale wiedziałam do jakiego momentu mogę to robić. Często je chwaliłam i starałam się, żeby ten konkurs był dla nich jednak przyjemnością. Było naprawdę sympatycznie.”

Jest wiele elementów, które musi brać pod uwagę choreograf konkursu piękności.

„W wyborach Miss najważniejsze są ich bohaterki, czyli urodziwe dziewczyny, które dostały się tutaj po długich eliminacjach. Trzeba zrobić wszystko, by jak najpiękniej mogły zaistnieć w konkursie. Za moich czasów w finale było ich około 20. Ustalaliśmy z reżyserem, jakie będą miały wyjścia, ile prezentacji i ile tańców, w których także wychodzą z numerkami i są bacznie obserwowane. Trzeba je tak umiejętnie przegrupowywać, żeby z przodu sceny znajdowały się taką samą ilość razy. Trzeba też uważać, aby te największe nie stawały zbyt często przy najmniejszych, które są zwykle z początkowymi numerami. Muszą mieć po prostu równe szanse. Tańce zaś powinny pokazać ich wdzięk, kobiecość i temperament. Muzykę dobieraliśmy z dyrygentem, ale w momencie, gdy szła z nagrania, wybierałam ją sama. Zawsze próbowałam, jak się do tego chodzi i czy ja dobrze się czuję w tym rytmie. Idealne są piosenki Basi Trzetrzelewskiej, Georga Michaela i Chrisa Rea. Mają świetny rytm i nastrój, co ma wpływ na wyraz twarzy i całą sylwetkę idących dziewcząt. Specjalnie dla telewizji scenograf projektował rodzaj wybiegu, taki jak na pokazach mody, aby dziewczyny mogły dalej wchodzić w widownię i być lepiej sfotografowane. Ponieważ bardzo dużo pracowałam w telewizji, wiedziałam jak przygotować choreografię, aby jak najlepiej pokazać dziewczęta. Jeśli chodzi o stroje, to początkowo dziewczyny miały własne suknie koktajlowe i wieczorowe. Kostiumy kąpielowe były szyte dla wszystkich jednakowe i musiały być jednoczęściowe – taka była zasada konkursu. Inne wyjścia zależały od sponsorów. Zakłady Caro w Siedlcach dały legginsy z koszulkami – był taniec aerobicowy. Zaproponowano suknie ślubne – była ich prezentacja. Projektantka, której nazwiska nie pamiętam, dała czarno-czerwoną kolekcję o charakterze hiszpańskim – było to „słynne tango”.

Na pewno dodatkowe emocje wzbudza fakt, że finały Miss Polonia, to imprezy transmitowane „na żywo”.

„Oczywiście na żywo jest to duże wyzwanie. Trzeba wiedzieć, jaki stopień trudności powinny mieć dane układy, aby móc wyegzekwować perfekcję w możliwej do wykonania ilości prób. Nie można popisywać się choreografią, gdyż jest ona tu tylko instrumentem do zademonstrowania urody, wdzięku i umiejętności tych pięknych, młodych dziewcząt. Trzeba wszystko brać pod uwagę: stopień trudności, stres i istniejące warunki. Dodatkowo muszą one zmieniać kostiumy, miejsca z których wychodzą, muszą odpowiadać na pytania, to wszystko nie jest łatwe.”