Wywiad z D. Listwan

Danuta Listwan – finalistka Miss Polski 1991

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w lipcu 2013 r.

Wielką siłą konkursu Miss Polski jest to, że dzięki regionalnym eliminacjom dociera do wszystkich, nawet najbardziej oddalonych od stolicy, zakątków kraju. Lokalne wybory Miss Regionu są niezwykle ważne. To na nich dziewczęta stawiają pierwsze kroki na scenie. W znanym sobie otoczeniu, wśród bliskich, życzliwych ludzi, jest im łatwiej przełamać nieśmiałość i opanować tremę. Dzięki wysiłkom regionalnych organizatorów uczą się poruszać z gracją, uśmiechać do obiektywów, udzielać wywiadów. Uczą się, jak być Miss. Dla wielu szefów lokalnych konkursów piękności wybory Miss stają się często pasją. Swoje podopieczne traktują jak córki i wspierają na każdym etapie konkursowych zmagań, do samego końca. Utrzymują z nimi kontakt wiele lat po wyborach. Wielu z nich konkursy piękności organizuje od kilkunastu, a nawet od kilkudziesięciu lat. Taką osobą jest Lucyna Grabowska-Górecka z Bielska-Białej, która w tym roku obchodziła Srebrny Jubileusz – 25 już wybory Miss Beskidów. Jedną z pierwszych jej podopiecznych była Danuta Listwan. 

W drugiej klasie liceum wzięłam udział w konkursie Miss Zespołu Szkół – wygrałam… Była świetna zabawa… I tak to się zaczęło… Gdy Pani Lucyna Grabowska ogłosiła casting na Podbeskidziu, wysłałam nieśmiało zdjęcie… Chyba chciałam przeżyć kolejną przygodę… Miałam wtedy 21 lat i pracowałam już w Zespole Szkół, którego byłam zresztą absolwentką… Starałam się o przyjęcie na studia na UJ na pedagogikę… Niestety zabrakło mi punktów pomimo, że zdałam egzaminy wstępne – takie były wtedy czasy… Dyrektor mojej dawnej szkoły zaproponował mi więc pracę w sekretariacie… Prowadziłam kadry nauczycielskie…

Konkurs na Podbeskidziu wspominam bardzo miło… Spadł na mnie deszcz nagród, dostałam kilka szarf… bo prócz głównego tytułu Miss Podbeskidzia zostałam również Miss Publiczności (najmilsza dla mnie nagroda…zwłaszcza, że nie byłam z Bielska), Miss Gracji i Elegancji, Miss Czytelników Kroniki Beskidzkiej… Dzięki tym sukcesom, pojechałam do Paryża na tydzień… od Prezydenta Bielska otrzymałam nagrodę główną – telewizor Orion – działa do dzisiaj 🙂 Poza tym wygrałam naturalne futro, jedwabne suknie, strój sportowy Puma, kosmetyki, karnety na usługi kosmetyczne i fryzjerskie… itd. Niektórych nagród nie zdążyłam nawet wykorzystać (szkoda), bo był to tak obfity w wydarzenia rok, że terminarz miałam po brzegi zapełniony… nie miałam kiedy pracować… nie pojechałam do Legolandu – ta nagroda przepadła – a zamiast wycieczki do Jugosławii – gdyż wybuchła tam wówczas wojna – pojechałam już wtedy z narzeczonym nad Balaton…

Jak widać warto spróbować, nagrody cieszą długo, a wspomnienia na zawsze. Wybory Miss Podbeskidzia to dopiero początek. Ciąg dalszy nastąpił wkrótce.

Był to naprawdę ekscytujący rok… Kolejne etapy to eliminacje ogólnopolskie w Warszawie, półfinały we Wrocławiu… Miesiąc przygotowań w ośrodku w Wieżycy i wreszcie finał Miss Polski w Sopocie (wtedy już nastąpił rozłam z powodu kłótni wśród organizatorów i organizowane były równolegle dwa konkursy: Miss Polski i Miss Polonia – my na to nie miałyśmy wpływu, w którym weźmiemy udział. Akurat laureatki z mojego konkursu regionalnego startowały w Miss Polski)…

Finał Miss Polski budził i budzi nadal wielkie emocje. I wśród widzów, i przede wszystkim wśród uczestniczek. Trudno się dziwić, bo gra toczy się o naprawdę wysoką stawkę…

No nie co dzień zdarza się możliwość występowania na scenie w Operze Leśnej… Przygotowania do gali finałowej były bardzo intensywne… dużo ćwiczyłyśmy… to była naprawdę ciężka praca… ale warunki miałyśmy komfortowe – ośrodek zatopiony w lesie… Idealne miejsce na odpoczynek… Na zgrupowaniu czasami pojawiali się sponsorzy, jurorzy i się po prostu nam przyglądali… Wygrała Agnieszka Kotlarska. Była wyraźną faworytką… Wtajemniczana była w różne zakulisowe sprawy bardziej, niż inne dziewczęta… na zgrupowaniu bywał też jej narzeczony, późniejszy mąż… również sponsor czy juror imprezy… Ale ogólnie nie było jakichś drapieżnych ekscesów między dziewczętami… Rywalizacja oczywiście była, ale w tym sensie, że każda chciała wypaść jak najlepiej i jak najlepiej zaprezentować swój region… Ale i bliższe relacje się nawiązały. Ja przez długi czas utrzymywałam kontakt z Miss Rzeszowa Moniką Urbańską…

 

Agnieszka Kotlarska swoją wielką urodę potwierdziła międzynarodowym sukcesem – zdobyła koronę Miss International 1991 i do dziś przez wielu fanów konkursów piękności jest uważana za Miss Idealną. A jaka jest idealna Miss zdaniem Danuty?

Piękna, subtelna, zmysłowa, mająca to ,,coś”, z bogatym wnętrzem, gracją i elegancją… te wszystkie cechy komponują się w jedną uroczą całość… Czy takie są nasze najbardziej utytułowane i nagrodzone na arenie międzynarodowej Miss? Poza Agnieszką Kotlarską poznałam również osobiście inne „światowe” Miss: Anetę Kręglicką, Ewę Wachowicz itp., ale najmilsze są dla mnie powroty tutaj na Podbeskidzie i spotkania z bielskimi Miss… Cyklicznie zaprasza nas z okazji jubileuszów nasza zastępcza Mama – Lucyna Grabowska – był uroczysty koncert z okazji 10-lecia Miss Beskidów, 20-lecia i ostatnio-25 lecia – czyli ćwierćwiecze konkursów piękności na Podbeskidziu… Ja to nazywam zlotami czarownic… Co roku przybywa nowa Miss, więc nasz krąg się poszerza… Bardzo cenię sobie spotkania z „Misskami” z moich lat tj. Jadzią Flank, Agatą Dworniczek, Elą Dziech…

Od występu Danuty Listwan w finale Miss Polski’91 upłynęły 22 lata. Jak w tym czasie zmieniło się jej życie, czy konkurs jakoś wpłynął na zmianę jej planów?

Od tamtej pory – prócz tego, że jestem bardziej dojrzałą, zahartowaną kobietą – wiele się nie zmieniło. Nadal mieszkam w moim rodzinnym mieście (Sucha Beskidzka), mam dwoje wspaniałych dzieci – dorosłą córkę i 10-letniego syna – które są moją dumą i szczęściem… Niestety moje małżeństwo nie przetrwało próby czasu. Życie nauczyło mnie pokory i dystansu. Wielokrotnie traciłam pracę z powodów ekonomicznych zakładu pracy, bądź nawet wskutek podstępności, nieżyczliwości i układów personalnych. A że jestem uparta i konsekwentna, nie poddaję się i dalej dążę do wyznaczonych celów… Po drodze zdobyłam dyplom magistra stosunków międzynarodowych ze specjalnością administracja europejska, przede mną nowe wyzwania zawodowe… Otwarta też jestem na nową miłość… Ponoć życie zaczyna się po czterdziestce…

A wybory Miss? Wciąż trochę się nimi interesuję. Najbardziej lubię konkursy w Bielsku – takie kameralne i bardzo profesjonalne… Co roku to coraz większe show, naprawdę na wysokim poziomie… Ale wszystko się zmienia… Choć tamte czasy, kiedy ja brałam udział, są takie odległe i ubogie… chwile utrwalone jedynie na biało – czarnych zdjęciach, itp., to np. koronacyjny bal w hotelu Prezydent był bardzo huczny i z wielkim rozmachem i trwał do białego rana… Dzisiaj są to zaledwie kilkugodzinne wystawne bankiety.

Nieraz zastanawiam się nad tym, czy wzięłabym raz jeszcze udział w takim konkursie… To trudne pytanie bo jak zwykle są blaski i cienie… Przeżyłam na pewno dużo ciekawych chwil, wyjazdów, znajomości, nagród… Gdyby nie wybory Miss, pewnie nie miałabym okazji być na scenie obok takich osobistości jak Nowicki, Kuklińska, Chajzer itd., na balu z Wodeckim, tańczyć z Kryszakiem, pić wódki z Talarem i poznać tylu znakomitości ze świata sztuki, kultury, biznesu… Z drugiej zaś strony przylgnęła do mnie etykietka Miss – choć minęło już od tamtych zdarzeń 22 lata – czasami chciałabym zamknąć ten rozdział… to miała być tylko przygoda… a właściwie ona się wcale nie kończy i ciągle gdzieś tam w jakiś sposób rzutuje na moje życie…  Nadal rozpoznawalna jestem jako Miss… i wydaje mi się, że przez te wszystkie lata musiałam wciąż udowadniać sobie i innym, że nie jestem tylko lalą z konkursu… Tak naprawdę większość Miss, które poznałam, to bardzo inteligentne, wartościowe dziewczyny… Mają osobowość, są piękne i wykształcone… Każda natomiast ich wpadka jest wyolbrzymiana i przejaskrawiana z czystej złośliwości i ludzkiej zawiści… No bo przecież co ujdzie komuś innemu – nie wypada Miss… O karierze modelki wcześniej nie myślałam… Może teraz w rozmiarze plus size 🙂 Paradoksalnie dopiero teraz jestem zapraszana na sesje zdjęciowe – np. ostatnio prezentowałam modę dla pań do magazynu LadysClub czy odbyłam sesje promujące jakieś kosmetyczne zabiegi dla pań… Jest to bardzo miłe doświadczenie… praca ze stylistami, makijażystkami, fotografami… wiele można się nauczyć… Szkoda, że nie przynosi to korzyści finansowych.

A jednak przykład Danuty udowadnia, że warto spróbować i zgłosić się na eliminacje regionalne. Nawet jeżeli przygoda z Miss miałaby się zakończyć właśnie tylko na tym etapie. 

Wywiad z A. Skuratowicz

Anna Skuratowicz – finalistka Miss Polski ’91

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss we wrześniu 2011 roku

Anna Skuratowicz jest klasycznym przykładem na to, że nie trzeba się „urodzić Miss”, od dziecka przygotowywać, by odnieść sukces w konkursie piękności.

W 1991 r. miałam 18 lat, uczyłam się w liceum, byłam tzw. „metalówą”, ubierałam się na czarno i beztrosko spędzałam czas ze znajomymi na koncertach i imprezach. Nie pasowałam do takiego wymuskanego świata miss. Ale moja mama… No właśnie, moja mama była kiedyś modelką i cały czas mnie namawiała do wzięcia udziału w konkursie piękności. Wymigiwałam się, jak mogłam. A to biuro organizatora było zamknięte, albo zabrakło kwestionariuszy itd., ale mamusia postawiła na swoim. Niech jej będzie, stwierdziłam w końcu. Poszłyśmy na zakupy po pierwsze w moim życiu szpilki, z którymi później na tyle się oswoiłam, że na ogólnopolskich półfinałach wykonałam w nich nawet artystyczny obrót i się nie przewróciłam. No i tak to się zaczęło.

Dlaczego wystartowałam w Miss Polski, a nie w Miss Polonia? Bo w Kielcach, moim rodzinnym mieście, akurat ten konkurs był organizowany. Nie miałam żadnej motywacji do startu, po prostu następna fajna impreza. Zresztą jej uczestniczki też były fajne. Kiedy okazało się, że nagrodą główną ma być Mercedes, to zgodnie wszystkie podzieliłyśmy go między siebie. Mnie w udziale przypadł silnik. Z Mercedesa nic nie wyszło, bo jak wieść niosła, sponsora wsadzili za kratki, a samochód okazał się być kradziony.

Była to chyba impreza rzeczywiście udana zważywszy, że Anna zdobyła koronę Miss Ziemi Świętokrzyskiej.

Potem był ogólnopolski ćwierćfinał i półfinał, na których ja oraz inne regionalne miss musiałyśmy być po to tylko, aby się pokazać, bo automatycznie wchodziłyśmy do finału. Na tych etapach rywalizowały ze sobą regionalne wicemiss. Zgrupowanie przed finałem miałyśmy w Wieżycy i było naprawdę świetnie, choć bardzo męcząco. Poza posiłkami i 2-godzinną przerwą po obiedzie, do późnej nocy trwały próby. Może to wyświechtane powiedzenie, ale rzeczywiście podczas takiego konkursu i przygotowań do niego można nabyć pewności siebie i poczucia swojej wartości i przede wszystkim nauczyć się, jak ładnie się poruszać i poznać trochę swoje ciało, co w moim przypadku okazało się krokiem milowym w dalszym życiu.

Nie wiem, jak jest teraz i mam nadzieję, że inaczej, ale „za moich czasów” konkursowi towarzyszyły mniejsze, czy większe sensacyjki i skandale. Dotyczyło to głównie tzw. sponsorów, którzy niekiedy pozwalali sobie na zbyt wiele, licząc na „wdzięczność” finalistek. Która na to poszła, jej sprawa. Mnie też proponowano sponsoring w zamian za…, a skończyło się na zwyzywaniu delikwenta i ucieczce. Łagodny charakter był mi obcy. Nie zmienia to jednak faktu, że całość przygotowań wspominam wspaniale i znajomość z dwiema koleżankami z konkursu utrzymywałam jeszcze przez jakiś czas, z Sabiną Plamitzer i z Anią Zastawną z Reszla, z którymi mieszkałam w pokoju. Świetne dziewczyny.

Uff…w takiej to „skandalicznej” i sympatycznej atmosferze Anna dobrnęła do finału…

Koncert galowy wspominam… jako brak fryzjerek i brak czasu. Biorąc pod uwagę fakt, że sama teraz zajmuję się organizacją dużych pokazów mody, to mam na to inne, bardziej techniczne spojrzenie. Sam choreograf stwierdził, że mnie nie wypuści na scenę podczas gali, bo cały czas się myliłam w czasie prób. Za to na finale tylko ja jedyna nie popełniłam błędu (prawie, ale nie z mojej winy) i byłam dla niego największą niespodzianką i metamorfozą zgrupowania, która z „metalówy” stała się księżniczką. Koncert finałowy potraktowałam profesjonalnie. Była po prostu praca do wykonania i ją wykonałam. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie „wywinęła”. Mało brakowało, a byłby to orzeł. Obcas wszedł w zakładkę trenu sukni i tak utknęłam na środku sceny, a choreografia „szła sobie” dalej. Dziewczyny za kulisami powiedziały, że po takiej wpadce nie wyszłyby już więcej na scenę, ale ja stwierdziłam: „kochane, grunt to na siebie zwrócić uwagę”. Chyba się powiodło, bo zwróciłam i awansowałam do Top 10 finalistek.

Anna znalazła się w Top 10, a Miss Polski została niezapomniana Agnieszka Kotlarska.

Werdykt główny jury był jak najbardziej słuszny. Agnieszka była moją faworytką od samego początku i szczerze mówiąc, to było wiadome już na ćwierćfinałach, że tylko ona i nikt inny może te zawody wygrać. Z pozostałą częścią werdyktu nie do końca się zgadzałam. I bynajmniej nie chodzi tu o mnie i moją lokatę (i tak mnie zdziwiło to miejsce w pierwszej „10”. Z moim podejściem do tego konkursu?). Myślę, że Agnieszka miała wszystkie cechy idealnej Miss Piękności. Była naprawdę piękna, miała ujmujący charakter, bardzo delikatna i jakaś taka trochę nieobecna. Szkoda, że… była.

Od tamtych wydarzeń upłynęło już 20 lat.

No właśnie, a ja mogłabym powiedzieć: „20 lat minęło, jak jeden dzień”. Nadal mieszkam w Kielcach. Mam męża, dwoje świetnych dzieciaków: 13 letnią Olę i 9 letniego Piotra, które z własnej nieprzymuszonej woli, czasem pracują jako mali modele. To już trzecie pokolenie modeli w naszej rodzinie 🙂 Mnie wciągnął szeroko rozumiany show biznes. Organizuję imprezy, duże pokazy mody, jestem choreografem, czasem ich reżyserem. Uczę przyszłe modelki, jak mają się poruszać. Przez cały czas sama także pracuję jako modelka (jeszcze mnie chcą 🙂 ). I pomyśleć, że to wszystko przez mamę, która się uparła…

Ech te mamy. Skąd one wiedzą, co jest najlepsze dla ich dzieci ? I że nawet z „metalówy” w skórze i ćwiekach wyrośnie piękna księżniczka w szpilkach…

Wywiad z J.Grodzką

W marcu 2009 roku przeprowadziłam dla portalu http://www.globmiss.net wywiad z Joanną Grodzką, finalistką konkursu Miss Polski ’91. Niestety, strona Globmiss została zlikwidowana i usunięta z serwera, zaś Pani Joanna nie wyraziła zgody na publikację wywiadu na niniejszym blogu. Nie wyraziła również zgody na ponowną publikację wywiadu na Globmiss po jego reaktywacji (www.globmiss.blogspot.com). Obecnie wywiad jest zatem niedostępny, a szkoda 😦

Miss Polski 1991

Finał Miss Polski ’91

Organizator: Missland

Data i miejsce: 19 lipca 1991 r., Opera Leśna w Sopocie

Prowadzenie: Z. Chajzer, A. Kręglicka

Gwiazdy wieczoru: Czerwone Gitary, De Mono, Żuki, Donovan

Jury: K. Górski (przewodniczący); B. Bagsik

Laureatki:

Miss Polski – Agnieszka Kotlarska

Vice Miss Polski – Urszula Iwanik i Beata Szyszkowska

Konkursy międzynarodowe:

  • Agnieszka Kotlarska – Miss International ’91 (Japonia) – Miss International ’91
  • Urszula Iwanik – Miss Baltic Sea ’91 (Finlandia) 
  • Beata Szyszkowska – Miss Maja International ’91 (Portoryko) – Miss Maja International ’91 + Miss Painter

***

Koncert galowy Miss Polski ’91 odbył się 19 lipca w Operze Leśnej w Sopocie. Finalistek konkursu było 27. Poziom wśród nich był bardzo wysoki i bardzo wyrównany, więc jury miało ciężki orzech do zgryzienia. Ostatecznie koronę i tytuł MISS POLSKI ’91 otrzymała AGNIESZKA KOTLARSKA, rodowita wrocławianka. Nowa królowa piękności miała 19 lat i 176 cm wzrostu. Jako główną nagrodę otrzymała Toyotę Corollę, dodatkowo wczasy w Iwoniczu i wycieczkę do Nowego Jorku, ale jednym z prezentów był także…ciągnik siodłowy Ursus z luksusową kabiną. Tytułami Vicemiss podzieliły się Urszula Iwanik ze Szczecina oraz Beata Szyszkowska z Lublina.

Niestety jedna z naszych najwybitniejszych królowych piękności zakończyła życie tragicznie. Agnieszka Kotlarska została śmiertelnie ugodzona nożem przez fanatycznego wielbiciela w 1996 roku.

Zobacz

—————————————————————————————————————————————-

Wyniki Miss International 1991:

Polska Agnieszka Kotlarska
Francja Catherine Anne Marie Clarysse
Czechosłowacja Marketa Silna