Wywiad z K. Oracką – cz. II

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w marcu 2014 r.

Wywiad z Katarzyną Oracką – finalistką Miss Polonia 2013, reprezentantką Polski na Miss International 2013

No właśnie, już wspomniałaś, że nie awansowałaś do Top 15. Ale przez chwilę wydawało się, że jest inaczej. Już właściwie prawie świętowaliśmy Twój sukces, myśleliśmy, że prowadzący Cię wywołał. Co masz do powiedzenia na temat „wpadki” organizatorów przy wyczytywaniu Top 15?

Wpadka? Chciałabym w to wierzyć, że zawiódł mnie słuch lub była to wina prowadzącego, bo tak byłoby mi łatwiej… niestety mam coraz większe wątpliwości co do tego.

Przez całe zgrupowanie Nathalie była wyczytywana jako „Netherlands“, a ja jako „Poland“. Tak również było przez całą próbę generalną i finał do momentu prezentacji sukni wieczorowych, kiedy zaczęły się „schody”… Wychodziłyśmy w kolejności alfabetycznej i Nathalie nadal była wyczytana jako Netherlands. Następnie po kolei wychodziły: New Zealand, Nicaragua, Panama, Paraguay, Peru, Philippines. Mnie natomiast, uwaga: wyczytano jako „Holland“. Tu nie było jednak miejsca na wątpliwości, że chodziło o mnie. Nie zwróciłam na to uwagi w trakcie, bo towarzyszyły nam emocje, a poza tym nagłośnienie było do tego stopnia złe, że my będąc z tyłu ledwie słyszałyśmy cokolwiek. Przy wyczytywaniu Top 15 nie usłyszałam wyraźnego „Poland“. Dziewczyny zaczęły jednak klaskać, zrobiono mi miejsce z przodu. Nie przypuszczałam, że może chodzić o Nathalie, bo taka sytuacja nie miała wcześniej miejsca, by wyczytano ją inaczej, niż „Netherlands“, a ona sama nie zareagowała. Gdyby wyczytali ją tak, jak zawsze oraz tak, jakby na to wskazywała jej szarfa (Netherlands), to nie byłoby żadnych wątpliwości. A skoro sama zainteresowana nie wiedziała, że to o nią chodzi, to chyba jest coś nie tak? Nikt nie zorientował się, że zaszło nieporozumienie. Po zejściu ze sceny podlecieli fryzjerzy poprawiać włosy, dziewczyny mi gratulowały, a ja nie wiedziałam, z którego z dwóch wyjść mam się udać ponownie na scenę. Nie chciano mnie wypuścić i raptem okazało się, że nie chodziło o „Poland” tylko „Netherlands”… Przyleciała Nathalie, która powiedziała, że była absolutnie pewna, że wyczytali mnie i że nie może uwierzyć… Poczułam się tak niesamowicie głupio, że ją zaczęłam przepraszać. Dziewczyny nie wierzyły w to, co się dzieje i mówiły, że słyszały „Oland”. Rzeczywiście, po obejrzeniu nagrania stwierdzam, że podczas wyczytywania Top 15 można usłyszeć „Oland“ – „Holand“, ale na pewno nie „Netherlands“. Sytuacja jest do tego stopnia dziwna, że następnie przy wyjściu Top 15 podczas, gdy szła Holenderka, wyczytano „POLENDS”, co można zobaczyć na filmiku w Internecie. Nie wiem, z czego wynikła ta cała sytuacja, nikt mnie za nią nie przeprosił. Chciałabym wierzyć, że był to zwykły zbieg okoliczności i błąd ze strony prowadzącego galę…

Zastanawia mnie tylko, dlaczego dopiero przy wyczytywaniu Top 15 doszło do takiej niejasnej sytuacji. Tutaj mam ogromny żal do organizatorów za ten chaos, jaki przez nich zapanował. Uważam, że to było nieprofesjonalne i niedopuszczalne, aby potraktować w ten sposób reprezentantkę danego kraju tym bardziej, że na widowni siedział Ambasador RP wraz z rodziną, a konkurs jest rangi międzynarodowej i cieszy się renomą. Nie uważam tej sprawy za zakończoną i zwrócę się do ICA o wyjaśnienia. Nie podoba mi się sposób załatwienia przez nich sprawy i przyznam, że jestem rozczarowana kulturą i obyczajami panującymi w tym kraju. Wiem, że nic nie wskóram, czasu nie cofnę, ale niech przejrzą nagrania i niech mi wyjaśnią, dlaczego w kluczowym momencie zmieniono nazwę „Netherlands“ na „Oland”, bo tak było słychać na sali. Nie ma takiego państwa ani w języku angielskim, ani japońskim, jak HOLLAND. Zagadką dla mnie jest również to, że do tej pory nie pojawiło się pełne nagranie z gali, a jedynie fragmenty… Dodatkowym zarzutem pod adresem organizatorów było prowadzenie gali w języku japońskim, a nie angielskim – to również brak szacunku dla wszystkich gości z różnych zakątków świata. Dla mnie nie jest problemem fakt niedostania się do Top 15. Powiem więcej, w tak doborowym towarzystwie jak Miss Indii, Indonezji, Republiki Południowej Afryki, Finlandii, Estonii, Mongolii, Gabonu i paru innych dziewczyn, które również nie weszły do Top 15, to dla mnie zaszczyt. Chodzi o pewne zasady. Skoro nie miałam być w Top 15, to powinni byli wyczytać normalnie „Netherlands“, a nie wprowadzać zamieszanie i niezręczną sytuację w tak kluczowym momencie, skoro wcześniej nie zdarzyła się tego typu wątpliwość i nie pojawiło się słowo HOLLAND. Skieruję pismo do organizatorów po to, aby wykazać im ich uchybienia i po to, aby nigdy więcej żadna delegatka Polski, jak również inna dziewczyna, nie została w ten sposób zignorowana. Łatwo zamienić „Poland“ na „Holland“, a ironią jest to, że moja współlokatorka parę dni przed finałem żartowała do mnie, że zabawnie będzie, jak znajdziemy się w Top 5 i wyczytają OLAND, a my nie będziemy wiedziały, o kogo chodzi, czy o Poland czy Holland. Nic więcej nie mam do powiedzenia w tym temacie. Nagranie w Internecie przy prezentacji Top 15 zacina się jedynie w dwóch miejscach i to akurat dotyczących tej wątpliwej kwestii.

No cóż… bardzo przykra to sytuacja… Trudno ją nawet skomentować… A jak oceniasz swój występ? Czy jesteś zadowolona, czy może chciałabyś coś poprawić, zmienić?

Jestem bardzo zadowolona ze swojego występu. Nie byłam spięta, wręcz przeciwnie – wyluzowana. Na scenie czułam się pewnie, publiczność i obecność bliskich mi osób pomagała i czułam z ich strony doping. Zrobiłam wszystko, co mogłam. Dałam z siebie 100% i wszystko było perfekcyjnie dopięte na ostatni guzik. Finał miał być uwieńczeniem całego zgrupowania. Miałam przepiękną suknię, która na scenie płynęła i wszyscy byli nią zachwyceni. Tą suknię podarowała mi przyjaciółka. Dzięki niej czułam się pewnie i w żaden sposób nie czułam się gorsza, biedniejsza od innych uczestniczek, wręcz przeciwnie.

Wg dziewczyn i nie tylko, byłam jedną z faworytek i bardzo dużo osób sądziło, że na pewno będę w Top 5. Wszyscy byli dla mnie bardzo mili, wszędzie słyszałam zachwyty nad „Polando”. Zarówno dziewczyny, jak i inne osoby wokół mocno we mnie wierzyły i powtarzały, że jestem faworytką, że mam dać z siebie wszystko, bo korona w zasięgu ręki. Było to niezwykle miłe i oczywiście dodawało sił i otuchy.

Wyjazd do Japonii był bardzo budujący i wiem, że wróciłam z niego jako zupełnie inna osoba. Skoro inni tak mocno wierzyli w mój sukces i umieszczali wysoko w rankingach, to mimo finału bez „happy endu“, czuję satysfakcję. Podczas zgrupowania dostawałam mnóstwo ciepłych i pokrzepiających słów wsparcia. Codziennie bardzo się starałam, aby wyglądać jak najlepiej, wiedziałam, że jestem wizytówką mojego państwa. I codziennie też komplementowano moją garderobę, biżuterię i stylizację. Na koniec zgrupowania dowiedziałam się, że moje nowo poznane koleżanki zastanawiały się każdego wieczora, co założę następnego dnia. Przychodziły do mnie po poradę pytając, co z czym połączyć, w czym będą najlepiej się prezentowały. Było to niezwykle miłe i tym bardziej jestem usatysfakcjonowana, że moje starania nie poszły na marne, a wręcz przeciwnie, spotkały się z powszechnym uznaniem i aprobatą. Ze względu na ubiór i staranny wygląd przylgnął do mnie pseudonim „Barbie“. Dzięki mojej przyjaciółce mieszkającej w USA, mogłam zaprezentować się w pięknych kreacjach. Pomoc jej była niezbędna, ponieważ wszystko musiałam zorganizować sobie sama.

Część ubrań mojego projektu uszyła dla mnie koleżanka, były to żakiety, spódniczki i dwie sukienki. Niektóre rzeczy pożyczyły mi bliskie osoby. Cieszy mnie fakt, że zostałam zauważona i moje kreacje podobały się. Dziewczyny namawiały mnie do prowadzenia bloga modowego. Kto wie, może po obronie pracy magisterskiej zainteresuję się tym na poważnie? Mogę zdradzić, że po finale MI część garderoby (po długich wcześniejszych namowach) odsprzedałam…

Opowiadasz o swoich wrażeniach bardzo szczerze. Nie wszystko okazało się cudowne. Jak będziesz wspominać ten wyjazd ? Pozostał niesmak ?

Finał konkursu nie przekreśli tego cudownego czasu, jaki spędziłam w Japonii. Wyjazd ten dostarczył mi wiele radości, niezapomnianych wrażeń i bez wątpienia ubarwił moje dotychczasowe życie. Na samą myśl o Japonii robi mi się bardzo ciepło na sercu, pojawia uśmiech na ustach oraz łezka w oku. Przygoda, jaką miałam okazję przeżyć, pozostanie we mnie do końca życia. Nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie sądziłam, że poznam tyle wspaniałych osób z całego świata. Przywiozłam ze sobą masę wspomnień, bagaż doświadczeń, pamiątek, nawiązałam bardzo dużo ciekawych i wartościowych znajomości. To, co przeżyłam, zobaczyłam, na zawsze zostanie w mojej pamięci i nikt mi tego nie odbierze. Myślę, że gdyby nie ten konkurs, to nie wiem, czy prędko lub w ogóle wybrałabym się w ten zakątek świata. Była to idealna okazja, aby poznać zupełnie inny kraj, kulturę oraz zetknąć się w jednym miejscu z cząstką całego świata. Każda dziewczyna przekazała jakiś element swojej kultury. Jestem osobą bardzo ciekawą świata, dlatego też z przyjemnością słuchałam, gdy opowiadały o swoich krajach. Mam nadzieję, że o ile nie wszystkie, to chociaż duża część tych znajomości przetrwa. Otrzymałam wiele zaproszeń i już nie mogę doczekać się wakacji!! 😉

Czy podczas konkursu otrzymałaś jakieś ciekawe propozycje? Czy ten wyjazd będzie tylko jednorazową przygodą, czy też zaowocuje jakimiś kontraktami na przyszłość?  

Tak, podczas wyjazdu i po powrocie dostałam dużo bardzo ciekawych propozycji. Póki co nie mogę wyjechać na żaden kontrakt. Na ten moment uzyskałam już absolutorium. W najbliższym czasie czeka mnie obrona pracy magisterskiej i przygotowania do egzaminu na aplikację. Sprawy uczelniane są w tym momencie priorytetem i zajmują czołowe miejsce.

Zobaczymy, co będzie potem, mam w planach dwa bardzo ciekawe wyjazdy… jeden związany z modelingiem, a drugi z… Póki co nie zdradzę. Lubię robić niespodzianki.

Kasiu, bardzo Ci dziękujemy ! Zarówno za godne reprezentowanie Polski, jak i za ten wywiad. A jeżeli jest ktoś, komu Ty chciałabyś podziękować, teraz możesz to zrobić.

Chciałabym podziękować wielu osobom, bo bez nich moja przygoda nie byłaby w pełni osiągalna. W momencie gdy dostałam szansę wzięcia udziału w konkursie MI, los postawił na mojej drodze wielu dobrych, życzliwych i pomocnych mi ludzi, bardzo często zupełnie obcych:

Najbardziej chciałabym podziękować mojej Mamie, która poświęciła dużo czasu i siły moim przygotowaniom do konkursu;

BMP – za szansę jaką otrzymałam, wiarę we mnie i zaufanie;

Michele, za przepiękne suknie. Dzięki niej nie czułam się gorsza od innych delegatek;

Instytutowi Fryderyka Chopina w Warszawie za wspaniały prezent na aukcję charytatywną – faksymilę pierwszej strony Mazurka F. Chopina oraz płyty CD w prezencie dla organizatorów;

Poczcie Polskiej za przepiękne albumy ze specjalnymi kolekcjami znaczków i wiele innych gadżetów, a przede wszystkim za prezent na aukcję charytatywną – nagrodzony w 2011 roku na arenie międzynarodowej, najpiękniejszy, jedyny na świecie znaczek, pachnący jałowcem;

Wydziałowi Prawa i Administracji UW za prezenty dla delegatek;

Studio Wokalnemu Agaty Wrońskiej za nagranie piosenki na konkurs talentów (niestety tylko 5 uczestniczek miało okazję zaprezentować swój talent);

Ambasadzie RP w Tokio za zaproszenie, gościnę i wsparcie w trakcie gali finałowej;

Sponsorom za bilet lotniczy;

Wspaniałym Osobom, dzięki którym mogłam dobrze przygotować się do konkursu za rady, wskazówki i wsparcie w trakcie zgrupowania: Tobie Kasiu, a także Damianowi Stroińskiemu, Francys Barazzie Sudnickiej, Annie Tarnowskiej, Kasi Grynfelder, Justynie Rajczyk, Monice Brochackiej – Goździalskiej, Dominikowi Masnemu, a także wszystkim Fanom Miss, którzy wspierali mnie i pisali tyle ciepłych słów w trakcie pobytu w Japonii oraz po powrocie;

Wojtkowi za pomoc i wsparcie w przygotowaniach;

Ewie za prowadzenie fanpage’a i czuwanie nad wszystkim;

Portalowi The Perfect Miss, a w szczególności Pedro, który mnie dopingował i mocno we mnie wierzył. Tak naprawdę to dzięki niemu uwierzyłam, że mogę to zrobić;

Wszystkim moim Znajomym za wszystkie ciepłe słowa, doping zarówno przed, jak i po konkursie

Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam. Jeśli kogoś nie wymieniłam z osobna, to czytając to pamiętajcie: Wszystkim Wam bardzo serdecznie dziękuję ! Serdecznie pozdrawiam Czytelników Globmiss i Wszystkich Fanów Miss !

Wywiad z K. Oracką – cz. I

Wywiad z Katarzyną Oracką – finalistką Miss Polonia 2013, reprezentantką Polski na Miss International 2013

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w marcu 2014 r.

W imieniu Czytelników Globmiss i własnym Witam Cię ponownie Kasiu! Nawet sobie nie wyobrażasz, jak Ci zazdroszczę Twojej podróży do tak egzotycznego i ciekawego kraju, jak Japonia… I zapewne nie tylko ja 🙂

Witam serdecznie 🙂 Nigdy wcześniej nie byłam w Azji, dlatego przed wylotem w tak egzotyczną podróż przeczytałam kilka książek o Japonii. Jednak to co jest w nich zawarte, nie odzwierciedla tego z czym sama się tam zetknęłam. Tokio to miasto zupełnie z innej planety. Wszystko jest inne. Począwszy od ruchu lewostronnego na ulicach, braku koszy na śmieci, a skończywszy na plastikowym jedzeniu imitującym prawdziwe potrawy, znajdującym się na wystawach sklepów, barów i restauracji.

Mimo braku koszy na śmieci, ulice Tokio są czyste – nigdzie nie widziałam papierka ani niedopałka papierosa. Obowiązuje zakaz publicznego palenia papierosów. Do tego przygotowane są specjalne szklane pomieszczenia. Ogromne miasto, liczące ponad 12 milionów ludzi, pomimo wyraźnego przeludnienia, zaskakuje panującą w nim ciszą… Ludzie przemykają w milczeniu. Nie spotkałam nikogo, kto by na ulicy rozmawiał przez telefon lub spożywał jakiekolwiek pokarmy czy też napoje. Ruch na ulicach Tokio jest ogromny, a kierowcy są niesamowicie spokojni, kulturalni, w dodatku bardzo przestrzegają przepisów i nie używają klaksonów. Tego czego z pewnością moglibyśmy się od nich nauczyć, to cierpliwości. Rozbrajający był widok policji poruszającej się na rowerach. Zastanawiałam się, jak ten wariant sprawdziłby się u nas 😀

Zaskoczeniem dla mnie byli ludzie noszący maski na twarzach zarówno na zewnątrz, jak i w pomieszczeniach. Pierwsze skojarzenie gdy ich zobaczyłam: O mój Boże, Michael Jackson!!! ?? Ciężko było przywyknąć do tego widoku, który budził powszechną sensację wśród nas.

W mojej pamięci zostanie z całą pewnością japońska toaleta, a na samo wspomnienie tego niebywałego wynalazku od razu pojawia się uśmiech od ucha do ucha… Urządzenie, które każdemu przypadłoby do gustu. Automatycznie podgrzewana deska wydająca dźwięki wodospadu i posiadająca jeszcze parę innych ciekawych funkcji. Szkoda, że nie chcą się podzielić takim cudem techniki, bo z pewnością zakupiłabym go sobie do domu.

Mankamentem dla mnie było natomiast wyżywienie. Dokładnie pamiętam mój pierwszy lunch – zestaw pełen różnych „ciekawych dań“, większość nie do zidentyfikowania. Siedząca obok mnie Miss Makao wyjaśniła dokładnie, co się znajduje w każdym naczyniu… Przerażona byłam, gdy dowiedziałam się, że w jednym z nich mam robaka prosto z ziemi w sosie !!! Moja wyobraźnia zaczęła intensywnie pracować. Drugą „niespodzianką” była na pozór normalna zupa miso, z której wyłowiłam fioletową galaretowatą kulkę z czarną kropką. W tym momencie przelała się czara goryczy. Nikt nie wiedział, co to jest! Stwierdziłam ze smutkiem, że moje menu będzie ubogie i przez 4 dni ograniczyłam się do ryżu. Dziewczyny z Azji nie narzekały na mój brak apetytu – z przyjemnością zjadały moje porcje. Moja konkluzja jest taka: jedzenie w Japonii to prawdziwa zagadka. Nigdy nie wiesz, co jesz, a nawet jak myślisz, że wiesz, to nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz 😀 Na moje szczęście organizatorzy szybko zauważyli, że większość dziewczyn ma problem ze spożywaniem japońskiego jedzenia i byli tak mili, że urozmaicili nam posiłki. Po 4 dniach diety ryżowej zjadłam z ogromnym apetytem cały talerz spaghetti – byłam w niebie !!!

Drugim mankamentem była bez wątpienia słaba znajomość języka angielskiego wśród Japończyków. Tego się nie spodziewałam. Już w hotelu, gdzie powinno być z tym bardzo dobrze, dało się zauważyć trudności w podstawowym komunikowaniu. Na zewnątrz trudno było znaleźć kogokolwiek, kto umiałby odpowiedzieć nawet na najprostsze pytania. Nie polecam podróży na własną rękę, bo wszelkie napisy i oznaczenia są w języku japońskim. Nie ma oznakowania ulic, a poruszanie się metrem to prawdziwe wyzwanie.

Co Cię najbardziej zaskoczyło w czasie trwania konkursu Miss International i jakie są Twoje najzabawniejsze i najgorsze wspomnienie z tego czasu?

Zaskoczyło? Wszystko było dla mnie nowe. Zmiana strefy czasowej była dla mnie bardzo odczuwalna i miałam duże problemy ze snem. Bardzo mało spałam. Ale dzięki temu, że wcześnie wstawałam i szybko potrafiłam się ogarnąć, to moja współlokatorka Nathalie mogła swobodnie korzystać z łazienki.

Najgorsze dla mnie było uczestniczenie w ceremonii krojenia ogromnego tuńczyka na oczach wszystkich. Nigdy wcześniej nie widziałam tak olbrzymiej ryby ważącej 220 kg i chyba jako jedyna nie byłam tym zachwycona.

Z całą pewnością niezapomnianą przygodą była całodniowa wyprawa na Hakone Area. A najzabawniejsze było to, że sprzedawano tam „magiczne czarne jajka“, po zjedzeniu których rzekomo życie wydłuża się o 7 lat !!! Odór siarkowodoru skutecznie mnie odstraszył i nawet wizja dłuższego życia nie przekonała mnie do takiego poświęcenia. O walorach smakowych tego „cudownego“ jajka, nie chcę nawet myśleć.

Odwiedziłyśmy również japońskie przedszkole, które nieco różni się od naszego. Powitano nas tam bardzo serdecznie. Przedszkolaki ubrane były w jednakowe mundurki, a o przynależności do konkretnej grupy informował kolor przepaski na głowie dziecka. Atrakcją, w której miałyśmy okazję uczestniczyć, było przyrządzanie tradycyjnych ciastek ryżowych, które przygotowuje się w Japonii jedynie w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Pod koniec naszej wizyty poznałyśmy prawdziwego wojownika Kendo. Z całą pewnością uwieńczeniem wycieczki była podróż autobusem przedszkolaków, w którym krzesełka były tak malutkie, że ciężko nam było się zmieścić 🙂

No to wiemy już sporo o Japonii. To teraz opowiedz o samym konkursie Miss International. Jak przebiegało zgrupowanie i jak oceniasz jego organizację?

Poza samym finałem wszystko wspominam bardzo pozytywnie. Począwszy od podróży samolotem, po zakwaterowanie w hotelu i pobyt. Zapewniono nam wysoki komfort, dbano o nas i pilnowano, aby nic nam się nie stało.

Organizatorzy podzielili nas na grupy 9-10 osobowe, każda grupa miała swoją opiekunkę. Moją chaperone – Manami mogę określić jako najbardziej zakręconą kobietę na świecie, której wszystko się myliło i nigdy nic nie wiedziała na czas, za to serce miała przeogromne 😉 Manami miała wielki problem z wymówieniem mojego imienia, stąd zostałam Katanią, na dodatek nie z Poland tylko z PoRland. Katania przylgnęła do mnie chyba już na dobre, bo po powrocie do Polski zarówno bliscy jak i znajomi w dalszym ciągu tak się do mnie zwracają.

Do Japonii poleciałam chora, z anginą i z całym zestawem lekarstw. Przez pierwszy tydzień czułam się bardzo osłabiona, później było już dużo lepiej. Całe zgrupowanie przebiegało bez zarzutu, choć wg mnie było ono źle zaplanowane i można ponarzekać jedynie na bardzo napięty grafik. Opuszczałyśmy hotel rano, a wracałyśmy zmęczone wieczorem i spałyśmy bardzo krótko. Nieporozumieniem były wieczorne eventy, do których miałyśmy tylko godzinę na wyszykowanie się po całym dniu spędzonym w mieście. A to zdecydowanie za mało… Od organizatorów dostałyśmy na czas zgrupowania iPhone 5, dzięki którym mogłam na bieżąco wrzucać zdjęcia na fanpage’a. Z powodu braku czasu kontakt z bliskimi miałyśmy bardzo ograniczony, ja z reguły robiłam to o 4- 5 rano czasu tokijskiego. Oczywiste jest, że każda z nas chciała wykorzystać te 2 tygodnie jak najlepiej – chciałyśmy jak najwięcej zobaczyć i przeżyć, dlatego nie uskarżałyśmy się na niedogodności braku snu czy zmęczenia.

A jak wyglądały relacje pomiędzy dziewczynami? Jaka była atmosfera? No i czy nawiązałaś jakieś przyjaźnie?

Przed wyjazdem miałam wiele obaw… na szczęście myliłam się 🙂 Dziewczyny były bardzo sympatyczne, życzliwe, otwarte na nowe znajomości. Praktycznie wszystkie bardzo polubiłam, spędzałyśmy ze sobą dużo czasu. Było wesoło i czas płynął nam szybko. Nie było czuć w ogóle rywalizacji. Nim się zorientowałyśmy, nadszedł dzień finału. Nadal wspierałyśmy się nawzajem, poprawiałyśmy włosy, pożyczałyśmy biżuterię i życzyłyśmy sobie powodzenia przed wyjściem na scenę. Wszystko co dobre, szybko niestety się skończyło i po konkursie musiałyśmy się rozstać.

Mieszkałam w pokoju z Miss Holandii, która dla mnie była wielką zagadką. Jej pasją życiową są konkursy piękności. Najbardziej interesowały ją moje włosy, ponieważ nie mogła uwierzyć, że ja, w przeciwieństwie do niej i większości dziewczyn, nie mam doczepianych, a mam tak naturalnie gęste. Ku mojemu zaskoczeniu wszystkie Azjatki nosiły soczewki zmieniające kolor tęczówki. A u co poniektórych, dało się zauważyć innego rodzaju „zmiany“ w wyglądzie. Po konkursie na pewno stałam się dużo bardziej tolerancyjna i otwarta na nowości kosmetyczno – estetyczne 😉

Najbardziej zżyłam się z Miss Wielkiej Brytanii – Beth, którą poznałam już na lotnisku w Zurichu i która niedługo przyleci do mnie w odwiedziny do Polski. Najwięcej czasu spędzałam z Miss Holandii, Finlandii, Filipin, Belgii, Indii, Libanu i Meksyku. Bardzo polubiłam dziewczyny z Ameryki Południowej. Latynoski są świetne, bardzo serdeczne i co najważniejsze, mają poczucie humoru. Tańczyłyśmy razem salsę, a ja rozbawiałam je do łez moim hiszpańskim, którego nigdy się nie uczyłam wcześniej, a pamiętam jedynie poszczególne zwroty z filmów. Ale zabawa była przednia 😀 Niestety większość słabo znała angielski, a niektóre z nich wcale. Na miejscu miały swojego tłumacza. Ale łamany angielski i hiszpański w połączeniu z językiem migowym to gwarancja sukcesu na porozumienie się 😀

Wcześniej powiedziałaś, że wspominasz pozytywnie wszystko, poza samym finałem. Co zatem było nie tak, jeśli chodzi o organizację finałowej gali ?

Największym absurdem były próby do finału, które trwały krótko, bo zaledwie 1,5 dnia. Według mnie to zdecydowanie za mało czasu na perfekcyjne przygotowanie choreografii, tym bardziej, że każde z trzech wyjść znacznie się od siebie różniło, zarówno samym układem, jak i miejscem wejścia i wyjścia ze sceny… Nauka choreografii, tańca i wszystkiego to trochę za dużo szczęścia na tak krótki czas. Miałyśmy jednak szczęście pracować ze wspaniałym choreografem, którego będę bardzo miło wspominać. Jego ciepło, doping, wiara w nas były bardzo budujące i dodające nam otuchy.

Sam dzień finału był koszmarny, bo już z samego rana wyruszyłyśmy na próby, które trwały długo, bo aż 6 godzin, bez przerwy do godziny 12.00. Następnie godzina na umalowanie się i uczesanie oraz przygotowanie swojego wyglądu do próby generalnej, podczas której odbyły się również preeliminacje. Byłam bardzo zadowolona ze swojego wyjścia w trakcie tej próby, choreograf bardzo mnie pochwalił. Dałam z siebie 100%. Na scenie czułam się bardzo pewnie. Później robiono nam zdjęcie grupowe w sukniach wieczorowych razem z jury. Wszystko skończyło się około 16:00 i miałyśmy zaledwie godzinę, aby poprawić makijaż i dość sfatygowane włosy. Jedna rzecz mnie doprowadzała do szału… to fakt, że w naszej garderobie moje miejsce do szykowania znajdowało się obok stanowiska fryzjerów. Za każdym razem po powrocie ze sceny moje rzeczy były poprzekładane i traciłam dużo czasu na ich odnalezienie. Było to niezwykle irytujące i utrudniające… O 17:30 rozpoczął się koncert finałowy. Łatwo sobie wyobrazić, w jakiej formie byłyśmy po tym wszystkim na samym finale oraz w jakiej kondycji znajdowały się nasze włosy, które były zmaltretowane po ciągłym przebieraniu się w trakcie prób. Zmęczenie dało nam się bardzo we znaki.

Uważam, że kulminacyjny moment zgrupowania przed samym finałem powinien przebiegać w spokojnej atmosferze, a my powinnyśmy być świeże i wypoczęte na sam występ. Wszystko zostawiono na ostatnie 2 dni… a w zasadzie na ostatni dzień. Z tego pośpiechu Miss Kostaryki miała wypadek – w przeddzień finału, poparzyła stopę prostownicą i zabrano ją do szpitala… Na szczęście dzięki środkom znieczulającym, choć bardzo cierpiała, mogła wziąć udział w gali finałowej.

Zwieńczeniem finałowej gali jest to, na co wszystkie czekałyście najbardziej, czyli werdykt końcowy. Miss International 2013 została Miss Filipin. Jak oceniasz ten wybór?

Co sądzę o werdykcie… okazał się nieprzewidywalny. W Top 15 zabrakło dziewczyn, w których widziałam potencjalne „rywalki” i których awansu byłam niemalże pewna, a z całą stanowczością mogę powiedzieć, że im się należał. Wszyscy byli bardzo zaskoczeni, że Miss Nowej Zelandii najpierw zdobyła tytuł Miss Friendship, następnie weszła do Top 15, a ostatecznie została 2 Wicemiss (dla mnie to kompletne nieporozumienie). Top 3 to dziewczyny z mojej grupy. Ze zwyciężczynią Bea miałam bardzo dobry kontakt, wspierałyśmy się przez całe zgrupowanie. Wiedziałam, że będzie wysoko, bo na konkursach piękności mocna pozycja Filipin to w tej chwili standard. Cieszę się, że to ona z Top 5 dostała koronę, ponieważ wiem, jak bardzo jej na tym zależało. Ten tytuł na pewno odmieni jej życie na lepsze i pomoże w budowaniu przyszłości. Bea jest bardzo miłą, ciepłą osobą i dobrze jej życzę, niech spełnią się jej wszystkie marzenia.

Dużo kontrowersji wzbudził wybór Miss Foto. Krążyły plotki na temat Miss Litwy. Okazało się, że Elma jest modelką, która przez dłuższy czas pracowała w Japonii i jest znana w kręgach tamtejszych fotografów. Co ciekawe, obecnie mieszka na Tajwanie.

To jest konkurs i niestety o sukcesie decydują różne czynniki, na które często my sami nie mamy wpływu. Gdyby nie okoliczności, w jakich miałam nieprzyjemność uczestniczyć, to brak awansu do Top 15 nie byłby dla mnie przykry. Po tym konkursie uzmysłowiłam sobie, że polityka odgrywa na nim kolosalną rolę, a ci co naiwnie wierzą, że jest inaczej… no cóż są w błędzie.

Wywiad z P. Krupińską, cz. II

Paulina Krupińska – Miss Polonia 2012, Miss Photogenic na konkursie Miss Universe 2013 

Wywiad, który przeprowadziłam dla Globmiss w lutym 2014 roku

Już wspomniałaś, że Miss Universe 2013 została Gabriela Isler z Wenezueli. Dla fanów w Polsce było to spore zaskoczenie. A jak Ty, będąc tam miejscu oceniasz jej wybór? Czy była faworytką, spodziewałaś się jej zwycięstwa?

Podczas konkursu nie było faworyzowania żadnych dziewczyn przez jurorów, czy organizatorów. Nie dochodziły do nas żadne pogłoski, która z nas może wygrać. A jednak w jakiś sposób można to było przewidzieć. W Miss Universe od lat w Top 5 są co roku niemal te same dziewczyny.

Gabriela nie była moją faworytką. Przez całe zgrupowanie ani razu nie pomyślałam, że to ona mogłaby zostać Miss Universe. Podczas konferencji prasowej przed galą organizatorzy zapowiedzieli, że w tym roku stawiają na naturalność. Tym bardziej nie brałam Wenezuelki pod uwagę, bo choć bardzo atrakcyjna, na pewno do naturalnych nie należy. Jednak wygrała, a ja mogę powiedzieć tyle: to jest bardzo fajna dziewczyna, jedna z moich najbliższych koleżanek na zgrupowaniu i jeśli chodzi o charakter, medialność, sceniczność, przebojowość, sposób wysławiania się, grację, klasę, ona naprawdę łączy w sobie cechy idealnej Miss Universe. Nawet w większym stopniu, niż ubiegłoroczna zwyciężczyni – Olivia Culpo. Tak uważam. To jest dziewczyna bardzo dobrze wytrenowana właśnie po to, żeby być Miss. Poza tym świetnie radzi sobie z angielskim, co uważam, że też ma dla organizatorów niebagatelne znaczenie. Nie jest przecież wygodne, ani tanie zabieranie wszędzie tłumacza. Nie chcę natomiast oceniać urody Gabrieli, zagłębiać się, ile przeszła operacji plastycznych, aby tak wyglądać. Jest ode mnie młodsza, a wyglądała jak moja starsza siostra. Ale uroda jest przecież pojęciem względnym. Kiedy po afterparty po finale wróciłam o 4.00 nad ranem do hotelu, siedziałyśmy jeszcze z dziewczynami chyba do 6.00 na korytarzu i rozmawiałyśmy o tym werdykcie. Raczej żadna z nas nie była zadowolona z wyniku, wszystkie mówiły, że nowa MU jest sztuczna i wszystkie jednomyślnie były zawiedzione, że Hiszpanka nie wygrała, ona była faworytką wszystkich, moją również. Jest przekochana, przeurocza. Przez całe zgrupowanie wyglądała bardzo dobrze, to jest dziewczyna bardzo ładna, a przy tym bardzo dobry i taki kochany człowiek. Ja się z nią trzymałam bardzo blisko, ale teraz jednak uważam, że jako MU, to Wenezuelka sobie poradzi lepiej. Hiszpanka jest zbyt spokojna, za nieśmiała, no i nie mówiła po angielsku za wiele.

Przy okazji każdego konkursu piękności chyba najwięcej emocji budzi garderoba uczestniczek. I to nie tylko tych z Polski. Nie inaczej było również w tym roku. Niestety zgodnie skrytykowano zarówno garderobę Gabrieli, jak i Twoją, choć ubierałyście się zupełnie inaczej…

Mówiąc wprost Gabriela ubierała się kiczowato. Podobnie zresztą jak wszystkie Latiny. Ale myślę, że one nie potrafią inaczej. Nie mają innych ubrań, niż kolorowe sukienki z cekinami i sandały. Nawet na listopadowe rosyjskie chłody. Jaki kraj, taka moda. 

Jeśli natomiast chodzi o mnie, to miałam na konkurs przygotowaną super garderobę. Dzięki mojej pracy modelki, znam wielu projektantów, więc mogłam sobie wybrać i wypożyczyć piękne stroje. Dziękuję dziewczynom z Bizuu oraz showroomowi Vertigo. Bardzo mi pomogli w doborze garderoby, sukienek, torebek. Moje ubrania tam na miejscu bardzo się podobały. Przez ekipę, supervisorki, naszą panią doktor zostałam okrzyknięta Audrey Hepburn, bo uważały, że mam taką klasę i styl jak ona. Robiły sobie zdjęcia moich strojów. Chwaliły mnie, że zawsze wyglądam tak, jak powinnam i stosownie do okazji. Również strój narodowy chyba wszystkim się podobał, nie było żadnego „ale”. Kontrowersje wzbudziła tylko ta jedna główna suknia wieczorowa. Ja nie brałam udziału w jej projektowaniu, dostałam ją gotową do przymiarki. Nie jestem żadnym ekspertem od stylizacji, ale moim zdaniem chłopcy (Paprocki i Brzozowski) się postarali, zrobili bardzo efektowny gorset, ta sukienka płynęła, bardzo ładnie się prezentowała na scenie, dobrze się w niej czułam i nie uważam, żeby wyglądała źle. Nie wiem dlaczego fani tak straszliwie ją skrytykowali, choć rozumiem, że każdy ma inny gust.

Małgorzata Herde przywiozła mi do Moskwy tą żółtą sukienkę, żebym ją założyła na bankiet po finale, bo była razem z tą piękną kolią idealna na taką okazję. Ale chyba my z Dyrektor Generalną czułyśmy się pod jakąś presją, bo ta fioletowa sukienka została tak zmiażdżona krytyką. I chciałyśmy coś zmienić, może niepotrzebnie, więc ostatecznie zdecydowałyśmy, że tą żółtą założę nie tylko na bankiet, ale również na finał, może się bardziej spodoba. Ale też się nie spotkała z uznaniem. Nie mnie to oceniać, ja się dobrze czułam i w jednej, i w drugiej sukience.

Tak naprawdę jednak uważam, że sukienka finałowa nie ma aż tak wielkiego znaczenia dla końcowego rezultatu. A w moim przypadku nie miała już wręcz żadnego znaczenia. Wiedziałam, że się nie dostałam do Top 16 i praktycznie mogłam założyć, co chciałam.

Ale gdybyś miała doradzić swojej następczyni, to jaka powinna być Twoim zdaniem idealna suknia na konkurs Miss Universe?

Powinna być albo bardzo oryginalna, np. taka, jaką miała w chwili koronacji Olivia Culpo, spektakularna w formie, niepowtarzalna w konstrukcji, albo błyszcząca, bogato zdobiona, nawet trącająca kiczem.

My Polacy niestety nie jesteśmy specjalistami od projektowania takich sukien. Nie jest to zgodne z naszym gustem, z naszą naturą. Przodują w takich kreacjach oczywiście kraje latynoamerykańskie. U nas nie ma projektantów, którzy szyją takie rzeczy, przeznaczone tylko na wielkie gale. P&B są znani z tego, że szyją sukienki naprawdę bardzo ładne, ale to są sukienki, które można założyć nie tylko na wielkie wyjścia, ale na niemal każdą okazję. Może dlatego na tle innych dziewczyn faktycznie wyglądałam mniej bogato, mniej spektakularnie. W ogóle my Polki nie jesteśmy przygotowane do takiego konkursu, jak MU i zasad tam panujących. Ja byłam wypacykowana, kiedy było trzeba, na co dzień malowałam się delikatnie lub nawet wcale, a mocny makijaż zostawiałam na wieczorne gale. Inne dziewczyny już od śniadania miały na sobie np. trzy opakowania rzęs. Normą były sztuczne, zrobione zęby, piersi, usta itp. Ja każde zadanie wykonywałam tak, jak mi powiedziano, każda uwaga była dla mnie cenna, wszystkie wskazówki, których nam udzielano, brałam pod uwagę. Jak nam mówiono: „macie założyć rzeczy casualowe”, zakładałam np. spódnicę i bluzkę, „macie zrobić lekki makijaż”, malowałam jedynie rzęsy i policzki oraz pociągałam usta błyszczykiem. A inne dziewczyny tego w ogóle nie słuchały, cały czas były przebrane jak na festyn. Może na takim konkursie tak trzeba, tylko po co w takim razie była konferencja i publiczne zapewnienia, że stawiają na naturalność? Chociaż Olivia Culpo rzeczywiście jest taka naturalna, nie wypacykowana, a jednak jej się udało wygrać. Poznałam ją przy okazji przygotowań do reklamy biżuterii. Parę razy podczas zgrupowania miałyśmy możliwość ze sobą porozmawiać. Zawsze była bardzo miła. W ogóle jest bardzo ciepła, cały czas uśmiechnięta. Chociaż nieustannie towarzyszy jej sztab ludzi, ale zawsze była taka ludzka, taka dostępna dla wszystkich. Przyjechała ze swoim chłopakiem – piosenkarzem, była w szóstym tygodniu ciąży, jak przebywała na zgrupowaniu z nami. Wszyscy się nią zachwycali. Olivia to taka idealna dziewczyna z sąsiedztwa. I takie osoby ludzie lubią. Gabriela jest jej przeciwieństwem. Dla niektórych może się wydawać zbyt zimna, jej uroda może paraliżować ludzi. Ja sobie jej nie wyobrażam z tym całym jej „urodowym rynsztunkiem” np. gdzieś w Afryce wśród dzieciaków w szpitalu. Podczas, gdy np. Hiszpankę jestem sobie w stanie wyobrazić w każdej sytuacji.

Osobiście uważam, że szkoda, że ten konkurs taki jest, że jurorzy nie mają okazji poznać tych wszystkich dziewczyn bez makijażu, jak wyglądają, kiedy są naturalne.

Przy okazji każdego konkursu piękności w kuluarach krąży wiele plotek, sensacyjek. Nie inaczej było podczas tegorocznego Miss Universe. Docierały do Ciebie jakieś pogłoski? Chciałabyś je teraz skomentować, odnieść się do nich?

Plotki? Podczas zgrupowania nie, niczego nie słyszałam. Po gali przeczytałam gdzieś, że na koniec dziewczyny wróciły z afterparty do pokoju pijane, zataczały się. To jest jakaś totalna bzdura, ja byłam z dziewczynami cały czas i nie widziałam czegoś takiego.

O sobie przeczytałam na jednym z portali, że pokłóciłam się z Miss Kolumbii i że byłam największą zołzą na zgrupowaniu. Ale to się odnosi tylko do jednej sytuacji, o której teraz opowiem. Pod koniec finałowego koncertu stałyśmy za kulisami i kibicowałyśmy naszym koleżankom. Obok mnie stała Miss Angoli, która trzymała kciuki za Brazylijkę, a za to nie znosiła Ukrainki. I gdy wyczytywano Top 5 cały czas mówiła – „Tylko nie Ukrainka, ona jest beznadziejna, głupia”. Olga faktycznie odpadła i kiedy smutna schodziła ze sceny, Miss Angoli podbiegła do niej i zaczęła zapewniać, jak jest jej przykro i że Ukrainka była jej faworytką. Nie wytrzymałam. Krzyknęłam: „Jesteś zakłamana, siedź lepiej cicho, nie kłam, przed chwilą mówiłaś co innego”. To było chyba dla mnie najbardziej przykre zdarzenie podczas całego zgrupowania. Na koniec zetknęłam się z taką sztucznością, zakłamaniem niektórych dziewczyn, to było straszne. Uważam, że trzeba być fair do końca. Jeżeli Olgi nie lubiła, to mogła to przemilczeć, a nie taka dwulicowość, nie lubię czegoś takiego. Świadkami całego zajścia było m.in. dwóch fryzjerów, którzy wzięli moją stronę. No i później Miss Angoli zamieściła z zemsty niepochlebne wpisy na  mój temat.

Przez całe zgrupowanie było miło, dopiero na finale, gdy emocje wzięły górę, wiele dziewczyn pokazało pazurki. Wiele też płakało, były zawiedzione, m.in. Miss Portoryko, czy moja współlokatorka. Z innych plotek, podobno jedna spośród Miss była jeszcze rok temu mężczyzną. Nie wiemy która, choć obstawiałyśmy dwie kandydatki.

Konkurs Miss Universe dobiegł końca, wróciłaś do Polski. Co dalej? Posypały się propozycje, czy udział w nim to będzie tylko jednorazowa przygoda, z której nic nie wynika? Co przywiozłaś sobie z Rosji?  

Już w czasie bankietu koronacyjnego odbyłyśmy z Małgorzatą Herde wiele rozmów z potencjalnymi pracodawcami, pojawiło się dużo propozycji, m.in. otrzymałam zaproszenie od włoskiego projektanta biżuterii do wzięcia udziału w jego pokazach w Rzymie i w Wenecji. Musiałam jednak wrócić do Polski, gdyż tu miałam już zabukowane wcześniej zlecenia. Wciąż jednak jesteśmy w kontakcie. Zostałam zaproszona do wzięcia udziału w jednym z pokazów Tony Ward’a na Paris Fashion Week w przyszłym roku. Szefowa konkursu Miss Dominikany chciałaby mnie gościć na wyborach Miss Dominikany. Podszedł do mnie również producent rozpoczętej właśnie zimowej olimpiady w Soczi, dał mi wizytówkę i zaprosił jako gościa honorowego. Ale planowana gala Miss Polonia 2013 na luty pokrzyżowała te plany. No cóż ostatecznie nie wiem,    kiedy przekażę koronę swojej następczyni, a i w Soczi nie jestem.

Co sobie przywiozłam? Chyba najcenniejsze są znajomości, fajne wspomnienia, no i super zdjęcia ze zgrupowania z dziewczynami. Kontakt z Elmirą mam cały czas, odzywa się też do mnie Olga z Ukrainy, koleżanka z Dominikany tak samo. Z Amerykanką też jesteśmy w kontakcie. Ma ona babcię Polkę, zna parę słów po polsku i mówiła, że kocha pierogi. Bardzo fajna dziewczyna. Przywiozłam sobie folder, w którym mam wpisy od dziewczyn i to jest najmilsza pamiątka.

Czy planujesz start jeszcze w innych międzynarodowych konkursach piękności?

Startu w innych konkursach już raczej nie planuję. Mam już swoje lata, jak na Miss jestem seniorką i uważam, że trzeba dać szansę innym młodym dziewczynom. Ja swoje zadanie już spełniłam i jestem zadowolona z tego, że mam to już za sobą i że już wróciłam. Bo to jest naprawdę bardzo ciężki czas, a pierwsze skojarzenie, jakie teraz mam, gdy myślę Miss Universe, to brak snu.

Myślę, że w tym momencie rozczarowałaś rzesze swoich fanów, którzy liczyli, że zobaczą Cię jeszcze na jakiejś międzynarodowej imprezie. No to na koniec powiedz jeszcze coś pozytywnego. Co najbardziej Ci się podczas Miss Universe podobało?

Sama gala bardzo mi się podobała. To jest rzeczywiście show na najwyższym poziomie. W ogóle pod względem organizacyjnym nic wyborom Miss Universe zarzucić nie można. Miałyśmy wyśmienitą choreografkę. Była z dystansem, surowa, taka żyleta, ale tak dobrze uczyła chodzić te dziewczyny, tak obligowała do takiej sceniczności… W życiu się nie spotkałam z czymś takim.

Najmilej wspominam też próby na scenie, możliwość obcowania z niezwykłymi ludźmi. Np. byłam kiedyś fanką zespołu Spice-Girls i nagle występuję na jednej scenie razem z Mel B. Poznaję osobiście Stevena Tylera. Są to niezapomniane wrażenia.

Swoim udziałem w konkursie Miss Universe również dostarczyłaś nam wielu niezapomnianych wrażeń. I bardzo Ci dziękujemy zarówno za nie, jak i za tą rozmowę.

Ja również dziękuję Wszystkim Moim Fanom za wsparcie, które czułam na każdym kroku, za wiarę we mnie i promocję mojej osoby, szczególne podziękowania dla Dominika Masny i Globmiss. Dzięki Wam wszystkim o Polce było głośno na całym świecie! Pozdrawiam wszystkich czytelników.

Wywiad z P. Krupińską, cz. I

Paulina Krupińska – Miss Polonia 2012, Miss Photogenic na konkursie Miss Universe 2013

Wywiad, który przeprowadziłam dla Globmiss w lutym 2014 roku

Witaj Paulino! Kiedy rozmawiałyśmy poprzednim razem, mówiłaś, iż bardzo cieszysz się, że finał Miss Universe 2013 odbędzie się w Rosji, bo jeszcze nigdy nie byłaś w tym kraju, a bardzo chciałabyś go poznać. Czy zatem udało się zobaczyć Rosję? Dużo zwiedziłaś?

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że zwiedziłam Rosję. Praktycznie nie ruszałyśmy się poza Moskwę, a nawet i ją widziałam głównie z okien autobusu, gdy przemieszczałyśmy się z hotelu do miejsca kolejnego wydarzenia. Wprawdzie byłyśmy na Placu Czerwonym, miałyśmy przewodniczkę, ale było tak bardzo zimno, że zwiedzanie tego miejsca przewidziane na godzinę, trwało może połowę tego czasu, a całą resztę spośród łącznie pięciu godzin, które tam spędziłyśmy, poświęciłyśmy na pracę – kręcenie materiałów filmowych, wywiady, pozowanie do zdjęć. O Moskwie mogę zatem powiedzieć tylko tyle, że kojarzy mi się z jednym wielkim korkiem komunikacyjnym i że jest to miasto kontrastów – obok pięknych luksusowych budynków – wielka bieda. To bardzo rzucało się w oczy i było takie trochę porażające. To, co ja najbardziej zapamiętam z Moskwy, to jej mieszkańcy. Z nimi wiążą się dla mnie najfajniejsze wspomnienia. Chcę w tym miejscu obalić pokutujący w Polsce mit, że Polacy z Rosjanami żyją źle. Jest wprost przeciwnie, muszę powiedzieć, że wszyscy ludzie, z którymi się tam zetknęłam, obsługa cateringowa, makijażyści, czy fryzjerzy, bardzo mnie wspierali i cały czas mówili tak: „A, Polka, to Ty jak nasza jesteś”. Osobiście nie spotkałam się z ani jednym złym zdaniem na temat Polski, wszyscy bardzo miło się o naszym kraju wypowiadali i bardzo mi tam kibicowali.

Wspomniałaś już, że praktycznie przez całe zgrupowanie pracowałyście. Naprawdę było aż tak ciężko?

Tak, takie zgrupowanie to jest bardzo ciężka praca. Konkurs Miss Universe jest nastawiony na biznes, reklamę. Miałyśmy codziennie listę zadań i „odhaczałyśmy” na niej kolejne punkty. Trzy tygodnie żelaznej dyscypliny, jak w wojsku. Nie można mieć gorszego dnia, z powodu choroby opuścić prób.

I dla mnie najtrudniejszy był kontrast pomiędzy tym, co pamiętałam ze zgrupowania Miss Polonia, a tym, co mnie spotkało podczas konkursu Miss Universe. Oczywiście i Rozalka, i Marcelina opowiadały mi o zgrupowaniu MU, jak to wygląda, ale aż nie chciało mi się wierzyć: „No bez przesady, jak to możliwe, że tam się śpi cztery godziny na dobę? Jak może być tyle zajęć?” Ale faktycznie. Teraz sama będę uprzedzać podczas zgrupowania finalistki Miss Polonia, żeby nie narzekały, bo naprawdę ciężka praca czeka niektóre z nich dopiero na konkursach międzynarodowych. To jest zupełnie inny świat. Tak naprawdę nikt nas nie przygotowuje do takiego zderzenia, a to jest rzeczywiście niesamowita różnica. W konkursach krajowych jest mniejsza liczba sponsorów, organizowane są one z mniejszą pompą, transmisja jest tylko w danym kraju, a Miss Universe to jest wielkie przedsięwzięcie, które ogląda ponad miliard ludzi na całym świecie, tam wszystko się dzieje intensywniej. Jest więcej sponsorów, więc i więcej zdjęć dla nich, nagrań, reklam trzeba nakręcić, więcej udzielić wywiadów.

Takie zgrupowanie to jest ciężka praca i fizyczna, i psychiczna. Cały czas musisz wyglądać jak milion dolarów, bo Cię obserwuje wiele osób – i organizatorzy, i fani, którzy jeżdżą za dziewczynami, robią zdjęcia, komentują później i oceniają w internecie. Praktycznie codziennie byłyśmy na szpilkach ok. 18 godzin na dobę, a bywały dni, że i 20. Zdarzały się takie momenty, że nawet nasza choreografka mówiła: „Dziewczyny nie musicie być teraz na szpilkach, po co Wy to robicie?, po co męczycie swoje nogi?”. Ale i tak żadna nie chciała się odważyć na płaskie buty, bo skoro wszystkie były w szpilkach, to dlaczego któraś miałaby się wyłamać. Chociaż ja tam się czasem wyłamywałam, gdy już z moją współlokatorką Rosjanką myślałyśmy, że nie damy rady. Choćby po halloweenowej imprezie w klubie, gdzie m.in. śpiewała Olivia Culpo z Eminem. Impreza skończyła się o 4.00 nad ranem, w szpilkach spędziłyśmy tego dnia ponad 21 godzin. Nazajutrz na próbie połowa dziewczyn była w płaskich butach.

Jak wygląda organizacja takiego zgrupowania?

Byłyśmy bardzo pilnowane. Winda była zablokowana i na nasze piętro w hotelu nikt nie mógł się dostać, dodatkowo strzegł nas jeszcze ochroniarz. Dziewczyny są podzielone na grupy. W mojej grupie poza mną były jeszcze Rosjanka i Ukrainka. Miała być także Gruzinka, ale z powodu choroby nie dojechała. Każda grupa ma swoją opiekunkę, taką supervisorkę, nazywałyśmy ją „niania”, albo „mama”. Naszą była Heidi z Kalifornii, bardzo fajna, cały czas uśmiechnięta dziewczyna. Dzięki niej byłam zawsze poinformowana o wszystkim. Codziennie pisała nam na karteczkach plan dnia, wymieniała wszystkie rzeczy, które mamy zabrać ze sobą (np. szpilki, sukienka wieczorowa, biżuteria do niej i kosmetyki). Kiedy w danym dniu ja i moja współlokatorka Elmira miałyśmy np. inny grafik, każdej z nas pisała i przyklejała na drzwi osobne karteczki.

Zaskoczył mnie taki żołnierski reżim, pobudka o określonej godzinie, ściśle przewidziany czas na śniadanie itp. Wszystko rozpisane. Zazwyczaj było tak, że jak wychodziłyśmy z hotelu rano, to wracałyśmy do niego późno w nocy. W międzyczasie miałyśmy kilka różnych aktywności i np. po próbie zaledwie 2 godziny na przebranie się w suknię wieczorową na kolację ze sponsorami. Dlatego wiele rzeczy, ubrań, kosmetyków musiałyśmy wozić ze sobą. My dzięki naszej „niani” byłyśmy bardzo dobrze poinformowane, ale niektóre dziewczyny miały nieco gorzej i czasami okazywało się w ostatniej chwili, że czegoś im brakowało, np. sukni na kolację.

Większość naszych eventów, w tym pokaz strojów narodowych, odbywała się w centrach handlowych należących do głównego sponsora, który był również właścicielem Crocus City Hall. Było męczące tylko jedno, jak nam opowiadały nasze supervisorki, one podczas poprzednich edycji już dzień, albo dwa dni wcześniej wiedziały, co się będzie działo nazajutrz. Tutaj przyjeżdżałyśmy do hotelu i musiałyśmy czekać np. godzinę, nierzadko do 24.00, zanim do nich spłynęły informacje o naszym planie na następny dzień. Nianie mówiły, że to zgrupowanie, organizacja, logistyka z powodu bariery językowej i ograniczonego kontaktu, były o wiele trudniejsze, niż w latach poprzednich.

No to rzeczywiście mogłyście mieć chwilami dość. Ale miałyście siebie nawzajem. Jaka była atmosfera? Dziewczyny wspierały się, czy rywalizowały ze sobą? Jak sobie radziły przy tak intensywnych przygotowaniach?

Generalnie nie było żadnej rywalizacji, nie brałyśmy przecież udziału w jakichś rozgrywkach sportowych. Każda z nas miała swoje zadania do zrobienia i na nich się koncentrowała. Oczywiście każda chciała wypaść jak najlepiej, więc obserwowałyśmy się nawzajem. Zdarzało się, że dziewczyny wychodziły już przygotowane do jakiegoś spotkania, ubrane np. w bluzkę ze spódnicą i gdy okazywało się, że inna z nas wyszła w sukni, biegły się przebrać. Dziewczyny próbowały różnych sztuczek, aby wyglądać pięknie. Przykładowo wiele było bardzo niskich, wręcz malutkich (np. Filipinka, Amerykanka). I żeby wydać się wyższe, nie miały zwykłych szpilek, tylko jeszcze koturny dodatkowo, takie szpilki z platformą.

Ale poza tym rywalizacji nie było. Było bardzo sympatycznie. Najfajniejsze podczas całego konkursu były powroty do hotelu po całym dniu zajęć. Wracałyśmy, zmywałyśmy makijaże, zdejmowałyśmy szpilki, siadałyśmy na korytarzu, albo w hospitality room (pokój gościnny), gdzie czekały na nas owoce, słodycze, woda, soki i gadałyśmy. I wtedy dziewczyny stawały się takie normalne, ludzkie, nie miały make-upów, trzech opakowań rzęs, peruk, wtedy były najfajniejsze.

Oczywiście w tak licznym gronie jest normalne, że kogoś się lubi bardziej, kogoś mniej, dziewczyny trzymały się w grupkach, głównie ze swoimi współlokatorkami, albo innymi Miss ze swojego kręgu językowego, czy kulturowego, np. z państw sąsiednich. Było dosłownie parę dziewczyn, które faktycznie chciały za bardzo błysnąć przed kamerą, za bardzo były nastawione na zwycięstwo za wszelką cenę. Zwłaszcza jedna. Nie chcę konkretnie wskazywać, o kim mowa, ale nazywałyśmy ją „sztuczną pozerką”. Z nikim się nie zaprzyjaźniła, nawet w autobusie siedziała za każdym razem z kimś innym. Była wyjątkowo nielubiana. Ja trzymałam się z Hiszpanką, z Wenezuelką i przede wszystkim z moją współlokatorką – z Rosjanką, zawsze w autokarze siedziałyśmy razem. Dobrze poznałam się także z Włoszką, z Greczynką, która studiowała na Słowacji, z Litwinką i z Ukrainką. Jeśli chodzi o moją współlokatorkę, to nie mogłam lepiej trafić. Elmira była chyba najfajniejszym punktem tego zgrupowania. Bardzo, bardzo się polubiłyśmy nawzajem. Poznałyśmy się wcześniej w Warszawie, ale tak naprawdę zaprzyjaźniłyśmy się dopiero w Moskwie. W pokoju przebierałyśmy się w dresy i tańczyłyśmy „Biełyje Rozy”, w autokarze, gdy inne dziewczyny poprawiały makijaże i szykowały się na kolejną imprezę, my słuchałyśmy rosyjskiej muzyki i śpiewałyśmy. Miałyśmy naprawdę super kontakt i świetnie się dogadywałyśmy.

Na konkursie MU odniosłaś duży sukces. Jako pierwsza Polka w historii wywalczyłaś tytuł Miss Photogenic, którego Ci bardzo serdecznie gratulujemy. A jednak pozostał pewien niedosyt. Należałaś do ścisłego grona faworytek i przyznam, że nie pamiętam, żeby Polka kiedykolwiek, na jakimkolwiek innym konkursie piękności budziła takie emocje. Byłaś świadoma tego, że jesteś jedną z faworytek i typuje się Ciebie nawet do korony?

Tak, wielki szum był wokół mnie. Same dziewczyny mi mówiły, Hiszpanka, czy Wenezuelka, że w ich krajach, obok ich samych, uchodzę za faworytkę. To było dla mnie bardzo miłe.

Czułam, że się podobam, bo do Rosji przyjechali fani z różnych krajów, było bardzo dużo kibiców dziewczyn z Wenezueli, z Portoryko, z Filipin, ale gdy wychodziłam z hotelu, mieli oni przygotowane moje zdjęcia, żebym im podpisała, mówili, że jestem wśród ich faworytek, albo chcieli, żebym zrobiła sobie zdjęcie razem z nimi. To było dla mnie aż dziwne, byłam w szoku, ale jednocześnie było mi tak miło… To mi zrekompensowało fakt, że praktycznie przez całe zgrupowanie nie widziałam nikogo z Polski. Ówczesna Dyrektor Generalna konkursu Miss Polonia dojechała dopiero dzień przed finałem i to późnym wieczorem. Dlatego tym bardziej taka sympatia fanów z innych państw, których spotykałam gdzieś w hotelowym holu, czy podczas pokazu strojów narodowych, była niesamowita. Inne dziewczyny mają to na co dzień, Polkę spotkało to po raz pierwszy.

Ale nie tylko fanom się podobałam. Przez całą ekipę Miss Universe również byłam bardzo dobrze odbierana i mam z tym związane bardzo miłe wspomnienia. Odbyłam kilka bardzo sympatycznych rozmów z Paulą Shugart. Ci wszyscy ludzie, którzy przyjechali z Los Angeles, cała ekipa filmowa i zdjęciowa na czele z Fadilem Berishą mówili mi, że jestem jedną z ich faworytek. Bardzo się im podobałam. Podobało im się, że jestem zupełnie inna, niż reszta dziewczyn, że jestem naturalna i jestem sobą. Moje konkurentki były tylko Miss, a ja mam swoje życie i pasje. Dla nich było to zaskakujące. Cieszyli się, że zamiast ślęczeć w nieskończoność przed lustrem przed każdym nagraniem, rozmawiam z nimi, że uśmiecham się zawsze, a nie tylko do kamery. Oświetleniowcy, dźwiękowcy rozmawiali praktycznie tylko ze mną i z Amerykanką, którą znali jeszcze z wyborów Miss USA.

Podczas kręcenia naszych wizytówek, każda z nas miała do wykonania inne zadanie aktorskie. Ja miałam udawać, że uciekam przed potworem. Jako jedyna nie miałam dubla. Inne dziewczyny losowały pytanie, długo zastanawiały się nad odpowiedzią, próbowały w nieskończoność. Ja na nagranie miałam dosłownie 5-10 minut, bo musiałam od razu pojechać na następne zdjęcia. Więc weszłam, zrobiono mi sesję z polską flagą, a później nakręcono ujęcie do filmowej wizytówki bez żadnego dubla. I operatorzy, którzy byli ze szkoły aktorskiej, powiedzieli, że byłam najlepsza, najlepiej to zagrałam, z największym dystansem i przymrużeniem oka.

Tony Ward podczas próby chodzenia do jego pokazu powiedział, że jedyną dziewczyną chodzącą profesjonalnie, jak typowa modelka, jest Miss Polonia. Dlatego miałam 4 wyjścia i dlatego otwierałam i zamykałam jego pokaz. 

Odbiór mojej osoby był super i również na jurorach podczas preeliminacji zrobiłam bardzo dobre wrażenie. Jedna z jurorek, Elena Seminikina, mówiła później, już po finale do mnie i do Małgorzaty Herde, że byłam w gronie jej faworytek i że podczas preeliminacji jurorzy obstawiali, że to ja wygram lub będę w ścisłej czołówce. Urzekło ich, że podczas rozmów z nimi w pewnym momencie zaczęłam mówić po rosyjsku, że byłam mega wyluzowana, opowiadając np. o swoich siniakach. Elena nie miała pojęcia, co się stało, dlaczego nie znalazłam się w Top 16. Podczas bankietu koronacyjnego podchodziło do mnie wielu fanów, organizatorów, potencjalnych pracodawców. Wszyscy mówili, że należałam do ich faworytek, nawet szefowie konkurów piękności z innych krajów, np. organizatorka Miss Dominikany. To było bardzo miłe. Podczas tegoż bankietu doszło do jeszcze jednego fajnego zdarzenia. Podszedł do mnie tata Olivii Culpo, przywitał się, zapoznał mnie ze swoimi synami, czyli braćmi Olivii i powiedział, że zarówno on, jak i Olivia stawiali m.in. na mnie.

Nawet jak wróciłam już do Polski, to też dostawałam od dziewczyn informacje, że ich krajowi organizatorzy najbardziej żałowali właśnie mnie, mówili: „Taka super dziewczyna, a nikt jej tam nie docenił.”

Dlatego, nie chcę być nieskromna, ale ja miałam powody być pewną awansu do Top 16, nie wierzę w to, że mogłam się nie podobać. Gdyby tak było, nikt by mnie przecież nie angażował do tych wszystkich projektów, w których brałam udział. 

Co się zatem stało? Dlaczego zabrakło dla Ciebie miejsca w Top 16? Może to „sprawka” Donalda Trumpa?

Nieee…(śmiech). Donald Trump nie ma żadnego wpływu na werdykt, nie był na zgrupowaniu, on jedynie firmuje konkurs swoim nazwiskiem i twarzą. Nasz kontakt z nim ograniczył się do podania mu ręki. Kilka dni przed finałem przy obiedzie poinformowano nas, że za chwilę go poznamy. Śmiać mi się chciało, gdy wszystkie dziewczyny rzuciły się do toalety, zaczęły się poprawiać, malować, zupełnie jakby się na randkę wybierały. A całe spotkanie wyglądało tak, że kiedy wchodziłyśmy na główną scenę, pan Trump, stojący pod nią, każdej z nas uścisnął dłoń. Później pojawił się jeszcze niezapowiedziany w naszej garderobie już w dniu finału, kiedy szykowałyśmy się do gali. Wówczas zamienił jedynie kilka słów z Filipinką, złożył jej wyrazy współczucia z powodu huraganu, który nawiedził jej kraj dzień wcześniej. I tyle.

Dlaczego zabrakło mnie w Top 16? O wyborze Miss Universe nie decyduje do końca uroda. Ja uważam tak i z mojej obserwacji mogę wywnioskować, że Miss Universe to konkurs bardzo nastawiony na biznes. I kraje latynoamerykańskie zawsze będą w nim przodować. No bo skoro na miejsce zgrupowania przyjeżdża telewizja Telemundo i codziennie robi godzinną transmisję z wyborów MU, rozmawia ze wszystkimi Miss z krajów hiszpańskojęzycznych, więc jest to naturalne, że dziewczyny z tej części świata są atrakcyjne dla organizatora, bo zapewniają mu cały czas reklamę i popularność w swoich krajach. W Wenezueli, czy innych państwach Ameryki Łacińskiej panuje prawdziwy kult Miss. Staje się ona wizytówką piękna, drugą po prezydencie osobą. Ludzie wiwatują na jej widok. Popularność konkursów piękności w danym kraju, promocja swojej Miss ma bardzo duże znaczenie dla późniejszych sukcesów na międzynarodowej arenie. Taki przykład: podczas zgrupowania, chyba na tydzień przed finałem, do Moskwy przyjechał prezydent Ekwadoru ze świtą ok. 200 osób. Zorganizowano spotkanie w Ambasadzie Ekwadoru, na które zaproszono całą organizację Miss Universe. Pojawili się na nim również przedstawiciele ambasady rosyjskiej i moja współlokatorka – Miss Rosji. Podejrzewam, że to miało duże znaczenie przy wyborze Miss Ekwadoru na 2 Wicemiss Universe. Faktycznie na MU Latynoski tworzyły taką swoją „klikę”, były bardzo mocną grupą. I ostatecznie w Top 5 znalazły się aż 3 dziewczyny z Ameryki Południowej. Zwyciężyła Wenezuelka, choć tyle się mówiło, że w tym roku musi wygrać Europejka.

Bardzo duże znaczenie, tak mi się wydaje, mają relacje i układy biura krajowego z MUO. Dlatego większość organizatorów krajowych przyjeżdża już tydzień wcześniej, uskuteczniają herbatki, kawki, kręcą się w hotelu. Poza tym w różnych krajach różna jest wysokość licencji za udział w konkursie i siłą rzeczy największe szanse mają przedstawicielki tych państw, gdzie ta licencja jest najdroższa.

Jak ja mam być atrakcyjna dla organizacji Miss Universe jeżeli żadna telewizja w moim kraju, nawet regionalna, nawet internetowa, nie kupiła praw do transmisji, choć wiem, że cena była bardzo niska. Biuro Miss Universe na Polce nie zarabia, po co mają mnie dać do Top 16, skoro nikt mnie nie będzie oglądał? U nas cały czas się tylko krytykuje konkursy piękności, wciąż panuje stereotyp, że Miss to słodkie lale, które nic sobą nie reprezentują. Szczerze? Uważam, że nawet jakbyśmy wysłali jako reprezentantkę Polski Angelinę Jolie, to nie będzie ona miała najmniejszych szans, dopóki w Polsce te wybory nie interesują nikogo, poza garstką fanów.

Trochę pesymistycznie to brzmi. To może w ogóle nie warto na Miss Universe Polki wysyłać, bo nigdy, a przynajmniej przez wiele najbliższych lat nie przełamiemy złej passy?

Ależ nie, są szanse, żeby tą złą passę przełamać. Z każdym rokiem Polki są przecież coraz bardziej dostrzegane. Marcelinka pierwsza przetarła szlaki (red: awans do Top 16 w 2012 roku). Do tej pory w telewizji jedynie pokazywano finałową galę Miss Polonia i tyle. A w tym roku pierwszy raz było takie zainteresowanie konkursem Miss Universe w polskich mediach. Duża w tym zasługa byłej już Dyrektor Generalnej konkursu Miss Polonia Małgorzaty Herde i Moich Fanów. Dzięki ich zaangażowaniu i współpracy, rozpowszechnianiu moich zdjęć, szybkiemu przekazywaniu informacji, pierwszy raz polskie media zainteresowały się tym konkursem na taką skalę. W kraju obwołano mnie Miss Universe jeszcze zanim odbyła się finałowa gala. To było bardzo miłe. Przeciętny Kowalski wciąż nie ma pojęcia, kto jest Miss Polonia, czy tym bardziej, co to jest konkurs Miss Universe, ale to się powoli zaczyna zmieniać. Mam nadzieję, że może trochę ja też swoim tytułem Miss Foto Universe w tym pomogę. I im bardziej będziemy się tym tematem interesować, tym następne Polki będą miały większe szanse na międzynarodowe sukcesy.

Szkoda tylko, że zabrakło czasu antenowego na ogłoszenie laureatek tytułów komplementarnych – Miss Foto, Miss Przyjaźni, i o swoim wyróżnieniu dowiedziałam się dopiero podczas bankietu koronacyjnego. Zresztą nawet podczas koronacji nowej Miss Universe leciały napisy końcowe.

Ale przecież najwięcej, mimo wszystko, zależy od samej dziewczyny. Jakich Miss Polonia powinniśmy szukać, aby miały szanse na Miss Universe? Jakie cechy są ważne w kontekście tego konkursu?

Wydaje mi się, że bardzo ważne jest, żeby dziewczyna miała mocny charakter i dużą odporność psychiczną. To nie może być osoba słaba, cichutka, nieśmiała. Naprawdę, bo na tle tych innych dziewczyn, nie będzie miała najmniejszych szans, żeby się przebić. Mi tu w Polsce wytykano, że jestem za bardzo wygadana, pewna siebie, przebojowa. Tam na zgrupowaniu prawie każda dziewczyna była taka jak ja. Poza tym nasza reprezentantka musi się w tym świecie dobrze czuć – musi lubić się przebierać, malować, cały czas być na „tip-top”. Musimy wysyłać takie dziewczyny, które chcą tam być, jadą tam, bo mają misję do spełnienia. Tego konkursu nie można traktować wyłącznie jak przygody, jak wakacji, okazji do pozwiedzania nowych miejsc, czy poznania nowych koleżanek. To jest naprawdę przede wszystkim misja, zadanie do wykonania, które trzeba zrobić jak najlepiej. To jest ciężka praca.

Wywiad z A. Szczęsną

Aleksandra Szczęsna – II Vicemiss Polonia 2013, Top 8 Miss Earth 2013

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w styczniu 2011 r.

Witam Cię ponownie Olu! Wcześniej rozmawialiśmy z Tobą jako z 2 Wicemiss Polonia i polską delegatką na konkurs Miss Earth, dziś odpowiesz nam jako jedna z ośmiu najpiękniejszych dziewczyn na Ziemi…

Jestem bardzo zadowolona z wyniku. Zostałam wyróżniona, doceniona i jest to dla mnie bardzo miłe doświadczenie. Będę miała co opowiadać swoim wnukom 🙂

Konkurs Miss Earth odbywał się na Filipinach. Spędziłaś tam ponad 3 tygodnie. Czy poznałaś trochę ten kraj?

Tak, poznałam, dużo zwiedzałyśmy. To państwo totalnie podbiło moje serce. Krajobrazy przecudowne, niemal jak z bajki, egzotyczne zwierzęta, palmy, roślinność nadają temu miejscu wyjątkowości. Zaskoczyło mnie to, że pomimo bardzo wysokiej temperatury, która panuje tam na co dzień, każdy czuje się dobrze i jest pełen werwy do życia. Nie miałam żadnych problemów zdrowotnych i naprawdę świetnie się czułam w tym klimacie. Co było dla mnie niesamowite i co na pewno zapamiętam na zawsze, to troska i wsparcie, jakim mnie darzyło społeczeństwo filipińskie. Codziennie mnie czymś innym zadziwiali – a to dostawałam maile: „Smacznego” przed każdym posiłkiem, a to czekoladki z liścikami, od małych dzieci dostawałam ręcznie robione wachlarzyki, łańcuszki z muszelek, bransoletki oraz dużo rysunków z moimi portretami. Dorośli pisali do mnie listy, że się modlą za mnie, że dziękują mi, że jestem. Nawet od obsługi hotelu, w którym mieszkałyśmy, codziennie słyszałam „miłego dnia Miss Poland, trzymamy kciuki za Ciebie”. Uczucie takiego wsparcia jest bezcenne, tym bardziej, że mam z Filipińczykami kontakt cały czas, maile od nich nie skończyły się po zgrupowaniu. Są ze mną do dziś i czuję ich sympatię każdego dnia. Zyskałam przyjaciół do końca życia.

Wróćmy do samego konkursu. Mi konkurs Miss Earth kojarzy się z sadzeniem drzew, sprzątaniem Ziemi i tytułami Miss Czterech Żywiołów. A Ty jakie masz pierwsze skojarzenie, gdy myślisz o tym konkursie?

Pierwsze skojarzenie to ekologia, ponieważ ten konkurs skupia się głównie na tym temacie. Druga bardzo ważna rzecz, z którą kojarzą mi się te wybory to pomoc drugiej osobie. Ponadto myślę, że o konkursie Miss Earth nie wiecie, że wyklucza on wszelką rywalizację, gdyż od początku miałyśmy „wpajane” od organizatorów, że każda z nas jest inna, każda piękna, ale tytuł jest tylko jeden, a życie toczy się dalej nawet, jeśli się go nie zdobędzie i fajnie byłoby, gdybyśmy cieszyły się ze szczęścia drugiego człowieka i przeżywały okres zgrupowania w przyjemnej atmosferze.

Jak oceniasz organizację zgrupowania?

Organizacja zgrupowania według mnie na 6. Najbardziej cieszył mnie fakt, że każdy moment miałyśmy dokładnie zaplanowany i wykorzystany w 100%, przez co bardzo dużo zwiedziłyśmy i dowiedziałyśmy się o kraju gospodarzu. Organizatorzy z uśmiechem odpowiadali na wszystkie nasze pytania i nie było naprawdę żadnych problemów ani kryzysowych chwil.

Co Cię najbardziej zaskoczyło w czasie trwania konkursu i jakie jest Twoje najzabawniejsze i najgorsze wspomnienie z tego czasu?

Zaskoczyło mnie to, że rywalizacja nie była w ogóle odczuwalna, czułam się tam jak w domu. Po trzech tygodniach zgrupowania moi rodzice denerwowali się, ponieważ ja nie tęskniłam za domem, a nawet chciałam zostać na Filipinach dłużej. Nie posiadam żadnych złych wspomnień z tego konkursu. Najzabawniejszą chwilą natomiast była dla mnie sytuacja, o której teraz opowiem. Wróciłyśmy do hotelu po kolejnym bardzo wyczerpującym dniu. Było około 1 w nocy, kiedy dowiedziałyśmy się, że mamy zmianę lokatorek. Poprzenosiłyśmy walizki do pokoi, do których nas przydzieliły nasze „team managerki” i wybiła 2.00. Mnie zakwaterowano w pokoju z Miss Szwajcarii i spytano, czy jedną noc mogę z nią spać na jednoosobowym łóżku, ponieważ mają zamieszanie z pokojami, więc się zgodziłam. W międzyczasie dostałam także informację, że o 4 rano muszę być już przed hotelem, gdyż Miss Singapuru zachorowała i mam jechać zamiast niej na wycieczkę z grupą numer 2 na wyspę Bocolod, gdyż organizatorzy opłacili już bilet i ktoś musi pojechać. 15 minut po otrzymaniu tej informacji położyłam się do łóżka i nagle słyszę pukanie do drzwi. Otwieram i widzę Miss Słowacji z walizkami. Bardzo słabo mówiła po angielsku, ale po pół godzinie rozmowy dowiedziałam się od niej, że nie ma dla niej pokoju i chce tu zostać z nami. Postanowiłam zadzwonić do team managerki i spytać się, o co chodzi, ponieważ dziewczyna była bardzo zmęczona, my również, a miałyśmy we trzy tylko jedno małe łóżko. Zadzwoniłam, dowiedziałam się, że Miss Słowacji ma przydzielony pokój z Miss Austrii i ma natychmiast do niego iść. Próbowałam zatem wytłumaczyć Słowaczce, że ma pokój i zaproponowałam, że jej pomogę zanieść tam rzeczy. Odpowiedziała, że nigdzie nie idzie, bo powiedzieli jej, że nie ma dla niej pokoju. Starałam się ją przekonać, że jednak ma ten pokój i tak wybiła godzina 3.00. W końcu Miss Słowacji oświadczyła, że nie wyjdzie z naszego pokoju, ponieważ jest zmęczona, nie chce jej się nigdzie iść i będzie u nas spała na podłodze. Po czym rzeczywiście położyła się na zimnej podłodze i nie chciała wejść do nas do łóżka. Po półgodzinnym zapraszaniu jej na posłanie, siłą podniosłam ją z podłogi i położyłam do łóżka. Śmiechom nie było końca, po czym wszystkie trzy zasnęłyśmy. Oczywiście zaspałam na 4.00, wszyscy musieli na mnie czekać, ale tej historii nie zapomnę do końca życia 🙂

Z tego, co opowiadasz, wnioskuję, że była sympatyczna atmosfera między dziewczynami i dobrze się bawiłyście, mimo intensywnych przygotowań…

Atmosfera podczas konkursu była cudowna. Wszystkie się wspierałyśmy. Jeśli któraś Miss próbowała to zepsuć, to się ją po prostu eliminowało z grupy. Wszystkie dziewczyny starały się takiej osoby unikać, a jej się po kilku dniach robiło przykro i zmieniała swoje zachowanie. Przygotowania natomiast rzeczywiście były obszerne i praktycznie czasu na odpoczynek nie było, co się odbijało na zdrowiu dziewczyn, które miały słabszą kondycję fizyczną. Łapały przeważnie zaziębienia i zostawały kilka dni w pokoju nie uczestnicząc w zajęciach, albo szły do Spa na tzw: „beauty rest”.

Z którą z dziewczyn najbardziej się lubiłaś w trakcie zgrupowania Miss Earth?

Najbardziej lubiłam się z Miss Filipin. Już przed zgrupowaniem wymieniłyśmy ze sobą kilka zdań przez Facebook. Niestety nie przydzielili nas jako współlokatorki, ale i tak trzymałyśmy się razem. Pierwszego dnia podczas gali zapoznawczej stwierdziłyśmy, że jesteśmy PP GIRLS, co miało znaczyć Philippines and Poland. Bardzo szybko dziewczyny to podchwyciły i wszystkie zwracały się do nas „PP”. Kiedy jednej obok drugiej nie było, bo miała np. zajęcia w innej grupie, pytały: „PP gdzie masz swoją PP?”. Było to bardzo śmieszne i sympatyczne. Po kilku dniach już każdy o nas wiedział, nawet media i prasa zapraszając na ściankę zwracały się do nas „PP GIRLS zapraszamy”. Z tego co wiem, podobno ukazał się nawet jakiś artykuł w prasie filipińskiej pt. „PP GIRLS-BEST FRIENDS”, ale nie miałam niestety okazji go przeczytać.

Nieodłącznym elementem każdego konkursu piękności są krążące w kuluarach plotki, sensacyjki, skandale. Jak było na konkursie Miss Earth 2013? Czy krążyły w kuluarach jakieś plotki na temat imprezy, innych dziewczyn i Ciebie osobiście? Przy okazji możesz je potwierdzić lub zdementować.

Ku mojemu zaskoczeniu nie było żadnych sensacji aż do dnia poprzedzającego finałową galę, kiedy to na próbie generalnej nie pojawiła się Miss Mongolii, która stała obok mnie i była po niej luka. Okazało się, że została wydalona z konkursu, ponieważ posiadała męża i dziecko i ukrywała to. Tego wieczoru w internecie rozeszły się zdjęcia z jej synkiem i mężem. Było nam przykro z tego powodu, gdyż bardzo się z nią zżyłyśmy.

O Tobie przeczytałam, że podczas finałowego pytania w ostatniej chwili odmówiono Ci tłumacza, co wpłynęło na Twoją wypowiedź i w efekcie na końcowy wynik. Czy to prawda?

Z tłumaczem była zabawna sytuacja. Kilka dni przed galą finałową miałyśmy tzw. „pre-judging”, czyli preeliminacje, na podstawie których jury wybierało Top 16. Podczas tych preeliminacji odbyłyśmy m.in. rozmowy z jurorami i w czasie tego przesłuchania nie korzystałam z pomocy mojego tłumacza i bardzo dobrze poradziłam sobie w rozmowie po angielsku, więc jury zadecydowało, że nie jest mi on potrzebny i został wykreślony bez mojej wiedzy. Dowiedziałam się o tym dopiero w momencie, kiedy stałam na scenie w przerwie po wyczytaniu Top 8. Po zgaszeniu kamer każda kandydatka z finałowej 8 prowadziła rozmowę ze swoim tłumaczem, a ja nigdzie nie mogłam dostrzec swojego. Postanowiłam zapytać organizatorów, gdzie on jest. Zobaczyłam poruszenie wśród nich i nagle otrzymałam odpowiedź: „Aleksandra przepraszamy, ale nie mamy dla Ciebie tłumacza, gdyż podczas pre-judging bardzo dobrze sobie poradziłaś”. Nie przygotowałam się do tego psychicznie i świadomość, że większość kandydatek ma tłumacza, przysporzyła mi stresu, który zablokował moje swobodne posługiwanie się językiem angielskim. Nie mam sobie jednak tego za złe. Wiem, że podczas całego konkursu dałam z siebie wszystko.

Jak oceniasz organizację gali finałowej? Jaka atmosfera panowała w trakcie samego koncertu finałowego?

Organizację gali finałowej również oceniam na 6. Wszystko było dopracowane. Zarówno układy choreograficzne, scenografia, przemowy prezenterów. Wszystko było „perfect”. Atmosfera była taka sama jak podczas zgrupowania. Dziewczyny bardzo się wspierały. Przed wyjściem na scenę dawały sobie buziaki na szczęście, niektóre „kopniaki”, a jeszcze inne modliły się.

Koronę Miss Earth założyła Alyz Henrich z Wenezueli. Czy była ona Twoją faworytką, a jeśli nie, kto nią był? Czy w trakcie zgrupowania dało się w ogóle odczuć faworyzowanie jakichś kandydatek?

Faworyzowanie nie miało miejsca, przynajmniej ja go nie odczuwałam. Bardzo szanuję werdykt jury, choć się z nim nie zgadzam. Uważam, że Miss powinna być w pełni naturalna, a Alyz taka nie jest. Mówiąc to, mam na myśli operacje plastyczne, które przeszła. Zresztą się z tym nie kryła. Nie miałam z nią zbyt dużego kontaktu, ponieważ byłyśmy w różnych grupach i ciągle się mijałyśmy, ale zrobiła na mnie dobre wrażenie. Jest to bardzo miła i sympatyczna osoba.

Dla odmiany ustępująca Miss Earth – Czeszka Tereza wywarła na mnie bardzo złe wrażenie. Mało się uśmiechała, była bardzo zimna, a czasami nawet oschła. Wydawało mi się, że patrzyła na wszystkich z góry.

Wracając do tegorocznego werdyktu, skład zarówno Top 16, jak i Top 8 mnie zaskoczył. Moją faworytką była Miss Filipin, stawiałam również na Miss Indonezji, Miss Ghany oraz Miss Kolumbii. Jak więc widać typowałam inne dziewczyny, niż jury (poza Filipinką), ale teraz myślę, że jednak dokonali dobrego wyboru.

Wspomniałaś zarówno o obecnej Miss Earth, jak i o jej poprzedniczce. Obie panie są zupełnie różne i też Ty różnie je odebrałaś, choć niewątpliwie obie piękne. Czy zatem o wysokiej lokacie na Miss Earth decyduje wyłącznie uroda?

Sukces na konkursie Miss Earth zależy przede wszystkim od urody, która w dużej mierze decyduje o wysokiej lokacie, ale musi ona iść w parze z wrażliwością na naturę i na drugiego człowieka, jakie posiada dana kandydatka oraz z inteligencją. Jeśli dziewczyna jest wyłącznie piękna, bardzo szybko odpada.

Co przywiozłaś sobie z Filipin i z konkursu Miss Earth?

Przywiozłam dużo pamiątek. Wśród nich są szarfy (zdobyłam je aż 3), masa zdjęć, wspomnienia i przyjaźnie na całe życie.

Czy podczas konkursu otrzymałaś jakieś ciekawe propozycje? Czy ten wyjazd będzie tylko jednorazową przygodą, czy też zaowocuje jakimiś kontraktami na przyszłość?

W moim przypadku nie jest to jednorazowa przygoda. Podczas konkursu otrzymałam propozycje modelingowe, przeważnie w Azji. Mam w czym przebierać.

Wiesz, im dłużej z Tobą rozmawiam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w pełni zasługujesz na swój sukces. Bardzo dziękuję Ci za to, że znalazłaś czas na rozmowę z nami oraz za te wszystkie emocje, których nam dostarczyłaś podczas zgrupowania i finału.

Ja również chciałabym złożyć podziękowania. Przede wszystkim chciałam bardzo podziękować Mojej Mamie za to, że żyła ze mną tym konkursem i wkładała w moje przygotowania całe swoje serce; Moim Przyjaciołom Violi i Igorowi Piekut za nieprzespane noce, które poświęcili przygotowując moją garderobą i za to, że towarzyszyli mi w każdej minucie zgrupowania; Basi Szczypiór, Kubie Sroczyńskiemu, Joasi Zielińskiej oraz Danielowi i Adrianowi Sułowskiemu za wytrwałe zachęcanie do głosowania na mnie i wiarę w mój sukces, no i Wszystkim Moim Fanom. Dziękuję!

Wywiad K. Oracką

Katarzyna Oracka – finalistka Miss Polonia 2012, reprezentantka Polski na Miss International 2013

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w listopadzie 2013 roku

Udział w międzynarodowym konkursie piękności to nie tylko, jak mogłoby się wydawać, wspaniała przygoda, wiążąca się z poznaniem innego, często egzotycznego kraju, ale również, a może przede wszystkim, ciężka praca. Przygotowania do takiej imprezy trwają wiele tygodni, czy wręcz miesięcy i wymagają od ich uczestniczek wiele determinacji, czasu i wyrzeczeń. Tym większe należy się im uznanie i tym bardziej powinniśmy je docenić. Tegoroczną reprezentantką Polski na jednym z trzech najważniejszych i najbardziej prestiżowych światowych konkursów piękności – Miss International, jest Katarzyna Oracka. Warto poznać ją bliżej.

Mam 25 lat, pochodzę z Otwocka. Studiuję prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie jestem na V roku i przede mną pisanie pracy magisterskiej. Moje zainteresowania są wszechstronne, dlatego też, aby nie zanudzić Czytelników, wspomnę tylko o pasji do literatury, kina i podróży. Jestem osobą ciekawą świata i gdy tylko nadarza się okazja, chętnie wyruszam na poszukiwanie przygód. Czas spędzam aktywnie, uprawiam różne sporty w zależności od pory roku. Cierpię na permanentny brak wolnego czasu i każdą wolną chwilę staram się wykorzystać jak najlepiej – poświęcam ją z reguły Rodzinie i przyjaciołom, ale zdarzają się też takie momenty, kiedy lubię zaszyć się w zaciszu swojego pokoju i dać pochłonąć książce czy rozmyślaniom. Dużo przyjemności sprawia mi eksperymentowanie w kuchni, być może dlatego, że sama jestem wielkim łakomczuchem – tylko niech to zostanie między nami 🙂 Na co dzień jestem osobą uśmiechniętą i pogodną. Staram się dostrzegać same pozytywy we wszystkim, co robię i skupiać na tym, co najważniejsze. Nie jestem niepoprawną optymistką, lecz twardo stąpającą po ziemi realistką, ale za to o łagodnym usposobieniu. W życiu pragnę być przede wszystkim dobrym człowiekiem. Nie jestem nastawiona wyłącznie na branie, zdecydowanie więcej przyjemności sprawia mi dawanie.

Wydawałoby się, że w tak poukładanym i zaplanowanym życiu Kasi nie ma miejsca na wybory Miss. Jak to się stało, że w ogóle wzięła udział w tego typu imprezie? Co ją do tego skłoniło?

Start w konkursie Miss Polonia był spontaniczny. Znalazłam się na castingu Open w Warszawie za przyczyną koleżanki, która powątpiewała w to, że się odważę spróbować… Lubię wyzwania, dlatego też postanowiłam udowodnić, jak bardzo się myli. Poszłam na casting, udało mi się awansować dalej i mogłam zobaczyć, jak świat konkursów piękności wygląda „od kuchni”.

Tak banalnie rozpoczęła się długa droga, która zaprowadzi Kasię wprost do… Tokio, czyli miasta, w którym 17 grudnia odbędzie się finał Miss International 2013.

Po sukcesie w castingu open trafiłam do ćwierćfinału konkursu Miss Polonia, który odbył się w Białymstoku. Na ćwierćfinale byłam bardzo zestresowana i spięta, ponieważ to był mój debiut… Czułam się oszołomiona i podekscytowana, gdy moje nazwisko wyczytano jako pierwsze wśród dziewczyn, które przeszły do półfinału. Z niedowierzaniem spojrzałam na swój numer (74!!) – czy to aby na pewno o mnie chodzi??? Potem półfinał, również w Białymstoku, poprzedzony zgrupowaniem w Dworze Czarneckiego i w końcu finał… Im dalej, tym czułam się lepiej i pewniej. Awans do finału traktuję jako swój osobisty sukces i bardzo duże wyróżnienie.

Każda finalistka konkursu Miss Polonia najpierw musi wziąć udział w przedfinałowym zgrupowaniu, podczas którego będzie się przygotowywać do gali.

Bardzo miło wspominam okres zgrupowania przed finałem. Biuro Miss Polonia zapewniło nam doskonałe warunki i wszystko było dopięte na ostatni guzik. Mieszkałyśmy w Hotelu Hyatt. Byłyśmy otoczone fachową opieką: ćwiczyłyśmy na siłowni pod okiem trenera, miałyśmy okazję poznać tajniki świata modelingu od top modelki Kamili Szczawińskiej, ale najmilej wspominam zajęcia z Augustinem Egurrolą. Przesympatyczny człowiek, który każdego dnia przekazywał nam masę pozytywnej energii – niezwykle ciepły i cierpliwy. Plan dnia był bardzo napięty, nie było mowy o odpoczynku. Dwa tygodnie przeleciały mi w mgnieniu oka, choć muszę przyznać, że zdarzały się chwile, kiedy bardzo brakowało mi moich Bliskich…

Podczas zgrupowania nauczyłam się dobrze organizować czas, wykonywać odpowiedni do mojego typu urody makijaż i kompletować garderobę, a przede wszystkim punktualności, cierpliwości i wyrozumiałości oraz wytrwałości w sytuacjach mniej komfortowych. Atmosfera pomiędzy finalistkami na zgrupowaniu była dobra, choć zdarzały się „spięcia”. To zrozumiałe w sytuacji, gdy dwadzieścia zupełnie różnych dziewczyn przebywa ze sobą całą dobę, a dodatkowo byłyśmy w ciągłym biegu, mało snu, dużo zajęć. Zmęczenie dawało się wszystkim we znaki. Dzieliłam pokój z Nelly Kvist. Sympatyczna, pozytywnie nastawiona do świata dziewczyna – tak opisałabym moją współlokatorkę. Dogadywałyśmy się doskonale i jesteśmy w stałym kontakcie. Śniadania jadałam w towarzystwie Nelly, Ani Markowskiej i Patrycji Dorywalskiej – miło sobie przy tym gawędziłyśmy. Kucharze i kelnerzy bardzo o nas dbali, dogadzali nam, jak tylko mogli, a jedzenie było naprawdę pyszne 🙂 Nieoceniona okazała się Natalia Piguła, moja współlokatorka ze zgrupowania poprzedzającego półfinał, która pełniła rolę łącznika i informowała nas o wszystkim. Wieczorami spotykałyśmy się na basenie i w jacuzzi. To były bardzo przyjemne chwile! Niektóre znajomości ze zgrupowania na pewno przetrwają, z częścią dziewczyn mamy plany wspólnych wyjazdów, z wieloma jestem w stałym kontakcie, kibicujemy sobie wzajemnie i wspieramy się. Przyjaźń to zbyt mocne słowo, jak na tak krótki czas, który się znamy… ale kto wie, może po jakimś czasie niektóre z tych relacji przerodzą się w przyjaźń. Aż łezka w oku się kręci, gdy wspominam te wszystkie wspólnie spędzone chwile… O złych już nie pamiętam. Choć oczywiście, jak zawsze, w kuluarach krążyły różne plotki. Jest jednak takie powiedzenie, że plotka wylatuje wróblem, a wraca gołębiem. Moim zdaniem nie należy zajmować się plotkami. To zwykła strata czasu i energii. Plotki z reguły bywają krzywdzące. Zostawmy je osobom cierpiącym na nadmiar czasu i rządnym wszelkich sensacyjek. Mam zasadę, że wszystko co złe, usuwam z pamięci. Wierzę, że człowiek z natury jest dobry. Prawdą jest jednak, że niektórzy nie wytrzymują presji i zmieniają się diametralnie w sytuacjach ekstremalnych, ale takie sprawy należy załatwiać między sobą – jesteśmy osobami dorosłymi i odpowiedzialnymi. W trakcie zgrupowania nie miałyśmy rozmów z psychologami. Wydaje mi się, że udział w takim konkursie to doskonały egzamin dojrzałości. Sprawdza nas na wielu płaszczyznach: odporności na stres, punktualności, rzetelności, życzliwości dla siebie nawzajem oraz samozaparcia i pracowitości. Wiele osób nie zdaje tego egzaminu, niektóre stawiają wszystko na jedną kartę. Według mnie jest to błędem, dlatego że uroda jest to coś ulotnego, na czym długo nie da się bazować.

No i wreszcie nadszedł dzień, na który wszystkie dziewczyny, ale i fani czekali najbardziej – 2 lutego 2013 r., wielka gala Miss Polonia 2012. Tytuł najpiękniejszej otrzymuje Paulina Krupińska, ale i Kasia odnosi duży sukces awansując do Top 5. Jak wspomina ten dzień i wszystkie towarzyszące mu emocje?

Próby przed galą finałową trwały od samego rana, byłyśmy bardzo zmęczone, a sam koncert minął nam w mgnieniu oka. Wszystko działo się bardzo szybko. Nim się zorientowałam, dziewczyny gratulowały mi dostania się do Top 5… To było bardzo miłe i budujące przed końcowym wyjściem. Końcówka gali była dla mnie trudna z dwóch powodów. Po pierwsze szczególnie będę wspominała suknię finałową, która ze mnie spadała, bo była dużo za duża, a ja nie mogłam się w niej swobodnie poruszać do tego stopnia, że musiałam ją podtrzymywać ramionami. To było okropne i bardzo stresujące – nikomu tego nie życzę. Po drugie przyznam, że pytanie, które dostałam, odnoszące się do tego, co mnie wyróżnia na tle innych dziewczyn, było bardzo kłopotliwe. Nie wyobrażam sobie, jak mogłabym wychwalać się na tle 20 pozostałych finalistek, z którymi spędziłam tak długi okres. Byłoby to wielkim nietaktem z mojej strony, bowiem bez względu na to, jakie łączyły nas relacje, najważniejszy jest wzajemny szacunek.

Top 5 uważam za swój osobisty sukces, jestem zadowolona z tego wyniku. Mój udział w konkursie był, tak jak wspominałam, spontaniczny i podchodziłam do niego z dużym dystansem. Przyszłość wiążę ze swoim wykształceniem prawniczym, nie nastawiałam się na wygraną choć jest oczywiste, że będąc w finale, każda z nas chciała wygrać. W związku z takim a nie innym podejściem, nie czuję się w żadnym wypadku rozczarowana. Jestem wdzięczna, że publiczność i telewidzowie pozwolili mi zajść tak daleko. Po gali otrzymałam wiele ciepłych słów i dużo serdeczności. Byłam bardzo wzruszona, ponieważ nie spodziewałam się takiej reakcji od osób często zupełnie mi obcych. Koncert finałowy będzie dla mnie z całą pewnością niezapomniany.

A werdykt główny? Każda z finalistek chciała się znaleźć najpierw w Top 12, a następnie w Top 5… Niestety zasady są takie, że część przechodzi dalej, a część odpada. Wygrać mogła tylko jedna. Miss Polonia 2012 została Paulina i życzę Jej powodzenia na konkursie Miss Universe. Najkrócej ją znam ze wszystkich finalistek, więc trudno mi coś więcej powiedzieć. Myślę, że sobie poradzi – jest obyta ze sceną, ma duże doświadczenie i trzymam za Nią kciuki.

Od finałowej gali upłynęło ponad 8 miesięcy. To wystarczająco dużo czasu, aby dokonać pewnych podsumowań, zastanowić się, czy konkurs spełnił nasze oczekiwania, no i przede wszystkim, czy było warto.

Biorąc udział w wyborach nie nastawiałam się na sukces za wszelką cenę. Ważne było dla mnie, aby skorzystać i nauczyć się jak najwięcej, spędzić miło czas i poznać wiele nowych i ciekawych osób. Podjętej decyzji nie żałuję, a swój start w tym przedsięwzięciu bardzo miło wspominam i tym bardziej teraz się cieszę, że dostałam od Biura Miss Polonia szansę reprezentowania Polski na arenie międzynarodowej, za co z tego miejsca bardzo serdecznie dziękuję.

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że udział w Miss Polonia to była nie tylko niezapomniana przygoda, ale również ciężka praca… Była to niepowtarzalna okazja, by walczyć ze swoimi słabościami, przeżyć coś niesamowitego. Cieszy mnie fakt, że mogłam zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie. Czuję się bogatsza o nowe doświadczenia i wiem, że będę miała co w przyszłości wspominać. Kto wie, może napiszę nawet książkę. Etapy poprzedzające oraz sam finał powodują, że startujące dziewczyny oswajają się z występami przed publicznością oraz zyskują pewność siebie. Sama czuję to w tej chwili bardzo wyraźnie… Nie krępują mnie już wystąpienia publiczne i myślę, że dzięki konkursowi Miss Polonia przestałam być nieśmiałą dziewczyną. Wiem, po co jadę na Miss International i będę walczyć – jak na zodiakalnego, upartego Byka przystało 🙂

Biorąc udział w takim konkursie należy liczyć się z ciągłym poddawaniem krytyce. Jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził…

Moi Rodzice nie szczędzili mi nigdy słów prawdy, więc raczej jestem odporna. Starali się być zawsze szczerzy i obiektywni – za to ich bardzo kocham. Z krytyką można się zgadzać lub nie, przecież ile osób, tyle opinii. Zamiast przejmować się i zadręczać, lepiej robić swoje. Z konstruktywnej krytyki można wyciągnąć wnioski i próbować coś poprawić. Natomiast na złośliwą nie należy reagować – ja nauczyłam się śmiać z samej siebie. Pomaga – polecam wszystkim!

Warto brać udział w wyborach Miss – jeżeli podchodzi się do tego z dystansem. Piękno jest tak względne, że nie należy się skupiać na powierzchowności. Warto – bo można się wiele nauczyć, wiele przeżyć. Ja nie żałuję, a teraz cieszę się podwójnie, bo wiem, że czeka mnie niezapomniana przygoda w Japonii. Będę miała co wspominać. Przygotowania, zgrupowanie, poznawanie nowych ludzi – to naprawdę bardzo miłe i ciekawe przeżycie. Jestem przepełniona pozytywną energią i nie mogę się doczekać, kiedy będę już w Tokio. Chciałabym pozostawić po sobie jak najlepsze wrażenie. Wielką sztuką jest skraść ludzkie serca i zdobyć sympatię – to jest mój cel.

Nie jestem w 100% zadowolona ze swojego występu na finale Miss Polonia. Wyciągnęłam wnioski, wiem co bym zmieniła, ale zamiast o tym mówić, postaram się to doświadczenie wykorzystać podczas finału Miss International. Ostatnio miałam okazję rozmawiać z wieloma wspaniałymi Osobami, które mi kibicują i udzielają wielu cennych wskazówek. Nie będę każdej z nich z osobna wymieniać, napiszę po prostu – DZIĘKUJĘ!

No właśnie. Dla Kasi przygoda z Miss jeszcze się nie skończyła. Przed nią wielka próba – udział w jednej z najważniejszych tego typu imprez – wyborach Miss International. Już kilkakrotnie wspominała o tym konkursie. A może zdradzi coś więcej? W jaki sposób przygotowała się do startu i jaki stawiała sobie cel przed wylotem?

Możliwość wzięcia udziału w konkursie Miss International uważam za wielkie wyróżnienie. Jestem wdzięczna BMP za szansę, jaką dostałam. Moi Najbliżsi, Znajomi i Nieznajomi – po prostu życzliwi Ludzie, bardzo mi kibicują i w wielu kwestiach pomagają. Miałam wiele spraw do załatwienia, ćwiczyłam i kompletowałam garderobę. Najważniejsze dla mnie jest wypaść jak najlepiej i godnie reprezentować Polskę. Mam do czynienia z naprawdę zgranym teamem, który mnie wspiera – w ciągu krótkiego czasu udało się nam wiele spraw pozamykać, dzięki temu będę mogła spokojnie rozpocząć ostatni rok studiów. Dziękuję za wsparcie merytoryczne pasjonatom wyborów Miss, Ani Tarnowskiej, Justynie Rajczyk, Kasi Grynfelder, Monice Brochackiej-Goździalskiej – za cenne rady i wskazówki.

A co Kasia uważa za swoją największą zaletę i atut, którym chce oczarować międzynarodowe jury?

Moim atutem może okazać się pogodne usposobienie, poczucie humoru i pozytywne nastawienie do świata, a także otwartość i życzliwość wobec innych osób. Nie mam większych obaw, na tę chwilę mam optymistyczny i bojowy nastrój. O wadach nie należy mówić – lepiej je dobrze zamaskować przed innymi 🙂 Znam swoją wartość, pokonałam jedną z największych swoich wad – nieśmiałość i myślę, że moje podejście do sprawy może okazać się kluczowe. Zamiast dużo mówić, wolę działać, więc sami zobaczycie 😉

Teraz w wirze przygotowań Kasia na pewno uważnie prześledziła poczynania swoich wielkich poprzedniczek – choćby Małgorzaty Rożnieckiej, Anety Kręglickiej, czy wspomnianej tu Anny Tarnowskiej. Czy już wie, jaka jest jej ulubiona Miss Polonia? Jakie cechy powinna, jej zdaniem, posiadać idealna królowa piękności?

Wiele spośród Miss Polonia darzę sympatią. Trudno jest mi wymienić jedną jedyną… łatwiej mi będzie powiedzieć, jaka powinna być idealna Miss. Wg mnie poza urodą, powinna być inteligentna i wrażliwa, subtelna, delikatna. Powinna wyróżniać się kulturą osobistą i kulturą słowa, trafiać do ludzkich serc i umieć zachować się w każdej sytuacji. Jednym słowem – dama z klasą i dobrymi manierami. Musimy mieć świadomość, że Miss będzie wzorem dla wielu nastolatek.

No cóż, nic dodać, nic ująć. Chyba nikt już nie ma wątpliwości, że Kasia jest taką właśnie Miss. Czy odniesie sukces na konkursie Miss International w grudniu? Uważnie obserwujemy jej zgrupowanie i mocno trzymamy kciuki. Kasiu, powodzenia!

Dziękuję! Chciałabym w tym miejscu podziękować wszystkim, którzy mi kibicowali i kibicują, w szczególności Rodzicom, Przyjaciołom, a także ludziom zupełnie obcym, którzy wielokrotnie okazywali mi życzliwość i poparcie. Także osobom, które mnie wielokrotnie krytykowały, ponieważ ich słowa były mobilizujące. Pragnę podziękować BMP za wiarę we mnie i szansę jaką dostałam. Wiem, że nic się nie dzieje bez przyczyny…

Wszystkich czytelników Globmiss serdecznie pozdrawiam, dziękuję za poświęcony czas i zachęcam do śledzenia mojego fanpage’a na Facebooku oraz kibicowania na finale Miss International 2013, pisania wszelkich uwag i rad. Jeszcze raz bardzo dziękuję!

Wywiad z P. Krupińską

Paulina Krupińska – Miss Polonia 2012

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss we wrześniu 2013 r.

Paulina Krupińska jest jedną z najpopularniejszych Miss Polonia ostatnich lat. I jedną z najbardziej kontrowersyjnych. Budzi skrajne emocje. Niektórzy się nią zachwycają, inni wprost przeciwnie. W internecie na różnego rodzaju forach wokół jej osoby toczą się burzliwe dyskusje. Postanowiliśmy sprawdzić, jaka jest naprawdę Paulina. Poprosiliśmy ją o rozmowę. Może podczas tej rozmowy uda się obalić kilka mitów? Zdementować plotki?

Czy ja budzę kontrowersje? Nie wiem, nie czytam komentarzy na swój temat w internecie. Przyznam szczerze, że raz weszłam na forum o Miss, zaraz po finale Miss Polonia, ale jak przeczytałam, co o mnie napisano, to się zraziłam. Od tamtej pory nie śledzę opinii na forach. Po co mam się zagłębiać w to, jak źle o mnie piszą, jak mnie obrażają. Wolę ten czas przeznaczyć na spotkanie z przyjaciółmi. Czasem któryś ze znajomych da mi znać, że pojawił się jakiś artykuł o mnie, no to zajrzę, obejrzę zdjęcia. I tylko tyle. Nigdy się wszystkim nie dogodzi. Znam swoją wartość i nie jestem dziewczyną, która zrobi coś wbrew sobie tylko po to, żeby komuś się przypodobać, bo „jak jestem Miss, to mają mnie wszyscy kochać”. Wiem, co jest ważne w życiu i na pewno nie są to komentarze hejterów siedzących za ekranem komputera, którzy zawsze piszą źle o wszystkich. Najczęściej są to ludzie, którzy sami są niezadowoleni z własnego życia. Ci, którzy są spełnieni i szczęśliwi, którzy mieli okazję spotkać się ze mną osobiście, odbierają mnie bardzo pozytywnie.

Właściwie co roku po koronacji nowej Miss Polonia, pojawiają się kontrowersje, spekulacje i plotki. Prawie zawsze, zdaniem „obserwatorów”, werdykt jest ustawiony, nazwisko Miss znane na długo przed galą, a tytuł zdobyty różnymi sposobami, ale na pewno nie w drodze uczciwej rywalizacji. Takie komentarze nie ominęły również Pauliny. Kwestionowano nie tylko jej zwycięstwo, ale nawet drogę, jaką zakwalifikowała się do finału Miss Polonia.

Znam dwie moje poprzedniczki – Rozalię Mancewicz i Marcelinę Zawadzką. Z Rozalią przyjaźnię się już 10 lat, więc kiedy zdobyła tytuł Miss Polonia, mogłam przez ten rok być blisko niej, obserwować jej poczynania i cieszyć się jej sukcesem. Rozalka zaczęła mnie namawiać na start w tym konkursie, ale ja na początku patrzyłam na to sceptycznie i odmawiałam. Widziałam jednak, co robi i jak wygląda jej życie w ”koronie” i to sprawiło, że przekonałam się, że bycie Miss Polonia, to prestiż. Całkiem odmienny świat niż ten, którego doświadczyłam, biorąc udział w innych konkursach piękności wiele lat temu. Jako nastolatka startowałam z sukcesami w wyborach Miss Polski Nastolatek i w Foto Models Poland. Myślałam, że na tym poprzestanę. Jednak na przykładzie Rozalii zobaczyłam, że Miss Polonia jest największym i najbardziej prestiżowym konkursem w Polsce, również dzięki jego dyrektor generalnej – Małgorzacie Herde, która od lat funkcjonuje w show-biznesie, co wpłynęło bardzo pozytywnie na konkurs i jego laureatki.

Koronę z rąk Rozalii przejęła kolejna moja koleżanka – Marcelina Zawadzka, którą poznałam w Warszawie, gdzie obie pracujemy w modelingu. Od tej pory często spotykałyśmy się we trójkę na kawie i już obie dziewczyny zaczęły mnie namawiać do startu. Później wręcz groziły, że jeśli sama się nie zgłoszę, zrobią to za mnie 🙂 .

Zaczęłam się nad tym zastanawiać, spędziłam długie godziny na rozmowach z Rodzicami. Z jednej strony bardzo długo pracuję w modelingu, jestem na innym etapie w życiu i wybory Miss Polonia nie są mi do niczego potrzebne. Z drugiej jednak strony przecież nie mam nic do stracenia – myślałam.

W 2012 roku ogłoszono, że jedna z dziewczyn dostanie się do finału dzięki tzw. „dzikiej karcie” otrzymanej w specjalnym plebiscycie dwutygodników Party i Flesz. Nie było to żadną tajemnicą, inne finalistki wybrane w eliminacjach regionalnych też o tym wiedziały. Żeby zgłosić się do konkursu Miss Party, wystarczyło wysłać SMS-a. Podjęłam decyzję, wysłałam go i… tak naprawdę o tym zapomniałam. Cała procedura wyboru Miss Party przedłużała się o kilka miesięcy. W grudniu byłam akurat w Krakowie, kiedy zadzwoniono do mnie z wydawnictwa Edipresse, że dostałam się do wytypowanej grupy dziewczyn i że zapraszają mnie do wydawnictwa na casting. Poszłam, było tam ok. 10 dziewczyn, każda po kolei musiała się dwukrotnie zaprezentować przed jury: w sukience koktajlowej i w kostiumie kąpielowym i powiedzieć kilka słów o sobie. Obrady jury trwały ok. pół godziny, może nawet do 40 minut. Najpierw wyróżniono dwie dziewczyny, które spodobały się jurorom, a potem ogłoszono, że to ja wystąpię w finale Miss Polonia. Od 18 stycznia, rozpoczęłam przedfinałowe zgrupowanie

Paulina za jedną ze swoich najważniejszych zalet uważa to, że jest szczera. I nam też szczerze opowiedziała o kulisach zgrupowania i o relacjach z innymi finalistkami.

Jak dla mnie zgrupowanie trwało za długo. Tak naprawdę myślę, że tydzień w zupełności by wystarczył. Oczywiście Biuro Miss Polonia bardzo o nas dbało. Mieszkałyśmy w pięciogwiazdkowym hotelu z przepysznym jedzeniem i mogłyśmy korzystać z wszelkich dostępnych w nim atrakcji np. basenu, czy siłowni, miałyśmy opiekunkę, która organizowała nam czas proponując wycieczki, czy zakupy. Wszystko zostało zorganizowane bardzo sprawnie. No i miałyśmy z innymi dziewczynami nawzajem swoje towarzystwo. Taką nieformalną przewodniczącą naszej grupy była Natalka Piguła. Dzwoniła po pokojach, organizowała nasze spotkania i pilnowała kalendarza całej grupy. Jednak mimo to, tak długi pobyt na zgrupowaniu był dla mnie dosyć uciążliwy, głównie ze względu na moją wzmożoną potrzebę ruchu. Brakowało mi aktywności fizycznej. Ponadto zgrupowanie odbywało się w Warszawie, czyli mieście, w którym mieszkam. Wiadomo, takie zgrupowania wiążą się z tym, że nie można we własnym zakresie opuszczać hotelu, więc nie mogłam po zakończeniu zajęć wyjść sobie i pójść do domu, choć miałam do niego niedaleko.

Z całego zgrupowania najlepiej wspominam zajęcia z Agustinem Egurrolą. Ja się bardzo dobrze czuję na scenie, więc te zajęcia były dla mnie naprawdę wielką przyjemnością. Agustin bardzo starał się zrobić z nas fajne, przebojowe, naturalne i nowoczesne dziewczyny. Myślę, że to się udało. Choć prawdziwym wyzwaniem było dla nas, kiedy próby przeniosły się z sali tanecznej pełnej wielkich luster, w których każda z nas mogła kontrolować swoje ruchy i pracę ciała, do studia. Okazało się, że jak się przenosi wyćwiczone układy na realną scenę, to zupełnie inaczej to wygląda. Nagle wchodzi się do studia i nie widzi się nic. Nie ma luster, naokoło są ściany, a przed Tobą tylko kamery. Trzeba odtworzyć cały układ i jeszcze patrzeć prosto do kamery, to jest najważniejsze i zarazem najtrudniejsze. Starałam się podejść do tego z uśmiechem. Myślę, że dałyśmy radę. Nawet, jeśli na gali zdarzyły się małe potknięcia, to wiedziałyśmy o nich tylko my. Sądzę, że ani publiczność, ani telewidzowie niczego nie zauważyli. 🙂

A atmosfera rywalizacji? Wiadomo, że grupa 20 ludzi, a tym bardziej młodych kobiet ;), jest ciężka do ogarnięcia. I nigdy nie jest tak idealnie, żeby wszyscy się lubili i kochali. Zawsze kogoś się lubi mniej, kogoś bardziej… Ja na szczęście znalazłam wśród dziewczyn pokrewne dusze, które nadawały na tych samych falach i z nimi się trzymałam. Była to m. in. moja współlokatorka Kamila Moraczewska, a także Ola Szczęsna. Z Kamilą do tej pory mam kontakt, niedawno odwiedziła mnie w Warszawie.

Zgrupowanie, ze wszystkimi swoimi blaskami i cieniami, dobiegło końca. Jego zwieńczeniem była transmitowana na żywo przez TVP finałowa gala.

Na gali finałowej bawiłam się fantastycznie. Na próbach trenerzy i organizatorzy z BMP mówili nam, że mamy dać z siebie wszystko. No i dałam 🙂 . Wiadomo, że pojawił się jakiś stres, ale na mnie zawsze taka adrenalina bardzo pozytywnie działała. Nie miałam tremy. Już jako mała dziewczynka występowałam w domu przed rodzicami, czy na różnych konkursach recytatorskich. Od dziecka powoli nabywałam umiejętności odnajdywania się na scenie i to chyba zaprocentowało. Teraz mam wrażenie, że scena to jest moje środowisko naturalne, więc czułam się na niej bardzo dobrze. Wprawdzie mój Tata powiedział mi: „Paula, Ty byłaś za bardzo wyluzowana. Podrygiwałaś, śpiewałaś pod nosem”, a ja po prostu już nie mogłam się doczekać, kiedy znowu wyjdę na wybieg :). Gala przebiegła mi bardzo szybko. Wydawało mi się, że ledwie weszłam na scenę, a już założono mi koronę! :). Najdłużej trwało potem pozowanie do zdjęć i udzielanie wywiadów.

Paulinę obwołano Miss Polonia 2012. No i się zaczęło. Jej przeciwnicy pomstowali, że wybory były ustawione, Paulina faworyzowana, werdykt łatwy do przewidzenia…

Rozumiem, że inne dziewczyny mogły czuć, że ja jestem faworyzowana, mogło się im tak wydawać. One czekały na finał pół roku, ja dostałam się do niego w ostatniej chwili, gdyż bardzo późno ogłoszono werdykt Party i Flesza. Znałam Rozalkę, znałam Marcelinę, dziewczyny o tym wiedziały. Małgorzata Herde też nie robiła tajemnicy z tego, że mnie zna. Obie od 10 lat pracujemy w tej samej branży, więc nie ma w tym nic dziwnego. Poznałyśmy się zresztą dzięki Rozalii, w czasie, gdy była ona Miss Polonia. Ale była to znajomość czysto zawodowa, a nie prywatna. Mimo to i tak niektórym dziewczynom przeszkadzało, że jesteśmy na „Ty”, podczas gdy one zwracają się do Małgosi per „Pani”. Były plotki, szeptanie. Swoim zachowaniem nigdy nie dałam nikomu odczuć, że czuję się faworytką bo się nią nie czułam. Chodziłam na te same treningi, tak samo ciężko ćwiczyłam, tak samo pozowałam do zdjęć. Co mnie naprawdę odróżniało od innych finalistek? Miałam skończone 25 lat, razem z Kamilą byłyśmy w tej grupie dziewczyn najstarsze i nie da się ukryć, że czułyśmy się trochę bardziej dojrzałe. To wrażenie potęgowało jeszcze nasze doświadczenie w modelingu. To też obracano przeciwko nam, ale przecież każdy ma prawo zgłosić się do konkursu Miss Polonia, doświadczone modelki też 🙂 . A nie tylko ja pracowałam jako modelka, Kamila, czy Ola Szczęsna także…

Wyróżniała mnie też naturalność. Wiadomo, na takim konkursie każda dziewczyna chce wypaść jak najlepiej. Ale ja miałam naprawdę niesamowity dystans do tego. Niektóre finalistki zawsze były „jak spod igły”. Stroiły się, malowały nie tylko na każde spotkanie z organizatorami, czy trenerami, ale nawet na śniadanie. Ja uważałam, że na śniadanie nie ma sensu się malować, tym bardziej, że za godzinę mamy mieć trening i fizyczne ćwiczenia. Więc starałam się, w przeciwieństwie do wielu z nich, być jak najbardziej naturalna. Choć oczywiście wtedy, kiedy trzeba było, naprawdę dawałam z siebie wszystko.

A co do tego, że werdykt był ustawiony, opłacony, kontrowersyjny, cóż… Na Miss Polonia 2012 nie wybrało mnie żadne „branżowe” jury, a telewidzowie. Ich głosy decydowały. Zagłosowało na mnie większość spośród prawie 4 000 000 Polaków, którzy oglądali finałową galę. Nie wiem, czy dałoby się opłacić tylu ludzi :). Wiadomo, że nie jest ładne to, co jest ładne, tylko to, co się komu podoba. Gusty są różne. Zawsze ktoś jest niezadowolony, jeden lubi brunetki, inny woli blondynki, czy rude. Nie da się wszystkim dogodzić. Tym razem wygrałam ja, dostałam najwięcej głosów. Może wzbudziło to kontrowersje wśród innych finalistek, bo znałam i Rozalkę, i Marcelinę? Mówiono, że dlatego wygrałam. Ale ja nigdy nie ukrywałam tych znajomości i szczerze mówiąc nie miały one żadnego wpływu na głosowanie widzów.

Choć udział Pauliny w konkursie był bardzo spontaniczny, do swoich obowiązków Miss Polonia podchodzi ona bardzo poważnie. U progu swojego panowania postawiła sobie cele, które konsekwentnie realizuje.

Każda dziewczyna ma do tytułu indywidualne podejście. Co innego lubi, co innego jej przeszkadza, inne stawia sobie cele. Ja jestem absolwentką Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, z wykształcenia jestem animatorem społeczno-kulturowym. I z racji mojego wykształcenia i zawodu, jedną z moich największych pasji jest praca i kontakt z dziećmi. Biorę udział w licznych akcjach na rzecz dzieci, także na własną rękę. Z wielu nie mam zdjęć, nie są one nagłaśniane. Od wielu lat działam jako wolontariusz, nigdy nie byłam obojętna na los dzieci. To jest dla mnie największa nagroda, że mogę pomóc najmłodszym, że one się cieszą, kiedy widzą Miss Polonia. Uśmiech na buziach dzieci sprawia mi największą radość.

Zależy mi na tym, żeby nie być Miss Polonia, która tylko pokazuje się na scenie, pozuje na ściankach i po prostu jest znana z bywania na bankietach. Nie jestem osobą, która lubi chodzić na tzw. „eventy branżowe”. Ja się w tym sztucznym światku nie odnajduję, źle się w nim czuję i pewnie dlatego, jestem najmniej „bywającą” Miss od kilku lat. Chętnie oczywiście pójdę natomiast na imprezę związaną z modą np. na pokaz znajomych projektantów lub inną, która mnie interesuje, Na szczęście mam wpływ na to, gdzie się pojawię i z kim się spotkam. Z Małgorzatą Herde dosyć ostrożnie i z rozwagą dobieramy eventy, w których mam uczestniczyć.

Bardzo natomiast lubię spotkania z „prawdziwymi” ludźmi, z takimi, którzy nie oszukują, są wrażliwi, szczerzy, uśmiechnięci. Widzę, jak się cieszą na mój widok, jak mnie przyjmują na różnych spotkaniach, wiele osób mnie kojarzy. Naprawdę nie spotkałam się z żadnymi negatywnymi reakcjami. Miło słyszeć: „ale Pani jest sympatyczna, miła”, „na żywo wygląda Pani jeszcze piękniej”. To jest dla mnie najważniejsze. Człowiek wtedy najbardziej rośnie, najbardziej jest dowartościowany dzięki tym bezinteresownym ludziom, którzy komplementują, choć wcale nie muszą, nie mają w tym żadnego celu.

Dlaczego ludzie mnie lubią? Bo jestem szczera. Czasem może i powiem za dużo, ale ja wolę być sobą i żyć w zgodzie ze sobą, niż udawać kogoś, kim nie jestem. To jest dla mnie bardzo ważne, żeby nikt mi nigdy nie zarzucił, a szczególnie najbliżsi, że po zdobyciu korony się zmieniłam. Ja chcę zostać sobą. Dla mnie Rodzina i przyjaciele są na pierwszym miejscu piramidki moich wartości. Nie lubię być sama. Wolny czas spędzam z Rodziną i przyjaciółmi. Zawsze mam dla nich czas.

Jestem najstarszą w historii Miss Polonia. Wiek daje mi większą dojrzałość życiową. Chciałabym, żeby z tego roku mojego panowania coś wyniknęło, żeby wykorzystać swoją popularność do fajnych celów. Dla mnie to też jest bardzo ważne, jeżeli można coś zrobić bezinteresownie. I w nagrodę jedynie zobaczyć na buziach innych ludzi i dzieci uśmiech.

Zdaję sobie sprawę, że jako Miss Polonia powinnam być wzorem dla wielu młodych dziewczyn. Chcę zaszczepić w nich zamiłowanie do zdrowego, sportowego trybu życia. I chcę pokazać, po co są wybory Miss, co udział w takim konkursie daje. Teraz jest przecież tak wiele konkursów dla modelek, różnych telewizyjnych Talent Show. Chcę udowodnić, że Miss Polonia to nie jest tylko ładna lalka, przebrana w modne ciuchy. Przykłady moich poprzedniczek, Marceliny, Rozalki, czy przede wszystkim Anety Kręglickiej pokazują, że tytuł Miss Polonia otwiera wiele drzwi, daje rozmaite możliwości i można go w mądry sposób wykorzystać.

Postawiłam sobie za cel, żeby zmienić wizerunek Miss. Do Miss od zawsze jest przyczepiona łatka, że to jest tylko piękna lalka, która nie ma nic do powiedzenia, a tylko ładnie wygląda. Ja jestem totalnym przeciwieństwem takiego stereotypu na temat Miss. Jestem zwyczajną dziewczyną, która na co dzień chodzi w trampkach, dżinsach i bluzie i której nikt, absolutnie nikt, poza wąskim gronem fanów konkursu Miss Polonia, nie rozpoznaje na ulicy. Nie zauważyłam, żeby odkąd zostałam Miss Polonia, zwiększyła się ilość moich wielbicieli. Ale nie jest też tak, ze mężczyźni zaczęli się mnie bać. Jak poznaję nowych kolegów, to zawsze mówią: „Jeju w ogóle nie widać, że to Miss Polonia, taka fajna :).

Bo ja, zamiast jak typowa Miss leżeć i pachnieć, jeżdżę w góry. 🙂 Największą moją pasją jest rower, a w szczególności freeride, czyli zjazd na rowerze po górach. Takie połączenie adrenaliny i natury daje mi niesamowitego powera do życia. Poza tym uwielbiam wszystkie aktywności fizyczne – pływanie, czy bieganie. Miałam również możliwość latania przez 3 dni na paralotni. To było coś niesamowitego i chciałabym do tego wrócić i zrobić kurs paralotniowy. Jeśli pogoda nie pokrzyżuje mi planów, to już na wiosnę przyszłego roku. A moje marzenie? Nie marzę o klejnotach, czy największych wybiegach świata, a o zjeździe na rowerze z wulkanu na wyspie Maui na Hawajach.

Moje oryginalne jak na Miss zainteresowania zostały zauważone i już od września mam swój kącik w Pytaniu na Śniadanie w TVP2 „ Miss Sport”. Jest on poświęcony aktywności fizycznej, różnym dyscyplinom sportu, w tym także sportom ekstremalnym. Jak byłam ostatnio na ramówce TVP to goście zauważyli ze zdziwieniem: ”Paulina, Ty to masz siniaki!”. A pewnie, że mam. Mam siniaki, dziurę w nodze, blizny na kolanach. Chłopaki z Afromental, kiedy podczas tej ramówki pokazywałam im swoje siniaki skomentowali tylko: „Równa babka, jak nie Miss”. 🙂 

Na pewno moim głównym celem jest jak najlepszy start w konkursie Miss Universe, na którym jestem reprezentantką Polski. 

No właśnie. Najważniejszy sprawdzian dopiero przed Pauliną. W listopadzie, w Moskwie, odbędzie się finał jednego z najważniejszych i najbardziej prestiżowych konkursów piękności na świecie – Miss Universe.

Bardzo się cieszę, że konkurs Miss Universe odbędzie się w Rosji! Zawsze marzyłam, żeby tam pojechać. Nie będę miała problemów z porozumiewaniem się. Znam trochę rosyjski. Uczyłam się tego języka przez 7 lat. Ostatnio przetarłam już sobie szlaki :). Wzięłam udział w imprezie, która odbyła się w auli Politechniki Warszawskiej. Poznałam na niej gospodynię Miss Universe 2013 – Miss Rosji Elmirę. Rozmawiałyśmy po rosyjsku! Zostałam również przedstawiona jednemu z głównych organizatorów tegorocznej gali MU. Wszyscy bardzo dobrze mnie odebrali, więc pierwsze koty za płoty ;).

Rozpoczęłam już przygotowania do Miss Universe. Przede wszystkim dbam o formę i pracuję nad sylwetką. Rower, czy bieganie to dla mnie codzienność, zawsze żyłam aktywnie, ale teraz dodatkowo ćwiczę z osobistym trenerem Sebastianem Koprzywą. On dobiera odpowiednie ćwiczenia do poszczególnych partii mojego ciała, by je wyrzeźbić tak, żeby prezentowało się jak najlepiej. Poza tym z Biurem Miss Polonia kompletujemy garderobę. Wiadomo, że na takim konkursie, tym bardziej, że będzie on organizowany w Rosji, wszystko ma błyszczeć, świecić, być bardzo efektowne. Zarówno strój narodowy, jak i suknia wieczorowa będzie projektu duetu Paprocki & Brzozowski. Oczywiście dobieramy także równie atrakcyjne dodatki i biżuterię. Zarówno Rozalka, jak i Marcelina opowiadały, że Miss Universe to jest ciężka szkoła przetrwania, to są 3, 4 godziny snu na dobę i życie w ciągłym biegu. Konsultuję się więc też z koleżankami – makijażystkami, które doradzają mi, jak pomalować się szybko, a jednocześnie tak, żeby wyglądać cały czas dobrze.

Paulina jest bardzo pozytywnie nastawiona. Mówi, że zdobycie korony Miss Universe może nie być taką prostą sprawą, ale będzie walczyć. Ma nadzieję, że oczaruje jury. A w jaki sposób chce tego dokonać?

Na pewno dzięki mojej sceniczności i przebojowości. Zwłaszcza ta ostatnia, często negatywnie odbierana w Polsce, tam może się okazać moim największym atutem. Nie dam się stłamsić, będę widoczna :). Będę się też wyróżniać naturalnością :). Chciałabym, żebyśmy miały okazję zaprezentować się jury bez makijażu. Nie boję się tego. Miałabym przewagę nad wszystkimi „zrobionymi” dziewczynami z Ameryki Południowej.

Ostatnio dowiedziałam się od kolegi, że pojawiam się w różnych rankingach tworzonych przez fanów na całym świecie jako jedna z faworytek. Przyznam, że jestem bardzo miło zaskoczona i ta sytuacja mnie troszkę onieśmiela. Polska dotychczas nie była potęgą w tym konkursie piękności, więc tym bardziej się cieszę, że jestem doceniana. 

Korzystając z okazji, chciałam podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do moich dotychczasowych sukcesów: Rodzicom za to, że zawsze mnie wspierają, dodają mi otuchy i zachęcają do działania; Małgorzacie Herde, która bardzo umiejętnie kieruje moją karierą. Moim Przyjaciołom, a zwłaszcza Rozalii i Marcelinie, bo to głównie dzięki ich namowom, dziś jestem tu, gdzie jestem. Oczywiście szczególnie dziękuję również wszystkim moim fanom, którzy trzymają za mnie kciuki. Chciałam Was poprosić, żebyście śledzili konkurs i mocno trzymali kciuki! Liczę na Was bardzo w głosowaniu internetowym.

Chyba nikt nie ma już wątpliwości, że Paulina jako Miss łamie wszelkie stereotypy. Mamy nadzieję, że przekonała do siebie dotychczasowych przeciwników, po raz kolejny zachwyciła zwolenników i wszyscy będą bardzo mocno trzymali za nią kciuki, a Globmiss będzie miał okazję po raz kolejny porozmawiać z naszą reprezentantką po jej powrocie z Moskwy.