Aleksandra Szczęsna na konkursie Miss Earth 2013
Żaneta Płudowska na konkursie Miss International 2014
Historia konkursów piękności w Polsce, wywiady z Miss
Aleksandra Szczęsna na konkursie Miss Earth 2013
Żaneta Płudowska na konkursie Miss International 2014
Natalia Piguła – finalistka Miss Polonia 2013, I Vicemiss Polski 2019, Top 9 na konkursie Miss Intercontinental 2013, II Vicequeen of Coffee International 2020
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Miss Passion
Podobnie jak w ubiegłych latach, chcę Wam przedstawić piękne dziewczyny, które reprezentowały Polskę na międzynarodowych konkursach piękności w sezonie 2019/20.
Jest mi ogromnie miło, że zgodziły się opowiedzieć o swoich doświadczeniach i podzielić się wrażeniami.
Moją pierwszą rozmówczynią jest Natalia Piguła.
Ma 25 lat. Mieszka w Łodzi i jest Inżynierem Budownictwa. Studia ukończyła na wydziale Budownictwa, Architektury i Inżynierii Środowiska Politechniki Łódzkiej.
Obecnie prowadzi własną firmę związaną z transportem.
Założenie własnej działalności pozwoliło jej na swobodniejsze zarządzanie czasem, co z kolei przełożyło się na możliwość udziału w konkursie Miss Ziemi Łódzkiej, który otworzył jej drogę do konkursu Miss Polski oraz reprezentowania Polski na arenie międzynarodowej.
W przyszłości chciałaby założyć kochającą się rodzinę, taką w jakiej została wychowana. Aktualnie rozpoczęła budowę własnego domu. Daje jej to poczucie spełnienia i ogromną radość. Oczywiście marzy także o rozwoju zawodowym. Chciałaby móc powrócić do zawodu, bo jest budowlańcem nie tylko z wykształcenia ale także z pasji.
Jej przygoda z konkursami piękności rozpoczęła się w 2012 roku, kiedy to Natalia zdobyła koronę Miss Polonia Województwa Łódzkiego i znalazła się w Top 12 konkursu Miss Polonia 2012. Dzięki temu reprezentowała Polskę na konkursie Miss Intercontinental 2013 w Niemczech, gdzie zajęła 9 miejsce na 59 uczestniczek.
Po kilku latach ponownie sięgnęła po koronę w swoim województwie. Tym razem została Miss Ziemi Łódzkiej 2019 pod egidą konkursu Miss Polski. W ogólnopolskim finale wywalczyła diadem I Vicemiss Polski 2019 i dzięki temu otrzymała możliwość reprezentowania Polski na konkursie International Queen od Coffee 2020 w egzotycznej Kolumbii. Wróciła z wielkim sukcesem, zajęła III miejsce.

To właśnie o tym sukcesie i konkursie nam dziś opowie.
Na szczęście jest to połączenie obu tych czynników. Konkursy piękności są wspaniałą przygodą, ale także wymagają od reprezentantek swoich krajów wiele pracy.
Obserwując przez wiele lat różne konkursy wiem, że łatwo ocenia się finalistki z pozycji kanapy. Często sama zastanawiałam się, czemu dziewczyna pojechała gorzej przygotowana, czemu nie relacjonuje tego, co się tam dzieje i w końcu dlaczego ma nie dość dobrą garderobę, włosy czy makijaż. Ze swoim dzisiejszym doświadczeniem wiem, że to wszystko nie jest takie proste. Stres, nadmiar atrakcji i zajęć oraz brak doświadczenia powodują, że ciężką pracą jest sprostanie oczekiwaniom. Jeżeli jeszcze dojdzie do tego bariera językowa, to wyjazd może okazać się rzeczywiście dużym wyzwaniem.
W moim przypadku chyba największym problemem okazała się właśnie bariera językowa. Mówię tylko po angielsku. Większość dziewczyn, jak też organizatorzy mówili wyłącznie po hiszpańsku. Na szczęście dostałam na miejscu tłumaczkę anglojęzyczną, która była do mojej dyspozycji w każdej chwili.
Dużego samozaparcia wymaga też relacjonowanie tego, co dzieje się podczas przygotowań. Tu największym problemem okazał się internet, do którego swobodny dostęp miałam praktycznie tylko w hotelu. Po całym dniu atrakcji pozostawało mi zatem jeszcze wrzucenie nagrań, odpisanie na korespondencję itd. Zostawało więc niewiele czasu na sen, bo często szłam spać sporo po północy, a wstawałam o 4:30. W końcu trzeba jeszcze zawsze wyglądać dobrze .
I to jest kolejna praca do wykonania, która być może wydaje się banalna – wygląd. Dni miałyśmy wypełnione co do minuty. Nie było więc zbyt wiele czasu na kręcenie włosów, czy robienie makijażu. Jeżeli chciałam dobrze wypaść – nie było mowy o porannym leniuchowaniu! Zaczęłam rozumieć, dlaczego dziewczyny z krajów Ameryki Łacińskiej są tak bardzo „zrobione”. Wynika to z ich kultury, ale także z wygody – klejenie rzęs zajmuje czas, a jak mamy je na stałe, to zaoszczędza cenne minuty. Tak samo jest ze sztucznymi włosami. W ten sposób dziewczyny te wypadają lepiej na konkursach, są bardziej wypoczęte i zawsze mają loki na medal.
Mimo jednak tej całej pracy i zmęczenia uważam, że ten konkurs był dla mnie cudowną przygodą. Codzienne atrakcje, zwiedzanie i poznawanie Kolumbii było niesamowitą frajdą. Wspaniali ludzie, którzy sprawiali, że czułam się tam oczekiwana i goszczona, byli nagrodą za każdą niedogodność i mimo zmęczenia chciało mi się do nich uśmiechać. Dziewczyny okazały się sympatyczne i wesołe, a organizatorzy bardzo dbający o nas.
Reasumując – wyjazd na ten konkurs to wspaniała przygoda, którą zapamiętam do końca życia. Fakt, że do listy moich marzeń na przyszłość dołączyła jeszcze ponowna wycieczka do Kolumbii chyba mówi sam za siebie. Przecież nie chcemy wracać gdzieś, gdzie było nam źle.

Najcudowniejsi dla mnie na tym konkursie byli ludzie! Czułam się jak w domu, zaopiekowali się mną od samego początku. Na pierwszej paradzie popłakałam się, gdy ludzie skandowali nie tylko nazwę naszego kraju, ale moje imię. Czułam się wyjątkowo, pokochałam ten naród i czułam się pokochana przez nich! Oni zarażają uśmiechem innych. Jest to coś niesamowitego i niespotykanego na co dzień. Przed wyjazdem przeczytałam, że Kolumbia jest krajem biednych i szczęśliwych ludzi. To sprawdza się w 100%. Bieda, którą widać na każdym kroku, nie powoduje u nich złego nastroju. Cieszą się każdą drobnostką. Odniosłam wrażenie, że przyjazd kobiet z całego świata traktują jak ogromne wyróżnienie.


Zdecydowanie najtrudniejsza dla mnie była bariera językowa. Gdy nie było przy mnie tłumaczki, musiałam sobie radzić sama, nie mówiąc po hiszpańsku. Musiałam kombinować np., jak fryzjerom wytłumaczyć, że chcę mieć burzę loków, nie mając dostępu do internetu. Szukałam zdjęć w telefonie, aby móc im zilustrować o co mi konkretnie chodzi. Na szczęście wszyscy okazywali się niezwykle pomocni. Gdy nauczyłam się kilku podstawowych zwrotów, byli ze mnie bardzo dumni. To mnie motywowało do nauki słówek. Chciałam zrobić im przyjemność.
Lecąc do Kolumbii byłam przerażona po pierwsze moją pierwszą tak daleką podróżą, po drugie bałam się, co tam zastanę. Czytając o tym kraju w internecie nie znajdziemy pochlebnych informacji, tylko same przestrogi przed wylotem w te strony. Lądując tam byłam więc nieco zdenerwowana. Wcześniej dostałam kilka rad od Mai Sieroń, która była także na tym konkursie, więc niby wiedziałam, czego się spodziewać, ale i tak było we mnie pełno obaw. Na szczęście zupełnie bezpodstawnych. Okazało się, że organizatorzy przydzielili nam ochronę w postaci policjantów. To było niesamowite! Od rana do wieczora każda z nas miała swojego prywatnego ochroniarza, który pełnił także funkcję pomocnika. Bardzo mnie bawił ich widok, gdy paradowali w mundurach nosząc nasze torebki (byli także bardzo gentelmeńscy).

Niezapomniane zostaną widoki. Żadne miasto w Europie nie zrobiło dotąd na mnie tak dużego wrażenia jak Manizales. Może dlatego, że kocham góry, a to miasto położone jest na wysokości 2150 m. Jednym ze środków transportu są dwie kolejki linowe (jak na stoku narciarskim). Dużo roślinności, plantacji kawy. Jedyne, czego mi w tym miejscu brakowało, to śniegu. Wyobrażałam sobie jak idealnie zjeżdżałoby się na desce z wulkanu Nevado del Ruiz.
Jeżeli chodzi o sam konkurs, to na pewno niezapomniani pozostaną ludzie i emocje. Od powrotu z Kolumbii złożyło się tak, że ciągle jestem zajęta, ale i tak bardzo często pojawiają się w moich myślach. Czując zapach kawy natychmiast wracam wspomnieniami do Manizales.
Internetu! Ze względu na ograniczony dostęp do niego i różnicy czasowej, miałam problem z kontaktem z najbliższymi, a to właśnie oni najlepiej „ładują moje baterie”. Mogłam kontaktować się z bliskimi wyłącznie nad ranem przed wyjazdem na codzienne wycieczki, co też nie było łatwe, ponieważ od 5:30 byłam na nogach i każda minuta była na wagę złota. Chciałam też relacjonować wszystko w mediach społecznościowych i bywały takie dni, że jedynie wymieniłam z rodziną jedno zdanie. Samo zgrupowanie jednak było na tyle krótkie, że nie było to czymś, co znacznie utrudniałoby mi funkcjonowanie.
Staram się czytać mało na swój temat, ale jak wiadomo, nie da się zupełnie od tego odciąć. Polacy są narodem, który większą radość czerpie ze skrytykowania kogoś, niż pochwalenia. Tak już jest i już i albo nauczymy się z tym żyć, albo będzie nam ciężko wystawiając się na publiczną ocenę. Konkursy piękności są właśnie takim polem do popisu dla hejterów, krytykantów i tych, którzy „wiedzą lepiej”.
Ja lubię konstruktywną krytykę. Jeżeli ktoś napisze, że mam np. złą sukienkę, bo nie pasuje do mojego typu urody, to zakładając ją kolejny raz rzeczywiście zastanowię się, czy aby jest dla mnie odpowiednia. Jeżeli natomiast ktoś napisze, że jestem brzydka, to mam to w nosie. Takimi komentarzami zupełnie się nie przejmuję. Każdy z nas ma własny gust i ktoś, kto jednemu się podoba, nie musi podobać się innemu. Podobnie jest z krytyką na temat, na który nie mam wpływu. Tak dla przykładu – przeczytałam gdzieś, że na filmiku wypadłam słabo, bo mówiłam mało. Przecież nie będę tłumaczyła każdemu z osobna, że ja dostałam informację, by powiedzieć góra trzy zdania. Ja wiem, że zrobiłam to, o co mnie poprosili organizatorzy i nie mam poczucia, że coś zawaliłam.
Jednak chyba najbardziej absurdalną rzeczą, którą usłyszałam na swój temat jest to, że jestem zezowata. Pomyślałam – może jest coś ze mną rzeczywiście nie tak. Zapytałam o to nawet znajomą okulistkę. Uśmiechnęła się tylko i powiedziała, że mam zupełnie dobre oczy. Analizowałam więc dalej, co może powodować, że na niektórych zdjęciach rzeczywiście wyglądam troszkę zezowato. No i tu z pomocą przyszła mi znajoma wizażystka, która zdiagnozowała problem. Ponieważ mam dość małe oczy, wystarczy je źle pomalować, żeby zaczęły „zezować”. I problem rozwiązany.
W sumie to była konstruktywna krytyka – nauczyłam się malować tak, by nie tworzyć wrażenia zeza i staram się uważnie dobierać wizażystów.
Z plotek o konkursie słyszałam, że i tak żadna Polka nie ma tam szans na TOP5, bo organizatorzy chcą dziewczynę z kraju, gdzie Miss ma fanów i jest wspierana medialnie lub ewentualnie taką, która mieszka blisko i mówi po hiszpańsku. Zostałam II Wicemiss. Chyba jednak plotka się nie potwierdziła.

Wiadomo, że na każdym konkursie znajdzie się czarna owca, osobiście staram się omijać takie dziewczyny szerokim łukiem i robić to, co do mnie należy. Trzeba otaczać się ludźmi, którzy będą Cię wspierać i motywować do działania. Tak też było na tym konkursie. Pomimo bariery językowej zżyłam się z Miss Salwadoru – Iris Yazminhe Guerra. Moim zdaniem zasłużyła na główny tytuł zarówno urodą, jak i charakterem. Była autentyczna, miła i ciepła. Bardzo cieszyłam się z jej wygranej. W sumie nie jest trudno przez tydzień udawać miłą i uśmiechać się do wszystkich na zawołanie. Jednak w jej przypadku szło za tym działanie. Kiedyś niefortunnie popsuł mi się zamek w sukience. Dla Iris nie był to zupełnie problem. Natychmiast pożyczyła mi swoją sukienkę. Po takich właśnie rzeczach najlepiej poznaje się charaktery dziewczyn.

Osobiście nie miałam swojej faworytki, podobało mi się kilka dziewczyn. Na konkursach międzynarodowych ciężko jest oceniać inne finalistki. Każda jest inna i wyjątkowa, ma inny styl bycia, ubioru, kulturę. Jak już wcześniej napisałam, polubiłyśmy się z Miss Salwadoru, dlatego bardzo mnie cieszył jej sukces w konkursie.
Podczas konkursu sądziłam, że faworyzowana jest Miss Wenezueli. Przy każdym wystąpieniu, wręczaniu kwiatów, zdjęciach to właśnie ona była wybierana przez organizatorów. Nawet na oficjalnych kolacjach siedziała jako jedyna z władzami miasta. Dlatego byłam zaskoczona finalnym werdyktem, ponieważ sądziłam, że to właśnie Wenezuela założy koronę. Po konkursie dziewczyny mówiły mi, że nie odpowiedziała na pytanie sędziów podczas finału. Może to miało wpływ na finalny werdykt?

Miałam zbyt mało czasu na perfekcyjne przygotowanie. Robiłam co w mojej mocy, ale nie wszystko było w 100% takie, jak bym chciała.
Ja lubię kompletować garderobę i dobierać dodatki wszystko fotografując i spisując w notatkach, by na konkursie nie tracić już czasu na zastanawianie się, w co się ubrać. Tak było w przypadku zgrupowań w Łodzi, a później na zgrupowaniu Miss Polski. Tym razem szłam na żywioł. Chociaż miałam spakowane wszystko, czego potrzebowałam, to czułam minimalny niedosyt i ciągłą obawę, że czegoś zapomniałam. Jeżeli będzie istniała taka możliwość, abym reprezentowała nasz kraj ponownie, to na pewno chciałabym mieć znacznie więcej czasu na przygotowanie się. Oczywiście ogromną pomoc dostałam z biura Miss Polski i Miss Ziemi Łódzkiej. Bez tego zupełnie nie udałoby mi się ogarnąć tego wszystkiego w tak krótkim czasie.
Po tym konkursie nauczyłam się, że garderoba, którą zabieram ze sobą musi być bardziej ekstrawagancka i błyszcząca. Mam wrażenie, że byłam za delikatna w tym wszystkim. Na międzynarodowych wyborach Miss jednak aby Cię zauważono, musi być efektownie. Sukienki, które podobają się u nas, niekoniecznie będą podobały się na konkursie międzynarodowym. Muszą mieć dużo blasku, cekinów i kamieni. Skromna garderoba zniknie, w zestawieniu z kolorowymi i błyszczącymi kreacjami dziewczyn z Ameryki Łacińskiej. To, co jest cenione w Polsce czy ogólnie w modelingu, czyli naturalne piękno, brak sztuczności i delikatność, przegrywa z ekspresyjną urodą Latynosek. Myślę, ze dlatego właśnie Polski są mniej doceniane w świecie międzynarodowych konkursów piękności.
Jest jeszcze jeden aspekt, który stawia nas w gorszym świetle niż Miss innych krajów – zainteresowanie konkursami w kraju finalistki. W Polsce poza wąską grupą fanów niestety Miss nie mają aż tak wielkiego wsparcia, jak to jest w krajach Ameryki Południowej, czy Azji. Tego niestety nie uda mi się zmienić, ale tym bardziej doceniam każde wsparcie, które otrzymuję.
W Kolumbii cenią swój czas, co kilkukrotnie podkreślali, dlatego Reina del Coffee musi być punktualna i dobrze zorganizowana. Najlepiej, jakby kandydatka z Polski znała język hiszpański chociaż w stopniu podstawowym lub w dobrym stopniu język angielski (ja miałam tłumaczkę, z którą porozumiewałam się w języku angielskim). Ponadto uśmiechnięta, szczera i autentyczna – musi zarażać innych uśmiechem każdego dnia i znać podstawowe informacje na temat kawy. Oni są oczarowani, gdy ktoś, kto przyjeżdża do nich z dalekiego kraju, ma podstawową wiedzę na ich temat.
Ja przed wyjazdem poczytałam trochę z ciekawości na temat Kolumbii i mówiąc szczerze okazało się to bardzo pomocne. Odniosłam wrażenie, że Kolumbijczycy nie lubią dziewczyn zbyt wyniosłych. Cenią sobie natomiast drobne gesty, jak uśmiech, czy pomachanie ręką. Lubią poczucie, że dobrze jest nam w ich kraju i są bardzo dumni z tego, że mogą nam go pokazać. Okazując im szacunek i szczerą radość z pobytu u nich, w zamian dostaje się ogromną dawkę wsparcia.
Ponadto nie trzeba brać zbyt wiele garderoby, bo wiele rzeczy, w których się pokazywałyśmy, pochodziło bezpośrednio od organizatorów. Najważniejsza jest suknia finałowa i strój narodowy. Jeżeli chodzi o pozostałe kreacje to im bardziej kolorowe i błyszczące, tym lepiej. Jeżeli dziewczyna dostosuje się wskazówek podanych przez organizatorów co do ilości i rodzaju garderoby, to na pewno nie zabraknie jej niczego. To taka mała wskazówka dla kandydatki, która będzie delegatką w przyszłym roku.



Najważniejsze, aby nie zapomnieć przejściówki, ponieważ bez niej nie będą działać wszystkie potrzebne urządzenia elektryczne. Ja takiej zapomniałam i musiałam się nagłowić, aby pierwszego dnia zakręcić loki.
Wygodne czarne szpilki na paradę VIRGEN DE LA MACARENA, ponieważ jako jedyna z parad jest na pieszo (około 6 km).
A co najważniejsze, należy ze sobą zabrać dużo uśmiechu i pozytywnej energii.
Super, bardzo Ci dziękuję za tak ciekawe odpowiedzi i przybliżenie nam Kolumbii i konkursu.



Nie tylko ja, ale również Twoi fani chcieliby zadać Ci kilka pytań. Oto one:
Dziękuję bardzo! Jeżeli chodzi o mnie, bardzo bym chciała wziąć udział w kolejnym konkursie międzynarodowym. Czy będzie mi to dane, zależy od decyzji biura Miss Polski. Pamiętajmy, że w konkursie Miss Polski brało udział wiele ślicznych dziewcząt, które także marzą o wyjeździe na taki konkurs. Ja uwielbiam klimat konkursów piękności, przygotowania i całą otoczkę wokół tego. Kocham scenę, lubię poznawać nowych ludzi i nowe kultury. Mam więc nadzieję, że uda mi się gdzieś jeszcze reprezentować Polskę. Nie w pogoni za wygraną, ale w pogoni za zbieraniem wspomnień i przeżyciem czegoś wyjątkowego.
To jest bardzo trudne zadanie. Konkurs Miss Intercontinental był już bardzo dawno, a ja byłam też wtedy zupełnie inną osobą. Postaram się jednak choćby w minimalnym stopniu jakoś to wypunktować.
Miss Reina del Coffee
Miss Intercontinental






Zbliżamy się do końca naszej rozmowy. Jeśli chciałabyś podziękować osobom lub firmom, które wsparły Cię w przygotowaniach do IQoC, teraz jest na to miejsce.
Chciałabym podziękować przede wszystkim Panu Gerhardowi Parzutce za możliwość wyjazdu i wsparcie. Bez tego nic by się nie udało.
Małgorzacie Pakule – organizatorce z Miss Ziemi Łódzkiej – za motywowanie mnie do działania i konstruktywną krytykę oraz za wsparcie podczas zgrupowania.
Karolinie Pakule czyli Fiorce za piękne zdjęcia.
Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o wspaniałych Przyjaciołach konkursu, którymi są:
Oxana Pastushka za wypożyczenie i dopasowanie wspaniałego stróju narodowego. Pamiętałam go dokładnie z czasów, kiedy miała go na sobie Karolina Banach i już wtedy bardzo mi się podobał. Byłam więc dumna, że mogę go mieć.
Pani Agnieszka Lechańska właścicielka firmy Mona Lisa, która zadbała o moje stroje wieczorowe.
NowBrow Professional Eye Studio – firma, z którą jestem zaprzyjaźniona już od czasów łódzkiego konkursu.
Pani Grace Drane i marka Now Brow, która dba o moje brwi przez cały rok.
Marcin Kamiński – przygotował moje włosy tak, żebym nie miała problemów podczas wyjazdu. Dba o nie przez cały rok jako oficjalny fryzjer Miss Ziemi Łódzkiej.
Dziękuję Wam wszystkim!
A ja bardzo dziękuję Tobie i raz jeszcze serdecznie gratuluję wspaniałego sukcesu na konkursie International Queen of Coffee! Mam nadzieję, że zobaczymy Cię jeszcze na niejednym międzynarodowym konkursie piękności!








Wywiad przeprowadziła i opracowała : Katarzyna Żebrowska
Opracowanie tekstu na potrzeby publikacji : Rafał Zebrała
Wszystkie grafiki pochodzą ze zbiorów delegatki oraz Organizatorów. W przypadku podejrzenia naruszeń w powyższym wywiadzie prosimy o kontakt pod adresem misspassion@op.pl
Wywiad autoryzowany.




Zdjęcia z prywatnego archiwum Patrycji Dorywalskiej – finalistki Miss Polonia 2013, Miss Poland Earth 2014





Zdjęcia z prywatnego archiwum Patrycji Dorywalskiej – finalistki Miss Polonia 2013, Miss Poland Earth 2014

Fot, Natalia Kołodziej Makijaż Maja Dec-Polaszek Suknie projektu Renaty Potrzeby




Zdjęcia z prywatnego archiwum Katarzyny Orackiej – finalistki Miss Polonia 2013





Zdjęcia z prywatnego archiwum Katarzyny Orackiej – finalistki Miss Polonia 2013





Miss Rosji i Meksyku zamierzają odwiedzić mnie w Polsce, co bardzo mnie cieszy. Podczas tych 3 tygodni towarzyszyły nam wszystkie z możliwych emocji, każda z nas miała momenty zmęczenia, załamania czy smutku, ale szybko mijały, ponieważ dziewczyny wspierały się wzajemnie i pomagały sobie w każdej sytuacji. Pożyczałyśmy sobie sukienki, malowałyśmy się nawzajem i czesałyśmy.
Żaneta Płudowska – I Vicemiss Polonia 2013
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w październiku 2014 r.
Żaneta Płudowska to piękna 21-latka z Siedlec, obyta z publicznością, gdyż od wielu lat trenuje taniec nowoczesny, który jest jej hobby i w którym ma znaczące sukcesy na arenie krajowej i międzynarodowej. Posiada dużą odporność psychiczną, jest przyzwyczajona do ciągłej oceny i krytyki, gdyż od małego dziecka jako tancerka takiej ocenie była poddawana. Nie odczuwa tremy, czy stresu związanego z publicznymi występami, gdyż często przebywa na scenie. Znakomitą figurę zawdzięcza aktywnemu trybowi życia – lubi chodzić na siłownię i basen. Jest również towarzyska, chętnie spotyka się ze znajomymi. Ma więc wszelkie predyspozycje do bycia idealną Miss i jej start wcześniej, czy później w konkursie piękności wydawał się oczywisty. Zdecydowała się w 2012 roku. Wybrała konkurs Miss Polonia.
Patrycja Dorywalska – finalistka Miss Polonia 2013, reprezentantka Polski na konkursie Miss Earth 2014
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w październiku 2014 r.
Przygoda Patrycji Dorywalskiej z konkursem Miss Polonia rozpoczęła się w 2009 roku. Wtedy po raz pierwszy wystartowała w regionalnym konkursie w rodzinnym mieście Lesznie. Po uzyskaniu tytułu „najpiękniejszej” spróbowała swoich sił w konkursie wojewódzkim – Miss Polonia Wielkopolski. Ostatecznie dotarła aż do ogólnopolskiego półfinału. Zachęciło ją to do podejmowania dalszych wyzwań związanych z modelingiem. Pracując jako modelka nabrała pewności siebie i „bagażu nowych doświadczeń”. Powolutku, małymi kroczkami pracowała nad sobą i w końcu zdecydowała się spróbować jeszcze raz. Wystartowała w konkursie Miss Świata Parowozów w 2011 roku. Wygrała i ta korona dała jej możliwość awansu do ogólnopolskiego finału Miss Polonia 2012. Teraz przed nią kolejny test. Już niebawem wylatuje na Filipiny by reprezentować nas na konkursie Miss Earth 2014.