Wywiad z A. Osińską

Agnieszka Osińska – I Vicemiss Polonia ’97; znalazła się w Top 15 na konkursie Miss International ’98

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony Biura Miss Polonia we wrześniu 2011 roku.

Mieszkańcy małych miasteczek dzielą się na dwie kategorie: lokalni patrioci, zakochani w swoich mieścinkach, chwalący ich zalety oraz osoby, które za wszelką cenę chcą się z nich wyrwać, tęskniąc za „wielkim światem”. Współczesność daje chętnym coraz więcej możliwości ucieczki z prowincjonalnych miast. Agnieszka Osińska z Frampola na Zamojszczyźnie postawiła na konkursy piękności.

Dokładnej mojej drogi do finału Miss Polonia nie pamiętam, bo było to dosyć dawno, ale z tego co zapamiętałam była ona długa, choć dość łatwa i przyjemna. Jestem tzw. „weteranką” – brałam udział w wielu wyborach Miss, większość koron zdobyłam, podobnie zresztą, jak i Madzia – moja siostra bliźniaczka (wygrywałyśmy na zmianę ha ha, żeby nie było drugiej smutno…). Miałyśmy urodę i ten młodzieńczy wdzięk, odpowiednie figury i wzrost, więc dlaczego marnować pewne zalety 🙂 Po prostu przednia była zabawa… Startowałyśmy oczywiście głównie dla zabawy. No i trochę dla rozsławienia małego Frampola w całym powiecie:) … Nie, wtedy to było jeszcze jakoś inaczej z tymi powiatami 🙂  Dobra, przyznam się,  tak naprawdę zrobiłam to chyba dla sławy!!! 🙂

Dziś trudno jest mi odpowiadać na pytania o motywację 19-latki, kiedy mam 32 lata i mój sposób myślenia zmienił się trochę…:) Na pewno było to tylko niewinne i beztroskie korzystanie z uroków młodości…

W każdym razie zaczęło się zupełnie przypadkiem, od lokalnego konkursu (aczkolwiek wygrana w nim gwarantowała udział w dalszych „selekcjach” przed głównym finałem Miss Polonia).  Wzięłam w nim udział sama, (Magda była zupełnie na ‚nie’! Tylko niesamowite jest to, że rok później sama wzięła udział w tym samym konkursie ha ha!). Na pewno była obawa o to, jak zostanę odebrana przez przyjaciół, naszą zgraną paczkę, którą wtedy tworzyliśmy… Od zawsze starałam się otaczać raczej ludźmi, dla których większą wartością była muzyka, sztuka czy inne głębsze priorytety niż sukienki czy kolor lakieru do paznokci, więc  bałam się, że w ich oczach wypadnę ‚płytko’, ale zaryzykowałam. W jakimś sensie za ich namową także. Było fantastycznie, przyjaciele i znajomi wypełnili po brzegi Salę Kinową w Biłgoraju i kibicowali na cały głos 🙂 Okazało się, że bardzo się co do nich myliłam w dobrym tego słowa znaczeniu… Najśmieszniejsze było, jak wiele lokalnych dziewcząt (właśnie tych bardziej od paznokci i lakierów do włosów, niż od inteligencji)  zazdrościło mi i Madzi. Któregoś dnia pod przywództwem lokalnej ‚liderki’ tlenionych blondynek chciały nas nastraszyć lub zastraszyć z obawy o utratę pozycji w lokalnej społeczności małomiasteczkowych gwiazd…Ha ha ha! Naprawdę zabawne, kiedy  się wraca do tego… Typowa walka o pozycję w stadzie chyba 🙂  Ogólnie „światowej” sławy lokalny konkurs piękności zakończyłam z wynikiem „drugim”, przegrywając z przepiękną dziewczyną… Wtedy naprawdę nie miałam żadnych szans… Poza tym nie pochodziłam  z cudownej ziemi biłgorajskiej, dostałam więc tytuł I v-ce Miss Ziemi Biłgorajskiej w pierwszych wyborach w historii miasta… Trudno się mówi, wtedy się zawiodłam… Drugi konkurs już był zdecydowanie mniej kontrowersyjny 🙂 Zwyciężyła w nim moja seksowna, piękna siostra, którą później z kolei pomawiano o sekretne treningi i przygotowywanie „choreografii” oraz dobór podkładów muzycznych z obecnym Panem Burmistrzem Biłgoraja, a moim przyjacielem Januszem. Prowadził on wówczas galę. Jak widać plotki towarzyszyły nam i towarzyszą takim konkursom na każdym etapie, od samego początku. Oczywiście to tylko pomówienia i co do tego nie ma żadnej dyskusji. Uroda Magdy broni się sama, była wówczas rzeczywiście śliczna, a dodatkowo doskonale i seksownie wykonała utwór „Kocham Cię kochanie moje”… Aż łzy nam leciały ze śmiechu, tak świetnie to zrobiła, ze sceną byłyśmy zresztą jakoś zawsze obyte…albo może byłyśmy bardzo śmiałe. Zresztą nie ma się co dziwić, kilkanaście lat temu w małych mieścinkach wybory Miss to było coś nowego, ludzie nie byli jeszcze obyci z takim światem, miasteczka były pełne nieżyczliwych, wszyscy oskarżali wszystkich o układy i układziki, nic nie mogło stać się dlatego, że po prostu ktoś miał dobre geny….

To wszystko miało miejsce w 1997 roku. Agnieszka miała wtedy 19 lat i była normalną, atrakcyjną nastolatką, mieszkającą w małej miejscowości na Lubelszczyźnie – we Frampolu.

W wyborach Miss Polonia wystartowałam razem z Magdą, moją siostrą bliźniaczką i po raz pierwszy w historii konkursu, obie doszłyśmy do samego finału.

Zanim wystąpiłyśmy w koncercie finałowym, wzięłyśmy udział w poprzedzającym go zgrupowaniu. Zgrupowanie było świetne, odbywało się w ośrodku szkolenia sportowców chyba, niedaleko Garwolina. Byłyśmy tam pilnowane jak diamenciki, aby nikt z zewnątrz nie wtargnął do naszego pięknego grona oraz żeby nie powtórzyła się sytuacja z wcześniejszego zgrupowania półfinałowego. Wówczas, gdzieś na końcu Polski, kilku „głodnym wrażeń ” dziewczynom udało się „wyrwać” na pobliską lokalną dyskotekę i nawet rozdać kilka autografów, prawdopodobnie pierwszych i ostatnich w ich życiu :). Nie spotkało się to oczywiście z aprobatą pozostałej grupy dziewczyn oraz organizatorów.

Oczywiście, że współzawodnictwo w czasie zgrupowania dało się odczuć, trudno, żeby go nie było czy to na takim, czy innym konkursie… Istotą konkursu jest przecież współzawodnictwo z innymi, ale nie było to jakieś nie do zniesienia… Zresztą nikt się nie przejmował opiniami jednej czy drugiej damy, pewnej swojej wygranej z góry… Ale były to chyba te, którym bardziej się wydawało, że są najpiękniejsze, niż w rzeczywistości były…:) A dziewczyny, które takie nadmierne skłonności narcystyczne przejawiały, zazwyczaj nie zagrzewały długo miejsca w tym światku. Ludzie widzą, słuchają, pytają i na pewno taka kandydatka, która już na dwa tygodnie przed finałem „chodzi z napisem na czole „Miss Polonia to ja” i nie jest miła, szczera i naturalna, na pewno Miss Polonia nie zostanie… Wśród jury nie zasiadają przecież ślepi i głusi ludzie… Zawsze warto być sympatyczną i pomocną dla innych i jeszcze robić to szczerze… a to już wymaga pracy nad charakterem, a nie tylko siedzenia przed lustrem…

Żeby dojść do finału, trzeba przebrnąć wcześniej przez kilka konkursowych szczebli. Z pewnością ilość wygranych po drodze wyborów Miss umacnia w przekonaniu, że warto iść dalej i dalej i zdecydowanie daje obycie czy ze sceną czy publicznością, a to bardzo ważne.

Wystarczy mieć odwagę, urodę przede wszystkim, chcieć się w to bawić i konsekwentnie dążyć do osiągnięcia zamierzonego celu… Aby osiągnąć sukces, konieczne są wszystkie te trzy elementy jednocześnie 🙂

A dlaczego odwagę? Bo gdyby nie ona, przyjaciele, rodzice i moja własna chęć przeżycia swoich 5 minut w świetle reflektorów, to na pewno nie wystartowałabym w konkursie Miss Polonia i nie osiągnęłabym tego, co osiągnęłam, co nie musi oznaczać, że byłabym w jakimś gorszym punkcie mojego życia.

Aby uniknąć rozczarowania lepiej być pewnym, że ma się warunki, urodę i wzrost. Owszem wybory Miss to świetna zabawa dla młodych dziewcząt, nagrody, tytuły, nierzadko podróże i piękne miejsca związane z konkursami międzynarodowymi, beztroska, zachwycone spojrzenia mężczyzn, makijaże, stroje, bankiety, bycie w centrum zainteresowania, owszem, to wszystko co najpiękniejsze w młodości,  ale to z pewnością nie otwiera od razu drzwi do kariery… Czasy i media zdecydowanie zmieniają się, konkurencja jest znacznie silniejsza… Ludzie oprócz patrzenia, lubią też słuchać… Z pewnością dla tych rzeczy, które wymieniłam, warto spróbować, ale na równi inwestować w wiedzę i czerpać ją od mądrych ludzi, czytać książki.

Wracając do zgrupowania…Można się na nim nauczyć przede wszystkim pokory i posłuszeństwa wobec opiekunów, zasad jakie na nim panują i szacunku dla innych, którzy pracują na sukces dziewczyn. Jeśli któraś tego nie zaakceptuje, po prostu wylatuje i kończy swoją przygodę z konkursem Miss Polonia.

Okres zgrupowania wspominam wspaniale… Tam poznałam moją kochaną przyjaciółkę Ulę Kamińską, obecnie Panią Prezes największej firmy bieliźniarskiej w Polsce 🙂 Do tej pory utrzymujemy kontakty, a ona jest ciągle tą samą, przezabawną i piękną kobietą… Bardzo długo po konkursie przyjaźniłam się też z Agą Zygmunt i Agą Cygan z Siedlec. Wszystkie były przezabawne, chyba tylko my traktowałyśmy te wybory jako zabawę do samego końca… 🙂 Z resztą dziewczyn nie znalazłam wspólnego języka…

Plotki? Hmmm…Krążyła chyba tylko jedna, że werdykt był „ustawiony”, przez znajomości, przez głównego sponsora. Ale to raczej jest do zdementowania, bo „sprzedawały” ją te „życzliwe”, którym się w finale nie powiodło. Wiadomo, jak zawsze, znowu układy i układziki musiały być….:)

Niepodważalne jest to, że Miss Polonia ’97 wybrano Roksanę Jonek. Była ona jedną z trzech dziewczyn, które wydawało mi się, że mają największe szanse w „bitwie” o koronę. Była bardzo sympatyczną dziewczyną, znała j. angielski, co jest niewątpliwą zaletą podczas startu w międzynarodowych konkursach piękności. Zasłużyła na ten tytuł tak samo jak Joanna Kozowy, która wg mnie miała być tą Miss Polonia…

Ja w finale zostałam wybrana  I – wszą vice Miss Polonia, Miss Publiczności i Miss Elegancji…Oczywiście czułam się przeszczęśliwa, ani przez moment nie zdawałam sobie sprawy, że komuś mogło się wydawać, że zasługiwałam na to wyróżnienie, a przede wszystkim publiczności. Pamiętam na pewno szał, ogromne zaskoczenie, bo nigdy nie myślałam, że mam szansę na jakąkolwiek koronę, i to, kiedy cała publiczność wykrzykiwała mój i siostry numer startowy…:) Było super! Widziałam, jak rodzice i Madzia płakali ze szczęścia i myślałam, że zaczną zaraz skakać z wrażenia po głowach innych 🙂 O złości, żalu, smutku, czy poczuciu przegranej (że to jednak drugie miejsce) nie było mowy. Dostałam więcej, niż się wtedy spodziewałam…

Teraz wielki świat, o którym tak marzyła, stanął przed Agnieszką otworem. I trzeba przyznać, że korzystała z tego pełnymi garściami.

Rok z tytułem Vicemiss to na pewno fajne przeżycie. Reprezentowałam Polskę na dwóch czy trzech konkursach międzynarodowych w innych krajach, ale tylko Japonię wspominam dobrze.  Pojechałam tam na wybory Miss International ’98.

Japonia to kraj wspaniałych, ciepłych ludzi. Nie zapomnę tego do końca życia, szkoda, że to tak daleko. Nigdy nie pomyślałabym, że kiedykolwiek będę w tym kraju….

Pamiętam, że przed wyjazdem trochę się zbuntowałam, jak to się zdarza w młodym wieku i ścięłam włosy na krótko, mimo, że w umowie z Biurem Miss Polonia nie było o tym mowy! Jakoś wywinęłam się z odpowiedzialności za to ryzykowne szaleństwo na głowie, ale moje szanse na dalsze sukcesy w konkursach piękności zmalały o 90 procent 🙂  Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało. Długie włosy zawsze dodają punktów na wyborach Miss, chyba, że jest się tak ładną, jak moja była sąsiadka-przyjaciółka Ania Fizek, wówczas i z krótkimi włosami można zdobyć jakiś tytuł :)…

Właśnie, bo nie wspomniałam jeszcze, że Ania Fizek (II v-ce Miss Polonia ’96) okazała się być moją sąsiadką i przyjaciółką przez długi okres, kiedy mieszkałam w Warszawie, od 1997 do 2009 roku 🙂 Kompletny zbieg okoliczności, ale bardzo miły okres mojego życia 🙂

Ale wracając do konkursu Miss International. Zaprzyjaźniłam się z kilkoma dziewczynami. Jedna z nich, Greczynka, jak się okazało, ma Mamę Polkę i świetnie mówiła po polsku, więc było mi raźniej… Nie znałam dobrze angielskiego, a nawet znałam go słabo.

Hotel i wszystkie inne atrakcje jakie zapewniali nam organizatorzy, to była forma zabawy 🙂 Poza tym wszystko było zapięte na ostatni guzik, ale nie ograniczano nam swobody i to było przyjemne.  Przebywałyśmy w centrum Tokio, a mimo wszystko czułam się tak bezpiecznie…

Jeden incydent zawsze zostanie mi w pamięci, mianowicie, po kilku dniach przebywania w luksusowym hotelu, gdzie miałyśmy swoje pokoje przez miesiąc (!) i do dyspozycji wszelkie atrakcje, baseny, oceanaria, parki rozrywki, takie o jakich w życiu nie śniłam i fantastyczne jedzenie oczywiście :), wychodząc, z roztargnienia zostawiłam w tymże hotelu portfel z moim kieszonkowym na drobne pamiątki z Japonii, ok. 600 dolarów. Kiedy chwilę później wróciłam, już go nie było… Pamiętam, płakałam… Obsługa wyjaśniła szefowi hotelu, co się stało, a dzień pźniej w obecności innych pracowników i kogoś z biura MP tenże miły Dyrektor hotelu wręczył mi kopertę z gotówką, w całej kwocie która mi zginęła… Byłam tak strasznie zaskoczona… Przecież, to z własnej głupoty i roztargnienia zgubiłam pieniądze, a zarząd hotelu tak po prostu mi je zwrócił, taki zupełnie bezinteresowny i szczery gest…

Japończycy to wspaniali ludzie, niesprawiedliwie dotknięci w tym roku takim strasznym kataklizmem…

Konkurs Miss International dobiegł końca, a jego zwieńczeniem była gala finałowa. Była ona zorganizowana bardzo po japońsku, wszyscy byliśmy nią trochę zmęczeni, taka ilość kandydatek i jeszcze to przedstawianie się, prezentacje w różnych strojach itp. Strasznie wszystkie nas to wymęczyło… Rywalizacja była duża, ale wśród ponad 40 uczestniczek znalazłam się w finałowej 15-tce! Było to całkowitym zaskoczeniem dla mnie…

W konkursie zwyciężyła Miss Panamy. Zupełnie jej nie pamiętam… Nikt chyba jej nie zapamiętał ze zgrupowania, nie była na pewno na żadnej „liście” potencjalnych kandydatek do tytułu Miss International…:) Dopiero po dłuższej chwili można było ją sobie przypomnieć…

Niestety, szybko okazało się, że ten wielki świat i nowe życie, jakie rozpoczęła Agnieszka, ma nie tylko blaski…

Razem z siostrą przeprowadziłyśmy się jeszcze tuż przed wyborami do Warszawy, gdzie  od września miałyśmy rozpocząć naukę w Państwowym Studium Stenotypii i Języków Obcych, do którego przeszłyśmy pomyślnie egzaminy. Jednak z powodu zgrupowania Miss Polonia oraz późniejszych moich częstych wyjazdów, trudności w zrozumieniu naszego „małego” sukcesu, jak  i moich dalszych zobowiązań  jako I-szej vice Miss Polonia, czy może poniekąd zazdrości  niektórych z kadry wykładowców,  musiałyśmy przerwać naukę… Szkoda było nam fajnej grupki nowych znajomych w tej szkole, którzy, i tego nigdy nie zapomnę, przywitali nas gromkimi brawami, kiedy po konkursie Miss Polonia wróciłyśmy do sali zajęć… Pamiętam, chyba się wtedy popłakałyśmy ze szczęścia, to było takie sympatyczne i szczere.

Ale miałam tyle innych zajęć. Moje marzenia zmieniały się co chwila. Na pewno było to między innymi zagranie w jakimś filmie, jakaś duża sesja zdjęciowa dla Twojego Stylu, czy billboardy z moją czy Madzi twarzą, zostanie piosenkarką… A o czym jeszcze mogą marzyć dziewczyny takie jak ja mając 19 lat ? No, na pewno nie myślałam wtedy o tym, żeby mieć rodzinę i dzieci i ogródek za płotem…:)    Nie było też moją ambicją siedzenie w akademiku i wkuwanie do sesji, aspirując do bycia nauczycielem, weterynarzem, politykiem, stomatologiem, ekonomistą, bankowcem itp w przyszłości… Interesowałam się głównie podróżami, mile spędzonym czasem, poznawaniem nowych ludzi, także mężczyzn, bo dlaczego nie? Ale tylko  inteligentnych, z  planami na przyszłość.  Tak się złożyło, że zawsze miałam do nich szczęście, albo instynkt mnie nie mylił, a może po prostu wiedziałam czego chciałam od początku…   Żyłam sobie z dnia na dzień i to było interesujące. Po drodze przeżywałam zakochania, złamane serce, ale nie spieszyło mi się do dorosłości, bo niby dlaczego? Na początku warszawskiego życia pomagali nam rodzice,  zaraz potem utrzymywałyśmy się  same z pieniążków zarobionych na modelingu. Niestety, z bycia Miss Polonia czy v-ce Miss nie dało się wtedy przysłowiowo „wyżyć”, więc z tego co pamiętam, Madzia wróciła do Frampola i zaczęła studia  na UMCS w Lublinie. Ja zostałam w Warszawie, na chwilę, bo wkrótce wyjechałam do Paryża  rzucając się na głęboką wodę… Ale jak to w życiu, raz na wozie, a raz pod. Nie mogłam się tam odnaleźć, byłam rozdarta pomiędzy agencją modelek, a przyjaciółmi, z którymi chciałam śpiewać… Tylko to pierwsze przynosiło mi jakieś środki do życia, ale nie było to moim marzeniem… Chciałam być osobą szanowaną za to, kim jestem jako człowiek, a nie rzeczą-wieszakiem na ubrania, który tylko  ma wyglądać,  z wrażeniem, że nikt go i tak nie słucha.  Jednak nigdy też nie wyobrażałam  sobie powrotu do Frampola i „na garnuszek” rodziców. Podstawową wiedzę zdobyłam dzięki rodzicom, reszty nauczyło mnie samo życie, jak wiadomo … Nie żałuję tego życia na walizkach, ani problemów związanych z zagrzaniem miejsca na dłużej gdzieś na świecie… Podróże  same w sobie, czy to za pracą czy za przygodą, kształcą charakter człowieka i jest to najprawdziwsza z prawd…

Minęło wiele lat. Agnieszka przestała być nastolatką, jest dziś młodą kobietą, a jej życie ustabilizowało się.

Od dwóch lat mieszkam w Irlandii. Przeprowadziłam się tutaj dla męża, mieszkamy za miastem, w uroczej, ale jak dla mnie zbyt spokojnej okolicy. Męża Alana poznałam w Warszawie ponad 7 lat temu w firmie, w której razem pracowaliśmy.  Jestem teraz etatową mamą dwójki urwisów: chłopca Johna Jakuba (5 lat) i córeczki Kayah (3 latka). Jaś od września idzie do szkoły, Kayah do przedszkola, więc trochę może więcej czasu będę miała na realizację swoich marzeń i hobby. Mam chyba smykałkę do fotografii (choć niezbyt wiele czasu na szlifowanie tej wiedzy), trochę projektuję modę, ale to początki, być może za dwa, trzy lata powstanie z tego coś poważniejszego, no i regularnie uprawiam sport: jogging, pilates itp. we własnym domu i okolicach, gdzie mam spokój i nikt mi nie przeszkadza. Polecam!

A wybory Miss? Nie śledzę ich od „moich” czasów, może tylko wyniki gdzieś tam sprawdzę w internecie z ciekawości kto zwyciężył…Zresztą zniechęciłam się od czasu, kiedy konkurs Miss Polonia organizował TVN. Nie miał on już takiej wymowy i charakteru, wyjątkowości i tej atmosfery odczuwalnej w osławionej i jedynej w swoim rodzaju Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie…

Agnieszka przebyła długą drogę, by znaleźć się w punkcie, w którym jest obecnie. Dosłownie i w przenośni. A jej historia udowadnia, że konkursy piękności, to prawdziwa szkoła życia i charakteru.

Miss Polonia 1997 na YouTube

S. Kupiec na MU ’98 – prezentacja w sukienkach koktajlowych

http://www.youtube.com/watch?v=6qq9DJBKxk4

S. Kupiec na MU ’98 – prezentacja w strojach narodowych

http://www.youtube.com/watch?v=_2OtoemFslA&feature=related

R. Jonek na MW ’97 – prezentacja w sukniach wieczorowych

http://www.youtube.com/watch?v=KAhUwQiXI4o&feature=related

R. Jonek na MW ’97 – prezentacja w sukniach galowych

http://www.youtube.com/watch?v=J4I4ZjxM6zs&NR=1

R. Jonek na Miss Tourism International ’98

 https://www.youtube.com/watch?v=b9M-wOor1Ss

 

 

Wywiad z R. Jonek – cz. II

Roksana Jonek – Miss Polonia 1997; reprezentowała Polskę na konkursie Miss World 1997.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia we wrześniu 2009 roku.

Porażka na Seszelach? Tryumf w Malezji !

Jako Miss Polonia odbyłam tylko dwie dalekie podróże, chociaż i tak uważam, że to dużo, bo pamiętam, że niekiedy, jak dziewczyny leciały na wybory Miss World, to one były albo w Londynie, albo w jakichś innych, nie bardzo egzotycznych miejscach. Ja akurat miałam to szczęście, że trafiłam na Seszele,  bo tam właśnie  były organizowane wybory Miss Świata, w których uczestniczyłam. Seszele naprawdę zachwyciły mnie wtedy. I do dzisiaj jest to raj na ziemi.

Najgorszym moim wspomnieniem z roku „missowania” była sytuacja, która spotkała mnie właśnie jak poleciałam na wybory Miss Świata. Pierwsze spotkanie było w Londynie, dopiero stamtąd miałyśmy udać się na Seszele. To był mój pierwszy lot samolotem w życiu. Przed wylotem powiedziano mi, że ktoś z biura Miss Świata będzie na mnie czekał. Przyleciałam do tego Londynu na to ogromne lotnisko. Co prawda znałam angielski, ale byłam młodą, zagubioną dziewczyną, która wiedziała, że jest gdzieś tam w świecie sama i teraz może liczyć tylko na siebie i na tę osobę, która mnie odbierze. I…nikt po mnie nie przyjechał i czekałam na tym lotnisku chyba ze 3 godziny, nim w końcu ktoś się po mnie zjawił. Do dziś pamiętam, jak nieprzyjemnie się wtedy czułam…

Konkurs Miss World wspominam może z taką troszeczkę nutą żalu, bo ja się czułam razem z  innymi dziewczynami z bloku wschodniego, z Czeszką, ze Słowaczką takim troszeczkę Kopciuszkiem. Dziewczyny z USA, z Anglii, czy z innych bogatszych krajów, miały ze sobą po 10 walizek, codziennie na kolację stroiły się w inne stroje, wszystkie oczywiście starannie dobrane. Natomiast my miałyśmy ze sobą tylko dwie walizki, jakieś tam swoje ciuchy i dwie sukienki na tę główną galę. Czułyśmy się przez to troszeczkę niepewnie i bardziej jako kolonistki i wczasowiczki, niż uczestniczki takiego wielkiego przedsięwzięcia, jakim były wybory Miss Świata.

Ktoś mi kiedyś zasugerował, że to, że nie zaistniałam na wyborach Miss Świata, to moja porażka. Ale ja to skwitowałam jednym zdaniem, że w tamtym roku żadna Europejka nie dostała się do finału, więc to była taka może ogólnoeuropejska porażka, a nie tylko moja.

Nie przypominam sobie, żebym w ciągu roku panowania spotkała jakąś taką osobę publiczną, która wywarłaby na mnie jakieś szczególne wrażenie, które pamiętałbym do dzisiaj. Ja po prostu, gdy kogoś spotykałam, czy poznawałam,  to nigdy nie miałam o nim wcześniej jakiegoś wyobrażenia, więc ani nikt mnie specjalnie nie zachwycił, ani nie rozczarował. Poza tym na wyborach Miss Świata w jury nie było w moim roczniku nikogo bardzo ważnego, czy bardzo popularnego. Nie było nikogo na miarę Joan Collins, którą pamiętałam z jury na jakimś wcześniejszym konkursie Miss World. Szkoda, bo ją na pewno zapamiętałabym do dziś, gdyż jak każdy oglądałam kiedyś „Dynastię” i lubiłam tę postać, w którą się wcieliła. Wprawdzie był zaproszony Ricky Martin, który śpiewał na scenie jako gwiazda wieczoru i mijaliśmy się w korytarzu, ale jakoś nie traktowałam go jako kogoś szczególnego.

Natomiast pamiętam za to, że jak wracałam z wyborów Miss Świata i czekałam w Londynie na lotnisku na samolot do Warszawy, to przeszedł obok mnie jakiś facet, który wydawał mi się znajomy. Miałam zakodowane, że ja go skądś znam. I później tak go obserwowałam chwileczkę i skojarzyło mi się, że właśnie minęłam Sean’a Connery! Właściwie to wydarzenie utkwiło mi najbardziej w pamięci z mojej ówczesnej podróży 🙂

Mało się o tym mówi i prawie nikt o tym nie pamięta, że później poleciałam na konkurs do Malezji, który zresztą wygrałam. I uważam to za swój największy sukces w roli Miss. Był to konkurs Miss Tourism International. Wspominam go bardzo mile. Wiąże się z nim taka anegdota: jak Biuro Miss Polonia mnie tam wysyłało ze skromnym kieszonkowym 100 $, ja zażartowałam, że tym razem może przywiozę jakieś pieniądze, bo może wygram ten konkurs. No i faktycznie wygrałam i dostałam nagrodę pieniężną, którą musiałam się podzielić z Biurem Miss Polonia. Tak to wtedy wyglądało. 🙂

Malezja mnie zachwyciła! Chyba ze względu na to, że był to właśnie konkurs Miss Tourism International, my tam bardzo dużo zwiedzałyśmy. Poruszałyśmy się zarówno po kontynentalnej części Malezji, jak i odwiedzałyśmy wyspy malezyjskie. To była naprawdę bardzo ciekawa wycieczka.

Właśnie możliwość podróżowania, to, że zobaczyłam w wieku 18. lat coś, czego niektórzy ludzie przez całe życie nie zobaczą, możliwość kontaktu z różnymi ludźmi, to mi najbardziej utkwiło w pamięci i chyba to mi się najbardziej podobało, kiedy byłam Miss Polonia.

Trudno mi powiedzieć od czego zależy sukces na międzynarodowym konkursie piękności i dlaczego ja osobiście jeden z nich wygrałam, podczas gdy z drugiego wróciłam na tarczy.  Na ten temat mogłyby się wypowiedzieć osoby, które organizują takie imprezy i wiedzą dlaczego takie, a nie inne dziewczyny są wybierane. Na pewno nie tylko ze względu na urodę, ale też myślę, że w takim międzynarodowym konkursie bardzo potrzebna jest oczywiście znajomość języka, jakaś tam komunikatywność, pogodne, miłe usposobienie. Laureatka musi umieć radzić sobie z dala od domu, w towarzystwie zupełnie obcych, nieznanych osób. Na sukces składa się wiele czynników. Nie zawsze najładniejsza dziewczyna wygrywała, bo piękno to pojęcie względne, dla kogoś może być piękna blondynka, dla kogoś innego brunetka i to tak naprawdę do końca nigdy nie wiadomo, która z nich jest piękniejsza.

A jak do takiej imprezy mają się przygotować przyszłe uczestniczki? To, co powiem jest może banalne, ale akurat  tam szata zdobi człowieka i Biuro Miss Polonia powinno naprawdę wziąć to pod uwagę i przygotować tej dziewczynie naprawdę dobry zestaw kreacji, żeby się ładnie zaprezentowała, bo przecież jest ambasadorką naszego kraju i naszą wizytówką. Stroje są tam atrybutami i są potrzebne.

Zmieniły się czasy, zmienił się konkurs Miss Polonia

Za moich czasów było inaczej, niż obecnie. Zainteresowanie wyborami Miss Polonia było z  pewnością większe. Teraz jest tyle tych konkursów, że nikt się nie potrafi połapać,  która Miss jest z którego z nich.

Wydaje mi się, że w czasie, gdy ja byłam Miss, to te wybory miały taką naprawdę historię, oprawę, tradycję i dużo osób się nimi interesowało. Zawsze to było wielkie święto, ogromna gala, która odbywała się albo w Sali Kongresowej, albo w jakimś teatrze w Warszawie. Potem był ogromny bankiet w jakimś super hotelu warszawskim, więc to było wszystko takie na miarę królowej. A teraz, z tego co się zorientowałam, nie zawsze to tak wygląda. Może pieniążków zabrakło i sponsorów. Dziś te wybory już nie są tak „królewskie”, jak za moich czasów. I chyba też tak trochę spowszedniały ludziom i już też nie odbierają tego tak, jak kiedyś.

Powiem szczerze, że śledziłam konkursy Miss Polonia bardzo uważnie, ale w pewnym momencie przejęła je telewizja TVN i zrobiła z tego taki plebiscyt, że głosowali telewidzowie. Ta forma zupełnie mi się nie podobała. Później ze względu na to, że mieszkam za granicą już od 6 lat, nie zawsze mogłam gdzieś obejrzeć te wybory. Ale nadal się nimi interesuję. Zawsze później w Internecie czytam, kto założył koronę Miss Polonia, oceniam czy ładna z niej dziewczyna, czy też mogłaby wygrać inna. Taka ciekawość zostaje.

Nie chciałabym oceniać, która Miss Polonia jest najpiękniejsza. Nigdy się też nad tym nie zastanawiałam, bo każda z nas jest inna i wydaje mi się, że nawet nie ma sensu nas porównywać.

Natomiast Miss Polonia, która na zawsze pozostanie w moim sercu, która jest w jakiś sposób mi bliska, bo jak sama zostałam Miss, to okazała mi sympatię, dawała dobre rady i była naprawdę miła i z którą do dzisiaj utrzymuję bardzo miły kontakt, to moja poprzedniczka Agnieszka Zielińska. O niej mam najlepsze zdanie. Jest to jedyna dziewczyna z tamtych lat i konkursów, z którą do dzisiaj do siebie telefonujemy z życzeniami, pytamy, co u dzieci. Oczywiście ze względu na to,  że tak daleko od siebie mieszkamy, nie widujemy się zbyt często. Ostatni raz widziałyśmy się na tej słynnej gali w Hotelu Polonia Palace, gdzie Ewa Wojciechowska zorganizowała dla nas bardzo przyjemne spotkanie.

Z dala od show-biznesu

 

Konkursowi Miss Polonia w 80-tą rocznicę jego urodzin życzę dalszej kontynuacji w dobrym guście i tonie, dbania o dziewczyny, o swój wizerunek. I żeby przetrwał więcej, niż 100 lat!

A ja? Po dwunastu latach jestem już 12 lat starsza 🙂 Mieszkam na Cyprze razem z rodziną. Wychowuję z mężem naszego dwuletniego synka. Z racji zawodu mojego męża pozwiedzałam troszeczkę Europy, pomieszkałam w różnych krajach. Teraz osiedliśmy na Cyprze. Prowadzę normalne życie. Zajmuję się domem, żyję spokojnie, tak jak chciałam i jestem bardzo szczęśliwa.

Świat show-biznesu jest dziś dla mnie bardzo odległy. Pozostał tylko we wspomnieniach i jedynie czasami, jak ktoś mnie o to zapyta, to mi się przypomina: „A faktycznie, kiedyś byłam tą Miss Polonią…”

Wywiad z R. Jonek – cz. I

Roksana Jonek – Miss Polonia 1997; reprezentowała Polskę na konkursie Miss World 1997.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia we wrześniu 2009 roku.

Zwycięstwo okupione plotkami

Kiedy w 1997 roku zdecydowałam się na start w konkursie Miss Polonia, miałam 18 lat, właśnie zdałam maturę, zdawałam na studia, byłam młodą dziewczyną i wszystko było przede mną.

Pierwszym szczeblem na konkursowej drabinie były wybory Miss Śląska i Zagłębia, które wygrałam i dzięki temu otrzymałam prawo udziału w ogólnopolskim półfinale. Koncert półfinałowy zorganizowany został z trochę mniejszą pompą, niż późniejszy finał. Zaprezentowałam się na scenie i zostałam zakwalifikowana do grona 20. finalistek konkursu Miss Polonia.

Finałową galę poprzedzało zgrupowanie przygotowawcze. Pamiętam je jako taki obóz kolonijny, gdzie my wszystkie się kolegowałyśmy, jedna drugiej pomagała w rozwiązywaniu różnych problemów, pożyczałyśmy sobie sukienki. Było bardzo przyjemnie, nie było rywalizacji, żadnych przykrych sytuacji, byłyśmy zgraną grupą.

Dziś dziewczyny są chyba bardziej świadome szansy, jaką daje im wygrana w konkursie Miss Polonia – szansy na zrobienie kariery w show-biznesie, na pracę w telewizji. Wtedy to była dla nas przygoda, która dla mnie zakończyła się pomyślnie – zdobyłam tytuł Miss Polonia ’97.

Prawie zawsze pojawiają się plotki, że werdykt jest „ustawiony”. Mnie one także nie ominęły. A skąd się wzięły? Przytoczę taką anegdotę. W tamtym czasie moim bardzo dobrym kolegą był Tomek Ossoliński. Oboje pochodzimy ze Śląska, ja wtedy brałam udział w różnych pokazach mody, a on szył dla „Bytomia” i tak się poznaliśmy. Przed finałem Miss Polonia Tomek obiecał mi, że na bal koronacyjny, czy wygram czy nie, uszyje dla mnie piękną suknię. Nie pokazał mi jej nawet wcześniej, przyszedł z  nią dopiero na samą galę, a ja miałam się po prostu przebrać w nią na bankiet. Gdy ją zobaczyłam, suknia była przepiękna, bordowa. Oczywiście ją ubrałam, pasowała jak ulał. I wówczas okazało się, że  rąbek tej korony, którą wtedy już nosiłam na głowie, miał identyczny kolor jak ta suknia. To był naprawdę zbieg okoliczności, ale stąd  poszła plotka, że to wszystko było zaplanowane, bo jak inaczej mogłabym mieć suknię tak idealnie dobraną pod kolor korony. 🙂

Oliwy do ognia dolewały media. Dziennikarze zarzucali mi brak jakiejkolwiek reakcji na werdykt jury, radości i to, że nie rozpłakałam się ze szczęścia. Próbowałam to wiele razy prostować. Nie każda osoba przecież reaguje podobnie na miłe zaskoczenie. Jedni płaczą, inni nie wiedzą co powiedzieć, jeszcze inni się uśmiechają, a niektórzy po prostu mają kamienną twarz. Później wielokrotnie oglądałam fragment z tych wyborów, moment koronacji. Ja widziałam na swojej twarzy szczęście i niespodziankę. Osoby, które mnie nie znały, pewnie zupełnie inaczej to wtedy odebrały.

Rok z koroną na głowie

W nagrodę za wygranie wyborów Miss Polonia dostałam m.in. bardzo drogie futro bardzo słynnej włoskiej firmy „Marbella”. Futro zrobione było ze skór hodowanych specjalnie w Kanadzie lisów. Naprawdę, próbowałam się pozbyć tego futra wielokrotnie, chciałam je sprzedać lub  przerobić, ale nic z tego nie wyszło i ono dalej wisi już od 12. lat u rodziców w szafie. Jest to taki prezent, którego ja nigdy nie wykorzystałam i jedna z takich rzeczy, z którymi nie za bardzo wiadomo co zrobić.

Wygrałam także samochód, Fiat Bravo. Był i jest on w mojej rodzinie do dzisiaj. Najpierw ja sama nim jeździłam, potem oddałam go moim rodzicom. Jest on uznawany za taką rodzinną pamiątkę i podejrzewam, że już raczej rodzice go nie sprzedadzą. Jak odmówi posłuszeństwa, będzie stał w garażu.

Ja odkąd byłam małą dziewczynką, interesowałam się konkursem Miss Polonia i zawsze, co roku, jak były te wybory transmitowane w telewizji, zasiadałam przed telewizorem i to było dla mnie takie swego rodzaju święto. Miałam takie swoje wyobrażenie, że później, jak zostanie się taką Miss, to dużo osób o nią dba, że ma pełną garderobę ciuchów, do dyspozycji makijażystów, fryzjerów, którzy troszczą się o jej wizerunek. Tak zawsze mi się wydawało. Później, gdy zostałam tą Miss, okazało się, że często były takie sytuacje, że właściwie musiałam radzić sobie sama, że gdyby nie sukienki zaprzyjaźnionego Tomka Ossolińskiego, to nie miałabym w czym wystąpić na konkursie Miss Świata. Wtedy mój entuzjazm troszeczkę opadł. Ale nie zrobiłam z tego wielkiej tragedii. Dzisiaj, kiedy to wspominam i  patrzę na to z perspektywy tych dwunastu lat, to myślę, że może to były po prostu wtedy takie czasy i tak to u nas w Polsce wyglądało. Absolutnie nie mam do nikogo o to pretensji. A nawet myślę, że dzięki temu, że wtedy nie było sztabu fachowców współpracujących z Biurem Miss Polonia i nikt nam nie podpowiadał, w co się mamy ubierać, jak zachowywać, to może konkurs Miss Polonia otworzył mi jakąś  drogę do większej samodzielności. To był naprawdę taki niezły test na sprawdzenie samej siebie, na wydoroślenie. Przecież ja, kiedy zostałam Miss Polonia, miałam 18 lat, byłam zresztą, jak się później okazało, najmłodszą Miss Polonia w historii.

Ludzie, którzy mnie znają, twierdzą, że tytuł Miss Polonia mnie nie zmienił, że pozostałam taka sama. Ja myślę, że poszerzył mi horyzonty. Zaczęłam podróżować, zwiedzać świat, poznawać ludzi, uczyć się języków. Ciekawość świata i chęć poznawania czegoś nowego została mi do dzisiaj. Dzięki konkursowi zainteresowałam się podróżami. Przestałam bać się tego, co przed nami, co jeszcze możemy zrobić. To jest bardzo pozytywne.

Nie uważam, żeby po zdobyciu przeze mnie korony zmienił się stosunek znajomych do mojej osoby. Wręcz przeciwnie, zawsze się spotykałam z sympatią ludzi, z ich pomocą i życzliwością. Przyjaciele nie odwrócili się ode mnie. Nie mam negatywnych doświadczeń w tym względzie.

Moja kadencja przebiegała bardzo spokojnie. W ramach swoich obowiązków pojawiałam się na wyborach regionalnych, czy różnych targach, gdzie reklamowałam sponsorów wyborów Miss Polonia. Nie przypominam sobie żadnej szczególnie zabawnej sytuacji z tego okresu. Niczego też nie żałuję.

Nie byłam nigdy bohaterką jakichś plotek, nikt o mnie źle nie mówił. Wtedy nie wypisywano jakichś bzdur w prasie brukowej.  Oczywiście było mi miło, jak ludzie podchodzili i gratulowali mi mówiąc, że faktycznie wybór był celny. Tylko raz ktoś napisał mi list z taką treścią w środku, że nigdy w życiu nie zdarzyło się, żeby ktoś wybrał brzydszą Miss Polonia, niż ja jestem. Wtedy, dla 18-latki to był policzek. Od razu ten list podarłam i wyrzuciłam. Natomiast gdybym go dzisiaj dostała, to pewnie schowałabym go na pamiątkę.

Przypomniała mi się jeszcze jedna anegdota. Wtedy z wyborami Miss Polonia niemal zbiegały się w czasie wybory Miss Polski. Zaczęto więc nas – zwyciężczynie obu konkursów – porównywać. „Super Express” zorganizował nawet specjalny plebiscyt, która z nas jest piękniejsza. Wypowiadały się na ten temat różne osoby publiczne. I pamiętam taki komentarz Marka Sierockiego, który powiedział, że on woli szczuplejsze dziewczyny, a ja jestem taka bardziej pulchna. Nie wiem dlaczego tak mnie ocenił,  bo ja w tamtym czasie ważyłam 46 kg (przy wzroście 176 cm) i byłam bardzo szczupła. To najlepszy dowód na to, że oceniając kogoś tylko na podstawie zdjęć (a tak właśnie było w tym przypadku), można faktycznie nabrać jakiegoś mylnego przekonania o jego wyglądzie.

Wywiad z M. Osińską

Magdalena Osińska – finalistka konkursu Miss Polonia 1997.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w lipcu 2009 roku.

Jak nazywają się najsłynniejsi bliźniacy w Polsce? 🙂 A najsłynniejsze bliźniaczki? 12 lat temu, w 1997 roku, były nimi niewątpliwie siostry Agnieszka i Magdalena Osińskie.

Jedna z nich, Magdalena, tak wspomina siebie z tamtego okresu:

Jaka byłam? Na pewno inna, bardziej roztrzepana, szalona, zwariowana i chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, co się wokół mnie dzieje. Wszystko toczyło się tak szybko… W czasie gdy rozpoczynała się cała „zabawa” w Miss, miałam chyba 16 lat. Uczyłam się wtedy w liceum ogólnokształcącym w Biłgoraju. Byłam w klasie sportowej i odkąd pojawiły się sukcesy (mniejsze i większe) w sporcie, to pamiętam, że chyba zaczęłam myśleć o tej dziedzinie poważniej. Od drugiej klasy liceum zaczął się rodzić lub może „odradzać” mój talent plastyczny. Zamiast skupiać się na nauce :), wolałam przez całe zajęcia robić np. karykatury nauczycielom w szkicowniku, bądź jakieś „sprośne”;-) rysunki, które puszczałam w obieg po klasie prowokując wiele uśmiechu na twarzach kolegów. Na szczęście nie miałam przez to żadnych problemów w nauce. Nauczyciele bardzo nas z siostrą lubili. Za co bardzo im dziękuję. A marzenia, plany…? Wtedy wszystko mnie interesowało.

Jak wiele dziewcząt w jej wieku, Magdalena decyduje się na udział w wyborach Miss Polonia.

Na start namówili mnie i siostrę rodzice. To oni i tylko oni cały czas nad tym wszystkim „panowali” i kontrolowali sytuację. Dlaczego wybrałam Miss Polonia, a nie Miss Polski? Teraz trochę żałuję, że nie rozdzieliłyśmy się z siostrą w konkursach :)… Pierwszy etap w Miss Polski zaliczyłam i przeszłam dalej, ale potem za namową pewnych osób, które chciały bliźniaczki w Miss Polonia, zmieniłam zdanie. Nie ma to teraz oczywiście żadnego znaczenia, ale szkoda, że ich posłuchałam. Dla nich byłyśmy tylko „towarem marketingowym” na rocznicę 15- lecia wyborów Miss Polonia.
Droga do finału Miss Polonia wiodła przez kilka etapów, tzw. „repasaży” o ile dobrze pamiętam. Wcześniej, jeszcze przed wszystkimi konkursami związanymi z Miss Polonia, brałam udział w wyborach Best Model of Poland w Warszawie. Był to chyba pierwszy konkurs, w jakim uczestniczyłam. Następnie, jakiś rok później, były wybory regionalne w Biłgoraju „Miss Ziemi Biłgorajskiej” , gdzie zdobyłam koronę. Aga, moja siostra bliźniaczka, ten konkurs „zaliczyła” 🙂 rok wcześniej. A co do przebiegu tej imprezy, to naprawdę było miło. Potem w międzyczasie były wybory Miss Lata Zamojszczyzny, Miss Polonia Super Model Lubelszczyzny, a dalej już tzw. konkursy-etapy Miss Polonia. Ostatnie przed finałem w Warszawie to ogólnopolskie półfinały w Bielsku-Białej i Białymstoku. Rozdzielono nas wtedy z siostrą – ja pojechałam do Bielska-Białej. Tam było super! Wspaniała atmosfera, może dlatego, że trochę luźniejsze „podejście”, niż na finałach. Zresztą, cały konkurs organizowany przez Biuro Miss Polonia był wspaniałą przygodą dla mnie, jak pewnie dla wielu ze startujących dziewczyn. Samo zgrupowanie, to jak wakacje, a przy okazji poznałam wiele wspaniałych osób i z niektórymi dziewczynami mam jeszcze kontakt do tej pory. Nigdy nie zgodzę się z jakimś negatywnym zdaniem na temat Biura Miss Polonia. Wspaniale o nas dbali na każdym etapie konkursu.

Zgrupowanie przygotowawcze to tradycyjny element poprzedzający każdy kolejny szczebel konkursowych eliminacji. Oczywiście najbardziej wyczerpujące i stresujące jest zawsze to ostatnie- przedfinałowe. Jak wspomina je Magdalena?

Czego dziewczyny mogą się nauczyć? Cóż, wielu rzeczy… Na pewno podejścia do samej siebie. Zgrupowanie to wspólne mieszkanie z 20- ką najpiękniejszych Polek przez 10 dni. Tworzą się grupy tych lubianych i tych mniej, jak w każdym „stadzie”, a przed finałem niektóre koleżanki trzeba było omijać z daleka.
Do samego końca nie czułam żadnej rywalizacji między dziewczynami. Wręcz przeciwnie – pomagałyśmy sobie wzajemnie odnośnie doboru fryzur i makijaży. Pożyczałyśmy sobie nawet buty, gdy okazało się, że któraś rzuciła je byle gdzie. Było straszne zamieszanie na finałach, ale „drużynę” miałyśmy naprawdę zgraną. Oczywiście, by tak do końca nie słodzić, w każdej grupie zdarzają się „czarne owce”, w naszej było ich nawet kilka, ale po prostu należy ich unikać. A co do faworyzacji jakiejś kandydatki to nie zauważyłam nic takiego. Zresztą powiem szczerze, że chyba nie skupiałam się tak dokładnie na tym, by móc odczuć jakiekolwiek faworyzowanie.

Po tygodniach przygotowań nareszcie gala finałowa i…końcowy werdykt. Miss Polonia 1997 została Roksana Jonek z Mikołowa.

Werdykt to werdykt. Nie mnie oceniać. Jury w końcu miało powody by wybrać Roksanę. Powiem szczerze, że ja wybrałabym moją siostrę. Zresztą słyszałam wtedy opinie innych startujących dziewczyn, że to będzie Aga, że to ona wygra. Poza tym później czytałam na wielu forach typy ścisłej trójki. W większości była w niej Aga – moja kochana siostra.
Po finałach, już na balu słyszałam, że Roksana wiedziała o tym, że wygra. Może i tak, ja tego wtedy nie „kupiłam”. Moim zdaniem było to złośliwością „przegranych”.

Razem z Magdaleną w konkursie Miss Polonia wystąpiła jej siostra bliźniaczka Agnieszka. Choć wyglądały niemal identycznie, Agnieszka została obsypana szarfami i odniosła ogromny sukces – została I Vicemiss Polonia, Miss Elegancji i Miss Publiczności, Magdalena nie została doceniona przez jury. Co wtedy czuła: żal, złość, smutek, rozczarowanie, a może radość, dumę, szczęście z sukcesu siostry?

Tak jak wspomniałam wcześniej, start razem z siostrą nie był dobrym pomysłem dla nas, choć dla rozgłosu i „czegoś” nowego w tym konkursie był dobry dla biura Miss Polonia. Zawsze uważałam, że Agnieszka słusznie została tak obdarowana nagrodami, ponieważ wtedy naprawdę miała świetne podejście do tego startu. Traktowała to jak zabawę, ale jednak w głębi duszy poważnie. Może ja zbyt serio na zewnątrz do tego podchodziłam. Nie wiem…

Najgorsze było, że strasznie znienawidziłam wywiady, na których najczęściej zadawano mi pytanie: jak się czułam, gdy większość nagród (oprócz korony) otrzymała moja siostra? Jak mi się wydaje, dlaczego siostra, a nie ja „wygrała”, skoro byłyśmy bliźniaczkami…? Miałam dość tych idiotycznych pytań! Ludziom ciężko było zrozumieć, że większość tytułów, które otrzymała Agnieszka, cieszyło mnie tak, jakbym to ja sama je otrzymała. W końcu jesteśmy bliźniaczkami…

Co było dla Magdy największą motywacją do udziału w wyborach Miss Polonia – cenne nagrody, popularność, podróże zagraniczne, możliwość reprezentowania Polski na międzynarodowej arenie, czy jeszcze coś innego i czy konkurs dał jej to, na co liczyła?

Motywacja? Oczywiście wygrana! I nigdy nie twierdziłam inaczej. Zresztą chyba każda z dziewczyn startuje dla nagród… Druga sprawa to popularność.

Konkurs dał mi oczywiście jakąś tam namiastkę tej popularności. Byłam w końcu tylko finalistką, a nie królową – Miss, ale i tak jedną z najbardziej znanych bliźniaczek w Polsce. Popularność ta istnieje jeszcze do dziś, co jest bardzo miłe i pomaga w życiu.
Oczywiście że wiele zostaje po takim wydarzeniu. Mam mnóstwo pięknych zdjęć, które zrobiła wspaniała pani fotograf Maria Wrońska z Biłgoraja, która również pomagała nam w całym tym „zamieszaniu” z wyborami, oprócz tego cudowne wspomnienia, znajomości, które trwają do dziś, nagrody, którymi obdarowałam całą rodzinę (telewizory, kuchenki mikrofalowe, różne sprzęty hi-fi i inne drobiazgi jak suknie, futra itp.) oraz tzw. lokalna 🙂 popularność…a przede wszystkim wspomnienia.

Przez jakiś czas miałam kontakt z niektórymi dziewczynami z finału Miss Polonia, nawet często się odwiedzałyśmy w odległych końcach Polski. Było świetnie. Ale z czasem kontakt słabł. Mieszkamy zbyt daleko siebie, a większość wyjechała za granicę kraju.

Gdyby teraz Magda miała swoją twarz i ciało z 1997 r., a dzisiejszą wiedzę i doświadczenie, czy wystartowałaby w konkursie jeszcze raz?

I 19 lat? Tak, myślę, że tak. Na pewno śmielej bym do tego konkursu podeszła, no i pewnie byłabym silniejsza psychicznie. Teraz jestem i czuję się stuprocentową kobietą, a wtedy byłam jeszcze dziewczynką, chociaż miałam „już” (jak na ten konkurs) 19 lat.

Od czego zależy sukces w takiej imprezie? Myślę, że od pozytywnego nastawienia ogólnie do życia. Przede wszystkim od uśmiechu, od pogodnego usposobienia. Ja wtedy chyba byłam mocno zestresowana :). Może po prostu zjadła mnie trema :).

Od tamtych wydarzeń upłynęło 12 lat. Dziś…

Nazywam się Magdalena Osińska – Rybaczuk.
Czy nadal interesuję się konkursami piękności?

Nie wiem, czy oglądanie raz w roku wyborów Miss Polonia lub Miss World można nazwać interesowaniem się tym… raczej tak tego bym nie nazwała. Chyba nie mam ulubionej Miss, a raczej nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
Gdyby moja córka wahała się, czy wystartować w takiej imprezie, to na pewno bym jej nie namawiała, bo do tego trzeba być przekonanym i pewnym, że się tego chce. Ale też na pewno bym jej nie odradzała. Moje rady? To takie, by była zawsze sobą i analizowała dobrze sytuację.

Na razie mam dwóch synków, cudowną rodzinę i może kiedyś postaram się o córeczkę, ale póki co na szczęście nie „muszę” się martwić takimi dylematami 🙂