Zdjęcia z prywatnego archiwum Agnieszki Myko – finalistki Miss Polonia ’96 i Top 15 na MI ’97





Historia konkursów piękności w Polsce, wywiady z Miss
Zdjęcia z prywatnego archiwum Agnieszki Myko – finalistki Miss Polonia ’96 i Top 15 na MI ’97





Zdjęcia z prywatnego archiwum Anny Fizek – II Vicemiss Polonia 1996




Agnieszka Myko – finalistka Miss Polonia 1996; Top 15 na konkursie Miss International 1997
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony Miss Polonia w lipcu 2012 r.
Media od zawsze doszukiwały się sensacyjek i skandali przy organizacji konkursów piękności. Pisano o niesprawiedliwych, „ustawianych” werdyktach, zawiści między konkurentkami itp. Czy było w tym choć ziarenko prawdy? Jak to wygląda z perspektywy samych uczestniczek wyborów Miss?
Agnieszka Myko wystartowała w konkursie Miss Polonia w 1996 roku. Był to początek nowego etapu w moim życiu, pewnej przygody, która wtedy się rozpoczęła…. mówi dziś. Miałam 20 lat, mieszkałam w Gdyni i byłam studentką I roku PG na wydziale chemii. Jak każda młoda osoba spędzałam sporo czasu z rówieśnikami, wychodząc na imprezy, do kina, itd. Jednocześnie starałam się skupić swoją uwagę na nauce. Kiedy rozpoczęła się moja przygoda z konkursem, byłam przed letnią sesją egzaminacyjną i bardzo mi zależało, aby ją pomyślnie zaliczyć. Postanowiłam podejść do egzaminów w terminie zerowym, dzięki czemu mogłam spokojnie wyjechać na zgrupowanie półfinałowe do Bielsko-Białej.
Ale zanim rozpoczęło się zgrupowanie półfinałowe, najpierw Agnieszka musiała przebrnąć przez wstępne etapy konkursu. A dlaczego w ogóle zdecydowała się na start w tej imprezie? Czy było to jej marzenie?
O czym marzyła 20-letnia dziewczyna taka jak ja?? Na pewno nie o wielkiej karierze, moim celem było uzyskanie tytułu magistra-inżyniera, znalezienie ciekawej pracy oraz możliwość zwiedzenia świata.
Mój start w konkursie Miss Polonia nazwałabym czystym przypadkiem, a droga do finału była dość długa. Chłopak, z którym wtedy byłam związana, znalazł ogłoszenie w lokalnej gazecie o eliminacjach do wyborów Miss Ziemi Kaszubskiej i zgłosił moją kandydaturę bez wcześniejszych konsultacji ze mną. Na początku byłam lekko przerażona, ale po chwili podjęłam decyzję, że może warto spróbować. Kiedy przystępowałam do pierwszych eliminacji na Miss Ziemi Kaszubskiej w lutym 1996 r., przez myśl mi nie przeszło, że będzie to pierwszy krok do finału najbardziej prestiżowego konkursu piękności w Polsce. Bardzo się denerwowałam, czułam się jak przed ważnym egzaminem. Nie myślałam o korzyściach, jakie mógłby mi przynieść sukces w wyborach. Stres był silniejszy, ale się udało. Potem był finał regionalny, podczas którego przyznano mi tytuł I V-ce Miss Ziemi Kaszubskiej. Następnie zaproszono mnie na eliminacje do Miss Ziemi Gdańskiej. W finale tego konkursu otrzymałam również tytuł I V-ce Miss. Dopiero te kolejno zdobywane tytuły, a także coraz bardziej realna możliwość zdobycia cennych nagród, popularności, odbycia zagranicznych podróży, dały mi większą motywację do działania. Uwierzyłam we własne siły, że warto wykorzystać swoje 5 minut. Pomyślałam, że skoro ludzie zauważyli moją urodę, to czas najwyższy, abym sama w siebie uwierzyła.
Wielkie emocje i stres to nieodłączne elementy każdych wyborów. Podobnie było ze mną. Z czasem, kiedy pokonywałam kolejne etapy konkursu, nabierałam większego doświadczenia, które przydało się w najbardziej stresujących momentach. Moim wsparciem była mama, bez której nie wyobrażam sobie tych wszystkich sukcesów. To ona uczestniczyła w moich przygotowaniach, pomagała mi w doborze strojów, a przede wszystkim wspierała mnie psychicznie. Młode dziewczyny, które startują w wyborach Miss, nie są zazwyczaj przygotowane do udziału w takim konkursie. Dlatego tak bardzo jest ważne, aby mieć przy sobie takiego mentora, którego obecność pozwala nam poczuć się pewniej, itd. Zgrupowania, zajęcia z choreografii, czy udzielane wywiady uczą wielu nowych, ciekawych rzeczy, a jednocześnie pozwalają sprawdzić własną psychikę i osobowość. To bardzo cenna lekcja w życiu każdej z nas. Ja myślę, że dobrze ją wykorzystałam.
Następne szczeble to już etapy ogólnopolskie. Zaczyna się robić coraz poważniej, stawka jest coraz większa…
W czerwcu pojechałam na eliminacje do półfinału Miss Polonia. Pamiętam swoją podróż nocnym pociągiem do Warszawy, by wcześnie rano dotrzeć na miejsce eliminacji. Kiedy zobaczyłam tłumy dziewcząt zmierzających do tego samego budynku co ja, byłam przerażona. Pomyślałam, że przy tak ogromnej konkurencji moje szanse na zakwalifikowanie się do kolejnego etapu są znikome. Miałam do pokonania kilka tysięcy dziewczyn, żeby awansować do półfinału. Kiedy wyczytano moje nazwisko na liście półfinalistek, nie mogłam w to uwierzyć. Radość była ogromna.
Kilka tygodni później wyjechałam na zgrupowanie do Bielsko-Białej, gdzie spośród 40 dziewczyn wybrano 18 do ścisłego finału. Finalistek miało być 20, ale dwa wolne miejsca zostały dla Miss Polonia z Ameryki i Australii. A potem był już tylko finał-uroczysta gala w Sali Kongresowej w Warszawie. Do wszystkich etapów starałam się jak najlepiej przygotować i myślę, że to zaprocentowało podczas finałowego koncertu.
Ostatnim etapem przygotowań jest zawsze tradycyjne zgrupowanie.
Zgrupowanie przed finałem mojego rocznika odbyło się w Miętnych koło Garwolina. Każdy dzień był skrupulatnie zaplanowany. Zaczynałyśmy go śniadaniem, następnie trening, wyjazd w plener na wszelkiego rodzaju przymiarki, sesje, potem lunch i najbardziej pracowita część dnia-zajęcia z choreografii. Bywało często tak, że wracałam do pokoju przed 24-tą, a następnego dnia musiałam wstać bardzo wcześnie. Takie zgrupowanie na pewno uczy zdyscyplinowania, współpracy i przebywania w grupie. Atmosfera była całkiem przyjazna, czasami dało się odczuć niewielkie współzawodnictwo między kandydatkami. Natomiast muszę przyznać, że nie do końca wierzę w możliwość zawiązania się przyjaźni pomiędzy uczestniczkami takich imprez. Każda z nas przyjechała po to, aby wygrać i być najlepszą, więc ciężko tu mówić o prawdziwej przyjaźni, skoro byłyśmy dla siebie konkurentkami. Mój kontakt z pozostałą 19-tką finalistek został urwany krótko po wyborach. Każda z nas pochodziła z innej części Polski, co również wpłynęło na brak utrzymania kontaktów.
Niemal rokrocznie wyborom Miss Polonia towarzyszą plotki, sensacyjki. Przystępując do konkursu sama byłam ciekawa, na ile się one sprawdzą. Próbowałam się przyjrzeć z bliska kuluarom tego wydarzenia, ale szczerze przyznam, że nie było żadnych sensacji, o których mogłyby rozpisywać się tabloidy. Niektóre dziewczyny były bardziej faworyzowane, ale na tym się skończyło.
A to ciekawe – organizatorzy takich imprez zawsze zarzekają się, że werdykty są do końca niewiadomą, że ich samych zaskakują, a tymczasem, jak widać, uczestniczki odbierają to nieco inaczej.
Werdyktem jury, Miss Polonia 1996 została Agnieszka Zielińska. Uważam, że zasłużyła na ten tytuł, chociaż moją faworytką była Iwona Styczeń z Busko-Zdrój. Według mnie poziom konkursu w 1996 roku był bardzo wysoki, co z pewnością nie ułatwiło pracy jurorom. Większość kandydatek wyróżniała się nietuzinkową urodą i inteligencją. Jednak już od półfinału wyczuwałam, że to właśnie Agnieszce przypadnie tytuł „królowej”. Kiedy wybrano szczęśliwą 20 finalistek, w Kioskach Ruchu zaczęła ukazywać się seria z krzyżówkami. Przed samym finałem konkursu (wrzesień 1996) przypadkowo natrafiłam na jedno z wydań tejże krzyżówki. Na jej okładce znajdowało się duże zdjęcie Agnieszki, podczas gdy fotografie pozostałych kandydatek umieszczono na odwrocie. Wtedy byłam już pewna, kto wygra te wybory. Nawet zrobiłam zakład ze znajomymi. I wcale się nie pomyliłam. Było jeszcze kilka drobnych elementów, które tylko potwierdziły moje przewidywania (jak dobór fryzury pod koronę przed samą galą). Mimo tych sytuacji wciąż uważam, że Agnieszka Zielińska była jedną z tych dziewczyn, które zasłużyły na tytuł najpiękniejszej. Przed ostatecznym werdyktem publiczność wykrzykiwała na zmianę numer 8 i 14 (mój numer). Niestety wygrać mogła tylko jedna z nas.
Czy mimo, że to nie ona założyła koronę, Agnieszce udało się zachować dobre wspomnienia z finałowego koncertu i pozytywnie ocenia swój występ na nim?
Do samej gali konkursu zawsze powracam z wielkim sentymentem. To chwile, które na zawsze zapisały się w mojej pamięci. Występ w Sali Kongresowej przed tak dużą publicznością i jury to nie lada stres. Podczas gali prowadzący Krzysztof Ibisz zadawał po jednym pytaniu 10 finalistkom. Poszło mi całkiem nieźle. Niestety późniejsza zwyciężczyni Agnieszka Zielińska nie odpowiedziała na swoje pytanie, w związku z tym ta część konkursu nie została pokazana w TV. Zależało mi, aby jak najlepiej wypaść przed publicznością i moją rodziną, która podtrzymywała mnie na duchu. Uważam, że przygotowania do finału zakończyły się sukcesem, naprawdę ciężko pracowałyśmy na końcowy występ. Każda z nas spędziła wiele godzin, aby zaprezentować się jak najlepiej. I to się udało.
Swój występ podczas finałowej gali również traktuję jako wielki sukces. Otrzymałam 2 tytuły: Miss Elegancji i Miss Telewidzów. Ten drugi był dla mnie szczególnie ważny, bo chyba najbardziej obiektywny i nadany przez dziesiątki tysięcy widzów, którzy na mnie głosowali i których zdaniem to ja powinnam zdobyć koronę najpiękniejszej. Myślę, że nie zmieniłabym zbyt wielu rzeczy podczas całej przygody związanej z Miss Polonia. Jedynie życzyłabym sobie większego grona znajomych na widowni tak, jak było w przypadku Agnieszki Zielińskiej, do której przyjechał cały autokar i mały pupil. A poza tym mam ogromną satysfakcję, że zaczynając od lokalnych wyborów w Wejherowie doszłam tak wysoko. Ciężka praca, a jednocześnie moja uroda zostały docenione. Z tego naprawdę jestem dumna.
Okazało się jednak, że to nie koniec powodów do dumy dla Agnieszki. Biuro Miss Polonia zadecydowało, że to właśnie ona zostanie reprezentantką Polski na konkursie Miss International ’97 w dalekiej i egzotycznej Japonii.
Wyjazd do Japonii na Miss International był dla mnie zaszczytem. Czułam się wyróżniona, otrzymując propozycję od biura Miss Polonia reprezentowania Polski na międzynarodowej arenie.
Przez cały czas zgrupowania nasz czas był intensywnie wypełniony. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Atmosfera była przyjemna. Pokój w hotelu dzieliłam z Miss Francji Marie Borg, bardzo sympatyczną dziewczyną. Z początku wydawało mi się, że na tak prestiżowym konkursie nie może zabraknąć rywalizacji między dziewczętami. Jednak było inaczej. Reprezentantki wszystkich krajów pomagały sobie, wspólnie spędzały czas na zakupach, itd.
Japonia to wspaniały kraj, w którym żyją przesympatyczni ludzie. W trakcie gali finałowej jednocześnie odbywał się Finał Miss Japan ’97. Podczas tej uroczystości poznałam bardzo sympatyczną Japonkę o imieniu Chika. Przez wiele lat utrzymywałyśmy kontakt listowny. Byłam nawet zaproszona do jej rodzinnego miasta, ale niestety już się nie spotkałyśmy. Miałam okazję jeszcze raz odwiedzić ten egzotyczny kraj, tym razem służbowo.
Tytuł Miss International ’97 przypadł w udziale Miss Wenezueli Consuelo Adler Hernández. Agnieszka również odniosła ogromny sukces, awansując do ścisłej finałowej Top 15.
Zanim wyczytano zwyciężczynię, wszystkie trzymałyśmy się za ręce. To już chyba tradycja na tego typu konkursach. Ale wygrać mogła tylko jedna i była nią Wenezuelka. Uważam, że była jedną z faworytek. Zresztą to właśnie kobiety z tej części świata dominują na międzynarodowych konkursach piękności. Pomimo jej nietuzinkowej urody, od początku stawiałam na Miss Filipin.
Wejście do Top 15 uważam za sukces. Chwilę, w której wyczytano moje nazwisko na scenie zapamiętam na zawsze. To były prawdziwe emocje.
Czy coś bym zmieniła dostając drugą szansę wyjazdu?? Na pewno brakowało mi kogoś bliskiego z Polski, kto byłby moim wsparciem, umiał doradzić, porozmawiać w ojczystym języku. Drugą rzeczą była moja suknia wieczorowa przygotowana, a właściwie wypożyczona od jednej z projektantek sukni ślubnych z Bielsko-Białej. Suknia była piękna, ale nie na tego typu event. Przede wszystkim ważyła zbyt dużo, co sprawiało wiele trudności, kiedy musiałam zapakować ją do bagażu czy przewieźć w autokarze na galę. Nigdy nie zapomnę trudności z nią związanych. Ale mimo wszystko jakoś sobie poradziłam i wróciłam do kraju bogatsza o nowe doświadczenie, pełna nowych wrażeń i wspomnień.
Wyjazd na Miss International był dla mnie czymś wyjątkowym, niezapomnianym. Chwile spędzone w gronie najpiękniejszych kobiet świata zapisały się na zawsze w moim sercu i pamięci.
Konkurs Miss International był ostatnim, w którym Agnieszka miała przyjemność uczestniczyć. Jej przygoda z wyborami Miss dobiegła końca. Jak ułożyło się jej dalsze życie?
Wspomniałam wcześniej, że moim celem było uzyskanie tytułu magistra-inżyniera, znalezienie ciekawej pracy oraz możliwość zwiedzenia świata. Te wszystkie trzy rzeczy udało mi się zrealizować.
Obecnie mieszkam w Gdyni. Ostatnie 6 lat spędziłam w Irlandii, gdzie ukończyłam kurs języka angielskiego w Szkole Biznesowej oraz kurs farmaceutyczny. Byłam zatrudniona na stanowisku Managera w aptece. Bardzo lubiłam swoją pracę, ale mimo to postanowiłam wrócić do Polski. Obecnie zajmuję się organizacją imprez, obsługą konferencji dla jednej z sopockich firm eventowych. Praca, którą wykonuję, daje mi wiele satysfakcji, ponieważ branża ta jest mi bliska od zawsze. Wiem jak to jest pracować na wybiegu, czy jako hostessa wręczająca artystom statuetki i kwiaty na scenie. Teraz to ja wybieram dziewczyny do tego typu zadań. Mam okazję poznawania nowych ludzi, każdy projekt to nowe wyzwanie. To właśnie lubię. A w wolnym czasie (jeśli go mam), uwielbiam wyjść do teatru, pojechać na spacer brzegiem morza, pójść na obiad do dobrej restauracji. Ale przede wszystkim wyjechać na egzotyczne wakacje… Podczas swoich podróży odwiedziłam wiele ciekawych miejsc takich jak: Meksyk, Dominikanę, Kubę, Brazylię ze słynną plażą Copacabana i największym stadionem świata Maracana, całą Amerykę Północną, Hawaje ze słynną wyspą Maui, malutki Mauritius, Emiraty Arabskie, Chiny, Hong Kong, oczywiście dwukrotnie Japonię, a niedawno wróciłam z pięknej wyspy Bali. O Europie nie wspomnę, bo jest dla mnie jak drugi dom. Kolejnymi miejscami, które chciałabym odwiedzić jest wyspa Fidżi i Australia z Nową Zelandią. Największy mój problem, to zbyt mało wolnego czasu. Mimo to uważam, że marzenia są po to, by je realizować – bo to one nadają sens naszemu życiu…
A konkurs Miss Polonia? Czy po tylu latach zajmuje jeszcze jakieś miejsce w sercu Agnieszki? Czy nadal interesuje się ona wyborami Miss Polonia, śledzi je ? Jaka jest jej ulubiona Miss Polonia i dlaczego? Jakie cechy powinna, jej zdaniem, posiadać idealna królowa piękności?
Jeśli tylko jestem w domu, zawsze staram się pamiętać o Wyborach Miss Polonia. Moim zdaniem prawdziwa Miss poza zewnętrznym pięknem, powinna być wrażliwa, inteligentna, pełna wdzięku i klasy. Podziwiając wszystkie utytułowane dziewczyny, nie jestem w stanie wskazać tej jedynej, ulubionej. Każda ma inną urodę, posiada inną osobowość. Każda z nich tworzy historię Miss Polonia.
Czy zdaniem Agnieszki Myko warto brać udział w konkursach piękności?
Konkurs piękności to marzenie prawie każdej dziewczyny, dlatego uważam, że jeśli dostajemy taką szansę od losu, należy ją wykorzystać. Ta chwila może odmienić nasze życie, spełnić niejedne marzenia oraz pozostawić wiele niezwykłych wspomnień, które są bogactwem tego, co konkurs Miss Polonia daje każdej młodej dziewczynie.
Mam nadzieję, że ja również jestem tego przykładem……
Anna Fizek – II Vicemiss Polonia ’96
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony BMP w grudniu 2011 roku
O tym, że Polki są piękne i zdolne, nikogo przekonywać nie trzeba. Coraz częściej doceniane są również poza granicami naszego kraju. I wiele naszych rodaczek zdecydowało się na kształcenie, karierę zawodową i życie na obczyźnie. Niektóre po pewnym czasie wracają do Polski, pozostałe już na zawsze wiążą swoje losy z innym krajem.
Anna Fizek sporą część swojego życia spędziła w Stanach Zjednoczonych. I choć jest rodowitą poznanianką, to w konkursie Miss Polonia wzięła udział jako przedstawicielka amerykańskiej Polonii.
Byłam zwykłą poznańską nastolatką zakochaną w teatrze i filmie. Po maturze dostałam się do “Metra” J. Józefowicza, które wtedy święciło wielkie sukcesy. Byłam w drugim składzie, a właśnie wtedy pierwszy skład “Metra” przygotowywał się do wyjazdu na Broadway. Kiedy po niedługim czasie odeszłam z musicalu, postanowiłam również wyjechać do USA, na własną rękę. Chciałam zobaczyć, poznać, nauczyć się angielskiego, myślałam, że zostanę tam kilka miesięcy i wrócę do Polski by zdawać do Szkoły Teatralnej. Jak się okazało, spodobało mi się tak bardzo, że zostałam na 7 lat…
Moja przygoda z Miss Polonia rozpoczęła się właśnie w Nowym Jorku w 1996 roku. Studiowałam tam wtedy produkcję filmową i dziennikarstwo na NYCC i pracowałam jako modelka. Wiodło mi się całkiem dobrze, często robiłam reklamy telewizyjne, katalogi prestiżowych firm, chodziłam na wybiegu w pokazach mody znanych projektantów. To był świetny sposób, by w krótkim czasie zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, potrzebnych na życie i studia. Pracowałam dużo, by móc kontynuować naukę. W 1996 roku lokalny oddział Biura Miss Polonia zgłosił się do mnie z propozycją, bym przygotowała choreografię do wyborów Miss Polonia Nowy Jork. Jako znawczyni wybiegów miałam nauczyć kandydatki ładnie chodzić po scenie. Na próbach szło nieźle, ale tylko wtedy, kiedy dziewczyny chodziły za mną, naśladując mnie. Kiedy mnie nie było na scenie, myliły się i stresowały. W ten sposób dostałam propozycję, by też wziąć udział razem z nimi, aby poprowadzić je na scenie i dosłownie na 3 dni przed finałem zostałam dopisana jako ostania kandydatka.
Ponieważ w Nowym Jorku udało mi się wygrać, kontrakt zakładał, że pojadę na kolejny etap, na Florydę. Tam poznałam zwyciężczynie z różnych Stanów i … znowu wygrałam. Zostałam Miss Polonia USA!
Ania miała szczęście, bo od dwóch lat laureatki konkursu Miss Polonia USA automatycznie awansowały do grona finalistek konkursu Miss Polonia.
Tak, rzeczywiście. Kolejnym etapem był już finał w Polsce w Sali Kongresowej. Same wybory Miss Polonia wspominam wspaniale. Pełen profesjonalizm ze strony organizatorów. Dla dziewczyn, czyli dla nas, to było wielkie wydarzenie, wiele emocji, trochę rywalizacji i stresu, wspaniałe przyjaźnie i wiele spełnionych marzeń. Wygrała wtedy Agnieszka Zielińska, zjawiskowa dziewczyna, podobnie jak ja pochodząca z Poznania. Ja zdobyłam tytuł II wicemiss i tytuł przyznany przez resztę kandydatek, Miss Koleżeńskości. Byłam zaskoczona, że udało mi się tak wysoko zajść, bo nie wyglądałam jak typowa Miss, a bardziej jak modelka. Miałam krótkie czarne włosy, ale za to dobrze poruszałam się na scenie 😉 Pewnie to zaważyło na wyniku.
Udział w konkursie Miss Polonia otworzył przed Anią nowe perspektywy, choć i jej dotychczasowe doświadczenie i wykształcenie bardzo jej pomogły w dalszej życiowej drodze.
Moja przygoda z konkursem Miss Polonia zaowocowała wyjazdem do Malezji na wybory Queen of the Year International, gdzie zdobyłam tytuł III wicemiss i tytuł Miss Congeniality, a także propozycjami pracy w nowo powstającej wtedy telewizji, RTL7. Przez kilka miesięcy prowadziłam tam swój program muzyczny. Właściwie żyłam na walizkach, trochę w Nowym Jorku, a trochę w Polsce. Kolejna propozycja pojawiła się od stacji TVN. Tam również prowadziłam program dla młodzieży, codziennie, na żywo. To była świetna szkoła dziennikarskiego warsztatu, bo każdy program musiałam sama wymyślić, przygotować, zaprosić gości i poprowadzić. W międzyczasie w TVN właśnie poznałam mojego pierwszego męża, Bo Martina (Szwed), a po 8 miesiącach znajomości zaszłam w ciążę i urodził się nasz syn Victor, który dziś ma już prawie 14 lat. Mieszkaliśmy wtedy w Nowym Jorku. Narodziny syna spowodowały, że musiałam zrezygnować z programu dla młodzieży, ale za to w końcu postanowiłam przeprowadzić się na stałe do Warszawy.
Mimo, że od startu Anny w konkursie Miss Polonia upłynęło już wówczas kilka lat, jej życie i kariera nadal, teraz już w Polsce, toczyły się w zawrotnym tempie.
Dużo pracowałam jako modelka i aktorka kręcąc reklamy, grając w serialach i w teatrze. Powróciłam znowu do stacji RTL7, gdzie przez kolejne 2 lata prowadziłam tzw. game show muzyczny, razem z Wojtkiem Malajkatem.
Niestety rozstaliśmy się z pierwszym mężem i wtedy postanowiłam, że muszę spróbować „normalnej” pracy, skoro sama będę utrzymywać i wychowywać Victora.
Pracowałam w agencjach reklamowych, a potem otworzyłam swoją własną agencję. Poznałam mojego drugiego wspaniałego męża Kennetha (Duńczyk) i mamy wspólnie jeszcze dwójkę cudnych maluchów. Syn Alex ma prawie 5 lat, mała Maya właśnie skończyła rok.
Bez żadnej przesady mogę powiedzieć, że mój udział w wyborach Miss Polonia zmienił całe moje życie. Gdyby nie ten konkurs, pewnie nadal mieszkałabym w USA, a nie w Warszawie. Dzięki tej imprezie poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, nawiązałam przyjaźnie, pracowałam w kilku telewizjach, poznałam moich mężczyzn 🙂 i mam cudowne dzieci. Teraz nazywam się Ania Martin-Madsen. To w Warszawie jest mój dom, tu jest moja rodzina i moje szczęście.
A zatem przykład Ani niech doda odwagi do startu w wyborach Miss Polonia kolejnym pięknym dziewczynom, zarówno tym mieszkającym w Polsce, jak i przedstawicielkom Polonii. Jak widać warto!
A. Zielińska na MW ’96 – prezentacja w kreacjach scenicznych
http://www.youtube.com/watch?v=XbrydLSwq2Q
A. Zielińska na MU ’97 – prezentacja w strojach narodowych, kostiumach kąpielowych i sukniach wieczorowych
Zdjęcia z prywatnego archiwum Agnieszki Zielińskiej – Miss Polonia 1996




Agnieszka Zielińska – Miss Polonia 1996; reprezentowała Polskę na konkursach Miss World 1996 oraz Miss Universe 1997.
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w październiku 2009 roku.
Podróże i przygody
Pierwszą moją wielką podróżą był wyjazd na Konkurs Miss World do Indii i na Seszele.
Na przygotowanie do tego konkursu nie miałam zbyt wiele czasu. Wcześniej preferowałam swobodny strój sportowy, w zasadzie nie nosiłam sukienek, kostiumów i garniturów. Obuwie tylko sportowe. Szpilki – to buty, które na pewno nie należały do moich ulubionych. Teraz mój uporządkowany świat zwariował. Szycie kreacji na scenę, sukienek na co dzień, zdobywanie innych niezbędnych rzeczy na każdy dzień pobytu w ciepłych i egzotycznych krajach. Dla mnie koszmar, no ale pomagało mi wielu fajnych ludzi i jakoś poszło.
Indie. Niestety nie miałam możliwości bliżej poznać tego, w moim odczuciu pięknego kraju. Całemu konkursowi, włącznie ze zgrupowaniem towarzyszyły protesty, demonstracje i groźby zabicia uczestniczek konkursu i jego zwyciężczyni. Cały czas czułyśmy zagrożenie (trudno nie odczuwać lęku, gdy autobusy, którymi nas przewożono konwojowane były przez wojsko i policję). Trudno też cieszyć się pobytem w Indiach i przeżywać z radością niezwykłą przygodę, z protestami i zagrożeniem w tle. Autobusy, scena, sale w których odbywały się próby i pokazy były przez policję bardzo dokładnie sprawdzane. Wiem, że wchodzącym do sal sprawdzano nawet buty, rekwirowano aparaty fotograficzne i kamery.
Miałam to wielkie szczęście, że w tej niezwykłej i trudnej wyprawie towarzyszyła mi moja kochana Mama. Miałam wielki komfort i poczucie, że jest blisko mnie ktoś, na kogo w każdej sytuacji mogłam liczyć. Z powodów bezpieczeństwa, o których wspomniałam wyżej, nie mogłyśmy się jednak spotykać zbyt często (właściwie spotkałyśmy się raz, no może dwa razy w czasie całego pobytu), mimo, że mieszkałyśmy obok siebie, w tym samym hotelu.
Niestety, Indie widziałam tylko z okien autobusu, więc nie mogę powiedzieć, że je zwiedziłam. I właśnie dlatego, dzień po wyborach razem z mamą i polskim konsulem w Indiach wybraliśmy się na szybkie zwiedzanie miasta wiszących ogrodów – Bangalore. Nasza turystyczna ciekawość spowodowała, że ja (nieświadomie), spóźniłam się na samolot powrotny do Polski. Mama i kilkoro moich gości mieli zarezerwowany lot na późniejszą godzinę. Wobec tego, że nie mieliśmy wyboru (samolot do Londynu z Dehli), wszyscy razem postanowiliśmy przemycić mnie na „gapę”. Trudno w to uwierzyć, ale nam się udało i wylecieliśmy tym samolotem (na który ja nie miałam biletu) z Bangalore do Dehli i na miejscu wylądowaliśmy w komplecie. Sztuka tym większa i trudniejsza, że cały czas trwała wzmożona kontrola na lotniskach w związku z ciągłymi demonstracjami i protestami przeciwko uczestniczkom konkursu (zaznaczam, miałam bilet na samolot, tylko linie zlikwidowano, a nikt nie przebukował mojego biletu, nikt też mnie o tym nie poinformował).
Kolejna moja wyprawa odbyła się w maju 1997 roku do Miami na konkurs Miss Universe. Tam przeżyłam tornado (które przeszło najbliżej centrum Miami) i fałszywy (ale stresujący) alarm bombowy w hotelu.
We wrześniu pojechałam do Kijowa na konkurs Miss Europe.
No i tu zdarzyła mi się kolejna dziwna i emocjonująca przygoda. Chciano mnie uprowadzić. To nie był żart. Wiedziałam, że z lotniska kandydatki będą odbierane przez organizatorów, zgodnie z informacją o ich przylocie. Zaraz po moim przylocie na lotnisko w Kijowie, zgłosili się do mnie panowie w eleganckich garniturach i poinformowali mnie, że są przedstawicielami organizatorów ME, sprawdzili moją tożsamość pytając o moje nazwisko i czy reprezentuję Polskę na konkursie ME, a następnie wzięli moje bagaże i poprowadzili w kierunku luksusowego samochodu. W tym czasie, kiedy już szłam z tymi panami w kierunku wskazanego samochodu, podjechał inny samochód (mniej luksusowy) i inni, już nie tak eleganccy panowie, którzy również powiedzieli, że przyjechali po mnie. Do dziś nie wiem dlaczego, ale zdecydowałam się wsiąść do tego drugiego (mniej luksusowego) samochodu. Później, od organizatorów konkursu dowiedziałam się, że tamci to była mafia i gdybym wsiadła do tamtego samochodu, mogłabym już nie wrócić do domu, bo nikt nie mógłby już mnie znaleźć…
Jedna z ostatnich moich podróży, to wyjazd w październiku 1997 roku do Seulu na konkurs Miss Świata Studentek.
W sumie reprezentowałam Polskę na czterech międzynarodowych konkursach piękności. Na dwóch z nich odniosłam wielki sukces – w Kijowie zostałam I Vicemiss Europy, a w Seulu Vicemiss Świata Studentek.
Powiem szczerze, że sama wielokrotnie zastanawiałam się, od czego zależy sukces na konkursie piękności i to zarówno krajowym, jak i na konkursie międzynarodowym. Zwłaszcza zastanawiające jest to w przypadku konkursów międzynarodowych, na które przybywają najpiękniejsze dziewczęta z całego świata. Trudno stwierdzić jakie są kryteria, co jest powodem, że właśnie ta dziewczyna odnosi sukces. Uroda każdej zwyciężczyni konkursu ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników.
Myślę jednak, że to te dziewczyny, które obok urody mają jeszcze pewność siebie, umiejętność zwrócenia na siebie uwagi, są przebojowe, mają większe szanse na zdobycie przychylności jurorów, a co za tym idzie zwycięskiej korony. I nie zawsze są to te najładniejsze, inteligentne, te które w mojej ocenie powinny wygrać. Ale to już moja opinia.
Uważam, że udziału w konkursie piękności nie można traktować jako sposobu na dowartościowanie się, a tym bardziej na wyleczenie z kompleksów….Wystąpienie w finale i wygrana w konkursie nie zmieniają wyglądu, nie stajesz się ładniejszą dzięki tytułowi.
Zawsze też miałam świadomość, że wybory Miss to trochę jak loteria. Wystarczy gorszy dzień, niedobrany makijaż, fryzura, czy sukienka, albo inny skład jury i już zupełnie inny wybór, inna dziewczyna wygrywa. W końcu to trochę, jak zawody sportowe.
Trudno byłoby mi w tej chwili doradzać dziewczętom przygotowującym się do startu w międzynarodowym konkursie piękności. Od czasu, kiedy ja brałam udział w wyborach, upłynęło już wiele lat, a w tym czasie zmieniły się realia, wymagania i podejście do konkursu samych kandydatek, zmieniają się kanony urody i spojrzenie jurorów.
Konkursowi zawdzięczam…męża
Tytuł Miss Polonia nie wpłynął bynajmniej na zmianę mojej osobowości, ani ukształtowanego systemu wartości. Pozostałam taką, jaką mnie wszyscy przed konkursem znali. Przede wszystkim domatorką. Ciągle jestem bardzo mocno związana z rodziną. Nie widzę dla siebie miejsca w innym kraju. Tu jest mój dom i ojczyzna. Zawsze były i jestem pewna, że będą.
A czy konkurs miał wpływ w ogóle na moje całe życie???
Myślę, że sam konkurs na mnie i na moje życie nie miał większego wpływu. Jednego jestem jednak pewna, a mianowicie tego, że dzięki konkursowi poznałam mojego kochanego, cudownego męża. Mojego Piotra.
8 września 1997 roku jechałam do Warszawy na konferencję prasową związaną ze zbliżającym się finałem konkursu Miss Polonia ’97. Całą drogę do Warszawy spędziłam w Warsie, w którym również podróżował (jak się później okazało) Piotr. Widziałam, że mnie obserwuje, przygląda się. Ja jednak „starałam się” go nie dostrzegać. Dojechaliśmy do Warszawy i nasze drogi rozeszły się … na parę godzin. Później, tego samego dnia, już po konferencji wracałam do domu, do Poznania – oczywiście pociągiem. Powrót do Poznania planowałam koło godziny 13.00, jednak okazało się, że mam jeszcze na chwilę wpaść do Biura MP, do TV i na rozmowę do radia. W związku z tym spóźniłam się, o ile dobrze pamiętam, aż na trzy pociągi. Na ten czwarty ledwie zdążyłam.
Ten dzień był bardzo trudny i pracowity a na dodatek byłam bardzo zmęczona. Poprzedniego dnia, późnym wieczorem wróciłam z Kijowa, z konkursu Miss Europy i mimo, że miałam zarezerwowany hotel w Warszawie, postanowiłam wrócić do domu, wyspać się we własnym łóżku, pobyć chwilę w domu, z rodziną. Następnego dnia miałam wcześnie rano wrócić do stolicy. Moja decyzja o powrocie – jak się później okazało – była słuszna i zaważyła nieodwracalnie na moim życiu.
No więc, kiedy już zdążyłam na ten czwarty pociąg (zatłoczony) postanowiłam poszukać w miarę pustego przedziału (co nie było łatwe). Z pewnością przedział, który w końcu znalazłam, był jednym jedynym pustym przedziałem w tym pociągu. Położyłam się, jak zawsze położyłam głowę na kuferku z koroną (aby nikt mi jej nie ukradł) i zasnęłam.
Po jakimś czasie przebudziłam się, otworzyłam oczy i…zobaczyłam, że w przedziale siedzi „ten mężczyzna ” z porannego pociągu. Mimo woli uśmiechnęłam się i zaczęliśmy rozmawiać.
Jak się później okazało i co było dla mnie zabawne, przez cały czas podróży nie wiedział on, że to ja jestem „ta Miss Polonia”, która właśnie wróciła z Kijowa i została I Vicemiss Europy, i o której przeczytał rano w którejś z gazet w podróży do Warszawy.
Dopiero po wielu miesiącach opowiedział mi, że miał przeczucie, że pojadę tym pociągiem (też się spóźnił na poprzednie), że w zasadzie do ostatniej chwili (nie wiedział dlaczego, ale miał przeczucie) czekał na mnie na peronie. Kiedy usłyszał stukot obcasów, odwrócił się (ale mówi, że wiedział, że to ja) i zobaczył, że to właśnie ja biegnę z ogromnym bukietem kwiatów. Już wcześniej postanowił, że jeżeli będę sama w przedziale, to również zajmie miejsce w tym przedziale (choć raczej był przekonany, że nie ma szans w tym pociągu na wolny przedział). Mówi, że gdy zobaczył, że jestem sama i sama zajmuję cały przedział, bardzo się zdenerwował. Podobno musiał chwilę ochłonąć, zanim zdecydował się wejść do przedziału.
Później znowu nasze drogi rozeszły się: Piotr pojechał do USA, a ja do Korei na konkurs Miss Świata Studentek.
Piotr dzwonił do mnie codziennie, czasami nawet 2 razy, pomimo wielkiej różnicy czasu (chyba 13 godzin)…
Po dwuletniej przerwie w studiach związanej z pełnieniem obowiązków Miss Polonia i wyjazdami związanymi z konkursem, postanowiłam wrócić na studnia i realizować swoje wcześniejsze, „przedkonkursowe” plany życiowe.
Wróciłam zatem na uczelnię, którą ukończyłam, uzyskując najniższy tytuł naukowy – magistra prawa.
Podczas studiów założyłam własną agencję artystyczną, której celem było organizowanie konkursu Miss Wielkopolski oraz innych imprez artystycznych, w tym również charytatywnych. Praca ta dawała mi sporo satysfakcji, jednak moje drugie „ja” podpowiadało mi co innego. Dlatego też zakończyłam tę działalność, oddając się bez reszty pracy zgodnej z kierunkiem moich studiów.
Dziś… niezmiennie mieszkam w moim ukochanym rodzinnym mieście – Poznaniu. Jestem prawnikiem i wykonuję zawód notariusza. Jestem szczęśliwą żoną „Piotra z pociągu” i mamą dwójki cudownych dzieci: 5 – letniej Oliwii i 18 – miesięcznego Aleksandra.
Mam niewiele wolnego czasu, gdyż moja praca jest niezwykle czasochłonna, ale każdą wolną chwilę staram się spędzać z moją rodziną.
Szacowny Jubilat
Przyznam, że obecnie nie śledzę tak pilnie wyborów Miss, jak było to przez pierwszych kilka lat po moim udziale w konkursie. Ciągle jednak mam sentyment do konkursów piękności i lubię wiedzieć, kto wygrał wybory Miss Polonia, Miss Europe, Miss World czy Miss Universe.
Trudno mi powiedzieć, czy konkurs Miss Polonia zmienił się. Jako widowisko telewizyjne z pewnością zmienia się co roku wraz z postępem techniki i jest pod tym względem bardziej doskonały, ma lepszą oprawę. Niestety wydaje mi się, że trochę ginie w natłoku innych konkursów piękności organizowanych w Polsce oraz wielu istniejących obecnie programów rozrywkowych.
Z okazji 80-tych urodzin życzę Konkursowi Miss Polonia, aby za 20 lat obchodził piękny jubileusz 100 lat, a później kolejnych stu, stu, stu lat i co roku – pięknych, mądrych MISS POLONIA – odnoszących sukcesy na konkursach międzynarodowych!!!
Agnieszka Zielińska – Miss Polonia 1996; reprezentowała Polskę na konkursach Miss World 1996 oraz Miss Universe 1997.
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w październiku 2009 roku.
Miss-studentka
W 1995 roku otrzymałam studencki indeks i jednocześnie zostałam studentką pierwszego roku Wydziału Prawa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Moje życiowe plany pokrywały się z moimi marzeniami: marzyłam, by w przyszłości zostać prawnikiem i mieć wspaniałą i kochającą się rodzinę z trójką dzieci.
Podczas pierwszego roku studiów przeżyłam ogromną życiową przygodę, gdyż za namową przyjaciół stanęłam do konkursu na najpiękniejszą Polkę.
Moja przygoda z konkursem Miss Polonia zaczęła się w kwietniu 1996 roku wyborami Miss Wielkopolski, na których, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, zostałam wyróżniona nie tylko tym najważniejszym tytułem – Miss Wielkopolski, ale także tytułami: Miss Foto, Miss Elegancji i moim ulubionym i sprawiającym mi największą satysfakcję – Miss Publiczności.
Później przyszedł czas na ogólnopolski półfinał wyborów w Bielsku-Białej. Półfinał wspominam bardzo miło i to zarówno samą galę, jak i czas spędzony na zgrupowaniu i przygotowania do półfinału. Na tym etapie również otrzymałam któryś z tytułów komplementarnych (niestety już nie pamiętam który), no i znalazłam się w gronie 20-stu finalistek.
Zgodnie z regulaminem konkursu, przed finałem Miss Polonia uczestniczyłam w zgrupowaniu przygotowawczym. Niestety na tym zgrupowaniu byłam bardzo przeziębiona (zresztą nie tylko ja, ale wiele dziewcząt biorących udział w zgrupowaniu) i, co było konsekwencją przeziębienia, źle się czułam aż do finału.
Z tego zgrupowania najbardziej utkwił mi w pamięci fakt, że nikt (nawet rodzice) nie mógł nas odwiedzać, więc – mimo że nie byłam sama – ciągle czułam się samotna, tęskniłam za moimi bliskimi, za domem, za moim pokojem.
Z natury jestem bardzo rodzinna i muszę przyznać, że była to dla mnie prawdziwa szkoła życia. Często zastanawiałam się, co by się stało, gdybym zrezygnowała i wróciła do domu…
Finałowy koncert Miss Polonia odbył się w sobotę, 21 września 1996 roku, w Sali Kongresowej (dzień po koncercie Michaela Jacksona, na który nie mogłam pójść, mimo że miałam na ten koncert bilet). W finale otrzymałam tytuły: Miss Foto, Miss Gracji oraz (ten dla mnie osobiście najważniejszy i najbardziej wzruszający) Miss Publiczności, no i zaszczytny tytuł Miss Polonia wraz z koroną (srebrną i ciężką).
Nie przypominam sobie, aby w związku z wyborami w 1996 roku krążyły jakiekolwiek kuluarowe plotki…Sama też nie spotkałam się z żadnymi negatywnymi komentarzami, ani przed, ani też po ogłoszeniu końcowego werdyktu.
Barwne życie najpiękniejszej
Kiedy teraz patrzę z perspektywy czasu na okres miniony, niczego nie żałuję…
Wydaje mi się, że największym zaskoczeniem dla mnie z całego roku „panowania” był sam fakt, iż konkurs ten wygrałam (w końcu wszystkie byłyśmy piękne), a następnie zaskoczyła mnie ilość obowiązków, wyjazdów (po, mam wrażenie, wszystkich zakątkach kraju) oraz konieczność uczestniczenia w imprezach związanych z uzyskaniem tytułu tej najpiękniejszej. Oglądając finał wyborów w telewizji widzimy tylko malutki wycinek konkursu i (jak chyba wszyscy) nie wyobrażałam sobie, jak wiele dzieje się poza anteną telewizyjną.
Udział w wyborach z pewnością odmienił całe moje studenckie życie. Nie planowałam urlopu dziekańskiego i myślałam, że da się pogodzić obowiązki studentki i Miss Polonia. Jednak musiałam podjąć decyzję o urlopie dziekańskim, albowiem tytuł Miss Polonia wiązał się z taką ilością obowiązków, to jest z wieloma wyjazdami, które powodowały, że całymi tygodniami nie było mnie w Poznaniu i nie mogłam wypełniać obowiązków studenckich.
W tamtych czasach konkurs Miss Polonia nie miał tak wielkiej jak obecnie konkurencji ze strony innych konkursów piękności, programów rozrywkowych czy teleturniejów, był on więc oglądany z większym zainteresowaniem i uwagą przez telewidzów, miał też więcej fanów, a Sala Kongresowa podczas finału zwykle pękała w szwach. A po finale losy każdej Miss, postrzeganej jako osoby, której w pewnym sensie w życiu się powiodło (choćby dlatego, że Miss jako nagrodę główną otrzymywała samochód, co wtedy było rzadkością), śledzone były z ogromną uwagą.
W tamtych czasach najważniejszym i pierwszoplanowym obowiązkiem Miss Polonia było uczestniczenie w konkursach międzynarodowych, a nadto branie udziału w różnych imprezach promocyjnych, charytatywnych, w programach TV, balach, pokazach mody, no i oczywiście w sesjach zdjęciowych. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z takim życiem. Dla mnie wszystko to było zupełnie nowe i niezwykle zaskakujące. Wcześniej nie uczestniczyłam w tego rodzaju imprezach publicznych (dotychczas zazwyczaj były to zabawy szkolne, studenckie dyskoteki, a nie bale), a podróże, które wcześniej odbywałam – to tylko wakacyjne. Wszystkie te imprezy, bale i wyjazdy pozwalały mi na poznawanie wielu wspaniałych ludzi. To właśnie kontakt z ludźmi, nie tylko z tymi znanymi, z pierwszych stron gazet, telewizji, ale przede wszystkim z tymi, którzy ze mną pracowali, którzy tworzyli i przygotowywali wszystkie te imprezy i którzy wielokrotnie i bezinteresownie okazywali mi wiele sympatii, troski i życzliwości, sprawiał mi osobiście najwięcej satysfakcji i radości. Nigdy nie zapomnę ani ich, ani tego, czego dzięki nim się nauczyłam.
Z chwilą, gdy na moją głowę założono koronę Miss Polonia 1996 roku, ze zwykłej dziewczyny stałam się osobą publiczną. Nigdy wcześniej o tym nie myślałam i nie zastanawiałam się, czy mogę stać się i czy chcę być osobą publiczną, osobą znaną i rozpoznawalną.
Myślę jednak, że wtedy, w tamtym czasie, było o wiele łatwiej być osobą publiczną, aniżeli w chwili obecnej. Miss Polonia wiązała się z „pięknem” i wyłącznie z pozytywnymi aspektami. Nic więc dziwnego, że ludzie których spotykałam w tym czasie na swojej drodze, okazywali mi niezwykłą życzliwość, sympatię i wielokrotnie, gdy tego potrzebowałam – służyli mi pomocą.
Czy konkurs i późniejszy rok „panowania” mnie odmienił, mogą ocenić moi bliscy, moi przyjaciele, znajomi. Moim zdaniem nie zmieniłam się … no, może tylko trochę szybciej wydoroślałam, spoważniałam. No bo skoro było tak, że w tym czasie spotykałam osoby niezwykle znane, popularne, wpływowe, osoby zajmujące wysokie stanowiska (w tym państwowe, poznałam też osobiście w redakcji Głosu Wlkp. Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego), to i ja musiałam od siebie wymagać trochę bardziej poważnego podejścia do życia.
Tak, w czasie pełnienia obowiązków Miss Polonia spotykałam wiele sławnych osób, Gwiazdy, które wcześniej znałam tylko z mediów. Nie robiło (i nadal nie robi) to na mnie większego wrażenia, bo postrzegałam te osoby jako zwyczajnych ludzi, może tylko wykonujących trochę bardziej „spektakularny” zawód, dający im dużą popularność.
Poznałam wiele wspaniałych polskich Gwiazd, ale chyba najbardziej dla mnie niespodziewanie, bo na przyjęciu w Ambasadzie Polskiej w Kijowie, poznałam Daniela Olbrychskiego.
Ponadto spotkałam Georga Hamiltona, Enrique Iglesiasa, Alaina Delon, parę lat później Jeana Reno i wiele innych równie znanych osób.
Po bliższym poznaniu, za każdym razem przekonywałam się, że miałam rację i że są to mili, „normalni”, sympatyczni i towarzyscy, wspaniali ludzie, którzy od „ tych zwyczajnych” ludzi różnili się jedynie tym, że pojawiali się na pierwszych stronach gazet.
Jednak, i to przede wszystkim chcę podkreślić, miałam ogromne szczęście poznać wspaniałego człowieka – Pana Piotra Stawickiego – Prezesa BMP, który w konkurs Miss Polonia wkładał całe swoje serce, żył nim, a nas, bez wyjątku (tak myślałam i myślę) traktował jak własne córki. Dbał o nas, pilnował, aby nam nie działa się żadna krzywda, no i by wszystko zawsze było perfekcyjnie i na czas przygotowane. Wiedziałam, że mogę zawsze na Niego liczyć, że będzie wszędzie tam, gdzie będzie potrzebny.
Niestety uwielbiał szybką i brawurową jazdę samochodem. Kilka dni przed moim wyjazdem na konkurs Miss Word w Indiach, w Poznaniu zorganizowano konferencję prasową. W drodze powrotnej do Warszawy mój ukochany Prezes i Przyjaciel zginął w wypadku samochodowym….
Strasznie płakałam… nie mogłam i nadal nie mogę się z tym pogodzić.
Na szczęście dla mnie śp. Piotr Stawicki pozostawił nas pod opieką cudownych ludzi, Bogusi Gawrych i Michała Trockiego. To oni właśnie wypełnili swoim zaangażowaniem i całym swoim sercem puste miejsce po śp. Piotrze Stawickim.
Z perspektywy czasu śmiało mogę powiedzieć, że z konkursem Miss Polonia dla mnie osobiście wiążą się tylko dobre i ciepłe wspomnienia. Mogę też powiedzieć, że mnie osobiście nie spotkały żadne przykrości. Zaskakiwał mnie serdeczny, ciepły i sympatyczny stosunek spotykanych przeze mnie ludzi do mnie i to zarówno wtedy, gdy poznawałam ich w ramach spotkań związanych z konkursem, jak i w życiu codziennym.
Z tamtego okresu – okresu, który ściśle związany był z wyborami, pozostały mi przede wszystkim znajomości z ludźmi, które bardzo sobie cenię i bardzo żałuję, że mam tak niewiele czasu, aby je pielęgnować. Pozostały mi też cudowne, wspaniałe wspomnienia oraz zamiłowanie do podróży. Bakcyla podróżnika połknęłam przy okazji wyjazdów organizowanych przez BMP między innymi na konkursy międzynarodowe (Indie, USA – Miami, Korea – Seul, Finlandia, Ukraina – Kijów, Seszele i wiele innych).
Niestety nie mam zbyt wielu pamiątek, mam też za mało zdjęć. To były jednak inne czasy…Kiedy ja byłam Miss Polonia nie robiono zbyt wielu i tak profesjonalnych sesji zdjęciowych, jak to się robi dzisiaj. Technika też była inna niż obecnie. Nie robiono zdjęć aparatami cyfrowymi i nie wysyłano ich w formie elektronicznej. Miałam niewiele zdjęć, a te, które mam, wielokrotnie zdobyte zostały z wielkim trudem. Zdarzało się i tak, że zdjęcia, którymi dysponowałam, wypożyczałam dziennikarzom do artykułu czy wywiadu (oczywiście tylko pod warunkiem, że zostaną mi później zwrócone) i … już nigdy do mnie nie wracały. W tej dziedzinie miałam też pecha, bo na konkursie Miss Europy w Kijowie zginął mój aparat fotograficzny i to ze zdjęciami z całego pobytu na tej imprezie.
Strona z jubileuszowego folderu: „Miss Polonia 80-lat; 1929-2009”, którego jestem współautorką. Cena folderu: 30 zł. Do nabycia u mnie 🙂 Zainteresowanych proszę o kontakt.
[more]
