Wywiad z M. Podgórską

Wywiad z Moniką Podgórską – finalistką Miss Polonia 1995

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w lipcu 2015 r.

Wciąż nie wiadomo, jak potoczą się dalej losy konkursu Miss Polonia. Póki co, od blisko trzech lat nie odbył się jego finał. Rzesze wiernych fanów wciąż mają nadzieję, że to przejściowy kryzys i wciąż wiernie czekają na kolejną edycję. A w przeszłości począwszy od 1983 roku konkurs odbywał się nieprzerwanie aż do 2012 roku. Przez ten czas w trzydziestu finałowych galach wystąpiło kilkaset dziewczyn. Niektóre wryły się w pamięć bardziej, inne mniej. 

Z pewnością jedną z najlepiej zapamiętanych przez fanów edycji z lat 90, w której poziom uczestniczek był zarazem wysoki i wyrównany, był konkurs Miss Polonia 1995. Jedną z finalistek Miss Polonia ’95, która dotarła aż do finałowej Top 10, była Monika Podgórska, która zdecydowała się, specjalnie dla Globmiss, opowiedzieć o swojej przygodzie z konkursami piękności.
W 1995 roku miałam 19 lat, byłam absolwentką klasy maturalnej Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu z jęz. włoskim, którego zbytnio nie lubiłam. Nie przepadałam również za historią, ale zdecydowałam się zdawać z niej egzamin maturalny. Teraz wiem, iż wybory i decyzje podejmowane w wieku lat 19, nie zawsze muszą być trafne! Moim planem był Wydział Prawa na UAM, lecz los przewidział dla mnie inną drogę…
Jak większość młodych ludzi, lubiłam spotykać się ze znajomymi, rozmawiać, bawić się, chodzić do kina, podróżować, itp. Uwielbiałam słuchać muzyki, między innymi “Dead can dance”oraz czytać książki, moim ulubionym pisarzem był Jonathan Carroll. 
W wyborach Miss Wielkopolski wystartowałam za namową mojej mamy, która widziała, jak wiele mam kompleksów związanych z moim wyglądem. Byłam nieśmiała, a konkurs pomógł mi nabrać wiary w siebie, chociaż lustro wciąż nie pokazywało mi walorów, które we mnie zauważały inne osoby (ach te kompleksy). 
Nie było mi łatwo, po prostu wstydziłam się tego, iż biorę udział w takich wyborach! Trzymałam to w tajemnicy przed koleżankami w szkole. Nie spodziewając się tego absolutnie, 1 kwietnia, zostałam wybrana na Miss Wielkopolski 1995. I to nie był prima-aprilisowy żart. Paraliżował mnie strach przed powrotem do szkoły, gdyż prasa poznańska pisała, iż zostałam Miss. Pierwszą lekcją był język polski, chciałam być niewidoczna bojąc się, iż mój profesor zmiesza mnie z błotem. Jak wielkie było moje zdziwienie i radość, kiedy zostałam bardzo miło powitana oraz przyjęłam gratulacje w obecności całej klasy. Później było już tylko wiele miłych zdarzeń.
Biorąc udział w konkursie Miss Polonia, nie oczekiwałam niczego szczególnego i być może zabrzmi to banalnie, ale samo zakwalifikowanie się do kolejnych etapów było już dla mnie wielkim sukcesem. 
Bardzo miło wspominam zgrupowania przed półfinałem w Siedlcach oraz przed finałem. Do finału zakwalifikowały się jeszcze dwie moje koleżanki z Poznania: Joasia Ochocka i Ola Śliwińska. Miałyśmy super kontakt, zero rywalizacji! Często płakałyśmy ze śmiechu, doskonale się bawiąc. Zaprzyjaźniłam się również bardzo z Joasią Inglot i bardzo fajnie to wspominam. Pamiętam, że wszystkie byłyśmy bardzo zgrane i to było w moim roczniku dobrą cechą finalistek. Nie przypominam sobie żadnych niemiłych sytuacji, wręcz przeciwnie. mam bardzo miłe wspomnienia. Poznałam wiele wartościowych osób, świetnie się bawiłam i często wracam do tych cudownych chwil. 
Finał w Sali Kongresowej był ogromnym dla mnie przeżyciem. Startowałam z numerem 19, licząc tylko na dobrą zabawę i aby nie spaść ze schodów. Przygoda, ogromne emocje oraz radość i nowe doświadczenia, z którymi trzeba było się zmierzyć. Ten czas pozostał jednym z ważniejszych momentów w moim życiu. Kontakt z Panią Marylą Rodowicz, Pauliną Smaszcz-Kurzajewską oraz Krzysiem Ibiszem (ach co to był za bal.). Szczególnie miło wspominam ówczesnego Szefa Biura M.P. Ś.P. Pana Piotra Stawickiego, który profesjonalnie i wręcz po ojcowsku prowadził biuro i konkurs.
Jeśli chodzi o wybór Ewy Tyleckiej. Najbardziej zawiedzione były osoby, które głosowały na mnie i dla których byłam faworytką, a ja osobiście nie pamiętam, bym czuła się rozczarowana. Z Ewką mam kontakt do tej pory, a nie byłoby to możliwe, gdybym miała w sercu zazdrość lub zawiść. Mnie to nie dotyczy. 
Moje życie obrało swój kierunek około roku po konkursie. Zostałam zaproszona na casting przez włoską Agencję Modelek “Look Now“ z Mediolanu. Pojechałam na zaproszenie na 2 miesiące, następnie wróciłam na studia do Poznania. Po pierwszej dobrze zdanej sesji, wyjechałam z poznanymi w Mediolanie znajomymi do Palm Beach na Florydzie. Tam poznałam mojego pierwszego męża, który po 4 dniach znajomości mi się oświadczył. Uwierzyłam w piękne włoskie słowa o miłości, wróciłam do Poznania, spakowałam walizki i wyjechałam. Niestety rad mojej mamy nie posłuchałam…
Następnie była praca modelki, ślub, narodziny córki Marysi, praca w telewizji, teatrze, rozwód. W wieku 24 lat byłam samotnie mieszkającą na obczyźnie matką 2 letniej córeczki co było najgorszym okresem mojego dorastania.
Borykając się z życiem, rozpoczęłam pracę w świecie designu dla ZeroDisegno (przy kolekcji Gaetano Pesce) i dla FishDesign. Właśnie wtedy zaczęłam interesować się fotografią.
W 2004 roku poznałam mojego obecnego męża Paolo, z którym szczęśliwie i w miłości idę przez życie z dwójką naszych cudownych dzieci: Jasiem i Zosią. Od trzech lat zajmuję się nie tylko domem i dziećmi, ale też moją pasją i miłością – fotografią. Już wkrótce moja praca będzie jeszcze pełniejsza, ale o tym opowiem kiedy indziej, aby nie zapeszać.

 

Wywiad z D. Chirek

Dominika Chirek – finalistka Miss Polonia 1995

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w maju 2015 r.

Wybory Miss w Polsce przeżywają potężny kryzys. Konkursem Miss Polski wstrząsnął wielkopolski skandal, a finał Miss Polonia od blisko trzech lat wcale się nie odbywa. Niepewna jest również kwestia licencji na najważniejsze światowe konkursy piękności. Nie wiadomo, kto i czy w ogóle będzie w tym roku reprezentował Polskę na Miss World, czy Miss Universe. 

Fani wyborów nie tracą jednak nadziei, że to tylko przejściowe kłopoty, które nasi rodzimi organizatorzy przezwyciężą, a najważniejsze konkursy piękności w Polsce odzyskają dawną świetność. Wspominają wieloletnią historię i piękne finalistki sprzed lat. 
Jedną z nich jest Dominika Chirek, urocza szczecinianka, która dokładnie 20 lat temu, w 1995 roku, podczas finału Miss Polonia otrzymała rekordową ilość szarf i tytułów. Została Miss Gracji, Miss Foto i Miss Publiczności. Choć należała do głównych faworytek, korony nie zdobyła.

W każdych wyborach werdykt jury to kwestia gustu, a o gustach się nie dyskutuje. Jedni wolą blondynki, inni brunetki. Natomiast poziom był wyrównany w 1995 roku – było naprawdę dużo bardzo ładnych dziewczyn. W czasie zgrupowania organizatorzy nikogo nie faworyzowali. Za to cenię sobie wybory Miss Polonia. Słyszałam, że na zgrupowaniach innych konkursów zdarzały się różne nieprzyjemnie sytuacje i niedwuznaczne propozycje. Pod tym względem u nas było spokojnie.
Ja oczywiście ze swojego występu jestem zadowolona. Pokazałam się z jak najlepszej strony i nawet po latach, oglądając konkurs Miss Polonia, nie mam sobie nic do zarzucenia, ani nie chciałabym niczego zmieniać.
A jaka była Dominika Chirek w 1995 roku? I dlaczego w ogóle zdecydowała się na start w konkursie Miss Polonia?
Gdy startowałam w konkursie Miss Polonia, miałam 19 lat i zaczynałam studia prawnicze w Szczecinie, skąd pochodzę. 
 
 
Miss Polonia to nie były moje pierwsze wybory. Finały ogólnopolskie były naturalną konsekwencją i kolejnym etapem wcześniejszych konkursów regionalnych pod patronatem biura Miss Polonia, w których uczestniczyłam, zdobywając tytuł Miss Ziemi Szczecińskiej. Brałam również udział w pokazach mody, pracowałam w Telewizji Polskiej w Szczecinie, więc finał Miss Polonia to nie był mój pierwszy kontakt ze sceną i kamerami. 
Nigdy nie startowałam w tego typu konkursach dla nagród, ale dzięki Miss Polonia nabrałam pewności siebie. Mam fantastyczne wspomnienia uwiecznione na zdjęciach i na video, więc będzie co pokazywać córce, a może kiedyś wnukom.
Dziś konkursy piękności w Polsce nie mają najlepszej opinii. A jak było 20 lat temu? Jak Dominika wspomina organizację zgrupowania i finałową galę?
Zgrupowanie to nie były wczasy – codziennie próby i treningi przed galą finałową. Skupiałyśmy się na tym, aby dobrze i równo wykonać wszystkie układy choreograficzne, co tylko z pozoru wydawało się proste. To jest konkurs, więc jego nieodłącznym elementem jest współzawodnictwo. Jednak nie było zawiści między finalistkami, podstawiania nogi, czy jakichś zagrywek nie fair. Przynajmniej mnie nic takiego nie spotkało. Z niektórymi dziewczynami nawiązałam po latach kontakt przez Facebook. Fajnie, gdyby udało nam się spotkać, bo w tym roku mija 20 lat od naszego konkursu. 
Na pewno były jakieś plotki, ale to było tyle lat temu, że ich nie pamiętam, więc nie miały chyba większego znaczenia. Nie było żadnego skandalu podczas samego finału. Wszystkim nam udało się w miarę równo chodzić i żadna nie wywinęła orła. Nie do końca byłam zadowolona z makijażystek, które za wszelką cenę chciały nas umalować według ówczesnych trendów, zamiast dopasować makijaż do typu urody i przede wszystkim sceny, mocnych świateł i telewizji. Dlatego czmychnęłam spod pędzla wizażystki i sama się pomalowałam. Wielu znajomych chwaliło potem mój wyrazisty makijaż sądząc, że to zasługa profesjonalistów. 
Podczas gali byłam głównie skupiona na kolejności wyjść i układzie choreograficznym. Za kulisami zawsze jest mało czasu i dużo się dzieje – zmiana stroju, poprawka fryzury i makijażu. Wszystko w biegu i dopiero z chwilą wejścia na scenę zwalnia się tempo i spokojnie maszeruje. Nie ma czasu na analizowanie, czy się dobrze wygląda. Wszystko działo się bardzo szybko. W tamtym czasie finał konkursu Miss Polonia był transmitowany na żywo w niedzielny wieczór przez TVP1. Wybory cieszyły się dużym powodzeniem i oglądalność była spora. Jednak dziś mogę zdradzić, że transmisja nie była wcale na żywo, tylko z godzinnym opóźnieniem. 
A jaka jest Dominika Chirek dzisiaj, co się zmieniło przez te 20 lat? 
 
Po studiach prawniczych w Szczecinie przyjechałam do Warszawy. Skończyłam dziennikarstwo i nauki polityczne na Uniwersytecie Warszawskim. Teraz jestem doradcą w Gabinecie Marszałka Sejmu RP. A prywatnie od 5 miesięcy jestem szczęśliwą mamą małej Tosi.
Warto było wziąć udział w wyborach, nie tylko Miss Polonia. Konkursy nauczyły mnie obycia ze sceną, nabrałam pewności siebie i nie boję się wystąpień publicznych. Nie przeceniałabym jednak wpływu wyborów Miss na dalsze życie. Wpływ to może mieć wygrana Anety Kręglickiej w wyborach Miss World. Pozostałe dziewczyny muszą pogodzić się z faktem, że za rok przyjdą kolejne. Bycie królową piękności przedawnia się już po roku. Dlatego trzeba mieć oparcie gdzie indziej, a nie bazować na byciu Miss. Wybory to bardzo miły, aczkolwiek tylko jeden z wielu epizodów w życiu.
 

Wywiad z E. Tylecką – cz. II

Ewa Tylecka – Miss Polonia 1995; reprezentowała Polskę na konkursie Miss World 1995.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla strony oficjalnej konkursu Miss Polonia w sierpniu 2009 roku.

Hermaszewski kontra Mandela

W czasie pełnienia obowiązków królowej piękności poznałam mnóstwo osób, w tym również wiele sławnych Gwiazd znanych mi dotychczas jedynie z mediów. Miałam wspaniałą konwersację z Panem Mirosławem Hermaszewskim. I było to sympatyczne spotkanie. Rozmawialiśmy o zamianie nakryć głowy – korony i kasku. Pamiętam Nelsona Mandelę, prezydenta RPA, jako inteligentnego czlowieka, posiadającego wiele informacji bieżących na temat Polski.

Przede wszystkim uwielbiałam Pana Piotra Stawickiego, który był Prezesem Biura Miss Polonia – wspaniały, przecudowny człowiek. On był motorem działania wszystkiego, co dotyczyło wyborów Miss Polonia. Bardzo żałuję, że nie ma go już wśród nas.

Rozczarowało mnie natomiast mnóstwo modelek, mnóstwo ludzi związanych z konkursami piękności. Ale wiele takich rozczarowań raczej chyba nie miałam, bo ja patrzę na celebrities jako na normalnych ludzi, mających i zalety, i wady. Strasznie im współczuję nieraz tego, że wiele osób postrzega ich wyłącznie jako gwiazdy i nie pozwala im na prywatność.

Jako Miss Polonia odwiedziłam Białoruś – Mińsk, RPA, Emiraty Arabskie, Tajwan, Stany Zjednoczone. Później, już po oddaniu korony, byłam jednak zapraszana nadal na różne międzynarodowe wybory Miss, gdyż zaprzyjaźniłam się z ich organizatorami. Do tej pory zresztą biorę udział w różnych konkursach piękności. Niektóre powygrywałam. Byłam dzięki temu na Sri Lance (w 2002 r.), w Turcji, na wyspach Bahama.

Najbardziej zachwyciła mnie Floryda i dlatego wróciłam, aby tam zamieszkać. Uwielbiam ciepło i dobrze się czuję w takim klimacie. Rozczarował mnie natomiast Tajwan. Z pobytu tam nie mam miłych wspomnień.

Wystąpiłam w wielu konkursach międzynarodowych. Na Tajwanie brałam udział w  Queen of Tourism i wspominam go najgorzej spośród wszystkich, w których uczestniczyłam. A były wśród nich jeszcze Miss Słowianka (gdzie zdobyłam tytuł Miss Gracji), w Turcji Miss Globe (zostałam tam I Vicemiss), American Dream Calender Girl (również zostałam I Vicemiss) i wiele jeszcze mniejszych, drobniejszych, których nazw już nie pamiętam.

Jeden konkurs odróżniał się od pozostałych, był specyficzny i przecudowny – Miss World. Nie zapomnę atmosfery tam panującej. I w tym konkursie nie była dla mnie najważniejsza wygrana, ale to, co tam przeżyłam, zwiedziłam.

Chociaż muszę powiedzieć, że Biuro Miss Polonia za mało interesowało się dziewczynami wyjeżdżającymi na międzynarodowe konkursy piękności, bardzo mało je przygotowywało do startu w takich światowych imprezach. I tak naprawdę gdyby nie Pani Ela Barczyńska i przede wszystkim moi rodzice, ich wsparcie finansowe i psychiczne, nie mogłabym jechać na wybory Miss Świata, nie dałabym sobie rady z wieloma rzeczami. Nie mogłabym sobie pozwolić na wymianę całej garderoby w ciągu miesiąca, bo to jest jednak olbrzymi wydatek.  To było przykre. Przed wyjazdem na konkurs Miss World zapewniono mi jedynie „słynną”, koszmarną, wielką, taftową suknię wieczorową projektu Jerzego Antkowiaka oraz „piękny” strój kapielowy. A przecież Polki są tak urocze, że każda ma szansę na wielkie sukcesy. Uroda musi być jednak poparta solidnymi przygotowaniami i wsparciem ze strony BMP.

Moim następczyniom przygotowującym się do startu w międzynarodowych konkursach piękności poradziłabym jedynie, aby były sobą i nigdy się nie zmieniały, lecz aby nie spoczywały na laurach starając się ciągle rozwijać i żeby zawsze wierzyły w swoje wartości życiowe, realizowały i walczyły o swoje marzenia. To jest chyba najważniejsze.

Życie po koronie, czyli powrót do normalności

Oczywiście „ po koronie” na pewno życie się zmienia. Dzięki tytułowi nabrałam więcej pewności siebie. Czy obycia nie wiem, bo zawsze umiałam się znaleźć w każdej sytuacji, ale na pewno zdobyłam dużo więcej doświadczeń życiowych. Duuuużo zwiedziłam dzięki konkursowi Miss Polonia. Zmieniłam miejsce zamieszkania, poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi. Mam wielu przyjaciół na całym świecie, koleżanki, z którymi do tej pory utrzymuję kontakty. Na pewno zdobycie tytułu Miss Polonia wpłynęło na jakieś wizje mojego przyszłego życia, na to, co bym chciała robić, gdzie bym chciała być, otworzyło mi to jakieś szersze horyzonty. Niczego nie żałuję. Mam masę fajnych wspomnień i zdjęć. Gdybym nie wystartowała w konkursie, na pewno nie przeżyłabym wielu sytuacji, zarówno tych śmiesznych, jak i tych gorszych.

Oczywiście, że wygrana w wyborach Miss Polonia wywarła na mnie wpływ. Ale umiałam się „otrzepać” z tej popularności. Niczego nie żałuję, choć teraz bardziej sobie cenię spokój i normalność. Nie zależy mi na rozgłosie.

Nie lubię dużych miast, więc i Warszawy. Choć był moment, że się tą Warszawą zachłysnęłam. Zaimponowała mi tym wszystkim, co było nowe, czego w Dzierżoniowie nie miałam. Prawdę mówiąc duże miasta zmieniają ludzi. Bardzo. I ja się na chwilę zmieniłam, może nawet gdzieś się tam zagubiłam w tym wszystkim na moment. Na szczęście nie zmieniłam się na tyle, żeby stracić choć jednego przyjaciela. Wręcz przeciwnie, wciąż mam ich bardzo dużo, a nawet zyskałam nowych. Oni są dla mnie jakimś bodźcem motywującym do pracy nad sobą.

Teraz staram się wrócić do tej małej dziewczynki z Dzierżoniowa, którą wciąż w duszy pozostałam. I chyba taka chcę być. Cenię sobie spokój, rodzinę. I to są dla mnie najważniejsze wartości w życiu. Rodzina była dla mnie zawsze na pierwszym miejscu.

Mieszkam trochę na Florydzie i trochę w Warszawie. W międzyczasie ukończyłam studia – marketing i zarządzanie oraz psychologię ekonomiczną. Pracowałam w wielu firmach, ale tak naprawdę najlepiej się czuję jako wolny strzelec wykonujący wolny zawód. W USA nadal pracuję w modelingu, bo jest tam otwarty rynek dla każdego przedziału wiekowego. Teraz jestem modelką-mamusią, reklamuję kolekcje dla kobiet w średnim wieku, chociaż dzięki codziennej dbałości o sylwetkę, robię również sesje bielizny i kostiumów kąpielowych. Dalej trenuję i uprawiam sport. Kocham chodzić na siłownię, kształtować budowę ciała. Uwielbiam biegać. Daje mi to poczucie wolności. Posiadam certyfikaty prywatnego trenera w wielu dziedzinach.

Ostatnio wymyśliłam, że spróbuję kite-surfingu, czyli surfowania ze spadochronem i zaczynam na Florydzie uczyć się tego ekstremalnego sportu, a właściwie już jestem w trakcie fajnych wyczynów. No i kocham psychologię, od początku była to moja pasja.

Mój największy skarb

Muszę powiedzieć, że najpiękniejsze, co mi się w życiu przydarzyło, to jest moja córka Julia. Za chwilę skończy 9 lat. Chodzi do szkoły w USA i bardzo dużo pracuje jako modelka. Teraz nakręciła reklamę telewizyjną Loreala z modelką Victorii Secret, dużo robi dla magazynu Vogue oraz katalogów dziecięcych, itp. Oprócz tego jest w drużynie gimnastyki sportowej. Ona też kocha sport i pracę modelki, chociaż nigdy absolutnie nie namawiałam jej do tego. Sama ma takie zamiłowania. Kocha tańczyć, pływać, jest bardzo żywym, radosnym i kochanym dzieckiem. I zdobywa wszystko, co sobie może wymarzyć.

80-lecie konkursu Miss Polonia

Nadal, jeśli tylko mam okazję, chętnie oglądam konkursy Miss i kibicuję wszystkim dziewczynom. Ewcia Wojciechowska zrobiła niezapomniane spotkanie wszystkich Miss Polonia. Myślę, że było to coś cudownego, bajecznego, wspaniałego dla nas chyba wszystkich. Oby było więcej takich okazji do spotkań w tym gronie!

Ciężko mi powiedzieć, czy od 1995 roku wybory Miss Polonia się zmieniły, bo w nich teraz nie startuję. Byłe Miss Polonia rzadko są gdzieś zapraszane, więc nie chodzę także na kolejne gale finałowe. Myślę, że każdy rok jest troszeczkę inny. Teraz konkurs jest bardziej komercyjnym przedsięwzięciem. Kiedyś finał był koncertem w  Sali Kongresowej, teraz jest to telewizyjne show. Tak, jak się zmienia świat, tak się zmienia i Miss Polonia.

Z okazji 80-tych Urodzin konkursu Miss Polonia chciałabym życzyć Szacownemu Jubilatowi wszystkiego najlepszego! Oby trwał, trwał i trwał i oby miał jak najwięcej kandydatek I żeby Polki zaczęły w końcu gdzieś tam istnieć na świecie i odnosić sukcesy głównie dzięki temu, że Biuro Miss Polonia będzie im pomagać i będzie wkładać w to mnóstwo serca i przyczyniać się do ich sukcesu. A wierzę,  że tak będzie. Trzymam kciuki!

Wywiad z E. Tylecką – cz. I

Ewa Tylecka – Miss Polonia 1995; reprezentowała Polskę na konkursie Miss World 1995.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla strony oficjalnej konkursu Miss Polonia w sierpniu 2009 roku.

Dziewczyna z Dzierżoniowa

W 1995 roku miałam 21 lat. Mieszkałam w Dzierżoniowie. Byłam studentką Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu i pracowałam w sklepie rzeźniczym moich rodziców. Moje zainteresowania „od zawsze” były takie same i do dziś się nie zmieniły za wiele. Lubiliśmy z bratem łowić ryby. Interesowały mnie sztuki walk wschodu i troszeczkę niekonwencjonalna magia.  Ale przede wszystkim uwielbiałam taniec i sport. Trenowałam na siłowni, kształtowałam swoje ciało.

Ze sklepu mięsnego do Sali Kongresowej

Tak naprawdę motorem mojego startu w konkursie Miss Polonia był mój brat. Kiedy siedząc w sklepie mięsnym rodziców zobaczyliśmy ogłoszenie o castingu do Miss Dolnego Śląska, powiedział: idź, spróbuj. Zaczęłam żartować, że pójdę „z marszu”, tak jak stałam, w bucikach odpowiednich do chodzenia po ubojni. Na początku nie było dla mnie oczywiste, że chcę wziąć udział w takiej imprezie. Ale brat nie ustąpił, zmotywował mnie, wręcz wygonił na te wybory. Pomyślałam w końcu: bawmy się, czemu nie. Ja zresztą cały  konkurs traktowałam jako zabawę, ale jednocześnie, jak już zdecydowałam się wystartować, to później chciałam osiągnąć jak najwięcej. Tak jak każda dziewczyna biorąca udział w konkursie.

Najpierw były eliminacje do wyborów Miss Dolnego Śląska. Odbyły się one w Reducie. Przeszłam przez te eliminacje. Wybrano tam 20 dziewcząt do finału Miss Dolnego Śląska. Następnie był sam finał regionalny, do którego przygotowywałam się pod okiem Pani Elżbiety Barczyńskiej z Wrocławia. Zaprzyjaźniłyśmy się i utrzymujemy kontakt cały czas, choć ostatnio może troszkę mniej. Pani Ela mnie trenowała, zmuszała do ciężkiej pracy, uczyła chodzić, prezentować się na scenie.

W czasie konkursu Miss Dolnego Śląska wygrałam tytuły Miss Foto, Miss Publiczności i główny tytuł – Miss Dolnego Śląska.

Mam do dziś czerwoną sukienkę, w której wystąpiłam w finale Miss Dolnego Śląska! Mam do niej sentyment, bo w niej była moja pierwsza wygrana w konkursie piękności. Do dziś mam też diadem otrzymany na tych regionalnych wyborach.

Kolejny etap konkursu Miss Polonia to ogólnopolskie półfinały w Siedlcach. Tu przeszłam do finałowej „20” i zdobyłam tytuł Miss Publiczności. No i wreszcie gala finałowa w Sali Kongresowej i wybór mnie na  Miss Elegancja i Miss Polonia!!! Wygrałam samochód, którego niestety już nie mam 🙂

Zanim to jednak nastąpiło, naprawdę ciężko pracowałyśmy, przeszłyśmy przez dwa tygodnie morderczych prób. Zamknięte zgrupowanie przygotowawcze odbywało się w ośrodku telewizyjnym TVP, gdzieś na Mazurach, nawet nie pamiętam już niestety nazwy miejscowości. Byłyśmy tylko my – finalistki, choreograf i parę osób z obsługi. 3 dni przed koncertem finałowym przyjechałyśmy do Warszawy, by to wszystko, czego się nauczyłyśmy, przećwiczyć na deskach Sali Kongresowej w PKiN.

W czasie zgrupowania przedfinałowego nie było za wiele atrakcji. Tak to wyglądało: śniadanie, ćwiczenia, obiad, ćwiczenia, kolacja, dobranoc. Miałyśmy przepiękne układy choreograficzne, mnóstwo fajnych konkursowych wyjść. W naszym roku to była naprawdę wielka elegancka gala finałowa. Dziś finał Miss Polonia to bardziej telewizyjne przedstawienie, wtedy, w latach 90-tych było bardziej teatralne. To, co pamiętam, z okresu przygotowań, to na pewno bardzo ciężka praca.

Zostać Miss Polonia

Wszystkie moje wspomnienia z okresu panowania są piękne i wyjątkowe. Nie mam złych wspomnień. Umiem sobie wytłumaczyć, że nawet te gorsze chwile muszą być po to, żeby docenić te lepsze, które na zawsze zostają w pamięci.

Najtrudniejsze były podróże, przemieszczanie się samochodem po Polsce. Czasami zdarzało się, że jechałam całą noc z jednego końca Polski, żeby być rano na drugim końcu Polski. Na szczęście miałam znajomych z Dzierżoniowa, którzy ze mną jeździli i bardzo mi pomagali. Chciałabym podziękować np. byłemu już policjantowi  Andrzejowi Załużnemu i jego żonie.

Z chwilą, kiedy na moją głowę włożono koronę Miss Polonia 1995, ze zwykłej dziewczyny stałam się osobą publiczną. Na początku było to miłe i sympatyczne, do momentu, kiedy ludzie nie zaczęli mnie postrzegać tylko jako „instytucji charytatywnej”. Dostawałam mnóstwo listów: „Proszę mi pomóc, nie mam pieniędzy”. Ja nie mogłam pomóc, sama nie miałam pieniędzy, bo skąd miałam mieć. I to było trochę przykre. To nie jest tak, że jak się wygrywa konkurs Miss Polonia, to się wygrywa mnóstwo pieniędzy i miesięczną pensję, choć być może tak być powinno, bo „królowanie” to jest przecież ciężka praca.

Komentarze zawsze będą. Niemożliwe, żeby ich nie było. Każda osoba publiczna ma swoich zwolenników i swoich przeciwników. Po nawale pracy, zmęczona,  miewałam chwile słabości. Każdy je ma nawet w życiu codziennym, ale nie dawałam tego poznać po sobie i nie poddawałam się.

Do pewnego momentu popularność jest super, ale później ludzie zaczynali postrzegać mnie jako Miss Polonia, a nie jako Ewę Tylecką. Do tej pory mnie to denerwuje. Większość moich znajomych była oburzona, że im nie powiedziałam, że wygrałam tytuł Miss Polonia. Niektórzy dowiedzieli się o tym dopiero po paru latach. Ale gdybym im powiedziała, patrzyliby na mnie całkiem inaczej. A ja jestem zwyczajną osobą i mam prawo wyglądać czasami lepiej, a czasami gorzej.

Aby odnieść sukces na konkursie piękności, czy to krajowym, czy międzynarodowym, potrzeba dużo swojej własnej pracy i optymizmu, wiary w to, że startuje się po to, żeby coś osiągnąć, pogody ducha i szczęścia. Trzeba mieć dobry dzień i wykorzystać go jak najlepiej.

I akurat mi się udało. W moim roczniku do konkursu Miss Polonia zgłosiło się ponad 5 000 kandydatek. Uważam, że to dużo. Ciężko nazwać Miss Polonia najpiękniejszą kobietą w Polsce, jest wiele pięknych kobiet, a gust nie podlega dyskusji. Dla ludzi Miss Polonia to jest ideał. A to nieprawda. O jej wyborze decyduje jury – kilkanaście osób. Gdyby jego skład był inny, być może wygrałaby zupełnie inna dziewczyna, np. zamiast blondynki, czarnowłosa.

Tak naprawdę na to, że wygrałam konkurs Miss Polonia, złożyło się dużo mojej pracy, wiele szczęścia i przede wszystkim ogromna pomoc moich rodziców. Bez niej i ich motywacji nie wygrałabym tych wyborów. Dziękuję im za to, że mnie wychowali, na taką, jaką jestem. Dziękuję za cierpliwość, jaką do mnie mieli oraz za pieniądze, które we mnie zainwestowali.

Utkwiły mi w pamięci słowa taty wypowiedziane zaraz po ogłoszeniu wyników dla jednej z rozgłośni radiowych: „Jeśli skrzyżujemy Górala z Litwinką, to owocem musi być Miss Polonia”

Ciężko mi powiedzieć, co mnie najbardziej pozytywnie zaskoczyło w roku panowania. Wiele rzeczy, bo ja  umiem cieszyć się wszystkim, i dużym osiągnięciem, i małymi rzeczami. Ja ogólnie jestem bardzo wielką optymistką i staram się,  z upływem lat nawet coraz bardziej, podchodzić do wszystkiego z uśmiechem. Jak mówię: nie patrzę w lusterko wsteczne, tylko przez przednią szybę. I taka chcę pozostać. Myślę, że życie mnie tego nauczyło i czasami trzeba rzucić wszystko losowi pod nogi.