Wywiad z K. Wojciechowską

Karina Wojciechowska – Miss Polonia ’91, reprezentowała Polskę na konkursie Miss World ’91

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w sierpniu 2012 r.

KARINA WOJCIECHOWSKA – Miss Polonia ’91, Miss Planet ’92, autorka książki „Niebo usłane grzechami”. Poproszona o przedstawienie się czytelnikom mówi, że w swoim życiu odegrała wiele ról. Była zbuntowaną młodą dziewczyną słuchającą heavy metalu, Miss Polonią, modelką, konferansjerką, aktorką, młodą matką, samotną kobietą, szczęśliwą żoną, rozwódką, prężną businesswoman, kurą domową, bezrobotną… Tych ról było jeszcze wiele. A dzisiaj jest managerem pięknego SPA o nazwie skySPAce w Hotelu Andels w Łodzi, z którego rozpościera się widok, jakby naprawdę była to podniebna przestrzeń. Mieszka na wsi z dwójką dzieci, ma dwa psy i dwa konie, zaczyna drugi rozdział swojego życia. Czuje się doceniana, spełniona i szczęśliwa. „Musiałam wiele przejść, aby dzisiaj czuć to, co czuję i być tym, kim jestem. Niczego nie żałuję, ale czasami żal mi tej Kariny z pierwszego rozdziału, nie miała łatwo… Bardzo trudno jest mówić o sobie. Chyba łatwiej napisać książkę.”

Więc napisała… Wydanie książki „Niebo usłane grzechami”, jej autorstwa, stało się pretekstem do naszej rozmowy… 🙂

Witaj Karino! Cieszę się bardzo, że spotykamy się z tak radosnego powodu! Wydanie książki, to duży sukces i z całym Globmiss gratulujemy Ci go. Ale powiedz, jak w ogóle zrodził się pomysł na napisanie książki?

Moja książka, pomysł na nią, był we mnie zawsze. Zawsze miałam w głowie różne historie, ale myślałam, że podzielę się nimi dopiero z moimi wnukami. Bo być może one znajdą chwilę czasu na babcine dyrdymały. Siedząc w bujanym fotelu, w zimowe wieczory, będę opowiadać te prawdziwe i te zmyślone historie, takie, które bywają wesołe, smutne, upiększone, okrojone, a czasem nierealne, a jednak prawdziwe.

Aż w moim życiu stała się wielka pustka. Rozstałam się z mężem, tym samym zginęło moje marzenie o własnej szczęśliwej rodzinie, straciłam pracę, poważnie zachorowałam i nie miałam ochoty i powodu by żyć… Oczywiście tak tylko sobie marudziłam, bo żyć musiałam. Mam dzieci i to one były dla mnie motorem do działania. Bezskutecznie szukałam pracy i wtedy moje dwie przyjaciółki, powiedziały: „Ty przestań kombinować i wymyślać biznesy, ty pisz książki”. Wcześniej zapisywały wszystkie maile, jakie do nich wysyłałam, bo uwielbiały je czytać, wracać do nich jak do lektury… Pokazały mi je i przekonywały, że to jak piszę, może być moją przyszłością.

Posłuchałam ich i weszłam w świat, którego nie znałam, zatraciłam się w nim i zafascynowałam. Pisanie to coś pięknego. Jestem pewna, że jeżeli autor wkłada w tworzenie serce, uczucia, emocje, to czytelnik musi to czuć. Pisanie książki na pewien czas stało się moim światem, w którym zamykałam się z wielką przyjemnością. Czasami czułam, że z jakiegoś powodu nie mogę pisać, nie wiedziałam dlaczego, wtedy wracałam do świata realnego i uświadamiałam sobie, że nie mogę pisać, bo ręce mi się trzęsą, do oczu napłynęły łzy, przez które nic nie widzę, a serce wali tak mocno, że jak się nie uspokoję, to nie dokończę tej książki, bo dostanę zawału. I chyba właśnie dzięki takim uczuciom przelanym na kartki papieru, które okazały się doskonałym, cierpliwym słuchaczem, czytelnicy piszą do mnie, że czują mnie w tej książce każdym fragmentem kolejnej historii… Chyba właśnie o to mi chodziło. Chciałam pokazać, że Miss Polonia to nie woskowa piękność, ale człowiek z krwi i kości, nie bezmyślna lala nastawiona na przyjmowanie komplementów, ale zwykła kobieta, która ma normalne życie i problemy, a przez to, że dostała od losu urodę, może czasami bardziej skomplikowane i znacznie trudniejsze, niż przeciętna osoba.

Do kogo adresujesz swoją książkę? Kto w pierwszej kolejności powinien do niej sięgnąć?

Pisząc nie zastanawiałam się nad tym, do kogo ją adresuję. Ponieważ jest w niej historia bycia Miss Polonia, to wiedziałam, że zainteresuję nią osoby, które są z tym tematem związane. Myślę, że wszystkie młode dziewczyny, i te które mają jakieś plany co do konkursów piękności, i te które nigdy nie wezmą w nich udziału, przeczytają tę książkę z przyjemnością i zaciekawieniem. Kobiety dojrzałe „odnajdą w niej chwilę zapomnienia”, „rozbawi je do rozpuku, ale i zasmuci do łez” (to słowa czytelników). Jestem pewna, że zastanowią się nad tym, że nie tylko ich życie bywa trudne, ale osób, które postrzegane są jako szczęściarze, bywa jeszcze trudniejsze. Mężczyźni, którzy sięgnęli po tę książkę, piszą: „nie wiedziałem, nie miałem pojęcia, że kobiety tak mogą, mają takie życie i mają tyle siły”. Tak, chciałam pokazać, że nie tylko idealne ciało, młodość, radość mogą być piękne, że to, co jest często skrywane, bo wstyd, bo nie wypada, bo nie można być słabym, te wszystkie niedostatki też w kobiecie mogą być piękne. Myślę, że nie ma grupy, do której adresowałabym tę książkę. Jest dla każdego, niezależnie od płci, od sposobu życia…To taka historyjka z bohaterką, której oddałam swoje przygody i swoje emocje, która jednak nie jest mną. Ja jestem jeszcze bardziej zakręcona i mam jeszcze więcej przygód, ale w to nikt by nie uwierzył…

Wiem, że jest wiele osób z literackim talentem, które marzą o publikacji własnej książki, ale nie mają tyle odwagi co Ty, by podjąć to wyzwanie. Albo nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Jakich rad mogłabyś im udzielić? Od czego powinny zacząć, gdzie się zwrócić z gotowym materiałem? Jak to wyglądało w Twoim przypadku?

Droga do wydania książki nie jest łatwa, ale mimo to jestem pewna, że warto pisać i zachęcam do tego bardzo mocno. Jeżeli ktoś czuje, że chce, że ma coś do powiedzenia, to nie powinien zwlekać. Powinno się zbierać notatki, zapisywać myśli, wspomnienia, pomysły, wszystko, co kiedyś może posłużyć nam do napisania książki. Trzeba być konsekwentnym i umieć odizolować się od otaczającego świata na czas pisania. Niektórzy pisarze wyjeżdżają na odludzia, aby móc tworzyć swoje powieści. Ja potrafiłam stworzyć swoją własną bezludną wyspę pozostając w domu, ale najlepiej pisało mi się nocą, kiedy nic nie odrywało mnie od moich myśli i od świata, w który wchodziłam głęboko.

Następny etap to rozsyłanie swojej książki do różnych wydawnictw i niepewność ciągnąca się miesiącami. Czy to jest dobre, czy to miało sens, a może źle piszę i mnie wyśmieją, a może to głupie, że zabrałam się za pisanie, może powinnam w tym czasie szukać roboty, a nie marnować czas? Przychodzą odmowy, ale bez recenzji i bez wyjaśnień. To nie jest miłe i powoduje, że traci się wiarę. Ale miałam szczęście i spotkałam pisarkę, która powiedziała mi: „Wydaj e-booka. Ja teraz wydaję książki papierowe, ale też tak zaczynałam. Wydawcy przeglądają e-booki i szukają talentów i ciekawych książek.” Posłuchałam i mam nadzieję, że to jest dopiero początek. A kiedy wzięłam do ręki pierwszy egzemplarz swojej książki, wiedziałam, że było warto. Tego uczucia nic nie zastąpi.”

Spełniłaś zatem swoje marzenie. Kiedy przystępowałaś do pisania, miałaś zapewne jakąś wizję, wyobrażenie o tym, jak chciałabyś, żeby Twoja książka wyglądała. Na ile efekt końcowy Twojej pracy, który trafił do dystrybucji, odbiega od tych Twoich pierwotnych wyobrażeń? Czy jesteś zadowolona, czy raczej krytycznie nastawiona? Czy teraz myślisz sobie: „Kurcze, mogłam tyle rzeczy napisać inaczej?”

Ta sama znajoma pisarka, o której wcześniej wspomniałam, powiedziała mi: „Pamiętaj, z niczego się nie tłumacz. Napisałaś i już tego nie cofniesz, niczego nie żałuj.” No i właśnie tak robię. Niczego bym nie zmieniła, nawet nigdy tak nie pomyślałam, zrobiłam wszystko, co mogłam, najlepiej jak mogłam.

Od początku miałam ogólny zarys mojej książki, wizję, ale za każdym razem kiedy siadałam do pisania, zmieniałam koncepcję i tworzyłam ją na żywo. Trzymałam się planu, który wcześniej stworzyłam, ale muszę przyznać, że niektóre historie zaskoczyły mnie samą. One były we mnie, w mojej głowie, ale dopiero kiedy przelałam je na papier i kiedy je „zobaczyłam” uświadomiłam sobie, co tak naprawdę w sobie noszę. Pewnych rzeczy się nie spodziewałam, nie wiedziałam, że będę mogła o nich tak powiedzieć, tak je wykreować, czy tak je wymyślić. Naprawdę czasami zaskakiwałam samą siebie. Fajnie jest odkryć swoje nowe możliwości. Jestem pewna, że każda sztuka właśnie tak działa. Malowanie, rzeźbienie, jakiekolwiek tworzenie, rozbudza umysł w trakcie powstawania dzieła. Polecam, polecam, polecam…

Niestety nie wydałam książki w wydawnictwie o jakim marzyłam, ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Wierzę w to, że moja książka znajdzie się na dobrych półkach. Tymczasem smutno mi, że nie stać mnie było na profesjonalną korektę tekstu. Gdybym wiedziała, że dostanę zaledwie taką, to skupiłabym się bardziej na pisaniu bez błędów, jednak treść była w trakcie tworzenia dla mnie podstawą. A dodatkowo naczytałam się o tym, że książka przechodzi minimum trzy korekty i odpuściłam sobie ten temat, tymczasem moja tylu korekt nie przeszła. Marzę o lepszej jakości wydruku i oczywiście o najlepszych księgarniach. Niebywale cieszą mnie opinie czytelników i recenzje innych wydawców. Dowiedziałam się na przykład, że jestem dojrzała literacko, co zaskoczyło mnie niezmiernie, bo to, że jestem dojrzała jako człowiek, to wiem już od dawna, ale jako literat, to dla mnie nowość.

Wiemy już, jak Ty sama odbierasz swoją książkę. A jak Twoja powieść została odebrana przez czytelników? Czy pojawiły się jakieś komentarze, sugestie? Czy spotkałaś się z jakąś krytyką i jaki masz do niej stosunek?

Bywają negatywne opinie na temat mojej książki. Na przykład, że jest zbyt ostra, albo niepotrzebnie wulgarna, że opowiadam o sprawach, o których się nie mówi. A ja właśnie tak chciałam o tym powiedzieć. A literatura ma prawo, tak jak każda inna sztuka, do wyrażania się w sposób, w jaki tylko autor sobie wymyśli. Zaś krytyka ma prawo być nieprzyjemna i ostra. Miło mi jednak, że nikt nie ocenia negatywnie samego mojego sposobu pisania, w tej kwestii spotykam się z bardzo pochlebnymi opiniami. To motywuje do kolejnej książki. Tematyki jeszcze nie wybrałam, ale już zapisuję złote myśli, szczególnie lubię te, które przychodzą nocą.

Opowiedz teraz o promocji swojej książki. Co do tej pory już się wydarzyło w tym temacie, a co jeszcze planujesz?

Pierwszą promocję mam już za sobą. Odbyła się ona w trakcie Festiwalu „Łódź Miastem Kobiet” podczas Wieczoru Miłośników Książki i było to dla mnie bardzo ważne wydarzenie. Nie był to tradycyjny wieczór autorski, ale raczej swego rodzaju przedstawienie. Goście na widowni, a ja na scenie. Prezentacja, moja historia, pytania, odpowiedzi, refleksje, żarty i nawet ku memu zdziwieniu wniesiono koronę i dokonano koronacji. Było jeszcze kilka elementów zaskoczenia, przy których uroniłam łzę. Goście bawili się dobrze, a dopisali szczególnie, bo przyszli Ci, których widziałam 21 lat temu, kiedy wygrałam wybory Miss i Ci, którzy poznali mnie zaledwie wczoraj, jak również Ci, którzy po prostu chcieli przeczytać taką książkę. Były osoby w wieku i 12, i 90 lat. Nawet nie oczekiwałam tak dużego zainteresowania. Było mi bardzo milo, a zarazem czułam ogromną tremę. Występowałam na scenie i przed kamerami setki razy i nie mam już problemów ze strachem, a tutaj świadomość, że Ci wszyscy ludzie przyszli tylko dla mnie spowodowała, że drżały mi łydki i broda skakała. Chciałam dla nich być najlepsza, doskonała… Czy mi się udało? Myślę, że było fajnie. Wszyscy składali mi ciepłe gratulacje i byli bardzo serdeczni.

Planuję następne spotkania autorskie, planuję też następną książkę. To prawda, że życie pisze scenariusze, a my możemy je tylko przelać na papier. Dodatkowo odkryłam w sobie fantazję i choć wszyscy zastanawiają się, co w tej książce jest prawdą, a co fikcją, bo podobno trudno uwierzyć, czytając tę powieść, że nigdy nie byłam w więzieniu, to akurat ta historia jest całkowicie zmyślona, a powstała po to, aby zebrać w całość inne, czasami prawdziwe. Nie powiem procentowo, ile w mojej książce prawdy, a ile fantazji. Niech to zostanie moją słodką tajemnicą. Mogę jedynie śmiało odesłać do lektury osoby zainteresowane tym rozdziałem mojego życia, który jest związany z konkursem Miss i moją motywacją do wzięcia w nim udziału. W tym przypadku uczucia bohaterki to moje uczucia, jej losy, to moje losy…

No właśnie. Życie niemal każdej Miss Polonia samo w sobie spokojnie mogłoby posłużyć jako scenariusz niejednego filmu, albo stanowić kanwę niejednej powieści…

Plusów życia w koronie jest dużo. Gdybym nie wystartowała w konkursie Miss Polonia, dzisiaj może mieszkałabym nadal w moim małym rodzinnym mieście i nigdy nawet nie marzyła o zobaczeniu Tajlandii, Malezji, Afryki, Ameryki, Madagaskaru i innych magicznych miejsc. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę latać własnym samolotem, czy helikopterem na spotkania z gwiazdami, czy obiad z prezydentem. A ja takie przeżycia i mnóstwo innych, fantastycznych, prawie nierealnych, mam za sobą. Dzisiaj nikomu niczego nie zazdroszczę.

Jednak minusy też istnieją. Samotność wśród ludzi, którzy nie są prawdziwymi przyjaciółmi. Są obok tylko po to, by coś zyskać. Często nie baczą na uczucia młodej dziewczyny, tylko traktują ją jak przedmiot, który ma zaprezentować produkt, uśmiechnąć się tam, gdzie potrzeba, a przez to załatwić to, czy tamto. Przedmiotowe traktowanie jest wkomponowane w bycie Miss, a ja jestem przekonana, ze można zupełnie inaczej, ale to rola organizatorów. Mam nadzieję, że to wszystko, co spotykało mnie, zmieniło się, chociażby w mentalności dzisiejszych Miss Polonia. Mnie powiedziano, że przez rok nie decyduję o sobie i moja wola jest nieistotna. I choć tak nie powinno być, nie protestowałam. Ja sobie z tym poradziłam, bo generalnie radzę sobie ze wszystkim, ale znam takie dziewczyny, które nie zniosły tego obciążenia. ”Miss to też człowiek” i to właśnie chciałam pokazać w swojej książce.

Czyli gdyby Twoja Córka wahała się, czy wystartować w konkursie Miss Polonia, czy też nie, odradzałabyś jej to, czy wprost przeciwnie?

Konkurs Miss Polonia to olbrzymie doświadczenie, przyśpieszona szkoła życia. Jeżeli moja córka podjęłaby decyzję, by wziąć w nim udział, na pewno miałaby we mnie olbrzymie wsparcie. Jednak wolałabym, aby tą szkołę życia przeszła zdecydowanie wolniej, naturalniej i spokojniej. Jest ładną, młodą dziewczyną i czasami rozmawiamy o jej ewentualnym starcie w wyborach Miss, ale ona nie może wyobrazić sobie, co czuje dziewczyna, która musi zejść ze sceny jako przegrana i to bardzo ją hamuje przed udziałem w konkursie. Martyna gra w golfa i w tym sporcie wynik, jaki osiągnie, zależy od niej, jest w jej rękach, a w konkursach piękności wszystko zależy od jurorów i szczęścia. Gusta bywają bardzo odmienne. Dla mnie moja córka jest najpiękniejsza na świecie, a dla innych…? Nigdy ocena nie jest do końca obiektywna, składa się na nią wiele czynników. Ja miałam dobry dzień, szczęście i radość, wcale nie byłam najpiękniejsza…

Wspomniałaś, że jednym z największych plusów udziału w wyborach Miss, jest możliwość podróżowania. Odmienne kultury i kraje poznaje się m. in. przy okazji reprezentowania Polski na międzynarodowej arenie. Ty wzięłaś udział w dwóch międzynarodowych konkursach piękności. Pierwszym z nich był Miss World. Ta edycja, w której Ty brałaś udział, była dość wyjątkowa, można powiedzieć pechowa. Organizatorzy mieli wówczas problemy finansowe i słyszałam nawet, że finałowa gala odbyła się „w baraku”. Jak to wyglądało z Twojej perspektywy, jako uczestniczki? Czy zgrupowanie w Londynie, czy też w USA spełniło Twoje oczekiwania?

Nie miałyśmy pojęcia, że konkurs przeżywa jakikolwiek kryzys. Kilka dni zgrupowania w Londynie, następnie podróż do RPA – Johannesburg, Pretoria, Kapsztad, najlepsze hotele, wspaniałe przyjęcia, zawsze ochrona i eskorta policji, pokazy mody, programy telewizyjne, nagrywanie teledysków, szalone wycieczki, przepiękne jachty, wszystko tylko dla nas. Oczywiście zawsze towarzyszą takim imprezom działania charytatywne i my też prowadziłyśmy akcję „Operacja głód”, na rzecz głodujących dzieci w Afryce. Później wyjazd do Nowego Jorku, który w tym czasie był bajkowo piękny, bo właśnie zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Nigdy później nie widziałam równie cudnych choinek sięgających nieba i śnieżynek jak z bajek oglądanych w dzieciństwie. Kolejny etap naszej podróży to Atlanta, gdzie w luksusowym hotelu Nikko poświęciłyśmy się próbom do gali finałowej. Gala ta nie odbyła się w baraku, ale w hali widowiskowej. Nie była to Sala Kongresowa, do której przywykłam, ale nie miałam złych odczuć, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że głównie chodzi tu o produkcję telewizyjną. Dodatkowo słyszałam od znajomych, że w Ameryce nawet marmury są sztuczne, a w telewizji zwykłe szkło amerykańskie wygląda jak diamenty. I tak właśnie wyglądała moja przygoda. O problemach Morleyów w owym czasie dowiedziałam się dopiero po latach.

Drugim konkursem, w którym wzięłaś udział, był konkurs Miss Planet zorganizowany w Bułgarii. Pojechałaś tam i…wygrałaś go. Jest on w Polsce bardzo mało znany i do dziś mało kto wie o Twoim sukcesie. Powiedz zatem, czym był dla Ciebie tytuł Miss Planet, czy zmienił coś w Twoim życiu? Jakie wiązały się z nim obowiązki i jakie nagrody otrzymałaś?

Otrzymałam nagrodę pieniężną – 1000 $. To niby nie dużo, ale na tamte czasy i nie mało. Odbyły się zaledwie dwie edycje tej imprezy. Niestety bułgarskich organizatorów spotkał olbrzymi kryzys w ich kraju i nie udało im się przetrwać. Szkoda, bo pomysł był ciekawy i przyszłościowy. Pieniądze uzyskane z tego konkursu zasilały cel ekologiczny i taki był zamysł tego działania. Dzięki niemu ludzie mogli dowiedzieć się o problemach ekologicznych w krajach, z których przybyły dziewczyny. Ja opowiadałam o zanieczyszczeniu Śląska. I naprawdę miałam o czym mówić.

Ten konkurs przedłużył moje panowanie jako Miss. Kiedy już oddałam koronę Miss Polonia, nadal miałam tytuł Miss Planet. Tak więc sumując moje panowanie, koronę Miss nosiłam ponad dwa lata. Jako Miss Planet odbyłam dużo podróży i miałam nawet własny samolot. Bywałam w Cannes i brałam udział w wytwornych przyjęciach. Naprawdę było miło. Koronę oddałam niechętnie Miss Rumunii.

O kulisach tego konkursu również piszę w swojej książce, może już nie tak dokładnie, jak o Miss World, ale wspominam o nim również.

I tym sposobem wracamy do punktu wyjścia naszej rozmowy, czyli do Twojej książki. Jest ona, podobnie jak Twoje życie, nierozerwalnie związana z wyborami Miss.

Historia mojego udziału w wyborach Miss jest tam jak najbardziej prawdziwa. Uważam, że każda z dziewczyn, która była na konkursie międzynarodowym ma olbrzymie doświadczenie. Powinna przekazać je kolejnej Polce, która ma reprezentować nasz kraj. Nie rozumiem, dlaczego się z tego nie korzysta. Może nie każda z nas potrafi być nauczycielem, czy opiekunem, ale ja i na pewno jeszcze kilka innych weteranek mogłybyśmy opowiedzieć: co robić, jak się zachowywać, na co zwracać uwagę, co jest ważne, co mówić i jak mówić… Te niby szczegóły są niezmiernie istotne, a wiedzą o nich tylko osoby, które to przeżyły. Dodatkowo przygotowanie pod względem autoprezentacji, poruszania się, ubioru, np. Miss Wenezueli pracuje nad tym latami, ja nie pracowałam nawet minuty. Dla mnie nie ma dyskusji na temat tego, dlaczego nie mamy sukcesów na konkursach międzynarodowych, lub mamy nie do końca takie, o jakich marzymy. Polki są piękne, a Wenezuelki są piękne i perfekcyjnie przygotowane.

Konkurs tej rangi, co Miss World to fantastyczna przygoda, pod warunkiem, że jest się do niej przygotowanym. Przerażona dziewczyna z Polski niewiele może osiągnąć. I tutaj również odsyłam do mojej książki.

Z całą pewnością po przeczytaniu tego wywiadu, sięgnie po nią jeszcze więcej czytelników. W imieniu swoim i naszych odbiorców dziękuję Ci za rozmowę i życzę, byś jako pisarka osiągnęła co najmniej tak wiele, co jako Miss. Mam też nadzieję, że zgodzisz się udzielić mi wywiadu przy okazji ukazania się Twojej kolejnej książki. 🙂

Ja też mam taką nadzieję. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników mojej książki i Globmiss.

Wywiad z I. Filipowską – cz. II

Izabela Filipowska – II Vicemiss Polonia 1991, reprezentowała Polskę na konkursie Miss Universe 1992.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w sierpniu 2010 r.

Trzecie miejsce w ogólnopolskim konkursie piękności to rzeczywiście duży sukces. Jakie obowiązki się z nim wiązały?

Wszystkie Miss pod zdobyciu tytułu zobowiązane są do ścisłej współpracy z organizatorami konkursu przez rok. Biorą udział we wszelkich imprezach, targach, konferencjach, w międzynarodowych i światowych konkursach piękności. Zazwyczaj niesie to za sobą miłe przeżycia i chwile, które są niepowtarzalne.

Ja wierzyłam, że jeśli mi się uda zdobyć miejsce w czołówce, to otworzą się przede mną drzwi do podróży. Jednakże nie do końca tak się stało, ponieważ to były inne, trudne czasy. Nie było reklam w TV, rynek sponsorski dopiero powstawał.  Największą nobilitacją dla mnie był udział w konkursie Miss Universe 1992, na który zostałam wytypowana jako reprezentantka naszego Kraju. Pojechałam do Tajlandii.

Wyjazd do tak egzotycznego kraju to na pewno wspaniałe doświadczenie…

Tajlandia to piękny kraj. Zwiedziłam prawie wszystko: główną atrakcję Bangkoku – Grand Palace gdzie znajduje się świątynia Wat Phra Kaew ze słynnym Szmaragdowym Buddą, Świątynia Wat Pho z posągiem leżącego Buddy długim na 46 metrów i wysokim na 15 metrów, odbyłam przejażdżkę rzeką Chao Praya, byłam na pływającym targu Damnoen Saduak, zachwycałam się najpiękniejszym tropikalnym ogrodem różanym Rose Garden. Ale to tylko niektóre z atrakcji Bangkoku określanego „Miastem Aniołów”, kwintesencji dalekowschodniej egzotyki.  Zachwyciłam się bogactwem i różnorodnością owoców, smakowitych potraw oraz gościnnością Tajów, którzy są bardzo przyjaźni i rozrywkowi (jak Polacy).

Najważniejszy cel tej podróży dla Izabeli to jednak udział w finale prestiżowego konkursu Miss Universe.

Poziom światowy zdecydowanie różni się od krajowego. Pod każdym względem. Rywalizacja dziewczyn jest zauważalna, zwłaszcza, że np. reprezentantki Wenezueli czy Kolumbii uczęszczają do specjalnych szkół, gdzie od podstaw uczą się „być Miss”. Są bardziej pewne siebie, znają swoją wartość, ale w mojej ocenie nie jest im chyba łatwiej. Ich chęć wygranej jest tak silna, że dążą po nią za wszelką cenę.  Większość z dziewczyn zaskoczyła mnie np. zawartością garderoby, ilością kosmetyków i ich jakością.  Pasowałam do nich jak pięść do nosa. Ponieważ tamte czasy były ubogie, w Polsce nie miałyśmy sponsorów ani stylistów. Od Biura Miss Polonia dostałam tylko suknię wieczorową, a strój narodowy i pozostałą odzież, kosmetyki musiałam sobie sama zabezpieczyć. Nie było łatwo. Jednak nie miałam kompleksów, byłam zadowolona, że mogłam tam z nimi być.

Na światowych wyborach Miss jest taki zwyczaj, że każda reprezentantka kraju przywozi prezenty dla pozostałych  uczestniczek konkursu i wręczamy je sobie nawzajem.  Dla dziewczyn na pamiątkę wyszyłam ok. 100 szt serwetek w kształcie Polski z naniesioną stolicą, co zostało przyjęte z wielkim entuzjazmem. Była to jedyna pamiątka wykonana własnoręcznie.

Nie wiem, jakie są kryteria wyboru Miss na poziomie światowym, ale myślę, że duży wpływ ma sytuacja polityczna danego kraju. Gdyby prześledzić konkursy w kolejnych latach, to można odnieść takie wrażenie. Uroda jest tylko jednym z elementów poddawanych ocenie. Jesteśmy obserwowane non stop, w każdej sytuacji i o każdej porze.

W 1992 roku Miss Universe została reprezentantka Namibii Michelle McLean. Nie była ona moją faworytką. Ja stawiałam na Kolumbijkę i Wenezuelkę. One miały klasę, piękne stroje, które umiały super nosić. Michelle była bardzo sympatyczna, koleżeńska, ale niczym więcej mnie nie ujęła.

Od tamtych wydarzeń minęło prawie 20 lat. To szmat czasu. Czy coś jeszcze pozostało Izabeli z tamtych wyborów? Czy były one dla niej tylko jednym epizodem, przygodą, czy sposobem na życie?

Ooooo, zostało wiele. Przede wszystkim wspomnienia, zdjęcia, kontakty i kilka ważnych pamiątek. Najwięcej mam zdjęć ze światowego konkursu Miss Universe, kilka sentymentalnych gadżetów: np. oryginalny łańcuszek z zawieszką symbolizującą miejscowy kolczyk, który dostałam od koleżanki z wysp Turks and Caicos (na północ od Haiti), zostały mi szarfy, diademy i wiele innych drobiazgów.

Udział w konkursie był dla mnie przygodą, która nie wpłynęła znacząco na moje dalsze życie. Tamten czas się skończył, przeminął, ja żyję dalej. Uczestniczę jedynie w akcjach charytatywnych czy programach,  jeśli jest taka potrzeba, bo jestem otwarta na wszelkie propozycje.

Kim jestem dzisiaj? Niewątpliwie wciąż kobietą :). W głównej roli matką 4 letniej Amelki, żoną swojego męża, panią dwóch psów Patti i Juniora (rasy Golden Retriever) i szczęśliwą posiadaczką złotej rybki, która wkrótce spełni moje trzy życzenia, ha, ha, ha.

Po kilku latach spędzonych na wsi, zamieszkaliśmy w stolicy, gdzie wiedziemy spokojne życie przeplatane niespodziankami dnia codziennego. Jestem czynna zawodowo  – zajmuję się marketingiem i reklamą, a czas wolny poświęcam rodzinie, zwłaszcza córce. Wprowadzam ją w tajniki życia. Kiedy na świecie pojawiła się Amelia, moje życie zmieniło się diametralnie, wszystko się przewartościowało. To, co kiedyś było istotne, teraz jest kompletnie nieważne. Najważniejsza jest córka, którą uczę szacunku do ludzi, zwierząt i całego otaczającego ją świata. Mam nadzieję, że uda jej się przejść przez życie z takim samym optymizmem, jaki ja w sobie noszę.

Owszem, interesuję się w dalszym ciągu konkursami piękności i staram się je śledzić. Od lat 90 – tych dużo się zmieniło w organizacji konkursu Miss Polonia, jednak obecna formuła wyborów  nie przypadła mi do gustu. Nie uznaję SMS-owych wyników, bo jakoś nie mam do nich przekonania.

Może przez to, że kiedyś nie było w TV wielu programów rozrywkowych, to te imprezy były atrakcją. Ludzie je oglądali całymi rodzinami, typowali swoje faworytki  i przeżywali radość lub rozczarowanie. Byli biernymi kibicami, ale to wszystko miało inny klimat. Pamiętam wybór Anety Kręglickiej najpierw w Polsce, a potem na świecie. To było szaleństwo i wielka radość dla wszystkich Polaków. Myślę, że dzisiaj już by tak nie było. To była wówczas moja faworytka, która pozostała   moją ulubioną Miss. Miała i ma nadal wszystkie atrybuty idealnej królowej piękności: urodę, wdzięk, klasę i inteligencję.

A ja sama gdybym dziś miała swoją twarz i ciało z 1991 r., a obecną wiedzę i doświadczenie, czy wystartowałabym w konkursie jeszcze raz?  Jeśli byłaby to taka sama spontaniczna decyzja to pewnie tak. Summa summarum było to niepowtarzalne przeżycie. Niczego bym nie zmieniła i nie poprawiła, uważam, że dałam z siebie tyle, ile mogłam dać.

Kiedy dziewczyna zostaje laureatką konkursu Miss Polonia, jej życie zmienia się. Zyskuje wielbicieli, popularność, cenne nagrody, a świat staje przed nią otworem. Dla zwykłych ludzi staje się kimś nierealnym, księżniczką z bajki. A czy tak jest naprawdę? Na to pytanie, po lekturze wspomnień Izabeli Filipowskiej, niech każdy odpowie sobie sam.

Wywiad z I. Filipowską – cz. I

Izabela Filipowska – II Vicemiss Polonia 1991, reprezentowała Polskę na konkursie Miss Universe 1992.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w sierpniu 2010 r.

Kiedy dziewczyna zostaje laureatką konkursu Miss Polonia, jej życie zmienia się. Zyskuje wielbicieli, popularność, cenne nagrody, a świat staje przed nią otworem. Dla zwykłych ludzi staje się kimś nierealnym, księżniczką z bajki. Mało kto wówczas pamięta, że to dziewczyna, która dotychczas wiodła zwyczajne życie, a jej decyzja o starcie w wyborach Miss, to często przypadek…

W roku 1991 miałam 23 lata. Mieszkałam z bratem i rodzicami w 42 m2 w pięknych po dziś dzień Puławach – mówi o sobie Izabela Filipowska. Jako dziecko urodzone w „czepku” muszę przyznać, że zawsze miałam dużo szczęścia w życiu. Dzięki mamie szybko umiałam zapracować na swoje potrzeby, to ona nauczyła mnie wyszywać niełatwym haftem Richelieu. Pamiętam, sprzedawałyśmy nasze prace do Anglii, gdzie robiły furorę. Jeszcze w podstawówce jeździłam na OHP, pracowałam dorywczo zarabiając na „wakacje”. U babci na wsi pomagałam w pracach polowych, to dopiero była szkoła życia. Dzieciństwo mojej córki w niczym nie przypomina mojego dzieciństwa. Szary miś wypchany trocinami, szmaciana lalka, zabawy na trzepaku, bajki tylko na dobranoc. Mimo tego było fajnie!

Kończąc Technikum Chemiczne marzyłam o usamodzielnieniu. Miałam nieodpartą chęć decydowania o sobie, podróżowania, szukania swojego miejsca na ziemi. Nie wiedziałam, kim chcę zostać, jaki potencjał we mnie drzemie, nie znałam swoich możliwości. Trochę marzyłam o modelingu, trochę o własnej firmie niewiadomej jeszcze branży. Zaczęłam więc od bycia laborantką w miejscowych Zakładach Azotowych (w wyuczonym zawodzie). To nie było to, więc wyruszyłam w świat w poszukiwaniu swojego miejsca. Zmieniałam miejsca zamieszkania jak rękawiczki: był Lublin, Wrocław, powrót do Puław i wreszcie wyjazd do Warszawy. Tutaj zostałam.

Mój start w konkursie Miss Polonia to oczywiście przypadek. Wprawdzie interesowały mnie wybory od  zawsze, śledziłam zmagania dziewcząt w telewizji, ale nigdy nie pomyślałam, że kiedyś będę jedną z nich.

Pracowałam jako stażystka w Zakładach Azotowych na 3 zmiany. Dzień, noc, dzień, noc i tak w kółko. Pewnego dnia, na ulicy, spotkałam swojego wujka, który poinformował mnie, że w Puławach tego i tego dnia odbędą się wybory Miss Puław (eliminacje do Miss Polonia) i zdecydowanie powinnam wziąć w nich udział. Trochę mnie rozbawił, ale jednocześnie zainteresował. Po krótkiej dyskusji zdecydowałam się wystartować, oczywiście w tajemnicy przed rodziną (mój tata był bardzo konserwatywny). Umówiliśmy się w danym terminie w Domu Kultury i poszliśmy na wybory we dwoje. I właśnie tutaj,  w Puławach, moim rodzinnym mieście odniosłam pierwszy sukces. Zdobyłam pierwszy w życiu tytuł Miss,  który otworzył mi drogę do dalszych szczebli w konkursie Miss Polonia.

Taki był początek drogi Izabeli Filipowskiej. Drogi, która z Puław, zaprowadziła ją aż do Bangkoku…

Kolejnym etapem były wybory Miss Lubelszczyzny, gdzie konkurencja była już znacznie większa. Były przygotowania, pierwsze sesje zdjęciowe, spotkania, a moja praca na 3 zmiany coraz bardziej dawała się we znaki. Odeszłam z Zakładów Azotowych, a z pomocą przyszedł wujek, który zatrudnił mnie w swojej firmie. Byłam sekretarką i miałam nienormowany czas pracy, dzięki czemu mogłam się przygotowywać do wyborów. Zostałam Miss Lubelszczyzny i zdobyłam tytuł Miss Sponsorów. Nie wierzyłam. Ja, skromna dziewczyna z  Puław najpiękniejsza w regionie? Byłam dumna i jak się okazało nie tylko ja. Mój tata również, zrzucił maskę twardziela, zmiękł i cieszył się razem ze mną (aczkolwiek odrobina sceptycyzmu pozostała).

Kolejnym etapem był półfinał Miss Polonia, który odbywał się w Katowicach (dawał bilet do finału). I tutaj znowu się udało, weszłam do finałowej 16 –ki. Zdałam sobie sprawę, że jestem reprezentantką mojego regionu na poziomie ogólnopolskim i to zobowiązuje. Trochę miękłam, chciałam się wycofać, miałam ochotę zarzucić dietę, żyć normalnie. Ale cóż, kiedy powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. A ponieważ nigdy się nie poddaję, wzięłam się w garść i………….. zdobyłam tytuł Vicemiss Polonia.

Zanim to jednak nastąpiło, Izabela musiała odbyć tradycyjne, przedfinałowe zgrupowanie przygotowawcze. Czekało ją wiele godzin wysiłku i prób spędzonych w towarzystwie koleżanek – konkurentek.

Zaczęło się od poziomu lokalnego, poprzez regionalny, ogólnopolski  półfinał i finał konkursu. Szłam jak burza, zdobywając kolejno pierwsze miejsca aż do finału. Poszczególne etapy  rządziły się swoimi prawami. Początkowo było lekko, ale im dalej, tym ciężej. Pamiętajmy, że mówimy o ubiegłym stuleciu, więc pewne kanony mogły ulec zmianie. Nasze zgrupowanie przed ogólnopolskim finałem odbywało się w Gołdapi. W tempie goniących terminów trzeba było być zwartym i gotowym. Każda z nas chciała jak najlepiej wypaść w finale. Zgrupowania trwają bardzo krótko, więc trudno mówić, że dają dobre przygotowanie. Są skoncentrowane na opanowaniu układów i choreografii finału. Najwięcej jednak zależy od samych dziewczyn, ich wdzięku, gracji, uroku osobistego – tego nie da się nauczyć.

Atmosfera była przyjemna, nie odczuwałam rywalizacji pomiędzy dziewczynami, a wręcz przeciwnie, zacieśniały się przyjacielskie stosunki. Mieszkałam w pokoju z Kariną Zielińską z Lublina, to ona była mi najbliższa. Generalnie nie miałyśmy czasu na rozwijanie przyjaźni, bo był to czas pracy. Ale można było zauważyć u niektórych dziewczyn pewnego rodzaju koleżeńskość, choć były i takie, którym tej cechy brakowało. Miałyśmy taką swoją grupę: Iza Mikoś, Karina Zielińska, Katarzyna Zielińska, Renata Tempka, Katarzyna Stępień  i ja. Traktowałyśmy konkurs jak dobrą zabawę, a nie wyścig po cztery kółka. Dystans, który miałyśmy, bardzo nas do siebie zbliżył. Do dzisiaj z niektórymi dziewczynami jestem w kontakcie e-mailowym i telefonicznym.  Czy w warunkach wzajemnej konkurencji właściwej konkursom piękności może narodzić się prawdziwa przyjaźń między kandydatkami na miss? To nie jest wykluczone. Jeśli ktoś jest inteligentny, to żadne warunki nie wykluczają przyjaźni, wszystko zależy od człowieka. Ja spotkałam fajne, mądre dziewczyny, z którymi mogłabym jeszcze raz przeżyć taką przygodę. Po wyborach niejednokrotnie podróżowałyśmy wspólnie jako reprezentantki Polski i potwierdziły się moje opinie, że te kobiety są warte mojej przyjaźni.

Jest to niewątpliwie zabawa dla dziewczyn o silnym charakterze, nie rozchwianych emocjonalnie. Inne przeżywają rozgoryczenie, reagują płaczem i złością.  Dystansując się do rywalizacji można więcej osiągnąć, mniej nerwowo reagować. Dziewczyny zakładające, że wygrają, miały niesamowity stres z pokonaniem pozostałych rywalek. Przygotowania do konkursu nie przewidują sesji z psychologami, ale chyba nie ma takiej potrzeby. To nie jest walka o życie, to tylko zabawa.
Ja starałam się nie denerwować, bo z góry założyłam, że to los decyduje o wyniku. To ile mogłam z siebie dać – dałam, a reszta to przypadek. Nigdy jurorzy nie są obiektywni, a ich oceny nie pokrywają się z opiniami widzów. Tak to już jest.

Skończyły się przygotowania, zwieńczył je finał Miss Polonia 1991. Jakie wspomnienia z tej gali pozostały Izabeli?

To było przeżycie, nie oszukujmy się. Wielka gala, mnóstwo widzów na widowni w Sali Kongresowej i miliony widzów przed telewizorami. Koncert zespołu Bad Boys Blue i innych gwiazd, to robiło wrażenie. Kiedyś inaczej to relacjonowałam, natomiast dzisiaj z perspektywy lat uważam to za duże wyróżnienie i osiągnięcie. Moja córka z wielkim zainteresowaniem ogląda moje zdjęcia po wielokroć i pyta o szczegóły.

Najważniejszym momentem, na który czeka się cały wieczór, jest oczywiście ogłoszenie wyników. Miss Polonia 1991 została Karina Wojciechowska z Mysłowic. Izabela Filipowska zdobyła tytuł II Vicemiss Polonia…

Nie mnie oceniać werdykt jury. Taki zapadł, wygrała Karina, ale nie była moją faworytką. Ja stawiałam na Katarzynę Stępień albo na Renatę Tempkę. One miały wdzięk, grację i duży dystans do siebie. Były rozsądne i wiedziały, czego chcą od życia. Ale myślę, że nie ma co dzisiaj rozpamiętywać przeszłości. Cieszmy się z tego, co mamy. My nie byłyśmy zawiedzione i rozczarowane, dobrze się bawiłyśmy, a o to właśnie chodziło.

Startując w wyborach Miss postawiłam na dobrą zabawę. Znalazłam się na nich przypadkowo, więc przypadek zadecyduje o wynikach. Nie wierzyłam, że może mi się udać, dlatego trzecie miejsce w konkursie Miss Polonia zaliczam zdecydowanie do sukcesów w moim życiu osobistym. To była świetna zabawa i tak chcę to pamiętać. Znajomi i rodzina cieszyła się ze mną i to było najważniejsze. Ludzie gratulowali, a Puławianie byli dumni, że mnie mają. To są wartości o wiele ważniejsze w życiu i otoczeniu. W ogóle kiedyś konkursy Miss miały większy prestiż, większą widownię. Dowodem niech będzie chociażby taki fakt: niedawno na jednym z portali społecznościowych odezwał się do mnie chłopak, który w 1991 roku był nastolatkiem. Z całą rodziną oglądali konkurs Miss Polonia, a ja byłam ich faworytką. Teraz odnalazł mnie przez Internet i po latach gratulował mi sukcesu w 1991 roku: „Pamiętam Panią, trzymaliśmy z rodziną kciuki za Panią”. To miłe i zaskakujące, że jest jeszcze ktoś, kto te wydarzenia pamięta, ha…ha…ha…

Miss Polonia 1991 na YouTube

I. Filipowska na MU ’92 – preeliminacje, prezentacja w strojach narodowych

http://www.youtube.com/watch?v=-_S9yHsCSS0

I. Filipowska na MU ’92 – preeliminacje, prezentacja w sukniach koktajlowych

http://www.youtube.com/watch?v=e3GtcBYZbik

I. Filipowska na MU ’92 – prezentacja w strojach narodowych, kostiumach kąpielowych i sukniach wieczorowych

http://www.youtube.com/watch?v=3e3L4O718Y0

K. Wojciechowska na MW ’91 – prezentacja w strojach narodowych i sukniach wieczorowych

http://www.youtube.com/watch?v=ghIe8ke5Hqg

K. Wojciechowska na MW ’91 – prezentacja w kostiumach kąpielowych

http://www.youtube.com/watch?v=LyelwEBL7ts 

Wywiad z K. Wojciechowską – cz. II.

Karina Wojciechowska – Miss Polonia 1991; reprezentantka Polski na konkursie Miss World 1991.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w marcu 2009 roku.

Podróże w koronie

W roku, w którym zdobyłam tytuł, w Biurze Miss Polonia postanowiono, że wyjazdy na konkursy zagraniczne zostaną rozdzielone między Miss i wszystkie Vice Miss. Przydzielono mi konkurs Miss World.

Dzień, a właściwie noc przed wyjazdem, zorganizowałam imprezkę pożegnalną, na której po gospodarsku chciałam zmyć kilka szklanek. Jedna z nich pęknięta, wbiła mi się w rękę. Na pogotowiu prosiłam o ładne zszycie, bo przecież jadę na konkurs piękności. Słyszałam jakieś śmiechy, ale bolało tak bardzo, że nie kojarzyłam, o co chodzi. Ręka w bandażach, opatrunek do zdjęcia za tydzień, czyli w Londynie. Ze 100. dolarówką w kieszeni wsiadłam w samolot i zobaczyłam Anglię. Po tygodniu poprosiłam o pielęgniarkę, oczywiście dostałam, ta zaś dostała wielkich oczu na widok moich pięciu kolorowych (każdy innego koloru) szwów plastikowych, wcale nie rozpuszczalnych. Zapytała: A ty biedaczko skąd jesteś?

Później z innymi uczestniczkami konkursu Miss World odwiedziłyśmy Afrykę i Amerykę. Nie wierzyłam w siebie, czułam się jak szara myszka. Dziewczyny miały wspaniałe ciuchy, pieniądze, opiekunów, a ja kompleksy. Wiedziałam, że nie mam szans, więc postanowiłam używać życia. Jedzenie było wspaniałe. Przytyłam z 10 kg, a co mi tam, i tak Miss Wenezueli zakasowała wszystkie konkurentki. Ja nie miałam bladego pojęcia o tym, co mnie czeka na takim konkursie, nikt nawet o tym ze mną nie porozmawiał, podczas gdy Wenezuelka skończyła szkołę dla Miss i przeszła w celu zwycięstwa w konkursie kilka operacji plastycznych. To było dla mnie największe doświadczenie związane z tytułem Miss Polonia. I do dzisiaj twierdzę, że największa przygoda w moim życiu. Nie przywiozłam do Polski żadnej szarfy. Po tym konkursie zrozumiałam, o co w tym chodzi, jak powinno się być miss. Od tego momentu rolę Miss odgrywałam prawie doskonale.

Zaproponowano mi wyjazd na międzynarodowy konkurs Miss Planet, w którym brało udział 80 kandydatek, część dziewczyn już znałam z poprzedniego konkursu. Poleciałam do Bułgarii, finał odbywał się w Sofii. Tu już czułam się jak ryba w wodzie. Czułam, że potrafię, że jestem silna psychicznie, wiedziałam, jakie ubrania przydają się na takich konkursach, wiedziałam, co trzeba mówić i o czym. Wchodząc na scenę nie miałam tremy, na moich ustach gościł uśmiech, a na twarzy pogoda ducha. Tym razem dumnie przywiozłam do swojego kraju koronę Miss Planet. Tego uczucia nie da się porównać z niczym innym. Już wtedy wiedziałam, że nie tylko uroda ma znaczenie w konkursach piękności. Ważny jest charakter, pogoda w sercu, otwartość i wiara w to, że uśmiechem można zjednać sobie ludzi.

Konkurs Miss Polonia kiedyś i teraz

Oczywiście, że nadal śledzę konkurs Miss Polonia i jestem żywo zainteresowana, jaka dziewczyna założy koronę, w której zgięłam czubek wkładając ją do walizki (nie chciało mi się nosić wielkiego etui), a później oblana potem prostowałam go z obawą, że nie wytrzyma naprężenia i złamie się z impetem.

Konkurs Miss Polonia oczywiście się zmienia. Zmiany zachodzą na skutek aktualnej mody, obecnych możliwości, techniki. To wszystko ma wpływ na tą imprezę. Nie chcę powiedzieć, że teraz jest lepiej. 1991 rok to inne czasy, nikt już tego nie chce pamiętać. Rajstopy z lycrą nie do zdobycia, reklam w telewizji nie ma, a słowo billboard nie znaczyło nic, bo go po prostu nie było.

Teraz telewizja robi z tego fajny program. A dziewczyny mogą mieć przedłużone paznokcie, włosy, opalone ciała. My wyglądałyśmy trochę inaczej, nie jak gwiazdy z okładek kolorowych czasopism. Tak na marginesie czasopisma były tylko chyba dwa, papier dość szary. Ale za to zainteresowanie konkursem było niebywałe. Ludzie planowali ten wieczór już miesiąc wcześniej. Spotykali się w dużych gronach, robili zakłady, często krzyczeli kłócąc się lub kibicując. Trochę tylko mniejsza oglądalność niż mistrzostwa świata w piłce nożnej.

Gdybym teraz miała swoją twarz i ciało z 1991 r., a dzisiejszą wiedzę i doświadczenie, wzięłabym udział w konkursie jeszcze raz. Tym razem zrobiłabym znacznie więcej dobrych rzeczy, nie tylko dla siebie, ale dla innych. Jestem tego pewna. Chociaż o sobie też pomyślałabym bardziej perspektywicznie. To tylko rok, a przecież może zmienić wszystko, od nas zależy tylko jak i na jak długo.

Gdybym jeszcze raz wygrała jakiś konkurs piękności (co mi już nie grozi, nie to żebym taka brzydka była, wiek nie pozwala) i dostałabym masę forsy, to wybudowałabym wielki, piękny dom dziecka, w którym pracowaliby sami dobrzy ludzie, a dzieci byłyby tak szczęśliwe, jak u mamy. Jakby mi jeszcze coś zostało, to założyłabym schronisko dla zwierząt i wtedy moje własne dzieci zapomniałyby jak wyglądam 🙂

Karina dzisiaj

Kiedyś o niej marzyłam, teraz mam rodzinę. Mieszkamy w Łodzi. Dom, mąż, dwoje dzieci – Martynka 14 lat i Wiktor 12 lat. Martyna trochę idzie moimi ścieżkami, jest modelką. Dzieci grają w golfa, mają wielkie ambicje, z pracowitością bywa różnie.

Mam też niestety bardzo niespokojny charakter. Nigdy nie jestem zadowolona z tego, co mam. Jednego dnia czuję, że chcę być już zawsze „kurą domową”. Uwielbiam gotować, sprzątać, szyć, zawozić, przywozić dzieci, karmić psy, kosić trawę (jest co kosić). Następnego dnia czuję, że mam energię, by przenieść góry, głowę pełną pomysłów i wymyślam jakiś świetny biznes plan. Mam gdzie się realizować, bo mam swój własny Driving Range, czyli strzelnicę golfową, przy której znajduje się pięciodołkowe pole golfowe do treningu krótkich uderzeń. Klub Golfowy to naprawdę fajny biznes, bardzo miły i bardzo zielony.

Ciągle coś zmieniam, przemieniam. Męczę tym siebie i innych. Na szczęście mam ciepłe wielkie serce i wszyscy mi wybaczają, bo ja kocham wszystkich, a ludzie mi to oddają. Najchętniej zbawiłabym świat, pomogła wszystkim, przygarnęła wszystkie sieroty i bezdomne zwierzęta.

Jak widać jestem straszną gadułą. W programach na żywo zawsze wytrącam prowadzących z równowagi, nie wiedzą jak mi przerwać, gdy kończy się czas, potrafię tak na wszystkie tematy i bez końca.

Jestem osobą bardzo aktywną, mam wielu przyjaciół. Uwielbiam wszystkie sporty. Pływam na nartach wodnych, jeżdżę konno, gram w golfa, zimą kocham snowboard, dobrze pływam. I wcale się nie chwalę.

Dzisiaj jestem mądra, silna i gdybym tylko miała tamte lata…( Już to gdzieś słyszałam). Jestem bardzo normalna. Kocham, lubię, złoszczę się, raduję, nienawidzę, mam dużo siły, czasem nie mam jej wcale…Bywam szczęśliwa, czasem przytłaczają mnie smutki.

Czy bycie Miss mnie zmieniło? Chyba nie, nigdy nie uderzyła mi woda sodowa, a wiem, że to się zdarza;)

Wywiad z K. Wojciechowską – cz. I

Karina Wojciechowska – Miss Polonia 1991; reprezentantka Polski na konkursie Miss World 1991.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w marcu 2009 roku.

Zwykła dziewczyna

1991 rok. Śląskie miasto Mysłowice. Nic ważnego tu się nie dzieje, ale mam wielką paczkę przyjaciół. Dla nich jestem zwykłą dziewczyną, takie tam nic szczególnego, jak i te Mysłowice. Slayer, Metallica, TSA, skóra, ćwieki, rzemienie, Metalmanie w Spodku w Katowicach.

To były czasy szkoły średniej, ale tamte lata sprzyjały tworzeniu się przeróżnych firm. Znajoma zaproponowała mi prowadzenie sekretariatu w firmie o wdzięcznej nazwie „Be happy”. Wówczas bycie sekretarką było czymś bardzo prestiżowym.

Moje marzenia były bardzo proste. Wychowywałam się bez ojca. Mamy ciągle nie było, musiała ciężko pracować, to były złe czasy. Jedyną rzeczą, której pragnęłam, był dom, rodzina, dzieci, mąż. Znałam to tylko z filmów. Do dzisiaj łapię się na tym, że nie wiem, jaka powinna być kobieta w związku. Nie miałam przykładu. O ojcach i mężach również nie wiedziałam nic.

Początek przygody z konkursem Miss Polonia

Nigdy nie widziałam wyborów Miss Polonia, nie interesowały mnie ładne suknie i makijaż. Moja starsza koleżanka bardzo chciała zobaczyć tego typu imprezę „od środka”. Sama nie mieściła się już w wymaganej kategorii wiekowej, a ja miałam 19 lat i zgrabne nogi (strasznie chude). Ubrała mnie w swoje ciuchy, zrobiła makijaż i zawiozła na eliminacje do konkursu Miss Śląska i Zagłębia. Odpadłam w wyborach regionalnych. Zdobyty tam tytuł Miss Publiczności nie dawał mi możliwości wzięcia udziału w dalszych eliminacjach – ogólnopolskich.

I znowu przypadek, namawiam koleżankę mężatkę do wzięcia udziału w Miss Mężatek. Eliminacje odbywają się równolegle z eliminacjami do półfinału Miss Polonia. Towarzyszę koleżance i cierpię patrząc, że inne tu są, a ja już nie. (Zdążyłam się wciągnąć, spodobały mi się te kiecki, eleganckie poruszanie się i chodzenie krokiem modelki.) W trampkach i skórze siedzę na schodach i jest mi smutno. Podchodzi nieżyjący już Marek Kasz i daje mi kartę do wypełnienia, każe wejść na scenę. Koleżanka pożycza mi sukienkę i kostium.
Zapewne przypadkiem (wcale w siebie nie wierzyłam i wcale mi nie zależało) przeszłam do kolejnego etapu wyborów Miss. Do Mysłowic obie wracamy szczęśliwe. Ona jest finalistką konkursu Miss Mężatek, a ja półfinalistką Miss Polonia.

Przygotowania do finałowej gali

Na wyborach mogłam dumnie powiedzieć, że jestem sekretarką, ale ciągle nie miałam czym się pochwalić w kwestii zainteresowań. Ten heavy metal nie był powodem do dumy, tak mi się wtedy wydawało (Rok temu, po tylu latach, perkusista „Myslovitz” Lala wypomniał mi, że nigdy nie zrobiłam sobie zdjęcia w skórze jako Miss Polonia i ma do mnie o to żal. Dzisiaj ja też żałuję. Nadal lubię ćwieki i czarny kolor.). Postanowiłam wzbogacić swoje zainteresowania. Zaczęłam jeździć konno (jeżeli można to tak nazwać). Bo w końcu co to za luksus móc powiedzieć do mikrofonu: ”Jeżdżę konno.” Efekt – noga w gipsie, kiedy jadę na zgrupowanie przed finałem Miss Polonia.

Zgrupowanie takie to wielkie przeżycie. Już sam fakt, że udało się tam znaleźć, jest wielkim wyróżnieniem. Na zgrupowaniu przechodzi się szkołę życia. Trzeba nauczyć się być gwiazdą, jednocześnie panując i kontrolując swoje emocje. Trzeba nauczyć się też kwestii kiedy się „przegra”, jak wówczas się zachować, jak ukryć łzy. Przecież nie wiadomo jaką szarfą nas uraczą na scenie, a może żadną? Ale tak naprawdę to uważam, że nie ma przegranych, to wszystko, co wynosi się z takiego przeżycia, procentuje przez lata. Nauczono mnie dyscypliny, tego jak dbać o siebie, jak się poruszać, jak się upiększać, jak ćwiczyć, by zachować sylwetkę. Ale najważniejsze to, jak zaprzyjaźniać się mimo wielkiej przecież rywalizacji. Stawka tak duża jak tytuł Miss Polonia, sława, ekskluzywny samochód (ja miałam wtedy 19-letniego malucha, który przeciekał, gdy padało, a tu nagrodą był olbrzymi Peugeot 605), wyjazdy za granicę, najlepsze hotele, same zaszczyty…jest czymś, co może poróżnić nawet najlepszych przyjaciół. My byłyśmy dla siebie konkurentkami, a jednak udało nam się zachować przyjaźnie do dzisiaj. Najbliższa memu sercu jest Bożenka Walter, która jest matką chrzestną mojej córki Martynki i do dzisiaj pozostajemy w przyjaźni.
Wszystkie dziewczyny wspominam z dużą sympatią, nie miałam na zgrupowaniu wrogów, może dlatego, że żadna nie spodziewała się, że wygram. Ja też nie.

Przypadek towarzyszył mi od samego początku i do samego końca. Może dlatego, że nie walczyłam o to jak lew, potrafiłam uśmiechać się szczerze i mieć swobodę na scenie, a to chyba zjednało mi ludzi. Tytuły Miss Polonia i Miss Publiczności były dla mnie czymś, co spadło na mnie dosłownie jak grom z jasnego nieba.

Być najpiękniejszą w Polsce – blaski i cienie

W moich czasach podstawową sprawą i obowiązkiem każdej Miss Polonia były akcje charytatywne. Było to bardzo szczytne i bardzo cenne. Jednak dla dziewczyny, która ma zaledwie 19 lat i żadnego przygotowania do kontaktów z różnymi historiami, często przerażającymi, bardzo smutnymi, bywa to szalenie trudne. Miałam za sobą nieprzespane noce, podczas których pytałam, gdzie jest Bóg. Czasami było mi strasznie ciężko. Dzisiaj wypełniłabym tę rolę zupełnie inaczej, może wcale nie lepiej, ale z większym zrozumieniem i pokorą dla życia.

Konkurs Miss Polonia był na początku lat 90-tych bardzo popularny. Nie było „Tańca z Gwiazdami”, „Jak oni śpiewają”, nie było nawet „Jaka to melodia”. Dwa dni po wyborach, rano, w dresie, z włosami spiętymi niechlujnie w coś podobnego do końskiego ogona, poszłam nieświadoma niczego po bułki na śniadanie. Przy kasie pisk sprzedawczyni wystraszył mnie tak, że prawie dostałam zawału serca. Krzyczała na cały głos: Miss Polonia!!! Ludzie zabierali ze stojaka gazety, w których byłam na pierwszych stronach i prosili o autografy. Niby miłe, ale zrozumiałam, że już nie mogę dłubać w nosie na czerwonym świetle.
Na szczęście to tylko rok i znowu mogłam dłubać. Prawdziwe, długo świecące gwiazdy, to nie mają się za wesoło. Ja nie chciałabym tak żyć. Dzisiaj wiem, jak to jest, kiedy ręka boli od rozdawania autografów, ale jednocześnie nadal mogę położyć się na plaży i nie myśleć, czy jakiś fotoreporter zrobi mi zdjęcie znienacka. Było minęło. Czasem szkoda, że czasu nie da się cofnąć, ale tak też jest dobrze.

Jako Miss Polonia stałam się osobą publiczną. I odczułam na własnej skórze negatywne aspekty popularności – krytykę, plotki. Krytyka jest stresująca. Czasem bywa trafna i wtedy tylko jest smutno, że dopuściło się do takiej sytuacji, aby ktoś mógł ją negatywnie ocenić. Najczęściej jednak jest zwyczajnie złośliwa i wtedy jest strasznie przykro. Ciężko się przed tym bronić, bo ludzie chcą słyszeć złe rzeczy, lubią drwić i podle oceniać. Kiedy mówisz, że to nieprawda, nikt już cię nie słucha. Plotki: Ja przeczytałam kiedyś o tym, że jestem chora na AIDS, handluję narkotykami dla jakiegoś mafiosa, który siedzi w więzieniu, jestem gruba niesłychanie i jeszcze kilka ciekawych historii. Najgorsze jest, gdy przez to cierpi ktoś trzeci. Moja mama strasznie płakała, kiedy dowiedziała się, że jestem chora. Nie wierzyła mnie, kiedy zapewniałam ją, że jestem zdrowa, tylko temu co gdzieś wyczytała, ponieważ uważała, że ja tylko próbuję ją uspokoić. Procesy? Ręce opadają, szkoda życia.
Na takie przykrości też trzeba być przygotowanym będąc Miss, będąc osobą publiczną.

Dzięki konkursowi Miss Polonia przeżyłam to wszystko, o czym czyta się w książkach, zobaczyłam wszystko to, co można zobaczyć na przepięknych widokówkach, zaprzyjaźniłam się z ludźmi, którzy byli dla mnie ekranem telewizora. Ja sama stałam się widokówką, okładką, książką, ekranem. Spełniły się marzenia, których nie miałam, bo nie wiedziałam, że można takie mieć.

Czy było ciężko? Tak, czasami było bardzo ciężko. Wiele miesięcy rozłąki z bliskimi. 19-o latka w świecie, który jest obcy i nie zawsze przyjazny. Trzeba mieć dużo siły, mądrości w sercu i w głowie. Nie miałam jej od razu, uczyłam się każdego dnia, ale było WARTO.
Czasem myślę sobie, że moimi przeżyciami, moim doświadczeniem, mogłabym obdarzyć z pięć kobiet i każda z nich nadal mogłaby powiedzieć, że dużo przeżyła.

Pozostały wspaniałe wspomnienia: ludzi, miejsc, podróży, wielkich dostojnych balów, pokazów mody i sesji zdjęciowych, o których marzy każda dziewczyna.
Do dziś po tym kolorowym roku pozostała mi skrzynia pełna pamiątek. Myślę, że nikt nigdy nie będzie miał tyle cierpliwości, by przejrzeć je ze mną i wysłuchać moich wspomnień. (Ale jakby co, to mam).

Konkurs Miss Polonia to świetna przygoda. Trzeba jednak pamiętać, że uroda przemija i żyć tak, by kiedyś, pomimo zmarszczek, miło było spojrzeć w lustro.

Wywiad z I. Mikoś

Izabela Mikoś – finalistka konkursu Miss Polonia 1991.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w lutym 2009 roku.

W 1970 r., w „uroczym mieście, o niesamowitej atmosferze, z dużym „bagażem” historycznym”, w Gdańsku, przychodzi na świat Izabela Mikoś. W 1991 r. ma skończone 21 lat i Technikum Żywienia Zbiorowego.

O czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna? Izabela chciałaby zacząć i skończyć studia, podróżować po świecie. Co więcej – planuje realizację swoich marzeń. Choćby po to, aby móc poznać kulturę i zwyczaje innych ludzi.

A czy myśli też o starcie w konkursie Miss Polonia? Czy to ma być jeden ze sposobów na spełnienie swojego marzenia o podróżach?

„Zaczęło się zupełnie niewinnie i zupełnie szczerze przez przypadek. Wraz z moją przyjaciółką postanowiłyśmy poznać sztukę bycia piękną, elegancką kobietą, więc zapisałyśmy się na kurs do Szkoły Wdzięku i Elegancji, prowadzony przez firmę „Impresario” pana Henryka Czoski. Chciałam też pokonać w sobie brak wiary w siebie i nieśmiałość.

Nauczyłam się robić makijaż, chodzić na wysokich obcasach, prezentować swoją osobę w korzystnym świetle. To przydało się zdecydowanie w przyszłości podczas szukania lub zmiany pracy. Polecam tego rodzaju szkolenia.

Podczas kursu dowiedziałam się, że będę uczestniczyć w eliminacjach do Miss Ziemi Gdańskiej i Elbląskiej. Byłam naprawdę przerażona, ale udało się. Zostałam II Vice Miss.

Trudno się temu dziwić – Izabela ma przecież wymiary 88-58-88. Jest dziewczyną pełną energii, pomysłów, wierzącą, że nie ma złych ludzi, bezinteresownie pomagającą innym. Interesuje ją taniec towarzyski, pływanie, sztuka abstrakcyjna. Jak burza przechodzi przez kolejne szczeble konkursowych zmagań.

„Kolejne eliminacje, tym razem ogólnopolskie, były w Warszawie. Mnóstwo pięknych kobiet. Byłam pewna, że się nie dostanę dalej i już myślami byłam w domu, a tu niespodzianka… jestem na liście wśród stu wybranek. Później czekała mnie naprawdę ciężka, mozolna praca nad sobą. Wielogodzinne treningi i dieta na wyjeździe w Promnicach, ulubionym miejscu dawnych prominentów.

Półfinał w Katowicach prowadzony był przez p. Alicję Resich-Modlińską i p. Janusza Rewińskiego. Potrafili oni w cudowny sposób rozładować nerwową atmosferę.

To był mój pierwszy tak duży publiczny występ przed ogromną widownią. Naprawdę nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie, co wtedy czują dziewczyny tuż przed wyjściem. Tak było w moim przypadku. Najniższa, nr 1, prowadząca cały układ …to ogromny strach przed „wysypaniem się” (może zapomnę układu? pomylę się? potknę?…co wtedy??? ). Po raz kolejny zakwalifikowałam się dalej, tym razem do finału Miss Polonia’91. Uczucia miałam mieszane, radość przeplatała się z obawami, czy dam sobie radę.”

Finał konkursu Miss Polonia to już wydarzenie wielkiej rangi. Poprzedzają go tygodnie przygotowań, zgrupowania, dziewczyny mają okazję lepiej się poznać, a sam koncert galowy pozostawia niezapomniane przeżycia.

„Dzień finału Miss Polonia’91 nie był dla mnie szczęśliwy. Parę dni przed występem dopadła mnie grypa, miałam problemy z wydobyciem głosu, dodatkowo świadomość, iż prowadzę cały układ, była dla mnie bardzo stresująca. Jednak mój niepokój nie trwał długo, bo „maluch”, czyli ja, został wyeliminowany w pierwszej turze. Po zakończeniu konkursu i ukoronowaniu nowej Miss zabawa była przednia.

Szczerze powiem nie mnie oceniać, czy werdykt był trafny. W końcu to nie ja, lecz jury miało decydujący głos. Jednak wówczas moją faworytką zdecydowanie była moja imienniczka Izabela Filipowska z Puław. Przemiła, super koleżanka, z którą czasem mam kontakt do dziś. Nic się nie zmieniła, cały czas taka sama…

Jeżeli chodzi o resztę koleżanek, sympatycznie się z nimi rozmawiało i spędzało czas. Nie wyczuwałam wśród nich rywalizacji, zazdrości. Tylko niektóre miały zmienne nastroje, pozwolę sobie jednak przemilczeć ten temat i nie wymieniać nazwisk : ) .”

Przez rok Iza sama pełniła obowiązki Miss. Obserwowała też swoje koleżanki. Co jest w byciu miss najtrudniejsze?

„Najtrudniejszy jest brak prywatności oraz czasu dla przyjaciół i rodziny. Związane to jest z ciągłymi podróżami i przygotowaniami do kolejnych etapów Miss World i innych międzynarodowych konkursów piękności.”

Od tamtych chwil minęło 18 lat. Izabela dzisiaj…

„Nadal mieszkam w moim ukochanym Gdańsku. Zmieniłam nazwisko (na Murglin). Byłam mężatką przez prawie 10 lat, ale niedawno rozwiodłam się. Jestem szczęśliwą matką przepięknych córek (14 i 15 lat), wychowuję je sama. Sądzę, że mój charakter i podejście do życia mimo upływu czasu nie zmieniły się. Nadal z optymizmem patrzę w przyszłość. Pracuję w dużej polskiej korporacji i zajmuję się sprzedażą. Wolne chwile najchętniej spędzam z dziećmi. Jeżeli czas mi na to pozwala, lubię długie spacery nad morzem. Jestem domatorką.”

A konkurs Miss Polonia? Gdy dziś o nim myśli, jej pierwsze skojarzenia to piękno, młodość, radość. Z tamtych wyborów pozostało jej…

„Mnóstwo zdjęć i filmów (nie tylko robionych przez profesjonalistów – także zupełnie spontanicznych, prywatnych), folder z finalistkami Miss Polonia’91… niezapomniane wspaniałe chwile i wspomnienia, kontakty osobiste.

Czy nadal interesuję się konkursami piękności? Oczywiście, że tak. Zaraziłam też tym bakcylem moje córki, a moja ulubiona Miss Polonia to Ewa Wachowicz – pełna ciepła i entuzjazmu kobieta. Mimo upływającego czasu jest nadal piękna i atrakcyjna.”

Iza również wciąż jest piękna, ale jednak o 18 lat starsza. Gdyby teraz miała swoją twarz i ciało z 1991 r., a dzisiejszą wiedzę i doświadczenie, czy wystartowałaby w konkursie jeszcze raz?

„Chyba nie… Szczerze??? Długo się nad tym zastanawiałam, ale nie wiem. Gdybym jednak podjęła to wyzwanie, to starałabym się o lepszą prezencję i elokwentną wypowiedź. Większość pań nie mówi tak naprawdę szczerze o swoich zainteresowaniach i planach tylko „klepią” bezsensowne formuły o grze w tenisa, jeździe konnej, kochaniu i pomocy biednym dzieciom oraz zwierzętom, ale czy takie są naprawdę ich pasje? Otóż nie.”

Zdaniem Izy dzisiejsze konkursy piękności różnią się od tych z lat 90-tych

„Dużym minusem jest komercjalizacja w telewizji. Wszystko oparte tylko i wyłącznie na zysku (przerwy reklamowe, konkursy sms), ciągły wyścig w pozyskiwaniu widzów między stacjami telewizyjnymi, które wymyślają coraz to nowsze, atrakcyjniejsze, przyciągające uwagę programy telewizyjne. Widz niekiedy sam nie wie, co wybrać.

Kiedyś oglądało się wybory Miss z zapartym tchem, wszyscy czekali ze niecierpliwieniem, zerkając nerwowo na zegarek, czy już czas zasiadać przed telewizorem. Sztuka w obecnych czasach nie ma duszy. Mimo wszystko konkursy piękności są potrzebne i wciąż warto je organizować, aby niektóre dziewczyny w nich startujące uwierzyły w siebie i pozbyły się kompleksów.”

A gdyby córki Izy wahały się czy wystartować w wyborach na najpiękniejszą, namawiałaby je do tego, czy raczej odradzała? A gdyby podjęły decyzję o starcie, to jakich udzieliłaby im rad i przed czym ostrzegała?

„Wybór zawsze pozostawiam córkom. Była już kiedyś chwila zafascynowania światem mody, modelkami, ale która z dziewczyn tak naprawdę nie marzy o tym? Stanąć w świetle reflektorów i być gwiazdą dnia. Pytanie tylko czy warto? Nie jest tak słodko i lekko, jak się wydaje to osobom siedzącym przed telewizorami. Mnóstwo wylanego potu, kilkugodzinne treningi, dieta, rozłąka z najbliższymi. Niektóre dziewczyny nie wytrzymywały tego. Trzeba mieć silną psychikę, aby to przetrwać. Ostrzegałabym je także przed niemoralnymi propozycjami i obietnicami bez pokrycia.”

Warto, aby nad tymi słowami zastanowiły się nie tylko córki Izabeli, ale wszystkie młode, piękne dziewczyny, które będziemy podziwiać w konkursach piękności w roku 2009, 2010, 2011…