Wywiad z B. Borówko

Barbara Borówko – finalistka konkursu Miss Polonia 1984.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w listopadzie 1984 roku.

Początki zawsze bywają trudne. Także organizatorzy konkursu Miss Polonia w połowie lat 80-tych dopiero raczkowali. Improwizowali, uczyli się na błędach. Często odbywało się to kosztem dziewcząt – uczestniczek wyborów. Teraz, po tylu latach, one niechętnie do tego wracają. Barabara Borówko, finalistka Miss Polonia ’84 zrobiła wyjątek.

W 1984 roku miałam 20 lat. Nie dostałam się na studia i postanowiłam przez rok prowadzić swoją firmę. Interesowałam się ezoteryką, magią, religiami. Napisałam razem z B.Wernichowską książeczkę na temat horoskopów i pochodzenia imion. Moje zainteresowania wzięły się stąd, iż w 1981 roku miałam wypadek samochodowy i przez 4 minuty byłam ,,martwa,,.Widziałam siebie i było to bardzo przyjemne uczucie. Potem reanimacja i usłyszałam, że wróciłam do świata ,,żywych,, .To wydarzenie spowodowało, że zaczęłam ,,chłonąć,, wiedzę na tematy ezoteryczne oraz religijne. Szukałam odpowiedzi na pytania, czy jest przeznaczenie, reinkarnacja, życie po smierci.

Wydawałoby się, że w tym “światku” Barbary nie ma miejsca na udział w konkursie Miss Polonia. A jednak…Barbara wystartowała w nim…”na złość” swojemu ówczesnemu chłopakowi.

Cóż, właściwie to była zabawna sytuacja. Mianowicie, byłam w domu z moim chłopakiem. Trochę się ,,posprzeczaliśmy,,. Przeglądał gazetę. I usłyszałam od niego, że: “jest casting na wybory Miss Polonia w “Pałacu pod Baranami”, ale Ty na pewno się nie dostaniesz.” Wściekła wyrwałam mu z ręki gazetę i okazało się, że jak się pospieszę, to zdążę jeszcze na eliminacje. Tak jak stałam, w spodniach skórzanych – ubrałam tylko kurtkę i ,,złapałam,, kostium kąpielowy – pojechałam na ,,wybory,,. Zdziwiona zobaczyłam, że jest masa dziewcząt. Ale czekałam. Właściwie to zależało mi, aby udowodnić mojemu ówczesnemu chłopakowi, że się dostanę dalej. Oczywiście byłam zdenerwowana i podekscytowana. Kiedy wywołano moje nazwisko – wchodziło chyba 5 dziewcząt razem – byłam ciekawa, jak to jest. Najpierw musiałam się przedstawić, coś o sobie powiedzieć, a potem jury zadawało pytania. Zapytano mnie – to pamiętam :-))) – gdzie w Krakowie stoi pomnik Adama Mickiewicza. Myślałam, że to żart – bo pod tym pomnikiem na rynku głównym przeważnie wszyscy umawiali się na ,,randki,,. Ale odpowiedziałam. Potem następne pytanie – kto to jest Ludwik Jerzy Kern? Też zdziwienie – przecież mieszkałam w Krakowie – rysownik z ,,Przekroju,,. Inne pytania były również w tym stylu. Później miałyśmy zatańczyć, a następnie przebrać się w kostiumy kąpielowe i ,,pospacerować,,. Wszystko było proste i łatwe. Było miło i tak normalnie. A potem oczekiwanie na ,,werdykt,,. Tak bardzo chciałam ,,utrzeć nosa” chłopakowi, że zaciskałam kciuki, aby mi się udało. Słyszę, że zostałam wybrana do dalszych eliminacji. Duża radość, a następnie telefon do chłopaka, że właśnie zostałam przyjęta. Także pełna satysfakcja. O karierze raczej nie myślałam – bo mnie to nie bawiło. Byłam wtedy bardzo zajęta, no i ..ten mój ,,bzik,, na punkcie magii i.t.d

A jednak gdy się powiedziało “A” trzeba powiedzieć “B”. Barabara przystępowała do kolejnych szczebli konkursu i…pokonywała je.

Pamiętam, że drugi etap był chyba w kwietniu już w Warszawie. Wiem tylko, że z Krakowa droga do stolicy była paskudna. Śnieg i koleiny. Nie bardzo pamiętam, ale ten  etap trwał chyba jeden dzień. Następnie wyjazd znowu do Warszawy i tym razem już na dłużej. Mieszkałyśmy wówczas na zamkniętym piętrze w hotelu Forum. Wtedy już czuło się atmosferę zdenerwowania wśród dziewcząt. Mieszkałam w pokoju z dziewczyną z Modlnicy, koło Krakowa – Elżbietą Machlowską. Ale nie pamiętam, o czym rozmawiałyśmy i czy w ogóle. Przebiegu tych eliminacji jakoś również nie pamiętam, ale za to bankietu nie zapomnę. Mianowicie dziewczęta miały swoje miejsca przy stole na przemian z jakimiś ,,ważnymi,, panami, tzn. pan i dziewczyna, pan i znowu dziewczyna. Jakoś nie bardzo mi się to podobało, zwłaszcza, że panowie byli co najmniej w balzakowskim wieku. Podano potrawy. Fantastycznie wyglądały – to muszę przyznać. Przymierzałam się do spróbowania…tak to chyba były filety z kurczaka z brzoskwiniami. Nagle usłyszałam od pana obok: “Otwórz buzię, Kochanie” – i widzę widelec z kawałkiem kurczaka wysunięty w moją stronę. Odpowiedziałam wyniośle, że bardzo dziękuję, ale mam swój talerz. Tak więc pan się odwrócił do dziewczyny z jego lewej strony z tym samym tekstem. :))) Te eliminacje przeszłam. Ale już mi się przestało podobać dalsze uczestnictwo w konkursie.

Przed ostatnim etapem, to był ogólnopolski finał, właściwie chciałam zrezygnować, ale okazało się, że przecież podpisałam umowę, że muszę uczestniczyć do końca  wyborów…

Barbara wytrwała. Przyjechała na ostatnie przedfinałowe zgrupowanie.

Pamiętam, mieszkałyśmy w takim ślicznym dworku, gdzieś koło Warszawy. Pokoje były chyba trzyosobowe, ale z kim ja mieszkałam… Nie wiem? Atmosfera napięta. Dziewczęta zdenerwowane. Każda chciała wyglądać najpiękniej. Jedna zażywała tabletki uspakajające. Rozmawiałam z nimi, ale już słabo je pamiętam. Jakoś z żadną się nie ,,zaprzyjaźniłam,,. Wszystkie były jakby z innego świata. Wydawało się, że wybory Miss – to najważniejsza sprawa w ich życiu. Jedna opowiadała, że startuje w konkursie już drugi raz, inne, że chodzą na różne castingi. Były też plotki, że ,,TA,, przespała się z ,,TYM,, (z organizatorów, czy fotoreporterów), że ojciec ,,TEJ,, jest zaprzyjaźniony z ,,TYM,, z jury i.t.d Ale dokładnie ich nie słuchałam :-)))
Było to wszystko takie hmm… niesmaczne.

Codziennie rano zbiórka i ustalanie ,,porządku dnia”. Miałam już tego serdecznie dosyć. Chodziłam tylko w spodniach. Tak uczciwie, to dla organizatorów zbyt miła też nie byłam. Pamiętam, że szukałam powodów, aby jakoś się buntować. Taki np. incydent mi się przypomniał: kiedy usłyszałyśmy, że mamy pójść do opery – to powiedziałam, że operetka byłaby bardziej wskazana, bo opera nie jest przez wszystkich lubiana i.t.d. Potem miałyśmy wchodzić pojedynczo, z własną sukienką, na konsultacje z choreografem. Ja miałam śliczną, jedwabną, długą suknię. ,,Pan,, pokręcił głową i stwierdził, że musi byc krótka. I zaczął przymierzać moją sukienkę ciągnąc ją przed kolana. “No tak – powiedział – Tak może być. Trzeba obciąć.” Odparłam, że nie ma mowy. Zbyt dużo za sukienkę zapłaciłam, żeby teraz ją niszczyć. Usłyszałam od kogoś (już nie pamiętam, kto to był), że za takie zachowanie grozi mi wykluczenie z wyborów. Odparłam, że nie mam nic przeciw temu. W międzyczasie miałyśmy wizyty w salonie kosmetycznym. Ja zawsze się malowałam bardzo delikatnie. Został mi zrobiony bardzo mocny make-up, który mi się kompletnie nie podobał. Ale ,,przeżyłam,,. Niemniej jednak, kiedy fryzjerka ,,złapała,, za nożyczki – to się zbuntowałam i powiedziałam, że włosów, to już dotykać nie pozwolę. Potem miałyśmy zdjęcia. Mnóstwo zdjęć. Rozmowy z jurorami, przymiarki kostiumów kąpielowych, nauka ,,chodzenia,, po scenie przed finałowym koncertem. Koszmar. Na finale prezenter przeczytał moje nazwisko z innym numerem. Ale wyszłam. Chciałam to wszystko mieć z głowy. Potem werdykt. Nie dostałam się do ścisłego finału. Oglądałam go na następny dzień z widowni. Odprężona i zadowolona :-)))

Jakoś nie zastanawiałam się wcześniej, która dziewczyna może zostać wybrana na Miss Polonia. Nie miałam swojej faworytki, więc do werdyktu podeszłam bez emocji.

Trudno się dziwić, że po takich doświadczeniach Barabara zupełnie odcięła się od Miss-światka. Zresztą minęło tyle lat…

Po różnych ,,zawirowaniach,, życiowych, mieszkam teraz od 19. lat w Holandii. Jestem pełnomocnikiem (menagerem) firmy Cashba z Lichtensteinu. Zajmuję się inwestycjami na terenie Holandii. Dużo podróżuję. Mam córkę Karolinę  (24 lata) – skończyła studia prawnicze w Tilburgu. A w wolnym czasie pozuje jako modelka. Parę lat temu dostała się do finału konkursu Miss Holandii. Była w ścisłym finale (top 4) w konkursie na najładniejszą holenderskiej telewizji  ,,Veronika,,. Syn ma 23 lata i pracuje w branży reklamowej. No i jest najmłodsza Patrycja (15 lat). Uczy się w szkole średniej. Byłam 2 razy mężatką. Moje małżeństwa nie przetrwały dwóch lat. Starsza córka i syn mieszkają oddzielnie. Ja zostałam tylko z Patrycją. W wolnym czasie lubię ,,włóczyć,, się po lasach, których raczej w Holandii jest mało, robić fotografie. To moje hobby, ale też przynosi profity. Robię zdjęcia już od lat. Można niektóre z nich zobaczyć na mojej stronie: http://www.vanelderen.pl

Mam żółwia greckiego, a ostatnio ,,przyplątał,, się kot ,,przybłęda,,. No i już został :-))) Nie miałam serca go nie przygarnąć.

Gdyby czas się cofnął…Nie, na pewno nie chciałabym wziąć ponownie udziału w konkursie Miss Polonia. Zresztą w Holandii bardzo namawiałam moją córkę, żeby zrezygnowała z tych wyborów na holenderską Miss. Ale tutaj było inaczej. Publiczność i SMS-y zdecydowały o wyborze najpiękniejszej.

Po wyborach Miss Polonia ’84 zrobiono ze mną zdjęcia do paru kalendarzy. Zostały mi do dziś bardzo ładne fotografie i kalendarze. I chyba tylko tyle. Czasem przeglądając je żałuję, że czas tak szybko płynie :-))))

Nie oglądam konkursów Miss. Ani polskich, ani holenderskich. Nie interesuję się nimi. Z gazet lub wiadomości czasem słyszę, kto został Miss Świata.
Wiem jednak, że w tym roku konkursowi Miss Polonia stuknie 80-tka. Jest to dobry i duży biznes. Także życzyć coś samemu konkursowi jest raczej trudno. Natomiast finalistkom bym życzyła, aby takie wydarzenie traktowały jako zabawę.

Wywiad z A. Bobrowską

Alicja Bobrowska – Miss Polonia 1957; IV Vicemiss Universe 1958.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia oraz dla Z archiwum Miss w październiku 2009 roku.

Jak emigrantka z Wołynia i Kaszubka z Krakowa została pierwszą Miss Polonia w PRL-u

Urodziłam się na Wołyniu i już jako dziecko byłam skazana na emigrację. W kościelnych dokumentach, w rubryce przynależność, miałam zapisane: Polka – emigrantka. Po wojnie wraz z rodzicami zamieszkałam w Gdańsku, gdzie zdałam maturę, a później pojechałam do Krakowa i tam studiowałam w szkole teatralnej, bo marzyłam o aktorstwie.

Nikt dziś nie pamięta, że w 1956 roku, jak byłam na pierwszym roku szkoły teatralnej, na Juwenaliach Krakowskich zostałam wybrana Najmilszą Studentką. I tak się zaczęła moja przygoda z wyborami Miss… Od tamtej pory upłynęło ponad 50 lat. To szmat czasu…

Temat później podjęła moja mama, która mieszkała w dalszym ciągu w Gdańsku. Dziennik Bałtycki ogłosił swój plebiscyt na najpiękniejszą. Dziewczyny przesyłały zdjęcia, moja mama wysłała w tajemnicy przede mną moją fotografię i podpisała ją pseudonimem „Kaszubka”.  W tym plebiscycie zwyciężyłam i w związku z tym w styczniu 1957 roku wzięłam udział w następnym konkursie – Miss Wybrzeża. Zostałam wybrana na wicemiss, a tytuł Miss Wybrzeża ’57 wywalczyła wtedy Zofia Sicińska.

Kiedy na wakacje przyjechałam z Krakowa do rodzinnego domu, do Gdańska,  mama mnie namówiła, żebym się zgłosiła do wyborów Miss Polonia 1957, których sponsorami był Dziennik Bałtycki i Express Wieczorny. Finał nie był poprzedzony żadnym zgrupowaniem. Po prostu zgłaszały się dziewczyny z różnych miast, na przykład bardzo dużo było kandydatek ze Śląska i w ten sposób powstała lista finalistek.

Konkurs cieszył się dużą popularnością w prasie. Mimo to nie pamiętam żadnych plotek z tamtego czasu. Dzisiaj pojęcie „etyka dziennikarska” prawdopodobnie znikło ze słowników.  Muszę jednak przyznać, że w tamtych latach prasa i w ogóle media respektowały jeszcze kodeks etyki dziennikarskiej, szanowano prywatność uczestniczek. Nie było żadnych afer i plotek w kuluarach, była wspaniała atmosfera przyjaźni, w żadnym wypadku nie odczuwało się rywalizacji pomiędzy kandydatkami.  Ja przynajmniej takiej nie pamiętam.

Przed galą miałyśmy dwie próby na wybiegu i jedną fryzjerkę do pomocy. Właściwie jednak głównie byłyśmy zdane na siebie nawzajem. Organizacja konkursu była bardzo amatorska, ale dziewczyny dawały sobie radę, zachowywały się bardzo po koleżeńsku, pomagały sobie.

Impreza odbyła się w hali słynnej Stoczni Gdańskiej. Wśród jurorów była Magdalena Samozwaniec czy Lopek Krukowski, a także główny organizator –  Tymoteusz Ortym.

Najpierw wystąpiłyśmy w swoich własnych, prywatnych kostiumach kąpielowych. Wydaje mi się, że w przerwie jako piosenkarz wystąpił  Jurek Połomski, a na końcu pojawiłyśmy się w sukienkach wieczorowych (również własnych).

Sądzę, że o moim zwycięstwie zadecydowały dwie rzeczy: to, że studiowałam w szkole aktorskiej i byłam zaznajomiona ze sceną oraz  rozmowy z jurorami.

Te rozmowy dla moich rywalek były bardzo stresujące. Najpierw pokazywałyśmy swoje wdzięki na wybiegu przed siedzącymi na wprost nas jurorami, a następnie schodziłyśmy po schodkach przed oblicze sędziów i odpowiadałyśmy na ich pytania. Dziewczyny, biedne, potykały się czasami na tych schodkach, na tym podeście. Kiedy stremowane po odbytych rozmowach wracały do garderoby, koleżanki zasypywały je gradem pytań: który z jurorów pytał? Jakie zadał pytanie? Jaka padła odpowiedź? Kto z jury jest najbardziej srogi? Moje sceniczne doświadczenie oraz humanistyczne studia dawały mi nad konkurentkami przewagę.  Potrafiłam odpowiedzieć, kto był największym poetą polskim albo kto malował najchętniej konie.

Myślę, że właśnie dlatego pokonałam nawet piękniejsze, zgrabniejsze i wyższe rywalki, choćby późniejszą I. wicemiss Basię Król. Zostałam Miss Polonia 1957 !!!! Na moją głowę włożono zrobioną z blachy, bardzo piękną, stylizowaną na średniowieczną koronę.

Nagrodą za zdobycie tytułu Miss Polonia był wyjazd do Kopenhagi „Batorym” (moje zdjęcie zrobione na tym statku umieszczono później w książce o statkach transatlantyckich) i oczywiście zwiedzanie tego miasta, Zamku Hamleta i wiele innych atrakcji. ”Express Wieczorny” ufundował dodatkowo nagrodę pieniężną, która powiększyła moje skromne stypendium.

Promocja imprezy ograniczała się do pokazania jej fragmentów na czarno-białej taśmie w Kronice Filmowej. Na łamach prasy ukazały się wywiady z finalistkami razem ze zdjęciami.

Dzięki tytułowi Miss Polonia zyskałam wielką popularność, licznych przyjaciół i wielbicieli. Niektórzy pozostali nimi do dziś, łącząc moją osobę ze swoją młodością i ze swoimi „złotymi latami”.

Niestety nie mam dziś żadnych nagród, ani pamiątek z konkursu Miss Polonia, kompletnie nic. Nie zachowała się nawet moja korona.

Wtedy ze zdobyciem tytułu Miss Polonia nie wiązały się żadne obowiązki, nie podpisywałam żadnej umowy z organizatorami. Po finale podziękowałam i pożegnałam się z nimi. Konkurs miał być jedynie krótkim epizodem. W rok później zostałam zaproszona jako gość na finał konkursu Miss Polonia 1958, gdzie ukoronowałam moją następczynię Zuzannę Cembrowską. Wtedy byłam już mężatką i razem z mężem przedstawialiśmy takie scenki, krótkie wstawki z Grodzieńskiej pomiędzy występami kandydatek.

Po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych, kiedy w 1981 roku po raz drugi pojawiłam się w Kalifornii, szukałam tutaj Zuzanny Cembrowskiej. Niestety, nie udało mi się jej odnaleźć. Powiedziano mi, że wyszła za mąż i gdzieś wyjechała.

Za to ku mojemu wielkiemu zdziwieniu spotkałam tutaj Miss Wybrzeża ’57  Zosię Sicińską, z którą utrzymuję do tej pory kontakt.

Amerykańska przygoda, czyli konkurs Miss Universe

 

Wyjazd na konkurs Miss Universe nie był nagrodą za zdobycie tytułu Miss Polonia. To, że się tam znalazłam, zawdzięczam przypadkowi i mojemu impresario. Początkowo miałam wyjechać do USA na tournee z zespołem Wagabunda, ale artyści nie wyrazili na to zgody. W związku z tym wróciłam do szkoły teatralnej i zaczęłam studiować na drugim roku. I nagle na wiosnę w Krakowie zjawił się ze Stanów Zjednoczonych mój przyszły impresario. Był to dziennikarz, który reprezentował Polonia Reporters z Nowego Jorku. Zawarliśmy umowę. On miał zapewnić mi bilet linii lotniczych Air France i zaproszenie na finał Miss Universe ’58. Ja miałam to „odpracować”, przekazując mu wszystkie zarobione przez siebie w USA w czasie konkursu i całego pobytu pieniądze.  Właściwie to było takie pół-prywatne zaproszenie.

Oboje dotrzymaliśmy warunków umowy. W Cepelii kupiłam krakowski strój ludowy, a z Teatru Słowackiego wypożyczyłam wysokie czerwone buty. Dostałam od mojego impresario bilet do USA, wsiadłam w samolot i poleciałam najpierw do Paryża. Moje zdjęcie w stroju krakowskim, w którym wystąpiłam na Miss Universe, znajdowało się później jeszcze przez 10 lat w folderach reklamowych Air France.

W Nowym Jorku rozpoczęło się zgrupowanie przed finałem Miss Universe. Spędziłyśmy tam kilka dni, a później specjalnym samolotem przyleciałyśmy do Long Beach w Kalifornii. Zakwaterowano nas w La Fayette. Każdego dnia miałyśmy organizowany jakiś wyjazd do różnych instytucji. Byłyśmy w wielkich wytwórniach filmowych. W Metro Goldwyn Meyer poznałam wielu filmowych producentów, zrobiono mi także zdjęcie z Bronkiem Kapperem, który był polskim kompozytorem tworzącym w USA, zdobywcą Oskara za swoje filmowe utwory muzyczne.

W konkursie uczestniczyło 78 kandydatek. Były wśród nich dziewczyny bardzo piękne, o bardzo różnych typach urody. Ja zapamiętałam Miss Szwecji.

Przed finałową galą była z nami modelka, która pokazywała nam jak się najlepiej prezentować na wybiegu. W czasie gali zaprezentowałyśmy się przed jury dwukrotnie. Pierwsza prezentacja była w kostiumach kąpielowych firmy Catalina otrzymanych od organizatorów (ja swój mam do tej pory). Następna prezentacja była w strojach ludowych danego kraju. Na Grand Finale wystąpiłyśmy we własnych sukniach wieczorowych. Jurorzy zwracali uwagę na wszystko – nie tylko na urodę, patrzyli także na nasze zachowanie, fotogeniczność. Ich pierwszy werdykt wyłonił Top 15. Ja znalazłam się w tym gronie.

Następnie każda z naszej ”15” miała krótkie przemówienie – opowiadałyśmy o swoim kraju. To zadecydowało o ostatecznym wyborze. Mówiłam po polsku. Swoje wystąpienie zakończyłam jednak w języku angielskim: „Good bless America and Poland too”. Wywołało to ogromny aplauz nie tylko polskiej publiczności, ale i amerykańskiej. Za moje przemówienie dostałam pierwszą nagrodę w tej kategorii. Ostatecznie w całym konkursie zajęłam czwarte miejsce jako Vice Miss Universe. Tytuł Miss Universe ’58 przypadł w udziale Miss Kolumbii.

Do dziś przechowuję pamiątki z wyborów Miss Universe. Poza kostiumem kąpielowym, o którym wspominałam, mam wiele zdjęć. Otrzymałam także dwa puchary – za najlepsze przemówienie o swoim kraju i za tytuł IV Vice Miss Universe. Oba puchary znajdują się w zbiorach Muzeum Teatralnego w Warszawie. Dostałam także nagrodę pieniężną – 1600 $, ale ja nawet tej koperty nie zdążyłam otworzyć, bo, zgodnie z naszą umową, od razu mój impresario to zabrał. No, ale i tak jestem mu bardzo wdzięczna, że byłam w USA, że reprezentowałam Polskę na tym prestiżowym konkursie. Bardzo pięknie opisał on w tym Polonia Reporter mój pobyt, napisał, że głosiłam Polskę wzdłuż i wszerz.

Kiedyś, jak już po wyborach Miss Universe wróciłam do Krakowa do szkoły aktorskiej, to zgłosiła się do mnie Marzena Malinowska. Była ona wówczas Miss Krakowa. Ja skontaktowałam ją z moim dawnym impresario i dzięki mnie pojechała na konkurs Miss International. Nie wiem niestety, co się z nią później stało.

W jury konkursu Miss Universe zasiadał m.in. Max Factor, który zresztą zaproponował mi roczny kontrakt, no ale ja oczywiście podziękowałam. Spieszyłam się do kraju, do mojego ukochanego, którego zostawiłam w Polsce, Stanisława Zaczyka, później mojego męża i partnera życia…

Niestety nie był mi dany szybki powrót do ojczyzny. Najpierw musiałam „odpracować” to, co zgodnie z umową należało się mojemu impresario. Pojechałam zatem na tournee z Jasiem Wojewódką. W ciągu trzydziestu dni, odwiedziłam trzydzieści miast. Tańczyłam Kujawiaka, Oberka, miałam przemówienia do publiczności, recytowałam wiesze. Oczywiście całe honorarium kasował mój impresario. Wybawieniem okazała się dla mnie kalifornijska polonia. Miałam wiele spotkań z nią, mogłam mówić po polsku, czułam się prawie jak w domu.  Rodacy na emigracji pomogli mi wtedy też tam trochę,  nie wiem w jaki sposób, podczas spotkań potrafili tak wszystko zorganizować, ze dostawałam od nich pieniądze,  które chowałam za biustonosz, żeby impresario nie widział. Polonia doradziła mi również zakup pierwszego w moim życiu samochodu, a żeby uniknąć zarekwirowania go przez impresario, kupiłam go w Anglii. Tak było do chwili kiedy to okazało się, i tu prawdziwa niespodzianka, że nagle mój impresario musiał wyjechać z Kalifornii. Później się dowiedziałam, że on kiedyś potrącił człowieka samochodem i uciekł, w związku z tym był ścigany przez prawo karne i musiał opuścić Kalifornię. Nareszcie po 4. miesiącach pobytu w Stanach Zjednoczonych, mogłam wrócić do Polski.

 

Dwa życia – w Polsce i w Ameryce

Wróciłam do Polski. Później wzięłam ślub, wkrótce urodził się nam syn – Maciek, odbyła się moja pierwsza premiera w Krakowie. W następnym roku przenieśliśmy się do Warszawy.

W stolicy grałam w różnych teatrach – Narodowym, Polskim,  a nawet razem z Edytą Wojtczak i Ireną Dziedzic pracowałam w Telewizji Polskiej jako spikerka. Wytrzymałam w tej roli tylko pół roku.

Po latach, gdy moje małżeństwo się rozpadło, a syn się ożenił, przyjechałam z wizytą do przyjaciół do kochanej, ciepłej Kalifornii. Wizyta ta się przeciągnęła. Już nie wróciłam do Polski, zamieszkałam w Stanach Zjednoczonych.

 

W USA zrobiłam kurs pielęgniarski i w tym zawodzie pracowałam 17 lat. Również jako wolontariuszka opiekowałam się na oddziale intensywnej terapii dziećmi, które przyjechały z Polski na operację serca do profesora Borata. Byłam tłumaczką, ponieważ matki tych dzieci nie mówiły po angielsku.

Po przejściu na emeryturę zajęłam się 3D-Artem, czyli trójwymiarową sztuką, trochę malowaniem, trochę rzeźbą. Mam na swoim koncie pewne sukcesy w tej dziedzinie. W ostatnich 10 latach  wielokrotnie wystawiałam swoje prace w Kalifornii, jak również  w Chicago i w Nowym Jorku.

Wciąż mam wielki sentyment do Polski i do Miss Polonia. Czytam bardzo dużo polskich książek, przyjaźnię się ogromnie z panią Basią Wachowicz, która przysyła mi wszystkie swoje książki, uwielbiam też czytać Waldemara Łysiaka.

Kiedy co roku oglądam finał Miss Universe, zawsze czekam, aż Polka zajmie w nim pierwsze miejsce.

Nie mam okazji zbyt dokładnie przyjrzeć się kolejnym Miss Polonia, bo w Miss Universe pojawiają się jedynie migawki z ich udziałem, ale w 2004 roku miałam zaszczyt być gościem finałowej gali Miss Polonia 2004. Byłam bardzo zaskoczona, jak nowoczesne to było widowisko, a wybrana wtedy Miss Polonia – Katarzyna Borowicz to bardzo piękna dziewczyna i na pewno jest moją faworytką, wśród polskich Miss.

Z okazji 80-tych Urodzin konkursu, życzę wszystkim uczestniczkom tej wspaniałej imprezy szczęścia i niech pamiętają, że mimo ich urody, czaru i inteligencji, „cud zdarza się tylko raz”.