Wywiad z K. Oracką – cz. II

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w marcu 2014 r.

Wywiad z Katarzyną Oracką – finalistką Miss Polonia 2013, reprezentantką Polski na Miss International 2013

No właśnie, już wspomniałaś, że nie awansowałaś do Top 15. Ale przez chwilę wydawało się, że jest inaczej. Już właściwie prawie świętowaliśmy Twój sukces, myśleliśmy, że prowadzący Cię wywołał. Co masz do powiedzenia na temat „wpadki” organizatorów przy wyczytywaniu Top 15?

Wpadka? Chciałabym w to wierzyć, że zawiódł mnie słuch lub była to wina prowadzącego, bo tak byłoby mi łatwiej… niestety mam coraz większe wątpliwości co do tego.

Przez całe zgrupowanie Nathalie była wyczytywana jako „Netherlands“, a ja jako „Poland“. Tak również było przez całą próbę generalną i finał do momentu prezentacji sukni wieczorowych, kiedy zaczęły się „schody”… Wychodziłyśmy w kolejności alfabetycznej i Nathalie nadal była wyczytana jako Netherlands. Następnie po kolei wychodziły: New Zealand, Nicaragua, Panama, Paraguay, Peru, Philippines. Mnie natomiast, uwaga: wyczytano jako „Holland“. Tu nie było jednak miejsca na wątpliwości, że chodziło o mnie. Nie zwróciłam na to uwagi w trakcie, bo towarzyszyły nam emocje, a poza tym nagłośnienie było do tego stopnia złe, że my będąc z tyłu ledwie słyszałyśmy cokolwiek. Przy wyczytywaniu Top 15 nie usłyszałam wyraźnego „Poland“. Dziewczyny zaczęły jednak klaskać, zrobiono mi miejsce z przodu. Nie przypuszczałam, że może chodzić o Nathalie, bo taka sytuacja nie miała wcześniej miejsca, by wyczytano ją inaczej, niż „Netherlands“, a ona sama nie zareagowała. Gdyby wyczytali ją tak, jak zawsze oraz tak, jakby na to wskazywała jej szarfa (Netherlands), to nie byłoby żadnych wątpliwości. A skoro sama zainteresowana nie wiedziała, że to o nią chodzi, to chyba jest coś nie tak? Nikt nie zorientował się, że zaszło nieporozumienie. Po zejściu ze sceny podlecieli fryzjerzy poprawiać włosy, dziewczyny mi gratulowały, a ja nie wiedziałam, z którego z dwóch wyjść mam się udać ponownie na scenę. Nie chciano mnie wypuścić i raptem okazało się, że nie chodziło o „Poland” tylko „Netherlands”… Przyleciała Nathalie, która powiedziała, że była absolutnie pewna, że wyczytali mnie i że nie może uwierzyć… Poczułam się tak niesamowicie głupio, że ją zaczęłam przepraszać. Dziewczyny nie wierzyły w to, co się dzieje i mówiły, że słyszały „Oland”. Rzeczywiście, po obejrzeniu nagrania stwierdzam, że podczas wyczytywania Top 15 można usłyszeć „Oland“ – „Holand“, ale na pewno nie „Netherlands“. Sytuacja jest do tego stopnia dziwna, że następnie przy wyjściu Top 15 podczas, gdy szła Holenderka, wyczytano „POLENDS”, co można zobaczyć na filmiku w Internecie. Nie wiem, z czego wynikła ta cała sytuacja, nikt mnie za nią nie przeprosił. Chciałabym wierzyć, że był to zwykły zbieg okoliczności i błąd ze strony prowadzącego galę…

Zastanawia mnie tylko, dlaczego dopiero przy wyczytywaniu Top 15 doszło do takiej niejasnej sytuacji. Tutaj mam ogromny żal do organizatorów za ten chaos, jaki przez nich zapanował. Uważam, że to było nieprofesjonalne i niedopuszczalne, aby potraktować w ten sposób reprezentantkę danego kraju tym bardziej, że na widowni siedział Ambasador RP wraz z rodziną, a konkurs jest rangi międzynarodowej i cieszy się renomą. Nie uważam tej sprawy za zakończoną i zwrócę się do ICA o wyjaśnienia. Nie podoba mi się sposób załatwienia przez nich sprawy i przyznam, że jestem rozczarowana kulturą i obyczajami panującymi w tym kraju. Wiem, że nic nie wskóram, czasu nie cofnę, ale niech przejrzą nagrania i niech mi wyjaśnią, dlaczego w kluczowym momencie zmieniono nazwę „Netherlands“ na „Oland”, bo tak było słychać na sali. Nie ma takiego państwa ani w języku angielskim, ani japońskim, jak HOLLAND. Zagadką dla mnie jest również to, że do tej pory nie pojawiło się pełne nagranie z gali, a jedynie fragmenty… Dodatkowym zarzutem pod adresem organizatorów było prowadzenie gali w języku japońskim, a nie angielskim – to również brak szacunku dla wszystkich gości z różnych zakątków świata. Dla mnie nie jest problemem fakt niedostania się do Top 15. Powiem więcej, w tak doborowym towarzystwie jak Miss Indii, Indonezji, Republiki Południowej Afryki, Finlandii, Estonii, Mongolii, Gabonu i paru innych dziewczyn, które również nie weszły do Top 15, to dla mnie zaszczyt. Chodzi o pewne zasady. Skoro nie miałam być w Top 15, to powinni byli wyczytać normalnie „Netherlands“, a nie wprowadzać zamieszanie i niezręczną sytuację w tak kluczowym momencie, skoro wcześniej nie zdarzyła się tego typu wątpliwość i nie pojawiło się słowo HOLLAND. Skieruję pismo do organizatorów po to, aby wykazać im ich uchybienia i po to, aby nigdy więcej żadna delegatka Polski, jak również inna dziewczyna, nie została w ten sposób zignorowana. Łatwo zamienić „Poland“ na „Holland“, a ironią jest to, że moja współlokatorka parę dni przed finałem żartowała do mnie, że zabawnie będzie, jak znajdziemy się w Top 5 i wyczytają OLAND, a my nie będziemy wiedziały, o kogo chodzi, czy o Poland czy Holland. Nic więcej nie mam do powiedzenia w tym temacie. Nagranie w Internecie przy prezentacji Top 15 zacina się jedynie w dwóch miejscach i to akurat dotyczących tej wątpliwej kwestii.

No cóż… bardzo przykra to sytuacja… Trudno ją nawet skomentować… A jak oceniasz swój występ? Czy jesteś zadowolona, czy może chciałabyś coś poprawić, zmienić?

Jestem bardzo zadowolona ze swojego występu. Nie byłam spięta, wręcz przeciwnie – wyluzowana. Na scenie czułam się pewnie, publiczność i obecność bliskich mi osób pomagała i czułam z ich strony doping. Zrobiłam wszystko, co mogłam. Dałam z siebie 100% i wszystko było perfekcyjnie dopięte na ostatni guzik. Finał miał być uwieńczeniem całego zgrupowania. Miałam przepiękną suknię, która na scenie płynęła i wszyscy byli nią zachwyceni. Tą suknię podarowała mi przyjaciółka. Dzięki niej czułam się pewnie i w żaden sposób nie czułam się gorsza, biedniejsza od innych uczestniczek, wręcz przeciwnie.

Wg dziewczyn i nie tylko, byłam jedną z faworytek i bardzo dużo osób sądziło, że na pewno będę w Top 5. Wszyscy byli dla mnie bardzo mili, wszędzie słyszałam zachwyty nad „Polando”. Zarówno dziewczyny, jak i inne osoby wokół mocno we mnie wierzyły i powtarzały, że jestem faworytką, że mam dać z siebie wszystko, bo korona w zasięgu ręki. Było to niezwykle miłe i oczywiście dodawało sił i otuchy.

Wyjazd do Japonii był bardzo budujący i wiem, że wróciłam z niego jako zupełnie inna osoba. Skoro inni tak mocno wierzyli w mój sukces i umieszczali wysoko w rankingach, to mimo finału bez „happy endu“, czuję satysfakcję. Podczas zgrupowania dostawałam mnóstwo ciepłych i pokrzepiających słów wsparcia. Codziennie bardzo się starałam, aby wyglądać jak najlepiej, wiedziałam, że jestem wizytówką mojego państwa. I codziennie też komplementowano moją garderobę, biżuterię i stylizację. Na koniec zgrupowania dowiedziałam się, że moje nowo poznane koleżanki zastanawiały się każdego wieczora, co założę następnego dnia. Przychodziły do mnie po poradę pytając, co z czym połączyć, w czym będą najlepiej się prezentowały. Było to niezwykle miłe i tym bardziej jestem usatysfakcjonowana, że moje starania nie poszły na marne, a wręcz przeciwnie, spotkały się z powszechnym uznaniem i aprobatą. Ze względu na ubiór i staranny wygląd przylgnął do mnie pseudonim „Barbie“. Dzięki mojej przyjaciółce mieszkającej w USA, mogłam zaprezentować się w pięknych kreacjach. Pomoc jej była niezbędna, ponieważ wszystko musiałam zorganizować sobie sama.

Część ubrań mojego projektu uszyła dla mnie koleżanka, były to żakiety, spódniczki i dwie sukienki. Niektóre rzeczy pożyczyły mi bliskie osoby. Cieszy mnie fakt, że zostałam zauważona i moje kreacje podobały się. Dziewczyny namawiały mnie do prowadzenia bloga modowego. Kto wie, może po obronie pracy magisterskiej zainteresuję się tym na poważnie? Mogę zdradzić, że po finale MI część garderoby (po długich wcześniejszych namowach) odsprzedałam…

Opowiadasz o swoich wrażeniach bardzo szczerze. Nie wszystko okazało się cudowne. Jak będziesz wspominać ten wyjazd ? Pozostał niesmak ?

Finał konkursu nie przekreśli tego cudownego czasu, jaki spędziłam w Japonii. Wyjazd ten dostarczył mi wiele radości, niezapomnianych wrażeń i bez wątpienia ubarwił moje dotychczasowe życie. Na samą myśl o Japonii robi mi się bardzo ciepło na sercu, pojawia uśmiech na ustach oraz łezka w oku. Przygoda, jaką miałam okazję przeżyć, pozostanie we mnie do końca życia. Nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie sądziłam, że poznam tyle wspaniałych osób z całego świata. Przywiozłam ze sobą masę wspomnień, bagaż doświadczeń, pamiątek, nawiązałam bardzo dużo ciekawych i wartościowych znajomości. To, co przeżyłam, zobaczyłam, na zawsze zostanie w mojej pamięci i nikt mi tego nie odbierze. Myślę, że gdyby nie ten konkurs, to nie wiem, czy prędko lub w ogóle wybrałabym się w ten zakątek świata. Była to idealna okazja, aby poznać zupełnie inny kraj, kulturę oraz zetknąć się w jednym miejscu z cząstką całego świata. Każda dziewczyna przekazała jakiś element swojej kultury. Jestem osobą bardzo ciekawą świata, dlatego też z przyjemnością słuchałam, gdy opowiadały o swoich krajach. Mam nadzieję, że o ile nie wszystkie, to chociaż duża część tych znajomości przetrwa. Otrzymałam wiele zaproszeń i już nie mogę doczekać się wakacji!! 😉

Czy podczas konkursu otrzymałaś jakieś ciekawe propozycje? Czy ten wyjazd będzie tylko jednorazową przygodą, czy też zaowocuje jakimiś kontraktami na przyszłość?  

Tak, podczas wyjazdu i po powrocie dostałam dużo bardzo ciekawych propozycji. Póki co nie mogę wyjechać na żaden kontrakt. Na ten moment uzyskałam już absolutorium. W najbliższym czasie czeka mnie obrona pracy magisterskiej i przygotowania do egzaminu na aplikację. Sprawy uczelniane są w tym momencie priorytetem i zajmują czołowe miejsce.

Zobaczymy, co będzie potem, mam w planach dwa bardzo ciekawe wyjazdy… jeden związany z modelingiem, a drugi z… Póki co nie zdradzę. Lubię robić niespodzianki.

Kasiu, bardzo Ci dziękujemy ! Zarówno za godne reprezentowanie Polski, jak i za ten wywiad. A jeżeli jest ktoś, komu Ty chciałabyś podziękować, teraz możesz to zrobić.

Chciałabym podziękować wielu osobom, bo bez nich moja przygoda nie byłaby w pełni osiągalna. W momencie gdy dostałam szansę wzięcia udziału w konkursie MI, los postawił na mojej drodze wielu dobrych, życzliwych i pomocnych mi ludzi, bardzo często zupełnie obcych:

Najbardziej chciałabym podziękować mojej Mamie, która poświęciła dużo czasu i siły moim przygotowaniom do konkursu;

BMP – za szansę jaką otrzymałam, wiarę we mnie i zaufanie;

Michele, za przepiękne suknie. Dzięki niej nie czułam się gorsza od innych delegatek;

Instytutowi Fryderyka Chopina w Warszawie za wspaniały prezent na aukcję charytatywną – faksymilę pierwszej strony Mazurka F. Chopina oraz płyty CD w prezencie dla organizatorów;

Poczcie Polskiej za przepiękne albumy ze specjalnymi kolekcjami znaczków i wiele innych gadżetów, a przede wszystkim za prezent na aukcję charytatywną – nagrodzony w 2011 roku na arenie międzynarodowej, najpiękniejszy, jedyny na świecie znaczek, pachnący jałowcem;

Wydziałowi Prawa i Administracji UW za prezenty dla delegatek;

Studio Wokalnemu Agaty Wrońskiej za nagranie piosenki na konkurs talentów (niestety tylko 5 uczestniczek miało okazję zaprezentować swój talent);

Ambasadzie RP w Tokio za zaproszenie, gościnę i wsparcie w trakcie gali finałowej;

Sponsorom za bilet lotniczy;

Wspaniałym Osobom, dzięki którym mogłam dobrze przygotować się do konkursu za rady, wskazówki i wsparcie w trakcie zgrupowania: Tobie Kasiu, a także Damianowi Stroińskiemu, Francys Barazzie Sudnickiej, Annie Tarnowskiej, Kasi Grynfelder, Justynie Rajczyk, Monice Brochackiej – Goździalskiej, Dominikowi Masnemu, a także wszystkim Fanom Miss, którzy wspierali mnie i pisali tyle ciepłych słów w trakcie pobytu w Japonii oraz po powrocie;

Wojtkowi za pomoc i wsparcie w przygotowaniach;

Ewie za prowadzenie fanpage’a i czuwanie nad wszystkim;

Portalowi The Perfect Miss, a w szczególności Pedro, który mnie dopingował i mocno we mnie wierzył. Tak naprawdę to dzięki niemu uwierzyłam, że mogę to zrobić;

Wszystkim moim Znajomym za wszystkie ciepłe słowa, doping zarówno przed, jak i po konkursie

Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam. Jeśli kogoś nie wymieniłam z osobna, to czytając to pamiętajcie: Wszystkim Wam bardzo serdecznie dziękuję ! Serdecznie pozdrawiam Czytelników Globmiss i Wszystkich Fanów Miss !

Wywiad z K. Oracką – cz. I

Wywiad z Katarzyną Oracką – finalistką Miss Polonia 2013, reprezentantką Polski na Miss International 2013

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w marcu 2014 r.

W imieniu Czytelników Globmiss i własnym Witam Cię ponownie Kasiu! Nawet sobie nie wyobrażasz, jak Ci zazdroszczę Twojej podróży do tak egzotycznego i ciekawego kraju, jak Japonia… I zapewne nie tylko ja 🙂

Witam serdecznie 🙂 Nigdy wcześniej nie byłam w Azji, dlatego przed wylotem w tak egzotyczną podróż przeczytałam kilka książek o Japonii. Jednak to co jest w nich zawarte, nie odzwierciedla tego z czym sama się tam zetknęłam. Tokio to miasto zupełnie z innej planety. Wszystko jest inne. Począwszy od ruchu lewostronnego na ulicach, braku koszy na śmieci, a skończywszy na plastikowym jedzeniu imitującym prawdziwe potrawy, znajdującym się na wystawach sklepów, barów i restauracji.

Mimo braku koszy na śmieci, ulice Tokio są czyste – nigdzie nie widziałam papierka ani niedopałka papierosa. Obowiązuje zakaz publicznego palenia papierosów. Do tego przygotowane są specjalne szklane pomieszczenia. Ogromne miasto, liczące ponad 12 milionów ludzi, pomimo wyraźnego przeludnienia, zaskakuje panującą w nim ciszą… Ludzie przemykają w milczeniu. Nie spotkałam nikogo, kto by na ulicy rozmawiał przez telefon lub spożywał jakiekolwiek pokarmy czy też napoje. Ruch na ulicach Tokio jest ogromny, a kierowcy są niesamowicie spokojni, kulturalni, w dodatku bardzo przestrzegają przepisów i nie używają klaksonów. Tego czego z pewnością moglibyśmy się od nich nauczyć, to cierpliwości. Rozbrajający był widok policji poruszającej się na rowerach. Zastanawiałam się, jak ten wariant sprawdziłby się u nas 😀

Zaskoczeniem dla mnie byli ludzie noszący maski na twarzach zarówno na zewnątrz, jak i w pomieszczeniach. Pierwsze skojarzenie gdy ich zobaczyłam: O mój Boże, Michael Jackson!!! ?? Ciężko było przywyknąć do tego widoku, który budził powszechną sensację wśród nas.

W mojej pamięci zostanie z całą pewnością japońska toaleta, a na samo wspomnienie tego niebywałego wynalazku od razu pojawia się uśmiech od ucha do ucha… Urządzenie, które każdemu przypadłoby do gustu. Automatycznie podgrzewana deska wydająca dźwięki wodospadu i posiadająca jeszcze parę innych ciekawych funkcji. Szkoda, że nie chcą się podzielić takim cudem techniki, bo z pewnością zakupiłabym go sobie do domu.

Mankamentem dla mnie było natomiast wyżywienie. Dokładnie pamiętam mój pierwszy lunch – zestaw pełen różnych „ciekawych dań“, większość nie do zidentyfikowania. Siedząca obok mnie Miss Makao wyjaśniła dokładnie, co się znajduje w każdym naczyniu… Przerażona byłam, gdy dowiedziałam się, że w jednym z nich mam robaka prosto z ziemi w sosie !!! Moja wyobraźnia zaczęła intensywnie pracować. Drugą „niespodzianką” była na pozór normalna zupa miso, z której wyłowiłam fioletową galaretowatą kulkę z czarną kropką. W tym momencie przelała się czara goryczy. Nikt nie wiedział, co to jest! Stwierdziłam ze smutkiem, że moje menu będzie ubogie i przez 4 dni ograniczyłam się do ryżu. Dziewczyny z Azji nie narzekały na mój brak apetytu – z przyjemnością zjadały moje porcje. Moja konkluzja jest taka: jedzenie w Japonii to prawdziwa zagadka. Nigdy nie wiesz, co jesz, a nawet jak myślisz, że wiesz, to nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz 😀 Na moje szczęście organizatorzy szybko zauważyli, że większość dziewczyn ma problem ze spożywaniem japońskiego jedzenia i byli tak mili, że urozmaicili nam posiłki. Po 4 dniach diety ryżowej zjadłam z ogromnym apetytem cały talerz spaghetti – byłam w niebie !!!

Drugim mankamentem była bez wątpienia słaba znajomość języka angielskiego wśród Japończyków. Tego się nie spodziewałam. Już w hotelu, gdzie powinno być z tym bardzo dobrze, dało się zauważyć trudności w podstawowym komunikowaniu. Na zewnątrz trudno było znaleźć kogokolwiek, kto umiałby odpowiedzieć nawet na najprostsze pytania. Nie polecam podróży na własną rękę, bo wszelkie napisy i oznaczenia są w języku japońskim. Nie ma oznakowania ulic, a poruszanie się metrem to prawdziwe wyzwanie.

Co Cię najbardziej zaskoczyło w czasie trwania konkursu Miss International i jakie są Twoje najzabawniejsze i najgorsze wspomnienie z tego czasu?

Zaskoczyło? Wszystko było dla mnie nowe. Zmiana strefy czasowej była dla mnie bardzo odczuwalna i miałam duże problemy ze snem. Bardzo mało spałam. Ale dzięki temu, że wcześnie wstawałam i szybko potrafiłam się ogarnąć, to moja współlokatorka Nathalie mogła swobodnie korzystać z łazienki.

Najgorsze dla mnie było uczestniczenie w ceremonii krojenia ogromnego tuńczyka na oczach wszystkich. Nigdy wcześniej nie widziałam tak olbrzymiej ryby ważącej 220 kg i chyba jako jedyna nie byłam tym zachwycona.

Z całą pewnością niezapomnianą przygodą była całodniowa wyprawa na Hakone Area. A najzabawniejsze było to, że sprzedawano tam „magiczne czarne jajka“, po zjedzeniu których rzekomo życie wydłuża się o 7 lat !!! Odór siarkowodoru skutecznie mnie odstraszył i nawet wizja dłuższego życia nie przekonała mnie do takiego poświęcenia. O walorach smakowych tego „cudownego“ jajka, nie chcę nawet myśleć.

Odwiedziłyśmy również japońskie przedszkole, które nieco różni się od naszego. Powitano nas tam bardzo serdecznie. Przedszkolaki ubrane były w jednakowe mundurki, a o przynależności do konkretnej grupy informował kolor przepaski na głowie dziecka. Atrakcją, w której miałyśmy okazję uczestniczyć, było przyrządzanie tradycyjnych ciastek ryżowych, które przygotowuje się w Japonii jedynie w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Pod koniec naszej wizyty poznałyśmy prawdziwego wojownika Kendo. Z całą pewnością uwieńczeniem wycieczki była podróż autobusem przedszkolaków, w którym krzesełka były tak malutkie, że ciężko nam było się zmieścić 🙂

No to wiemy już sporo o Japonii. To teraz opowiedz o samym konkursie Miss International. Jak przebiegało zgrupowanie i jak oceniasz jego organizację?

Poza samym finałem wszystko wspominam bardzo pozytywnie. Począwszy od podróży samolotem, po zakwaterowanie w hotelu i pobyt. Zapewniono nam wysoki komfort, dbano o nas i pilnowano, aby nic nam się nie stało.

Organizatorzy podzielili nas na grupy 9-10 osobowe, każda grupa miała swoją opiekunkę. Moją chaperone – Manami mogę określić jako najbardziej zakręconą kobietę na świecie, której wszystko się myliło i nigdy nic nie wiedziała na czas, za to serce miała przeogromne 😉 Manami miała wielki problem z wymówieniem mojego imienia, stąd zostałam Katanią, na dodatek nie z Poland tylko z PoRland. Katania przylgnęła do mnie chyba już na dobre, bo po powrocie do Polski zarówno bliscy jak i znajomi w dalszym ciągu tak się do mnie zwracają.

Do Japonii poleciałam chora, z anginą i z całym zestawem lekarstw. Przez pierwszy tydzień czułam się bardzo osłabiona, później było już dużo lepiej. Całe zgrupowanie przebiegało bez zarzutu, choć wg mnie było ono źle zaplanowane i można ponarzekać jedynie na bardzo napięty grafik. Opuszczałyśmy hotel rano, a wracałyśmy zmęczone wieczorem i spałyśmy bardzo krótko. Nieporozumieniem były wieczorne eventy, do których miałyśmy tylko godzinę na wyszykowanie się po całym dniu spędzonym w mieście. A to zdecydowanie za mało… Od organizatorów dostałyśmy na czas zgrupowania iPhone 5, dzięki którym mogłam na bieżąco wrzucać zdjęcia na fanpage’a. Z powodu braku czasu kontakt z bliskimi miałyśmy bardzo ograniczony, ja z reguły robiłam to o 4- 5 rano czasu tokijskiego. Oczywiste jest, że każda z nas chciała wykorzystać te 2 tygodnie jak najlepiej – chciałyśmy jak najwięcej zobaczyć i przeżyć, dlatego nie uskarżałyśmy się na niedogodności braku snu czy zmęczenia.

A jak wyglądały relacje pomiędzy dziewczynami? Jaka była atmosfera? No i czy nawiązałaś jakieś przyjaźnie?

Przed wyjazdem miałam wiele obaw… na szczęście myliłam się 🙂 Dziewczyny były bardzo sympatyczne, życzliwe, otwarte na nowe znajomości. Praktycznie wszystkie bardzo polubiłam, spędzałyśmy ze sobą dużo czasu. Było wesoło i czas płynął nam szybko. Nie było czuć w ogóle rywalizacji. Nim się zorientowałyśmy, nadszedł dzień finału. Nadal wspierałyśmy się nawzajem, poprawiałyśmy włosy, pożyczałyśmy biżuterię i życzyłyśmy sobie powodzenia przed wyjściem na scenę. Wszystko co dobre, szybko niestety się skończyło i po konkursie musiałyśmy się rozstać.

Mieszkałam w pokoju z Miss Holandii, która dla mnie była wielką zagadką. Jej pasją życiową są konkursy piękności. Najbardziej interesowały ją moje włosy, ponieważ nie mogła uwierzyć, że ja, w przeciwieństwie do niej i większości dziewczyn, nie mam doczepianych, a mam tak naturalnie gęste. Ku mojemu zaskoczeniu wszystkie Azjatki nosiły soczewki zmieniające kolor tęczówki. A u co poniektórych, dało się zauważyć innego rodzaju „zmiany“ w wyglądzie. Po konkursie na pewno stałam się dużo bardziej tolerancyjna i otwarta na nowości kosmetyczno – estetyczne 😉

Najbardziej zżyłam się z Miss Wielkiej Brytanii – Beth, którą poznałam już na lotnisku w Zurichu i która niedługo przyleci do mnie w odwiedziny do Polski. Najwięcej czasu spędzałam z Miss Holandii, Finlandii, Filipin, Belgii, Indii, Libanu i Meksyku. Bardzo polubiłam dziewczyny z Ameryki Południowej. Latynoski są świetne, bardzo serdeczne i co najważniejsze, mają poczucie humoru. Tańczyłyśmy razem salsę, a ja rozbawiałam je do łez moim hiszpańskim, którego nigdy się nie uczyłam wcześniej, a pamiętam jedynie poszczególne zwroty z filmów. Ale zabawa była przednia 😀 Niestety większość słabo znała angielski, a niektóre z nich wcale. Na miejscu miały swojego tłumacza. Ale łamany angielski i hiszpański w połączeniu z językiem migowym to gwarancja sukcesu na porozumienie się 😀

Wcześniej powiedziałaś, że wspominasz pozytywnie wszystko, poza samym finałem. Co zatem było nie tak, jeśli chodzi o organizację finałowej gali ?

Największym absurdem były próby do finału, które trwały krótko, bo zaledwie 1,5 dnia. Według mnie to zdecydowanie za mało czasu na perfekcyjne przygotowanie choreografii, tym bardziej, że każde z trzech wyjść znacznie się od siebie różniło, zarówno samym układem, jak i miejscem wejścia i wyjścia ze sceny… Nauka choreografii, tańca i wszystkiego to trochę za dużo szczęścia na tak krótki czas. Miałyśmy jednak szczęście pracować ze wspaniałym choreografem, którego będę bardzo miło wspominać. Jego ciepło, doping, wiara w nas były bardzo budujące i dodające nam otuchy.

Sam dzień finału był koszmarny, bo już z samego rana wyruszyłyśmy na próby, które trwały długo, bo aż 6 godzin, bez przerwy do godziny 12.00. Następnie godzina na umalowanie się i uczesanie oraz przygotowanie swojego wyglądu do próby generalnej, podczas której odbyły się również preeliminacje. Byłam bardzo zadowolona ze swojego wyjścia w trakcie tej próby, choreograf bardzo mnie pochwalił. Dałam z siebie 100%. Na scenie czułam się bardzo pewnie. Później robiono nam zdjęcie grupowe w sukniach wieczorowych razem z jury. Wszystko skończyło się około 16:00 i miałyśmy zaledwie godzinę, aby poprawić makijaż i dość sfatygowane włosy. Jedna rzecz mnie doprowadzała do szału… to fakt, że w naszej garderobie moje miejsce do szykowania znajdowało się obok stanowiska fryzjerów. Za każdym razem po powrocie ze sceny moje rzeczy były poprzekładane i traciłam dużo czasu na ich odnalezienie. Było to niezwykle irytujące i utrudniające… O 17:30 rozpoczął się koncert finałowy. Łatwo sobie wyobrazić, w jakiej formie byłyśmy po tym wszystkim na samym finale oraz w jakiej kondycji znajdowały się nasze włosy, które były zmaltretowane po ciągłym przebieraniu się w trakcie prób. Zmęczenie dało nam się bardzo we znaki.

Uważam, że kulminacyjny moment zgrupowania przed samym finałem powinien przebiegać w spokojnej atmosferze, a my powinnyśmy być świeże i wypoczęte na sam występ. Wszystko zostawiono na ostatnie 2 dni… a w zasadzie na ostatni dzień. Z tego pośpiechu Miss Kostaryki miała wypadek – w przeddzień finału, poparzyła stopę prostownicą i zabrano ją do szpitala… Na szczęście dzięki środkom znieczulającym, choć bardzo cierpiała, mogła wziąć udział w gali finałowej.

Zwieńczeniem finałowej gali jest to, na co wszystkie czekałyście najbardziej, czyli werdykt końcowy. Miss International 2013 została Miss Filipin. Jak oceniasz ten wybór?

Co sądzę o werdykcie… okazał się nieprzewidywalny. W Top 15 zabrakło dziewczyn, w których widziałam potencjalne „rywalki” i których awansu byłam niemalże pewna, a z całą stanowczością mogę powiedzieć, że im się należał. Wszyscy byli bardzo zaskoczeni, że Miss Nowej Zelandii najpierw zdobyła tytuł Miss Friendship, następnie weszła do Top 15, a ostatecznie została 2 Wicemiss (dla mnie to kompletne nieporozumienie). Top 3 to dziewczyny z mojej grupy. Ze zwyciężczynią Bea miałam bardzo dobry kontakt, wspierałyśmy się przez całe zgrupowanie. Wiedziałam, że będzie wysoko, bo na konkursach piękności mocna pozycja Filipin to w tej chwili standard. Cieszę się, że to ona z Top 5 dostała koronę, ponieważ wiem, jak bardzo jej na tym zależało. Ten tytuł na pewno odmieni jej życie na lepsze i pomoże w budowaniu przyszłości. Bea jest bardzo miłą, ciepłą osobą i dobrze jej życzę, niech spełnią się jej wszystkie marzenia.

Dużo kontrowersji wzbudził wybór Miss Foto. Krążyły plotki na temat Miss Litwy. Okazało się, że Elma jest modelką, która przez dłuższy czas pracowała w Japonii i jest znana w kręgach tamtejszych fotografów. Co ciekawe, obecnie mieszka na Tajwanie.

To jest konkurs i niestety o sukcesie decydują różne czynniki, na które często my sami nie mamy wpływu. Gdyby nie okoliczności, w jakich miałam nieprzyjemność uczestniczyć, to brak awansu do Top 15 nie byłby dla mnie przykry. Po tym konkursie uzmysłowiłam sobie, że polityka odgrywa na nim kolosalną rolę, a ci co naiwnie wierzą, że jest inaczej… no cóż są w błędzie.

Zdjęcia i prezentacja P. Kurzynowskiej

Zdjęcia z prywatnego archiwum Pauliny Kurzynowskiej – finalistki Miss Polski 2013

Zdjęcia od P. Kurzynowskiej

Zdjęcia od P. Kurzynowskiej

Zdjęcia od P. Kurzynowskiej

PAULINA KURZYNOWSKA
 22 lata, Białystok
 aktualnie kończy trzeci rok studiów na kierunku Turystyka i Rekrecja
 Jak spędza wolny czas: kocha poznawać nowe miejsca, nowe kultury i nowych ludzi, lubi
gotować,  sprawia  jej  to  przyjemność  i  pomaga  się  zrelaksować.  Momentami  bawi  się  w
wiedźmę  ;)­  eksperymentuje  z  przeróżnymi  półproduktami  kosmetycznymi  i  tworzy  swoje
własne przepisy na naturalne kosmetyki.

  • Plany i marzenia: swoje plany i marzenia wiąże z turystyką, a w przyszłości chciałaby zostać rezydentem biura podróży, dzięki czemu  połączy  pracę  z  możliwością podróżowania,  jej  marzeniem  jest  wyprawa  po  Ameryce Południowej.
  • Dlaczego zdecydowała się na start w konkursie Miss Polski: „wybory Miss oglądałam często, jednak nigdy nie myślałam o tym, aby spróbować swoich sił w tym  konkursie. Zdecydowałam się  na  udział w regionalnych wyborach Miss Podlasia po namowie mojej koleżanki, za co jej dziękuję. Zdobyłam tytuł I Vicemiss, ale nie tylko. Nabrałam pewności  siebie  oraz  poznałam  wielu  ciekawych  ludzi.  Cieszę  się,  że  mam mozliwość uczestniczenia w tym konkursie jako finalistka, wśród 24 wspaniałych dziewczyn. Jest to dla mnie nie tylko swietna przygoda, ale również możliwość sprawdzenia swoich możliwości. Lubię uczestniczyć w sesjach zdjęciowych  oraz pokazach. Największą motywacja  do  udziału w Miss Polski jest  dla  mnie chęć poznania  świata  modelingu,  a  także  możliwość  reprezentowania  Polski  na  arenie międzynarodowej.
  • Ulubiona Miss: „nie mam swojej jednej ulubionej Miss. Każda w pewien sposób mnie zachwyca i imponuje mi. Ostatnio dużo czytałam  o  historii Agnieszki Kotlarskiej,  a także  o  historii jej śmierci (Zrobiło się  o tym  głośno w telewizji po premierze filmu dokumentalnego na jej temat). Po poznaniu tej historii wzruszyłam się. Była to nie tylko piękna i inteligentna kobieta, ale również wspaniała modelka, która wiedziała czego chce  i  dążyła  do  tego.  To  kochana  żona  i  mama,  dla  której  mimo  wszystko rodzina  była najważniejsza.”                                                                                  
  • Idealna Miss: “przede wszystkim inteligentna, zaradna, pełna optymizmu i klasy”
  • Jej największy atut, jako Miss: „na pewno jestem osobą, która wykonuje dokładnie wszelkie swoje obowiązki, jest optymistką, a także cechuje się empatią.”
  • Ideał faceta: „na to pytanie  łatwo  jest  mi  odpowiedzieć,  bo  takiego  idealnego  mężczyznę  już  mam – kochanego, zabawnego, spontanicznego, przystojnego i dobrze gotującego”

Zdjęcia i prezentacja E. Janiak

Zdjęcia z prywatnego archiwum Eweliny Janiak – finalistki Miss Polski 2013

Zdjęcia od E. Janiak

Zdjęcia od E. Janiak

Zdjęcia od E. Janiak

Zdjęcia od E. Janiak

EWELINA JANIAK
19 lat, Kalisz
studentka Bezpieczeństwa Narodowego w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych im. 
gen. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu
I Vicemiss Wielkopolski
Jaka jest: dość uparta, czasami pyskata, dążąca do wyznaczonego sobie celu, choć może 
wydawać się, że jest twardą kobietą, to tak naprawdę straszny z niej wrażliwiec
Zainteresowania: moda i dekoracja wnętrz 
Plany i marzenia: o planach na przyszłość nie lubi mówić, uważa, że każdy dzień przynosi 
coś nowego i zawsze może wszystko na naszej drodze zmienić. Jej największym marzeniem 
jest podróż dookoła świata, poznawanie kultur każdego kraju. 
Jak spędza wolny czas: uczy się, ale także spotyka ze znajomymi. Uwielbia spędzać 
aktywnie czas, więc kiedy ma tylko wolną chwilę, chodzi na basen lub zumbę
Dlaczego zdecydowała się na start w konkursie Miss Polski: „Udział w konkursie Miss 
Polski był dosyć spontaniczny. Namówili mnie do niego rodzice i chłopak. Na początku 
nie wierzyłam w siebie i chciałam zrezygnować. Wystartowałam w tym roku, ponieważ 
dopiero teraz czułam, że psychicznie jestem gotowa na to, żeby zmierzyć się z krytyką, a 
także dobrym słowem. Największą motywacją do udziału w konkursie są dla mnie oczywiście 
podróże, poznawanie rożnych języków, ludzi i ich kultur oraz możliwość reprezentowania 
Polski na arenie międzynarodowej.” 
Ulubiona Miss: „Nie mam, choć Miss Polski 2012 Katarzyna Krzeszowska jest cudowną 
osobą. Jest ciepłą, pełną wyrozumiałości kobietą. Bije od niej radość i spokój.” 
Idealna królowa piękności: „Właśnie taka, jak Miss Polski 2012. Ułożona, piękna kobieta z 
wartościową duszą, którą może dzielić się z innymi.”
Mój największy atut jako Miss: „Potrafię zawsze rozśmieszyć ludzi, chciałabym dzielić się 
tą radością, przemienić szarą rzeczywistość w barwną, pokazać, że pomimo wielu kłopotów, 
upadków, warto cieszyć się z tego, co się ma, co nam zostało. Moje doświadczenie życiowe 
(uległam poparzeniu) właśnie tego mnie nauczyło.”
Ideał faceta: „Chyba swój znalazłam 😉 Jest to mój chłopak Paweł – brunet z ciemnymi 
oczami, o przepięknym uśmiechu, kochający, przy którym się czuję bezpieczna.

Wywiad z P. Krupińską, cz. II

Paulina Krupińska – Miss Polonia 2012, Miss Photogenic na konkursie Miss Universe 2013 

Wywiad, który przeprowadziłam dla Globmiss w lutym 2014 roku

Już wspomniałaś, że Miss Universe 2013 została Gabriela Isler z Wenezueli. Dla fanów w Polsce było to spore zaskoczenie. A jak Ty, będąc tam miejscu oceniasz jej wybór? Czy była faworytką, spodziewałaś się jej zwycięstwa?

Podczas konkursu nie było faworyzowania żadnych dziewczyn przez jurorów, czy organizatorów. Nie dochodziły do nas żadne pogłoski, która z nas może wygrać. A jednak w jakiś sposób można to było przewidzieć. W Miss Universe od lat w Top 5 są co roku niemal te same dziewczyny.

Gabriela nie była moją faworytką. Przez całe zgrupowanie ani razu nie pomyślałam, że to ona mogłaby zostać Miss Universe. Podczas konferencji prasowej przed galą organizatorzy zapowiedzieli, że w tym roku stawiają na naturalność. Tym bardziej nie brałam Wenezuelki pod uwagę, bo choć bardzo atrakcyjna, na pewno do naturalnych nie należy. Jednak wygrała, a ja mogę powiedzieć tyle: to jest bardzo fajna dziewczyna, jedna z moich najbliższych koleżanek na zgrupowaniu i jeśli chodzi o charakter, medialność, sceniczność, przebojowość, sposób wysławiania się, grację, klasę, ona naprawdę łączy w sobie cechy idealnej Miss Universe. Nawet w większym stopniu, niż ubiegłoroczna zwyciężczyni – Olivia Culpo. Tak uważam. To jest dziewczyna bardzo dobrze wytrenowana właśnie po to, żeby być Miss. Poza tym świetnie radzi sobie z angielskim, co uważam, że też ma dla organizatorów niebagatelne znaczenie. Nie jest przecież wygodne, ani tanie zabieranie wszędzie tłumacza. Nie chcę natomiast oceniać urody Gabrieli, zagłębiać się, ile przeszła operacji plastycznych, aby tak wyglądać. Jest ode mnie młodsza, a wyglądała jak moja starsza siostra. Ale uroda jest przecież pojęciem względnym. Kiedy po afterparty po finale wróciłam o 4.00 nad ranem do hotelu, siedziałyśmy jeszcze z dziewczynami chyba do 6.00 na korytarzu i rozmawiałyśmy o tym werdykcie. Raczej żadna z nas nie była zadowolona z wyniku, wszystkie mówiły, że nowa MU jest sztuczna i wszystkie jednomyślnie były zawiedzione, że Hiszpanka nie wygrała, ona była faworytką wszystkich, moją również. Jest przekochana, przeurocza. Przez całe zgrupowanie wyglądała bardzo dobrze, to jest dziewczyna bardzo ładna, a przy tym bardzo dobry i taki kochany człowiek. Ja się z nią trzymałam bardzo blisko, ale teraz jednak uważam, że jako MU, to Wenezuelka sobie poradzi lepiej. Hiszpanka jest zbyt spokojna, za nieśmiała, no i nie mówiła po angielsku za wiele.

Przy okazji każdego konkursu piękności chyba najwięcej emocji budzi garderoba uczestniczek. I to nie tylko tych z Polski. Nie inaczej było również w tym roku. Niestety zgodnie skrytykowano zarówno garderobę Gabrieli, jak i Twoją, choć ubierałyście się zupełnie inaczej…

Mówiąc wprost Gabriela ubierała się kiczowato. Podobnie zresztą jak wszystkie Latiny. Ale myślę, że one nie potrafią inaczej. Nie mają innych ubrań, niż kolorowe sukienki z cekinami i sandały. Nawet na listopadowe rosyjskie chłody. Jaki kraj, taka moda. 

Jeśli natomiast chodzi o mnie, to miałam na konkurs przygotowaną super garderobę. Dzięki mojej pracy modelki, znam wielu projektantów, więc mogłam sobie wybrać i wypożyczyć piękne stroje. Dziękuję dziewczynom z Bizuu oraz showroomowi Vertigo. Bardzo mi pomogli w doborze garderoby, sukienek, torebek. Moje ubrania tam na miejscu bardzo się podobały. Przez ekipę, supervisorki, naszą panią doktor zostałam okrzyknięta Audrey Hepburn, bo uważały, że mam taką klasę i styl jak ona. Robiły sobie zdjęcia moich strojów. Chwaliły mnie, że zawsze wyglądam tak, jak powinnam i stosownie do okazji. Również strój narodowy chyba wszystkim się podobał, nie było żadnego „ale”. Kontrowersje wzbudziła tylko ta jedna główna suknia wieczorowa. Ja nie brałam udziału w jej projektowaniu, dostałam ją gotową do przymiarki. Nie jestem żadnym ekspertem od stylizacji, ale moim zdaniem chłopcy (Paprocki i Brzozowski) się postarali, zrobili bardzo efektowny gorset, ta sukienka płynęła, bardzo ładnie się prezentowała na scenie, dobrze się w niej czułam i nie uważam, żeby wyglądała źle. Nie wiem dlaczego fani tak straszliwie ją skrytykowali, choć rozumiem, że każdy ma inny gust.

Małgorzata Herde przywiozła mi do Moskwy tą żółtą sukienkę, żebym ją założyła na bankiet po finale, bo była razem z tą piękną kolią idealna na taką okazję. Ale chyba my z Dyrektor Generalną czułyśmy się pod jakąś presją, bo ta fioletowa sukienka została tak zmiażdżona krytyką. I chciałyśmy coś zmienić, może niepotrzebnie, więc ostatecznie zdecydowałyśmy, że tą żółtą założę nie tylko na bankiet, ale również na finał, może się bardziej spodoba. Ale też się nie spotkała z uznaniem. Nie mnie to oceniać, ja się dobrze czułam i w jednej, i w drugiej sukience.

Tak naprawdę jednak uważam, że sukienka finałowa nie ma aż tak wielkiego znaczenia dla końcowego rezultatu. A w moim przypadku nie miała już wręcz żadnego znaczenia. Wiedziałam, że się nie dostałam do Top 16 i praktycznie mogłam założyć, co chciałam.

Ale gdybyś miała doradzić swojej następczyni, to jaka powinna być Twoim zdaniem idealna suknia na konkurs Miss Universe?

Powinna być albo bardzo oryginalna, np. taka, jaką miała w chwili koronacji Olivia Culpo, spektakularna w formie, niepowtarzalna w konstrukcji, albo błyszcząca, bogato zdobiona, nawet trącająca kiczem.

My Polacy niestety nie jesteśmy specjalistami od projektowania takich sukien. Nie jest to zgodne z naszym gustem, z naszą naturą. Przodują w takich kreacjach oczywiście kraje latynoamerykańskie. U nas nie ma projektantów, którzy szyją takie rzeczy, przeznaczone tylko na wielkie gale. P&B są znani z tego, że szyją sukienki naprawdę bardzo ładne, ale to są sukienki, które można założyć nie tylko na wielkie wyjścia, ale na niemal każdą okazję. Może dlatego na tle innych dziewczyn faktycznie wyglądałam mniej bogato, mniej spektakularnie. W ogóle my Polki nie jesteśmy przygotowane do takiego konkursu, jak MU i zasad tam panujących. Ja byłam wypacykowana, kiedy było trzeba, na co dzień malowałam się delikatnie lub nawet wcale, a mocny makijaż zostawiałam na wieczorne gale. Inne dziewczyny już od śniadania miały na sobie np. trzy opakowania rzęs. Normą były sztuczne, zrobione zęby, piersi, usta itp. Ja każde zadanie wykonywałam tak, jak mi powiedziano, każda uwaga była dla mnie cenna, wszystkie wskazówki, których nam udzielano, brałam pod uwagę. Jak nam mówiono: „macie założyć rzeczy casualowe”, zakładałam np. spódnicę i bluzkę, „macie zrobić lekki makijaż”, malowałam jedynie rzęsy i policzki oraz pociągałam usta błyszczykiem. A inne dziewczyny tego w ogóle nie słuchały, cały czas były przebrane jak na festyn. Może na takim konkursie tak trzeba, tylko po co w takim razie była konferencja i publiczne zapewnienia, że stawiają na naturalność? Chociaż Olivia Culpo rzeczywiście jest taka naturalna, nie wypacykowana, a jednak jej się udało wygrać. Poznałam ją przy okazji przygotowań do reklamy biżuterii. Parę razy podczas zgrupowania miałyśmy możliwość ze sobą porozmawiać. Zawsze była bardzo miła. W ogóle jest bardzo ciepła, cały czas uśmiechnięta. Chociaż nieustannie towarzyszy jej sztab ludzi, ale zawsze była taka ludzka, taka dostępna dla wszystkich. Przyjechała ze swoim chłopakiem – piosenkarzem, była w szóstym tygodniu ciąży, jak przebywała na zgrupowaniu z nami. Wszyscy się nią zachwycali. Olivia to taka idealna dziewczyna z sąsiedztwa. I takie osoby ludzie lubią. Gabriela jest jej przeciwieństwem. Dla niektórych może się wydawać zbyt zimna, jej uroda może paraliżować ludzi. Ja sobie jej nie wyobrażam z tym całym jej „urodowym rynsztunkiem” np. gdzieś w Afryce wśród dzieciaków w szpitalu. Podczas, gdy np. Hiszpankę jestem sobie w stanie wyobrazić w każdej sytuacji.

Osobiście uważam, że szkoda, że ten konkurs taki jest, że jurorzy nie mają okazji poznać tych wszystkich dziewczyn bez makijażu, jak wyglądają, kiedy są naturalne.

Przy okazji każdego konkursu piękności w kuluarach krąży wiele plotek, sensacyjek. Nie inaczej było podczas tegorocznego Miss Universe. Docierały do Ciebie jakieś pogłoski? Chciałabyś je teraz skomentować, odnieść się do nich?

Plotki? Podczas zgrupowania nie, niczego nie słyszałam. Po gali przeczytałam gdzieś, że na koniec dziewczyny wróciły z afterparty do pokoju pijane, zataczały się. To jest jakaś totalna bzdura, ja byłam z dziewczynami cały czas i nie widziałam czegoś takiego.

O sobie przeczytałam na jednym z portali, że pokłóciłam się z Miss Kolumbii i że byłam największą zołzą na zgrupowaniu. Ale to się odnosi tylko do jednej sytuacji, o której teraz opowiem. Pod koniec finałowego koncertu stałyśmy za kulisami i kibicowałyśmy naszym koleżankom. Obok mnie stała Miss Angoli, która trzymała kciuki za Brazylijkę, a za to nie znosiła Ukrainki. I gdy wyczytywano Top 5 cały czas mówiła – „Tylko nie Ukrainka, ona jest beznadziejna, głupia”. Olga faktycznie odpadła i kiedy smutna schodziła ze sceny, Miss Angoli podbiegła do niej i zaczęła zapewniać, jak jest jej przykro i że Ukrainka była jej faworytką. Nie wytrzymałam. Krzyknęłam: „Jesteś zakłamana, siedź lepiej cicho, nie kłam, przed chwilą mówiłaś co innego”. To było chyba dla mnie najbardziej przykre zdarzenie podczas całego zgrupowania. Na koniec zetknęłam się z taką sztucznością, zakłamaniem niektórych dziewczyn, to było straszne. Uważam, że trzeba być fair do końca. Jeżeli Olgi nie lubiła, to mogła to przemilczeć, a nie taka dwulicowość, nie lubię czegoś takiego. Świadkami całego zajścia było m.in. dwóch fryzjerów, którzy wzięli moją stronę. No i później Miss Angoli zamieściła z zemsty niepochlebne wpisy na  mój temat.

Przez całe zgrupowanie było miło, dopiero na finale, gdy emocje wzięły górę, wiele dziewczyn pokazało pazurki. Wiele też płakało, były zawiedzione, m.in. Miss Portoryko, czy moja współlokatorka. Z innych plotek, podobno jedna spośród Miss była jeszcze rok temu mężczyzną. Nie wiemy która, choć obstawiałyśmy dwie kandydatki.

Konkurs Miss Universe dobiegł końca, wróciłaś do Polski. Co dalej? Posypały się propozycje, czy udział w nim to będzie tylko jednorazowa przygoda, z której nic nie wynika? Co przywiozłaś sobie z Rosji?  

Już w czasie bankietu koronacyjnego odbyłyśmy z Małgorzatą Herde wiele rozmów z potencjalnymi pracodawcami, pojawiło się dużo propozycji, m.in. otrzymałam zaproszenie od włoskiego projektanta biżuterii do wzięcia udziału w jego pokazach w Rzymie i w Wenecji. Musiałam jednak wrócić do Polski, gdyż tu miałam już zabukowane wcześniej zlecenia. Wciąż jednak jesteśmy w kontakcie. Zostałam zaproszona do wzięcia udziału w jednym z pokazów Tony Ward’a na Paris Fashion Week w przyszłym roku. Szefowa konkursu Miss Dominikany chciałaby mnie gościć na wyborach Miss Dominikany. Podszedł do mnie również producent rozpoczętej właśnie zimowej olimpiady w Soczi, dał mi wizytówkę i zaprosił jako gościa honorowego. Ale planowana gala Miss Polonia 2013 na luty pokrzyżowała te plany. No cóż ostatecznie nie wiem,    kiedy przekażę koronę swojej następczyni, a i w Soczi nie jestem.

Co sobie przywiozłam? Chyba najcenniejsze są znajomości, fajne wspomnienia, no i super zdjęcia ze zgrupowania z dziewczynami. Kontakt z Elmirą mam cały czas, odzywa się też do mnie Olga z Ukrainy, koleżanka z Dominikany tak samo. Z Amerykanką też jesteśmy w kontakcie. Ma ona babcię Polkę, zna parę słów po polsku i mówiła, że kocha pierogi. Bardzo fajna dziewczyna. Przywiozłam sobie folder, w którym mam wpisy od dziewczyn i to jest najmilsza pamiątka.

Czy planujesz start jeszcze w innych międzynarodowych konkursach piękności?

Startu w innych konkursach już raczej nie planuję. Mam już swoje lata, jak na Miss jestem seniorką i uważam, że trzeba dać szansę innym młodym dziewczynom. Ja swoje zadanie już spełniłam i jestem zadowolona z tego, że mam to już za sobą i że już wróciłam. Bo to jest naprawdę bardzo ciężki czas, a pierwsze skojarzenie, jakie teraz mam, gdy myślę Miss Universe, to brak snu.

Myślę, że w tym momencie rozczarowałaś rzesze swoich fanów, którzy liczyli, że zobaczą Cię jeszcze na jakiejś międzynarodowej imprezie. No to na koniec powiedz jeszcze coś pozytywnego. Co najbardziej Ci się podczas Miss Universe podobało?

Sama gala bardzo mi się podobała. To jest rzeczywiście show na najwyższym poziomie. W ogóle pod względem organizacyjnym nic wyborom Miss Universe zarzucić nie można. Miałyśmy wyśmienitą choreografkę. Była z dystansem, surowa, taka żyleta, ale tak dobrze uczyła chodzić te dziewczyny, tak obligowała do takiej sceniczności… W życiu się nie spotkałam z czymś takim.

Najmilej wspominam też próby na scenie, możliwość obcowania z niezwykłymi ludźmi. Np. byłam kiedyś fanką zespołu Spice-Girls i nagle występuję na jednej scenie razem z Mel B. Poznaję osobiście Stevena Tylera. Są to niezapomniane wrażenia.

Swoim udziałem w konkursie Miss Universe również dostarczyłaś nam wielu niezapomnianych wrażeń. I bardzo Ci dziękujemy zarówno za nie, jak i za tą rozmowę.

Ja również dziękuję Wszystkim Moim Fanom za wsparcie, które czułam na każdym kroku, za wiarę we mnie i promocję mojej osoby, szczególne podziękowania dla Dominika Masny i Globmiss. Dzięki Wam wszystkim o Polce było głośno na całym świecie! Pozdrawiam wszystkich czytelników.

Wywiad z P. Krupińską, cz. I

Paulina Krupińska – Miss Polonia 2012, Miss Photogenic na konkursie Miss Universe 2013

Wywiad, który przeprowadziłam dla Globmiss w lutym 2014 roku

Witaj Paulino! Kiedy rozmawiałyśmy poprzednim razem, mówiłaś, iż bardzo cieszysz się, że finał Miss Universe 2013 odbędzie się w Rosji, bo jeszcze nigdy nie byłaś w tym kraju, a bardzo chciałabyś go poznać. Czy zatem udało się zobaczyć Rosję? Dużo zwiedziłaś?

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że zwiedziłam Rosję. Praktycznie nie ruszałyśmy się poza Moskwę, a nawet i ją widziałam głównie z okien autobusu, gdy przemieszczałyśmy się z hotelu do miejsca kolejnego wydarzenia. Wprawdzie byłyśmy na Placu Czerwonym, miałyśmy przewodniczkę, ale było tak bardzo zimno, że zwiedzanie tego miejsca przewidziane na godzinę, trwało może połowę tego czasu, a całą resztę spośród łącznie pięciu godzin, które tam spędziłyśmy, poświęciłyśmy na pracę – kręcenie materiałów filmowych, wywiady, pozowanie do zdjęć. O Moskwie mogę zatem powiedzieć tylko tyle, że kojarzy mi się z jednym wielkim korkiem komunikacyjnym i że jest to miasto kontrastów – obok pięknych luksusowych budynków – wielka bieda. To bardzo rzucało się w oczy i było takie trochę porażające. To, co ja najbardziej zapamiętam z Moskwy, to jej mieszkańcy. Z nimi wiążą się dla mnie najfajniejsze wspomnienia. Chcę w tym miejscu obalić pokutujący w Polsce mit, że Polacy z Rosjanami żyją źle. Jest wprost przeciwnie, muszę powiedzieć, że wszyscy ludzie, z którymi się tam zetknęłam, obsługa cateringowa, makijażyści, czy fryzjerzy, bardzo mnie wspierali i cały czas mówili tak: „A, Polka, to Ty jak nasza jesteś”. Osobiście nie spotkałam się z ani jednym złym zdaniem na temat Polski, wszyscy bardzo miło się o naszym kraju wypowiadali i bardzo mi tam kibicowali.

Wspomniałaś już, że praktycznie przez całe zgrupowanie pracowałyście. Naprawdę było aż tak ciężko?

Tak, takie zgrupowanie to jest bardzo ciężka praca. Konkurs Miss Universe jest nastawiony na biznes, reklamę. Miałyśmy codziennie listę zadań i „odhaczałyśmy” na niej kolejne punkty. Trzy tygodnie żelaznej dyscypliny, jak w wojsku. Nie można mieć gorszego dnia, z powodu choroby opuścić prób.

I dla mnie najtrudniejszy był kontrast pomiędzy tym, co pamiętałam ze zgrupowania Miss Polonia, a tym, co mnie spotkało podczas konkursu Miss Universe. Oczywiście i Rozalka, i Marcelina opowiadały mi o zgrupowaniu MU, jak to wygląda, ale aż nie chciało mi się wierzyć: „No bez przesady, jak to możliwe, że tam się śpi cztery godziny na dobę? Jak może być tyle zajęć?” Ale faktycznie. Teraz sama będę uprzedzać podczas zgrupowania finalistki Miss Polonia, żeby nie narzekały, bo naprawdę ciężka praca czeka niektóre z nich dopiero na konkursach międzynarodowych. To jest zupełnie inny świat. Tak naprawdę nikt nas nie przygotowuje do takiego zderzenia, a to jest rzeczywiście niesamowita różnica. W konkursach krajowych jest mniejsza liczba sponsorów, organizowane są one z mniejszą pompą, transmisja jest tylko w danym kraju, a Miss Universe to jest wielkie przedsięwzięcie, które ogląda ponad miliard ludzi na całym świecie, tam wszystko się dzieje intensywniej. Jest więcej sponsorów, więc i więcej zdjęć dla nich, nagrań, reklam trzeba nakręcić, więcej udzielić wywiadów.

Takie zgrupowanie to jest ciężka praca i fizyczna, i psychiczna. Cały czas musisz wyglądać jak milion dolarów, bo Cię obserwuje wiele osób – i organizatorzy, i fani, którzy jeżdżą za dziewczynami, robią zdjęcia, komentują później i oceniają w internecie. Praktycznie codziennie byłyśmy na szpilkach ok. 18 godzin na dobę, a bywały dni, że i 20. Zdarzały się takie momenty, że nawet nasza choreografka mówiła: „Dziewczyny nie musicie być teraz na szpilkach, po co Wy to robicie?, po co męczycie swoje nogi?”. Ale i tak żadna nie chciała się odważyć na płaskie buty, bo skoro wszystkie były w szpilkach, to dlaczego któraś miałaby się wyłamać. Chociaż ja tam się czasem wyłamywałam, gdy już z moją współlokatorką Rosjanką myślałyśmy, że nie damy rady. Choćby po halloweenowej imprezie w klubie, gdzie m.in. śpiewała Olivia Culpo z Eminem. Impreza skończyła się o 4.00 nad ranem, w szpilkach spędziłyśmy tego dnia ponad 21 godzin. Nazajutrz na próbie połowa dziewczyn była w płaskich butach.

Jak wygląda organizacja takiego zgrupowania?

Byłyśmy bardzo pilnowane. Winda była zablokowana i na nasze piętro w hotelu nikt nie mógł się dostać, dodatkowo strzegł nas jeszcze ochroniarz. Dziewczyny są podzielone na grupy. W mojej grupie poza mną były jeszcze Rosjanka i Ukrainka. Miała być także Gruzinka, ale z powodu choroby nie dojechała. Każda grupa ma swoją opiekunkę, taką supervisorkę, nazywałyśmy ją „niania”, albo „mama”. Naszą była Heidi z Kalifornii, bardzo fajna, cały czas uśmiechnięta dziewczyna. Dzięki niej byłam zawsze poinformowana o wszystkim. Codziennie pisała nam na karteczkach plan dnia, wymieniała wszystkie rzeczy, które mamy zabrać ze sobą (np. szpilki, sukienka wieczorowa, biżuteria do niej i kosmetyki). Kiedy w danym dniu ja i moja współlokatorka Elmira miałyśmy np. inny grafik, każdej z nas pisała i przyklejała na drzwi osobne karteczki.

Zaskoczył mnie taki żołnierski reżim, pobudka o określonej godzinie, ściśle przewidziany czas na śniadanie itp. Wszystko rozpisane. Zazwyczaj było tak, że jak wychodziłyśmy z hotelu rano, to wracałyśmy do niego późno w nocy. W międzyczasie miałyśmy kilka różnych aktywności i np. po próbie zaledwie 2 godziny na przebranie się w suknię wieczorową na kolację ze sponsorami. Dlatego wiele rzeczy, ubrań, kosmetyków musiałyśmy wozić ze sobą. My dzięki naszej „niani” byłyśmy bardzo dobrze poinformowane, ale niektóre dziewczyny miały nieco gorzej i czasami okazywało się w ostatniej chwili, że czegoś im brakowało, np. sukni na kolację.

Większość naszych eventów, w tym pokaz strojów narodowych, odbywała się w centrach handlowych należących do głównego sponsora, który był również właścicielem Crocus City Hall. Było męczące tylko jedno, jak nam opowiadały nasze supervisorki, one podczas poprzednich edycji już dzień, albo dwa dni wcześniej wiedziały, co się będzie działo nazajutrz. Tutaj przyjeżdżałyśmy do hotelu i musiałyśmy czekać np. godzinę, nierzadko do 24.00, zanim do nich spłynęły informacje o naszym planie na następny dzień. Nianie mówiły, że to zgrupowanie, organizacja, logistyka z powodu bariery językowej i ograniczonego kontaktu, były o wiele trudniejsze, niż w latach poprzednich.

No to rzeczywiście mogłyście mieć chwilami dość. Ale miałyście siebie nawzajem. Jaka była atmosfera? Dziewczyny wspierały się, czy rywalizowały ze sobą? Jak sobie radziły przy tak intensywnych przygotowaniach?

Generalnie nie było żadnej rywalizacji, nie brałyśmy przecież udziału w jakichś rozgrywkach sportowych. Każda z nas miała swoje zadania do zrobienia i na nich się koncentrowała. Oczywiście każda chciała wypaść jak najlepiej, więc obserwowałyśmy się nawzajem. Zdarzało się, że dziewczyny wychodziły już przygotowane do jakiegoś spotkania, ubrane np. w bluzkę ze spódnicą i gdy okazywało się, że inna z nas wyszła w sukni, biegły się przebrać. Dziewczyny próbowały różnych sztuczek, aby wyglądać pięknie. Przykładowo wiele było bardzo niskich, wręcz malutkich (np. Filipinka, Amerykanka). I żeby wydać się wyższe, nie miały zwykłych szpilek, tylko jeszcze koturny dodatkowo, takie szpilki z platformą.

Ale poza tym rywalizacji nie było. Było bardzo sympatycznie. Najfajniejsze podczas całego konkursu były powroty do hotelu po całym dniu zajęć. Wracałyśmy, zmywałyśmy makijaże, zdejmowałyśmy szpilki, siadałyśmy na korytarzu, albo w hospitality room (pokój gościnny), gdzie czekały na nas owoce, słodycze, woda, soki i gadałyśmy. I wtedy dziewczyny stawały się takie normalne, ludzkie, nie miały make-upów, trzech opakowań rzęs, peruk, wtedy były najfajniejsze.

Oczywiście w tak licznym gronie jest normalne, że kogoś się lubi bardziej, kogoś mniej, dziewczyny trzymały się w grupkach, głównie ze swoimi współlokatorkami, albo innymi Miss ze swojego kręgu językowego, czy kulturowego, np. z państw sąsiednich. Było dosłownie parę dziewczyn, które faktycznie chciały za bardzo błysnąć przed kamerą, za bardzo były nastawione na zwycięstwo za wszelką cenę. Zwłaszcza jedna. Nie chcę konkretnie wskazywać, o kim mowa, ale nazywałyśmy ją „sztuczną pozerką”. Z nikim się nie zaprzyjaźniła, nawet w autobusie siedziała za każdym razem z kimś innym. Była wyjątkowo nielubiana. Ja trzymałam się z Hiszpanką, z Wenezuelką i przede wszystkim z moją współlokatorką – z Rosjanką, zawsze w autokarze siedziałyśmy razem. Dobrze poznałam się także z Włoszką, z Greczynką, która studiowała na Słowacji, z Litwinką i z Ukrainką. Jeśli chodzi o moją współlokatorkę, to nie mogłam lepiej trafić. Elmira była chyba najfajniejszym punktem tego zgrupowania. Bardzo, bardzo się polubiłyśmy nawzajem. Poznałyśmy się wcześniej w Warszawie, ale tak naprawdę zaprzyjaźniłyśmy się dopiero w Moskwie. W pokoju przebierałyśmy się w dresy i tańczyłyśmy „Biełyje Rozy”, w autokarze, gdy inne dziewczyny poprawiały makijaże i szykowały się na kolejną imprezę, my słuchałyśmy rosyjskiej muzyki i śpiewałyśmy. Miałyśmy naprawdę super kontakt i świetnie się dogadywałyśmy.

Na konkursie MU odniosłaś duży sukces. Jako pierwsza Polka w historii wywalczyłaś tytuł Miss Photogenic, którego Ci bardzo serdecznie gratulujemy. A jednak pozostał pewien niedosyt. Należałaś do ścisłego grona faworytek i przyznam, że nie pamiętam, żeby Polka kiedykolwiek, na jakimkolwiek innym konkursie piękności budziła takie emocje. Byłaś świadoma tego, że jesteś jedną z faworytek i typuje się Ciebie nawet do korony?

Tak, wielki szum był wokół mnie. Same dziewczyny mi mówiły, Hiszpanka, czy Wenezuelka, że w ich krajach, obok ich samych, uchodzę za faworytkę. To było dla mnie bardzo miłe.

Czułam, że się podobam, bo do Rosji przyjechali fani z różnych krajów, było bardzo dużo kibiców dziewczyn z Wenezueli, z Portoryko, z Filipin, ale gdy wychodziłam z hotelu, mieli oni przygotowane moje zdjęcia, żebym im podpisała, mówili, że jestem wśród ich faworytek, albo chcieli, żebym zrobiła sobie zdjęcie razem z nimi. To było dla mnie aż dziwne, byłam w szoku, ale jednocześnie było mi tak miło… To mi zrekompensowało fakt, że praktycznie przez całe zgrupowanie nie widziałam nikogo z Polski. Ówczesna Dyrektor Generalna konkursu Miss Polonia dojechała dopiero dzień przed finałem i to późnym wieczorem. Dlatego tym bardziej taka sympatia fanów z innych państw, których spotykałam gdzieś w hotelowym holu, czy podczas pokazu strojów narodowych, była niesamowita. Inne dziewczyny mają to na co dzień, Polkę spotkało to po raz pierwszy.

Ale nie tylko fanom się podobałam. Przez całą ekipę Miss Universe również byłam bardzo dobrze odbierana i mam z tym związane bardzo miłe wspomnienia. Odbyłam kilka bardzo sympatycznych rozmów z Paulą Shugart. Ci wszyscy ludzie, którzy przyjechali z Los Angeles, cała ekipa filmowa i zdjęciowa na czele z Fadilem Berishą mówili mi, że jestem jedną z ich faworytek. Bardzo się im podobałam. Podobało im się, że jestem zupełnie inna, niż reszta dziewczyn, że jestem naturalna i jestem sobą. Moje konkurentki były tylko Miss, a ja mam swoje życie i pasje. Dla nich było to zaskakujące. Cieszyli się, że zamiast ślęczeć w nieskończoność przed lustrem przed każdym nagraniem, rozmawiam z nimi, że uśmiecham się zawsze, a nie tylko do kamery. Oświetleniowcy, dźwiękowcy rozmawiali praktycznie tylko ze mną i z Amerykanką, którą znali jeszcze z wyborów Miss USA.

Podczas kręcenia naszych wizytówek, każda z nas miała do wykonania inne zadanie aktorskie. Ja miałam udawać, że uciekam przed potworem. Jako jedyna nie miałam dubla. Inne dziewczyny losowały pytanie, długo zastanawiały się nad odpowiedzią, próbowały w nieskończoność. Ja na nagranie miałam dosłownie 5-10 minut, bo musiałam od razu pojechać na następne zdjęcia. Więc weszłam, zrobiono mi sesję z polską flagą, a później nakręcono ujęcie do filmowej wizytówki bez żadnego dubla. I operatorzy, którzy byli ze szkoły aktorskiej, powiedzieli, że byłam najlepsza, najlepiej to zagrałam, z największym dystansem i przymrużeniem oka.

Tony Ward podczas próby chodzenia do jego pokazu powiedział, że jedyną dziewczyną chodzącą profesjonalnie, jak typowa modelka, jest Miss Polonia. Dlatego miałam 4 wyjścia i dlatego otwierałam i zamykałam jego pokaz. 

Odbiór mojej osoby był super i również na jurorach podczas preeliminacji zrobiłam bardzo dobre wrażenie. Jedna z jurorek, Elena Seminikina, mówiła później, już po finale do mnie i do Małgorzaty Herde, że byłam w gronie jej faworytek i że podczas preeliminacji jurorzy obstawiali, że to ja wygram lub będę w ścisłej czołówce. Urzekło ich, że podczas rozmów z nimi w pewnym momencie zaczęłam mówić po rosyjsku, że byłam mega wyluzowana, opowiadając np. o swoich siniakach. Elena nie miała pojęcia, co się stało, dlaczego nie znalazłam się w Top 16. Podczas bankietu koronacyjnego podchodziło do mnie wielu fanów, organizatorów, potencjalnych pracodawców. Wszyscy mówili, że należałam do ich faworytek, nawet szefowie konkurów piękności z innych krajów, np. organizatorka Miss Dominikany. To było bardzo miłe. Podczas tegoż bankietu doszło do jeszcze jednego fajnego zdarzenia. Podszedł do mnie tata Olivii Culpo, przywitał się, zapoznał mnie ze swoimi synami, czyli braćmi Olivii i powiedział, że zarówno on, jak i Olivia stawiali m.in. na mnie.

Nawet jak wróciłam już do Polski, to też dostawałam od dziewczyn informacje, że ich krajowi organizatorzy najbardziej żałowali właśnie mnie, mówili: „Taka super dziewczyna, a nikt jej tam nie docenił.”

Dlatego, nie chcę być nieskromna, ale ja miałam powody być pewną awansu do Top 16, nie wierzę w to, że mogłam się nie podobać. Gdyby tak było, nikt by mnie przecież nie angażował do tych wszystkich projektów, w których brałam udział. 

Co się zatem stało? Dlaczego zabrakło dla Ciebie miejsca w Top 16? Może to „sprawka” Donalda Trumpa?

Nieee…(śmiech). Donald Trump nie ma żadnego wpływu na werdykt, nie był na zgrupowaniu, on jedynie firmuje konkurs swoim nazwiskiem i twarzą. Nasz kontakt z nim ograniczył się do podania mu ręki. Kilka dni przed finałem przy obiedzie poinformowano nas, że za chwilę go poznamy. Śmiać mi się chciało, gdy wszystkie dziewczyny rzuciły się do toalety, zaczęły się poprawiać, malować, zupełnie jakby się na randkę wybierały. A całe spotkanie wyglądało tak, że kiedy wchodziłyśmy na główną scenę, pan Trump, stojący pod nią, każdej z nas uścisnął dłoń. Później pojawił się jeszcze niezapowiedziany w naszej garderobie już w dniu finału, kiedy szykowałyśmy się do gali. Wówczas zamienił jedynie kilka słów z Filipinką, złożył jej wyrazy współczucia z powodu huraganu, który nawiedził jej kraj dzień wcześniej. I tyle.

Dlaczego zabrakło mnie w Top 16? O wyborze Miss Universe nie decyduje do końca uroda. Ja uważam tak i z mojej obserwacji mogę wywnioskować, że Miss Universe to konkurs bardzo nastawiony na biznes. I kraje latynoamerykańskie zawsze będą w nim przodować. No bo skoro na miejsce zgrupowania przyjeżdża telewizja Telemundo i codziennie robi godzinną transmisję z wyborów MU, rozmawia ze wszystkimi Miss z krajów hiszpańskojęzycznych, więc jest to naturalne, że dziewczyny z tej części świata są atrakcyjne dla organizatora, bo zapewniają mu cały czas reklamę i popularność w swoich krajach. W Wenezueli, czy innych państwach Ameryki Łacińskiej panuje prawdziwy kult Miss. Staje się ona wizytówką piękna, drugą po prezydencie osobą. Ludzie wiwatują na jej widok. Popularność konkursów piękności w danym kraju, promocja swojej Miss ma bardzo duże znaczenie dla późniejszych sukcesów na międzynarodowej arenie. Taki przykład: podczas zgrupowania, chyba na tydzień przed finałem, do Moskwy przyjechał prezydent Ekwadoru ze świtą ok. 200 osób. Zorganizowano spotkanie w Ambasadzie Ekwadoru, na które zaproszono całą organizację Miss Universe. Pojawili się na nim również przedstawiciele ambasady rosyjskiej i moja współlokatorka – Miss Rosji. Podejrzewam, że to miało duże znaczenie przy wyborze Miss Ekwadoru na 2 Wicemiss Universe. Faktycznie na MU Latynoski tworzyły taką swoją „klikę”, były bardzo mocną grupą. I ostatecznie w Top 5 znalazły się aż 3 dziewczyny z Ameryki Południowej. Zwyciężyła Wenezuelka, choć tyle się mówiło, że w tym roku musi wygrać Europejka.

Bardzo duże znaczenie, tak mi się wydaje, mają relacje i układy biura krajowego z MUO. Dlatego większość organizatorów krajowych przyjeżdża już tydzień wcześniej, uskuteczniają herbatki, kawki, kręcą się w hotelu. Poza tym w różnych krajach różna jest wysokość licencji za udział w konkursie i siłą rzeczy największe szanse mają przedstawicielki tych państw, gdzie ta licencja jest najdroższa.

Jak ja mam być atrakcyjna dla organizacji Miss Universe jeżeli żadna telewizja w moim kraju, nawet regionalna, nawet internetowa, nie kupiła praw do transmisji, choć wiem, że cena była bardzo niska. Biuro Miss Universe na Polce nie zarabia, po co mają mnie dać do Top 16, skoro nikt mnie nie będzie oglądał? U nas cały czas się tylko krytykuje konkursy piękności, wciąż panuje stereotyp, że Miss to słodkie lale, które nic sobą nie reprezentują. Szczerze? Uważam, że nawet jakbyśmy wysłali jako reprezentantkę Polski Angelinę Jolie, to nie będzie ona miała najmniejszych szans, dopóki w Polsce te wybory nie interesują nikogo, poza garstką fanów.

Trochę pesymistycznie to brzmi. To może w ogóle nie warto na Miss Universe Polki wysyłać, bo nigdy, a przynajmniej przez wiele najbliższych lat nie przełamiemy złej passy?

Ależ nie, są szanse, żeby tą złą passę przełamać. Z każdym rokiem Polki są przecież coraz bardziej dostrzegane. Marcelinka pierwsza przetarła szlaki (red: awans do Top 16 w 2012 roku). Do tej pory w telewizji jedynie pokazywano finałową galę Miss Polonia i tyle. A w tym roku pierwszy raz było takie zainteresowanie konkursem Miss Universe w polskich mediach. Duża w tym zasługa byłej już Dyrektor Generalnej konkursu Miss Polonia Małgorzaty Herde i Moich Fanów. Dzięki ich zaangażowaniu i współpracy, rozpowszechnianiu moich zdjęć, szybkiemu przekazywaniu informacji, pierwszy raz polskie media zainteresowały się tym konkursem na taką skalę. W kraju obwołano mnie Miss Universe jeszcze zanim odbyła się finałowa gala. To było bardzo miłe. Przeciętny Kowalski wciąż nie ma pojęcia, kto jest Miss Polonia, czy tym bardziej, co to jest konkurs Miss Universe, ale to się powoli zaczyna zmieniać. Mam nadzieję, że może trochę ja też swoim tytułem Miss Foto Universe w tym pomogę. I im bardziej będziemy się tym tematem interesować, tym następne Polki będą miały większe szanse na międzynarodowe sukcesy.

Szkoda tylko, że zabrakło czasu antenowego na ogłoszenie laureatek tytułów komplementarnych – Miss Foto, Miss Przyjaźni, i o swoim wyróżnieniu dowiedziałam się dopiero podczas bankietu koronacyjnego. Zresztą nawet podczas koronacji nowej Miss Universe leciały napisy końcowe.

Ale przecież najwięcej, mimo wszystko, zależy od samej dziewczyny. Jakich Miss Polonia powinniśmy szukać, aby miały szanse na Miss Universe? Jakie cechy są ważne w kontekście tego konkursu?

Wydaje mi się, że bardzo ważne jest, żeby dziewczyna miała mocny charakter i dużą odporność psychiczną. To nie może być osoba słaba, cichutka, nieśmiała. Naprawdę, bo na tle tych innych dziewczyn, nie będzie miała najmniejszych szans, żeby się przebić. Mi tu w Polsce wytykano, że jestem za bardzo wygadana, pewna siebie, przebojowa. Tam na zgrupowaniu prawie każda dziewczyna była taka jak ja. Poza tym nasza reprezentantka musi się w tym świecie dobrze czuć – musi lubić się przebierać, malować, cały czas być na „tip-top”. Musimy wysyłać takie dziewczyny, które chcą tam być, jadą tam, bo mają misję do spełnienia. Tego konkursu nie można traktować wyłącznie jak przygody, jak wakacji, okazji do pozwiedzania nowych miejsc, czy poznania nowych koleżanek. To jest naprawdę przede wszystkim misja, zadanie do wykonania, które trzeba zrobić jak najlepiej. To jest ciężka praca.

Wywiad z P. Podlewską

Paulina Podlewska – II Vicemiss Polski 2012

Wywiad przeprowadzony dla Globmiss w styczniu 2014 r.

Fani wyborów Miss zastanawiają się często, dlaczego potencjał młodych, pięknych i inteligentnych dziewczyn, jakimi są laureatki regionalnych, a zwłaszcza krajowych konkursów piękności, jest w tak niewielkim stopniu wykorzystywany. Niektórzy organizatorzy regionalni dbają o swoje podopieczne i promują ich tytuły i wizerunek nie tylko w roku ich panowania, ale i często po przekazaniu przez nie korony. Ale niestety są również i tacy, którzy ograniczają się do organizacji finałowej gali i na tym ich zainteresowanie wybraną Miss się kończy. Na szczęście same dziewczyny próbują to zmienić i coraz częściej biorą inicjatywę w swoje ręce. Przykładem takiej właśnie Miss jest Paulina Podlewska.

Jestem 23 letnią Torunianką. W regionie kujawsko – pomorskim dominującą pozycję zajmują konkursy będące eliminacją do Miss Polski i Miss Polski Nastolatek. Od wielu lat tak jest. I widać to nawet w liczbie Miss z tego regionu. W konkursie regionalnym wystartowałam zatem dlatego, gdyż wiedziałam, że jest on eliminacją do konkursu ogólnopolskiego – Miss Polski. Zgłoszenie wysłałam spontanicznie, po rozmowie z Anią Krupą (1 Wicemiss Polonia 2011), której gratulowałam sukcesu.

Na finale regionalnym zdobyłam tytuł Miss Pomorza i Kujaw 2012 i dzięki temu otrzymałam prawo udziału w dalszych, tym razem już ogólnopolskich etapach konkursu – ćwierć i półfinale Miss Polski. Ćwierćfinał był „formalnością”, gdyż jako miss regionu miałam zagwarantowany start w półfinale.

Półfinał w Kozienicach wspominam miło głównie dzięki współlokatorce Kasi Jacewicz. Oczywiście poprzedzało go zgrupowanie. Zgrupowania konkursowe to wbrew pozorom nie sielanka i wakacje, a ciężka praca – sesje zdjęciowe lub filmowe oraz próby choreograficzne. A wiadomo, że im więcej dziewczyn, tym większe zamieszanie 😉 Na pewno był to przedsmak zgrupowania przed finałem krajowym. Uczyłyśmy się choreografii, przeszłyśmy ekspresowy kurs chodzenia w butach na obcasie, dostawałyśmy wskazówki od fotografów, jak korzystnie zaprezentować się na zdjęciach, rady od fryzjerów i makijażystek. Półfinał również okazał się dla mnie szczęśliwy i znalazłam się w gronie 22 finalistek Miss Polski 2012!

Paulina dalej idzie jak burza. Zdobyte dotychczas doświadczenie wykorzystuje podczas zgrupowania przedfinałowego.

Zgrupowanie przed finałem wspominam bardzo dobrze. Oczywiście czas wypełniały nam sesje, nagrania, próby. Ale także wypady wieczorami na kręgle, jacuzzi i inne atrakcje 😉 Piękny hotel w środku lasu, cisza, spokój i świadomość, że za kilka dni będzie się reprezentowało swój region przed tyloma widzami.

Miałyśmy okazję poznać się lepiej z dziewczynami. Panowała wśród nas pozytywna atmosfera. Rywalizacja? Nie dało się odczuć rywalizacji, przynajmniej ja jej nie odczułam. Choć oczywiście każda z nas miała swoje typy do Top 5, ale też każda zapewne w głębi duszy chciała sięgnąć po koronę. Krążą opinie, że konkursy tego typu to konkursy próżności – definitywnie się z tym nie zgadzam. Finalistki to licealistki i studentki z pasjami i talentami. To normalne dziewczyny – miały odwagę zgłosić się do konkursu.

Plotki? Sensacyjki? Skandale? Zauważyłam, że dość duże dyskusje prowadzone były wokół dwóch finalistek, które w trakcie zgrupowania zrezygnowały. Doszukiwano się w tym skandalików. Z mojej wiedzy wynika, że złożyły rezygnację z dalszej rywalizacji z powodów osobistych i nie było w tym nic, co mogłoby wywołać plotki.

Zgrupowanie dobiegło końca. Ostatnim jego akcentem był koncert finałowy, podczas którego ogłoszono, iż Miss Polski 2012 została Katarzyna Krzeszowska.

Magia. Tak podsumować mogę galę finałową. Orlen Arena i scena, którą zobaczyłyśmy dzień przed finałem, zrobiła na nas ogromne wrażenie. Gdy doszły do tego kreacje, nagłośnienie, światła, oprawa graficzna i przede wszystkim widzowie, był to dla mnie spełniający się sen. Co roku oglądałam wybory miss wraz z mamą przed telewizorem, a teraz stanęłam po drugiej stronie. Najwięcej stresu było w garderobie, gdy bałyśmy się, że nie zdążymy przebrać się na kolejne wyjście. Był to jednak, jak się okazało, stres niepotrzebny.

Kasia Krzeszowska na pewno była jedną z faworytek całej edycji Miss Polski 2012. Choć nie było tzw. wywiadów scenicznych podczas gali finałowej, to osoby odpowiedzialne za wybór Miss Polski prowadzą takie rozmowy przed finałem. Wśród dziewczyn wzbudzających intensywniejsze zainteresowanie była właśnie Kasia. Miłe dla mnie było, że często wśród publicznych faworytek stawiano i moją osobę (red.: Top 7 Globmiss Polski’12). Wdzięczna jestem też bardzo za tytuł Miss Telewidzów. Cieszy mnie, ze zostałam najpiękniejsza w oczach takiego jury.

miss Polski.

Trzecie

Paulina powiedziała, że finałowa gala to był dla niej spełniający się sen. Czy kiedy zgasły światła reflektorów, a publiczność rozeszła się do domów, ten sen trwa nadal? Czy na Paulinę spadł deszcz nagród, a telefon się urywa od propozycji? A może nastąpiło gwałtowne przebudzenie?

Obecnie startując w konkursach piękności chyba dziewczyny niespecjalnie nastawiają się na „deszcz nagród”. Ale jeśli już one są, to wiadomo, że każda z nas uważa za obowiązek je otrzymać wraz z tytułem.

Jako 2 Wicemiss Polski 2012 chciałam móc reprezentować nasz kraj na arenie międzynarodowej. I cieszę się bardzo, że tak się stanie. Wiadomo, że największym zaszczytem byłoby reprezentować Polskę na Miss Świata. Ale ten przywilej jest tradycyjnie zarezerwowany dla Miss Polski. Aczkolwiek udział w pozostałych konkursach międzynarodowych, na które delegowane są laureatki Miss Polski, też jest na pewno powodem do radości. Wybór delegatek należy do organizatora Miss Polski i dostałam od niego taką propozycję, którą przyjęłam z radością. Póki oficjalnie nie zostanie jednak upubliczniona informacja o tym, na jaki konkurs międzynarodowy wyjadę, muszę powstrzymać się od ujawnienia jego nazwy 😉 Mogę tylko powiedzieć, że bardzo się cieszę 🙂 (red.: wstępnie miał to być konkurs Bride of the World, który został odwołany)

Finał Miss Polski odbył się w grudniu, upłynął więc już prawie rok i można pokusić się o pierwsze podsumowania. Czy warto być Miss?

Na wnioski, czy konkurs Miss Polski dał mi to, na co liczyłam, chyba trochę za wcześnie. Odpowiem na to pytanie po powrocie z konkursu międzynarodowego i jeśli wszystko się powiedzie, to odpowiedź będzie brzmiała, że TAK. 🙂

Myślę, że warto to przeżyć. Zawsze jest to jedna z przygód w życiu, o której można w przyszłości opowiadać dzieciom i wnukom 😉 Trzeba jednak pamiętać, że wybory Miss to szkoła życia i na pewno udział, czy tym bardziej sukces w nich nie oznacza wyłącznie plusów, ale ma też negatywne aspekty.

Na pewno konkurs piękności daje to poczucie świadomości, jak należy dbać o swój wizerunek. Współpracuje się z profesjonalistami, można zatem zaczerpnąć od nich cenną wiedzę w tym zakresie. Choćby z tych powodów myślę, że warto podjąć to ryzyko. Przecież nawet jeśli nie wygramy, ta wiedza nadal pozostaje i to na całe życie.

Udział w wyborach Miss, nieustanne poddawanie się ocenie, wiąże się z dużym stresem. Wszystko jednak zależy od charakteru, osobowości i podejścia kandydatki. Nie miałam problemu z tremą wiążącą się z publicznymi wystąpieniami, autoprezentacją. Każda zgłaszająca się do konkursu piękności dziewczyna musi zdawać sobie sprawę, że są różne kanony piękna, ale w wyborach Miss nie tylko o nie chodzi. Musi mieć świadomość, że będzie poddana opinii publicznej, będzie mogła usłyszeć lub przeczytać na swój temat zarówno dobre, jak i negatywne opinie. Mając „zdrowe” podejście do konkursu, dziewczyny zdobywają nowy bagaż doświadczeń, nowe znajomości i miło spędzany czas. Jest to odskocznia od rzeczywistości, ponieważ nagle przez 2 tygodnie nie myślisz o niczym innym, tylko o zbliżającej się gali.

Bezcenne są zawarte podczas konkursu znajomości, szczególnie z dziewczynami. Jeśli spotkasz na zgrupowaniu bratnią duszę, przebywasz z nią przez 2 tygodnie, ma się wiele wspólnych tematów do wieczornych rozmów, to może to być fundament prawdziwej przyjaźni. Jednakże, ponieważ pochodzimy z różnych części Polski, kontakt utrzymuję z innymi Miss na portalach społecznościowych. I myślę, że głównie takie relacje są pomiędzy dziewczynami po finale.

Ale są i pułapki. Jeśli ktoś próbował nas oszukać, był nieszczery, miał złe intencje, to stykając się z takim traktowaniem, uczymy się oceniania zachowań różnych osób wobec nas. Z jakim skutkiem, to już zależy od mądrości i świadomości uczestniczki wyborów Miss. Przykrym faktem jest dla mnie to, że w moim regionie sukces w konkursie Miss jest zupełnie niewykorzystywany. Choć minął już rok od gali, mój tytuł onieśmiela wiele instytucji czy osób. Utrzymuję kontakt prywatny z kilkoma miss z mojego regionu i one też przyznają, że chętnie zaangażowałyby się w inicjatywy wspierające szczytne cele, czy promowanie regionu. Organizator regionalny nigdy dotychczas nie podejmował takich inicjatyw. Zatem sama próbuję to zmienić. Wspólnie z pozostałymi Miss podjęłyśmy pierwsze próby. Ale to bardzo trudne zadanie, a nasze chęci to za mało, by przekonać drugą stronę, że warto poprosić laureatki konkursów piękności o wsparcie w promowaniu miasta, regionu czy inicjatywy charytatywnej.

Co dalej? Jak będzie wyglądało jej dalsze życie? Czy Paulina chciałaby, aby konkurs Miss Polski stał się dla niej sposobem na życie?

Nigdy nie czułam się „urodzona do bycia miss”. Fakt, ze trafiłam do rywalizacji w tego typu imprezie nie jest na pewno moim celem samym w sobie. Przeżyłam przygodę, która sporo mnie nauczyła. Wiele rzeczy mi uświadomiła. Tego na co dzień nie miałabym możliwości zobaczyć i doświadczyć. Sukces w Miss Polski nie dokonał w moim życiu codziennym rewolucji. Fakt – stałam się osobą publicznie rozpoznawalną – muszę się bardziej pilnować wizerunkowo i nauczyłam się oceniać intencje różnych osób wobec mnie. W pozostałych aspektach pozostałam tą samą Pauliną, co przed konkursem 😉 Studiuję dziennie na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w moim rodzinnym mieście na kierunku Finanse i Rachunkowość. Wolny czas spędzam w gronie najbliższych oraz z moimi zwierzakami. Prowadzę zdrowy tryb życia, łącząc wegetarianizm z aktywnością fizyczną. Trenuję w jednym z toruńskich klubów fitness, uwielbiam spędzać czas na świeżym powietrzu spacerując czy jeżdżąc na rowerze.

Czego możemy życzyć Paulinie? Sukcesu na konkursie międzynarodowym i tego, by udało jej się przekonać właściwe osoby, czy instytucje do współpracy w zakresie promowania regionu lub działalności charytatywnej. Jednym słowem do tego, że Miss to dziewczyny z potencjałem, który nie tylko warto, ale wręcz należy wykorzystać.

Prezentacja M. Haruk

MARTA HARUK – finalistka Miss Polski 2013
 22 lata, Wałbrzych
 studentka III roku logistyki w PWSZ im. Angelusa Silesiusa w Wałbrzychu
 Zainteresowania: motoryzacja, jazda na snowboardzie, uwielbia zwierzęta, w szczególności
koty
 Jak spędza wolny czas: modeling jest dla niej rozrywką, relaksuje się jeżdżąc samochodem
oraz czytając książki, uwielbia spędzać czas ze znajomymi
                                                                                                                                Plany i marzenia: nie ma planów na przyszłość, ponieważ chwyta każdy dzień i czeka na to co przyniesie jej los
                                                                                                                                    Dlaczego zdecydowała się na start w konkursie Miss Polski: „Udział w konkursie Miss Polski zawdzięczam mojej organizatorce regionalnej,  która  widziała  we  mnie  potencjał  i szczerze zachęcała  mnie  do startu, za  co  obecnie jestem jej bardzo wdzięczna. Sam występ w konkursie traktuję jako kolejną szansę, którą otrzymałam od losu i postaram się wykorzystać ją jak najlepiej. Motywacją do udziału w tej imprezie jest prestiż, jakim cieszy się Miss Polski, ale także ilość drzwi, które otwiera przed nami ten konkurs.”
                                                                                                                                      Ulubiona Miss: Agnieszka Kotlarska, na którą zwróciłam szczególną uwagę po tym, jak coraz więcej osób zauważało moje podobieństwo do pani Agnieszki. Zaczełam się interesować jej karierą oraz życiem i uważam, że jest to jedna z najlepszych polskich królowych piękności tamtych lat. Jej ekspresowo rozwijająca się kariera  w  USA  jest  dla  mnie  wzorem do naśladowania.  Uważam, że  Pani  Agnieszka  osiągnęła  to wszystko ciężką pracą, ale potrafiła przy tym pozostać nadal rodzinną i troskliwą osobą. Dla mnie jest jednym z nielicznych wzorów do naśladowania.”
                                                                                                                                    Jej największy atut, jako Miss:  „nie  mnie  oceniać  jaka  jestem,  najlepszym  weryfikatorem każdej  osoby są  ludzie,  którzy ją otaczają. Jednak za największy paradoks mojego życia uważam to, że moim zdaniem moja największa zaleta, ale i wada jest tym samym, jest to mianowicie szczerość, która przez jednych jest ceniona zaś przez innych wręcz przeciwnie.”
                                                                                                                                      Ideał faceta: „Uważam, że nie  ma  ludzi  idealnych, zarówno  kobiet  jak  i  mężczyzn,  istnieją tylko  osoby  idealne  dla  nas,  które nalezy odnaleźć. Każdy mężczyzna jest jedyny w swoim rodzaju i wystarczy, że  posiada  cechy nam odpowiadające. Nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, co dla mnie jest idealne w moim chłopaku, po prostu wzajemnie się uzupełniamy…”

Zdjęcie i prezentacja M. Grzębskiej

Zdjęcie z prywatnego archiwum Martyny Grzębskiej – finalistki Miss Polski 2013

Zdjęcie od M. Grzębskiej

 

MARTYNA GRZĘBSKA

  • 18 lat, Toruń

  • uczennica V Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Pawła II w Toruniu, obecnie jest w klasie maturalnej

  • Miss Kujaw i Pomorza 2013, Miss Foto

  • Plany i marzenia: ukończenie szkoły z jak najlepszymi wynikami, a następnie studia psychologiczne. W planach uwzględniła również realizację największych marzeń, czyli skoku ze spadochronem oraz wyjazdu do Indii.

  • Dlaczego zdecydowała się na start w konkursie Miss Polski: Cała moja historia z konkursem Miss Polski zaczęła się od castingu do wyborów Miss Kujaw i Pomorza 2013, do którego namówiła mnie koleżanka. Długo zastanawiałam się nad tym, czy pójść. Dzisiaj jestem bardzo zadowolona z mojego wyboru, ponieważ miałam szansę zobaczyć wszystko z innej perspektywy. Moją największą motywacją do udziału w konkursie była ciekawość poznania „świata Miss” od drugiej strony, sprawdzenia, czy stereotypy o dziewczynach biorących udział w konkursach piękności są prawdziwe. Teraz wiem, że większość to tylko mity 🙂

  • Idealna królowa piękności:pierwszą osobą, która przyszła mi na myśl jest Paulina Podlewska – II Vicemiss Polski 2012. Poznałam ją na etapie regionalnym, jest piękną, życzliwą i bardzo kontaktową kobietą, której uśmiech nie znika z twarzy. Według mnie idealna Miss Polski powinna być energiczną, pełną zaangażowania osobą, która dobrze wykorzysta rok, kiedy będzie nosiła koronę, czas, w którym będzie reprezentowała Polskę. Powinna wyróżniać się zarówno nietuzinkową urodą, jak i ciekawym charakterem.

  • Jej największy atut, jako Miss: „szczery uśmiech, z którym postaram się powalczyć o tytuł najpiękniejszej 🙂

  • Ideał faceta:kontaktowy, energiczny, mający chęć do życia, jednocześnie powinien być opiekuńczy, troskliwy oraz wyrozumiały. Perfekcyjny facet musi mieć poczucie humoru! Fajnie by było, gdyby podzielał moje zainteresowania.

Historia konkursu Miss Polonia

Pierwszy lokalny konkurs piękności odbył się pod koniec XIX w. w Spa w Belgii. 

Pierwszym międzynarodowym konkursem piękności w Europie i na świecie był konkurs MISS EUROPE, który odbył się po raz pierwszy w Paryżu w latach dwudziestych.

W latach 50-tych powstały dwa największe światowe konkursy piękności – w roku 1951 MISS WORLD, a w rok później, w 1952 r., MISS UNIVERSE.

Konkurs Miss Polonia należy do najstarszych tego typu imprez na świecie i jest starszy od najbardziej dziś znanych „Miss World” i „Miss Universe” o ponad dwadzieścia lat. Autorem nazwy konkursu: „Miss Polonia” jest literat Tadeusz Boy-Żeleński.

Miss Polonia daje szansę podróżowania, pokazania się światu, zaistnienia w mediach, filmie, telewizji, na scenie i estradzie czy na wybiegu, a nawet… w biznesie i polityce. Że jest to możliwe pokazują przykłady Anety Kręglickiej, Małgorzaty Rożnieckiej, Ewy Wachowicz, Alicji Bobrowskiej, Bogny Sworowskiej, Renaty Gabryjelskiej, Joanny Michalskiej, Ilony Felicjańskiej, Magdaleny Jaworskiej, Renaty Fatli, Marzenny Wolskiej, Joanny Gapińskiej, Brygidy Bziukiewicz, Agnieszki Zielińskiej, Marty Matyjasik, Karoliny Gorazdy, Katarzyny Borowicz, i wielu innych laureatek i finalistek konkursu Miss Polonia.

Konkurs ten to najstarszy, największy, najbardziej renomowany i prestiżowy konkurs piękności w Polsce. Jedyny, który posiada licencję najsłynniejszych światowych konkursów piękności. Biorąc w nich udział, piękne Polki promują nasz kraj i godnie reprezentują urodę jego mieszkanek oraz przysparzają splendoru konkursowi Miss Polonia. Wśród tytułów, którymi mogą poszczycić się laureatki konkursu Miss Polonia są m. in. Miss World 89, Miss International 2001, Miss Planet 92, World Miss University 93, Miss International Tourism 93 i 98, Wicemiss International 89, Wicemiss Europy 88, 97 i 2003, Wicemiss Earth 2003 i 2005, Wicemiss Universe 58, 86 i 89, Wicemiss World Miss University 96, Wicemiss Globe International 95, Wicemiss Słowianka 95, Miss University of Europe 94, Miss Bride of the World 93, Wicemiss Queen of the Year 96 i 97, Wicemiss Festival and Pageant Columbia 96, Miss Baltic Sea and Scandinavia 2005 i 2006 oraz Wicemiss Baltic Sea and Scandinavia 2007 i wiele innych.

Corocznie w konkursie Miss Polonia bierze udział od tysiąca do kilku tysięcy uczestniczek. W historii, którą przedstawiliśmy, wymienionych jest zaledwie kilkadziesiąt, tych najbardziej utytułowanych, lecz pamiętamy przecież także i o tych, które nie trafiły na najwyższe podium, ale wspaniale zaistniały w konkursach regionalnych, stając się lokalnymi bohaterkami, czerpiąc satysfakcję z wielu spotkań z publicznością, z udziału w koncertach, imprezach regionalnych i charytatywnych. Konkurs często staje się dla wielu wspaniałych dziewcząt przyczynkiem do startu w dorosłe życie, motywacją do osiągnięcia sukcesu, pretekstem do pracy nad sobą, obudzeniem chęci doskonalenia się, zdobywania wiedzy, bycia kimś potrzebnym i pożytecznym…

To także cele jakie stawia przed sobą konkurs Miss Polonia, to ideały do których dąży. W roku 2006 konkurs Miss Polonia obchodził jubileusz 77-cio lecia. To wiek szacowny, skłaniający do refleksji i wspomnień. Konkurs jednak, to nie tylko poczet koronowanych głów, lecz wielkie organizacyjno-promocyjno-artystyczne przedsięwzięcie, w którym swoje ważne miejsce mają wszyscy organizatorzy, telewizja i realizatorzy, wykonawcy i sponsorzy, bez których te wszystkie udane koncerty i widowiska nie byłyby możliwe. Wszystkim należą się wyrazy największego uznania i szacunku oraz wdzięczności za sposób podejścia do idei promocji urody polskich dziewcząt, promocji ideału harmonii piękna zewnętrznego z pięknem wewnętrznym, osobowości, intelektu i aktywności w życiu. Te wszystkie ideały prawdziwie i wszechstronnie pięknej młodej Polki, ciekawej życia, aktywnej i przebojowej, aspirującej do miana nowoczesnej, a jednocześnie subtelnej i delikatnej w swej kobiecości, są przez konkurs Miss Polonia szanowane i podkreślane od samego początku. Wszak mimo upływu prawie 80 lat, mimo zmieniających się mód, strojów czy fryzur, ideał w zmodyfikowanej jedynie formie pozostaje taki sam. Jednym z ważnych miejsc gdzie się o tym cały czas pamięta jest konkurs MISS POLONIA. I niech tak nadal będzie!…

http://www.misspolonia.com.pl/index.php option=com_content&view=article&id=51&Itemid=70