Paulina Krupińska – Miss Polonia 2012, Miss Photogenic na konkursie Miss Universe 2013
Wywiad, który przeprowadziłam dla Globmiss w lutym 2014 roku
Witaj Paulino! Kiedy rozmawiałyśmy poprzednim razem, mówiłaś, iż bardzo cieszysz się, że finał Miss Universe 2013 odbędzie się w Rosji, bo jeszcze nigdy nie byłaś w tym kraju, a bardzo chciałabyś go poznać. Czy zatem udało się zobaczyć Rosję? Dużo zwiedziłaś?
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że zwiedziłam Rosję. Praktycznie nie ruszałyśmy się poza Moskwę, a nawet i ją widziałam głównie z okien autobusu, gdy przemieszczałyśmy się z hotelu do miejsca kolejnego wydarzenia. Wprawdzie byłyśmy na Placu Czerwonym, miałyśmy przewodniczkę, ale było tak bardzo zimno, że zwiedzanie tego miejsca przewidziane na godzinę, trwało może połowę tego czasu, a całą resztę spośród łącznie pięciu godzin, które tam spędziłyśmy, poświęciłyśmy na pracę – kręcenie materiałów filmowych, wywiady, pozowanie do zdjęć. O Moskwie mogę zatem powiedzieć tylko tyle, że kojarzy mi się z jednym wielkim korkiem komunikacyjnym i że jest to miasto kontrastów – obok pięknych luksusowych budynków – wielka bieda. To bardzo rzucało się w oczy i było takie trochę porażające. To, co ja najbardziej zapamiętam z Moskwy, to jej mieszkańcy. Z nimi wiążą się dla mnie najfajniejsze wspomnienia. Chcę w tym miejscu obalić pokutujący w Polsce mit, że Polacy z Rosjanami żyją źle. Jest wprost przeciwnie, muszę powiedzieć, że wszyscy ludzie, z którymi się tam zetknęłam, obsługa cateringowa, makijażyści, czy fryzjerzy, bardzo mnie wspierali i cały czas mówili tak: „A, Polka, to Ty jak nasza jesteś”. Osobiście nie spotkałam się z ani jednym złym zdaniem na temat Polski, wszyscy bardzo miło się o naszym kraju wypowiadali i bardzo mi tam kibicowali.
Wspomniałaś już, że praktycznie przez całe zgrupowanie pracowałyście. Naprawdę było aż tak ciężko?
Tak, takie zgrupowanie to jest bardzo ciężka praca. Konkurs Miss Universe jest nastawiony na biznes, reklamę. Miałyśmy codziennie listę zadań i „odhaczałyśmy” na niej kolejne punkty. Trzy tygodnie żelaznej dyscypliny, jak w wojsku. Nie można mieć gorszego dnia, z powodu choroby opuścić prób.
I dla mnie najtrudniejszy był kontrast pomiędzy tym, co pamiętałam ze zgrupowania Miss Polonia, a tym, co mnie spotkało podczas konkursu Miss Universe. Oczywiście i Rozalka, i Marcelina opowiadały mi o zgrupowaniu MU, jak to wygląda, ale aż nie chciało mi się wierzyć: „No bez przesady, jak to możliwe, że tam się śpi cztery godziny na dobę? Jak może być tyle zajęć?” Ale faktycznie. Teraz sama będę uprzedzać podczas zgrupowania finalistki Miss Polonia, żeby nie narzekały, bo naprawdę ciężka praca czeka niektóre z nich dopiero na konkursach międzynarodowych. To jest zupełnie inny świat. Tak naprawdę nikt nas nie przygotowuje do takiego zderzenia, a to jest rzeczywiście niesamowita różnica. W konkursach krajowych jest mniejsza liczba sponsorów, organizowane są one z mniejszą pompą, transmisja jest tylko w danym kraju, a Miss Universe to jest wielkie przedsięwzięcie, które ogląda ponad miliard ludzi na całym świecie, tam wszystko się dzieje intensywniej. Jest więcej sponsorów, więc i więcej zdjęć dla nich, nagrań, reklam trzeba nakręcić, więcej udzielić wywiadów.
Takie zgrupowanie to jest ciężka praca i fizyczna, i psychiczna. Cały czas musisz wyglądać jak milion dolarów, bo Cię obserwuje wiele osób – i organizatorzy, i fani, którzy jeżdżą za dziewczynami, robią zdjęcia, komentują później i oceniają w internecie. Praktycznie codziennie byłyśmy na szpilkach ok. 18 godzin na dobę, a bywały dni, że i 20. Zdarzały się takie momenty, że nawet nasza choreografka mówiła: „Dziewczyny nie musicie być teraz na szpilkach, po co Wy to robicie?, po co męczycie swoje nogi?”. Ale i tak żadna nie chciała się odważyć na płaskie buty, bo skoro wszystkie były w szpilkach, to dlaczego któraś miałaby się wyłamać. Chociaż ja tam się czasem wyłamywałam, gdy już z moją współlokatorką Rosjanką myślałyśmy, że nie damy rady. Choćby po halloweenowej imprezie w klubie, gdzie m.in. śpiewała Olivia Culpo z Eminem. Impreza skończyła się o 4.00 nad ranem, w szpilkach spędziłyśmy tego dnia ponad 21 godzin. Nazajutrz na próbie połowa dziewczyn była w płaskich butach.
Jak wygląda organizacja takiego zgrupowania?
Byłyśmy bardzo pilnowane. Winda była zablokowana i na nasze piętro w hotelu nikt nie mógł się dostać, dodatkowo strzegł nas jeszcze ochroniarz. Dziewczyny są podzielone na grupy. W mojej grupie poza mną były jeszcze Rosjanka i Ukrainka. Miała być także Gruzinka, ale z powodu choroby nie dojechała. Każda grupa ma swoją opiekunkę, taką supervisorkę, nazywałyśmy ją „niania”, albo „mama”. Naszą była Heidi z Kalifornii, bardzo fajna, cały czas uśmiechnięta dziewczyna. Dzięki niej byłam zawsze poinformowana o wszystkim. Codziennie pisała nam na karteczkach plan dnia, wymieniała wszystkie rzeczy, które mamy zabrać ze sobą (np. szpilki, sukienka wieczorowa, biżuteria do niej i kosmetyki). Kiedy w danym dniu ja i moja współlokatorka Elmira miałyśmy np. inny grafik, każdej z nas pisała i przyklejała na drzwi osobne karteczki.
Zaskoczył mnie taki żołnierski reżim, pobudka o określonej godzinie, ściśle przewidziany czas na śniadanie itp. Wszystko rozpisane. Zazwyczaj było tak, że jak wychodziłyśmy z hotelu rano, to wracałyśmy do niego późno w nocy. W międzyczasie miałyśmy kilka różnych aktywności i np. po próbie zaledwie 2 godziny na przebranie się w suknię wieczorową na kolację ze sponsorami. Dlatego wiele rzeczy, ubrań, kosmetyków musiałyśmy wozić ze sobą. My dzięki naszej „niani” byłyśmy bardzo dobrze poinformowane, ale niektóre dziewczyny miały nieco gorzej i czasami okazywało się w ostatniej chwili, że czegoś im brakowało, np. sukni na kolację.
Większość naszych eventów, w tym pokaz strojów narodowych, odbywała się w centrach handlowych należących do głównego sponsora, który był również właścicielem Crocus City Hall. Było męczące tylko jedno, jak nam opowiadały nasze supervisorki, one podczas poprzednich edycji już dzień, albo dwa dni wcześniej wiedziały, co się będzie działo nazajutrz. Tutaj przyjeżdżałyśmy do hotelu i musiałyśmy czekać np. godzinę, nierzadko do 24.00, zanim do nich spłynęły informacje o naszym planie na następny dzień. Nianie mówiły, że to zgrupowanie, organizacja, logistyka z powodu bariery językowej i ograniczonego kontaktu, były o wiele trudniejsze, niż w latach poprzednich.
No to rzeczywiście mogłyście mieć chwilami dość. Ale miałyście siebie nawzajem. Jaka była atmosfera? Dziewczyny wspierały się, czy rywalizowały ze sobą? Jak sobie radziły przy tak intensywnych przygotowaniach?
Generalnie nie było żadnej rywalizacji, nie brałyśmy przecież udziału w jakichś rozgrywkach sportowych. Każda z nas miała swoje zadania do zrobienia i na nich się koncentrowała. Oczywiście każda chciała wypaść jak najlepiej, więc obserwowałyśmy się nawzajem. Zdarzało się, że dziewczyny wychodziły już przygotowane do jakiegoś spotkania, ubrane np. w bluzkę ze spódnicą i gdy okazywało się, że inna z nas wyszła w sukni, biegły się przebrać. Dziewczyny próbowały różnych sztuczek, aby wyglądać pięknie. Przykładowo wiele było bardzo niskich, wręcz malutkich (np. Filipinka, Amerykanka). I żeby wydać się wyższe, nie miały zwykłych szpilek, tylko jeszcze koturny dodatkowo, takie szpilki z platformą.
Ale poza tym rywalizacji nie było. Było bardzo sympatycznie. Najfajniejsze podczas całego konkursu były powroty do hotelu po całym dniu zajęć. Wracałyśmy, zmywałyśmy makijaże, zdejmowałyśmy szpilki, siadałyśmy na korytarzu, albo w hospitality room (pokój gościnny), gdzie czekały na nas owoce, słodycze, woda, soki i gadałyśmy. I wtedy dziewczyny stawały się takie normalne, ludzkie, nie miały make-upów, trzech opakowań rzęs, peruk, wtedy były najfajniejsze.
Oczywiście w tak licznym gronie jest normalne, że kogoś się lubi bardziej, kogoś mniej, dziewczyny trzymały się w grupkach, głównie ze swoimi współlokatorkami, albo innymi Miss ze swojego kręgu językowego, czy kulturowego, np. z państw sąsiednich. Było dosłownie parę dziewczyn, które faktycznie chciały za bardzo błysnąć przed kamerą, za bardzo były nastawione na zwycięstwo za wszelką cenę. Zwłaszcza jedna. Nie chcę konkretnie wskazywać, o kim mowa, ale nazywałyśmy ją „sztuczną pozerką”. Z nikim się nie zaprzyjaźniła, nawet w autobusie siedziała za każdym razem z kimś innym. Była wyjątkowo nielubiana. Ja trzymałam się z Hiszpanką, z Wenezuelką i przede wszystkim z moją współlokatorką – z Rosjanką, zawsze w autokarze siedziałyśmy razem. Dobrze poznałam się także z Włoszką, z Greczynką, która studiowała na Słowacji, z Litwinką i z Ukrainką. Jeśli chodzi o moją współlokatorkę, to nie mogłam lepiej trafić. Elmira była chyba najfajniejszym punktem tego zgrupowania. Bardzo, bardzo się polubiłyśmy nawzajem. Poznałyśmy się wcześniej w Warszawie, ale tak naprawdę zaprzyjaźniłyśmy się dopiero w Moskwie. W pokoju przebierałyśmy się w dresy i tańczyłyśmy „Biełyje Rozy”, w autokarze, gdy inne dziewczyny poprawiały makijaże i szykowały się na kolejną imprezę, my słuchałyśmy rosyjskiej muzyki i śpiewałyśmy. Miałyśmy naprawdę super kontakt i świetnie się dogadywałyśmy.
Na konkursie MU odniosłaś duży sukces. Jako pierwsza Polka w historii wywalczyłaś tytuł Miss Photogenic, którego Ci bardzo serdecznie gratulujemy. A jednak pozostał pewien niedosyt. Należałaś do ścisłego grona faworytek i przyznam, że nie pamiętam, żeby Polka kiedykolwiek, na jakimkolwiek innym konkursie piękności budziła takie emocje. Byłaś świadoma tego, że jesteś jedną z faworytek i typuje się Ciebie nawet do korony?
Tak, wielki szum był wokół mnie. Same dziewczyny mi mówiły, Hiszpanka, czy Wenezuelka, że w ich krajach, obok ich samych, uchodzę za faworytkę. To było dla mnie bardzo miłe.
Czułam, że się podobam, bo do Rosji przyjechali fani z różnych krajów, było bardzo dużo kibiców dziewczyn z Wenezueli, z Portoryko, z Filipin, ale gdy wychodziłam z hotelu, mieli oni przygotowane moje zdjęcia, żebym im podpisała, mówili, że jestem wśród ich faworytek, albo chcieli, żebym zrobiła sobie zdjęcie razem z nimi. To było dla mnie aż dziwne, byłam w szoku, ale jednocześnie było mi tak miło… To mi zrekompensowało fakt, że praktycznie przez całe zgrupowanie nie widziałam nikogo z Polski. Ówczesna Dyrektor Generalna konkursu Miss Polonia dojechała dopiero dzień przed finałem i to późnym wieczorem. Dlatego tym bardziej taka sympatia fanów z innych państw, których spotykałam gdzieś w hotelowym holu, czy podczas pokazu strojów narodowych, była niesamowita. Inne dziewczyny mają to na co dzień, Polkę spotkało to po raz pierwszy.
Ale nie tylko fanom się podobałam. Przez całą ekipę Miss Universe również byłam bardzo dobrze odbierana i mam z tym związane bardzo miłe wspomnienia. Odbyłam kilka bardzo sympatycznych rozmów z Paulą Shugart. Ci wszyscy ludzie, którzy przyjechali z Los Angeles, cała ekipa filmowa i zdjęciowa na czele z Fadilem Berishą mówili mi, że jestem jedną z ich faworytek. Bardzo się im podobałam. Podobało im się, że jestem zupełnie inna, niż reszta dziewczyn, że jestem naturalna i jestem sobą. Moje konkurentki były tylko Miss, a ja mam swoje życie i pasje. Dla nich było to zaskakujące. Cieszyli się, że zamiast ślęczeć w nieskończoność przed lustrem przed każdym nagraniem, rozmawiam z nimi, że uśmiecham się zawsze, a nie tylko do kamery. Oświetleniowcy, dźwiękowcy rozmawiali praktycznie tylko ze mną i z Amerykanką, którą znali jeszcze z wyborów Miss USA.
Podczas kręcenia naszych wizytówek, każda z nas miała do wykonania inne zadanie aktorskie. Ja miałam udawać, że uciekam przed potworem. Jako jedyna nie miałam dubla. Inne dziewczyny losowały pytanie, długo zastanawiały się nad odpowiedzią, próbowały w nieskończoność. Ja na nagranie miałam dosłownie 5-10 minut, bo musiałam od razu pojechać na następne zdjęcia. Więc weszłam, zrobiono mi sesję z polską flagą, a później nakręcono ujęcie do filmowej wizytówki bez żadnego dubla. I operatorzy, którzy byli ze szkoły aktorskiej, powiedzieli, że byłam najlepsza, najlepiej to zagrałam, z największym dystansem i przymrużeniem oka.
Tony Ward podczas próby chodzenia do jego pokazu powiedział, że jedyną dziewczyną chodzącą profesjonalnie, jak typowa modelka, jest Miss Polonia. Dlatego miałam 4 wyjścia i dlatego otwierałam i zamykałam jego pokaz.
Odbiór mojej osoby był super i również na jurorach podczas preeliminacji zrobiłam bardzo dobre wrażenie. Jedna z jurorek, Elena Seminikina, mówiła później, już po finale do mnie i do Małgorzaty Herde, że byłam w gronie jej faworytek i że podczas preeliminacji jurorzy obstawiali, że to ja wygram lub będę w ścisłej czołówce. Urzekło ich, że podczas rozmów z nimi w pewnym momencie zaczęłam mówić po rosyjsku, że byłam mega wyluzowana, opowiadając np. o swoich siniakach. Elena nie miała pojęcia, co się stało, dlaczego nie znalazłam się w Top 16. Podczas bankietu koronacyjnego podchodziło do mnie wielu fanów, organizatorów, potencjalnych pracodawców. Wszyscy mówili, że należałam do ich faworytek, nawet szefowie konkurów piękności z innych krajów, np. organizatorka Miss Dominikany. To było bardzo miłe. Podczas tegoż bankietu doszło do jeszcze jednego fajnego zdarzenia. Podszedł do mnie tata Olivii Culpo, przywitał się, zapoznał mnie ze swoimi synami, czyli braćmi Olivii i powiedział, że zarówno on, jak i Olivia stawiali m.in. na mnie.
Nawet jak wróciłam już do Polski, to też dostawałam od dziewczyn informacje, że ich krajowi organizatorzy najbardziej żałowali właśnie mnie, mówili: „Taka super dziewczyna, a nikt jej tam nie docenił.”
Dlatego, nie chcę być nieskromna, ale ja miałam powody być pewną awansu do Top 16, nie wierzę w to, że mogłam się nie podobać. Gdyby tak było, nikt by mnie przecież nie angażował do tych wszystkich projektów, w których brałam udział.
Co się zatem stało? Dlaczego zabrakło dla Ciebie miejsca w Top 16? Może to „sprawka” Donalda Trumpa?
Nieee…(śmiech). Donald Trump nie ma żadnego wpływu na werdykt, nie był na zgrupowaniu, on jedynie firmuje konkurs swoim nazwiskiem i twarzą. Nasz kontakt z nim ograniczył się do podania mu ręki. Kilka dni przed finałem przy obiedzie poinformowano nas, że za chwilę go poznamy. Śmiać mi się chciało, gdy wszystkie dziewczyny rzuciły się do toalety, zaczęły się poprawiać, malować, zupełnie jakby się na randkę wybierały. A całe spotkanie wyglądało tak, że kiedy wchodziłyśmy na główną scenę, pan Trump, stojący pod nią, każdej z nas uścisnął dłoń. Później pojawił się jeszcze niezapowiedziany w naszej garderobie już w dniu finału, kiedy szykowałyśmy się do gali. Wówczas zamienił jedynie kilka słów z Filipinką, złożył jej wyrazy współczucia z powodu huraganu, który nawiedził jej kraj dzień wcześniej. I tyle.
Dlaczego zabrakło mnie w Top 16? O wyborze Miss Universe nie decyduje do końca uroda. Ja uważam tak i z mojej obserwacji mogę wywnioskować, że Miss Universe to konkurs bardzo nastawiony na biznes. I kraje latynoamerykańskie zawsze będą w nim przodować. No bo skoro na miejsce zgrupowania przyjeżdża telewizja Telemundo i codziennie robi godzinną transmisję z wyborów MU, rozmawia ze wszystkimi Miss z krajów hiszpańskojęzycznych, więc jest to naturalne, że dziewczyny z tej części świata są atrakcyjne dla organizatora, bo zapewniają mu cały czas reklamę i popularność w swoich krajach. W Wenezueli, czy innych państwach Ameryki Łacińskiej panuje prawdziwy kult Miss. Staje się ona wizytówką piękna, drugą po prezydencie osobą. Ludzie wiwatują na jej widok. Popularność konkursów piękności w danym kraju, promocja swojej Miss ma bardzo duże znaczenie dla późniejszych sukcesów na międzynarodowej arenie. Taki przykład: podczas zgrupowania, chyba na tydzień przed finałem, do Moskwy przyjechał prezydent Ekwadoru ze świtą ok. 200 osób. Zorganizowano spotkanie w Ambasadzie Ekwadoru, na które zaproszono całą organizację Miss Universe. Pojawili się na nim również przedstawiciele ambasady rosyjskiej i moja współlokatorka – Miss Rosji. Podejrzewam, że to miało duże znaczenie przy wyborze Miss Ekwadoru na 2 Wicemiss Universe. Faktycznie na MU Latynoski tworzyły taką swoją „klikę”, były bardzo mocną grupą. I ostatecznie w Top 5 znalazły się aż 3 dziewczyny z Ameryki Południowej. Zwyciężyła Wenezuelka, choć tyle się mówiło, że w tym roku musi wygrać Europejka.
Bardzo duże znaczenie, tak mi się wydaje, mają relacje i układy biura krajowego z MUO. Dlatego większość organizatorów krajowych przyjeżdża już tydzień wcześniej, uskuteczniają herbatki, kawki, kręcą się w hotelu. Poza tym w różnych krajach różna jest wysokość licencji za udział w konkursie i siłą rzeczy największe szanse mają przedstawicielki tych państw, gdzie ta licencja jest najdroższa.
Jak ja mam być atrakcyjna dla organizacji Miss Universe jeżeli żadna telewizja w moim kraju, nawet regionalna, nawet internetowa, nie kupiła praw do transmisji, choć wiem, że cena była bardzo niska. Biuro Miss Universe na Polce nie zarabia, po co mają mnie dać do Top 16, skoro nikt mnie nie będzie oglądał? U nas cały czas się tylko krytykuje konkursy piękności, wciąż panuje stereotyp, że Miss to słodkie lale, które nic sobą nie reprezentują. Szczerze? Uważam, że nawet jakbyśmy wysłali jako reprezentantkę Polski Angelinę Jolie, to nie będzie ona miała najmniejszych szans, dopóki w Polsce te wybory nie interesują nikogo, poza garstką fanów.
Trochę pesymistycznie to brzmi. To może w ogóle nie warto na Miss Universe Polki wysyłać, bo nigdy, a przynajmniej przez wiele najbliższych lat nie przełamiemy złej passy?
Ależ nie, są szanse, żeby tą złą passę przełamać. Z każdym rokiem Polki są przecież coraz bardziej dostrzegane. Marcelinka pierwsza przetarła szlaki (red: awans do Top 16 w 2012 roku). Do tej pory w telewizji jedynie pokazywano finałową galę Miss Polonia i tyle. A w tym roku pierwszy raz było takie zainteresowanie konkursem Miss Universe w polskich mediach. Duża w tym zasługa byłej już Dyrektor Generalnej konkursu Miss Polonia Małgorzaty Herde i Moich Fanów. Dzięki ich zaangażowaniu i współpracy, rozpowszechnianiu moich zdjęć, szybkiemu przekazywaniu informacji, pierwszy raz polskie media zainteresowały się tym konkursem na taką skalę. W kraju obwołano mnie Miss Universe jeszcze zanim odbyła się finałowa gala. To było bardzo miłe. Przeciętny Kowalski wciąż nie ma pojęcia, kto jest Miss Polonia, czy tym bardziej, co to jest konkurs Miss Universe, ale to się powoli zaczyna zmieniać. Mam nadzieję, że może trochę ja też swoim tytułem Miss Foto Universe w tym pomogę. I im bardziej będziemy się tym tematem interesować, tym następne Polki będą miały większe szanse na międzynarodowe sukcesy.
Szkoda tylko, że zabrakło czasu antenowego na ogłoszenie laureatek tytułów komplementarnych – Miss Foto, Miss Przyjaźni, i o swoim wyróżnieniu dowiedziałam się dopiero podczas bankietu koronacyjnego. Zresztą nawet podczas koronacji nowej Miss Universe leciały napisy końcowe.
Ale przecież najwięcej, mimo wszystko, zależy od samej dziewczyny. Jakich Miss Polonia powinniśmy szukać, aby miały szanse na Miss Universe? Jakie cechy są ważne w kontekście tego konkursu?
Wydaje mi się, że bardzo ważne jest, żeby dziewczyna miała mocny charakter i dużą odporność psychiczną. To nie może być osoba słaba, cichutka, nieśmiała. Naprawdę, bo na tle tych innych dziewczyn, nie będzie miała najmniejszych szans, żeby się przebić. Mi tu w Polsce wytykano, że jestem za bardzo wygadana, pewna siebie, przebojowa. Tam na zgrupowaniu prawie każda dziewczyna była taka jak ja. Poza tym nasza reprezentantka musi się w tym świecie dobrze czuć – musi lubić się przebierać, malować, cały czas być na „tip-top”. Musimy wysyłać takie dziewczyny, które chcą tam być, jadą tam, bo mają misję do spełnienia. Tego konkursu nie można traktować wyłącznie jak przygody, jak wakacji, okazji do pozwiedzania nowych miejsc, czy poznania nowych koleżanek. To jest naprawdę przede wszystkim misja, zadanie do wykonania, które trzeba zrobić jak najlepiej. To jest ciężka praca.