Katarzyna Krzeszowska – Miss Polski 2012
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w listopadzie 2013 roku
Kasiu, było wspaniale!
Było. Indonezja, a dokładnie Bali jest pięknym, egzotycznym miejscem. Poznałam tamtejszą kulturę i tradycję, z pewnością jest magiczna, dziwna i momentami przerażająca. Na ulicach, w restauracjach, sklepach, hotelach znajdują się fontanny z gigantycznymi rzeźbami demonów, smoków – to niesamowite. Ludzie na Bali są bardzo uprzejmi. Dosłownie za wszystko przepraszają i dziękują.
Większość czasu spędziłyśmy w hotelu. Miejsce zakwaterowania zmieniłyśmy 4 razy. Nigdy nie zapomnę jednego z pokoi, w którym sublokatorami stały się wiewiórki, ptaki, motyle i nietoperze. To zdecydowanie niespotykane w Polsce.
W pamięci na długo zapadnie mi taniec, muzyka, widowiska teatralne, które towarzyszyły nam dosłownie wszędzie. Te kostiumy, kolory, niesamowita precyzja. Bali podoba mi się bardzo. Odpowiedni klimat, ludzie mili, uśmiechnięci, pełni energii. Z przyjemnością tam kiedyś wrócę.
Ale ja nie to miałam na myśli. To Ty wypadłaś wspaniale!
Starałam się przez całe zgrupowanie, co dzień dbałam o siebie, aby wyglądać świeżo, naturalnie mimo zmęczenia. Niestety nie udało mi się zająć wysokiej pozycji. Nie zmieniłabym niczego, uważam, że podeszłam poważnie do konkursu, słuchałam poleceń, nie spóźniałam się, ubierałam stosownie do kultury i tradycji Indonezji. Starałam się zaprezentować nasz kraj najlepiej, jak potrafię. Powtarzałam sobie „…Kaśka zawsze o klasę wyżej…”. Najwidoczniej to za mało i nie byłam dość dobra, żeby zasilić grono półfinalistek.
Jesteś zawiedziona? Będziesz źle wspominać konkurs Miss World?
Nie żałuję niczego i nie jestem zawiedziona, to piękny czas w moim życiu, o którym będę opowiadała następnym pokoleniom. Konkurs Miss World kryje w sobie wiele tajemnic, myślę, że największą z nich kryje sama organizacja.
No to może zdradź kilka z tych tajemnic. Pierwsze skojarzenie, jakie masz, gdy myślisz o konkursie Miss World?
Banan. Należałam do żółtej grupy nr 3. Nazwaliśmy się „Yellow Bananas ” i każda z nas dostała swoją bananową ksywkę – ja byłam Picasso Banana 🙂 Nigdy nie zapomnę osób, które mnie otaczały. Wszyscy znali żółtą grupę banana. Yellow Banana to moja druga rodzina. Najukochańsze dziewczyny pod słońcem. Byłyśmy najlepiej zorganizowaną grupą. Z każdą poznaną uczestniczką mam dobry kontakt.
Dużo czasu spędzałam ze swoją współlokatorką Miss Holandii, która jest przesympatyczna, ale najlepiej dogadywałam się z Miss Ghany. La Verne stwierdziła, że stałam się jej obsesją… hehe… to osoba, z którą na pewno bardzo chciałabym się jeszcze spotkać.
Na zgrupowaniu MW z czasem stałam się „złotą rączką”. Dziewczyny przychodziły do mnie z każdym problemem – chorobą, uczesaniem, makijażem, zepsutym suwakiem od sukienki lub naderwanym paskiem od buta. Emocjonalnie stałam się najtwardszym i bezproblemowym ogniwem w grupie. Nasza opiekunka stwierdziła, że mnie adoptuje. Dużym plusem jest to, że zaskarbiłam sobie przyjaźń wielu kandydatek, dostałam sporo kontaktów i zaproszeń na różne krańce świata, które z czasem zamierzam zrealizować. Dla mnie nie było rywalizacji, byłam sobą. Starałam się kreatywnie wykorzystać czas . Ochrona, personel, opiekunki, dziewczyny uśmiechały się na mój widok. Starałam się rozsyłać dobrą energię. Co dzień wstawałam rano i puszczałam piosenkę „Don’t worry be happy…” na początek lepszego dnia.
Atmosfera wśród uczestniczek była naprawdę różna – płakały, chorowały, nie wytrzymywały presji. Koniec końców te sympatyczniejsze lądowały na happy kuracji u „Poland”.
Naprawdę było aż tak ciężko?
Przykre było to, że organizacja Miss World upatruje sobie i wybiera już na początku zgrupowania kandydatki, które później czynnie biorą w nim udział, a może tylko mi się tak wydawało, ale wciąż te same dziewczyny udzielały wywiadów i pokazywane były w wybranych miejscach. Po pewnym czasie pozostałe uczestniczki czują, że sam wygląd, starania, bycie naturalnym i bycie sobą to nie wszystko. Uważam, że w ten sposób zniknęły w tłumie naprawdę wartościowe i piękne reprezentantki różnych krajów.
W czasie trwania konkursu zaskoczyło i przeraziło mnie wiele rzeczy. Między innymi kandydatki bez włosów, makijażu! Nienaturalnie gigantyczne rzęsy, sztuczne włosy, obsesje na punkcie wyglądu, magiczna uciskowa bielizna z doprawianą pupą lub piersiami. Piękne zdjęcia mało urodziwych kobiet – oj dziwne, a wręcz surrealistyczne obrazy tworzyły się w mojej głowie 🙂
Niejednokrotnie na nogach musiałyśmy być o nieludzkich porach. Brakowało snu. Dziewczyny polegiwały w wolnej chwili, w cichutkich zakamarkach. Najśmieszniejsze było uwiecznianie tego na fotografiach, które często przyprawiały o ból brzucha z powodu śmiechu. Sama takiego zdjęcia też się doczekałam, zachowam je na wieczną pamiątkę.
Osobiście najbardziej brakowało mi znajomych twarzy, kościoła, pierogów ruskich. Nie spędzały mi natomiast snu z powiek żadne ploteczki, czy skandaliki. Pamiętam, że jakieś, gdzieś tam krążyły, ale nikt nigdy ich nie potwierdził, ani nie zdementował, chyba w całym tym zamieszaniu nie było czasu na zastanawianie się, jak taka historia się kończy. Szczerze nie jestem osobą drążącą tematy plotek, zdecydowanie wolę prawdziwe opowieści realnych ludzi. Staram się nie czytać głupot i nie słuchać sensacyjek, na których punkcie świat zwariował i patrząc na naszą dzisiejszą rzeczywistość, trudno doszukać się prawdy. Nie lubię tego i boję się pomyśleć jakimi wartościami ludzie będą się kierować za kilkanaście, kilkadziesiąt lat.
Jest kilka sytuacji, których nie wspominam z uśmiechem na twarzy, ale na tak długim zgrupowaniu towarzyszy stres, zmęczenie, więc każda kandydatka, czy osoba z organizacji ma prawo do gorszego samopoczucia, wtedy trzeba poczekać, pomyśleć i kiedy emocje opadną działać dalej i cieszyć się chwilami, które się nie powtórzą.
No właśnie, to może zmieńmy nastrój na przyjemniejszy. Co Ci się najbardziej podobało podczas zgrupowania?
W czasie zgrupowania Miss World najbardziej podobało mi się to, że o rzeczy, które są podstawą życia, nie trzeba było się martwić. Wykwintne śniadania, obiady, kolacje. Pokój zawsze czyściutki i wysprzątany. Moim zadaniem było jedynie stosowanie się do poleceń i piękny, świeży wygląd co dnia.
Organizacja konkursu była bardzo dobra. Czas wypełniony miałyśmy po brzegi, szybciutko przemieszczałyśmy się w rozmaite miejsca przy nienagannym wyglądzie.
Opowiedz jeszcze o dwóch bardzo ważnych dla konkursu Miss World kobietach – jego szefowej Julii Morley oraz ustępującej Miss World 2012 Wenxia Yu z Chin.
Wenxia jest sympatyczną i piękną kobietą. Po tym jak zrobiłam dla niej prezent w postaci jej portretu, bardzo mnie polubiła, na każdym kroku pamiętała, kim jestem i ciągle zaznaczała, jak dużą radość jej sprawiłam. To było naprawdę bardzo miłe. Od Wenxi dostałam specjalny kontakt, jakiego nie ma żadna inna kandydatka. Zapewniła mnie wraz z jej osobistym menagerem o pomocy, jeśli takowej będę potrzebowała kiedykolwiek w życiu. Czuję się przez to bardzo wyróżniona.
Julia Morley to bardzo zapracowana kobieta. Nie miałyśmy dużo czasu na poznanie jej bliżej. Zawsze kiedy ją spotykałam, mówiła mi, że kocha moją sztukę, że to niesamowite, co robię, że jestem dla niej wielkim talentem. Powiedziała, że jestem typem człowieka, który w życiu na pewno coś osiągnie. Po gali finałowej podeszłam do niej i podziękowałam za wspaniały czas spędzony na wyborach Miss World.
Najważniejszy moment, zwieńczenie konkursu Miss World, to finałowa gala, no i oczywiście koronacja nowej Miss World. Jak Ty wspominasz ten dzień i jak oceniasz werdykt jury?
Szczerze? Gala finałowa wyborów Miss World to pikuś w porównaniu z galą finałową konkursu Miss Polski. Miejsce, w którym odbyło się całe wydarzenie, było bardzo małe, scena naprawdę niewielka, jak na 130 kandydatek. Minimalny ruch sceniczny i brak organizacji, co można było zobaczyć z perspektywy widza siedzącego przed sceną. Chaos maskował bardzo dobrze zrobiony materiał filmowy przedstawiający historię zgrupowania, aczkolwiek i tu pojawił się problem techniczny, zresztą bardzo zabawny, ponieważ przy prezentacji Megan (późniejszej Miss World) początkowo puszczono filmik, na którym jestem ja! Myślę, że to spore zaniedbanie organizacyjne. Kolor na scenę wprowadziły jedynie tańce tradycyjne, które swą różnorodnością nadały gali trochę życia. Bardzo podobała mi się natomiast scenografia, była zrobiona dokładnie tą samą techniką, co moja praca na talent show, czyli klej oraz srebrny brokat, który lśnił w reflektorach.
Ja już przed galą wiedziałam, że na sukces nie mam co liczyć, to dało się wyczuć już w trakcie zgrupowania, ale moje poczucie humoru do samego końca bawiło, sprzedawałam za kulisami uśmiech i energię wszystkim, którym brakowało już sił. Bardzo dużo dziewczyn płakało, były nieprzygotowane, zdenerwowane i smutne. Ja czułam się o dziwo świetnie, czułam spokój i dobrą energię. Ubrałam, umalowałam i uczesałam się przed czasem. Pomagałam innym nieporadnym kandydatkom, które kompletnie sobie nie radziły.
Jeśli chodzi o nową Miss World 2013 – Megan, uważam, że jest piękną i mądrą kobietą, bardzo się cieszę, że wygrała.
W mojej głowie były też inne kandydatki, które na zgrupowaniu wypadały świetnie nie tylko na zewnątrz, ale także jeśli chodzi o osobowość nic im nie brakowało, niestety pozostały bez wyróżnień. Moim zdaniem wszystkie kobiety na konkursie Miss World były naprawdę wartościowe, wyjątkowe i każda mogłaby założyć koronę, przy czym nikt nie mógłby mieć zarzutów co do wyglądu.
Konkurs Miss World dobiegł końca. Wróciłaś do Polski. Czy coś po nim zostało? Przywiozłaś sobie coś na pamiątkę? No i myślisz, że udział w nim zaowocuje na przyszłość? Posypały się atrakcyjne propozycje?
Przywiozłam sporo gadżetów, prezentów od konkursu Miss World – to naprawdę wyjątkowe pamiątki. Dodatkowo dla rodziny, przyjaciół specjały: herbatę, kawę, czekoladki, drobne indonezyjskie kosmetyki, małe mydełko-świeczki w kształcie charakterystycznego egzotycznego białego kwiatka frangipani ust plumeia, który towarzyszył nam przez całe zgrupowanie w Indonezji. Wspomnień, zdjęć i nowych znajomości to nawet nie liczę, bo się nie doliczę.
Pewne propozycje się pojawiły, mam nadzieję że zaprocentuje to w przyszłości.
Kasiu, bardzo Ci dziękujemy! Za Twój występ na konkursie Miss World 2013, za to, jaka jesteś. Życzylibyśmy sobie więcej takich Miss w przyszłości.
Ja również chciałabym w tym miejscu złożyć podziękowania, a osób, którym chciałabym podziękować jest naprawdę sporo!
Jestem w mojej ukochanej Polsce. Wybory Miss World 2013 na Bali w Indonezji to dla mnie czas wyjątkowy i na pewno nie zapomnę go do końca życia. Przez miesiąc funkcjonowałam w zupełnie innej kulturze, wśród 130 pięknych kobiet z całego świata. Nawiązałam niesamowite przyjaźnie, które pozostaną w moim sercu na zawsze. Miesiąc w Indonezji pozwolił mi spojrzeć na świat z innej perspektywy i nabrać nowych aspiracji do dalszego działania. Starałam się przedstawić siebie oraz mój ukochany kraj jak najlepiej potrafię, opowiadając wszystkim, co pięknego kryje w sobie Polska i dlaczego warto się nią zainteresować.
Dziękuję wszystkim, bez których mój wyjazd do Indonezji byłby tylko marzeniem… Panu Gerhardowi Parzutce von Lipińskiemu, Panu Jerzemu Szamborskiemu oraz całej kochanej, tej damskiej oraz męskiej części Organizacji Biura Miss Polski za realizację pięknego snu, jakim jest reprezentacja naszego kraju.
Pani Ewie Minge za cudowną kreację, w której mogłam wystąpić tylko przed jury i publiką na miejscu, bez kamer, ponieważ kultura Indonezji zabrania pokazywania pewnych części ciała publicznie, które z wielką elegancją eksponowała wyjątkowa suknia pani Ewy Minge. Jury przyznało bardzo wysokie noty za tę kreację oraz wyróżnienie. Marce „Pretty One”, która stała się ambasadorem mody na zgrupowaniu Miss World 2013 – wszystkie kandydatki chciały posiadać moją garderobę. Uznano mnie mianem zawsze perfekcyjnej księżniczki. Przez cały okres zgrupowania towarzyszyła mi klasa i elegancja marki „Pretty One”. Kolekcja tak bardzo się podobała, że 3 sukienki musiałam podarować kandydatkom z Australii, Kanady oraz Ghany. Folk Design za przesłodki, kolorowy, najwygodniejszy na świecie, wyjątkowy, jedyny taki strój regionalny prosto z Nowego Targu – hej! Pani Ewie, Łukaszowi Obiorek wraz z rodziną i Salonem fryzjersko-kosmetycznym „Ewa” z Krynicy-Zdrój za zaangażowanie oraz wielkie serce włożone w pomoc przygotowania mnie na wybory Miss Małopolski, Miss Polski oraz Miss World. Agnieszce Rudzińskiej, która pomogła mi w sztuczkach makijażu oraz fryzury odpowiedniej dla kamer oraz aparatów fotograficznych. To prawdziwa czarodziejka. Kasi Hubers (le blakk), Alicji Czarnieckiej, Oksanie Pastuszka, Karinie Kurdej oraz Dariuszowi Dasiewiczowi, Małgorzacie Pakule i Ewie Olejniczak za piękne, klasyczne, eleganckie suknie wieczorowe oraz zaangażowanie w pomoc przed wylotem na wybory Miss World 2013. Jubilerowi Schubert za wyjątkową biżuterię oraz upominek na licytację charytatywną dla ubogich dzieci w Indonezji.
Mojej całej rodzinie, wszystkim fanom i ludziom, którzy bez względu jak przebiegał czas przed, w trakcie oraz po zgrupowaniu są ze mnie bardzo dumni i wspierają mnie dając mi sporo pozytywnej energii do dalszego działania.