Wywiad z A. Dokowicz

Agnieszka Dokowicz – z zawodu, z zamiłowania i z pasji dziennikarka. Jej życie zawodowe toczy się różnie, ale dziennikarstwo to, jak mówi, „jedyna zmienna, która się nie zmienia”. Ostatnie 10 lat pracuje głównie jako account manager w agencji public relations, co, według jej słów oznacza, że w pewnym sensie przeszła na „ciemną stronę mocy”. Prywatnie jest zapalonym kibicem sportowym i fanką teatru muzycznego Janusza Józefowicza (ma nawet swój fotel w teatrze Studio Buffo).

W latach 1999 – 2004 związana z Misslandem, gdzie była rzecznikiem prasowym i specjalistą ds. public relations.

Witam! Jak wiesz Globmiss to portal poświęcony konkursom piękności. O wyborach Miss zatem będziemy rozmawiać. Jak to było w Twoim przypadku? Skąd wzięłaś się w Miss-biznesie? Byłaś fanką tego typu imprez, która powoli, krok po kroku realizowała swoje marzenia, czy też Twoja praca przy konkursie Miss Polski to czysty przypadek?

Na pewno moim marzeniem nie była praca w miss-biznesie, choć od zawsze interesowałam się wyborami miss. Może dlatego, że w latach 80-tych, trudno się było nimi nie interesować, skoro we wszystkich dwóch wówczas dostępnych programach telewizyjnych, główne wydanie jedynego dziennika zaczynało się od wiadomości, m.in. „Miss Polonia zdaje maturę”. Nie można też powiedzieć, że do Misslandu trafiłam przez przypadek, choć nie był to też żaden plan. Po prostu byłam redaktor naczelną miesięcznika GWIAZDA, który objął patronat nad wyborami Miss Polski w 1997 roku. Podczas finałów, które wtedy odbyły się w Tunezji, byłam w jury, poznałam wtedy ówczesnego dyrektora konkursu Miss Polski Marka Wysockiego i obu prezesów Misslandu Lecha Daniłowicza i Gerharda Parzutkę von Lipińskiego. Tak się właśnie zaczęło. Dwa lata później podjęłam współpracę z Misslandem jako rzecznik prasowy konkursu Miss Polski i specjalista ds. public relations.

Z taką pracą wiąże się na pewno mnóstwo anegdot. Poproszę zatem o kilka 🙂 Jakie było najśmieszniejsze i najstraszniejsze zdarzenie podczas Twojej pracy przy konkursie Miss Polski? Co szczególnie zapamiętałaś?

Anegdot było mnóstwo, większość z nich nie nadaje się do publikacji, choć nie były ani niemoralne, ani nielegalne. Najczęściej dotyczyły jak zwykle zbyt małej ilości czasu na przygotowania przed koncertem finałowym. Pamiętam, kiedy w 2001 roku, przez 72 godziny kręciliśmy z Januszem Józefowiczem i ekipą Polsatu wizytówki finalistek na zgrupowaniu w Chorwacji. Każdy, kto miał szczęście zetknąć się w pracy zawodowej z Januszem Józefowiczem wie, że nie uznaje on półśrodków, co oznacza, że wizytówki musiały być nie tylko perfekcyjne, ale też… różnić się od siebie. Czyli – musieliśmy wynajmować motorówki, narty wodne, motory, a nawet… starożytny amfiteatr w Puli.

Podczas finału w 2000 roku w Teatrze Polskim dziewczyny „zagrały w filmie”. Kilka ujęć realizowanych podczas naszych prób wykorzystał Artur Urbański w swoim filmie „Belissima” z Ewą Kasprzyk i Marysią Góralczyk. Dostał za niego nagrodę na festiwalu w Gdyni. Nawet ja w nim wystąpiłam, można więc powiedzieć, że miałam tam swój debiut filmowy. 🙂

Rok później w Sali Kongresowej tematem koncertu finałowego był starożytny Rzym (miało to związek z premierą „Quo Vadis”). Galę prowadziła nasza „miss” Marta Piechowiak, która zagrała w „Quo Vadis” Eunice i Mariusz Szczygieł. Janusz Józefowicz zaskoczył tam po raz kolejny. Po pierwsze – kazał wybudować na scenie basen, w którym pluskały się finalistki, a po drugie – Natalię Ścibisz, oddającą koronę Miss Polski Nastolatek, na scenę wwiózł najprawdziwszy byk Torro (również wystąpił w „Quo Vadis”). Strasznie się baliśmy, żeby nie zrobił na scenie czegoś jeszcze poza efektownym wejściem…

Pamiętam też zabawną historię z Nowego Jorku, gdzie pojechałyśmy z Dorotą Pikułą, Miss Polski 2000, na wybory Miss Polonii Amerykańskiej. Trafiłyśmy tam w czasie, kiedy Michael Douglas brał ślub z Catherine Zeta-Jones. Spacerując po Central Parku widziałyśmy tłum na Piątej Alei, ale nie bardzo wiedziałyśmy, o co chodzi. W końcu do Doroty podszedł jakiś pan i powiedział, że jest ładniejsza od aktorki i żebyśmy lepiej nie podchodziły bliżej, bo się Douglas rozmyśli.

Z dużym rozrzewnieniem wspominam też Julkę Pietruchę, która jako czternastolatka startowała w wyborach Miss Polski Nastolatek i biegała po korytarzu podczas zgrupowania w warkoczykach i szarfie zrobionej z papieru toaletowego, a dziś fantastycznie wygląda na ekranie… ech, fajne czasy…

Który konkurs Miss Polski zatem najbardziej utkwił Ci w pamięci i dlaczego?

Chyba ten z 2000 roku. To był pierwszy rok mojej współpracy z Januszem Józefowiczem (byłam drugim reżyserem tych koncertów). Jako, że to rok milenijny, tematem przewodnim koncertu była próba odpowiedzi na pytanie, jak przez ostatnie 100 lat zmieniały się kanony kobiecej urody. Spędziliśmy dużo czasu przeglądając kroniki filmowe w archiwum TVP, mieliśmy kobiety na traktorach, wynajęliśmy zabytkowe auta z muzeum w Otrębusach, które wjechały na scenę mimo protestów strażaka 🙂 Mieliśmy też wtedy niespodziewaną przerwę związaną z wydłużeniem obrad jury… Ale Józefowicz to geniusz, zabawiał widownię tak długo, aż wreszcie dostaliśmy kopertę z wynikami.

A propos jury i wyników. Czy miałaś Ty lub ktokolwiek z Misslandu, jakikolwiek wpływ na werdykt w konkursie Miss Polski? Czy przedstawialiście jurorom jakieś sugestie, czy też o wyborze decydowały wyłącznie ich osobiste gusta?

O wyborze decydowali jurorzy, ale chętnie i często korzystali z naszej pomocy, zwłaszcza Ci, którzy nie mieli okazji przyjechać na zgrupowanie i przyjrzeć się dziewczynom. Ja zawsze starałam się na potrzeby jurorów i dziennikarzy przygotować jak najbardziej szczegółowe charakterystyki finalistek w oparciu o ich ankiety oraz swoją wiedzę, ale to nie zawsze wystarczało. Dlatego, gdy jurorzy prosili mnie o pomoc (czyli przybliżenie sylwetek dziewcząt) pomagałam im, co oczywiście nie przekładało się w sposób czysto matematyczny na werdykt, jako że o nim decydowała suma wszystkich głosów…

Jakie cechy zatem, Twoim zdaniem, powinna posiadać idealna Miss Polski?

To zależy. Jeśli patrzeć na cechy czysto estetyczne, w sensie podoba się lub nie, to jest kilka kanonów piękna, niekoniecznie zbliżonych do siebie. Dla mnie, jako pracownika Misslandu, ważniejsza od urody była „przydatność” Miss w pełnieniu codziennych obowiązków, czyli jak wypada przed kamerą, czy swobodnie się wypowiada w obcym języku, czy jest punktualna, jak znosi stres związany z publicznymi wystąpieniami. Poza tym różne typy Miss sprawdzały się w różnych sytuacjach. Jeśli Miss chciała potem robić karierę w modelingu, to wcale nie musiała być klasycznie piękna. Przeciwnie. Usłyszałam kiedyś w Paryżu, że im mniej twarz modelki jest charakterystyczna, tym więcej można na niej wymalować… Z kolei w konkursach piękności, zwłaszcza tych, które odbywały się w USA, decydowały zupełnie inne walory (oczywiście mówimy o przełomie XX i XXI wieku, teraz być może już się to zmieniło).

No to z którą spośród Miss Polski najlepiej Ci się współpracowało, którą najbardziej polubiłaś? Czy po przekazaniu przez nie korony nadal utrzymujesz kontakt z byłymi Miss?

Z Renatą Piotrowską, Miss Polski 1999. Myślę, że poznałam ją najlepiej i zarówno z perspektywy czasu, jak i porównując wiele kolejnych i poprzednich Miss, mogę powiedzieć, że najlepiej wypełniała swoje obowiązki. Byłam z nią w Paryżu i Nowym Jorku, widziałam, jak wstaje o 4.00 rano, żeby o 8.00 przeciąć wstęgę w hipermarkecie i robiła to z takim samym zaangażowaniem, jak podczas wizyty w ambasadzie. Mam z Renatą stały, choć rzadki kontakt, ale mam go również z wieloma innymi dziewczętami, teraz już paniami, żonami i matkami. Dzięki Bogu są portale społecznościowe 🙂

A może zdradzisz nam wobec tego, jaka jest Twoja anty-miss? Czy któraś z Miss Polski Cię zawiodła?

Nie mam anty-miss. Nie pamiętam takiej, która mnie zawiodła. Widocznie miałam do nich szczęście 🙂 Bardzo mi się zawsze podobało, jak finalistki z lat wcześniejszych znajdowały potem pracę przy różnych produkcjach Misslandu w latach kolejnych – Ola Wojtanowicz robiła choreografię do koncertów w roku 2000 i 2001, Marta Piechowiak prowadziła wybory Miss, podobnie jak Marta Leleniewska. Wiem, że teraz jest podobnie, przy koncertach finałowych pracują Dorota Czaja, Paulina Pawłowska. Widocznie dziewczyny jednak z sentymentem wspominają te czasy…

Twój entuzjazm pozwala mi się domyślać, że i Ty z sentymentem wspominasz te czasy. A zatem teraz bardzo osobiste pytanie – dlaczego wobec tego właściwie zrezygnowałaś ze współpracy przy konkursie Miss Polski?

To nie ja zrezygnowałam…

Czy nadal śledzisz konkurs Miss Polski, interesujesz się nim?

Nadal wiem, co się dzieje. Tak się stało, że przy obu największych konkursach w Polsce w biurach organizatora pracują moi znajomi. Co więcej, korzystałam z pomocy obu biur przy zatrudnianiu hostess w mojej pracy zawodowej, która dziś jest bardzo odległa od konkursów piękności. To już przeszłość, ale taka, do której fajnie się wraca. Taka, dzięki której poznałam wielu wspaniałych ludzi (w tym dziewcząt. No i dzięki niej nie miałam potem problemu z zaliczeniem przedmiotu produkcja telewizyjna i estradowa na kierunku „Showbiznes i organizacja rozrywki” 🙂

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Cieszę się ogromnie, że nadal należysz do naszego grona – grona fanów wyborów Miss. Oby było nas jak najwięcej!

I ja się cieszę i dziękuję 🙂 Ale ja naprawdę nie jestem fanką wyborów. Fanką, to ja jestem FC Barcelony 😉

Wywiad przeprowadzony dla Globmiss w lutym 2013 r.

Dodaj komentarz