Jej życiową pasją i miłością jest… taniec. Przez wiele lat tańczyła w Kieleckim Teatrze Tańca, a jej zawodowym guru była i jest Elżbieta Szlufik-Pańtak, dyrektor KTT. Zawsze pasjonowała się teatrem, a najbardziej interesowało ją to, co się dzieje za kulisami. Po maturze zdawała do Akademii Teatralnej w Warszawie. Nie powiodło jej się, więc znalazła inną drogę – tańczący teatr – czyli dwa w jednym. Ukończyła Akademię Świętokrzyską na wydziale pedagogiki kulturalno-oświatowej, studium choreograficzne, studia podyplomowe wychowania fizycznego i inne. Mówi o sobie, że na co dzień jest zwykłym nauczycielem, niezwykłego przedmiotu – tańca – niezmiennie od 19 lat, w Zespole Szkół Społecznych im. M. Reja w Kielcach. Należy więc do grona tych szczęśliwców, którzy robią w życiu to, co kochają.
Od niedawna ma też nowego „konika”. To zdrowe odżywianie i ruch z tym związany. Stara się zarazić tym swoich uczniów i chyba jej się udaje, bo projekt, który wspólnie z nią opracowali pt. „Czy wiesz, co jesz?”, zdobył I miejsce w województwie świętokrzyskim! Efekty tych działań można zobaczyć na stronie www.czywieszcojesz.cba.pl.
Nie ma czasu na nudę. A gdyby taka nastąpiła, to zaraz znajduje sobie coś nowego. Ostatnio Gimnazjalne Zawody Gimnastyczne, których jest pomysłodawcą, wykonawcą, reżyserem, prowadzącą itp. Wkłada w nie wiele pracy i zaangażowania, ale jak widzi efekty, to serce rośnie, bo ma nadzieję, że przyczynia się w ten sposób do rozwoju gimnastyki w szkołach.
Ma męża Marcina, lektora, którego głos zwykle słychać w czasie finałów Miss Polonia oraz córkę Julię, która coraz częściej staje się jej doradcą. Uwielbia jeździć na nartach i rowerze, dlatego chętnie wyjeżdża z dziećmi na obozy zimowe. Od dwóch lat jest głównym choreografem finałowej gali Miss Polonia i właśnie dlatego poprosiliśmy ją o rozmowę.
Witam Cię serdecznie Renatko!
Skąd wzięłaś się w Miss-biznesie? Od lat współpracujesz z konkursem Miss Polonia, jak wspominasz swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą?
Moja współpraca z konkursem Miss Polonia rozpoczęła się w roku 1994 w Kielcach. Pierwsze „moje” wybory Miss Polonia Ziemi Świętokrzyskiej przygotowywałam z Elżbietą Szlufik, a reżyserował ten koncert Leszek Kumański, znany reżyser, z którym później spotkałam się wielokrotnie, również przy pracy nad ogólnopolskim finałem. Mój pierwszy samodzielny finał regionalny to rok 1997. Wymyśliłam konwencję bajkową – po raz pierwszy koncert miał temat przewodni i tego trzymałam się później przez wiele lat. W 1999 r. rozpoczęłam współpracę z Anetą Czaban, która już gościła na łamach Globmiss. Aneta była wspaniałym producentem. Pamiętam, jak wymyśliłam sobie, że dobrze byłoby, aby dziewczyny miały czerwone kwiaty we włosach, to Aneta wykopała mi je „spod ziemi”, co w dobie braku Internetu nie było łatwe. Ja zajmowałam się całą stroną artystyczną. Nasze koncerty były dopracowane na ostatni guzik. Każdy miał swój tytuł: „Dziewczyna Bonda”, „Latino Miss”, „Musicale, musicale…”, „Miss tysiąca i jednej nocy” i wiele innych. Zawsze był temat przewodni, odpowiednio dobrana przeze mnie muzyka, choreografia, często taneczna, odzwierciedlała współczesne trendy. Jednym słowem byłyśmy sobie sterem, żeglarzem, okrętem.
Stałym krytykiem mojej pracy przy realizacji wyborów regionalnych był Konrad Smuga, Kielczanin, jeden z najlepszych reżyserów w Polsce, a prywatnie dobry kolega. Słyszałam, że a to koncert był za długi, a to źle ustawione wyjścia itp. Byłam pilną uczennicą. Jego krytykę przyjmowałam z pokorą, choć początkowo nie zawsze się z nią zgadzałam. Poprawiałam, poprawiałam, poprawiałam. Myślę, że to był okres, w którym najwięcej się nauczyłam. Aż pewnego razu usłyszałam: „Dziś nie mam się do czego przyczepić!”. Brzmiało to jak największy komplement.
Z Anetą nasza współpraca przy tworzeniu koncertów Miss Regionu Świętokrzyskiego trwała do roku 2007. Nie będę ukrywać, że gdy w 2008 r. zmienił się bezpośredni organizator wyborów w Kielcach i zaproszono innego choreografa, było mi przykro, ale tylko przez chwilę, bo…
W 2005 roku dostałam od Konrada Smugi propozycję pracy przy finale Miss Polonia, w charakterze drugiego choreografa. Pierwszym był również Kielczanin i dobry kolega, tancerz Mateusz Polit. Spełniło się moje skryte marzenie, bo kto nie marzy o pracy dla telewizji? Wszyscy o tym marzą, tylko niektórzy się do tego nie przyznają. Podjęłam wyzwanie i w Warszawie, a tak naprawdę najpierw nad Zalewem Zegrzyńskim, gdzie odbyło się pierwsze dla mnie zgrupowanie finałowe Miss Polonia, zderzyłam się z brutalną rzeczywistością. Realizacja programu telewizyjnego, a koncertów regionalnych to dwie rożne rzeczy. Znów nastąpił dla mnie czas nauki.
Wówczas poznałam prezes BMP Elżbietę Wierzbicką, ówczesnego wiceprezesa Witolda Asminowicza, legendę wyborów – Dominika Masny i wielu innych życzliwych i mniej życzliwych ludzi. Ciekawostką jest, że z Dominikiem miałam pierwszy kontakt w bardzo prozaicznych okolicznościach – ugryzła mnie w nogę osa, okazało się, że Dominik jest lekarzem i po prostu udzielał mi pomocy! Od „czasów osy” do dziś bardzo się przyjaźnimy. Później dzięki konkursowi Miss Polonia miałam zaszczyt pracować m.in. z Agustinem Egurollą, czy Jackiem Wazelinem (!).
Moja współpraca z Biurem Miss Polonia trwa do dnia dzisiejszego, choć nie zawsze byłam twórcą choreografii (wyjątkiem był rok 2009, w którym pracowałam jako koordynator zgrupowania). W latach 2010 – 2011 byłam już jedynym, samodzielnym choreografem finałów Miss Polonia. Choć wiem, że nasza wspólna praca kiedyś się skończy, to ciągle mam nadzieję, że nie nastąpi to szybko, bo ja po prostu lubię pracować z tymi ludźmi i przy tej imprezie!
Zdradź nam, na czym polega Twoja praca jako choreografa Gali Finałowej Miss Polonia? Kto najbardziej Ci w niej pomaga i wspiera? O czym decydujesz sama, a na co nie masz wpływu?
Praca choreografa przy tworzeniu koncertów finałowych to nie tylko nauka kroków, chodzenia… To tak naprawdę praca wychowawcza w trudnych konkursowych warunkach. Czasem trzeba kogoś przywołać do porządku, a czasem przytulić. Jeśli dziewczyny będą miały do mnie zaufanie, to koncert będzie spokojny, „uśmiechnięty”. A zaufania nie buduje się w godzinę lub dwie… Zwykle zgrupowanie trwa około 2 tygodnie i przez ten czas musimy się wzajemnie dobrze poznać. Zarówno one jak i ja musimy się podporządkować wielu telewizyjnym uwarunkowaniom. Wyjścia muszą być krótkie (ograniczenia czasowe), kandydatki zawsze muszą się prezentować na wybiegu, aby widz mógł dokładnie im się przyjrzeć, itp. Dziewczyny muszą wyglądać profesjonalnie, jak zawodowe modelki, muszą być piękne i uśmiechnięte. Najtrudniejsze w tej pracy jest to, aby przestawić im sposób myślenia. Tak naprawdę do konkursu zgłaszają się osoby, które zazwyczaj na co dzień nie mają wiele kontaktu ze sceną. I tu jest problem…
To, co jest na pewno bardzo interesujące podczas zgrupowań, to miejsca, w których się odbywają. Podczas ostatniego konkursu najpierw spotkaliśmy się w Egipcie w Sharm El Sheik w pięknym hotelu Savoy, a potem w równie uroczym Czorsztynie, w hotelu Kinga. Czasem dziewczyny (ja raczej rzadko) mają czas na to, aby skorzystać z zabiegów i atrakcji oferowanych przez organizatorów… Zawsze jesteśmy bardzo miło przyjmowane i wzbudzamy zainteresowanie. To bardzo osładza te trudne chwile, podczas których są nerwy, łzy, niepotrzebne nieporozumienia spowodowane zwykłym zmęczeniem. Nasza doba zaczyna się o 6.00, a kończy często w środku nocy, więc dochodzi jeszcze walka z niewyspaniem. Co ciekawe, to zdarza mi się prawie na każdym zgrupowaniu, że partnerzy osobiści naszych kandydatek nie wytrzymują ciśnienia medialnego, które tworzy się wokół ich ukochanych i po prostu porzucają swoje dziewczyny!!! Wiem, że to nieprawdopodobne, ale prawdziwe. Jaki jest wówczas stan psychiczny kandydatek, możecie się tego domyśleć… A na zajęciach trzeba się… uśmiechać. Wtedy trzeba podtrzymywać na duchu, przytulić, porozmawiać. Często dziewczyny traktują mnie jak mamę. Może to dobrze. Na zgrupowaniu następuje zawsze taki czas, kiedy dziewczyny zaczynają tak po ludzku tęsknić za rodziną, domem itd.
Mam to szczęście, że pracuję ze wspaniałymi ludźmi, z którymi obdarzamy się wzajemnym zaufaniem. Dzięki temu mam wpływ na wybór muzyki, ale niezależny ode mnie jest scenariusz: ilość i kolejność wyjść, koncepcja koncertu, występujący artyści. Moim zadaniem jest tak przygotować dziewczyny, aby dopasować się do całości.
W mojej pracy bardzo wspiera mnie mój mąż. To on opracowuje muzykę (miksuje), wgrywa teksty lektorskie itp. A często bardzo marudzę (!). To ogromny komfort dla choreografa mieć taką osobę przy swoim boku. Można powiedzieć, że tworzymy taką małą spółkę producencką….
Koniec zgrupowania to koncert finałowy czyli wielogodzinne próby, ciągła walka z czasem i stresem. Przyznam, że podchodzę do nich bardzo emocjonalnie i zmęczenie jest po nich ogromne, ale satysfakcja również duża.
To wobec tego opowiedz, jak wygląda przedkonkursowe zgrupowanie i przygotowania do finałowej gali? Wiadomo próby, próby, próby… A poza tym?
Jeśli myślisz, że to tylko praca na sali prób, to się mylisz. W czasie zgrupowania dziewczyny przygotowywane są pod każdym względem: dobór fryzury, makijażu, sesje zdjęciowe, przymiarki strojów i butów, zabiegi kosmetyczne, nauka autoprezentacji i w końcu sposobu poruszania się. Często bywa tak, że na zajęcia choreograficzne dziewczyny przychodzą po wielu godzinach przygotowań, sesji fotograficznych, zdjęć dla TV i nie mają już siły na ćwiczenia fizyczne, a te codziennie muszą się odbyć. Zgrupowanie to także stały wyścig z czasem. Często wstajemy o godz. 5-6 rano, aby zdążyć się przygotować do następnych zajęć lub przejechać z miejsca na miejsce. Ja oczywiście jestem cały czas z nimi i staram się wyrwać każdą wolną chwilę na pracę nad ruchem scenicznym.
Zajęcia choreograficzne zawsze zaczynamy od rozgrzewki, takich małych zajęć fitness. Muszę przyznać, że kondycja fizyczna dziewcząt często wiele pozostawia do życzenia, a koncert transmitowany na żywo wymaga wiele siły. Wiem jednak, że na przestrzeni lat bardzo się to zmienia. Teraz coraz częściej dziewczynom nie są obce zajęcia fitness, nawet tym najszczuplejszym. Kiedyś bywało tak, że kandydatki po pierwszych zajęciach mdlały z wycieńczenia, a było to efektem zwolnień z wychowania fizycznego w szkole. Omdlenia zdarzają się do dziś, ale częściej z powodu stresu, przepracowania.
Po rozgrzewce przechodzimy do ćwiczeń w ładnym chodzeniu. Niestety muszę zauważyć, że na etapach regionalnych rzadko osoby przygotowujące kandydatki zwracają uwagę na sposób stawiania stóp, ustawienia przy mikrofonie, zatrzymywania się itp. W czasach kiedy kobiety chodzą głównie w spodniach, ich sposób poruszania się pozostawia wiele do życzenia. Pamiętajmy też, że kandydatki na Miss Polonia to zazwyczaj dziewczyny wysokie, które na co dzień nie zakładają szpilek. I efekt jest taki, że piękna dziewczyna stawia stopy do środka, zatrzymuje się w rozkroku, co na scenie bardzo ją oszpeca, wygląda nieestetycznie. Nad tym pracujemy najwięcej.
Tworzenie układów choreograficznych to jakby efekt finalny naszych zajęć. Uważam, że jeśli dziewczyna pięknie chodzi po wybiegu, to nie musi robić wyszukanych figur tanecznych, aby profesjonalnie się zaprezentować. Największą trudność sprawia przygotowanie układów tzw. eliminacyjnych. Na etapie przygotowań nie wiemy przecież, które dziewczęta przejdą do finałowej 10 i które znajdą się w top 5. Przygotowuję więc prezentację z „kluczem”. Musi on być tak zrozumiały i zapamiętany, aby w czasie koncertu, w atmosferze stresu i pośpiechu, każda kandydatka wiedziała, gdzie powinna się znaleźć. W praktyce wygląda to tak, że wszystkie wyjścia eliminacyjne ćwiczymy na co najmniej 1000 sposobów, a w czasie koncertu, po informacji kto przeszedł do następnego etapu, rozpisuję kolejność wyjścia na scenę na dużym kartonie. Na ostatnim grudniowym koncercie usłyszałam: „Pani Renato, wygląda Pani jak trener koszykówki, który w czasie meczu ustala strategię!!!” Chyba coś w tym jest….
A jeśli dodam, że przerwa między wyjściami trwa np.: 5 minut, i w tym czasie dziewczyna musi się przebrać, ustalić kolejność, pomyśleć, gdzie powinna wyjść, poprawić makijaż i uczesanie, to wyobraźcie sobie w jakim to pośpiechu się odbywa. Każdy, kto był za kulisami, wie, o czym mówię…
No właśnie, wspomniałaś, że uważasz, że jeśli dziewczyna pięknie chodzi po wybiegu, to nie musi robić wyszukanych figur tanecznych, aby profesjonalnie się zaprezentować. A jednak czytałam zarzuty, jakie czasem padają pod Twoim adresem, że Twoja choreografia nie jest zbyt wyszukana. Jak reagujesz na krytykę i co odpowiesz krytykującym?
Wiem, że czasem padają słowa krytyki pod moim adresem, że układy są statyczne, za dużo chodzenia, a za mało tańca itp. Prawda jest taka, że staram się przemycać elementy taneczne w układach, co nie zawsze jest zaakceptowane przez reżysera i producenta koncertu lub po prostu nie jest pokazane w czasie transmisji na żywo. Wiele zależy od realizatora gali. Wiesz Kasiu, bo wielokrotnie bywałaś na koncercie finałowym na widowni, że odbiór na żywo jest zupełnie inny niż w TV. Czasem lepszy, czasem nie. Mnie zależy najbardziej, aby moje Miss wyglądały na scenie interesująco, aby nie bały się kamer, pokazały trochę swojej osobowości. Ludzie lubią oglądać potknięcia dziewczyn, patrzeć, jak nie radzą sobie z krokami tanecznymi, a pamiętajmy, że w dobie programów typu „Taniec z Gwiazdami” w Polsce mamy wielu „ekspertów tanecznych” !!! Gusty się zmieniają (to dobrze) i to co podobało się 10 lat temu, nie podoba się dzisiaj. A nasze kandydatki mają sprawiać wrażenie profesjonalistek na scenie i wiele z nich po całym cyklu przygotowań takimi się staje. Zakładamy, że Miss Polonia to nie konkurs taneczny!!!
Z drugiej strony, czytam na forach, że „koncert był dobrze przygotowany, bo można było dokładnie przyjrzeć się kandydatkom…”. Jeśli dziewczyny przemieszczałyby się po scenie szybkim tanecznym krokiem, to nie byłoby takiej możliwości. Wybór kandydatki polega również na porównaniu, więc bezsensowne jest przygotowywanie układów o skomplikowanej formule… Dobrze jest, aby każde wyjście miało pomysł i tak zawsze bywa w moich układach. Takie jest moje zdanie, ale na konstruktywną krytykę zawsze czekam, bo przecież dzięki niej najwięcej się w życiu nauczyłam. No i wiele razy w ten sposób rodzi się wiele pomysłów.
Czy fakt, że finały Miss Polonia transmitowane są na żywo, działa na Ciebie raczej stresująco, czy raczej mobilizująco?
Produkcja na żywo bardzo podnosi adrenalinę. Wszystko musi się odbyć tu i teraz, a nie za chwilę. Kiedyś koncerty półfinałowe były nagrywane i to była bardzo nużąca praca, dziś finał mija w mgnieniu oka. Stwarza to też wiele sytuacji, których nie byłby w stanie wymyślić nawet najlepszy scenarzysta.
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w maju 2012 roku