Wywiad z G. i M. Rysik – cz. II

Grażyna Rysik – finalistka Miss Polonia ’88, matka Marioli;

Mariola Rysik – finalistka Miss Polonia 2011, córka Grażyny

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w kwietniu 2012 roku

Wiesz, Biuro Miss Polonia zadbało podczas drugiego zgrupowania o nasze paznokcie i włosy. Podczas gali finałowej miałyśmy robione makijaże i wszystkie dostałyśmy stroje na wyjście. Ale tak naprawdę najbardziej w przygotowaniach do konkursu pomagałaś mi Ty Mamo. To Ciebie radziłam się o ubiór, makijaż, odpowiedzi do wywiadów. Zresztą pomagasz mi nie tylko przy wyborach Miss, ale też w codziennym życiu, jak to mama. Zawsze pytam Cię o poradę. Ale zawsze mnie ciekawiło, kiedy Ty brałaś udział w konkursie Miss Polonia, co zapewniali organizatorzy, a o co dziewczyny musiały się same zatroszczyć? Kto Tobie najbardziej pomagał i wspierał w przygotowaniach do poszczególnych etapów? No i jak w latach 80. wyglądała promocja konkursu i jego uczestniczek?

Pamiętam, że dopiero na finałowej gali miałyśmy zapewnione wszystkie stroje, na wszystkich wcześniejszych etapach konkursu korzystałyśmy z własnych zasobów. Nie otaczało nas grono specjalistów, makijażystek, fryzjerów. Przed finałem, na zgrupowaniu w Wieżycy miałyśmy spotkanie konsultacyjne z kosmetyczką, która oceniała, czy umiemy się malować i uczyła nas, jak to poprawnie robić. Jedynym sponsorem, jakiego pamiętam była firma Mars, dzięki której batoniki Bounty, Marsy, Miky Way i Snickersy towarzyszyły nam wszędzie i w każdej ilości, więc ciężko było tym dziewczynom, które musiały trzymać dietę, aby zachować sylwetkę. Ja wówczas nie miałam z tym problemu. Objadałam się batonami, ku zdziwieniu i zazdrości niektórych koleżanek.

Promocja konkursu? Przez prasę, radio, telewizję. Choć mniej było możliwości promowania imprezy i tak moim zdaniem miała ona wtedy większą rangę. Był to jedyny tak prestiżowy i z tradycjami konkurs. Nikomu nie myliły się nazwy Miss Polonia i Miss Polski, czy jeszcze wiele innych nazw obecnych wyborów. Ludzie czekali na coroczną transmisję koncertu finałowego z Opery Leśnej, bo było to największe wydarzenie tego typu w Polsce.

No teraz znowu z roku na rok przed finałem jest coraz głośniej i coraz więcej mówi się o uczestniczkach i Miss Polonia. Wydaje mi się, że to jest też kwestia zmiany formy przekazywania informacji. Kiedyś w gazetach pisali o najważniejszych wydarzeniach, teraz o każdym romansie „nieznanej” gwiazdy możemy poczytać na portalach plotkarskich.

Mariolu, a jak zapamiętałaś koncert galowy Twojego finału, jak go wspominasz?

Rano zaczęliśmy próby, potem makijaż, włosy, gala finałowa. Wszystko trwało 3 sekundy. Pamiętam, że cały koncert uśmiechałam się do Ciebie – Mojej Mamy, ukochanego – Piotrka, chrzestnego z rodziną i przyjaciółki „z piaskownicy,”. To że byliście tam obecni sprawiało, że uśmiech był w 100% szczery, a w oczach od czasu do czasu, gdy obok Was przechodziłam, pokazywała się łezka, bo już tak długo Was nie widziałam.

A ja z samej gali finałowej jakoś zadziwiająco mało pamiętam… chyba byłam pod wpływem silnego stresu… niewątpliwie. Najlepiej pamiętam rozmowę z Krzysztofem Materną. Miałam lęk, czy podołam jego pytaniom (rozmowa nie była przygotowywana). Chyba mi się udało, bo publiczność oklaskiwała moją odpowiedź. Była też chwila napięcia, gdy zostało ostatnie wolne miejsce w Top 10 i…. było ono moje. Miło mi było wówczas, ale wiedziałam, że to ostatnie moje wyjście na scenę.

Ja nie weszłam nawet do Top 12. Zastanawiam się, jak mam ocenić swój występ w finale Miss Polonia ’11? Czy jestem z niego zadowolona, czy też z perspektywy czasu chciałabym coś zmienić, aby wypaść jeszcze lepiej? Nie podobał mi się makijaż ha ha ha, ale na to nie miałam wpływu. Tak naprawdę, to nie zmieniłabym nic. Mały mamy wpływ na to, kto przejdzie dalej, a kto zostanie. To nie jest konkurs ani na osobowość, ani na intelekt. Głosują telewidzowie i nie robiąc nic głupiego, żeby na siebie zwrócić ich uwagę, nie mogłam chyba nic więcej zrobić.

A ja patrząc z perspektywy czasu na swój występ w finale Miss Polonia oceniam go bardzo krytycznie. Zupełnie nie umiałam się wylansować i zaprezentować. Szłam, jak to się mówi „na żywioł”. Nie wiem, co ja sobie wyobrażałam, że jestem jaka jestem i już nic nie mam do zrobienia? Miałam i to sporo. Teraz byłabym mądrzejsza…. O ile tak do końca zaakceptowałabym fakt wzięcia udziału w konkursie, bo w tym chyba tkwi cały problem. Weszłam do finałowej 10. To niby dobrze, ale gdybym jeszcze mogła ze spokojem obejrzeć nagranie z finału i być z siebie zadowoloną, to byłoby jeszcze lepiej. Nigdy nie obejrzałam w całości nagrania, żeby się sobą nie denerwować. Pewnie, że wiele bym zmieniła, ale jest za późno. Zapewne obecnie w ogóle nie wzięłabym udziału w konkursie Miss Polonia, bo nie było mi to do niczego potrzebne. Wspomnienia mam jednak miłe i niczego nie żałuję.

Ech, mamo… I tak oczy wszystkich zwrócone są tylko na Miss Polonia. Wiem, że w Twoim roczniku wygrała Joanna Gapińska…

Tak. Werdykt bardzo mnie ucieszył, bo Joasia była moją najbliższą koleżanką, moja faworytką i bardzo ją lubiłam. Była śliczną i pozbawioną zarozumiałości dziewczyną. Cieszę się, że mieszkałam z nią w pokoju podczas zgrupowań. Wiem, że w wywiadach po konkursie Ona mnie też mile wspominała. Joasia nie była faworyzowana, po prostu widać było zachwyt jej osobą na każdym kroku i mnie to nie dziwiło. Przynajmniej świadczyło to o dobrym guście oceniających. Zresztą werdykt się potwierdził. Kilka miesięcy później urodą Asi zachwycili się też jurorzy konkursu Miss Universe’89 w Meksyku, gdzie zajęła czwarte miejsce.

No to w kwestii trafności werdyktu nic się nie zmieniło przez te ponad 20 lat… W moim finale jak wiesz wygrała Marcelina Zawadzka. Od początku była moją faworytką. Jej uroda była bezkonkurencyjna i nawet podczas spekulacji na jej temat, ja nie miałam wątpliwości, że to właśnie ona wygra. Jeszcze na dodatek ją polubiłam i uważam, że jest idealną osobą na właściwym miejscu.

Miss wybrana, to chyba już omówiłyśmy wszystko?

Ech, podsumowując naszą rozmowę musisz przyznać, że udział w konkursie piękności, nieustanne poddawanie się ocenie, wiąże się z dużym stresem. Moja droga do finału była po części kwestią przypadku. Wszystko potoczyło się bardzo szybko i nawet nie miałam czasu przemyśleć, czy tego chcę. Teraz wiem, że wolę być zwykłą dziewczyną, której od czasu do czasu ktoś powie miły komplement, niż być kobietą, która MUSI być piękna, skoro jest tam, gdzie jest i zamiast słów zachwytu, często może usłyszeć wytykanie swoich wad. To, że charakterem pozostałam tą samą dziewczyną z Politechniki, która szybciej się popłacze, niż odpowie ogniem na atak sprawiło, że ciężko mi było się odnaleźć w roli „celebrytki”.

Tutaj się troszkę różnimy. Ja byłam odważna i świadoma tego, z czym wiązał się udział w konkursie. Występy mnie mobilizowały. Denerwowałam się, ale cóż… tłumaczyłam sobie, że sama w to weszłam i muszę podołać. Poza tym, nic złego się nie działo, zwykłe, czyste reguły tej gry – tak ma być, mają mnie oceniać i na pewno będzie sporo lepszych ode mnie, choć nie jestem zła, bo i tak daleko zaszłam. Taka jasna i klarowna postawa pomagała mi iść do przodu z mocną psychiką i optymizmem. Nikt fachowo nie przygotowywał nas psychologicznie do udziału w konkursie. Nikt nas do niczego nie zmuszał, więc wystartowały tylko te wytrwałe i mocne. Wsparcie zapewne każda z nas miała w najbliższych, w rodzinie, w przyjaciołach. Ja takie miałam.

To jak myślisz mamo, czy warto jest brać udział w konkursach piękności? Jakie są plusy i minusy udziału w takiej zabawie?

Nie odpowiem, czy warto, bo to dla każdego indywidualna sprawa i decyzja. Zależy od motywu, jakim kierują się kandydatki do korony najpiękniejszej. Zależy od tego, co chcą osiągnąć i czego oczekują.

Plusy udziału w konkursie są takie, że na lata pozostają wspomnienia i dużo miłych znajomości. Minusy takie, że ciągle jest przypięta etykietka „Misski”. To okropne, jak ludzie często przypinając taką etykietkę osobie, wyobrażają sobie, że dziewczyna pewnie nic nie umie, bo to przecież „Miss”. Ponadto nie można się spokojnie zestarzeć, bo ciągle ludzie oglądają i oceniają przez pryzmat konkursu. A ja chciałabym mieć już spokój, bo każdy wiek ma swoje prawa i przed laty skończyła się moja rola miss, a potem przyszedł czas na inne, ważniejsze zadania życiowe.

A Ty córuś co sądzisz na ten temat? Czy konkurs Miss Polonia dał Ci to, na co liczyłaś? Co dał Tobie?

„W życiu piękne są tylko chwile”, a tych chwil w minionym roku było bez liku. Czułam zaszczyt i dumę podczas reprezentowania mojej uczelni za granicą i w Polsce. Poznałam wielu naukowców, dzięki którym upewniłam się, że jestem na dobrej drodze do spełnienia zawodowego i samorealizacji. Przyszłość to przede wszystkim marzenia. Aby coś się zdarzyło, trzeba to sobie wymarzyć. Ja marzyłam o interesujących studiach i poznawaniu świata w wielu jego aspektach, ale nade wszystko o spotykaniu wartościowych ludzi. To wszystko dzięki konkursowi Miss Politechniki się spełniło, dało poczucie satysfakcji, ale też nie wbiło w zadufanie, bo choć chcę się rozwijać, doskonalić, zdobywać coraz wyższe szczyty, to mam świadomość, że jak powiedział J. L. Wiśniewski „Dążenie do doskonałości potrafi czasem pokazać, jak bardzo jesteśmy niedoskonali”.

Konkurs Miss Polonia był już zupełnie inną bajką, ale niczego nie żałuję. Każde doświadczenie czegoś nas uczy. W życiu trzeba częściej mówić: tak, bo odmawiając, kiedyś będziemy żałować: co by było gdyby… . Dziś jestem bardzo szczęśliwa, otoczona miłością najbliższych i otwarta na nowe wyzwania.

I to jest najważniejsze. A ja tak sobie myślę po tej naszej rozmowie, że choć minęło ponad 20 lat, to konkurs Miss Polonia wcale aż tak się nie zmienił. Bo konkurs tworzą ludzie i ich emocje. A te wciąż są takie same – niezależnie od tego, czy mamy 1988, czy 2011 rok.

Dodaj komentarz