Emilia Raszyńska – I Vicemiss Polonia 1999; reprezentowała Polskę na konkursach Miss International 2000 i Miss Universe 2000
Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony Miss Polonia w lutym 2012 roku
Spotkać się można z opinią, że dziś wybory Miss wymierne korzyści dają tylko dziewczynom z małych miasteczek. Otwierają im drzwi do świata modelingu, a dzięki sukcesom odniesionym w takiej zabawie w swoich lokalnych społecznościach stają się one „gwiazdami”. Te, które żyją w wielkich metropoliach, mają dużo więcej szans i możliwości, żeby zaistnieć w tej branży nawet bez udziału w konkursach piękności – agencje modelek, licznie organizowane castingi, media. Czy tak jest rzeczywiście, czy to tylko stereotyp? Czy losy Emilii Raszyńskiej, potoczyłyby się tak samo, gdyby nie zdecydowała się na start w wyborach Miss Polonia? Czy byłaby w tym samym miejscu, w którym jest dzisiaj? Czy konkurs w czymkolwiek jej pomógł? Jak go wspomina? Sprawdźmy.
Moja przygoda z konkursem Miss Polonia zaczęła się w moim rodzinnym mieście w Szczytnie. W 1999 roku za namową rodziny i znajomych postanowiłam wziąć udział w wyborach Miss Szczytna. Rok wcześniej siedziałam na widowni tegoż konkursu w Szczytnie i gdyby ktoś mi wówczas powiedział, że za rok będę jedną z uczestniczek, uznałabym, że jest niespełna rozumu.
W tamtym okresie studiowałam równocześnie w Kolegium Nauczycielskim i zaocznie na Akademii Wychowania Fizycznego, byłam zwyczajną studentką. Uwielbiałam muzykę, przyrodę, podróże. „Wystartowałam” trochę wbrew sobie, bo na co dzień miałam mało wspólnego z sukienkami, spódnicami i butami na obcasie. Byłam typem dziewczyny w Martensach, lubiącej rockową muzykę i taki też miałam styl ubierania się. Konkurs piękności w Szczytnie uznałam za niezobowiązującą zabawę w Miss na dodatek w doborowym towarzystwie koleżanek biorących w nim udział. Myślałam, że moja przygoda rozpocznie się i zakończy w Szczytnie. Nie spodziewałam się, że to dopiero początek…
Jak wiadomo droga do finału Miss Polonia jest długa, trzeba przejść przez kilka etapów. Emilia poradziła sobie znakomicie.
Dzień wyborów w Szczytnie wspominam z uśmiechem i wielkim sentymentem. Patrząc z perspektywy czasu widzę, jak nieporadnie się w tym wszystkim czułam. W dzień konkursu zjawiłam się w szczycieńskim MDK-u jak zwykle w Martensach i w „bojówkach” (rodzaj spodni). Na miejscu były już przygotowane sceniczne stroje, buty, były panie od makijażu. Weszłam, przebrałam się, ładnie mnie umalowano i na scenę wyszłam jako zupełnie inna dziewczyna. Było trochę stresu, kiedy zobaczyłam salę pełną ludzi. Na szczęście opanowałam nerwy i po pierwszym wyjściu czułam się już swobodnie. Ogłoszenie werdyktu było dla mnie dużym zaskoczeniem. Okazało się, że oprócz najważniejszego tytułu, Miss Szczytna, nagrodzono mnie jeszcze kilkoma innymi tytułami, łącznie z Miss Publiczności i Miss czytelników lokalnej gazety.
Jako Miss Szczytna byłam zobowiązana do reprezentowania swojego miasta w wyborach Miss Warmii i Mazur. Tak więc siłą rozpędu wzięłam udział w kolejnym etapie.
Konkurs odbywał się wtedy w Ostródzie. Szczytno reprezentowałam ja i jeszcze dwie koleżanki. Przygotowania do imprezy upływały w miłej atmosferze, aczkolwiek wyczuwałam już pewną presję otoczenia. Na widowni finałowej gali oprócz rodziny i znajomych zapowiedzieli się włodarze mojego miasta, szczycieńska gazeta, dyrektor i pracownicy MDK-u. W dzień finału kilka godzin przed koncertem przyjechała moja Mama i z rozbrajającą szczerością stwierdziła, że we fryzurze misternie ułożonej przez panie fryzjerki wyglądam jak w kasku, że to uczesanie w ogóle mi nie pasuje i że najlepiej będzie włosy po prostu umyć, wysuszyć, makijaż ograniczyć do minimum i na tym koniec stylizacji.
Do pomysłu Mamy podeszłam z pewnym dystansem ;-), bo jak to – wszystkie dziewczyny mają elegancko uczesane włosy, pięknie upięte, a ja mam wystąpić bez żadnej fryzury, naturalnie?! Nic to, posłuchałam rad Mamy, zmyłam kilogramy lakieru i wystąpiłam ze „zwykłymi”, rozpuszczonymi włosami. Przy okazji znikło napięcie związane z występem, bo przecież i tak nikt mnie nie zauważy, skoro nie mam fryzury na miarę wyborów Miss;-). Gala dobiegła końca, przyszedł czas na ogłoszenie werdyktu. I tu znowu spotkało mnie miłe zaskoczenie: zaczęło się od tytułu Miss Foto, później kolejne wyróżnienia, aż w końcu ten najważniejszy tytuł – Miss Warmii i Mazur. Największą przyjemność sprawił mi jednak tytuł Miss Publiczności, byłam w końcu w obcym mieście, z którego również startowały urodziwe kandydatki. Gratulacjom nie było końca. Z radością odkryłam, że te wszystkie „babskie” czynności zaczynają sprawiać mi przyjemność, a chodzenie na obcasach wcale nie jest takie trudne. To był fajny okres odkrywania i cieszenia się swoją kobiecością.
Jako Miss Warmii i Mazur reprezentowałam nasz region w półfinałach wyborów Miss Polonia w Bielsku Białej. To był czas intensywnych przygotowań, dziewczyn było bardzo dużo. Dało się wyczuć już odrobinę rywalizacji. Półfinały zakończyły się dla mnie pomyślnie i tym sposobem znalazłam się w konkursie finałowym Miss Polonia, który miał odbyć się za kilka miesięcy w Warszawie. Do finału zakwalifikowała się również moja koleżanka z wyborów Miss Warmii i Mazur, Magda Podwojewska, z którą zaprzyjaźniłyśmy się i stworzyłyśmy zgrany tandem.
Teraz gra toczy się już o naprawdę wysoką stawkę – koronę, samochód, splendor, popularność i możliwość reprezentowania Polski na arenie międzynarodowej.
Przygotowania do wyborów Miss Polonia odbywały się w podgarwolińskiej miejscowości. Przez dwa tygodnie byłyśmy w kompletnej izolacji od świata. Nikt nie mógł nas odwiedzać, ani my nie miałyśmy prawa wyjścia. Czas upływał na ćwiczeniu choreografii. Było trochę jak w wojsku.;-) W ramach konkursu Miss Polonia miał odbyć się również nieobowiązkowy konkurs talentów. Niektóre dziewczyny przygotowywały się do popisów. Magda Podwojewska zaprezentowała się jako tamburmajorka, Dorota Gardias śpiewała a Dorota Czaja przygotowała etiudę taneczną. Ja również miałam wziąć udział w tym wydarzeniu i zaprezentować swoją grę na skrzypcach w utworze ze „Skrzypka na dachu”, ale w dzień konkursu stchórzyłam. Strach przed grą w Sali Kongresowej był tak silny, że musiałam zrezygnować, co Pan Andrzej Meżerycki, reżyser gali finałowej, miał mi długo za złe.
Finał konkursu odbył się w Sali Kongresowej. Emocje były tak duże, że nie pamiętam wiele z tego wydarzenia. Ocknęłam się, jak wyczytywano moje nazwisko z tytułem I vice Miss Polonia. Korona Miss przypadła w udziale Marcie Kwiecień, jednak moją faworytką była Dorota Czaja. Z Dorotą poznałyśmy się lepiej kilka lat po wyborach, w trakcie kręcenia filmu reklamowego dla jednej z firm. Spędziłyśmy ze sobą kilka fajnych dni w Pradze. Później spotykałyśmy się jeszcze przy okazji pokazów mody, w których brałyśmy udział. Bardzo miło ją wspominam i kibicuję jej we wszystkim, co robi. Ostatnio miło było zobaczyć ją w serialu „Tancerze”.
Tytuł I vice Miss Polonia wiąże się z pewnymi obowiązkami, najczęściej miłymi i pozwala troszkę zakosztować sławy.
Z tytułem I vice Miss wróciłam do Szczytna. W skali mojego miasta to był wielki sukces, choć ja konkurs traktowałam jako przygodę, nowe doświadczenie.
Zaraz po powrocie rozdzwoniły się telefony z gratulacjami. Proszono mnie o wywiady w gazetach, radiu, lokalnej telewizji. W Szczytnie ludzie zatrzymywali mnie na ulicy i gratulowali, byłam nawet zaproszona na sesję Rady Miejskiej, żeby przyjąć gratulacje w imieniu miasta. Również wojewoda warmińsko – mazurski złożył mi gratulacje i podziękowania za promocję naszego regionu:) Nie spodziewałam się takiego przyjęcia z honorami. Bardzo miło to wspominam.
Zabawna sytuacja spotkała mnie w szkole, w której odbywałam praktyki nauczycielskie. Zaraz po powrocie z finałów Miss Polonia przez kilka kolejnych dni nie mogłam wyjść z klasy na przerwę. Klasa była pełna uczniów proszących mnie o autograf. Tego się nie spodziewałam. Dzieci miło mnie zaskoczyły.
Jako I vice Miss Polonia brałam udział w imprezach i koncertach pod patronatem Biura Miss Polonia. Dostałam też kilka zaproszeń na castingi do filmów i programów telewizyjnych. Jednak mieszkając w Szczytnie nie miałam chęci na częste wyjazdy do Warszawy i korzystanie z tych propozycji.
Zdobycie diademu I vice Miss Polonia nie oznacza automatycznie prawa reprezentowana Polski na międzynarodowych konkursach piękności. A jednak wiele laureatek tego tytułu otrzymało taką szansę. Emilia Raszyńska nawet dwukrotnie.
Kilka miesięcy po finale Miss Polonia czekał mnie kolejny konkurs – Miss Universe. Tym razem imprezę tą zorganizowano na Cyprze. Brało w niej udział 80 dziewczyn z całego świata.
Kompletnie nie wiedziałam, czego mogę spodziewać się po tym konkursie. Ówczesne władze Biura Miss Polonia w żaden sposób nie przygotowały mnie do tego wyjazdu. Biuro zapewniło mi tylko jedną suknię do występu finałowego. Poleciałam sama, bez żadnego mentalnego przygotowania. Po przylocie okazało się, że jestem jedną z niewielu dziewczyn, która pojawiła się zupełnie sama, bez żadnego wsparcia ze strony krajowego biura Miss, z jedną walizką i niepewnością w oczach. Inne koleżanki miały po kilka walizek strojów, doczepiane koczki, włosy, rzęsy oraz kilka osób ze sobą. Można sobie wyobrazić, jak się czułam. Jedynym „dobrym duchem“, na którego pomoc mogłam liczyć, była Pani Maria Georgiju, Polka pracująca w cypryjskiej gazecie, która zadała sobie dużo trudu, żeby mnie odnaleźć. Dostęp do nas – uczestniczek konkursu był bardzo ograniczony. Zajmowałyśmy całe piętro w hotelu, gdzie byłyśmy pilnowane przez policję. Poruszałyśmy się po Cyprze trzema autokarami z kordonem Policji i ochroniarzy. Pani Maria jakoś do mnie dotarła. Dodawała mi otuchy 🙂
Konkurs Miss Universe to zupełnie nowa jakość, której nigdy wcześniej nie zaznałam. Nad przygotowaniem uczestniczek pracowały sztaby ludzi. Zgrupowanie przed konkursem trwało trzy tygodnie. Wszystko było zaplanowane co do minuty. Pełen profesjonalizm.
Te tygodnie kojarzą mi się z ciężką pracą, ciągłymi podróżami po Cyprze. Miałam wrażenie, ze ambicją organizatorów było to, żeby zobaczył nas każdy mieszkaniec Cypru;-) Dzięki temu stałyśmy się rozpoznawalne na tej małej wyspie. Najlepszy dowód? Po konkursie postanowiłam zostać tydzień dłużej z moim bratem i kuzynem, którzy przylecieli na finał Miss Universe. W hotelu w którym mieszkaliśmy, zostałam rozpoznana jako jedna z uczestniczek, dzięki temu nie musiałam płacić za pokój, a wszystkie inne atrakcje wyspy stały przede mną otworem 🙂 Ludzie na Cyprze żyli tym konkursem. To był dla mnie bardzo miły czas.
Wybory Miss Universe 2000 wygrała dziewczyna z Indii – Lara Duta. Uważam, że w pełni zasłużyła na ten sukces. Była bardzo inteligentna, skromna, bił z niej wielki spokój. Miała wrodzoną klasę i to coś, co ciężko określić a co sprawia, że kobieta jest wyjątkowa. Natomiast jeśli chodzi o finałową dziesiątkę to znalazło się tam kilka dziewczyn, na które nigdy bym nie postawiła, ale ocenianie urody jest tak subiektywną sprawą, że trudno doszukiwać się potwierdzenia własnego zdania.
Kolejny konkurs, na którym reprezentowałam Polskę, to Miss International w Japonii. Konkurs o zupełnie innym charakterze niż Miss Universe. Tu organizatorzy przez większość czasu zapoznawali nas z urokami Japonii i z jej odmienną kulturą. Przygotowania do występu finałowego ograniczały się w zasadzie do jednego dnia. Nie było nawet rozmów z jurorami.
Po przyjeździe rozpoznałam w uczestniczkach wiele koleżanek, które poznałam wcześniej na Miss Universe. Dzięki temu czułam się pewniej.
Podczas pobytu zaprzyjaźniłam się z moją roommate – Izraelką Daną Farkash. Pamiętam, że w tym czasie Dana bardzo bała się, że będzie musiała pójść do wojska, taki obowiązek mają kobiety w Izraelu. Akurat odnawiał się konflikt izraelsko – libański. Rzuciło się to cieniem na atmosferę wśród uczestniczek. Miss Libanu nie chciała siedzieć w jednym autobusie z Miss Izraela – Daną. To pokazuje, z jak różnymi sytuacjami mogą mieć do czynienia organizatorzy międzynarodowych konkursów piękności.
Mój pobyt w Japonii obfitował w wiele przygód. W Tokyo, miałam nawet okazję przeżyć a raczej przespać trzęsienie ziemi. Może to i dobrze, bo mieszkałam na 15 piętrze hotelu i w trzęsącym się wieżowcu czułabym się raczej nieswojo.
Podsumowując, najprzyjemniejszym aspektem brania udziału w międzynarodowych konkursach było poznawanie ludzi i odmiennych kultur, zwiedzanie wielu miejsc, nawet tak odległych jak Japonia. Może zabrzmi to jak truizm, ale wszystko, co przeżyłam było dobrą szkołą życia, treningiem umiejętności radzenia sobie w niemal każdej sytuacji.
Bardzo miło wspominam czas wyborów Miss i związane z nimi przygody i znajomości.
Sentyment do konkursu pozostał, czego przykładem jest to, że udało mi się namówić do wzięcia w nim udziału moją siostrę Kasię, która po tym, jak zdobyła tytuł Miss Szczytna w 2002 roku, przechodząc kolejne eliminacje, dotarła aż do finału konkursu Miss Polonia.
Miss jest się tylko przez rok. A później? Jak dalej potoczyło się życie Emilii Raszyńskiej? Czy konkurs Miss Polonia okazał się tylko epizodem, czy sposobem na życie?
Po wyborach do ukończenia studiów mieszkałam w Szczytnie. W 2000 roku przeprowadziłam się do Warszawy, gdzie zaczęłam pracę w internetowym tygodniku społeczno – kulturalnym. Równocześnie pracowałam jako modelka, krótki okres zajmowałam się także prowadzeniem imprez plenerowych.
Dwa lata po tym, jak przeprowadziłam się do Warszawy, poznałam swojego przyszłego męża, który wtedy kontynuował z powodzeniem swoją sportową karierę w Stanach Zjednoczonych. Postanowiliśmy zamieszkać razem. Od tego czasu zaczęła się dla mnie sześcioletnia podróż po świecie. Zmiany krajów zamieszkania związane były ze zmianą klubów sportowych w których aktualnie grał mąż. Były to kolejno: Kanada, USA, Szwecja, Szwajcaria. Jako że moją pasją zawsze były podróże, poznawanie świata, bardzo miło wspominam ten czas.
Po powrocie do Polski ukończyłam studia magisterskie na wydziale socjologii w Collegium Civitas. Obecnie zajmuję się prowadzeniem niedużej firmy z gadżetami reklamowymi. Oprócz tego część mojego czasu związana jest z nieruchomościami. Ukończyłam studia podyplomowe w zakresie wyceny nieruchomości oraz pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Zdobywam kolejne doświadczenia w tym zakresie.
W 2009 roku urodziłam syna – Iwo. Jestem szczęśliwą mamą i żoną, rodzina jest moją radością i oparciem.
Jak widać konkurs Miss Polonia nie odmienił diametralnie życia Emilii Raszyńskiej ale z pewnością na nie wpłynął. Pozostawił miłe wspomnienia i wzbogacił o nowe doświadczenia.