Wywiad z L. Grabowską – Górecką

Swoją karierę zawodową rozpoczęła od pracy w szkole. Była nauczycielem nauczania początkowego (klasy 1-3), a później muzyki i plastyki. Od początku kreatywna i niesztampowa, prowadziła klasę artystyczno – teatralną. Jej podopieczni redagowali bajki, pisali i ilustrowali książki. Wierna dewizie J. J. Rousseau, że „nauczyciel powinien uczyć tylko przez 10 lat, bo potem nie ma już nic do przekazania”, dokładnie po 10 latach zrezygnowała z pracy w oświacie i poświęciła się pracy w kulturze. Przez ponad 20 lat była wicedyrektorem Bielskiego Centrum Kultury, zaś obecnie prowadzi działalność własnej agencji Grabowska Models. Od 25 lat zajmuje się organizowaniem konkursów piękności i pokazów mody. Optymistka, wulkan energii i gejzer pomysłów. W wolnych chwilach uwielbia chodzić do kina, słucha dobrej muzyki, gra w brydża.
Zapraszamy na rozmowę z LUCYNĄ GRABOWSKĄ-GÓRECKĄ, kobietą, która już zapisała się złotymi zgłoskami w historii konkursów piękności w Polsce, a wciąż jest ich częścią i wiele jeszcze przed nią.

Witamy serdecznie Pani Lucyno!

Jak i kiedy zrodził się pomysł na zorganizowanie wyborów Miss na Podbeskidziu? Jednym słowem skąd wzięła się Pani w Miss-biznesie? I jak wspomina Pani swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą?

To się stało wtedy, kiedy Miss Polonia została Renata Fatla, pochodząca z mojego rodzinnego miasta Bielska – Białej. Był 1986 rok. Młodsi Czytelnicy być może już o tym nie pamiętają, ale istniało wówczas w Polsce coś takiego, jak Międzynarodowy Klub Prasy i Książki „Ruch”. Przez ten klub były organizowane w jego poszczególnych oddziałach spotkania z ciekawymi ludźmi. Odbywały się one w wielu miejscowościach, nawet w malutkich miastach i wioskach, również na terenie Podbeskidzia. Na takie spotkania zapraszana była m. in. Miss Polonia. I ja z Renatą Fatlą na nie jeździłam. Przychodziło wiele młodych dziewcząt, które pytały, co trzeba zrobić, żeby wystartować w takim konkursie, gdzie się zgłosić, żeby zostać Miss. To był impuls, który spowodował, że postanowiłam im pomóc i zająć się organizacją tego typu imprezy na terenie mojego regionu.

Początki były oczywiście trudne. To były czasy ZSMP, zupełnie inne realia i zupełnie inne konkursy, niż obecnie. Pamiętam, że stroje kąpielowe podczas pierwszych edycji nie były bikini, tylko jednoczęściowe, a pierwsze nagrania z nich są jeszcze czarno – białe. Istniał wtedy, w latach 80, w Polsce tylko jeden konkurs piękności – Miss Polonia i cieszył się on niebywałym powodzeniem. Całe rodziny zasiadały przed telewizorami i oglądały finałową galę. Dla dziewczyn udział w nim to była wielka szansa. Rzeczywistość wokół nich była wtedy szara, a wybory Miss uchylały przed nimi drzwi do innego, bardziej kolorowego świata.

Nasz konkurs na początku nazywał się Miss Podbeskidzia, a potem chcieliśmy poszerzyć trochę jego terytorialny zasięg i zaczęliśmy organizować Miss Beskidów. Pamiętam, że pierwszą nagrodą w pierwszym konkursie Miss Podbeskidzia, w którym wygrała Ola Ciopińska, były 4 opony do malucha. No wtedy to była tak niezwykle cenna nagroda, że dziś to się nam w głowie nie mieści. Ola wtedy, ponieważ nie miała samochodu, sprzedała te opony i za pieniądze uzyskane z ich sprzedaży, kupiła sobie pralkę i lodówkę. Takie to były czasy.

Jak już wspomniałam wcześniej, na samym początku w Polsce istniał tylko jeden konkurs – Miss Polonia. Kiedy w Biurze Miss Polonia doszło do rozłamu i podziału, pozostaliśmy przy Miss Polski, ponieważ to jego laureatka reprezentowała wówczas Polskę na wyborach Miss Świata. Wszyscy w Bielskim Centrum Kultury, gdzie konkurs Miss Podbeskidzia jest od samego początku organizowany uważaliśmy, że Miss World to jest najbardziej prestiżowy konkurs międzynarodowy, więc to było naturalne, że wiązaliśmy się z tym polskim organizatorem, który delegował swoją laureatkę na tę imprezę.

Najsłynniejsze wykreowane przeze mnie piękności to: Miss Polski 1992 – Elżbieta Dziech, Miss Polonia 1994 – Jadwiga Flank, 1 Wicemiss Polonia’94 – Magdalena Pęcikiewicz oraz 2 Wicemiss Polski 2010 – Joanna Kusiak.

Organizacją regionalnego konkursu piękności zajmuje się Pani od prawie 25 lat i na ten temat wie Pani już wszystko. Firmowane przez Panią koncerty regionalne tradycyjnie zachowują bardzo wysoki poziom i cieszą się wielkim uznaniem. Kilkukrotnie organizowała Pani również ogólnopolskie półfinały. Na czym polega Pani praca? Kto najbardziej Pani w niej pomaga i wspiera?

Rzeczywiście, w latach 90, kiedy związana byłam z Biurem Miss Polonia, corocznie organizowano konkursy na najlepsze wybory Miss Regionu. Trzy lata pod rząd wygrywałam ten plebiscyt. Po pewnym czasie jego organizacji zaniechano.

Obecnie jestem organizatorką regionalnych eliminacji do konkursu Miss Polski – Miss Beskidów i Miss Beskidów Nastolatek, zdarza się, że przygotowuję także ogólnopolskie półfinały, a od kilku lat robię również wybory Mistera Beskidów i Mistera Polski. Podejmuję także wiele innych inicjatyw, m.in. organizuję pokazy mody. Jestem jedynie przeciwniczką dziecięcych konkursów piękności.

Sama oczywiście nie byłabym w stanie udźwignąć tak dużych imprez. Pomaga mi cały sztab ludzi. Różnie bywało przez tych kilkadziesiąt już lat, ale uważam, że dobrze trafiłam. W Bielsku–Białej i całym swoim regionie mam wielu sympatycznych przyjaciół zainteresowanych pomocą przy organizacji konkursu, sponsoringiem. Są ze mną od lat i zostali do dziś. To im – specjalistom w swoich dziedzinach, powierzam wszystkie sprawy techniczne, biurowe, finansowe, księgowe i wiele innych. Są osoby odpowiedzialne za tak ważne kwestie, jak przygotowanie strojów dla finalistek, czy choreografii.

Ja całość koordynuję, a poza tym wszystkie konkursy piękności, które organizowałam, odbywają się wg mojego pomysłu, scenariusza i reżyserii. Moim zamysłem jest, żeby co roku każdy koncert finałowy odbywał się w innej konwencji, wpasowany w dany temat, opowiadał inną historię, stanowił zamkniętą całość spiętą jak gdyby jedną klamrą. I tak mieliśmy już wybory kosmiczne, kabaretowe, w stylu country, odbyliśmy podróż w 80 minut dookoła świata, itd., itp.

Nigdy nie miałam problemów ze zgraniem wszystkich osób pracujących przy takiej imprezie. Robię to już tak długo i ludzie wiedzą, że jestem w tym kompetentna i że się na tym znam. Ufają mi, zawsze mogę na nich liczyć. Najlepszy przykład? Zdarza się, że muszę coś zrobić „na szybko”, w ostatniej chwili. Normalnie jedną galę konkursową przygotowuję 2, 3, 4 miesiące. Na zorganizowanie półfinału Miss Polski Nastolatek 2011 miałam 12 dni. Wystarczyło kilka telefonów: „Słuchajcie, pokażmy, że my Górale damy radę, że potrafimy”. Wszyscy się włączyli w przygotowania, udało się zrobić imprezę w tak krótkim czasie.

I właśnie z tych powodów, o których wspomniałam, warto organizować konkursy piękności. Mamy w Polsce tak wielu młodych, inteligentnych, wrażliwych i utalentowanych ludzi. Ja chcę ich pokazać światu i stworzyć im nowe szanse i możliwości.

Jest Pani jedną z nielicznych w Polsce osób, która związana jest z Miss-biznesem niemal od początku jego istnienia w naszym kraju (czyli od lat 80) aż do chwili obecnej. Poświęciła mu Pani większość swojego życia. Po co Pani to robi? Co takiego jest w konkursach piękności, że wciągnęły Panią jak narkotyk?

Nie mogę powiedzieć, że nigdy nie mam dość swojej pracy. Czasami mam takie momenty, że myślę sobie: „Boże, po co ja to robię? Może już wystarczy?”. Zwłaszcza po zakończeniu kolejnej finałowej gali. To jest naprawdę ciężka praca, wielki wysiłek, a finalistki? Mają różne temperamenty i charaktery, a taki konkurs ma to do siebie, że na ogół po jego rozstrzygnięciu jest jedna osoba zadowolona i co najmniej kilka zawiedzionych czy rozczarowanych. W takich sytuacjach różnie ludzie okazują swoje emocje, niekiedy nie potrafią nad nimi zapanować i nie zawsze bywa przyjemnie. Ale zmęczenie mija, te miłe momenty, ta radość związana z organizacją kolejnych imprez wynagradza mi wszystko.

Poza tym wybory Miss w moim regionie, które organizuję, dają wymierne korzyści młodym ludziom – ich uczestnikom. Nie chodzi mi o to, by laureatka dostała paczkę kosmetyków, czy telewizor, tylko żeby jej udział w tej zabawie procentował przez całe życie, żeby coś z niego wynikało. Pragnę również pokazać, że wbrew pokutującym wciąż stereotypom, Miss to nie jest ładna, ale głupia lala. Chcę, żeby ludzie przekonali się, że w konkursie startują naprawdę fajne, wybrane, wyselekcjonowane dziewczyny, mądre, inteligentne. Dlatego główną nagrodą od wielu, wielu lat są studia w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania dla zwycięzców konkursu na Miss i na Mistera Beskidów, a cała pierwsza trójka zarówno w konkursie dla pań, jak i dla panów otrzymuje nagrody edukacyjne. No to proszę sobie wyobrazić, ilu młodym ludziom przez tyle lat wytyczyliśmy fajną drogę. I rzeczywiście wszystkie Miss pokończyły studia na tej uczelni, potem zrobiły studia magisterskie. Z panami bywało różnie, bo na ogół wyjeżdżali za granicę, ale jednak są też i takie przypadki, wielu ich jest, którzy również te studia pokończyli.

W konkursie Miss Beskidów Nastolatek mogą brać udział dziewczyny, które ukończyły 14 lat. To są osoby niezwykle młode, więc nie chcę, żeby się im szybko, niemal od dziecka, poprzewracało w głowach. I mam na to sposób. Organizujemy w trakcie finałowej gali konkurs talentów. Każda nastolatka musi przygotować pokaz swoich umiejętności, zachwycić uzdolnieniami. Mają na to 3 – 4 miesiące czasu. W efekcie niektóre grają na różnych instrumentach muzycznych, inne śpiewają, żonglują, szyją itd., itp. Na przykład w tym roku w kategorii nastolatek wygrała Klaudia Nikiel, która przygotowała dla wszystkich pozostałych startujących w tym konkursie własną kolekcję ubrań, pokaz mody jej autorstwa. Ona zaprojektowała i uszyła wszystkie stroje, a w charakterze modelek wystąpiły jej konkurentki. Jestem pewna, że ta dziewczyna zwiąże się w przyszłości ze światem mody. Autorska kolekcja zaprezentowana podczas finału Miss Beskidów Nastolatek jeszcze dodała jej pewności siebie. Chodzi teraz do szkoły projektowania odzieży. Już wygrała konkurs zorganizowany przez pałac w Wilanowie na strój Rokoko, inny jej strój „poszedł” na konkurs do Norwegii. Myślę, że jest to dobry przykład na to, że pomagam tym młodziutkim dziewczynom rozwijać swoje talenty, a niekiedy dopiero je odkryć. Mogą pokazać, że oprócz tego, że są ładne, to coś również potrafią. Może to jest akurat ten moment. Dziewczyna sama w sobie odnajdzie jakąś tam pasję. Jeśli dzięki mnie czymś się zainteresuje i będzie coś robić w tym kierunku, to znaczy, że osiągnęłam swój cel.

Oprócz tego ja te wybory robię również po to, żeby pokazać młodym ludziom, że warto i trzeba nie tylko brać, ale też dawać coś od siebie. W naszym regionie idea „Piękno w szczytnym celu” naprawdę jest realizowana! I to się udaje! Moje dziewczyny i chłopcy – piękne finalistki i finaliści każdej kolejnej edycji Miss i Mistera Beskidów, czy Mistera Polski, przygotowują jakieś prezenty, upominki dla wychowanków domu dziecka, których następnie odwiedzamy, bawimy się z nimi. Dzięki temu moi protegowani widzą i doceniają, że uroda, którą dostali od losu to wielki dar, który stworzył im szanse, jakich większość podopiecznych domu dziecka nigdy nie będzie miało. Uczę ich w ten sposób, żeby potrafili i chcieli się dzielić z tymi, którzy nie mieli w życiu tak wiele szczęścia, jak oni. I żeby umieli czerpać z tego radość.

W tym roku, jak już wspominałam, organizowałam półfinał konkursu Miss Polki Nastolatek. Do Szczyrku przyjechały młodziutkie dziewczyny z całego kraju. Poprosiłam je, aby każda z nich przywiozła ze sobą prezent, jakiś drobiazg – kredki, plastelinę, bajki, zabawki, lalki, maskotki, cokolwiek… One to przywiozły, zaprzyjaźniona ze mną florystka pięknie to opakowała, zaprosiliśmy dzieci z domów dziecka na półfinałowy koncert w Hotelu Orle Gniazdo. I kiedy bohaterki wieczoru wręczały adresatom te prezenty i widziały radość tych dzieci, same zrozumiały, jak to fajnie jest też coś dać od siebie, zrobić coś dla innych. I taki jest mój cel i prawdziwy sens imprez, które organizuję.

Dla moich podopiecznych jestem jak „ZASTĘPCZA MAMA”. Niezwykle wzruszający był moment, kiedy podczas ostatniego finału Miss Beskidów i Mister Polski dostałam od uczestników medal „DLA NAJLEPSZEJ MAMY NA ŚWIECIE”. Autentycznie się rozpłakałam- dlatego warto robić te konkursy – dla tych wzruszeń i niezapomnianych momentów !!!

A teraz poprosimy o trochę anegdotek – pamięta Pani może jakieś wyjątkowe sytuacje z konkursu? Którą edycję szczególnie Pani zapamiętała i dlaczego ?

Nie jestem przesądna, ale myślę, że 13 edycję wyborów Miss Podbeskidzia będę długo pamiętała. Właściwie wcześniej, przez kilkanaście lat, nigdy nie wydarzyło się nic szczególnego, żadna wpadka, która byłaby na długo zapamiętana, a wtedy ten konkurs w 2001 r. był naprawdę pechowy. Koncert finałowy odbył się w konwencji: „W 80 minut dookoła świata”. Impreza prowadzona była przez „stewardesę” i „stewarda” w mundurach lotniczych, dziewczyny podróżowały samolotem po świecie i jedno wyjście zostało zaplanowane jako próba dostania się do haremu w którymś z krajów arabskich. Niestety, finalistki miały na tą okazję przygotowane dość skomplikowane stroje i okazało się, że nie zdążyły na czas poprzypinać tych wszystkich ozdób i świecidełek. Tymczasem gala trwa, muzyka do układu już poszła, dwóch eunuchów, którzy pilnowali „wejścia do haremu” już stało … no i nic – dziewczyn nie ma, a ja wiedziałam, że jak się spóźnią, to już nie zatańczą w ogóle, bo się nie zgrają z muzyką. Czułam strużki potu spływające mi po plecach. Wyszłam na scenę i powiedziałam, że „nie jest tak łatwo dostać się do haremu”. Uratowałam sytuację, na szczęście od lat pracujący ze mną akustyk zorientował się, że trzeba puścić muzykę jeszcze raz od początku i wtedy się już wszystko udało – wszystkie prezentacje konkursowe się odbyły, Miss została Ela Gigoń 🙂

Jeśli chodzi o imprezy ogólnopolskie, to bardzo miło wspominam zorganizowany u nas w Bielsku–Białej półfinał Miss Polonia’97. Bardzo udana impreza, z pięknymi uczestniczkami, m. in. silną „frakcją” ślicznych blondynek.

Jakie było najśmieszniejsze zdarzenie podczas tych kilkudziesięciu już lat? Największa „wpadka”? Czy jest może coś, czego Pani żałuje, albo co Panią zaskoczyło? Jakby Pani podsumowała ten okres – co uważa Pani za swój największy sukces, a co za największą porażkę?

Większych wpadek i porażek nie było. Żałuję tylko jednego, że czas tak strasznie szybko leci. Zabawnych historii za to było wiele. Myślę, że mogłabym już napisać ciekawą książkę na temat tego, co przeżyłam. Może kiedyś się skuszę.

Jeśli miałabym wybrać tylko jedną ciekawą historię… W 1994 roku zgłosiła się do wyborów Miss Podbeskidzia Jadzia Flank. Piękna dziewczyna o wielkiej kulturze. Przeszła przez eliminacje, zakwalifikowała się do finału, trwały już próby, po czym ona przychodzi i mówi, że rezygnuje z dalszego udziału w konkursie, bo jej narzeczony jest przeciwny. Planują Ślub, on nie chce czekać. Ja jej wtedy wytłumaczyłam, że jak kocha, to poczeka i że nie powinna rezygnować ze swoich marzeń, a poza tym, że ja się po prostu nie zgadzam, już jesteśmy w trakcie prób, układy choreograficzne są opracowane, jej rezygnacja pociągnęłaby za sobą konieczność zmian, na które nie ma już czasu. Dała się przekonać, została, ciąg dalszy tej historii znamy. Jadwiga wygrała najpierw regionalny konkurs Miss Podbeskidzia, potem finał Miss Polonia ’94, pojechała do RPA na wybory Miss World, a później… wyszła za mąż za tegoż samego Wojtka, który był przeciwny jej udziałowi w konkursie, mają uroczego syna i wszystko się potoczyło jak w bajce, wszystko dało się pogodzić. Ile ciekawych, fajnych rzeczy by ją ominęło, gdyby zrezygnowała. Tak więc ja zawsze mówię dziewczynom: „Nie rezygnujcie ze swoich marzeń, ze swoich planów. Uroda to jest taki dar od losu. Jeżeli masz szansę, to spróbuj, wykorzystaj ją”.

A co uważam za swój największy sukces? To, że pracuję z młodzieżą, dodaje mi siły, energii i chęci do pracy i rozwoju. Jestem na bieżąco z internetem, z komputerem, z trendami, słucham tego, czego słucha młodzież. Moim największym sukcesem jest to, że nie dość, że robię to, co kocham, to jeszcze dzięki mojej pracy pozostaję młoda duchem. I dlatego, choć na plecach czuje się już oddech konkurencji, „młode wilczki atakują”, ale nie poddaję się i robię swoje. Już w październiku odbyły się pierwsze castingi do konkursu Miss Beskidów 2012, zaczynamy przygotowania i na wiosnę planujemy wielki finał 🙂

Przejdźmy teraz do głównych bohaterek, Pani podopiecznych, kandydatek do korony i tytułu Miss. Te najbardziej znane i utytułowane już Pani wymieniła wcześniej. Ale osobiście, którą z laureatek lub kandydatek szczególnie Pani zapamiętała i dlaczego? Z którą spośród wykreowanych przez Panią Miss najlepiej się współpracowało, którą najbardziej Pani polubiła? Czy po przekazaniu przez nie korony nadal utrzymuje Pani kontakt z byłymi Miss ? A może zdradzi nam Pani, jaka jest Pani anty-miss? Czy któraś z Miss zawiodła?

Nie mam anty-miss. Ja je wszystkie serdecznie i miło wspominam, dbam o nie, utrzymuję z nimi kontakty także po wyborach, kiedy przestają pełnić obowiązki Miss i wracają do zwykłego życia. One to doceniają. Jak w 2008 roku zrobiłam imprezę z okazji 20-lecia konkursu Miss Podbeskidzia (obecnie Beskidów), to przyjechały wszystkie laureatki tego tytułu, za wyjątkiem jednej, która nie była obecna na tej jubileuszowej gali finałowej, ponieważ była w tym czasie w szpitalu i rodziła syna Maksa – on na pewno będzie Misterem jak dorośnie 🙂 Poza nią były wszystkie, z dziećmi, niektóre z dwójką, trójką dzieci, inne z niemowlętami na rękach. To było niezwykle cenne, że tak miło ten konkursowy epizod wspominają, a dla mnie kolejny dowód na to, że warto to robić. Na marginesie powiem, że „wychowuję” już drugie pokolenie „missek”. Córka i syn Eli Dziech są już u mnie w agencji, mają teraz po 16, 17 lat. 🙂

Ale, ale… mam nie tylko utytułowane Miss. Z mojego regionu jest wielu równie utytułowanych facetów. Z Beskidów pochodzą Mister Poland 2000 Andrzej Bizoń oraz Mister Polski 2006 Daniel Madej, który później reprezentował Polskę na konkursie Mister Świata w Chinach. Obecnie Daniel mieszka i pracuje w Nowym Jorku. Pojawił się na wybiegu m. in. podczas ostatniego Fashion Week. Aktualnie mamy takiego fajnego Mistera Polski. Jest nim Krystian Kurowski. Wciąż czekamy na decyzję Misslandu, na który konkurs międzynarodowy zostanie oddelegowany. Myślę jednak, że gdziekolwiek by nie pojechał, naprawdę powalczy. Tak więc sądzę, że ja rzeczywiście mam „dobre oko”. 🙂

Co się dzieje z Miss Regionu, która nie odniesie sukcesu na szczeblu ogólnopolskim? Czy znika ona zupełnie ze świata mediów i show-biznesu?

Do tej pory jakoś się to nie zdarzyło. Co roku jeśli nawet nie Miss, to któraś spośród wicemiss jest w ogólnopolskim finale.

A teraz skupmy się na tych, które jednak pokonują kolejne szczeble na konkursowej drabinie. Jaka jest Pani rola, jako organizatora regionalnego, w przygotowaniach dziewczyn do kolejnych etapów konkursu zarówno w Polsce, jak i na międzynarodowej arenie?

Oczywiście dbam o to, żeby dziewczyny wyjechały odpowiednio przygotowane czy to na konkurs ogólnopolski, czy za granicę i dobrze się tam zaprezentowały. Pomagam im skompletować piękną garderobę, zapewniam opiekę fryzjersko–kosmetyczną, relaks w SPA. Ale nie tylko. Jak to powiedział nieżyjący już prezes Biura Miss Polonia Piotr Stawicki, moje podopieczne są wspaniale przygotowane do występu nie tylko na scenie, ale i poza nią, czyli są kulturalne, dobrze wychowane, wiedzą, jak się zachować. Ja i o tym pamiętam i dbam o to. Jestem naprawdę dumna z moich dziewczyn.

Nie towarzyszę im osobiście podczas zgrupowań. Ale dla każdej mojej podopiecznej przed wyjazdem na finał ogólnopolski przygotowuję list z dobrymi radami na każdy dzień. One mogą go otworzyć dopiero podczas zgrupowania i codziennie korzystają z moich wskazówek. Taki list otrzymała i Jadwiga Flank, i Elżbieta Dziech. Kiedy ta ostatnia wyjeżdżała do Gdyni, ja to czułam, wiedziałam, że tylko ona może zostać Miss Polski’92. Była świetną dziewczyną, doskonale ją przygotowaliśmy do finałowej rywalizacji. I ostatnią część mojego listu miała sobie przeczytać dopiero, jak będzie wracała po gali do hotelu. Było tam tylko jedno zdanie: „A nie mówiłam?” 🙂

Jeśli chodzi o międzynarodowe konkursy piękności, to moje protegowane brały udział praktycznie we wszystkich tych najważniejszych – Miss World, Miss Universe, Miss International, Miss Europe, Miss Globe. Ale bez względu na to, jak duża i jak bardzo prestiżowa jest impreza, przygotowujemy naszą delegatkę zawsze równie starannie i kompletnie. Dla przykładu – w 1999 roku nasza podopieczna – Mirka Strojny, reprezentowała Polskę na konkursie Miss Baltic Sea. Malutkie, wręcz lokalne wybory. A mimo to wyposażona była doskonale, niczego jej nie brakowało, załatwiłam, że uszyto jej tutaj piękny, szlachecki strój narodowy. Była przygotowana na tyle znakomicie, że wygrała i zdobyła koronę Miss Baltic Sea.

A czy ma Pani swój ulubiony, międzynarodowy konkurs piękności ?

Szczególnie, to się zawsze lubi te konkursy, na których dziewczyny odnoszą największe sukcesy. 🙂

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, więc i my zmierzamy do końca naszej rozmowy. Może jeszcze jedno pytanie. Jest Pani związana z konkursami piękności w Polsce od kilkudziesięciu lat. W tym czasie zaszły w ich organizacji oczywiście olbrzymie zmiany. Czy Pani zdaniem te zmiany podążają w dobrym, czy w złym kierunku?

Wydaje mi się, że dziewczynom powinno się po zakończeniu wyborów, kiedy już zgasną światła na scenie, a publiczność rozejdzie się do domów, coś jeszcze proponować, jakoś starać się je wykorzystać, w pracy w modelingu, w reklamie. Trochę tego jest za mało, takie odnoszę wrażenie. Ja przynajmniej tu w Bielsku – Białej się staram, żeby to nie było tak, że tylko pierwsza trójka się cieszy, a o reszcie nikt nie pamięta. Zawsze mam jakieś propozycje także dla pozostałych kandydatek, żeby nie zapomniały o konkursie i żeby ich czas również trwał trochę dłużej, niż to przysłowiowe 5 minut.

Druga sprawa. Myślę, że może trochę niepotrzebnie zmierza się w tym kierunku, żeby Miss były coraz wyższe. Minimum te 175 – 180 cm. A przecież niekoniecznie najwyższa oznacza najpiękniejsza. Czasem naprawdę te niższe dziewczyny są tak piękne, tak proporcjonalne, że dlaczego je „karać” od razu na starcie. Przypomnijmy sobie choćby Miss Polonia’88 Joasię Gapińską. Nie miała nawet 170 cm wzrostu, a była pięknie, proporcjonalnie zbudowana. Do dziś przez wiele osób uważana jest za ideał. U mnie w finale Miss Beskidów wystąpiła kiedyś taka dziewczyna, która miała zaledwie 158 cm wzrostu, ale była śliczna i dostała szarfę „Najmniejsza Miss”. Fajny pomysł, bardzo się ucieszyła. 🙂

Pani Lucyno, było nam bardzo miło Panią poznać. Czy na koniec naszej rozmowy chciałaby Pani coś jeszcze dodać?

Tak, chciałabym zaapelować do dziewczyn, żeby się nie bały, żeby próbowały swoich sił. Życzę Wam więcej odwagi. Naprawdę, jest tyle pięknych, młodych kobiet, które się nie zgłaszają do konkursów piękności. Ja je nawet rozumiem czasami, wiem, że o takich imprezach różne krążą opinie, ale naprawdę, uwierzcie, że jest to fajna przygoda i przede wszystkim jakaś szansa. Powinnyście spróbować, ale też nie możecie zapominać o rzeczach najważniejszych. Ze względu na Waszą przyszłość, na pierwszym miejscu powinna być nauka, w tym również języków obcych. W to trzeba zainwestować. Ale warto przeżyć również fajną zabawę, mieć miłe wspomnienia. I dlatego warto wystartować w wyborach Miss, cieszyć się chwilą, nie zapominając jednak, że jest to jedynie przygoda na parę miesięcy, może na parę lat. Myślę, że tak właśnie należy do tego podchodzić.

Bardzo serdecznie dziękujemy za rozmowę.

Ja również dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników Globmiss.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w grudniu 2011 r.

Dodaj komentarz