Wywiad z E. Sienicką – cz. I

Ewelina Sienicka – II Vicemiss Polonia 2007

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia we wrześniu 2010 r.

Matki kochają i wspierają swoje dzieci przez całe życie. Taka ich rola. Ale, jak się okazuje, ich stosunek do udziału córek w konkursach piękności jest bardzo różny. Niektóre spośród uczestniczek różnych wyborów Miss decydują się na start w nich wręcz w tajemnicy przed rodziną. Inne wprost przeciwnie, biorą w nich udział za namową mamy, taty, czy innych bliskich i są później podczas  kolejnych etapów zmagań przez nich gorąco wspierane i dopingowane. Tak jak Ewelina Sienicka. Ale wsparcie jej mamy było wyjątkowe. Jej historia to opowieść o wielkiej miłości i dumie matczynej. Silniejszej nawet od śmiertelnej choroby…

Ale zacznijmy od początku. Oto jak wspomina ona swoje dzieciństwo i relacje z rodzicami…

Tata wychowywał mnie na kobietę niezależną, z klasą. Bez litości wrzucał na głęboką wodę. Mama z kolei zawsze z sercem na dłoni. Płakała razem ze mną, gdy chorowałam, płakała też ze szczęścia, gdy odnosiłam sukcesy. Przelała na mnie i moje siostry ogromne pokłady ciepła. Zawsze chciała nas mieć blisko siebie. W dzieciństwie, jako uczennica byłam zdyscyplinowana. Należałam do tych dzieci, które odrabiają lekcje w piątek po południu, zaraz po szkole. Później jako studentka prawa – sumienna, robiąca notatki na każdym wykładzie. Idealnie nadawały się do kopiowania przez kolegów z roku;-) Zawsze ślepo wierzyłam w ideały, które wpajali mi rodzice. Życie je weryfikuje, ale te najważniejsze pozostały po dziś dzień – dom, rodzina.

Swoją przygodę z konkursami piękności Ewelina zaczęła bardzo wcześnie, jeszcze jako nastolatka. Oczywiście i w tej drodze od początku towarzyszyli jej rodzice.

Moja droga do finału Miss Polonia trwała 2 lata, a moja przygoda z tym konkursem zaczęła się niby od przypadku, ale decyzja o wzięciu w nim udziału była przemyślana.

W 2005 roku w Walentynki w Białymstoku odbywał się regionalny casting do konkursu Miss Polski Nastolatek. Robiłam wtedy zakupy i kątem oka zerknęłam, jak takie eliminacje przebiegają i kto się na nie zgłasza. Pamiętam, że było wtedy dużo naprawdę ślicznych dziewczyn. Wszystkie miały buty na obcasie, długie nogi i włosy. Jedna oglądała drugą od góry do dołu i przepychały się po ankiety. Obejrzałam z boku to widowisko i odeszłam. Między sklepowymi półkami znalazła mnie Pani z komisji, dała ankietę do wypełnienia i zaprosiła na casting. Wróciłam, poczekałam na swoją kolej i po 10 minutach umawiałam się już na podpisanie umowy z agencją modelek, która była organizatorem tego konkursu. Tym sposobem wystartowałam jako nastolatka w konkurencyjnym do Miss Polonia konkursie, gdzie zdobyłam tytuł I Wicemiss Nastolatek Ziemi Podlaskiej.

Dla organizatorów, rodziny i znajomych oczywistą sprawą było, że kolejnym krokiem będzie mój udział w rywalizacji dla dziewcząt dorosłych. Zresztą tak wiele osób na mnie liczyło i pomagało mi…Gdyby nie mój tata np., wzięłabym udział w konkursie chyba na boso. To On kupił mi pierwsze buty na wysokim obcasie. Startując w wyborach Miss Polski Nastolatek poznałam Dominika Masny, dzięki któremu zaprzyjaźniłam się ze sceną i kamerą. To on w tzw. międzyczasie wysyłał mnie na różne konkursy piękności i pokazy, abym „docierała się” i nabierała obycia na występach przed publiką. Kiedy tylko ukończyłam 18 lat i stałam się pełnoletnia poszłam na regionalny casting do konkursu Miss Polonia…jako blondynka…Od zawsze szczerego i niepatyczkującego się Dominika na „dzień dobry” usłyszałam, że z tym blondem a’la lalka Barbie na głowie wyglądam fatalnie.

Przemyślałam kwestię zmiany koloru włosów, zadbałam o formę, zrzuciłam dobre parę kg i wystartowałam w konkursie po roku. Miałam już wtedy duże doświadczenie. Wygrałam!  Zostałam Miss Podlasia! Dziś jestem Dominikowi bardzo wdzięczna za te sugestie i do tej pory jestem brunetką.

Później Ewelina musiała pokonać kolejne etapy eliminacji do konkursu Miss Polonia 2007.

Najpierw udało mi się zakwalifikować do półfinału ogólnopolskiego, aż w końcu zostałam jedną z 20 finalistek konkursu Miss Polonia 2007!

Wstępem do finałowej gali było tradycyjne przedfinałowe zgrupowanie. Dziś wspominam je bardzo pozytywnie i chętnie przeżyłabym je jeszcze raz. Niesamowita szkoła gracji, kobiecości, obcowania z mediami i…obóz odchudzający bez diety 🙂 Mieszkałyśmy w pięknym hotelu w Mrągowie ze świetną kuchnią. Jestem łasuchem, nie stosowałam wtedy żadnych ograniczeń żywieniowych, a mimo to, przez 2 tygodnie bardzo wyszczuplałam. Dużo pracowałyśmy nad choreografią. Ciągły ruch, praca nad postawą i uśmiechem powodowały, że kg same leciały. Do tego z każdym dniem zwiększał się stres przed galą…

Naprawdę udział w takim konkursie wiąże się ze stresem, zwłaszcza, gdy dziewczyna walczy na śmierć i życie, aby zdobyć tytuł i skupia się tylko i wyłącznie na werdykcie. W moim przypadku było zupełnie inaczej. Podeszłam do sprawy, jak do fajnej szkoły, nowego doświadczenia i przygody. Nie był to mój sposób na życie. Osobiście przerażał mnie jedynie fakt wyjścia przed liczną publikę, ale po tak dobrym przygotowaniu na zgrupowaniu nie było czego się bać.  Dziś już nie czuję skrępowania w czasie publicznych wystąpień.

Pamiętam, że dziewczyny były dość sympatyczne, ale nie starały się nawiązać jakichś bliższych relacji. Podobnie i ja, mimo że bardzo dużo uśmiecham się do ludzi, jestem raczej otwartą osobą i szybko nawiązuję znajomości, na zgrupowaniu nie szukałam przyjaźni. Z dystansem podchodziłam do tej kwestii, a mimo to udało mi się takie brylanciki wśród konkurentek „odkopać”. Do tej pory mam kontakt z Anią Tarnowską. Bardzo się polubiłyśmy. Miałyśmy okazję razem pracować i byłyśmy na wakacjach na Wyspach Kanaryjskich, gdzie fajnie odpoczęłyśmy. Utrzymuję również kontakt z Basią Tatarą. Myślę, że są to znajomości, które przetrwają jeszcze wiele lat.

No i wreszcie spełnienie marzeń i nagroda za wielotygodniowy trud przygotowań – finałowa gala.

Galę wspominam jako niesamowite przeżycie. Byłam bardzo dobrze przygotowana na występ. Znałam świetnie układy choreograficzne dzięki Augustinowi Egurolla i Jackowi Wazelinowi, którzy Nas pod tym względem przygotowywali. W Sali Kongresowej po prawej stronie zasiadało jury. Wow! Nigdy nie widziałam tylu znanych twarzy na raz, ale tym razem przyszli zobaczyć i ocenić właśnie nas. Po pierwszym wyjściu stres całkowicie przeszedł i naprawdę fajnie się bawiłyśmy. Po cichu liczyłam, że nie odpadnę w pierwszej selekcji i udało się. Weszłam do Top 10 jako przedostatnia. Tu moje ambicje się kończyły. Po następnym wyjściu miało odpaść kolejnych pięć dziewczyn. Nie do wiary, ale mnie znów się udało i znalazłam się wśród 5 najlepszych finalistek! Kandydatki, które przeszły  do Top 5 odpowiadały na pytania. Pamiętam, że był to bardzo stresujący moment, ponieważ nie miałyśmy pojęcia, jakiego typu będą to pytania. Na szczęście do tego zadania podeszłam jako pierwsza. Prowadzący zapytał: w jaki sposób mężczyzna powinien wyrazić zachwyt nad kobietą? Stoję sama na środku sceny, światła reflektorów skupione na mnie, podobnie jak setki oczu i jedna myśl w głowie: Boże, byle nie zaniemówić…I olśnienie! Odpowiedziałam, że mężczyzna powinien po prostu zaniemówić z wrażenia. Przemysław Babiarz żartobliwie podsumował, że wręcz oniemiał. Uff… Wtedy już wiedziałam, że poszło nieźle.

Dodaj komentarz