Wywiad z I. Filipowską – cz. II

Izabela Filipowska – II Vicemiss Polonia 1991, reprezentowała Polskę na konkursie Miss Universe 1992.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w sierpniu 2010 r.

Trzecie miejsce w ogólnopolskim konkursie piękności to rzeczywiście duży sukces. Jakie obowiązki się z nim wiązały?

Wszystkie Miss pod zdobyciu tytułu zobowiązane są do ścisłej współpracy z organizatorami konkursu przez rok. Biorą udział we wszelkich imprezach, targach, konferencjach, w międzynarodowych i światowych konkursach piękności. Zazwyczaj niesie to za sobą miłe przeżycia i chwile, które są niepowtarzalne.

Ja wierzyłam, że jeśli mi się uda zdobyć miejsce w czołówce, to otworzą się przede mną drzwi do podróży. Jednakże nie do końca tak się stało, ponieważ to były inne, trudne czasy. Nie było reklam w TV, rynek sponsorski dopiero powstawał.  Największą nobilitacją dla mnie był udział w konkursie Miss Universe 1992, na który zostałam wytypowana jako reprezentantka naszego Kraju. Pojechałam do Tajlandii.

Wyjazd do tak egzotycznego kraju to na pewno wspaniałe doświadczenie…

Tajlandia to piękny kraj. Zwiedziłam prawie wszystko: główną atrakcję Bangkoku – Grand Palace gdzie znajduje się świątynia Wat Phra Kaew ze słynnym Szmaragdowym Buddą, Świątynia Wat Pho z posągiem leżącego Buddy długim na 46 metrów i wysokim na 15 metrów, odbyłam przejażdżkę rzeką Chao Praya, byłam na pływającym targu Damnoen Saduak, zachwycałam się najpiękniejszym tropikalnym ogrodem różanym Rose Garden. Ale to tylko niektóre z atrakcji Bangkoku określanego „Miastem Aniołów”, kwintesencji dalekowschodniej egzotyki.  Zachwyciłam się bogactwem i różnorodnością owoców, smakowitych potraw oraz gościnnością Tajów, którzy są bardzo przyjaźni i rozrywkowi (jak Polacy).

Najważniejszy cel tej podróży dla Izabeli to jednak udział w finale prestiżowego konkursu Miss Universe.

Poziom światowy zdecydowanie różni się od krajowego. Pod każdym względem. Rywalizacja dziewczyn jest zauważalna, zwłaszcza, że np. reprezentantki Wenezueli czy Kolumbii uczęszczają do specjalnych szkół, gdzie od podstaw uczą się „być Miss”. Są bardziej pewne siebie, znają swoją wartość, ale w mojej ocenie nie jest im chyba łatwiej. Ich chęć wygranej jest tak silna, że dążą po nią za wszelką cenę.  Większość z dziewczyn zaskoczyła mnie np. zawartością garderoby, ilością kosmetyków i ich jakością.  Pasowałam do nich jak pięść do nosa. Ponieważ tamte czasy były ubogie, w Polsce nie miałyśmy sponsorów ani stylistów. Od Biura Miss Polonia dostałam tylko suknię wieczorową, a strój narodowy i pozostałą odzież, kosmetyki musiałam sobie sama zabezpieczyć. Nie było łatwo. Jednak nie miałam kompleksów, byłam zadowolona, że mogłam tam z nimi być.

Na światowych wyborach Miss jest taki zwyczaj, że każda reprezentantka kraju przywozi prezenty dla pozostałych  uczestniczek konkursu i wręczamy je sobie nawzajem.  Dla dziewczyn na pamiątkę wyszyłam ok. 100 szt serwetek w kształcie Polski z naniesioną stolicą, co zostało przyjęte z wielkim entuzjazmem. Była to jedyna pamiątka wykonana własnoręcznie.

Nie wiem, jakie są kryteria wyboru Miss na poziomie światowym, ale myślę, że duży wpływ ma sytuacja polityczna danego kraju. Gdyby prześledzić konkursy w kolejnych latach, to można odnieść takie wrażenie. Uroda jest tylko jednym z elementów poddawanych ocenie. Jesteśmy obserwowane non stop, w każdej sytuacji i o każdej porze.

W 1992 roku Miss Universe została reprezentantka Namibii Michelle McLean. Nie była ona moją faworytką. Ja stawiałam na Kolumbijkę i Wenezuelkę. One miały klasę, piękne stroje, które umiały super nosić. Michelle była bardzo sympatyczna, koleżeńska, ale niczym więcej mnie nie ujęła.

Od tamtych wydarzeń minęło prawie 20 lat. To szmat czasu. Czy coś jeszcze pozostało Izabeli z tamtych wyborów? Czy były one dla niej tylko jednym epizodem, przygodą, czy sposobem na życie?

Ooooo, zostało wiele. Przede wszystkim wspomnienia, zdjęcia, kontakty i kilka ważnych pamiątek. Najwięcej mam zdjęć ze światowego konkursu Miss Universe, kilka sentymentalnych gadżetów: np. oryginalny łańcuszek z zawieszką symbolizującą miejscowy kolczyk, który dostałam od koleżanki z wysp Turks and Caicos (na północ od Haiti), zostały mi szarfy, diademy i wiele innych drobiazgów.

Udział w konkursie był dla mnie przygodą, która nie wpłynęła znacząco na moje dalsze życie. Tamten czas się skończył, przeminął, ja żyję dalej. Uczestniczę jedynie w akcjach charytatywnych czy programach,  jeśli jest taka potrzeba, bo jestem otwarta na wszelkie propozycje.

Kim jestem dzisiaj? Niewątpliwie wciąż kobietą :). W głównej roli matką 4 letniej Amelki, żoną swojego męża, panią dwóch psów Patti i Juniora (rasy Golden Retriever) i szczęśliwą posiadaczką złotej rybki, która wkrótce spełni moje trzy życzenia, ha, ha, ha.

Po kilku latach spędzonych na wsi, zamieszkaliśmy w stolicy, gdzie wiedziemy spokojne życie przeplatane niespodziankami dnia codziennego. Jestem czynna zawodowo  – zajmuję się marketingiem i reklamą, a czas wolny poświęcam rodzinie, zwłaszcza córce. Wprowadzam ją w tajniki życia. Kiedy na świecie pojawiła się Amelia, moje życie zmieniło się diametralnie, wszystko się przewartościowało. To, co kiedyś było istotne, teraz jest kompletnie nieważne. Najważniejsza jest córka, którą uczę szacunku do ludzi, zwierząt i całego otaczającego ją świata. Mam nadzieję, że uda jej się przejść przez życie z takim samym optymizmem, jaki ja w sobie noszę.

Owszem, interesuję się w dalszym ciągu konkursami piękności i staram się je śledzić. Od lat 90 – tych dużo się zmieniło w organizacji konkursu Miss Polonia, jednak obecna formuła wyborów  nie przypadła mi do gustu. Nie uznaję SMS-owych wyników, bo jakoś nie mam do nich przekonania.

Może przez to, że kiedyś nie było w TV wielu programów rozrywkowych, to te imprezy były atrakcją. Ludzie je oglądali całymi rodzinami, typowali swoje faworytki  i przeżywali radość lub rozczarowanie. Byli biernymi kibicami, ale to wszystko miało inny klimat. Pamiętam wybór Anety Kręglickiej najpierw w Polsce, a potem na świecie. To było szaleństwo i wielka radość dla wszystkich Polaków. Myślę, że dzisiaj już by tak nie było. To była wówczas moja faworytka, która pozostała   moją ulubioną Miss. Miała i ma nadal wszystkie atrybuty idealnej królowej piękności: urodę, wdzięk, klasę i inteligencję.

A ja sama gdybym dziś miała swoją twarz i ciało z 1991 r., a obecną wiedzę i doświadczenie, czy wystartowałabym w konkursie jeszcze raz?  Jeśli byłaby to taka sama spontaniczna decyzja to pewnie tak. Summa summarum było to niepowtarzalne przeżycie. Niczego bym nie zmieniła i nie poprawiła, uważam, że dałam z siebie tyle, ile mogłam dać.

Kiedy dziewczyna zostaje laureatką konkursu Miss Polonia, jej życie zmienia się. Zyskuje wielbicieli, popularność, cenne nagrody, a świat staje przed nią otworem. Dla zwykłych ludzi staje się kimś nierealnym, księżniczką z bajki. A czy tak jest naprawdę? Na to pytanie, po lekturze wspomnień Izabeli Filipowskiej, niech każdy odpowie sobie sam.

Dodaj komentarz