Wywiad z I. Filipowską – cz. I

Izabela Filipowska – II Vicemiss Polonia 1991, reprezentowała Polskę na konkursie Miss Universe 1992.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w sierpniu 2010 r.

Kiedy dziewczyna zostaje laureatką konkursu Miss Polonia, jej życie zmienia się. Zyskuje wielbicieli, popularność, cenne nagrody, a świat staje przed nią otworem. Dla zwykłych ludzi staje się kimś nierealnym, księżniczką z bajki. Mało kto wówczas pamięta, że to dziewczyna, która dotychczas wiodła zwyczajne życie, a jej decyzja o starcie w wyborach Miss, to często przypadek…

W roku 1991 miałam 23 lata. Mieszkałam z bratem i rodzicami w 42 m2 w pięknych po dziś dzień Puławach – mówi o sobie Izabela Filipowska. Jako dziecko urodzone w „czepku” muszę przyznać, że zawsze miałam dużo szczęścia w życiu. Dzięki mamie szybko umiałam zapracować na swoje potrzeby, to ona nauczyła mnie wyszywać niełatwym haftem Richelieu. Pamiętam, sprzedawałyśmy nasze prace do Anglii, gdzie robiły furorę. Jeszcze w podstawówce jeździłam na OHP, pracowałam dorywczo zarabiając na „wakacje”. U babci na wsi pomagałam w pracach polowych, to dopiero była szkoła życia. Dzieciństwo mojej córki w niczym nie przypomina mojego dzieciństwa. Szary miś wypchany trocinami, szmaciana lalka, zabawy na trzepaku, bajki tylko na dobranoc. Mimo tego było fajnie!

Kończąc Technikum Chemiczne marzyłam o usamodzielnieniu. Miałam nieodpartą chęć decydowania o sobie, podróżowania, szukania swojego miejsca na ziemi. Nie wiedziałam, kim chcę zostać, jaki potencjał we mnie drzemie, nie znałam swoich możliwości. Trochę marzyłam o modelingu, trochę o własnej firmie niewiadomej jeszcze branży. Zaczęłam więc od bycia laborantką w miejscowych Zakładach Azotowych (w wyuczonym zawodzie). To nie było to, więc wyruszyłam w świat w poszukiwaniu swojego miejsca. Zmieniałam miejsca zamieszkania jak rękawiczki: był Lublin, Wrocław, powrót do Puław i wreszcie wyjazd do Warszawy. Tutaj zostałam.

Mój start w konkursie Miss Polonia to oczywiście przypadek. Wprawdzie interesowały mnie wybory od  zawsze, śledziłam zmagania dziewcząt w telewizji, ale nigdy nie pomyślałam, że kiedyś będę jedną z nich.

Pracowałam jako stażystka w Zakładach Azotowych na 3 zmiany. Dzień, noc, dzień, noc i tak w kółko. Pewnego dnia, na ulicy, spotkałam swojego wujka, który poinformował mnie, że w Puławach tego i tego dnia odbędą się wybory Miss Puław (eliminacje do Miss Polonia) i zdecydowanie powinnam wziąć w nich udział. Trochę mnie rozbawił, ale jednocześnie zainteresował. Po krótkiej dyskusji zdecydowałam się wystartować, oczywiście w tajemnicy przed rodziną (mój tata był bardzo konserwatywny). Umówiliśmy się w danym terminie w Domu Kultury i poszliśmy na wybory we dwoje. I właśnie tutaj,  w Puławach, moim rodzinnym mieście odniosłam pierwszy sukces. Zdobyłam pierwszy w życiu tytuł Miss,  który otworzył mi drogę do dalszych szczebli w konkursie Miss Polonia.

Taki był początek drogi Izabeli Filipowskiej. Drogi, która z Puław, zaprowadziła ją aż do Bangkoku…

Kolejnym etapem były wybory Miss Lubelszczyzny, gdzie konkurencja była już znacznie większa. Były przygotowania, pierwsze sesje zdjęciowe, spotkania, a moja praca na 3 zmiany coraz bardziej dawała się we znaki. Odeszłam z Zakładów Azotowych, a z pomocą przyszedł wujek, który zatrudnił mnie w swojej firmie. Byłam sekretarką i miałam nienormowany czas pracy, dzięki czemu mogłam się przygotowywać do wyborów. Zostałam Miss Lubelszczyzny i zdobyłam tytuł Miss Sponsorów. Nie wierzyłam. Ja, skromna dziewczyna z  Puław najpiękniejsza w regionie? Byłam dumna i jak się okazało nie tylko ja. Mój tata również, zrzucił maskę twardziela, zmiękł i cieszył się razem ze mną (aczkolwiek odrobina sceptycyzmu pozostała).

Kolejnym etapem był półfinał Miss Polonia, który odbywał się w Katowicach (dawał bilet do finału). I tutaj znowu się udało, weszłam do finałowej 16 –ki. Zdałam sobie sprawę, że jestem reprezentantką mojego regionu na poziomie ogólnopolskim i to zobowiązuje. Trochę miękłam, chciałam się wycofać, miałam ochotę zarzucić dietę, żyć normalnie. Ale cóż, kiedy powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. A ponieważ nigdy się nie poddaję, wzięłam się w garść i………….. zdobyłam tytuł Vicemiss Polonia.

Zanim to jednak nastąpiło, Izabela musiała odbyć tradycyjne, przedfinałowe zgrupowanie przygotowawcze. Czekało ją wiele godzin wysiłku i prób spędzonych w towarzystwie koleżanek – konkurentek.

Zaczęło się od poziomu lokalnego, poprzez regionalny, ogólnopolski  półfinał i finał konkursu. Szłam jak burza, zdobywając kolejno pierwsze miejsca aż do finału. Poszczególne etapy  rządziły się swoimi prawami. Początkowo było lekko, ale im dalej, tym ciężej. Pamiętajmy, że mówimy o ubiegłym stuleciu, więc pewne kanony mogły ulec zmianie. Nasze zgrupowanie przed ogólnopolskim finałem odbywało się w Gołdapi. W tempie goniących terminów trzeba było być zwartym i gotowym. Każda z nas chciała jak najlepiej wypaść w finale. Zgrupowania trwają bardzo krótko, więc trudno mówić, że dają dobre przygotowanie. Są skoncentrowane na opanowaniu układów i choreografii finału. Najwięcej jednak zależy od samych dziewczyn, ich wdzięku, gracji, uroku osobistego – tego nie da się nauczyć.

Atmosfera była przyjemna, nie odczuwałam rywalizacji pomiędzy dziewczynami, a wręcz przeciwnie, zacieśniały się przyjacielskie stosunki. Mieszkałam w pokoju z Kariną Zielińską z Lublina, to ona była mi najbliższa. Generalnie nie miałyśmy czasu na rozwijanie przyjaźni, bo był to czas pracy. Ale można było zauważyć u niektórych dziewczyn pewnego rodzaju koleżeńskość, choć były i takie, którym tej cechy brakowało. Miałyśmy taką swoją grupę: Iza Mikoś, Karina Zielińska, Katarzyna Zielińska, Renata Tempka, Katarzyna Stępień  i ja. Traktowałyśmy konkurs jak dobrą zabawę, a nie wyścig po cztery kółka. Dystans, który miałyśmy, bardzo nas do siebie zbliżył. Do dzisiaj z niektórymi dziewczynami jestem w kontakcie e-mailowym i telefonicznym.  Czy w warunkach wzajemnej konkurencji właściwej konkursom piękności może narodzić się prawdziwa przyjaźń między kandydatkami na miss? To nie jest wykluczone. Jeśli ktoś jest inteligentny, to żadne warunki nie wykluczają przyjaźni, wszystko zależy od człowieka. Ja spotkałam fajne, mądre dziewczyny, z którymi mogłabym jeszcze raz przeżyć taką przygodę. Po wyborach niejednokrotnie podróżowałyśmy wspólnie jako reprezentantki Polski i potwierdziły się moje opinie, że te kobiety są warte mojej przyjaźni.

Jest to niewątpliwie zabawa dla dziewczyn o silnym charakterze, nie rozchwianych emocjonalnie. Inne przeżywają rozgoryczenie, reagują płaczem i złością.  Dystansując się do rywalizacji można więcej osiągnąć, mniej nerwowo reagować. Dziewczyny zakładające, że wygrają, miały niesamowity stres z pokonaniem pozostałych rywalek. Przygotowania do konkursu nie przewidują sesji z psychologami, ale chyba nie ma takiej potrzeby. To nie jest walka o życie, to tylko zabawa.
Ja starałam się nie denerwować, bo z góry założyłam, że to los decyduje o wyniku. To ile mogłam z siebie dać – dałam, a reszta to przypadek. Nigdy jurorzy nie są obiektywni, a ich oceny nie pokrywają się z opiniami widzów. Tak to już jest.

Skończyły się przygotowania, zwieńczył je finał Miss Polonia 1991. Jakie wspomnienia z tej gali pozostały Izabeli?

To było przeżycie, nie oszukujmy się. Wielka gala, mnóstwo widzów na widowni w Sali Kongresowej i miliony widzów przed telewizorami. Koncert zespołu Bad Boys Blue i innych gwiazd, to robiło wrażenie. Kiedyś inaczej to relacjonowałam, natomiast dzisiaj z perspektywy lat uważam to za duże wyróżnienie i osiągnięcie. Moja córka z wielkim zainteresowaniem ogląda moje zdjęcia po wielokroć i pyta o szczegóły.

Najważniejszym momentem, na który czeka się cały wieczór, jest oczywiście ogłoszenie wyników. Miss Polonia 1991 została Karina Wojciechowska z Mysłowic. Izabela Filipowska zdobyła tytuł II Vicemiss Polonia…

Nie mnie oceniać werdykt jury. Taki zapadł, wygrała Karina, ale nie była moją faworytką. Ja stawiałam na Katarzynę Stępień albo na Renatę Tempkę. One miały wdzięk, grację i duży dystans do siebie. Były rozsądne i wiedziały, czego chcą od życia. Ale myślę, że nie ma co dzisiaj rozpamiętywać przeszłości. Cieszmy się z tego, co mamy. My nie byłyśmy zawiedzione i rozczarowane, dobrze się bawiłyśmy, a o to właśnie chodziło.

Startując w wyborach Miss postawiłam na dobrą zabawę. Znalazłam się na nich przypadkowo, więc przypadek zadecyduje o wynikach. Nie wierzyłam, że może mi się udać, dlatego trzecie miejsce w konkursie Miss Polonia zaliczam zdecydowanie do sukcesów w moim życiu osobistym. To była świetna zabawa i tak chcę to pamiętać. Znajomi i rodzina cieszyła się ze mną i to było najważniejsze. Ludzie gratulowali, a Puławianie byli dumni, że mnie mają. To są wartości o wiele ważniejsze w życiu i otoczeniu. W ogóle kiedyś konkursy Miss miały większy prestiż, większą widownię. Dowodem niech będzie chociażby taki fakt: niedawno na jednym z portali społecznościowych odezwał się do mnie chłopak, który w 1991 roku był nastolatkiem. Z całą rodziną oglądali konkurs Miss Polonia, a ja byłam ich faworytką. Teraz odnalazł mnie przez Internet i po latach gratulował mi sukcesu w 1991 roku: „Pamiętam Panią, trzymaliśmy z rodziną kciuki za Panią”. To miłe i zaskakujące, że jest jeszcze ktoś, kto te wydarzenia pamięta, ha…ha…ha…

Dodaj komentarz