Wywiad z A. Zielińską – cz. II

Agnieszka Zielińska – Miss Polonia 1996; reprezentowała Polskę na konkursach Miss World 1996 oraz Miss Universe 1997.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia w październiku 2009 roku.

Podróże i przygody

Pierwszą moją wielką podróżą był wyjazd na Konkurs Miss World  do Indii i na Seszele.

Na przygotowanie do tego konkursu nie miałam zbyt wiele czasu. Wcześniej preferowałam swobodny strój sportowy, w zasadzie nie nosiłam sukienek, kostiumów  i garniturów. Obuwie tylko sportowe. Szpilki – to buty, które na pewno nie należały do moich ulubionych. Teraz mój uporządkowany świat zwariował. Szycie kreacji na scenę, sukienek na co dzień, zdobywanie innych niezbędnych rzeczy na każdy dzień pobytu w ciepłych i egzotycznych krajach. Dla mnie koszmar, no ale pomagało mi wielu fajnych ludzi i jakoś poszło.

Indie. Niestety nie miałam możliwości bliżej poznać tego, w moim odczuciu pięknego kraju. Całemu konkursowi, włącznie ze zgrupowaniem towarzyszyły protesty, demonstracje i  groźby zabicia uczestniczek konkursu  i jego zwyciężczyni. Cały czas czułyśmy zagrożenie (trudno nie odczuwać lęku, gdy autobusy, którymi nas przewożono konwojowane były przez wojsko i policję). Trudno też cieszyć się pobytem w Indiach i przeżywać z radością niezwykłą przygodę, z protestami i zagrożeniem w tle. Autobusy, scena, sale w których odbywały się próby i pokazy były przez policję bardzo dokładnie sprawdzane. Wiem, że wchodzącym do sal sprawdzano nawet buty, rekwirowano aparaty fotograficzne i kamery.

Miałam to wielkie szczęście, że w tej niezwykłej i trudnej wyprawie towarzyszyła mi moja kochana Mama. Miałam wielki komfort i poczucie, że jest blisko mnie ktoś, na kogo w każdej sytuacji mogłam liczyć. Z powodów bezpieczeństwa, o których wspomniałam wyżej, nie mogłyśmy się jednak spotykać zbyt często (właściwie spotkałyśmy się raz, no może dwa razy w czasie całego pobytu),  mimo, że mieszkałyśmy obok siebie,  w tym samym hotelu.

Niestety, Indie widziałam tylko z okien autobusu, więc nie mogę powiedzieć, że  je zwiedziłam. I  właśnie dlatego, dzień po wyborach razem z mamą i polskim konsulem w Indiach wybraliśmy się na szybkie zwiedzanie miasta wiszących ogrodów – Bangalore. Nasza turystyczna ciekawość spowodowała, że ja (nieświadomie), spóźniłam się na samolot powrotny do Polski. Mama i kilkoro moich gości mieli zarezerwowany lot na późniejszą godzinę. Wobec tego, że nie mieliśmy wyboru (samolot do Londynu z Dehli), wszyscy razem postanowiliśmy przemycić mnie na „gapę”. Trudno w to uwierzyć, ale nam się udało i wylecieliśmy tym samolotem (na który ja nie miałam biletu) z Bangalore do Dehli i na miejscu wylądowaliśmy w komplecie. Sztuka tym większa i trudniejsza, że cały czas trwała wzmożona kontrola na lotniskach w związku z ciągłymi demonstracjami i protestami przeciwko uczestniczkom konkursu (zaznaczam, miałam bilet na samolot, tylko linie zlikwidowano, a nikt nie przebukował mojego biletu, nikt też mnie o tym nie poinformował).

Kolejna moja wyprawa odbyła się w maju 1997 roku do Miami na konkurs Miss Universe. Tam przeżyłam tornado (które przeszło najbliżej centrum Miami) i fałszywy (ale stresujący) alarm bombowy w hotelu.

We wrześniu pojechałam do Kijowa na konkurs Miss Europe.

No i tu zdarzyła mi się kolejna dziwna i emocjonująca przygoda. Chciano mnie uprowadzić.  To nie był żart. Wiedziałam, że z lotniska kandydatki będą odbierane przez organizatorów, zgodnie z informacją o ich przylocie. Zaraz po moim przylocie na lotnisko w Kijowie, zgłosili się do mnie panowie w eleganckich garniturach i poinformowali mnie, że są przedstawicielami organizatorów ME, sprawdzili moją tożsamość pytając o moje nazwisko i czy  reprezentuję Polskę na konkursie ME, a następnie wzięli moje bagaże i poprowadzili w kierunku luksusowego samochodu. W tym czasie, kiedy już szłam z tymi panami w kierunku wskazanego samochodu, podjechał inny samochód  (mniej luksusowy) i inni, już nie tak eleganccy panowie, którzy również  powiedzieli, że przyjechali po mnie. Do dziś nie wiem dlaczego, ale zdecydowałam się wsiąść do tego drugiego (mniej luksusowego) samochodu. Później, od organizatorów konkursu dowiedziałam się, że tamci  to była mafia i gdybym wsiadła do tamtego samochodu, mogłabym już nie wrócić do domu, bo nikt nie mógłby już  mnie znaleźć…

Jedna z ostatnich moich podróży, to wyjazd w październiku 1997 roku do Seulu na konkurs Miss Świata Studentek.

W sumie reprezentowałam Polskę na czterech międzynarodowych konkursach piękności. Na dwóch z nich odniosłam wielki sukces –  w Kijowie zostałam I Vicemiss Europy, a w Seulu Vicemiss Świata Studentek.

Powiem szczerze, że sama wielokrotnie zastanawiałam się, od czego zależy sukces na konkursie piękności i to zarówno krajowym, jak i na konkursie międzynarodowym. Zwłaszcza zastanawiające jest to w przypadku konkursów międzynarodowych, na które przybywają najpiękniejsze dziewczęta z całego świata. Trudno stwierdzić jakie są kryteria,  co jest powodem,  że właśnie ta dziewczyna odnosi sukces. Uroda  każdej zwyciężczyni konkursu ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników.

Myślę jednak, że to te dziewczyny, które obok urody mają jeszcze pewność siebie, umiejętność zwrócenia na siebie uwagi, są przebojowe, mają większe szanse na  zdobycie przychylności jurorów, a co za tym idzie zwycięskiej korony. I nie zawsze są to te najładniejsze, inteligentne, te które w mojej ocenie powinny wygrać. Ale to już moja opinia.

Uważam, że udziału w konkursie piękności nie można traktować jako sposobu na dowartościowanie się, a tym bardziej na wyleczenie z kompleksów….Wystąpienie w finale  i wygrana w konkursie nie zmieniają wyglądu, nie stajesz się ładniejszą dzięki tytułowi.

Zawsze też  miałam świadomość, że wybory Miss to trochę jak loteria. Wystarczy gorszy dzień, niedobrany makijaż, fryzura, czy sukienka, albo inny skład jury i już zupełnie inny wybór, inna dziewczyna wygrywa.  W końcu to trochę, jak zawody sportowe.

Trudno byłoby mi w tej chwili doradzać dziewczętom przygotowującym się do startu w międzynarodowym konkursie piękności. Od czasu, kiedy ja brałam udział w wyborach, upłynęło już wiele lat, a w tym czasie zmieniły się realia, wymagania i podejście do konkursu samych kandydatek, zmieniają się kanony urody i  spojrzenie jurorów.

Konkursowi zawdzięczam…męża

Tytuł Miss Polonia nie wpłynął bynajmniej na zmianę mojej osobowości, ani ukształtowanego systemu wartości. Pozostałam taką, jaką mnie wszyscy przed konkursem znali. Przede wszystkim domatorką. Ciągle jestem bardzo mocno związana z rodziną. Nie widzę dla siebie miejsca w innym kraju. Tu jest mój dom i ojczyzna. Zawsze były i jestem pewna, że będą.

A czy konkurs miał wpływ w ogóle na moje całe życie???

Myślę, że sam konkurs na mnie i na moje życie nie miał większego wpływu. Jednego  jestem jednak pewna, a mianowicie tego, że dzięki konkursowi poznałam mojego kochanego, cudownego męża. Mojego Piotra.

8 września 1997 roku jechałam do Warszawy na konferencję prasową związaną ze zbliżającym się finałem konkursu Miss Polonia ’97. Całą drogę do Warszawy spędziłam w Warsie, w którym również podróżował (jak się później okazało) Piotr. Widziałam, że mnie obserwuje, przygląda się. Ja jednak  „starałam się” go nie dostrzegać. Dojechaliśmy do Warszawy i nasze drogi rozeszły się … na parę godzin. Później, tego samego dnia, już po konferencji wracałam do domu, do Poznania – oczywiście pociągiem. Powrót do Poznania planowałam koło godziny 13.00, jednak okazało się, że mam jeszcze na chwilę wpaść do Biura MP, do TV i na rozmowę do radia. W związku z tym spóźniłam się, o ile dobrze pamiętam, aż na trzy pociągi. Na ten czwarty ledwie zdążyłam.

Ten dzień był bardzo trudny i pracowity a na dodatek byłam bardzo zmęczona. Poprzedniego dnia,  późnym wieczorem wróciłam z Kijowa, z konkursu Miss Europy i mimo, że miałam zarezerwowany hotel w Warszawie, postanowiłam wrócić do domu,  wyspać się we własnym łóżku, pobyć chwilę w domu, z rodziną. Następnego dnia miałam wcześnie rano wrócić do stolicy. Moja decyzja o powrocie – jak się później okazało – była słuszna i zaważyła nieodwracalnie na moim życiu.

No więc, kiedy już zdążyłam na ten czwarty pociąg (zatłoczony) postanowiłam poszukać w miarę pustego przedziału (co nie było łatwe). Z pewnością przedział, który w końcu znalazłam,  był jednym jedynym pustym przedziałem w tym pociągu. Położyłam się, jak zawsze położyłam głowę na kuferku z koroną (aby nikt mi jej nie ukradł) i zasnęłam.

Po jakimś czasie przebudziłam się, otworzyłam oczy i…zobaczyłam, że w przedziale siedzi  „ten mężczyzna ” z porannego pociągu. Mimo woli uśmiechnęłam się i zaczęliśmy rozmawiać.

Jak się później okazało i co było dla mnie zabawne,  przez cały czas podróży nie wiedział on, że to ja jestem „ta Miss Polonia”, która właśnie wróciła z Kijowa i została I Vicemiss Europy, i o której przeczytał rano w którejś z gazet  w podróży do Warszawy.

Dopiero po wielu miesiącach opowiedział mi, że miał przeczucie, że pojadę tym pociągiem (też się spóźnił na poprzednie), że w zasadzie do ostatniej chwili (nie wiedział dlaczego, ale miał przeczucie) czekał na mnie na peronie. Kiedy usłyszał stukot obcasów, odwrócił się (ale mówi, że wiedział, że to ja) i zobaczył, że to właśnie ja biegnę z ogromnym bukietem kwiatów. Już wcześniej postanowił, że jeżeli będę sama w przedziale, to również zajmie miejsce w tym przedziale (choć raczej był przekonany, że nie ma szans w tym pociągu na wolny przedział). Mówi, że  gdy zobaczył, że jestem sama  i sama zajmuję cały przedział, bardzo się zdenerwował. Podobno musiał chwilę ochłonąć, zanim zdecydował się wejść do przedziału.

Później znowu nasze drogi rozeszły się: Piotr pojechał do USA, a ja do Korei na konkurs Miss Świata Studentek.

Piotr dzwonił do mnie codziennie, czasami nawet 2 razy, pomimo wielkiej różnicy czasu (chyba 13 godzin)…

Po dwuletniej przerwie w studiach związanej z pełnieniem obowiązków Miss Polonia i  wyjazdami związanymi z konkursem, postanowiłam wrócić na studnia i realizować swoje wcześniejsze, „przedkonkursowe”  plany życiowe.

Wróciłam zatem na uczelnię, którą ukończyłam, uzyskując najniższy tytuł naukowy – magistra prawa.

Podczas  studiów założyłam własną agencję artystyczną, której celem było organizowanie konkursu Miss Wielkopolski oraz innych imprez artystycznych, w tym również charytatywnych. Praca ta dawała mi sporo satysfakcji, jednak moje drugie „ja” podpowiadało mi co innego. Dlatego też zakończyłam tę działalność, oddając się bez reszty pracy zgodnej z kierunkiem moich studiów.

Dziś… niezmiennie mieszkam w moim ukochanym rodzinnym mieście – Poznaniu. Jestem prawnikiem i wykonuję zawód notariusza. Jestem szczęśliwą  żoną „Piotra z pociągu” i mamą dwójki cudownych dzieci: 5 – letniej Oliwii i 18 – miesięcznego Aleksandra.

Mam niewiele wolnego czasu, gdyż moja praca jest niezwykle czasochłonna, ale każdą wolną chwilę staram się spędzać z moją rodziną.

Szacowny Jubilat

Przyznam, że obecnie nie śledzę tak pilnie wyborów Miss, jak było to przez pierwszych  kilka lat  po moim udziale w konkursie. Ciągle jednak mam sentyment do konkursów piękności i lubię wiedzieć, kto wygrał wybory Miss Polonia, Miss Europe, Miss World czy Miss Universe.

Trudno mi powiedzieć, czy konkurs Miss Polonia zmienił się. Jako widowisko telewizyjne z pewnością  zmienia się co roku  wraz z postępem techniki i jest pod tym względem bardziej doskonały, ma lepszą oprawę. Niestety wydaje mi się, że trochę ginie w natłoku innych konkursów piękności organizowanych w Polsce oraz wielu istniejących obecnie programów rozrywkowych.

Z okazji 80-tych  urodzin życzę Konkursowi Miss Polonia, aby za 20 lat obchodził piękny jubileusz 100 lat, a później kolejnych stu, stu, stu  lat i co roku  – pięknych, mądrych MISS POLONIA – odnoszących sukcesy na konkursach międzynarodowych!!!

Dodaj komentarz