Witam Panie Michale! Proszę się nam przedstawić. Jaki jest Michał Trocki zawodowo i prywatnie? Proszę opowiedzieć nam trochę o sobie, o swoich pasjach, marzeniach, a także o dotychczasowych osiągnięciach oraz o Pana najbliższych zawodowych celach i dalszych planach, ambicjach, związanych z pracą.
Odpowiem nieco przewrotnie. „Koń jaki jest, każdy widzi.” Na moje „szczęście” nigdy nie startowałem i nie będę startował w konkursie Miss Polonia. Stało się za to tak, że miałem swój udział w jego historii. Należę do pokolenia obywateli przełomu w naszym kraju, jak czasem się mówi. Urodziłem się na tyle późno, żeby nie mieć bagażu wojny światowej, a na tyle wcześnie, żeby uczestniczyć we wszystkich istotnych przemianach w naszym kraju. Niektórzy mówią, że jesteśmy pokoleniem straconym. Ja wcale tak nie uważam. Powiem więcej, myślę, że doświadczyłem i doświadczam życia w ciekawych czasach. Ciągle ze zdumieniem obserwuję, jak kraj się wokoło zmienia. Jak przechodzimy od siermiężnej szarzyzny PRL-u do kolorowego świata dzisiaj. Los mnie „rzucił” dawno temu do Stolicy i mam nadzieję, że tu pozostanę. Szczyt „kariery” zawodowej mam już raczej za sobą, nie planuję wielkich przedsięwzięć. Prowadzę skromną firemkę i cieszę się życiem. Teraz sprawy rodzinne są najważniejsze.
Skąd wziął się Pan w Miss-biznesie? Czy podjęcie pracy w BMP, a później objęcie w nim funkcji Prezesa, to przyczyna, czy też skutek Pana zainteresowania konkursem Miss Polonia? Jest Pan fanem tego konkursu, który powoli, krok po kroku realizował swoje marzenia, czy też Pana praca przy tym konkursie to czysty przypadek? Czym się Pan zajmował, zanim trafił Pan do Biura Miss Polonia? I jak wspomina Pan swoje pierwsze doświadczenia związane z tą imprezą?
Gdyby jakaś wróżka w moich młodych latach przepowiedziała mój związek z konkursem piękności, to pewnie nie mielibyśmy okazji rozmawiać dłużej, bo umarłbym ze śmiechu. Życie jednak jest pełne niespodzianek, a przypadki są nieodłącznym jego elementem. Po raz pierwszy z konkursem piękności zetknąłem się bodajże w roku 1988 (daty nie jestem pewien). Było to w Warszawie w Hali Mirowskiej, gdzie odbywały się eliminacje regionalne o tytuł Miss Mazowsza. Dałem się namówić znajomym, którzy jakoś byli zaangażowani i poszliśmy razem na imprezę. Niewiele z tego pamiętam. Były tłumy, gorąco i ciasno. No i ogromny entuzjazm widzów. Bliższy kontakt z samą organizacją rozpoczął się od roku 1990. Były to czasy wielkich zmian w kraju. W moim życiu zawodowym również. Z wykształcenia jestem inżynierem chemikiem ze specjalnością technologii obuwia. Wiele lat przepracowałem w branży skórzanej. Wcześniej prowadziłem własną firmę, ale zmiany gospodarcze spowodowały konieczność zmiany branży. Zastanawiałem się, co robić dalej. Wtedy pojawił się Piotr Stawicki, którego wcześniej poznałem na jednym z zebrań osiedlowych. Mieszkaliśmy nieopodal i czasem spotykaliśmy się na zebraniach naszej Spółdzielni Mieszkaniowej. Opowiadał, że oprócz dziennikarstwa, zajmuje się konkursem Miss Polonia i właśnie ma duży problem z dobraniem nowego zespołu. Na początek chodziło o pomoc czysto techniczną. I tak się to zaczęło.
Co było dla Pana najtrudniejsze w Pana pracy w BMP? Co Pan najbardziej w niej lubił, a czego nie cierpiał? Kto najbardziej Panu pomagał i wspierał w Pana pracy?
Od chwili włączenia się do zespołu organizującego konkurs, zajmowałem się przede wszystkim sprawami technicznymi, biurowymi i biznesowymi. Jako jedyny miałem doświadczenie w samodzielnym prowadzeniu firmy. Podział ról nastąpił niemalże automatycznie. Każdy starał się robić to, na czym znał się najlepiej. Nigdy specjalnie nie zabiegałem, żeby mieć bezpośredni udział w samych wyborach, chociaż zespół był na tyle mały, że nieraz trzeba było zajmować się wszystkim, co działo się w firmie. Dlatego staraliśmy się wspierać nawzajem, a spoiwem dla zespołu było wzajemne zaufanie i zrozumienie. Później dołączyła przyjaźń. Początki były niezmiernie trudne. W kraju wszystko się zmieniało. Organizacji konkursu nadano formę spółki prawa handlowego i od tego momentu rozpoczęła się twarda walka o byt ekonomiczny na rynku.
Jakie było najśmieszniejsze i najstraszniejsze zdarzenie podczas Pana „prezesury”? Największa „wpadka”? Czy jest może coś, czego Pan żałuje, albo co Pana zaskoczyło?
Nie należę do ludzi, którzy zbyt długo rozpamiętują porażki, czy bez przerwy wracają do historii. Życie nie znosi próżni. Gdyby specjalnie poszperać w przeszłości, pewnie znalazłoby się wiele spraw drażliwych, irytujących, czy po prostu złych. Ale nie warto o tym pamiętać, ani się nimi zajmować. Trzeba być optymistą. Jednak nie mogę nie wspomnieć o jednym. Najtragiczniejszym zdarzeniem był nieszczęśliwy wypadek, w którym zginął mój poprzednik i przyjaciel Piotr Stawicki. Pamiętam obrazy z miejsca wypadku i następny dzień po zdarzeniu – dużo wcześniej zapowiedziana konferencja prasowa w Hotelu Forum przed wyjazdem Miss Polonii Agnieszki Zielińskiej na finał Miss World. I absolutna bezradność. Jak wyjść do dziennikarzy, co powiedzieć? Co w ogóle zrobić? Nic już później nie było tak trudne.
Jeśli chodzi o zdarzenia śmieszne i straszne, było jedno takie śmieszne i straszne zarazem. Nie określę go w czasie i proszę nie pytać o nazwisko. Zdarzyło się, że wysłaliśmy naszą kandydatkę na jeden z konkursów do dalekiego kraju w Azji. Po kilku godzinach, gdy był już czas na potwierdzenie obecności, otrzymaliśmy zapytanie od organizatorów, dlaczego nasza kandydatka jeszcze nie dojechała. Ogarnął nas blady strach i rozważaliśmy najgorsze scenariusze, do uprowadzenia włącznie. Podróż była zaplanowana precyzyjnie, dopilnowaliśmy w Warszawie, aby wsiadła do właściwego samolotu. Wcześniej zainteresowana oczywiście zapewniała nas, że doskonale zna język angielski i nie tylko. Zaangażowaliśmy w poszukiwania pracowników MSZ-tu i ambasady w kraju organizatora. Po kilku następnych godzinach „zguba” się odnalazła, a my odetchnęliśmy z ogromną ulgą. Jeszcze długo po jej szczęśliwym powrocie ze śmiechem wspominaliśmy całą „awanturę”.
Który konkurs Miss Polonia najbardziej utkwił Panu w pamięci i dlaczego?
Tak się składa, że najgłębiej zapadają w pamięci zdarzenia nieprzewidywalne. Tak było na przykład w 2002 roku podczas finału w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Po ogłoszeniu zwyciężczyni nadszedł moment włożenia korony na głowę Miss… i konsternacja. Korony nie ma. Panika, popłoch, transmisja na żywo i prawdziwy dramat. Sytuację udało się opanować, ale było gorąco. A korona? Stała w pudełku najnormalniej w świecie obok krzesła, gdzie ostatnią naradę przed koncertem prowadzili reżyser z inspicjentem.
Zawsze wszystkich interesuje, czy miał Pan jakikolwiek wpływ na werdykt w konkursie Miss Polonia? Czy przedstawiał Pan jurorom jakieś sugestie, czy też o wyborze decydowały wyłącznie ich osobiste gusta? I czy często się zdarzało, że werdykt Pana zaskoczył, czy wręcz zszokował?
Podstawową zasadą, której przestrzegaliśmy konsekwentnie, było pozostawienie werdyktów konkursowych wyłącznie w gestii jurorów, którym powierzaliśmy tą rolę. Naszym zadaniem było takie dobranie grona jurorów, żeby wybór był możliwie najlepszy. Stąd na przykład zasada, żeby w jury zasiadali ludzie, którzy na co dzień stykali się z zagadnieniami sztuki, estetyki, urody, mody, mediów itp. Kobiety i mężczyźni, żeby przedstawiciele firm sponsorujących konkurs nie stanowili większości. Staraliśmy się, na tyle na ile było to możliwe, tak organizować pracę jurorów, aby mieli szansę przyjrzeć się kandydatkom dłużej niż tylko w trakcie koncertu finałowego. A werdykty? Tak, każdy był zaskoczeniem, ale pozytywnym. W gronie kilkunastu finalistek, które rywalizowały o koronę i tytuły wszystkie miały równe szanse. Decydowały subtelne, nieprzewidywalne momenty. Gest, uśmiech, dobre samopoczucie na scenie, kondycja fizyczna, wreszcie chęć wygrania. Wielokrotnie w biurze próbowaliśmy układać przed finałem rankingi i nie zdarzyło się, żebyśmy trafnie przewidzieli werdykt, czasami byliśmy blisko.
Jakie cechy, Pana zdaniem, powinna posiadać idealna Miss Polonia i która z naszych polskich królowych piękności jest do tego ideału najbardziej zbliżona?
Jest to nieustający problem konkursowy. Raz na zawsze zapisać wzorzec urody kobiecej, a później dopasowywać do niego kandydatki, czy jednak organizować konkurs. A konkurs, jak każde zawody, może być rozstrzygany wyłącznie wśród tych, którzy zdecydują się stanąć na starcie. Do organizatorów należy zapewnienie równych szans i odpowiedniej oprawy. I w ten sam sposób zapewne należałoby rozstrzygnąć dylemat, która Miss Polonia jest najbliższa ideału. Ja myślę, że każda na swój sposób.