Wywiad z R. Jonek – cz. I

Roksana Jonek – Miss Polonia 1997; reprezentowała Polskę na konkursie Miss World 1997.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia we wrześniu 2009 roku.

Zwycięstwo okupione plotkami

Kiedy w 1997 roku zdecydowałam się na start w konkursie Miss Polonia, miałam 18 lat, właśnie zdałam maturę, zdawałam na studia, byłam młodą dziewczyną i wszystko było przede mną.

Pierwszym szczeblem na konkursowej drabinie były wybory Miss Śląska i Zagłębia, które wygrałam i dzięki temu otrzymałam prawo udziału w ogólnopolskim półfinale. Koncert półfinałowy zorganizowany został z trochę mniejszą pompą, niż późniejszy finał. Zaprezentowałam się na scenie i zostałam zakwalifikowana do grona 20. finalistek konkursu Miss Polonia.

Finałową galę poprzedzało zgrupowanie przygotowawcze. Pamiętam je jako taki obóz kolonijny, gdzie my wszystkie się kolegowałyśmy, jedna drugiej pomagała w rozwiązywaniu różnych problemów, pożyczałyśmy sobie sukienki. Było bardzo przyjemnie, nie było rywalizacji, żadnych przykrych sytuacji, byłyśmy zgraną grupą.

Dziś dziewczyny są chyba bardziej świadome szansy, jaką daje im wygrana w konkursie Miss Polonia – szansy na zrobienie kariery w show-biznesie, na pracę w telewizji. Wtedy to była dla nas przygoda, która dla mnie zakończyła się pomyślnie – zdobyłam tytuł Miss Polonia ’97.

Prawie zawsze pojawiają się plotki, że werdykt jest „ustawiony”. Mnie one także nie ominęły. A skąd się wzięły? Przytoczę taką anegdotę. W tamtym czasie moim bardzo dobrym kolegą był Tomek Ossoliński. Oboje pochodzimy ze Śląska, ja wtedy brałam udział w różnych pokazach mody, a on szył dla „Bytomia” i tak się poznaliśmy. Przed finałem Miss Polonia Tomek obiecał mi, że na bal koronacyjny, czy wygram czy nie, uszyje dla mnie piękną suknię. Nie pokazał mi jej nawet wcześniej, przyszedł z  nią dopiero na samą galę, a ja miałam się po prostu przebrać w nią na bankiet. Gdy ją zobaczyłam, suknia była przepiękna, bordowa. Oczywiście ją ubrałam, pasowała jak ulał. I wówczas okazało się, że  rąbek tej korony, którą wtedy już nosiłam na głowie, miał identyczny kolor jak ta suknia. To był naprawdę zbieg okoliczności, ale stąd  poszła plotka, że to wszystko było zaplanowane, bo jak inaczej mogłabym mieć suknię tak idealnie dobraną pod kolor korony. 🙂

Oliwy do ognia dolewały media. Dziennikarze zarzucali mi brak jakiejkolwiek reakcji na werdykt jury, radości i to, że nie rozpłakałam się ze szczęścia. Próbowałam to wiele razy prostować. Nie każda osoba przecież reaguje podobnie na miłe zaskoczenie. Jedni płaczą, inni nie wiedzą co powiedzieć, jeszcze inni się uśmiechają, a niektórzy po prostu mają kamienną twarz. Później wielokrotnie oglądałam fragment z tych wyborów, moment koronacji. Ja widziałam na swojej twarzy szczęście i niespodziankę. Osoby, które mnie nie znały, pewnie zupełnie inaczej to wtedy odebrały.

Rok z koroną na głowie

W nagrodę za wygranie wyborów Miss Polonia dostałam m.in. bardzo drogie futro bardzo słynnej włoskiej firmy „Marbella”. Futro zrobione było ze skór hodowanych specjalnie w Kanadzie lisów. Naprawdę, próbowałam się pozbyć tego futra wielokrotnie, chciałam je sprzedać lub  przerobić, ale nic z tego nie wyszło i ono dalej wisi już od 12. lat u rodziców w szafie. Jest to taki prezent, którego ja nigdy nie wykorzystałam i jedna z takich rzeczy, z którymi nie za bardzo wiadomo co zrobić.

Wygrałam także samochód, Fiat Bravo. Był i jest on w mojej rodzinie do dzisiaj. Najpierw ja sama nim jeździłam, potem oddałam go moim rodzicom. Jest on uznawany za taką rodzinną pamiątkę i podejrzewam, że już raczej rodzice go nie sprzedadzą. Jak odmówi posłuszeństwa, będzie stał w garażu.

Ja odkąd byłam małą dziewczynką, interesowałam się konkursem Miss Polonia i zawsze, co roku, jak były te wybory transmitowane w telewizji, zasiadałam przed telewizorem i to było dla mnie takie swego rodzaju święto. Miałam takie swoje wyobrażenie, że później, jak zostanie się taką Miss, to dużo osób o nią dba, że ma pełną garderobę ciuchów, do dyspozycji makijażystów, fryzjerów, którzy troszczą się o jej wizerunek. Tak zawsze mi się wydawało. Później, gdy zostałam tą Miss, okazało się, że często były takie sytuacje, że właściwie musiałam radzić sobie sama, że gdyby nie sukienki zaprzyjaźnionego Tomka Ossolińskiego, to nie miałabym w czym wystąpić na konkursie Miss Świata. Wtedy mój entuzjazm troszeczkę opadł. Ale nie zrobiłam z tego wielkiej tragedii. Dzisiaj, kiedy to wspominam i  patrzę na to z perspektywy tych dwunastu lat, to myślę, że może to były po prostu wtedy takie czasy i tak to u nas w Polsce wyglądało. Absolutnie nie mam do nikogo o to pretensji. A nawet myślę, że dzięki temu, że wtedy nie było sztabu fachowców współpracujących z Biurem Miss Polonia i nikt nam nie podpowiadał, w co się mamy ubierać, jak zachowywać, to może konkurs Miss Polonia otworzył mi jakąś  drogę do większej samodzielności. To był naprawdę taki niezły test na sprawdzenie samej siebie, na wydoroślenie. Przecież ja, kiedy zostałam Miss Polonia, miałam 18 lat, byłam zresztą, jak się później okazało, najmłodszą Miss Polonia w historii.

Ludzie, którzy mnie znają, twierdzą, że tytuł Miss Polonia mnie nie zmienił, że pozostałam taka sama. Ja myślę, że poszerzył mi horyzonty. Zaczęłam podróżować, zwiedzać świat, poznawać ludzi, uczyć się języków. Ciekawość świata i chęć poznawania czegoś nowego została mi do dzisiaj. Dzięki konkursowi zainteresowałam się podróżami. Przestałam bać się tego, co przed nami, co jeszcze możemy zrobić. To jest bardzo pozytywne.

Nie uważam, żeby po zdobyciu przeze mnie korony zmienił się stosunek znajomych do mojej osoby. Wręcz przeciwnie, zawsze się spotykałam z sympatią ludzi, z ich pomocą i życzliwością. Przyjaciele nie odwrócili się ode mnie. Nie mam negatywnych doświadczeń w tym względzie.

Moja kadencja przebiegała bardzo spokojnie. W ramach swoich obowiązków pojawiałam się na wyborach regionalnych, czy różnych targach, gdzie reklamowałam sponsorów wyborów Miss Polonia. Nie przypominam sobie żadnej szczególnie zabawnej sytuacji z tego okresu. Niczego też nie żałuję.

Nie byłam nigdy bohaterką jakichś plotek, nikt o mnie źle nie mówił. Wtedy nie wypisywano jakichś bzdur w prasie brukowej.  Oczywiście było mi miło, jak ludzie podchodzili i gratulowali mi mówiąc, że faktycznie wybór był celny. Tylko raz ktoś napisał mi list z taką treścią w środku, że nigdy w życiu nie zdarzyło się, żeby ktoś wybrał brzydszą Miss Polonia, niż ja jestem. Wtedy, dla 18-latki to był policzek. Od razu ten list podarłam i wyrzuciłam. Natomiast gdybym go dzisiaj dostała, to pewnie schowałabym go na pamiątkę.

Przypomniała mi się jeszcze jedna anegdota. Wtedy z wyborami Miss Polonia niemal zbiegały się w czasie wybory Miss Polski. Zaczęto więc nas – zwyciężczynie obu konkursów – porównywać. „Super Express” zorganizował nawet specjalny plebiscyt, która z nas jest piękniejsza. Wypowiadały się na ten temat różne osoby publiczne. I pamiętam taki komentarz Marka Sierockiego, który powiedział, że on woli szczuplejsze dziewczyny, a ja jestem taka bardziej pulchna. Nie wiem dlaczego tak mnie ocenił,  bo ja w tamtym czasie ważyłam 46 kg (przy wzroście 176 cm) i byłam bardzo szczupła. To najlepszy dowód na to, że oceniając kogoś tylko na podstawie zdjęć (a tak właśnie było w tym przypadku), można faktycznie nabrać jakiegoś mylnego przekonania o jego wyglądzie.

Dodaj komentarz