Wywiad z E. Wierzbicką – cz. II

– Jest takie powiedzenie: „trawa po drugiej stronie płotu jest zawsze bardziej zielona”. Zanim podjęła Pani pracę w BMP miała Pani zapewne jakieś wyobrażenie o tym, jak wygląda od kulis organizacja konkursu Miss Polonia, może sugerowała się Pani jakimiś publikacjami w mediach. Na pewno miała Pani jakieś swoje ulubione Miss, które na podstawie ich medialnego wizerunku uważała Pani za najpiękniejsze, najsympatyczniejsze. Obecnie poznała Pani Miss-biznes od podszewki, a większość Miss Polonia osobiście. I??? Czy zweryfikowała Pani swoje sympatie i antypatie? Jak dalece medialny wizerunek osób publicznych (w tym wypadku Miss Polonia) może odbiegać od tego, jakie są naprawdę? Czy teraz, kiedy jest Pani najbliżej konkursu Miss Polonia sposród wszystkich osób w Polsce, wzrosła Pani sympatia dla tej imprezy, jest tak, jak sobie to Pani wyobrażała, czy też może przeżyła Pani rozczarowanie?

Szczerze mówiąc, to zanim zaczęłam pracę z wyborami Miss Polonia, niewiele wiedziałam o konkursach piękności i tak jak teraz bardzo często muszę odpowiadać na pytanie, jaka jest różnica między konkursami Miss Polonia i Miss Polski, to wtedy sama takie pytanie zadawałam. Pamiętam z czasów dzieciństwa, jak z całą rodziną oglądaliśmy wybory Miss Polonia na początku lat 90-tych i każdy obstawiał swój typ na wygraną. Teraz, jak patrzę na to od strony organizatora, to oczywiście widzę, że konkurs Miss Polonia się zmienił w postrzeganiu przez ludzi. Bardzo wielu Polaków uważa, że powinno być tak jak kiedyś – całą rodziną oglądamy finał Miss Polonia, a później przez cały rok wybrana dziewczyna nie schodzi z pierwszych stron gazet. Ale czasy się zmieniły, tak jak zmienił się Prezes konkursu :))). I nie będzie już takiego zainteresowania społecznego wyborami jak kiedyś. Dziś „musimy walczyć” o oglądalność, o tego samego widza, co dziesiątki innych programów rozrywkowych, konkurować z telewizjami kablowymi. Co więcej – pokazać samą Miss w mediach jest bardzo trudno, gdy w kraju „lansuje się” gwiazdy pokroju Joli Rutowicz czy Frytki. Dla mnie to jest paranoja, że zamiast pięknych dziewcząt wybieramy kicz i tandetę. Ale co zrobić – o gustach się nie dyskutuje…   Zmieniły się też dziewczyny startujące w konkursie i inaczej przebiegają kariery Miss Polonia. Kiedyś była to jedyna droga, aby pokazać się na szklanym ekranie. Dziś świat show-biznesu, mody, telewizji, w którym my też się znajdujemy, jest bardziej wymagający, niż był 20 lat temu. Ale nie zmienił się chyba pod jednym względem – upór i wola walki zawsze procentują i dziewczyny, które biorą udział w konkursie, muszą być tego świadome.

Moje podejście do laureatek konkursu? Z pełną świadomością mówię, że nie zmieniło się bardzo, ponieważ (tak jak już wcześniej wspomniałam),  nie interesowałam się konkursem poza oglądaniem finału, wyborami Miss Polonia, wygranymi. Mogę jedynie powiedzieć, że te Miss, które teraz znam, są bardzo fajne i naprawdę są wspaniałymi kobietami, jak np. Pani Jadwiga Flank, Kasia Borowicz, Ewa Wachowicz, czy inne Miss.

– Co jest dla Pani najtrudniejsze w Pani pracy? Co Pani najbardziej w niej lubi, a czego nie cierpi? Kto najbardziej Pani pomaga i wspiera w Pani pracy?

Może zacznę od końca. Najbardziej lubię te 2-3 dni po finale Miss Polonia, kiedy napływają do Biura gratulacje, podziękowania od sponsorów, często piszą do nas nieznajomi, dzieląc się swoimi wrażeniami po finałowej gali. I wtedy właśnie odczuwam satysfakcję, że jednak mimo wielu przeszkód, które w ciągu ostatniego roku stanęły na drodze – było warto. Może zabrzmi to zabawnie, ale kiedy widzę na scenie uśmiechnięte dziewczyny, nowokoronowaną Miss i później w ciągu roku, gdy pracujemy nad jej wizerunkiem, promocją w kraju, a także za granicą, cieszę się, że nasza praca nie idzie na marne, że możemy pomóc w zmianie na lepsze życia chociaż jednej osoby.

Tak samo jest z działalnością charytatywną – mówiłam o tym często, ale powtarzać będę to zawsze – nie ma większej zapłaty dla nas organizatorów, jak uśmiech na dziecięcej twarzyczce.   Od wielu lat współpracujemy z Fundacją Spełnionych Marzeń. Małgosia i Tomasz Osuchowie pomagają dzieciom oraz ich rodzinom przetrwać walkę z chorobą nowotworową.  Co roku jesienią nowa Miss odwiedza szpitale, w których działa fundacja. Dla nas to niewiele – wystarczy poświęcić kilka godzin na przyjazd do szpitala i rozmowy z dziećmi. Dla maluchów to niewypowiedziana radość zobaczyć w drzwiach szpitalnej sali piękną dziewczynę w koronie. To prawie jak bajka, która w nieznany dla nikogo sposób – stała się realna.

Czego nie cierpię? Jest wiele rzeczy, które mi przeszkadzają. Ale są to kwestie, na które ja osobiście nie mam wpływu i nie mogę zrobić nic, żeby to zmienić. Osobiście – nie boję się wyzwań. Wyznaję zasadę, ze choćby wyrzucili cię drzwiami – to trzeba wrócić oknem. Gdybyśmy razem z Witoldem nie wierzyli, że to co robimy, ma sens – nie podjęlibyśmy tak wielu działań w ciągu ostatnich pięciu lat. Miss World w Polsce, Miss Polonia na Grand Prix Australii, w tym roku zgrupowanie w Tajlandii. Myślę, że jest się czym pochwalić. I nieważne jaka opinia będzie krążyć wśród społeczeństwa (a zawsze grono krytykujących i niezadowolonych będzie liczebnie przewyższać tych, którzy hołdują temu, co robimy). W pamięci mam gazetę przywiezioną w 2006 roku z Nigerii przez moją siostrę – a tam na pierwszej stronie zdjęcie dziewczyn z całego świata pod wielkim tytułem – „Najpiękniejsze finalistki Miss World 2006 w Giżycku!”

No właśnie…W tym roku upływa 5 lat od momentu, kiedy objęła Pani funkcję Prezesa Biura Miss Polonia. Jakby Pani podsumowała te 5 lat – co uważa Pani za swój największy sukces, a co za największą porażkę? Zdaniem wielu osób, jednym z największych sukcesów BMP pod Pani zarządem jest sprowadzenie do Polski konkursu Miss World. Zdaniem innych to było niepotrzebne i zakończyło się porażką Was – BMP. A jak Pani sama ocenia tą decyzję po trzech latach? Czy było warto?

Nie wiem, czy ja jestem właściwą osobą do oceny samej siebie. Wielu rzeczy mogę nie dostrzegać i nie podchodzić do tego krytycznie. Poza tym to nie jest tylko moja praca przez ostatnie 5 lat, ale przede wszystkim mojego kolegi Witka, z którym pracujemy razem od początku. Za co mu bardzo dziękuję. Moim zdaniem konkurs Miss World 2006 był dużym sukcesem i wielkim wydarzeniem. Słowa krytyki, że to za dużo kosztowało są bezpodstawne, ponieważ co roku miasta wydają dużo więcej pieniędzy na promocję która nie znajduje aż tak szerokiej grupy odbiorczej. Można nie robić nic, można było nie podejmować ryzyka Miss World w Polsce, ale pytanie czy na tym właśnie polega praca, rozwój firmy, idei?? Uważam, że warto i trzeba w każdej dziedzinie, nie tylko z konkursem Miss Polonia, podejmować nowe wyzwania, bo tylko one mogą rozwijać nas i nasz kraj. 

– Jakie było dotychczas najśmieszniejsze i najstraszniejsze zdarzenie podczas Pani „prezesury”? Czy jest może coś, czego Pani żałuje, albo co Panią zaskoczyło?

Minęło już 5 lat, odkąd przejęłam „stery” Miss Polonia. W tym czasie zdarzyło się wiele zarówno przezabawnych, jak i dramatycznych historii. Jednak pamięć ludzka jest tak zadziwiająco skonstruowana, że przechowuje tylko te dobre wspomnienia. To co złe – stara się ukryć w dalekich zakątkach świadomości.   Tak naprawdę żałuję tylko jednego – zmarnowanej szansy, jaką była organizacja Miss World w Polsce. Lepszej promocji niż pokazanie Polski ponad 100. pięknym dziewczętom z całego świata nie mogliśmy sobie wcześniej wymarzyć. A jednak pozwoliliśmy na to, aby natura silnego w słowach, a nie w czynach Polaka zwyciężyła. Ciągle brakuje nam konsekwencji w swoich działaniach – wiadomo, wygodniej jest coś skrytykować, niż podwinąć rękawy i samemu zmienić rzeczywistość na lepsze. Osobiście swoim działaniom nie mam nic do zarzucenia. I mimo tego wszystkiego, co się później stało, uważam, że było warto. Bo kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.

Wiele obaw i niepokoju towarzyszy co roku podróżom zagranicznym. Tak było w przypadku Kongo. Chcieliśmy rok temu zorganizować tam zgrupowanie przygotowujące do finału Miss Polonia. Niestety mimo pięknych i malowniczych zakątków – jest tam bardzo niespokojnie i niebezpiecznie. Nie zdecydowaliśmy się, aby zabrać tam finalistki. Może kiedyś, gdy ktoś zagwarantuje, ze wrócimy cało i zdrowo do domu. Wtedy nie mogliśmy narażać na to dziewczyn. Ale nie zrezygnowaliśmy i udało się podjąć organizację zgrupowania w Tajlandii. Głęboko wierzę w to, że wszystko się uda wykonać w 100% i 24. października 20 szczęśliwych i uśmiechniętych dziewcząt zawalczy o koronę tej najpiękniejszej.

Najśmieśniejsze zdarzenia? Oj zdecydowanie było ich wiele! Nigdy nie zapomnę powrotu z Basią Tatarą z Wietnamu.  Kilogramy nadbagażu, które nam wtedy towarzyszyły, nie mogły przejść  niezauważone podczas kontroli na lotnisku. Pomogła nam wtedy organizatorka z Ukrainy, która nie wiedzieć w sumie dlaczego, wracała tym samym rejsem, co my. Wspólnie udało nam się przekonać obsługę, żeby mimo dość pokaźnych nadliczbowych kilogramów pozwoliła nam wsiąść do samolotu. Ech, co to było za przeżycie… 😉

Wiele osób zastanawia się również, czy ja kiedyś nie wygrałam konkursu Miss Polonia. Pewnego razu, podczas jednego z eventów jedna z finalistek usilnie przekonywała mnie, że gdy zdobyłam tytuł, wyglądałam prawie tak samo jak teraz. Trochę się zmieniłam, ale nadal wyglądam jak ta miss  z lat 90-tych. Szanowni Państwo – oświadczam, nigdy nie byłam (i już raczej nie będę ) Miss Polonia! :)))))

Wiele osób deklaruje się jako fani konkursu Miss Polonia i często w dobrej wierze próbują pomagać, udzielać jakichś rad, a nawet krytykować. Jaki jest Pani stosunek do tego? Czy jest Pani odporna na krytykę? Czy sugeruje się cudzymi opiniami? Jakie cechy wg Pani wyróżniają prawdziwego fana wyborów Miss?

Nie chcę, żeby to co teraz powiem źle zabrzmiało, ale dla mnie ta grupka osób, która gdzieś na jednym forum w sieci, „obrzuca błotem” i obelgami wszystkich związanych z konkursami piękności jest daleka od określenia „fani konkursu”. Krytykować jest bardzo łatwo, rzucać oszczerstwa jeszcze łatwiej, ale nikt z tej grupki nie pomyśli, co czują te młode dziewczyny, które przeżywają duży stres związany ze startem w wyborach Miss Polonia lub konkursach zagranicznych. Tam nie ma żadnych trafnych uwag, żadnych konstruktywnych działań, jedynie głupie stwierdzenia, obrażanie dziewczyn, projektantów, organizatorów. Proponowałabym zająć się czymś rozwijającym, zamiast pienić się i krzyczeć za pośrednictwem klawiatury i monitoru. I chyba tyle mam na ten temat do powiedzenia.


Dodaj komentarz