Wywiad z L. Wasiak, cz. II

Lidia Wasiak – Miss Polonia 1983; reprezentowała Polskę na konkursie Miss World 1983.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla oficjalnej strony konkursu Miss Polonia we wrześniu 2009 roku.

„Lidka, za 10 minut zbiórka w hallu”, czyli smak sukcesu

Finał konkursu, cała ta gala, radość ze zwycięstwa, gratulacje… To wszystko działo się jak w przyspieszonym filmie… Już na drugi dzień zaczęła się (od 6.00 rano – wywiad w radiu) praca Miss – czyli obowiązki  przewidziane w kontrakcie podpisanym z organizatorami.

Nie sprawiały mi większych trudności częste wyjazdy, lubiłam podróże, a ponieważ byłam niezłą uczennicą, wszystkie wynikające z nich zaległości szybko nadrabiałam.

Stałam się też mistrzynią szybkości pakowania się – po nieoczekiwanym telefonie do hotelowego pokoju: „Lidka za 10 minut zbiórka w hallu, wyjeżdżamy!”,  potrafiłam ogarnąć się błyskawicznie.

W sumie to były bardzo sympatyczne wyjazdy, spotkałam wiele popularnych osób. Najmilej wspominam występy z artystami estrady polskiej na koncertach „Gwiazdy nad Tarnowem”.

Krzysztof Materna, Jan Pietrzak, Krystyna Prońko, Magda Umer, Zbigniew Wodecki, chłopaki z zespołu Lady Pank i Oddziału Zamkniętego – to tylko nieliczne osoby z tych, które miałam przyjemność poznać osobiście. Wszyscy byli dla mnie mili, życzliwi i pomocni w moim zagubieniu w świecie estrady…

Zaskakiwały mnie częste prośby o autograf z dedykacją, przychylność i sympatia ze strony zupełnie obcych ludzi, kwiaty… Pamiętam też taki zabawny epizod – lider jednego z zespołów podszedł do mnie i zapytał, czy może mnie pocałować w policzek, bo jeszcze nigdy nie całował księżniczki J

Po tamtym roku zostało mi mnóstwo wspomnień, miłych…ale też i niezbyt przyjemnych. Ale te drugie schowałam głęboko w pamięci i staram się do nich nie wracać.

Zachowałam dużą torbę, do której zbierałam listy od osób z Polski i z różnych stron świata, wszystkie zaskakujące i życzliwe. Na wielu kopertach nie było adresu tylko moje imię, nazwisko i tytuł, czy przykładowo tylko napis „Miss Polinski, Poland”(?!),  a i tak docierały do mnie J

Mam też gruby album ze zdjęciami i artykułami tak oryginalnie zatytułowanymi jak: „Znowu Monarchia”, Bursztynowa Dziewczyna”, „Typ na Londyn”. Również  zachodnie gazety pisały o Miss Polonii’83,  takie jak „Time”(!), „Daily Mail” czy „Bild”. Wybory po 25-letniej przerwie cieszyły się ogromnym zainteresowaniem mediów zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Mam koronę. Wtedy otrzymywało się ją na pamiątkę, nie było to trofeum przechodnie, jak to miało miejsce od 1985 roku.

Wygrany Maluszek długo mi służył. Co miłe, widziałam go jeszcze kilka lat temu na jednej ze szczecińskich ulic!

Bardzo szybko zrozumiałam, że rola Miss jest nie dla mnie… Miałam dosyć popularności, tych wszystkich komentarzy na mój temat, zaczepek na ulicy. Odebrano mi spokój i prawo do bycia sobą, do własnego prywatnego życia. Nie byłam na to absolutnie przygotowana…

Pierwszy raz odczułam, że jestem osobą publiczną jeszcze w Sali Kongresowej tuż po koronacji, gdy konferansjer Wowo Bielicki zaintonował, a publiczność wstała i chóralnie odśpiewano mi „Sto lat”… Do dziś dreszcz przebiega po mojej skórze, gdy wspomnę tamte łzy i wzruszenie. To był ostatni moment, kiedy byłam naprawdę bezgranicznie szczęśliwa z powodu wygranej…

Potem już wszystko potoczyło się szybciutko, niby z moim udziałem, a jednak jakby poza mną. W zasadzie nie miałam wpływu na żadną decyzję, nie autoryzowałam wywiadów, zdjęć, nie mogłam decydować, na którą imprezę czy spotkanie chcę jechać, a które zaproszenia odrzucić, które kontrakty podpisać. O wszystkim z powodu konstrukcji umowy z organizatorami wyborów Miss Polonia 1983, którą to miałam obowiązek podpisać, decydowali oni – organizatorzy, którzy bardziej zajmowali się swoimi kłótniami o organizację wyborów niż mną…

Nieprzyjemne sytuacje i kłopoty zaczęły się pojawiać już po kilkunastu tygodniach od mojej koronacji, kiedy doszło do sporów o prawo do organizowania konkursu Miss Polonia między Estradą Stołeczną, a „Expressem Wieczornym”. W konsekwencji tej kłótni moja ”kadencja” trwała tylko 9 miesięcy, ponieważ nowi organizatorzy w następnym roku zorganizowali finał o 3-mce wcześniej.

Z tego powodu również nie pojechałam do USA na konkurs Miss Universe, chociaż miałam to gwarantowane w kontrakcie podpisanym z Estradą Stołeczną reprezentowaną w tamtych czasach przez dyrektora Stanisława Cejrowskiego.

Pamiętam też sytuację, gdy przyniesiono mi umowę na publikację mojego zdjęcia w kalendarzu, odmówiłam z powodu proponowanej śmiesznej sumy, a kalendarz z moim zdjęciem i tak się ukazał.

Nie było pojęcia stylista, kolorystka, wizażystka czy pani od PR…

Stres, plotki, niesprawiedliwa krytyka – wiele łez przez to wylałam, ale po tych 9. miesiącach „missowania” uodporniłam się w końcu na takie zachowania i coraz trudniej już było mnie zranić.

Nie przypominam sobie natarczywych wielbicieli… Przemiłych było wielu, ale to osoby, które wielbiły Miss, a nie mnie. Bo jak inaczej wytłumaczyć zdarzające się propozycje matrymonialne od osób, których w ogóle nie znałam ?

Ale w życiu nie dostałam tylu kwiatów. To było zawsze sympatyczne 🙂

Dodaj komentarz