Wywiad z E. Tylecką – cz. I

Ewa Tylecka – Miss Polonia 1995; reprezentowała Polskę na konkursie Miss World 1995.

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla strony oficjalnej konkursu Miss Polonia w sierpniu 2009 roku.

Dziewczyna z Dzierżoniowa

W 1995 roku miałam 21 lat. Mieszkałam w Dzierżoniowie. Byłam studentką Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu i pracowałam w sklepie rzeźniczym moich rodziców. Moje zainteresowania „od zawsze” były takie same i do dziś się nie zmieniły za wiele. Lubiliśmy z bratem łowić ryby. Interesowały mnie sztuki walk wschodu i troszeczkę niekonwencjonalna magia.  Ale przede wszystkim uwielbiałam taniec i sport. Trenowałam na siłowni, kształtowałam swoje ciało.

Ze sklepu mięsnego do Sali Kongresowej

Tak naprawdę motorem mojego startu w konkursie Miss Polonia był mój brat. Kiedy siedząc w sklepie mięsnym rodziców zobaczyliśmy ogłoszenie o castingu do Miss Dolnego Śląska, powiedział: idź, spróbuj. Zaczęłam żartować, że pójdę „z marszu”, tak jak stałam, w bucikach odpowiednich do chodzenia po ubojni. Na początku nie było dla mnie oczywiste, że chcę wziąć udział w takiej imprezie. Ale brat nie ustąpił, zmotywował mnie, wręcz wygonił na te wybory. Pomyślałam w końcu: bawmy się, czemu nie. Ja zresztą cały  konkurs traktowałam jako zabawę, ale jednocześnie, jak już zdecydowałam się wystartować, to później chciałam osiągnąć jak najwięcej. Tak jak każda dziewczyna biorąca udział w konkursie.

Najpierw były eliminacje do wyborów Miss Dolnego Śląska. Odbyły się one w Reducie. Przeszłam przez te eliminacje. Wybrano tam 20 dziewcząt do finału Miss Dolnego Śląska. Następnie był sam finał regionalny, do którego przygotowywałam się pod okiem Pani Elżbiety Barczyńskiej z Wrocławia. Zaprzyjaźniłyśmy się i utrzymujemy kontakt cały czas, choć ostatnio może troszkę mniej. Pani Ela mnie trenowała, zmuszała do ciężkiej pracy, uczyła chodzić, prezentować się na scenie.

W czasie konkursu Miss Dolnego Śląska wygrałam tytuły Miss Foto, Miss Publiczności i główny tytuł – Miss Dolnego Śląska.

Mam do dziś czerwoną sukienkę, w której wystąpiłam w finale Miss Dolnego Śląska! Mam do niej sentyment, bo w niej była moja pierwsza wygrana w konkursie piękności. Do dziś mam też diadem otrzymany na tych regionalnych wyborach.

Kolejny etap konkursu Miss Polonia to ogólnopolskie półfinały w Siedlcach. Tu przeszłam do finałowej „20” i zdobyłam tytuł Miss Publiczności. No i wreszcie gala finałowa w Sali Kongresowej i wybór mnie na  Miss Elegancja i Miss Polonia!!! Wygrałam samochód, którego niestety już nie mam 🙂

Zanim to jednak nastąpiło, naprawdę ciężko pracowałyśmy, przeszłyśmy przez dwa tygodnie morderczych prób. Zamknięte zgrupowanie przygotowawcze odbywało się w ośrodku telewizyjnym TVP, gdzieś na Mazurach, nawet nie pamiętam już niestety nazwy miejscowości. Byłyśmy tylko my – finalistki, choreograf i parę osób z obsługi. 3 dni przed koncertem finałowym przyjechałyśmy do Warszawy, by to wszystko, czego się nauczyłyśmy, przećwiczyć na deskach Sali Kongresowej w PKiN.

W czasie zgrupowania przedfinałowego nie było za wiele atrakcji. Tak to wyglądało: śniadanie, ćwiczenia, obiad, ćwiczenia, kolacja, dobranoc. Miałyśmy przepiękne układy choreograficzne, mnóstwo fajnych konkursowych wyjść. W naszym roku to była naprawdę wielka elegancka gala finałowa. Dziś finał Miss Polonia to bardziej telewizyjne przedstawienie, wtedy, w latach 90-tych było bardziej teatralne. To, co pamiętam, z okresu przygotowań, to na pewno bardzo ciężka praca.

Zostać Miss Polonia

Wszystkie moje wspomnienia z okresu panowania są piękne i wyjątkowe. Nie mam złych wspomnień. Umiem sobie wytłumaczyć, że nawet te gorsze chwile muszą być po to, żeby docenić te lepsze, które na zawsze zostają w pamięci.

Najtrudniejsze były podróże, przemieszczanie się samochodem po Polsce. Czasami zdarzało się, że jechałam całą noc z jednego końca Polski, żeby być rano na drugim końcu Polski. Na szczęście miałam znajomych z Dzierżoniowa, którzy ze mną jeździli i bardzo mi pomagali. Chciałabym podziękować np. byłemu już policjantowi  Andrzejowi Załużnemu i jego żonie.

Z chwilą, kiedy na moją głowę włożono koronę Miss Polonia 1995, ze zwykłej dziewczyny stałam się osobą publiczną. Na początku było to miłe i sympatyczne, do momentu, kiedy ludzie nie zaczęli mnie postrzegać tylko jako „instytucji charytatywnej”. Dostawałam mnóstwo listów: „Proszę mi pomóc, nie mam pieniędzy”. Ja nie mogłam pomóc, sama nie miałam pieniędzy, bo skąd miałam mieć. I to było trochę przykre. To nie jest tak, że jak się wygrywa konkurs Miss Polonia, to się wygrywa mnóstwo pieniędzy i miesięczną pensję, choć być może tak być powinno, bo „królowanie” to jest przecież ciężka praca.

Komentarze zawsze będą. Niemożliwe, żeby ich nie było. Każda osoba publiczna ma swoich zwolenników i swoich przeciwników. Po nawale pracy, zmęczona,  miewałam chwile słabości. Każdy je ma nawet w życiu codziennym, ale nie dawałam tego poznać po sobie i nie poddawałam się.

Do pewnego momentu popularność jest super, ale później ludzie zaczynali postrzegać mnie jako Miss Polonia, a nie jako Ewę Tylecką. Do tej pory mnie to denerwuje. Większość moich znajomych była oburzona, że im nie powiedziałam, że wygrałam tytuł Miss Polonia. Niektórzy dowiedzieli się o tym dopiero po paru latach. Ale gdybym im powiedziała, patrzyliby na mnie całkiem inaczej. A ja jestem zwyczajną osobą i mam prawo wyglądać czasami lepiej, a czasami gorzej.

Aby odnieść sukces na konkursie piękności, czy to krajowym, czy międzynarodowym, potrzeba dużo swojej własnej pracy i optymizmu, wiary w to, że startuje się po to, żeby coś osiągnąć, pogody ducha i szczęścia. Trzeba mieć dobry dzień i wykorzystać go jak najlepiej.

I akurat mi się udało. W moim roczniku do konkursu Miss Polonia zgłosiło się ponad 5 000 kandydatek. Uważam, że to dużo. Ciężko nazwać Miss Polonia najpiękniejszą kobietą w Polsce, jest wiele pięknych kobiet, a gust nie podlega dyskusji. Dla ludzi Miss Polonia to jest ideał. A to nieprawda. O jej wyborze decyduje jury – kilkanaście osób. Gdyby jego skład był inny, być może wygrałaby zupełnie inna dziewczyna, np. zamiast blondynki, czarnowłosa.

Tak naprawdę na to, że wygrałam konkurs Miss Polonia, złożyło się dużo mojej pracy, wiele szczęścia i przede wszystkim ogromna pomoc moich rodziców. Bez niej i ich motywacji nie wygrałabym tych wyborów. Dziękuję im za to, że mnie wychowali, na taką, jaką jestem. Dziękuję za cierpliwość, jaką do mnie mieli oraz za pieniądze, które we mnie zainwestowali.

Utkwiły mi w pamięci słowa taty wypowiedziane zaraz po ogłoszeniu wyników dla jednej z rozgłośni radiowych: „Jeśli skrzyżujemy Górala z Litwinką, to owocem musi być Miss Polonia”

Ciężko mi powiedzieć, co mnie najbardziej pozytywnie zaskoczyło w roku panowania. Wiele rzeczy, bo ja  umiem cieszyć się wszystkim, i dużym osiągnięciem, i małymi rzeczami. Ja ogólnie jestem bardzo wielką optymistką i staram się,  z upływem lat nawet coraz bardziej, podchodzić do wszystkiego z uśmiechem. Jak mówię: nie patrzę w lusterko wsteczne, tylko przez przednią szybę. I taka chcę pozostać. Myślę, że życie mnie tego nauczyło i czasami trzeba rzucić wszystko losowi pod nogi.

Dodaj komentarz