Wywiad z J. Spychalską – cz. I

Joanna Spychalska – I Vicemiss Polski 2007

Wywiad przeprowadzony przeze mnie dla Globmiss w maju 2009 roku. Obecnie

Przeciwnicy konkursów piękności grzmią, że to targowiska próżności, że łudzą one lekkim i luksusowym życiem, a tak naprawdę  niczego uczestniczkom nie zapewniają, że kandydatki traktowane są w nich przedmiotowo i stają się jedynie marionetkami w rękach sponsorów. Czy tak jest rzeczywiście? A jak to wygląda z punktu widzenia dziewczyn startujących w takich imprezach? Czy czują się one wykorzystane?

W 2007 roku Joanna Spychalska była nieśmiała, może trochę dziecinna, ale bardzo wesoła, optymistycznie nastawiona do życia i samodzielna. Miała swoje wielkie marzenia, jednak  nie wierzyła, że kiedyś się spełnią. Uczęszczała do klasy maturalnej III LO w Lubinie. Miała 10 pomysłów na minutę i szybko zmieniała kierunki swoich zainteresowań. W  tamtym okresie chciała zostać wizażystką lub kosmetyczką (nadal zresztą rozważa taką możliwość:)) Interesowała ją bardzo kryminologia i z zapartym tchem pochłaniała wprost programy o tej tematyce na Discovery Channel oraz książki pożyczone od  mamy. Wbrew zapewnieniom pana, który przedstawiał finalistki Miss Polski 2007 na samej już Gali, nie pochłaniała jej matematyka, wręcz przeciwnie:) Chyba zresztą ku rozpaczy jej rodziców i nauczycieli. Była i nadal jest typową humanistką, uwielbia pisać i czytać o niemalże wszystkim. Jej plany w tamtym okresie co do kierunku studiów oraz przyszłego zawodu nie były jeszcze sprecyzowane, ale  zawsze chciała zostać modelką, śledziła świat mody i zazdrościła dziewczynom, których twarze zdobią okładki kolorowych magazynów. Marzyła także o dalekich podróżach, fascynował ją Egipt, chyba ze względu na swój niepowtarzalny klimat tajemnicy… 

Przed 2007 rokiem Joanna oglądała wspólnie z siostrą wszystkie konkursy piękności, jakie były emitowane 😛 I gdy tylko skończyła 18 lat, postanowiła sama spróbować swoich sił w takiej zabawie. (Jak się później okazało, była jedną z  dwóch  najmłodszych finalistek Miss Polski 2007.

Zdecydowałam się na udział w wyborach Miss za namową  koleżanek. Dowiedziałam się  o eliminacjach zupełnie przypadkowo, ale postanowiłam spróbować. Organizatorka, która zajmowała się konkursem  w moim mieście, reprezentowała akurat Miss Polski i teraz bardzo się cieszę, że trafiłam właśnie na ten konkurs. Na początku podeszłam do tego jak do zabawy, jednak po kolejnych wygranych zaczęłam myśleć o tym, jak o przepustce do wielkiego świata. Liczyłam na to, że spełnią się moje marzenia o dalekich podróżach i o modelingu. Nie czarujmy się, wszystkie dziewczyny chcą, aby ich uroda została doceniona i odpowiednio wyróżniona:) To taka nasza mała, zupełnie niegroźna  wada…

Pierwszym etapem był konkurs Miss Lubina, który został  połączony z konkursem piękności sąsiedniego miasta, a w  rezultacie do zgarnięcia były dwa tytuły. Pamiętam, że tak bardzo się denerwowałam,  że nie mogłam się uśmiechnąć, a jak już mi się to udało, szczęka zastygła mi w  jednej pozycji i nie chciała puścić…:P Mimo to powiodło mi się i wygrałam:).

Później poszło już  z górki. Poprzeczka jednak została podniesiona znacznie wyżej – zostałam wysłana na wybory Miss Dolnego Śląska. Bardzo miło wspominam ten konkurs, zgrupowanie spędziłam z bardzo sympatycznymi dziewczynami, z którymi do dziś utrzymuję kontakt. Tym razem szczęście znów mi dopisało, ponieważ zajęłam pierwsze miejsce:).

Kolejnym i już ostatnim szczeblem był  Narodowy Konkurs Miss Polski 2007. Przeszłam półfinały i trafiłam do finału. Bardzo się cieszyłam i również dobrze wspominam tamten okres. Stres był duży, ale organizatorzy starali się nam umilić czas oraz traktowali niemalże po królewsku. Bardzo miło wspominam nasze próby do finału, które prowadził surowy, ale bardzo dowcipny oraz sympatyczny choreograf, a także  stołówkę, na której podawali nam same rarytasy…Wstyd się przyznać, ale jedzenie było tak pyszne, że niemal każda z nas, która sobie nie żałowała, przybrała na wadze:)

Niemal rokrocznie konkursowi Miss Polski towarzyszą sensacyjki, skandale. Jak było w 2007 roku? Jakie wówczas krążyły w kuluarach plotki?

Plotki…Hmmm…nie przypominam sobie żadnej konkretnej, aczkolwiek na pewno było ich dużo:) Jest jednak plotka, która zawsze towarzyszy każdemu konkursowi piękności, a mianowicie dziewczyny posądzane są o bliższe kontakty ze sponsorami lub ludźmi, którzy mają  bezpośredni wpływ na wyniki wyborów. Być może kiedyś były takie sytuacje, plotka musiała mieć gdzieś swój początek, mogę jednak dać słowo, że w Miss Polski coś takiego nie ma prawa zaistnieć. Zajmowali się nami odpowiedzialni i kompetentni ludzie, a co za tym idzie, jest to kompletna bzdura:)

A jaka w takim razie jest prawda na temat zawieranych w trakcie przedkonkursowych zgrupowań przyjaźni?

Myślę,  że dużo w tym prawdy. Mimo, że wszystkie byłyśmy rywalkami i atmosfera czasami bywała napięta, to rodziły się  między nami przyjaźnie. Większą  sympatią darzyłam kilka dziewczyn. m.in. Juliannę Ozgę, Ewę Relidzyńską (mieszkałam z nimi w pokoju), Madzię Puchrowicz, Angelikę Żabińską, Milenę Lutrzykowską oraz Beatę Szumińską. Tyle wyjątkowych dziewczyn zgromadzonych w jednym miejscu i czasie zawsze może powodować stresujące sytuacje, więc było kilka nieporozumień, ale myślę, że tak naprawdę wszystkie się w jakiś sposób lubiłyśmy i wspierałyśmy…Miałyśmy przecież tylko siebie! Moim zdaniem w trakcie zgrupowania nie było faworyzowania kandydatek, każda z finalistek była traktowana tak samo. Mam do dziś kontakt z kilkoma dziewczynami, ale raczej bardzo sporadyczny.

Po wielu tygodniach pracy i przygotowań nareszcie Wielki Finał! Korona Miss Polski 2007 spoczęła na głowie Karoliny Zakrzewskiej z Zielonej Góry, a Joanna została I Vicemiss! Była tak bliska zwycięstwa…Jak ocenia werdykt jury i czy tytuł I Vicemiss Polski to dla niej sukces, czy porażka?

Karolina jest bardzo sympatyczną, spokojną  i skromną dziewczyną o wyjątkowej urodzie. Szczerze powiedziawszy nie poznałam jej zbyt dobrze przed finałem, poznałyśmy się lepiej dopiero w trakcie promowania konkursu, już po wyborach. Uważam, że to był trafny werdykt, Karolina była jedną z moich faworytek:)

Nie od dziś  wiadomo, że każda z dziewczyn zdecydowała się  na udział  w konkursie w nadziei, że to właśnie ona będzie kolejną Miss Polski. Niestety kandydatek na to miejsce było aż 24, więc uważam, że miejsce drugie, czyli tytuł I Vice Miss Polski, to i tak spory sukces. Przez moment miałam poczucie, że byłam o krok od korony, ale dzięki temu, że ostatecznie jej nie zdobyłam, mogłam zdać maturę. Podczas kiedy Karolina przygotowywała się do konkursu Miss World, ja miałam czas na naukę i szczerze mówiąc nie odczuwałam złości czy smutku z tego powodu. Lepszego miejsca nie mogłam sobie wymarzyć:)

Dodaj komentarz